przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Jeśli się pomyliłem, to proszę sprostować, ale odniosłem takie wrażenie, że rozmawiamy mniej więcej na półmetku Pana drugiej kadencji – 2001, 2002, połowa 2003.

Prezydent RP:
Tak, tak, pewno tak.

Ale nie próbował Pan jeszcze podsumowywać przypadkiem tego?

Prezydent RP
– Nie podsumowuję, choć te główne cele, które stawiałem sobie, w ogromnej większości są spełnione. I takim istotnym było wejście do Unii Europejskiej, co w wyniku referendum jest przesądzone. Ale nie zajmuję się ani rocznicami, ani połową rocznic, ponieważ dalej trzeba pracować. W każdym bądź razie cieszę się, że w moim dorobku jest i przyjęcie Konstytucji, i wejście Polski do NATO, i Unia Europejska, i dobre relacje z sąsiadami, i myślę, że też styl prezydentury, który jest akceptowany przez większość Polaków. Więc to mnie uspokaja i pozwala nie myśleć właśnie o rocznicach, a pracować dalej.

Ale towarzyszy Panu ta myśl, że „no, to teraz już z górki”?

Prezydent RP
– Mnie nie towarzyszy, choć oczywiście zawsze w pewną irytację wprowadza pytanie często stawiane: „A co pan będzie robił dalej?”, bo w tej chwili ciągle trzeba się skupić na tym, co jest do zrobienia teraz i w ciągu dwu i pół roku. To nie jest mało czasu, a nic ani w Polsce, ani w świecie nie jest łatwe. Czego się nie dotknąć, to jest albo trudne, albo bardzo trudne, bo czy ostatnia faza przygotowań do wejścia Unii jest bardzo trudna, czy to, co dzieje się z Unią Europejską, jak ona będzie dalej wyglądać, czy i Traktat konstytucyjny, działania wewnętrzne Unii – to też jest bardzo trudne. Irak to jest bardzo trudne, zagrożenia terroryzmem to jest również dramatycznie trudne. Tak że te zadania na dwa i pół roku są tak zajmujące, że nie myślę o perspektywie dalszej i stąd pewno w pewien niepokój wprowadzają mnie pytania: „No dobrze, a co pan będzie robił potem?”.

Tutaj i Leszek Miller przychodzi Panu z pomocą. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” w zeszłym tygodniu powiedział, pytany o kandydata lewicy na prezydenta, że gdyby można było przedłużyć kadencję Aleksandra Kwaśniewskiego, to byłoby najlepsze rozwiązanie. Ale Pan nie jest, zdaje się, zwolennikiem zmian w Konstytucji, tak że...

Prezydent RP
– To jest właśnie takie bardzo sympatyczne stwierdzenie, ale nierealistyczne i tyle. Konstytucja jasno mówi, że kadencja jest powtarzalna tylko raz. Myślę, że to jest bardzo trafne rozwiązanie, praktykowane w końcu nie tylko w Polsce, ale i w świecie. I w moim przekonaniu w tej kwestii nie może być żadnych nawet prób zmiany. Tak że dziękuję za miłe słowa, ale i pan Leszek Miller...

Premierowi.

Prezydent RP
– Premierowi i wszystkim – bo to nie tylko on takie życzenia wyraża. Ja wiem, że one wynikają z sympatii do mnie, ale i ci, którzy to mówią, i ja, wiemy, że są nierealistyczne.

Pamiętam, że miał Pan ogromne poparcie właśnie w sprawie przedłużenia kadencji o jeszcze jedną wtedy, kiedy nie podpisał Pan ustawy o biopaliwach. To w dyskusjach w Internecie, w portalach internetowych było: „Aleksander Kwaśniewski po raz trzeci”. Jak często podczas polemik z politykami dochodzi Pan do takiego momentu, że nie, tego nie wolno mi powiedzieć, ale chętnie bym to temu panu czy tej pani powiedział wtedy, kiedy nie zgadza się Pan z opinią rozmówcy, antagonisty?

Prezydent RP –
Są tutaj dwie bariery. Jedna to jest kultura osobista, jak myślę, która każdego z nas hamuje w wypowiedziach zbyt daleko idących, a z drugiej to jest powaga urzędu, który wypełniam, który nie pozwala na takie zupełnie swobodne operowanie językiem, choć czasami chciałoby się postawić „kropkę nad i” i powiedzieć, co się sądzi o niektórych koncepcjach, o zachowaniach....

Ale Pana zdaniem, Sylvio Berlusconi przesadził?

