przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Jak się zaczął okrągły stół?
Prezydent RP:
Kiedy ruszyły demonstracje na kijowskim Placu Niepodległości, powstało pytanie podstawowe: czy to spontaniczny wybuch, czy raczej rodzaj zrozumiałej, ale przejściowej frustracji? Mnie instynkt podpowiadał, że to rewolucyjny wybuch, że jeśli Kuczma zlekceważy protestujących, to się pomyli. Po prostu ludzie powiedzieli „nie”. I się zaczęło. Wtedy Kuczma i Juszczenko - w takiej właśnie kolejności - we wtorek 23 listopada, zwrócili się bezpośrednio do mnie.
Dlaczego szukali mediacji?
Prezydent RP:
Byli przerażeni. Obie strony znalazły się w sytuacji dla siebie ryzykownej. Juszczenko, za którym stały tysiące ludzi na placu, nie miał żadnego prawnego umocowania. Był zaledwie szefem opozycji w parlamencie. Oficjalnie ogłoszono, że przegrał wybory. Wsparcie opinii międzynarodowej było dla niego jakimś przyczółkiem. Natomiast Kuczma był w sytuacji odwrotnej. Co z tego, że jest uznanym prezydentem, skoro nie mógł dojechać do gabinetu ani nigdzie, tylko siedział pod Kijowem w jakimś sanatorium niedaleko swojej daczy. Park piękny w śniegu, ale powiedziałem mu: „jak siedzisz w tej dierewni, to znaczy, że władzy nie masz”. Dążyłem do tego, by cała sprawa nabrała charakteru europejskiego, a nie tylko polskiego. Dla Polski ryzykowne byłoby stać się stroną w sporze: tu Rosja, tu Polska, w środku Ukraina i splendid isolation Unii Europejskiej. Dlatego niezwłocznie podjąłem rozmowy z przedstawicielem Unii Solaną, nasi europarlamentarzyści bardzo mocno nacisnęli i Solana pierwszy zrozumiał, że musi działać. Prosił mnie, by wytłumaczyć sytuację w innych ważnych stolicach europejskich. Przeprowadziłem kilka telefonicznych rozmów: z premierem Holandii Balkenende, z kanclerzem Schröderem, z którym jestem w stałym kontakcie, z prezydentem Czech Klausem, kanclerzem Austrii Schüsselem; Chirac wysłuchał z zaciekawieniem mojej oceny sytuacji na Ukrainie i wypowiedział ważne słowa: Bon chance( powodzenia), Alexandre.
Niewiele. A Schröder jak zareagował? Według przecieków niemieckich, Schröder po pana telefonie dzwonił do Putina i odpowiedź Putina była twarda, że Janukowycz wygrał i sprawa zakończona.
Prezydent RP:
Pierwsza rozmowa była zimna. Ja go poprosiłem, by korzystając ze swoich dobrych kontaktów wytłumaczył Rosji, że nie wolno zajmować stanowiska tak twardego i nieelastycznego, bo to do niczego dobrego nie doprowadzi. My potrzebujemy Rosji w rozwiązaniu tego konfliktu.
A nie obawiał się Pan reakcji USA?
Prezydent RP:
Waszyngton od lat nam sprzyjał, był zainteresowany Ukrainą, bardziej może tą częścią demokratyczną, bo oni z Kuczmą mieli na pieńku. Powiedziałem Bushowi: potrzebuję twego publicznego wsparcia, bo to nada misji znaczenie. I rzeczywiście Bush, jadąc do Kanady, publicznie powiedział, że popiera moje wysiłki.
Czy Amerykanie nie prowadzą podwójnej gry. Bush, kiedy spotyka się z Putinem bezpośrednio, to mówi innym językiem. Przecież Rosja jest ich partnerem strategicznym.
Prezydent RP:
Rozumiem prezydenta Stanów Zjednoczonych, ja też staram się mieć dobre stosunki z Putinem. Ale wiem też, że dla każdego wielkiego mocarstwa Rosja bez Ukrainy jest lepszym rozwiązaniem niż Rosja z Ukrainą.
