przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Kiedy Pan ostatni raz rozmawiał z Panem profesorem Markiem Belką?

Prezydent RP:
Wczoraj.

O czym?

Prezydent RP:
O rozmowach, które prowadzi, o programie rządu, także o pewnych przybliżeniach kadrowych.

Mniej więcej bodaj 5 kwietnia Pan dawał szansę Markowi Belce 50 na 50 w utworzeniu rządu. A wczoraj?

Prezydent RP::
Wydaje się, że te szanse są ciągle pół na pół, ale z przesuwaniem się jednak w stronę możliwości poparcia rządu profesora Belki. Prowadzę rozmowy także z liderami tych ugrupowań, które nie odrzucają możliwości poparcia rządu profesora. Z drugiej strony wiem, że on w swoich dyskusjach przedstawia założenia programowe, pokazuje elementy konieczności ekonomicznych, ale także programu społecznego rządu. To wszystko jest w tej chwili w fazie rozmów. Więc dopóki nie będzie sprawdzianu w postaci głosowania w Sejmie, to trudno prorokować. Ale wydaje się, że będą szanse na powołanie tego rządu.

A ten scenariusz: Marek Belka premierem, Józef Oleksy marszałkiem Sejmu?

Prezydent RP::
Myślę, że tu decyzje muszą zapaść, ponieważ marszałek Marek Borowski złożył rezygnację. Tradycja dobrych parlamentów i tych krajów, które trzymają się zasad, jest taka, że największy klub obsadza stanowisko marszałka, a później w kolejności obsadzane są stanowiska w Prezydium Sejmu. A więc Sojusz Lewicy Demokratycznej, jako klub ciągle największy ma prawo do wysunięcia swojego kandydata. Myślę, że Józef Oleksy jest na pewno kandydatem, który nie dość, że spełnia wszelkie kryteria, ma wybitne kwalifikacje, był zresztą marszałkiem, to jeszcze jest tą osobą, która może zyskać wsparcie innych, bo jest człowiekiem sympatycznym, otwartym...

Sympatycznym zwłaszcza dla tak zwanych dołów partyjnych SLD.

Prezydent RP: :
To też dobrze. Ale czy dołów, czy innych ugrupowań, ja wiem, że to jest jedna z zalet Józefa Oleksego, że on się umiejętnie porusza między różnymi politykami, różnymi grupami i potrafi utrzymać dialog, a to jest dobra kwalifikacja jeśli chodzi o marszałka — właśnie umiejętność dialogu i taka naturalna, wynikająca z charakteru otwartość.

A potem podobno jeszcze otwarta furtka przed wyborami prezydenckimi dla marszałka Józefa Oleksego.

Prezydent RP:
Wybory prezydenckie w tej chwili zeszły — i słusznie — na plan dalszy, są problemy pilniejsze. Natomiast niewątpliwie jesienią tego roku większość ugrupowań będzie musiała również określać swoich kandydatów. Na pewno Józef Oleksy należy do tych, który będzie rozpatrywany, niezależnie od tego, jaką funkcję by pełnił.

Czy nie niepokoją Pana informacje dotyczące... tylko nie wiem, czy wolno mi teraz głośno mówić, bo to ostatnio niemodne. To się nazywa plan Hausnera, może jednak ciszej bym powiedział. Nie niepokoją Pana takie informacje, które mówią o tym, że tak Platforma Obywatelska, jak i Federacyjny Klub Parlamentarny odmawiają poparcia dla jednej z fundamentalnych ustaw tego planu, czyli zmian w sposobie waloryzacji rent i emerytur?