Prezydent RP
– Oczywiście, że przesadził, i myślę, że on też już ma tego świadomość, tym bardziej że i określenie było niewłaściwe, i myślę, że przeszłość historyczna Włochów też nie upoważnia, żeby...

Jakby nie było to byli sojusznicy.

Prezydent RP
– No właśnie, już nie chciałem tutaj być zbyt złośliwy, ale to nie z tej strony tego rodzaju ataki powinny iść. A poza tym to wszystko było nie na miejscu, a tym bardziej szkoda, że odbywało się na początku włoskiej prezydencji. Z tym, że ja wyrażam przekonanie, iż to był incydent i ta włoska prezydencja będzie bardzo kompetentna, bo to jest w sprawach europejskich taki bardzo zaangażowany, kompetentny kraj.

Czyli nie obawia się Pan, że to będzie jakiś spektakl jednego aktora – Sylvio Berlusconi przez pół roku będzie kierował pracami Unii Europejskiej jednoosobowo?

Prezydent RP
– Nie, nie, nie da się kierować jednoosobowo. On ma w swoim otoczeniu ludzi bardzo profesjonalnych, choćby osoba głównie zajmująca się problematyką europejską – Fini, który tu zresztą był w Polsce, ja go spotkałem wielokrotnie. Choć też z partii jest o korzeniach nienajlepszych, bo związanej z Mussolinim w przeszłości (to jest, oczywiście, kolejna edycja tej partii), to muszę powiedzieć, że jego koncepcje europejskie, postawa europejska jest bardzo dobra i bardzo dla nas życzliwa i kompetentna. Więc ja myślę, że oczywiście premier Berlusconi jest człowiekiem pełnym temperamentu, jest osobą, która wymyka się spoza takich prostych ocen, on trafił przecież do polityki też trochę... nie trochę, a w ogóle z boku, więc na pewno można spodziewać się, że to będzie barwna, ale po tej przygodzie, jak sądzę, będzie już też bardziej panował nad różnymi sformułowaniami.


Prezydent RP
– No, tak jest.

Tak się zastanawiałem przez chwilę, jakby we Włoszech wyglądała Ustawa o radiofonii i telewizji za rządu Sylvio Berlusconiego.

Prezydent RP
– Były podejmowane próby. Jak pan wie, jest to jeden z najbardziej drażliwych tematów we Włoszech. Tam trwa ogromna walka, z tym, że dzisiaj ta walka jest dość jednostronna, ponieważ Berlusconi dysponuje większością w parlamencie. I myślę, że temat relacji państwo a media, media publiczne, media prywatne nie jest zakończony we Włoszech i powinniśmy obserwować, jak ta debata będzie się tam toczyła, bo z tego będzie płynęło bardzo wiele nauk. Pamiętajmy, że my w Polsce nie mamy ani takich magnatów prywatnych, jak choćby pan Berlusconi, no i nie mamy takiego jednak zamieszania, że oto jeden z tych magnatów staje na czele rządu i większości parlamentarnej. To jest sytuacja w warunkach europejskich unikalna i myślę, że powinniśmy zobaczyć, jakie metody prawne są stosowane, żeby tutaj granice nie zostały przekroczone i demokracja, a także pluralizm nie doznał uszczerbku.

A skoro mówimy o mediach, jak Pan odebrał decyzję Sejmowej Komisji Śledczej, by nie stawał pan jako świadek przed nią?

Prezydent RP
– Przyjąłem to jako suwerenną decyzję Komisji Śledczej i oczywiście ani jej nie komentuję... przyjmuję do wiadomości.

Jerzy Szteliga powiedział, że może jednak szkoda, że Pan nie zaprosił członków Komisji do pałacu i nie porozmawiał z nimi, nie złożył zeznań. Poseł Szteliga jest członkiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Prezydent RP
– No dobrze, ale Komisja przyjęła pewien tryb prac, w ramach tego trybu prac była kwestia wezwania prezydenta, czy nie, a jak wiadomo, jest to związane z licznymi i różnymi opiniami prawnymi. Komisja taką decyzję podjęła. Szanuję ją, nie komentuję, sprawę dla mnie zamykam, tym bardziej że informacja o mojej wiedzy na temat tzw. sprawy Rywina jest zawarta w moim przesłuchaniu w prokuraturze i dostępna członkom Komisji. Proszę mi wierzyć, naprawdę nic bym do tego więcej nie wniósł, bo po prostu ja już nic w tej sprawie więcej nie wiem. Jeśli chodzi o wydarzenia sprzed pracy Komisji, bo dzisiaj to my wszyscy jesteśmy ekspertami w tej kwestii. Przecież tyle godzin, tyle materiałów, tyle informacji, które znamy, to one są nieporównywalne z całą wiedzą do momentu ogłoszenia artykułu przez „Gazetę Wyborczą”.