Polska teza.
Prezydent RP:
Nie, amerykańska. Jakiż w tym dla nich geostrategiczny interes, by Rosja miała Ukrainę? Rosja odzyskuje swoją pozycję w świecie, to w porządku. Ale dlaczego ma zyskiwać jeszcze 50 milionów Ukraińców? W każdym razie dzięki tym rozmowom telefonicznym można było zorganizować misję do Kijowa w składzie Solana, ja i prezydent Litwy Adamkus. Adamkus pojawił się tam też z inicjatywy Kuczmy. Sformułowałem plan, który - mogę powiedzieć z dumą - został zrealizowany: weryfikacja wyniku wyborczego, wyzbycie się siły, prowadzenie dialogu publicznego.
Czy ludzie Janukowycza wypierali się wyborczych fałszerstw?
Prezydent RP:
Pierwsza rozmowa z Kuczmą była dramatyczna. Proszę sobie wyobrazić - w tej dierewni, z prezydentem wielkiego kraju. Okazało się, że ma pretensje do całego świata i do wszystkiego co się dzieje. Wybory były w porządku, a nawet jeśli nie, to w Ameryce... Ameryka stała się leitmotivem spotkania. W Ameryce też fałszują, tam też są dolegliwości, czego wy chcecie od Ukrainy? Sytuacja była więcej niż zła. W czasie mojej rozmowy z Kuczmą trzy razy dzwonił Putin, żeby zaproponować swoich przedstawicieli i skończyło się na Gryzłowie. Kiedy przyjechał Solana rozmowa zrobiła się jeszcze gorsza, ponieważ Solanę zrugano za wszystkie możliwe grzechy, które Unia popełniła wobec Ukrainy. Krytyka była po części słuszna, ale mało konstruktywna w tym momencie.
Czy Solanę trzeba było przekonywać, żeby się włączył?
Prezydent RP:
Tak, ale to się udało szybko, głównie chodziło o uzyskanie mandatu europejskiego. W tym pomogło spotkanie Rosja - UE w Hadze, dzień wcześniej. Europa zobaczyła w Hadze nieprzejednaną, rosyjską twarz. Unia zrozumiała, że w tej sytuacji nie ma innego wyjścia i powinna być na Ukrainie.
Kto wybrał miejsce na okrągły stół?
Prezydent RP:
Zaproponowałem, byśmy spotkali się w Pałacu Maryjskim, w centrum Kijowa, nieopodal Rady Najwyższej, bo inaczej pokażemy, że już władzy nie ma, jest tylko dziwny kraj na świecie, w którym mają trzech prezydentów - aktualnego, oficjalnego i zaprzysiężonego - a żaden z nich nie może wejść do rezydencji prezydenta. To kuriozum, którego wytłumaczyć się nijak nie da. Kuczma zarzucił: "A tam blokują". Odpowiedziałem: "To Juszczenko musi odblokować. Musimy tam dojechać". Dojechaliśmy, ale zdarzyła się rzecz poważniejsza. Już wychodząc od Kuczmy, otrzymaliśmy informację, że przed 15.00 planowany jest najazd 40 tysięcy górników. Już oczyma wyobraźni widziałem te boje... Nasza misja zakończyłaby się przed rozpoczęciem mediacji. Szczęście mnie uratowało i znajomości, te 9 lat utrzymywania kontaktów ze wszystkimi politykami ukraińskimi. Wziąłem do samochodu Jacka Kluczkowskiego, który miał telefon komórkowy i prywatne numery do polityków ukraińskich. Udało mi się połączyć z Tichipką, szefem sztabu Janukowycza, którego znałem. „Czy to prawda z tym marszem?” „Tak, bo tego się już utrzymać nie da, Ługańsk, Donieck, Chersoń chcą się oderwać, koniec, górnicy, zrewoltowani " – odpowiedział. „Proszę pana, bardzo proszę tego nie robić, o czwartej mamy się spotkać z panem Janukowyczem, to znaczy, że zrywacie rozmowy. Proszę tego nie robić pod żadnym pozorem”. Zrozumiał. Muszę powiedzieć, że Janukowycz zachował się jak trzeba. Pojechał do górników i wydał im dyspozycję odstąpienia od akcji. Na marginesie, miejsce z którego jechaliśmy, nazywa się Zaspa. Te pół godziny były decydujące. Gdyby wtedy stało się to, co mogło się stać, to nie wiadomo, gdzie bylibyśmy dzisiaj na Ukrainie.
