przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Witamy, panie prezydencie, w Sygnałach.

PREZYDENT RP -
Witam pana, witam państwa.

Panie prezydencie, czy wierzy pan w taki ciąg osób, instytucji, który prowadzi do takiego wydarzenia - mianowicie obcy wywiad, lobbyści, inspirowani dziennikarze przez te dwie poprzednie instytucje i na końcu atak na rząd w prasie, wykrywanie afer.

PREZYDENT RP -
Tu jest za dużo nadinterpretacji. Natomiast zjawisko lobbingu występuje. Ono nie jest naganne tak długo, jak niestosowane są metody niedozwolone. Sądzę, że to, o czym mówił szef ABW, o czym informował w różnych dokumentach, zresztą wcześniejszych, różne struktury władze w Polsce, jest faktem. Mamy w naszym kraju działania różnych osób, różnych firm, które po prostu starają się przeprowadzić swoje, stosując zarówno metody dozwolone, jak i niedozwolone. I tu chodzi o to, żebyśmy wiedzieli, kto za jakimi sprawami chodzi, a z drugiej strony żeby nie pozwolić na stosowanie metod pozaprawnych, czyli wpływania na parlamentarzystów, przekupywania dziennikarzy. To wszystko, niestety, ma miejsce.

A czy warto mówić nawet na zamkniętym posiedzeniu Sejmu, jeżeli nie dysponuje się żadnymi porządnymi, z prawdziwego zdarzenia dowodami, mówienie o nazwiskach, mówienie o redakcjach? Czemu to ma służyć?

PREZYDENT RP -
Tak, ja jestem bardzo sceptyczny gdy chodzi o mówienie w Sejmie, dlatego że w Sejmie każda sprawa natychmiast staje się polityczna i uzyskuje też moim zdaniem kontekst nie za bardzo przydatny dla rozwikłania problemu. Natomiast niewątpliwie Agencja powinna takie materiały przedstawić na przykład tym klubom parlamentarnym, gdzie takie zjawiska miały miejsce w oparciu o bardzo twarde fakty, twarde dowody. Jestem przekonany, że Agencja takimi dowodami dysponuje.

A czy to nie jest ruch taki, który można by określić takim mianem: No to my wam teraz pokażemy, wam dziennikarzom, bo już wam się w głowie przewraca?

PREZYDENT RP -
Nie, ja rozumiem, że rozmawiam z dziennikarzem i rozumiem, że pana wiąże solidarność dziennikarska, ale nie ma środowiska w Polsce, które jest tylko święte. Gdyby dziennikarze byli samymi ideałami, to prawdopodobnie i gazety, i media wyglądałyby inaczej, a wszyscy panowie i panie stalibyście w kolejce po, że tak powiem, beatyfikację. Natomiast prawda jest taka, że są różni ludzie. Są ludzie wypełniający swój zawód absolutnie zgodnie z etyką, natomiast są również ci, którzy są mniej etyczni. I chodzi tylko o to, żeby była pełna świadomość, kto kim jest. Moim zdaniem, ta wiedza, jeżeli jest, którą dysponuje Agencja, przede wszystkim powinna być wiedzą dostępną dla szefów redakcji, dlatego że oni powinni zdawać sobie sprawę, kto pisząc tekst, pisze ze swojego najgłębszego przekonania, a kto pisze, ponieważ takie dostał zlecenie czy taką uzyskał zachętę, nazywając rzecz bardzo oględnie.

Ale przyzna pan, panie prezydencie, że gdyby nie dziennikarze, to wiele afer nie ujrzałoby światła dziennego, choćby ze względu na solidarność polityków tym razem, którzy nie bardzo lubią przyznawać się do popełnionych wykroczeń.

PREZYDENT RP -
Chcę panu powiedzieć, bądźmy uczciwi, szczerzy w tym gronie: jedyne środowisko, w którym nie występuje zjawisko solidarności, to jest środowisko polityczne.