Prezydent RP:
Bardzo mnie niepokoją, bo one są błędne. To są rzeczywiście decyzje, które mogą nie tylko spowodować rozmiękczenie czy osłabienie planu Hausnera, o którym należy mówić głośno i zdecydowanie, one mogą doprowadzić do katastrofy finansowej w roku 2006. Dlatego że nie przeprowadzenie, szczególnie w tej części, waloryzacji emerytur i rent planu Hausnera jest istotnym zagrożeniem dla finansów publicznych.
I martwi mnie, że taką postawę zajmują te kluby, które deklarują troskę o państwo, troskę o finanse, konieczność przeprowadzenia remontu finansów publicznych (mówię tu o Platformie Obywatelskiej), bo widać, że oni też wpadli w pułapkę sondaży. Jak słyszę, że popieranie planu Hausnera odjęło parę punktów Platformie i to jest główny motyw, to tylko mogę ubolewać, że nie myśli się w kategoriach państwa, dobra polskiej gospodarki, tylko sondaży, które jeszcze dziesięć razy do wyborów się zmienią.

Ale trudno chyba dziwić się Platformie, która twierdzi, że skoro główna siła popierająca plan Hausnera rozsypała się, to teraz tak na dobrą sprawę nie wiadomo, kto ten plan popiera. To dlaczego opozycja miałaby popierać, skoro rządzący są w rozsypce?

Prezydent RP:
Dlatego, że istnieje taki moment w historii państwa, gdzie po prostu trzeba popierać dobre pomysły, niezależnie od tego, jak wygląda cały ten anturaż polityczny. Przecież plan Hausnera jest trudnym planem i dla ekipy rządzącej, i dla ekipy opozycyjnej, ale jednocześnie z tą kuracją, którą musimy przejść. I dla mnie wiązanie tych dwóch rzeczy po prostu nie ma sensu. Albo odpowiedzialnie uważamy, że Polska bez planu Hausnera może znaleźć się w sytuacji przekroczenia długu publicznego, czyli kolizji z zapisem konstytucyjnym i konieczności zmieniania budżetu czy równoważenia budżetu w trybie nagłym, natychmiastowym, co oznacza cięcia wręcz niewyobrażalne, no i wtedy trzeba podejmować te trudne decyzje, niezależnie od tego, co dzieje się w polityce, albo politykujemy, albo dla nas rzeczywiście te słupki sondażowe są ważniejsze niż interes państwa. Ale ja jestem zdecydowanie przeciwny takiej postawie.

A to zmiękczanie do czego prowadzi, jak Pan sądzi? Do poprawy notowań w sondażach? To już wszyscy zmiękczają teraz i wszyscy zaczynają dbać o ubogich, o emerytów, o rencistów...

Prezydent RP:
Ja uważam, że tam, gdzie dyskutuje się rzeczywiście uczciwie o problemach osób ubogich, emerytów, rencistów, to ta dyskusja nie tylko że jest dopuszczalna, ona jest potrzebna i być może trzeba szukać takich rozwiązań, które spełniając zasadniczy cel planu Hausnera, nie będą dolegliwe dla tych środowisk. I wydaje mi się, że to jest w jakimś sensie potrzebna debata, której także nie unika profesor Hausner. Proszę pamiętać, że jeszcze nie tak dawno był ministrem spraw społecznych i on doskonale zna i problematykę, ale także jest osobą o ogromnej wrażliwości. Więc tu można, jeżeli można znaleźć rozwiązania, które pozwolą osłonić te grupy najsłabsze, to, oczywiście, trzeba to zrobić. Natomiast nie można rezygnować z tych podstawowych elementów planu, które zmierzają do tego, żeby polskie finanse publiczne były zdrowsze i żeby można było schodzić z wysokości deficytu budżetowego, a nie, że tak powiem, dojść do ściany, poza którą już jest tylko konieczność konstytucyjna równoważenia budżetu, więc właściwie działanie już tak drastyczne, że trudno wyobrażalne.

No tak, tylko wydaje mi się, że ten okres ze zmiany poglądów, z przyjęcia planu Hausnera w wersji proponowanej przez wicepremiera do tego momentu, kiedy należy zmiękczać i doszli politycy, jest strasznie krótki, zmiana poglądów jest podejrzana. W ciągu ilu? Dwóch, trzech tygodni?