A co zdecydowało o tym, Panie prezydencie, że kilka dni temu zdecydował się pan na spotkanie z nowymi członkami rad nadzorczych Polskiego Radia, Telewizji Polskiej, rozgłośni Polskiego Radia?

Prezydent RP
– To było, oczywiście, spotkanie...

To było opisane w „Trybunie”, nie wiem, czy wczoraj Pan czytał artykuł na pierwszej stronie.

Prezydent RP
– Tak, tak, ale myślę, że zostawmy tę gazetę na boku, dlatego że ona bardzo krytycznie obserwuje moja działania codzienne, więc myślę, że i dzisiaj coś znajdę. Więc nie w tym rzecz. Rzecz polega na konieczności otworzenia nowego etapu. I myślę, że tu sprawa Rywina przecież też odgrywa istotną rolę i nie możemy twierdzić, że nie obserwujemy tego i nie potrafimy wyciągać wniosków. Jest problem odpolitycznienia mediów, jest problem tej przestrzeni, w której można byłoby poruszać się pluralistycznie, czyli odpartyjnienia również mediów. To zależy od działalności rad, dlatego postanowiłem skorzystać nie z żadnego konstytucyjnego uprawnienia, bo nie mam żadnego uprawnienia, natomiast z pewnego autorytetu, którym – jak mniewam – dysponuję w tym środowisku, żeby poprosić o wypełnianie prawa, żeby poprosić o niezależne działania tych rad, ponieważ to one mają władztwo, a nie ci wszyscy, którzy gdzieś z boku szepczą do ucha. I po trzecie: o stworzenia dobrego obyczaju. To jest najtrudniejsze, bo dobry obyczaj jest trudny do zapisania w formułach prawnych, on musi po prostu się ukształtować, a dla mnie ten dobry obyczaj to jest właśnie troska, żeby media były publiczne, żeby trafiali tam ludzie najlepsi, żeby dobór odbywał się przez kwalifikacje, a nie układy towarzyskie, partyjne, kumoterskie i inne. Na pewno w wielu miejscach w Polsce tak jest i byłoby z mojej strony grubą przesadą, gdyby powiedział, że wszystkie polskie media są w złej formie. Myślę, że też i radio publiczne ma tutaj swoje zasługi pozytywne. I tu nie ma przekąsu w tym, co mówię. Ale nie jest znowu też tak, że nie warto nad tym zastanowić się, że nie warto spojrzeć na to wszystko z punktu widzenia mediów jako rzeczywiście ważnego elementu państwa demokratycznego. Im bardziej media będą obiektywne, pluralistyczne i stworzą tę przestrzeń neutralności wolnej od nacisków politycznych, będą lepiej służyć dialogowi ze społeczeństwem, a przez to będą wzmacniać polską demokrację. Tego dotyczyła moja wypowiedź. Na ile ona przełoży się w działania tych rad, to sam jestem ciekawy, bo to był tylko apel. Jak mówię: nie mam żadnego władztwa nad tym gronem i mam nadzieję, że po doświadczeniach roku 2003 również w sprawie mediów będziemy po prostu mądrzejsi.

Ale odrzuca Pan tę opinię, że teraz będą media prezydenckie, jak rozumiem?

Prezydent RP
– W jaki sposób? To jest, jak mówię, może takie zabawne stwierdzenie, dobry tytuł na pierwszą stronę, bo to przyciąga czytelnika, ale przecież to w ogóle nie ma związku z prawdą. Nie ja będę obsadzał jakiekolwiek stanowiska i prośba moja jest taka, żeby i inni się nie starali obsadzać, tylko niech to czynią rady. Bo, jak rozumiem, niektórzy boją się, że media będą prezydenckie, co oznacza, że oni nie będą mieli na to wpływu. Więc moja propozycja jest taka: nie miejmy wpływu razem, niech rady wybiorą najlepsze grona, które będą zarządzać poszczególnymi rozgłośniami, telewizjami itd., itd. Uwierzmy tym ludziom, którzy zostali wybrani, dajmy im możliwość działania, niech oni wezmą na siebie odpowiedzialność i niech dokonają wyboru, byle według kompetencji. Bo to, co jest w Polsce sprawą zasadniczą, to jest kompetencje ludzi tych dobrych, których nie ma za wielu. I jeżeli my ich odtrącimy, to będziemy iść w dół, to będziemy równać do gorszego. Teoria Kopernika będzie w praktyce realizowana, że ten pieniądz gorszy będzie wypierał pieniądz lepszy. I szkoda, to jest przestroga. Jak mówię, rok 2003 traktuję jako moment, w którym możemy wiele negatywnych procesów nie tylko zahamować, ale odmienić.