Nawet w ramach jednej partii?

PREZYDENT RP -
W ramach jednej partii może występować, ale jest wiele partii, jest opozycja, i gdybym miał powiedzieć, które środowisko w sposób najbardziej niechętny występuje wobec siebie, to są na pewno politycy. Natomiast lekarze, dziennikarze, adwokaci (nikogo tutaj nie chcę urazić w najmniejszym stopniu) są grupami o dużym poczuciu więzi środowiskowej. Pan się przecież z tym zgodzi, z tego trzeba być dumnym. Natomiast więź środowiskowa nie może zaślepiać, nie może być argumentem, że nie widzimy zjawisk negatywnych, które się dzieją także w tych gronach. Jeżeli coś jest złe, jeżeli coś jest błędne, jeżeli coś jest poza sztuką, jaką wypełniacie, to trzeba to nazwać też po imieniu. I proponuję, żeby dziennikarze do tych informacji nie podchodzili właśnie jako zamachu na wolność dziennikarską, bo nie jest to zamach na wolność dziennikarską.

Ale kiedy pada konkretne nazwisko, a nie ma dowodów, to co, panie prezydencie? To coś jest nie tak. Szef ABW to zbyt poważna osoba, by takie rzeczy mówić.

PREZYDENT RP -
Jeżeli szef ABW w jakiejkolwiek sprawie mówiłby nie posiadając dowodów, to źle świadczy o szefie ABW. Ale ja nie wierzę, żeby ta osoba, dysponująca przecież też całym aparatem, w ten sposób to traktowała. Tym bardziej, że skąd szef ABW ma wymienić jedno nazwisko, a nie drugie? Przecież to nie jest jego widzimisię. Ale zostawmy to. Natomiast raz jeszcze proszę dziennikarzy, aby nie traktowali tego w żaden sposób jako atak na całe środowisko, na wolność prasy, bo tak nie jest. To jest po prostu nieprawda. Natomiast przyjrzeli się też bliżej temu, co się dzieje we własnym środowisku, bo różnie się dzieje. Chcę państwu powiedzieć - naprawdę różnie się dzieje i to mówię jako człowiek, który w tym środowisku czas jakiś spędził.

Czego się pan spodziewa, panie prezydencie, po dzisiejszym spotkaniu szefów resortu spraw zagranicznych w Neapolu?

PREZYDENT RP -
To będzie niewątpliwie wyjątkowo trudne...

Uzupełnijmy tylko może: Piętnastki i Dziesiątki, czyli Piętnastki unijnej i Dziesiątki kandydatów do Unii.

PREZYDENT RP -
Będzie tam pan minister Cimoszewicz, pani minister Huebner. Wczoraj wieczorem z ministrem Cimoszewiczem rozmawialiśmy. Zdajemy sobie sprawę, że to jest wyjątkowo trudne spotkanie, dlatego że tematów kontrowersyjnych jest bardzo wiele. Każdy kraj ma kilka swoich, my mamy swoje. Zadaniem, oczywiście, ministrów spraw zagranicznych jest tak przygotować konferencję międzyrządową w Brukseli 12-13 grudnia, żeby tych kontrowersji było jak najmniej. Ale również trudno dzisiaj prorokować, jak to się skończy. Będziemy nadsłuchiwać informacji. Mam nadzieję, że będzie wola kompromisu, bo na kompromisie zbudowana jest Europa. I do tej pory z tego typu zakrętów, różnic zdań Europa potrafiła wychodzić. Lepszymi, czasami gorszymi kompromisami, ale jednak zawsze naprzód. Nigdy nie zahamowano tych procesów, które w Europie odbywały się. I byłoby źle, gdyby nie udało się nam dzisiaj znaleźć takiego kompromisu, który po pierwsze - pozwoli na skuteczne rozszerzenie Unii Europejskiej, po drugie - na umocnienie struktur europejskich i po trzecie - na spełnienie tych podstawowych oczekiwań, które mają kraje wstępujące, żeby być potraktowani poważnie i żeby mieć wpływ na decyzje, które w Unii będą podejmowane. Więc wydaje mi się, że te trzy cele - choć, oczywiście, one zakreślone są ogólnie - są do spełnienia. Jak one będą wyglądały w szczegółach, to to jest już właśnie kwestia ministrów, dyplomatów, żeby znaleźć odpowiednie formuły. Natomiast pamiętajmy, że nam zależy na zintegrowanej Europie. I to mówię w kontekście tych nieodpowiedzialnych haseł, które w Polsce były wypowiadane: "Nicea albo śmierć" czy temu podobne. Ja proponuję, żebyśmy zamienili to hasło na: "Zanim zaczniesz umierać za Niceę, pomyśl o Europie i trochę pożyj w tej Europie", bo stoimy przed bardzo istotnym zadaniem, jak zbudować silną Europę i jak wprowadzić jak najsilniejszą Polskę do tej silnej Europy. To jest nasz cel. Naszym celem nie jest słaba Europa i nawet silna Polska w tej słabej Europie, bo jakie to będzie miało znaczenie?