A kto panu oddzwonił, że tego marszu nie będzie?
Prezydent RP:
Oni oddzwonili. O trzeciej zaczęliśmy rozmowy z Juszczenką, w jego sztabie. Nieduże pomieszczenie na poddaszu, w małej wilii, oczywiście nastrój rewolucyjny, wszyscy na pomarańczowo. Trzeba rozmawiać o meritum, a oni mówią, że z Janukowyczem nie będą rozmawiać, bo to bandyta. „Wy nie chcecie rozmawiać z Janukowyczem? Więc z kim chcecie rozmawiać? On jest oficjalnie uznany przez CKW, jest urzędującym premierem, reprezentuje - nawet gdyby odebrać głosy sfałszowane - trzydzieści parę procent wyborców, z samych wschodnich terenów”. Przekonaliśmy, że rozmawiać trzeba. Jaki zakres rozmów? Nie używać siły. Dalej: uzyskać potwierdzenie, że wybory były sfałszowane.
A jak przywitał Was Janukowycz?
Prezydent RP:
Normalnie, ale sytuacja jest kłopotliwa, bo nie mamy dla niego dobrych wiadomości, gdyż uważamy, że wybory były sfałszowane. Janukowycz zaczyna przedstawiać swoje stanowisko: że wybory były prawidłowe, jeśli były sfałszowane to na zachodzie, a w ogóle to w Ameryce też dochodzi do nieprawidłowości. Ale rozmawiamy. Jakie jest wyjście z sytuacji? On nie widzi, zadecyduje sąd, ale on jest pewny że to będzie po jego myśli, on jest prezydentem, jest gotów do rozmów, ale nie ma wątpliwości, że wygrał. W tym czasie zaczynają napływać do niego, zaaranżowane przez otoczenie, gratulacje, z Azji Środkowej. Pokazuje je nam: patrzcie, jestem uznawany. Poza tym proszę pamiętać, że został uznany przez prezydenta Putina. Tu nie ma żartów: rozmawiamy z urzędującym premierem, ogłoszonym przez CKW prezydentem, natomiast ta druga strona to „buntownicy”.I zaczyna się okrągły stół od krótkiego wstępu Kuczmy, w tym sensie rozczarowującego, że on - jak mu radziłem - pokaże własny plan, jak z tego wyjść. Plan nie był śmiały. Po czym wypowiadają się Juszczenko i Janukowycz. Juszczenko chce zdobyć przewagę, tu są dowody, z nich musi wyniknąć powtórka wyborów. Potem mówi Janukowycz, że nie zostały sfałszowane, że on absolutnie protestuje, że demonstranci uniemożliwiają pracę administracji, że kobiety które idą do pracy są obrażane. Itd.
I postulat jego jest jaki? Wycofać demonstrantów?