Pan Prezydent też posiadł niejaki dar tworzenia atrakcyjnych tytułów prasowych: „Więcej wizji, mniej telewizji”, tak to było oficjalnie, tak?

Prezydent RP
– Tak było.

No właśnie, też dobre na tytuł. Jakie są Pana refleksje po II Kongresie Sojuszu Lewicy Demokratycznej?

Prezydent RP
– Byłem na tym kongresie, chciałem spotkać się z bardzo dużym gronem delegatów i powiedzieć o paru swoich przemyśleniach, choćby i dlatego, żeby później gdyby stało się coś nie tak, nie mieć do siebie wyrzutów sumienia, że nie było mnie tam, nie powiedziałem, nie podzieliłem się swoimi niepokojami. Kongres wydaje mi się ważny, dlatego że był bardzo krytyczny, samokrytyczny, szczery. To było jakieś przełamanie bariery w otwartym mówieniu o sprawach, o ludziach, także o przewodniczącym. Wystąpienie przewodniczącego partii też miało taki charakter bardzo krytyczny. I to jest ważne, bo to jest jedyna droga do poprawienia sytuacji i w samym SLD, i rządzenia krajem. Ufam, że te wnioski, które zostały tam zapisane, te programy, które zostały sformułowane, one będą zrealizowane, nie stanie się tak, jak mówiłem w swoim wystąpieniu, że politycy mają taką niedobrą cechę, że o programach, które wygłaszają, zapominają najdalej po pięciu dniach i później wszystko wraca do takiej bieżącej normy. Ja wierzę, że ten kongres dla największej polskiej partii, rządzącej partii dzisiaj, był jednak bardzo ważnym momentem autorefleksji i pewnego powrotu do działalności programowej, powrotu do wartości. Ja też apelowałem o to: więcej wartości, więcej odpowiedzialności, mniej socjotechniki.

A czegoś Panu zabrakło? Jakieś słowa nie padły, jakieś deklaracje czy propozycje?

Prezydent RP
– Nie, ja myślę, że być może jeżeli zabrakło, to bardziej w takich rozstrzygnięciach, które by pokazywały, że ta partia również myśli o perspektywie. Ja patrzę, jak moi zresztą dawni współtowarzysze, a do dzisiaj koledzy i przyjaciele, którzy przecież starzeją się w tym samym tempie jak ja, cały czas utrzymują te pozycje, a tej młodzieży, która by napierała, młodzieży, która by dochodziła do stanowisk, nie widzę. I to jest pewien kłopot.

Podczas kongresu młodzież chciała, tylko nie dostała tej szansy, niestety. Została, mówiąc kolokwialnie, „wycięta” w wyborach.

Prezydent RP
– I to uważam za największą słabość tego kongresu, bo któregoś dnia zabraknie tych ludzi, którzy powinni być już przygotowani do przejmowania odpowiedzialności, a oni są. Ostatnia nominacja na ministra rolnictwa świadczy o tym, że tych młodych ludzi w SLD, i to zdolnych, jest całkiem sporo.

A teraz takie zdanie ad personam, które Pan wygłosił: „Warto podjąć wysiłek pokonania własnej słabości”. To do premiera Leszka Millera. Jak Pan sądzi, jak to się rozwinie, ta sprawa?

Prezydent RP
– Tu można albo wierzyć, albo nie wierzyć.

A Pan?