Ale co miałby oznaczać kompromis w tym konkretnym przypadku? W przypadku dyskusji nad zapisami konstytucji europejskiej z naszej, polskiej strony?

PREZYDENT RP -
Moim zdaniem, ten kompromis - tak jak ja go sobie wyobrażam - jest taki, że Nicea, zasady nicejskie mają obowiązywać do roku 2009, to jest już właściwie postanowione, że nie przesądzamy, co będzie po roku 2009. Czyli że niejako dokonujemy przeglądu tych zasad i ocenimy, jak one działają, bo być może sami dojdziemy do wniosku, że one działają niedobrze albo odwrotnie: inni uznają, że one działają wystarczająco dobrze i można tak pracować. Więc wydaje mi się, że to odłożenie w czasie tej decyzji, która już jest przesądzona po roku 2009 mogłoby być dla nas kompromisem do zaakceptowania. Czy jest to kompromis do zaakceptowania dla innych, np. dla Niemiec, to jest już trudniejsze do stwierdzenia.

Skoro pan prezydent wspomniał o Niemczech - Gerhard Schroeder i jego wypowiedź: "Nie mogę się zgodzić na to, że 82 miliony Niemców ma 29 głosów, a 54 głosy ma blisko 80-milionowa ludność Polski i Hiszpanii". No to w zasadzie nie bardzo jest o czym rozmawiać przy takim założeniu.

PREZYDENT RP -
Generalnie gdyby tak tylko tą logiką liczb się posłużyć, to kanclerz ma rację. Natomiast ja nie wiem, dlaczego on mówi, że on nie może się zgodzić, bo on się na to już zgodził, on to podpisał.

Mówią, że kobieta zmienną jest, a okazuje się, że kanclerz Schroeder też.

PREZYDENT RP -
I ja myślę, że my też nie możemy powiedzieć, że zasady nicejskie są do końca świata. Natomiast niewątpliwie to stwierdzenie: "Nie mogę się zgodzić..." jest słabe, dlatego że to przecież Piętnastka określiła te zasady. Gdyby Piętnastka w Nicei określiła zasady takie, jakie są w Konwencie, to my byśmy weszli do Unii Europejskiej na tych zasadach, przedłożylibyśmy te rozwiązania pod polskie referendum i prawdopodobnie uzyskalibyśmy identyczny wynik, bo nikt by tutaj nie wchodził w te szczegóły 27, 29 i tak dalej. Natomiast kanclerz musi wziąć jedno pod uwagę: że to on podpisywał. Nie ja, kanclerz. Jeżeli nawet był to błąd, to przecież nie nasz.