Prezydent RP:
Wycofać demonstrantów, zacząć rozmowy polityczne, by Juszczenko został może premierem, takie koncepcje natury bardziej personalno-układowej niż ustrojowej. I wtedy głos zabrał Litwin, szef parlamentu, który przez cały okres kryzysu odgrywał pozytywną rolę, on był kiedyś szefem administracji Kuczmy, teraz jest spikerem i wybił się na niezależność myślenia. Podstawowa jego idea: jesteśmy w tak skomplikowanej sytuacji, że proszę nie szukać rozwiązań czysto prawnych, tu musi być rozwiązanie polityczne. Tego kryzysu nie da się zaklepać normalną metodą uznawania, że nic się nie stało. Potem swoje trzy grosze zaczęli wrzucać mediatorzy. Moja odpowiedź była jasna, trzeba ogłosić, że wybory zostały ewidentnie sfałszowane. Trzeba szybko przeprowadzić drugą turę, i wykluczyć użycie siły oraz kontynuować dialog polityczny. W tym samym duchu wypowiedział się Solana i Adamkus. Potem głos zabrał Gryzłow, jak były minister spraw wewnętrznych Rosji: te demonstracje zostały zaplanowane, są prowokacją, manifestanci są opłacani przez zleceniodawców. Punkt drugi - Rosja uważa, że wybory były prawidłowe. CKW ogłosiła zwycięstwo, trzeba całą sprawę przeprowadzić... I punkt trzeci, w Ameryce również dochodziło do naruszania reguł wyborów, cztery lata temu, a także ostatnio. Bardzo szeroko się o tym rozwodził. Mnie szlag trafił, zabrałem głos. Powiedziałem, że takie demonstracje to ja już widziałem, w Gdańsku, w Pradze, w Moskwie. Niech pan nie mówi, że to nie jest spontaniczne zachowanie, nawet jeżeli początek był intencjonalny, to teraz jesteśmy świadkami masowego ruchu. Juszczenko się dołączył, powiedział, że jeszcze parę dni zwłoki, to i on straci kontrolę nad tym, bo to zaczyna wykraczać poza poziom, gdy tego rodzaju zachowania można jeszcze przypilnować. Ja dodałem, że jeśli dobrze rozumiem pana Gryzowa, to do protokołu ustaleń jestem gotów dodać punkt, że zebrani potępiają nieprawidłowości wyborcze, które miały miejsce w Stanach Zjednoczonych. Wiceminister Rotfeld mnie złapał za rękę, reszta nawet się nie zaśmiała, bo to już było tak „siekierą po oczach”. Więc dogadaliśmy się w sprawach komunikatu zawierającego zasady : bez siły, kontynuujemy dialog, grupy ekspertów do spraw szczegółowych. I czekamy na obrady Sądu Najwyższego.
To znaczy Janukowycz na to przystał? Tak łatwo się zgodził?
Prezydent RP:
Mógł się w tej dyskusji oprzeć tylko na zdaniu Gryzłowa. Zresztą wpadł w dwie pułapki, które mu przy okrągłym stole wytknięto. Pierwsza to jego własny zarzut, że na zachodzie Ukrainy też fałszowano. Juszczenko zgłosił 700 protestów dotyczących wschodu, na co Janukowycz zgłosił 7 tys. protestów dotyczących zachodu. Jeśli więc razem jest 7700 protestów, to znaczy, że te wybory były nieuczciwe. A drugi: jeśli twierdzi, że wybory były uczciwe, a ma milion głosów więcej, to czego obawia się? Powtórki? Na co on, że to wszystko rozumie, ale prawnie już wyniku zmienić nie można. Na to ja: to zależy od parlamentu. W każdym razie zakończyliśmy to dwoma najważniejszymi osiągnięciami. Wszystkie strony wyrzekają się siły, ogromnie ważna deklaracja prezydenta, premiera, w obecności tak ważnych zagranicznych gości. Druga to stwierdzenie, że ten dialog będzie trwał.
Rosja więc też zaakceptowała ten okrągły stół. Skąd się tam pojawił Gryzłow?
Prezydent RP:
Był wysłannikiem Putina. Pierwsze pytanie Kuczmy skierowane do mnie po przylocie brzmiało, czy mam coś przeciwko przedstawicielowi Putina? Oczywiście, że nie - odpowiedziałem. Nie mamy nic do ukrycia.
Wobec tego Rosja też zmieniła w toku spotkania swoje stanowisko. Pogodziła się z planem.
Prezydent RP:
Po pierwszym spotkaniu nie było komunikatu podpisanego przez wszystkich, to był komunikat Kuczmy. Gryzłow wysłuchał komunikatu, my nie odpowiadaliśmy na żadne pytania.
Czyli Rosjanie mogli to traktować tylko jako dyskusję, wymianę poglądów.