Prezydent RP:
Zmiana poglądów bywa, natomiast w Polsce ona jest za częsta, a przede wszystkim to, co mnie martwi — że po trzech tygodniach politycy nie pamiętają, co mówili trzy tygodnie temu. I to jest rodzaj takiej przyspieszonej amnezji, której ja nie potrafię sobie wytłumaczyć.

Sondaże robią swoje?

Prezydent RP:
Myślę, że sondaże ... Cieszę się, że wśród także socjologów, politologów pojawiły się opinie, że ta mania sondażowa staje się po prostu niebezpieczna.

A to wczoraj Leszek Miller w telewizji publicznej powiedział, że to jest piąta siła w kraju.

Prezydent RP:
W jakimś sensie coś takiego się dzieje, ale politycy mają prawo do swoich pretensji, natomiast opinie politologów czy socjologów są o tyle istotne, że oni wskazują, iż ta ilość sondaży powoduje ich dewaluację, a poza tym powoduje, że rzeczywiście zaczynamy żyć w takim świecie, gdzie „lustereczko, powiedz przecie, kto najpiękniejszy jest na świecie” i mizdrzymy się do tego lusterka. Sondaże są co chwila. Być może byłoby dobrą rzeczą, która jest stosowana w niektórych krajach, żeby wszystkie instytuty sondaże prowadziły w jednym czasie i żeby można było niejako jak termometrem sprawdzać tę temperaturę, powiedzmy, na początku miesiąca i później dopiero za miesiąc, porównywać, jak to w różnych instytutach wyszło i tę feerię sondażową przeżyć przez dwa, trzy dni w miesiącu, a później już zajmować się pracą. Natomiast jak sondaże są co tydzień, to raz, że niewiele z nich wynika, bo te wahania są trudne do zinterpretowania, a poza tym rzeczywiście zaczyna być taka mania sondażowa, która bardzo wielu polityków, szczególnie tych nastawionych na wybory, paraliżuje.

No tak, a jeszcze duża część polityków przyznaje się do tego, że nie czyta sondaży.

Prezydent RP:
To jest nieprawda, ponieważ oczywiście, że czytają, oczywiście, że analizują, i tak powinno być. Natomiast nie powinni tylko tym kierować się w swojej działalności, tak bym powiedział. Sondaże powinny być lekturą polityków, ale nie jedyną lekturą polityków.

Nie wiem, czy Pan wczoraj słuchał, oglądał rozmowę z premierem Leszkiem Millerem?

Prezydent RP:
Fragment, włączyłem się już w drugiej części.

A czy na tych podziękowaniach był pan świadom, oglądał Pan, kiedy premier Leszek Miller dziękował Panu za to, że przestrzegał go przed mianowaniem Wiesława Kaczmarka ministrem skarbu? Dziękuję, Panie Prezydencie — powiedział wprost do kamery.

Prezydent RP:
No tak, cóż mi z tych podziękowań? Ja, oczywiście, przestrzegałem, głównie z tego względu, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi. Jest to w moim przekonaniu dosyć poważny problem dla wszystkich, natomiast... No tak, przestrzegałem, tylko niewiele z tego wyniknęło, bo premier postawił na swoim wtedy.

A teraz jak Pan ocenia to, co robi były minister Kaczmarek?

Prezydent RP:
Oceniam niedobrze, dlatego że jeżeli miał tego typu wątpliwości...

Wiedzę na temat tego, co działo się w Orlenie?