Ja myślę, że dla nas Niemcy są naprawdę najważniejszym partnerem i bardzo leży mi na sercu, żebyśmy potrafili się porozumieć, bo Polski nie przeniesiemy ani na Półwysep Iberyjski, ani nad Potomac. Polska będzie tu, gdzie jest i dla nas stosunki z Niemcami są kwestią strategiczną zupełnie. Mam nadzieję, że jeżeli Niemcy z taką samą wolą wyjdą naprzeciw naszym poglądom, no to być może jest jakaś szansa na znalezienie rozwiązania, które pozwoli, żebyśmy konferencję zakończyli sukcesem. Ale korzystam z tego medium, z pana Radia, żeby powiedzieć właśnie, że bardzo nam na sercu leży porozumienie się w tych sprawach z europejskimi partnerami, a szczególnie z Niemcami. Natomiast niewątpliwie twardo obstajemy przy Nicei, bo to są te zasady, które zostały określone na drodze rozszerzenia i my się trzymamy po prostu reguł, które były przyjęte. Więc twardość polskiego stanowiska nie jest naszym widzimisię, tylko jest po prostu realistyczną oceną stanu rzeczy i jednocześnie podstaw, na których myśmy ogłaszali polskie referendum i wstępowali do Unii.

Czyli nie "kupi się" nas (w cudzysłowie, oczywiście) dwoma komisarzami czy zagwarantowaniem większej liczby miejsc w Parlamencie Europejskim?

PREZYDENT RP -
Nie, nie, to jest, myślę, dla nas nieinteresujące, choć, oczywiście, być może jakieś rozwiązania tego typu będą mogły być przyjęte przez konferencję, ale dla nas nie jest to interesujące.

Pewnie spotkał się pan, panie prezydencie, z taką teorią, że Unia Europejska pójdzie w takim kierunku trzech kręgów - że to będzie pierwszy krąg, tzw. twarde jądro: Niemcy, Francja, Belgia, może Luksemburg, może Włochy, potem drugie, czyli pozostałe kraje, i ten trzeci krąg, czyli ta nowa dziesiątka tak po obrzeżach będzie sobie krążyła jako najsłabsza siła w Unii, ten najsłabszy partner. Czy to idzie w tym kierunku? O czym świadczy przykład deficytu budżetowego Niemców, Francji i brak kar dla tych krajów za to, że przekroczyły 3% PKB?

PREZYDENT RP -
Tu, moim zdaniem, akurat uzyskaliśmy pewien argument wzmacniający naszą pozycję w negocjacjach, dlatego że jeżeli my mówimy, iż właśnie ten nowy system zaproponowany przez Konwent może grozić takimi zjawiskami, że kilka krajów będzie mogło albo nie respektować reguł gry, albo uzyskiwać jakieś nadzwyczajne przywileje, no to ostatnia decyzja o tym świadczy, że właśnie tak może być. Paradoks tej decyzji, jaka została podjęta ostatnio w sprawie deficytu budżetowego polega na tym, że krajami, które najbardziej domagały się, aby ten zapis o przestrzeganiu nieprzekraczania deficytu budżetowego i kar za przekroczenie, był właśnie ze strony Niemiec popierany przez Francję. I po paru latach okazało się, że ta gilotyna dotyczy właśnie tych państw.

Portugalii się oberwało wcześniej. Za słaby kraj widocznie, nie potrafił się przeciwstawić.

PREZYDENT RP -
Wcześniej tak, tak, ale nie tylko Portugalii. Myślę, że kilku krajom po drodze. To nie było w takiej skali, oczywiście, finansowej, ale kilka krajów musiało przyjąć te reguły, a to jest twarda reguła (może nie wszyscy słuchacze wiedzą) polegająca na tym, że jeżeli przekracza się ten trzyprocentowy dopuszczalny deficyt w stosunku do PKB, to wtedy obowiązkowe jest zmniejszenie wydatków budżetu. To, oczywiście, gdyby przeprowadzić w stosunku do Niemiec, byłoby nadzwyczaj bolesne, bo dotyczyłoby kwoty około 6 miliardów euro, czyli niewyobrażalnej dla nas w ogóle. I, oczywiście, fakt, że mimo przyjęcia tych twardych reguł, mimo iż były one stosowane w przeszłości, siłą głosów kilku państw - Niemiec, Francji plus paru innych - udało się uwolnić te kraje, które przekroczyły deficyt, od tych właśnie kar, świadczy o tym, że to zagrożenie, o którym mówimy, jest całkowicie realne. I to tylko krótki komentarz do tych wydarzeń z ostatnich dni.