Prezydent RP
– Ja wierzę, że ten kongres nie pójdzie na marne, ja wierzę, że i u premiera, i w SLD jest świadomość, że czasu jest bardzo niewiele. Ja nazwałem partię, że jest „po przejściach” i powiedziałem, że człowiek po przejściach może być lepszy. Czy partia może być? Okaże się. Natomiast co to znaczy „być po przejściach”? To znaczy być mądrzejszym nawet o te złe doświadczenia, wyciągnąć z tego wnioski, a przede wszystkim zdawać sobie sprawę, że nie wolno popełnić starych błędów ponownie, bo one będą dużo bardziej negatywnie ocenione. A poza tym, że czasu jest coraz mniej. Człowiek, który lata traci na działalność nienajlepszą, musi później wiedzieć, że tego czasu jest mniej. I do kolejnych wyborów jest już dwadzieścia miesięcy czy dwadzieścia cztery miesiące, zobaczymy, natomiast to wszystko oznacza, że nie wolno w tej chwili popełnić żadnego ze starych błędów, a przede wszystkim trzeba skupić się na realizacji programu, który przyniesie te cele, o których mówił i premier, i mówili inni. A więc wzrost gospodarczy, a więc szersza pomoc społeczna, a więc nadgonienie tej cywilizacyjnej luki, jaką mamy do Europy, a więc szanse edukacyjne dla młodzieży i tak dalej, i tak dalej. Mógłbym wymieniać wiele z celów, bardzo słusznych, pod którymi ja się podpisuję, tylko jak słuchałem na przykład premiera Hausnera (bardzo ciekawe wystąpienie) i takiego bardzo życzliwego przyjęcia, dużych oklasków dla niego, to właśnie cały czas chciałem wiedzieć, jak te oklaski przekładają się później na ręce podniesione do góry przy głosowaniach bardzo trudnych ustaw, bo premier Hausner potrzebuje w tej chwili politycznego wsparcia i ja rozumiem, że ono będzie udzielone. Jak będzie udzielone, jest szansa i na reformę finansów publicznych, i na wzrost gospodarczy, tylko to będzie kosztowało. To będzie kosztowało i pewne niepopularne decyzje, i czas, bo trzeba będzie pójść do wyborców i wytłumaczyć, dlaczego pewne środki terapii są podjęte po to, żeby osiągnąć efekt w przyszłości. Jak mówię, takie kongresy mają istotne znaczenie i później można albo wierzyć, albo nie wierzyć, że coś się zmieni. Ja wierzę, że się zmieni.

A jakie są w tej chwili Pana relacje z premierem?

Prezydent RP
– Dobre. One zawsze były dobre, choć czasami trudne, bo jeżeli różnimy się w opiniach, to oczywiście są napięcia, natomiast trzeba pamiętać, że i ja, i premier (ale także było i z poprzednimi premierami) mamy świadomość, że pracujemy nie dla własnej satysfakcji wyłącznie, czy dla popularności, czy dla dobrych rankingów. My pracujemy dlatego, żeby Polska się zmieniała na lepsze i żeby po naszych latach działalności można było powiedzieć, że coś ten człowiek ma na swoim koncie, może z czegoś być dumny, jakieś te ślady na ziemi pozostały trwałe. I do tego też namawiam wszystkich polityków, żeby nie myśleli o władzy jako o celu samym w sobie, żeby myśleli o tym, co ta władza ma dać, jakie skutki przynieść dla narodu, dla państwa, dla rozwoju Polski. Bo jeżeli takich śladów po polityku nie ma, to znaczy, że ten czas był w istocie stracony.

Rząd zebrał się zaraz po II Kongresie Sojuszu na wtorkowe posiedzenie. Propozycje, na początek przynajmniej: ułatwienia prowadzenia działalności gospodarczej, rozpoczynania te działalności, potem mamy oczekiwać kolejnych propozycji, które mają doprowadzić do wzrostu gospodarczego de facto, bo tak zakłada prof. Jerzy Hausner – 5% w przyszłym roku. A jak Pan traktuje – czy poważnie, czy w takich kategoriach raczej, no, do dyskusji prasowej – ową myśl rzuconą swojego czasu przez Leszka Millera na spotkaniu bodaj dwa tygodnie temu o podatku liniowym? Do 7 lipca – Jerzy Hausner powiada – to będzie policzone i wtedy będzie wiadomo, czy nas to interesuje, czy nie.

Prezydent RP
– W ogóle podatek liniowy przecież nie jest tematem, który pojawił się w wypowiedzi premiera przed dwoma tygodniami, tylko jest dyskutowany od wielu, wielu lat w Polsce.

Ale w tej postaci, że warto się nad tym zastanowić?

Prezydent RP
– Ja uważam, że to jest ważna deklaracja ze strony lewicy, dlatego że lewica nie tylko w Polsce, ale też i w świecie, jest dosyć odległa od koncepcji podatku liniowego, dlatego że podatkowi liniowemu łatwo zarzucić brak elementu sprawiedliwości społecznej, brak solidaryzmu, który powinien być elementem programu lewicowego.