Prezydent RP:
Czy wyrzuty sumienia, to, oczywiście, trzeba było to wszystko powiedzieć we właściwym trybie, ale także i oficjalnie, gdyby chciał, w roku 2002, kiedy to się działo. Bo sprawy, które omawiamy z dwuletnim opóźnieniem, raz, że powodują, że pamięć ludzka jest zawodna, poza tym wiele z faktów jest trudnych do ustalenia, wszystko to dzieje się w atmosferze aferalnej, a poza tym ma znamiona właśnie rewanżu, a nie próby wyjaśnienia sprawy, a nawet wyrzucenia z siebie tych wyrzutów sumienia czy tych wątpliwości, które można mieć. Ja dowiedziałem się o sprawie z mediów i od początku byłem przeciwny metodzie. Ja nie wiedziałem, jakie są przyczyny i myślę, że będzie to wyjaśnione w pracach komisji ds. służb specjalnych, natomiast w stosunku do ludzi, którzy nie będą przecież uciekać za granicę, można zastosować inne metody, żeby swoje, że tak powiem, działania wyjaśnili czy przed prokuratorem, czy przed Urzędem Ochrony Państwa, wtedy, jeżeli to było potrzebne.

Ale jest takie słowo, które zamykało usta politykom. Nazywa się lojalność. Wtedy, w 2002 roku Wiesław Kaczmarek nie chciał tego mówić, bo chciał być lojalny, nie mógł tego powiedzieć. Przestał być lojalny. To jest kwestia czasu, jak się okazuje.

Prezydent RP:
Sam pan sobie odpowiedział na pytanie. Jeżeli ktoś przywiązuje wielką wagę do lojalności, to to jest wartość, która jest równie cenna w roku 2002, trzecim, czwartym i następnych. Natomiast wydaje mi się, że takie właśnie pranie czy przypominanie sobie wszystkich kwestii po czasie, jednak, jak mówię, nosi znamiona rewanżu, a nie właśnie uczciwego wyjaśnienia problemu.

O Aleksandrze Jakubowskiej premier też mówił, że jest lojalna, w związku z tym nie będzie rezygnował ze współpracy z nią.

Prezydent RP::
Ja uważam, że lojalności jako cechy nie wolno podważać, cechy pozytywnej. Ona jest potrzebna między ludźmi, ona jest potrzebna między małżonkami, ona jest potrzebna między pracownikami. Natomiast ta lojalność nie może oznaczać, że jest zgodą na rezygnację z innych zasad, takich jak uczciwość, takich jak stosowanie prawa, jak przejrzystość procedur, jak prawdomówność i tak dalej, i tak dalej. Trzeba wiedzieć, że lojalność jest ważną i pozytywną cechą, ale przecież nie jedyną i nie może, jak mówię, być przyzwoleniem na to, żeby w innych sprawach już odrzucić te wartości, które są również bardzo istotne.

Mówiąc o Orlenie, Pan Prezydent powołał się na sejmową komisję ds. służb specjalnych, ale to trochę mało. Ta komisja nie ma takich możliwości, by sprawę w pełni wyjaśnić. Potrzeba jest powołania jednak sejmowej komisji śledczej, choćby po to, żeby doprowadzić do konfrontacji. Cóż to wysłuchać kilku panów, z których każdy mówi co innego...

Prezydent RP:
No tak, ale ja chciałbym w sprawie komisji śledczej bardzo precyzyjnie powiedzieć tak: mianowicie zgadzam się ze stanowiskiem, które kilka miesięcy temu zostało przyjęte przez marszałka Borowskiego, kiedy była długa lista propozycji utworzenia komisji śledczych w różnych sprawach. To wynikało z takiego właśnie zachwytu nad pracą komisji śledczej w sprawie Rywina i przekonania, że to jest ta metoda, która może być skuteczna. Ja nie mówię, że ona jest nieskuteczna, natomiast na pewno wymaga poważnej analizy.
Stąd moje oczekiwanie jest następujące: komisja profesora Nałęcza kończy pracę, Sejm zastanowi się, jak uchwała o komisji śledczej działa, co należy w niej zmienić, ponieważ mamy ogromne materiały dowodowe, że tak powiem, po pracach komisji profesora Nałęcza, trzeba wtedy zastanowić się nad tą listą wniosków o komisje śledcze, które były już złożone. Ta w sprawie Orlenu jest kolejną propozycją. I wtedy trzeba wybrać, który z tych tematów jest na tyle ważny, pilny, żeby w pierwszej kolejności go omawiać, jeżeli w ogóle omawiać, i czy rzeczywiście komisja śledcza jest instrumentem do zastosowania w każdej sprawie. Ja uważam, że nie.