A przypadkowo nie jest tak, że duży może więcej, czy że wśród równych są równiejsi?

PREZYDENT RP -
Nie, nie, ale o tych kręgach, bo zaczął pan od kręgów, co jest ważne - mianowicie nie możemy być nieuczciwi i jest jasne, że Europa jest różna. Nie da się porównać dzisiaj potencjału ekonomicznego Niemiec i Polski. Nie da się porównać potencjału Francji i Litwy, Wielkiej Brytanii i Czech czy Słowenii. A więc mamy do czynienia niewątpliwie z Europą zróżnicowaną, tyle że to zróżnicowanie Europy nie jest niczym nowym. Ono miało miejsce od samego początku, kiedy Unia Europejska powstawała, a takim najbardziej widomym znakiem tych różnic było przyjmowanie do Unii Portugalii, Hiszpanii, Grecji, Irlandii swego czasu. Czyli zróżnicowanie ekonomiczne jest faktem. Jeżeli ktoś mówi, że ono jest, to oczywiście ono jest.

Natomiast jeżeli ktoś mówi, że Europa ma się rozwijać według zasady różnych prędkości czy tego właśnie twardego jądra, to my natychmiast występujemy przeciw, dlatego że to oznacza, że nie dość, iż te różnice są, to my jakby stanowimy różne reguły dla poszczególnych państw. A sens Europy polega na tym, że reguły są te same, że, oczywiście, różnice istnieją, ale poprzez te reguły i poprzez fundusze strukturalne, które są przekazywane krajom słabszym, różnice się wyrównują, a nie powiększają. Stąd na przykład koncepcja tych różnych prędkości czy twardego jądra. One są zresztą opisane, to są koncepcje intelektualnie bardzo mocne i za tym obstają poważne autorytety. One z punktu widzenia Polski są bardzo niebezpieczne, dlatego że w istocie one oznaczają, że my Europę integrujemy i dezintegrujemy jednocześnie, że Europa się łączy, ale jakby od razu w różne kluby, w różne elity.

Natomiast sens tej integracji, którą my sobie wyobrażamy, jest taki, że Europa jest zintegrowana według tych samych reguł i zasad w całości. Że, oczywiście, są kraje silniejsze i kraje słabsze. Że fundusze strukturalne pozwalają pokonać lukę cywilizacyjną w kraju słabszym. Że politycznie każdy kraj może dysponować całą mocą swojego głosu i wpływać na decyzje wewnątrz Unii Europejskiej. I że w istocie rozszerzenie będzie budowało - mimo pewnych trudności, które są nieuchronne - silną Europę. Że Europa - jeżeli chce wystąpić w gospodarce globalnej jako bardzo poważny podmiot, który będzie uczestnikiem tej wielkiej gry ze Stanami Zjednoczonymi, z Chinami, z Azją, Ameryką Północną - musi być właśnie Europą zintegrowaną, liczącą blisko pół miliarda ludności i rozwijającą się bardzo aktywnie według tych samych reguł, z pomocą dla krajów słabszych, które są niewątpliwie dzisiaj w Europie całkiem liczne.

Więc to jest nasza filozofia i w tym sensie te kręgi i te szybkości są dla nas nie do zaakceptowania, bo jak powiedziałem - one oznaczają, że my Europę i integrujemy, i dezintegrujemy jednocześnie. W moim przekonaniu to jest koncepcja błędna.