Prezydent RP:
Ale nie mogli tego zakwestionować, bo oddaliśmy decyzję w sprawie wyborów Sądowi Najwyższemu. Nie powiedzieliśmy, że wybory są sfałszowane, nawet nie wypadało mówić, że jest inaczej. Co do dwóch pozostałych elementów porozumienia, to Janukowycz nie mógł z nimi polemizować. Wyrzeczenie się siły - a on mówi nie? Dialog - a on mówi nie? W sprawie Sądu Najwyższego twardo domagałem się, by postępowanie było jawne i transmitowane w telewizji. Straszną to wywołało konfuzję. Jak to, dyktować coś sądowi? Czemu nie – mówię – co szkodzi, że procedura jest transparentna? Później była dyskusja o słormułowaniach. Ktoś wymyślił, że cały rozprawa będzie w warunkach "głasnosti" i ta głasnost się spodobała. Ale Kuczma mówi nie, napiszmy, że oczekujemy obiektywnego rezultatu. Tego właśnie nie możemy napisać – mówię - bo każdy wyrok musi być obiektywny i sprawiedliwy. No i z wielkim trudem głasnost zapisano. Jak potem zobaczyłem te kamery, to zrozumiałem, że to pierwsze tabu złamane w krajach poradzieckich, bo czym innym są demonstracje w telewizji, a czym innym pokazanie, że jedna z ważnych instytucji państwa demokratycznego działa przy otwartej kurtynie demokratycznie. Przecież sędziowie mają nie tylko nazwiska, ale i twarze, przecież chcą także pójść do sklepu, z dzieckiem do parku. Chcą być obywatelami. I tak zakończyliśmy ten dzień, 26 listopada.
Żeby postawić sprawę zupełnie jasno: Unia nie chce się angażować na Ukrainie?
Prezydent RP:
Część chce, część nie chce. Do tej pory w niektórych krajach stawiano dylemat mniej więcej taki, jak nam się stawia: Ameryka czy Europa, kogo bardziej kochamy? U nich natomiast: Moskwa czy Kijów? Niektóre zachodnie stolice wybrały zdecydowanie Moskwę, uznając Kijów za strefę wpływów, za coś co albo się uda, albo nie uda, ale jest drugorzędne. Inne kraje, szczególnie w naszej części, zachowują się bardziej aktywnie. Wszyscy dzisiaj muszą zastanowić się nad swoją polityką, bo jak słusznie powiedział Juszczenko, Ukraina staje się już nie częścią postradzieckiej strefy wpływów, lecz niepodległym, suwerennym krajem, z coraz silniejszym społeczeństwem obywatelskim.
Ale czy Pana zdaniem nowa sytuacja na Ukrainie antagonizuje stosunki Unii z Moskwą czy nie?
Prezydent RP:
Moim zdaniem nie. Unia nie może nie uznać tego, co się stało z postawą Ukraińców i musi dojść do weryfikacji polityki wobec Rosji. Wierzę, że do tego dojdzie. Rosjanie przełkną tę gorzką pigułkę i normalnie zaczną współpracować z Ukrainą. Jedną rzecz trzeba wręcz wykrzyczeć. Na mapie Europy pojawił się nowy suwerenny podmiot społeczny i polityczny. Ukrainiec to nie jest przefarbowany Rosjanin. Potraktuj tego Ukraińca jako uczestnika europejskiej polityki. I nie mów mi, że najpierw Turcja będzie w UE, a o Ukrainie pomyślimy potem.
Nie wiemy dlaczego Rosji przeszkadzał Juszczenko? Czy on jest antyrosyjski? Dlaczego Moskwa nie stawała na obu nogach początku?
Prezydent RP:
Dlatego, że uznała, że trzeba zastopować wszystkie tendencje Ukrainy do współdziałania ze strukturami europejskimi. Gdyby pan słyszał, co ambasador i były premier Czernomyrdin opowiadał przy Solanie... NATO jest złe, UE – w porządku, ale NATO zagraża Rosji. My dziś to słysząc uśmiechamy się. I oni myśleli, że z Janukowyczem stworzą coś, co będzie najpierw Wspólnotą Niepodległych Państw, przecież mieli w planie wspólną walutę, a potem dalsze plany. A z Juszczenką zapewne nie można ich realizować. Choć jestem przekonany, że Juszczenko będzie prowadził otwartą politykę i bardzo bliską z Rosją, bo innej się nie da.