A w tej konkretnej orlenowskiej jest potrzebna?

Prezydent RP:
Powiem szczerze, nie wiem. W moim przekonaniu trzeba też tu zaczekać na to, co sformułuje, co powie komisja ds. służb specjalnych. Dajmy jej też szansę wypowiedzenia się.

Ale już informacja o tym, że na prokuraturę był stosowany przez Urząd Ochrony Państwa nacisk, no to jest jakaś informacja. Coś z tym trzeba zrobić. To nie są żarty przecież. Albo żyjemy w kraju praworządnym, jak się niektórym wydaje, albo robimy, co chcemy.

Prezydent RP:
Nie, nie, ale też w kraju praworządnym musimy sprawy kierować we właściwe miejsca. Ja uważam, że to są kwestie bardzo poważne, bo to są kwestie ewentualnie oskarżenia o nadużycie władzy czy nadużycie urzędu ze strony niektórych instytucji państwa i do tego powinien być zastosowany odpowiedni tryb. Natomiast w wielu innych kwestiach trzeba stosować ten tryb, który mamy, a więc prokuratury, a więc sądów, dlatego że przecież nie mogą komisje śledcze, które są powoływane przez Sejm, są upolitycznione, zastępować wymiaru sprawiedliwości. To byłby kolejny absurd zmierzający do osłabienia państwa prawa w Polsce, a nie tworzenia państwa prawa. Odpowiedzią na słabości wymiaru sprawiedliwości nie może być tworzenie czegoś zastępczego, jakiegoś ersatzu w postaci trybunałów ludowych, ponieważ to byłaby droga, która zaprowadzi nas wstecz, a nie naprzód do demokratycznego państwa prawa.

Czyli w sprawie Orlenu raczej nie, powiada Pan, jeżeli chodzi o komisję śledczą.

Prezydent RP:
Nie, nie, ja powiadam tylko tak: trzymajmy się konsekwentnie pewnych ustaleń, które zapadły. Jak pamiętam, wtedy było siedem wniosków o komisje śledcze. Ten, jak rozumiem, jest ósmy. Czyli jeżeli ta instytucja ma działać, a pewno będzie działać, bo ona jest bardzo, że tak powiem, spektakularna, ona zresztą w jakimś sensie również wiele z elementów choćby niewłaściwości procesu legislacyjnego wychwyciła, co żaden sąd by prawdopodobnie zrobić nie mógł, więc tu trzeba docenić te wartościowe rzeczy, które się stały, natomiast nie można działać na zasadzie tylko zamówienia politycznego, bo inaczej to wylejemy dziecko z kąpielą. Kończy prace komisja profesora Nałęcza, analizujemy, co było dobre, co się sprawdziło, co nie, i wtedy jest otwarte pole do podejmowania decyzji o kolejnych komisjach. Dzisiaj uważałbym powoływanie takiej komisji już jako decyzję polityczną, a nie decyzję, która zmierza do wyjaśnienia prawdy.

A czy nie zaskakuje Pana to, że szefem rady nadzorczej Orlenu zostaje przedstawiciel udziałowca mniejszościowego?

Prezydent RP:
Uważam, że to była niezgrabna decyzja. Oczywiście, Skarb Państwa ma przewagę w radzie nadzorczej, oczywiście, że rada nadzorcza podejmuje decyzje kolektywnie, to nie jest tak, że...

Ale funkcja przewodniczącego to jest jednak...

Prezydent RP:
Funkcja przewodniczącego ma organizatorską rolę. Ja absolutnie nie kwestionuję talentów pana Wagi, którego rzeczywiście uważam za człowieka biznesu o najwyższych parametrach, światowych, bym nawet powiedział, to jest jedna z tych gwiazd polskiego zarządzania, wybitny menedżer, natomiast niewątpliwie z punktu widzenia Skarbu Państwa byłoby czymś dużo bardziej czytelnym, przejrzystym, gdyby przedstawiciel Skarbu Państwa stanął na czele tej rady nadzorczej ze względu jednak na przewagę, chociaż też jest to pakiet mniejszościowy, ale jednak przewagę Skarbu Państwa, jeśli chodzi o strukturę własności.