Pytaliśmy kilka dni temu premiera Leszka Millera (przypomina pan sobie, panie prezydencie, pan premier Miller miał coś, co można by nazwać dyżurem telefonicznym, rozmawiał z obywatelami naszego kraju), ile osób pytało go o sprawy unijne, o Niceę. Powiedział, że żadna osoba nie pytała go o takie rzeczy. Nie ma zainteresowania dla tych spraw?

PREZYDENT RP -
Nie, ja myślę, że dyżur był za krótki.

Godzina to sporo.

PREZYDENT RP -
Za krótki, w drugiej godzinie na pewno byłyby takie pytania.

Jest pan optymistą, panie prezydencie.

PREZYDENT RP -
Ja nie jestem optymistą. Ja w ogóle uważam, że najpierw koszula jest przy ciele, a później mówi się o innych kwestiach.

Czyli najważniejsze to są najbliższe.

PREZYDENT RP -
To jest naturalne, to jest ludzkie. Jeżeli już się dodzwonił ktoś do premiera, to mówił o swoich troskach, a to jest najczęściej praca bądź brak pracy, trudne warunki socjalne, inne. Albo ucieszyć się, że można porozmawiać z premierem i zapytać go o zdrowie albo samemu poskarżyć się na własny los.

Czyli nie wiązałby pan tego z brakiem zainteresowania sprawami unijnymi?

PREZYDENT RP -
Ja panu powiem też, że jak do mnie dzwonią, to też przecież nie każda rozmowa dotyczy Unii Europejskiej. To raczej już ja jestem takim rozmówcą przykrym, że jeżeli gdzieś dzwonię, to głównie o sprawach europejskich w ostatnich tygodniach. Ale ja dzwonię to premiera, do ministra spraw zagranicznych, do marszałka, do ekspertów. No to o czym ja mam z nimi mówić? Są dwa tematy, o których rozmawiam telefonicznie w ostatnich dniach najczęściej - to jest Europa i zdrowie.

Czyje zdrowie, panie prezydencie? Społeczeństwa?

PREZYDENT RP -
Zdrowie społeczeństwa, tak jest.

We wtorek Sejmowa Komisja Śledcza ma zapoznać się z pana zeznaniami złożonymi w Prokuraturze. Prokuratura Apelacyjna w Warszawie zdecydowała odtajnić pana zeznania. Ma także podjąć decyzję o tym, czy wezwać pana przed swoje oblicze. Czy pan stoi, panie prezydencie, wciąż na stanowisku, że nie stawi się pan przed Sejmową Komisją Śledczą?

PREZYDENT RP -
Cieszę się, że moje zeznania w Prokuraturze będą odtajnione. Chciałbym, żeby opinia publiczna je znała. Tam nie ma żadnych sensacji, tam nie ma żadnych rewelacji, choć nie zgadzam się z opinią jednego z członków Komisji, który był łaskaw powiedzieć, że one są śmiechu warte...

Jeśli chodzi o wartość poznawczą. Poseł Zbigniew Ziobro.

PREZYDENT RP -
No to widocznie poseł przecenia moją wiedzę w tej sprawie. Przecież ja mogę mówić tylko to, co wiem, i to powiedziałem, i to jest w tym dokumencie, i tyle. Natomiast jak Komisja się zachowa, zobaczymy, co będzie dalej, zobaczymy. Ja chcę podkreślić - nie mam w tej sprawie nic do dodania, nie ma żadnego jednego choćby faktu, o którym mógłbym poinformować poza tym, co powiedziałem w Prokuraturze. Więc wydaje mi się, że nie ma co ciągnąć tego tematu, bo ja rozumiem zapotrzebowanie na spotkanie, byłoby to niewątpliwie bardzo spektakularne. Ale przypominam - kiedy pracowaliśmy nad Konstytucją (a tak się składa, że pamiętam ten okres, bo byłem przewodniczącym Komisji Konstytucyjnej), prezydentem był Lech Wałęsa, reprezentował w Komisji Konstytucyjnej jego interesy nieżyjący, wspaniały prawnik Lech Falandysz. Myśmy wiele czasu poświęcili relacjom Sejm - Prezydent, bo one były wtedy nadzwyczaj napięte. I chodziło o to, żeby je tak precyzyjnie określić, żeby one nie były w przyszłości źródłem napięć. I stąd właśnie pojawiły się te wszystkie bardzo szczegółowo określone zapisy, mianowicie: "Prezydent może być pociągnięty do odpowiedzialności konstytucyjnej" i jest odpowiedni tryb - posłowie, wniosek, Komisja Konstytucyjna. I tu Prezydium nie może się od niczego uchylić, bo to jest prawo Sejmu, żeby w przypadku takim, że prezydent jest podejrzany o złamanie prawa, pociągnąć go do odpowiedzialności konstytucyjnej.