To problem, że biedni mają płacić tyle, ile płacili, a bogaci będą płacili mniej w największym skrócie.

Prezydent RP
– W największym skrócie, choć oczywiście to nie jest takie proste, bo przecież były różnego rodzaju ulgi i tak dalej. Ale zostawmy to na razie w ten sposób, że jeżeli ktoś zarabia więcej, to jakby jego gotowość do wsparcia osób uboższych powinna być większa. Tak się to zakłada zasada solidaryzmu. Natomiast ja uważam, że warto to rozpatrzyć, warto to przeliczyć. Rzecz jest na pewno godna poważnej dyskusji, dobrze więc, że nie jest odrzucana przez Sojusz Lewicy. Na pewno wywoła różne emocje. Ale też zgadzam się z premierem Hausnerem, że nie można traktować podatku liniowego jako panaceum na wszystko, tzn. ci, którzy uważają, że to jest ten jeden sposób, który nam od razu da i wzrost gospodarczy, i pieniądze do budżetu, i więcej przedsiębiorczości, więcej inwestycji, przesadzali.

Czyli możemy go traktować tylko jako część większej całości.

Prezydent RP
– Traktować jak część pakietu działań, który musi być podjęty, włącznie także z czymś, o czym ja mówiłem na Kongresie i chcę powtórzyć to: jednak ze zwróceniem się do ogromnej części polskiego społeczeństwa, które ma poczucie odrzucenia. To jest nasz główny dzisiaj kłopot. To powinna być nasza troska – co zrobić z ludźmi, którzy mają nie tylko wrażenie, ale mają głębokie poczucie, że wszystkie reformy po ’89 roku ich nie dotyczą, że oni są odrzuceni i są marginesie. Oni są sfrustrowani. To jest ta i rzesza bezrobotnych, to są wspomniani w rozmowie przed anteną ci pracownicy pegeerów gdzieś tam spod Przasnysza, i tak dalej, i tak dalej. My mamy wg danych około 52% społeczeństwa, które ma poczucie marginalizacji. I nie można też w tych programach, o których mówimy, o nich nie myśleć, a więc jakaś forma solidarności ludzi bogatszych na rzecz tych biedniejszych, włączenia ich do aktywności społecznej, też jest bardzo ważna.

A czy nie obawia się Pan tej zapowiedzi prof. Hausnera o wzroście deficytu jako sposobu na wzrost gospodarczy?

Prezydent RP
– Generalnie deficyt w ogóle jest sprawą niedobrą, a wzrost deficytu w związku z tym jest jeszcze gorszy. Ale jeżeli miałby być to element chwilowy, no to niejeden kraj to czynił i się nie zawaliło. Natomiast, oczywiście, jest to działanie, które też wymaga policzenia, wymaga przekonania partnerów (myślę tu głównie o Radzie Polityki Pieniężnej, ale także o opinii publicznej), że to jest pod kontrolą. Ja zawsze obawiam się takich mechanizmów, które mogą uruchomić pewne procesy. Pamiętam to z roku ’89, kiedy byłem jeszcze w rządzie Mieczysława Rakowskiego, to też wydawało się, że uruchomienie pewnych działań, które mogą spowodować inflację, jest do zastopowania, jest do skontrolowania. Później okazuje się, że te procesy bardzo szybko wychodzą spod kontroli ze skutkami, jak pamiętamy z przełomu lat ’89–90. Więc to wymaga nadzwyczajnej ostrożności, Ministerstwa Gospodarki, a więc prof. Hausner, prof. Raczko w Ministerstwie Finansów i jego współpracownicy, z drugiej strony Rada Polityki Pieniężnej, z trzeciej strony moi doradcy ekonomiczni: prof. Orłowski – to są wszystko ludzie, którzy, moim zdaniem, gwarantują, iż rzecz zostanie przeliczona i przeprowadzona z należytą ostrożnością, ale być może jest to jedyna droga.

Ale już coś się dzieje takiego chyba w miarę interesującego – to wczorajsze spotkanie właśnie panów Hausnera i Raczko z Leszkiem Balcerowiczem i z wiceprezesem Narodowego Banku Polskiego na temat możliwości wykorzystania już nie rezerwy rewaluacyjnej, tylko dewizowej, jak się okazuje. To o czymś świadczy chyba.