Po co była druga runda okrągłego stołu?
Prezydent RP:
Na kolejnym spotkaniu w Kijowie osią sporu było to, czy całe wybory, czy tylko II tura będzie powtórzone. Strona rządowa uważała, że Janukowycz jest do wycofania, chcieli przygotować na ten czas nowego kandydata, który mógłby odebrać głosy Juszczence, a jednocześnie - czego się wszyscy boją - nie grałby na separatyzmie.
Rosja jest przeciwna secesji.
Prezydent RP:
Mam nadzieję. Wschód to pięknie brzmi, kopalnie, huty. I dotacje. Nie mówiąc o tym, że separację, nawet w sensie prawnym jest bardzo trudno przeprowadzić. Drugi problem to przyjęcie platformy dyskusji politycznej, zdecentralizowanie władzy, większa równowaga między prezydentem i premierem. Na Ukrainie władza prezydencka jest zbyt wielka i zbyt ponętna. Zawsze wywoływała emocja i spór, już nie mówiąc o tym, że prezydent nie jest w stanie jej skutecznie objąć. I kolejny punkt – zmiana rządu.
A Gryzłow? Czy sądzi Pan, że jego podpis na dokumencie został złożony w pełnym porozumieniu z rosyjskim establishmentem?
Prezydent RP:
Tego nie wiem, Gryzłow się spóźnił. Czekał z decyzją na podpis Janukowycza. Dokument był wyrazem kompromisu. W pewnym momencie paradoksalnie, rozmawiało się po duszam, bo wszyscy wiedzieli, jak się nazywa następny prezydent Ukrainy: Kuczma wie, i Gryzłow wie, i ja wiem, i Putin wie. To tak jak w roku 1990 w Polsce: można było różne wybory robić, ale wiadomo było, że prezydentem będzie Wałęsa. Tego się w żaden sposób zatrzymać nie da. Problemy Juszczenki odkładają się na przyszłość, bo przez ostatnich kilkanaście dni stał się swoistą ikoną. Ja mu zresztą to mówiłem całkiem szczerze: Pamiętaj, jak zostaniesz prezydentem, to się skończą te tłumy, skończy się to radosne „Juszczenko!, Juszczenko!”, i z roli ikony musisz wejść w rolę polityka, który musi podejmować decyzje - i dobre i popularne, ale też te mniej popularne i nie zawsze trafne.
Skoro to było tak jasne po drugiej rundzie rozmów, to skąd nagła wizyta Kuczmy u Putina? Zasłona dymna?
Prezydent RP:
Desperacja.
Czy nie ma w tym czegoś nienormalnego, że w toku mediacji pan dzwoni do Schrodera, Chiraka, Busha - a nie dzwoni do Putina? Czy Putin nie podniósłby słuchawki?
Prezydent RP:
Na wcześniejszych spotkaniach z Putinem te sprawy omawialiśmy. Ja mówiłem o Ukrainie w UE, on miał inne zdanie. Trudno mi dzwonić do niego, kiedy stanowiska są tak rozbieżne. Dlatego prosiłem o rozmowy Schrodera, Balkenende, żeby to oni tłumaczyli w Moskwie cały sens naszej mediacji. Nasza mediacja absolutnie nie jest antyrosyjska. Nie ma wpłynąć na suwerenne decyzje Ukrainy. To Ukraińcy decydują i już. A w tamtej chwili stan ducha Putina i mój były bardzo odmienne.
Ale wyobraża pan sobie wspólną wizytę ze Schröderem w Moskwie?
Prezydent RP:
Wyobrażam sobie, ale to musi być wspólna inicjatywa i Schrödera i Putina, a nie tylko moja.
Słyszeliśmy wrażenia obserwatorów, że trzecia runda była nie tyle rozmową o przyszłości państwa, ile drapieżnym starciem o władzę?