Z drugiej strony prezydent przed Sejmem występuje z orędziem wyłącznie i nad tym orędziem nie ma dyskusji. Pisaliśmy to z pełną świadomością. Dlaczego? Bo nie chcieliśmy, żeby prezydent był w podobnej sytuacji jak minister, jak premier - że mówi, a to jednocześnie podlega całej politycznej debacie, ocenie, krytyce i sporowi, jaki towarzyszy w Parlamencie. Czyli wyłączyliśmy prezydenta świadomie z tej sytuacji.

Po trzecie - napisaliśmy bardzo jasno, że prezydent nie może być zmuszany do stawiania się przed poszczególnymi organami Sejmu, komisjami, np. obrony w sprawie Iraku, zagranicznej w sprawie Unii Europejskiej, dlatego że pozycja prezydenta w systemie państwa jest inna. Tak samo jak prezydent nie może zmusić, żeby na przykład komisja sejmowa obowiązkowo przyszła do niego i na przykład wytłumaczyła się z jakichś spraw, dlatego że to może być tylko na zasadzie obopólnej woli i tak dalej, i tak dalej.

Więc to wszystko są przepisy bardzo przemyślane, które mają służyć właśnie temu, żeby nie tworzyć zamieszania i nie tworzyć pola konfliktów między częścią władzy wykonawczej, jaką jest Prezydent, między głową państwa a Parlamentem, który jest władzą ustawodawczą, najważniejszą. I ponieważ takie przepisy stworzyliśmy, to relacja Prezydent i organ Sejmu, jakim jest Komisja Śledcza w moim przekonaniu jest rozstrzygnięta w Konstytucji. Na tym polega cały ten spór. Przecież nie dlatego, że coś tu jest do ukrycia, bo nie ma nic do ukrycia. I powiem szczerze (mówiłem to w kilku wywiadach), że po ludzku to ja bym wolał już dziesięć razy się stawić i powiedzieć, co mam do powiedzenia, bo ja nic nie mam do powiedzenia.

To czemu pan nie chce zrobić tego po ludzku, panie prezydencie?

PREZYDENT RP -
Dlatego, że Konstytucja jest. Ja stoję na straży Konstytucji. Ja myślę już nie o sobie, tylko o swoich następcach, którzy mogą być w takich sytuacjach wielokrotnie i ta sytuacja może być nadużywana.

Ale wie pan, że pana nieobecność przed Komisją może wzbudzać komentarze, będzie wzbudzało komentarze.

PREZYDENT RP -
Ale jakie?

Choćby takie, że to, co pan powiedział w Prokuraturze, to jest nie do końca to, co być może się wydarzyło. Jest i krzyżowy ogień pytań, i tak dalej, może pan sobie coś przypomni?

PREZYDENT RP -
Nie no, ale... no to w zeznaniach...

Panie prezydencie, ostatnie pytanie. Komu ufamy, jeśli pan pozwoli...

PREZYDENT RP -
Tak, proszę bardzo.

Ostatni CBOS: Aleksander Kwaśniewski tradycyjnie pierwsze miejsce - 74%, ale minus sześć punktów w porównaniu z ubiegłym miesiącem.