Prezydent RP
– Tak jest. Szukaliśmy takiego kompromisu. Także tu, w pałacu, takie rozmowy się odbywały wiele miesięcy temu. To jest, moim zdaniem, krok we właściwym kierunku. I gdyby poszło to w ten sposób, to raz, że byłby uzyskany kompromis między Ministerstwem Finansów czy rządem a Radą Polityki Pieniężnej, co jest dobre, to jeszcze można byłoby rzeczywiście skorzystać z tej rezerwy na rzecz zmniejszenia polskiego zadłużenia, a więc mniejszych obciążeń wynikających ze spłat długu. I to byłaby ulga dla budżetu. I to byłoby z pożytkiem na przyszłość. Ja uważam, że ten kierunek myślenia, który został w tej chwili zaprezentowany, jest dużo bardziej twórczy aniżeli takie jednorazowe wykorzystanie rezerwy rewaluacyjnej, która byłaby w sumie takim dosyć... gdzieś na pograniczu kreatywnej księgowości, mówiąc wprost.

Jeszcze jeden temat, Panie prezydencie. Nasi żołnierze pojechali do Iraku. Jedna z gazet, „Gazeta Wyborcza” bodaj, wczoraj życzyła im: „Nie dajcie się zabić!”. Z tego, co przekazują agencje, z tego, co widzimy na ekranach telewizorów, coraz więcej żołnierzy amerykańskich ginie. Są ataki na Brytyjczyków. Teraz pojawią się tam polscy żołnierze. Jak długo możemy żyć w świadomości, że Irakijczycy lubią Polaków i krzywdy nam nie zrobią?

Prezydent RP
– To jest na pewno jedna z najtrudniejszych misji. Polscy żołnierze do niej przygotowywali się. Mam nadzieję, że wykażą się należytą ostrożnością, a jednocześnie będą szukali kontaktu z lokalną społecznością, dlatego że oni nie przyjeżdżają okupować, nie przyjeżdżają zostawać tam na zawsze, a oni mają za zadanie pomóc w ustabilizowaniu sytuacji, w przywróceniu porządku, przywróceniu funkcji państwa, którego w tej chwili w takim tradycyjnym rozumieniu nie ma. Na pewno trzeba liczyć się z licznymi ryzykami, ale zobaczymy. Żadna akcja wojskowa nie jest łatwa, lekka i przyjemna, i nie związana z ryzykiem. Często nie muszą być to ataki, wystarczą wypadki, wystarczą jakieś inne nieszczęścia, odpukać. Życzymy naszym żołnierzom, żeby w tej liczbie jak wyjechali, wrócili zdrowi i cali. Ale musimy mieć świadomość: podjęliśmy się działania ryzykownego, a jednocześnie jestem przekonany – koniecznego. Dobrze też, że ten odzew międzynarodowy, choćby w polskiej strefie, jest tak szeroki. To będzie, oczywiście, pewien kłopot w dowodzeniu, ale z punktu widzenia politycznego to współdziałanie i z Hiszpanami, i z Ukraińcami, i z krajami Ameryki Łacińskiej, i z Norwegami, Duńczykami, Łotyszami, Litwinami...

W sumie 19 państw.

Prezydent RP
– 19 państw, to znaczy, że to jest oczywiście wielka, międzynarodowa akcja, która ma służyć nie okupacji Iraku, tylko pomocy, tak szybko, jak to możliwe, stworzeniu władz, państwa i wyjeździe z Iraku z życzeniami, oby Irakijczykom udało się zbudowanie państwa demokratycznego. I to jest cel. A trzeba liczyć się z wieloma na pewno ryzykami, które nasi żołnierze, generał Tyszkiewicz, który nimi dowodzi, podjęli i za to ja im jestem wdzięczny i myślę, że to, co...

Ale gen. Franks także powiedział, że chciałby wrócić z tyloma żołnierzami, z iloma wyjechał.

Prezydent RP
– Oczywiście, i zapewnić też przede wszystkim rodziny, które dzisiaj, od wczoraj się już niepokoją... Cały system i łączności, informacji, współdziałania tutaj między Warszawą, między Polską a Irakiem, Babilonem, gdzie będzie dowództwo, jest tak zorganizowane, że jesteśmy w stałym kontakcie. Więc będziemy mieli informacje, będziemy mogli także wspomagać ich swoimi informacjami. Myślę, że to, co polskie wojsko, Sztab Generalny, wojska lądowe, oczywiście to wszystko – w ramach czy pod patronatem Ministerstwa Obrony Narodowej – zostało wykonane, daje gwarancje, że niebezpieczeństwa będą zminimalizowane, ale będą, oczywiście, że będą.