Prezydent RP:
To było stanowcze starcie, bo stawkę podniosło orzeczenie ukraińskiego Sądu Najwyższego. Po nim wiadomo przecież było, że trzeba powtórzyć drugą turę wyborów i to w bliskim czasie, czyli 26 grudnia. Nasi ukraińscy rozmówcy dobrze więc rozumieli, że spraw ważnych dla siebie i swoich obozów politycznych nie można już odkładać. Dlatego trzeci okrągły stół trwał najdłużej, aż sześć godzin, choć spraw do rozstrzygnięcia nie przybyło. Kuczma rozumiał, że to ostatnia okazja uratowania twarzy i dlatego nalegał na włączenie do pakietu ustaleń reformy konstytucyjnej. Juszczenko i jego ludzie oczekiwali natychmiastowego odwołania rządu, który według posiadanych przez nich informacji zamieszany był w fałszowanie wyników wyborów. Natomiast Janukowycz powiadomił nas, że idzie na urlop i argumentował za pozostawieniem rządu, w celu ratowania sytuacji gospodarczej. Łagodziłem emocje wskazując, że najważniejsze są demokratyczne wybory, które muszą się uczciwie odbyć 26 grudnia. Na resztę spraw można znaleźć czas później.
Reakcje Moskwy na międzynarodowe wysiłki mediacyjne były negatywne. Czy nie obawia się pan, że Rosja w przyszłości „ukarze” Polskę za takie mieszanie się do spraw Ukrainy?
Prezydent RP:
Stanowisko rosyjskie podyktowane było przez ludzi, którzy nie potrafili przewidzieć rozwoju sytuacji i sami byli mocno zaangażowani na Ukrainie. Wierzę, że Ukraina, której prezydent będzie miał mocny, bo demokratyczny mandat do sprawowania swego urzędu, jest pożądanym sąsiadem nie tylko Polski, ale też Rosji. Wyboru dokona naród ukraiński, a nie Adamkus, Solana czy Kwaśniewski . W czasie swojej misji wskazywałem, że Ukraina powinna mieć dobre stosunki i z Rosją i z Unią Europejską, w tym z Polską. Rozumie to wielu ukraińskich polityków. Partnerstwo, demokracja i dialog lepiej służą stosunkom międzynarodowym niż naciski czy paternalizm.
Czy doświadczenia ukraińskiego okrągłego stołu, obecność nie tylko pana Solany, ale i przedstawicieli premiera Holandii Balkanende, nie mogą stanowić podstawy wspólnej polityki wschodniej UE?
Prezydent RP:
Dotąd ta polityka była ona raczej postulatem, „zaklęciem” wymienianym w wielu dokumentach, wyrzutem sumienia po nieudanych reakcjach Unii na europejskie kryzysy, choćby na Bałkanach. Teraz w sytuacji kryzysu politycznego u sąsiada UE, potrafiliśmy mu pomóc. Ważniejszy jednak będzie drugi krok- jaką ofertę Unia przedstawi Ukrainie po wyborach, jak określimy swój stosunek do problemu Mołdowy i Naddniestrza czy Białorusi.
Jak pan widzi przyszłość Ukrainy? Czy jeśli wygra Juszczenko, to nie powinniśmy jego polityki rozliczyć za jakiś czas?
Prezydent RP:
Nowego prezydenta rozliczać będzie rodzące się na społeczeństwo obywatelskie. To niezwykła zmiana- w polityce uczestniczą już nie tylko partie parlamentarne czy klany gospodarcze, ale też obywatele Ukrainy, którzy nie pozwolili fałszować wyborów. Ciekaw więc jestem, jak nowy prezydent będzie prowadził dialog z tymi, którym nie są obce losy ich kraju, standardy polityczne i prawda. Naszym sąsiadom powinniśmy więc służyć radą, ale przecież ich nie zastąpimy. To jest ich kraj, ich odpowiedzialność i ich prawo do oceny. A sukces Ukrainy, w który wierzę, będzie dobrze służył nam wszystkim.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.