PREZYDENT RP -
No i co?

I to ma, być może, efekt z pana wypowiedzi podczas konferencji prasowej na temat możliwości stanięcia przed Komisją Śledczą.

PREZYDENT RP -
Być może tak, być może nie. Natomiast proszę mi wierzyć, drodzy państwo, że tu chodzi o zasady konstytucyjne. Gdyby patrzeć na interes osobisty, to można byłoby wiele rzeczy robić inaczej. Natomiast jeszcze jest coś takiego, jak Konstytucja, czyli gorset, w który świadomie i z wyboru państwa jestem ubrany. I ja nie mogę z tego gorsetu wychodzić tak, jak mi się podoba, tylko ja muszę się trzymać zasad. Jeżeli eksperci mają tu podzielone zdanie w tej kwestii - czy można, czy nie można - no to to stanowi zasadniczy problem. I jak mówię, to nie chodzi o tę sprawę. Tu chodzi w ogóle o stworzenie pewnej istotnej zasady dziś i na przyszłość, dotyczącej relacji między Prezydentem a organami Sejmu, w tym także Komisją Śledczą. I o to tylko chodzi.

Natomiast kiedy pan mówi, że coś jeszcze można, no to ja mogę sobie wyobrazić sytuację też taką, że odbywa się to spotkanie, które jest bardzo nagłośnione i później też jest: "No, może nie wszystko powiedział? Może jeszcze coś można powiedzieć?". Niedosyt ma to do siebie, że jest bardzo trudny do zdefiniowania. On zawsze może pozostać.

Wspominał pan, że działa pan na rzecz swoich następców?

PREZYDENT RP -
Tak.

Takiego użył pan pojęcia.

PREZYDENT RP -
Tak, tak. Na rzecz prezydentury w Polsce w przyszłości, bo przecież mam świadomość, że za dwa lata będzie urzędował tu kto inny.

No właśnie. Widzi pan listę kandydatów w wyborach w 2005 roku? Wyobraża pan sobie ją w jakiś sposób?

PREZYDENT RP -
Wyobrażam sobie, oczywiście. Natomiast myślę, że za rok ona będzie bardziej konkretna.

Kogo Sojusz wystawi, jak pan sądzi?

PREZYDENT RP -
Nie wiem, ale...

Nie pytał pan premiera Millera? Przewodniczącego Millera?

PREZYDENT RP -
Wie pan, rozmawia się przecież na ten temat, są różne dyskusje, ale ja myślę, że to za rok jest dobre pytanie.

A z żoną może na ten temat pan coś ostatnio rozmawiał?

PREZYDENT RP -
Rozmawiam, oczywiście. Przecież ona też czyta i obserwuje to wszystko, co się dzieje. I myślę, że trzyma się swojego stanowiska, że też jeszcze jest czas do namysłu.

Choinka już stoi na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego. Nie za wcześnie?

PREZYDENT RP -
Nie. Ale oświetlimy ją dopiero w Mikołajki.

Wybiera się pan może na święta czy przed świętami do polskich żołnierzy do Iraku? George Bush wczoraj niespodziewanie zupełnie, w pełnej tajemnicy i konspiracji przemieścił się ze Stanów do Iraku.

PREZYDENT RP -
Takie wizyty ze względów bezpieczeństwa powinny być jednak zorganizowane dość konfidencjonalnie, więc powiem, że nie wykluczam wizyty w Iraku, ale o żadnej dacie ani o żadnym innym szczególe właściwie nie mogę dziś nic powiedzieć.

Czyli tymczasem nie zaprzeczam ani nie potwierdzam.

PREZYDENT RP -
Nie zaprzeczam, nie potwierdzam. Zobaczymy.

Panie prezydencie, dziękuję bardzo za rozmowę.

PREZYDENT RP -
Dziękuję bardzo. Do usłyszenia.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.