I na koniec, Panie prezydencie, już tak naprawdę na koniec o wydarzeniu, które będzie miało miejsce za tydzień, 11 lipca. Krótko mówiąc, wizyta na Ukrainie, Leonid Kuczma, Pan, miejscowość Pawliwka, przed wojną Poryck, 60. rocznica tzw. „rzezi wołyńskiej”, „mordu wołyńskiego”. Jest silny opór Obwodu Wołyńskiego przeciwko planowanemu pomnikowi, przeciwko planowanemu napisowi na tym pomniku. Ciąg dalszy rozliczeń historycznych polsko-ukraińskich?

Prezydent RP
– Ciąg dalszy, a jednocześnie ważne wydarzenie, ponieważ chcemy wspólnie z prezydentem Kuczmą, którego determinację bardzo doceniam, jemu jest w tej sprawie trudno, myślę. Ja go rozumiem, bo ja też miałem, oczywiście na szczęście nie w tej skali, ale miałem przecież rocznicę zbrodni w Jedwabnem i wiem, jak reagowała i miejscowa ludność, i jakie były reakcje w polskim społeczeństwie. To są bardzo trudne sprawy, ale trzeba je podjąć. I tak jak z Kuczmą umówiliśmy się, chcemy, żeby ten dzień był hołdem dla ofiar, hołdem dla prawdy historycznej, a jednocześnie krokiem ku pojednaniu. Będzie tam nabożeństwo na cmentarzu katolickim, będzie nabożeństwo prawosławne, będzie odsłonięcie pomnika i modlitwa ekumeniczna, bo tam ginęli również i inni, ludność żydowska także. I chcemy, żeby te oświadczenia – Kuczmy, moje – były właśnie takim hołdem dla ofiar prawdy i drogą ku pojednaniu, jest wspólna deklaracja. To wszystko rodzi się w niemałym bólu, ale to też buduje świadomość. Pamiętajmy, że jeśli chodzi o stronę ukraińską, to ten temat był nieobecny w ich świadomości właściwie cały czas. My przywracamy wiele informacji, które są całkowicie nieznane. I to też jest kłopot. To też jest kłopot, dlatego że nawet elity ukraińskie mają tak niewielką orientację, co do tego, co wydarzyło się...

Dla nich są to rzeczy nowe od czasu do czasu.

Prezydent RP
– Czasami nowe, a czasami szokujące.

Czyli co? Za tydzień Ukraina, a potem na urlop pan prezydent udaje się, tak?

Prezydent RP
– Nie, jeszcze jest wyjazd do Londynu na takie spotkanie bardzo prestiżowe, będę kolejny raz w tym uczestniczył, ono się nazywa „Progressive Leaders”, czyli tacy „Postępowi Liderzy”. Tony Blair to organizuje, będzie tam kilku prezydentów z całego świata, premierzy, i będziemy dyskutować, jak działać w trudnych warunkach współczesności.

A urlop?

Prezydent RP
– Później chciałbym pojechać nad polskie morze, jak zawsze. Jestem największym zwolennikiem polskiego morza. Byłem już nad wielu...

Czyli lubi Pan kąpiele w niskich temperaturach.

Prezydent RP
– Lubię. Jak za niskie są te temperatury, to te kąpiele nie są może aż tak pasjonujące, natomiast kocham polski Bałtyk. Ja tam urodziłem się i jestem absolutnie fanem tego morza. A dodatkowa informacja: gdy byłem na Helu ostatnio, otwierałem fokarnię na stacji morskiej, to Krzysztof Skóra, który tym kieruje powiedział ważną rzecz, że my powinniśmy do Morza Bałtyckiego mieć szczególny stosunek, bo jest to najsłodsze morze na świecie. Myślę, że jest to rzeczywiście najsłodsze morze na świecie, a w tym najsłodszym to nie chodzi o to, że tam jest mało soli, tylko jest jakaś taka wielka sympatia tego morza, tego wybrzeża. Ono jest naprawdę sympatyczne, miłe, najsłodsze.

A ktoś pewnie wykorzysta ten slogan prawie że reklamowy: „Najsłodsze morze na świecie”.

Prezydent RP
– Proszę bardzo.

Panie prezydencie, dziękuję bardzo za rozmowę.

Prezydent RP
– Dziękuję bardzo. I wszystkim dobrych urlopów i wracajcie szczęśliwie do domów.

Rozmawiał : Krzysztof Grzesiowski



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.