To minister Kaniewski do dymisji?

Prezydent RP:
Moim zdaniem wszelkie dymisje przed 2 maja są już czystym gestem. To są takie już, że tak powiem, akty wyłącznie dla publiczności, bo nawet jeżeli byłoby to przegłosowane, to cóż za różnica trzech dni, czterech dni, dwóch dni? To nie ma większego sensu.

Przyzna Pan, Panie Prezydencie, że w takiej sytuacji, w jakiej jest nasz kraj (mówię o scenie politycznej), wchodzenie do Unii Europejskiej za piętnaście dni, chyba ten problem nie zajmuje zbyt opinii publicznej, Unia Europejska jako taka? Ważniejsze są rzeczy, które dzieją się na co dzień, na bieżąco, tu, w Warszawie i okolicach. Bardziej przykuwają uwagę.

Prezydent RP:
No i bardziej państwo przykuwacie uwagę...

Znowu będzie na nas.

Prezydent RP:
Nie, nie, wie pan, stało się coś takiego, co jest niewątpliwie problemem. Wczoraj wręczałem nagrody dla samorządowców. Jest taki coroczny turniej ligi powiatów, inicjatyw powiatowych, 450 zgłoszonych projektów, 24 wyróżnione, 1 z Koszalina, co mnie dodatkowo cieszy, uzyskał nagrodę główną. Wspaniałe rzeczy, pomoc osobom niepełnosprawnym, pomoc w leczeniu osób uzależnionych organizowana przez organizacje pozarządowe i samorządy... Jeżelibym panu powiedział, że był tam 1 dziennikarz, słownie jeden, to to jest właśnie prawda.

Ale to wina nasza, że nie przyszliśmy...

Prezydent RP:
Tak, tak...

Czy wina organizatorów, że nie zaprosili?

Prezydent RP:
Oczywiście, że wina dziennikarzy, bo to po prostu nikogo nie interesuje. Zaproszenia są i one są rozsyłane. I profesor Regulski, który jest szefem jury, jeden z wielkich twórców reformy samorządowej lat 89/90, też mówił z bólem, że w Polsce dobry przykład nie może się przebić, bo to nie jest materiał dziennikarski. Pokazać, że komuś coś się udało, że ktoś umiał, że tak powiem, znaleźć pieniądze i na przykład stworzyć centrum kultury dla dzieci z rodzin porozbijanych czy patologicznych — kogo to interesuje? Pisma kolorowe żyją salonami, pisma kolorowe żyją aferami, natomiast nikt nie żyje tym, czym żyją ci ludzie na dole. I trochę szkoda. Ja nie wiem, czy to można zmienić, bo to jest tendencja nie tylko polska, tylko ogólnoświatowa. Żyjemy w takim napięciu, gdzie zła wiadomość jest wiadomością, a dobra wiadomość jest nudziarstwem. Więc już przestaję panu o tym dłużej mówić, bo widzę też już wyraz pewnego znużenia na pana twarzy.

Nie, to nie w tym rzeczy, tylko gdyby nie panowie politycy, to nie mielibyśmy o czym pisać, a ludzie nie mieliby o czym czytać. Gdyby panowie robili coś dobrego, to wtedy byśmy pisali o tym, co robią dobrego.

Prezydent RP:
Ale politycy też robią wiele dobrego, tylko to nie jest właśnie materiał na informacje. I szkoda, że mało się pisze czy za mało się pisze o Unii Europejskiej, o naszej akcesji. Było dużo materiałów wczoraj na temat pytań, które zadawali także polscy przedstawiciele bardzo, moim zdaniem, brutalnych, pani minister Huebner, pani komisarz Huebner. A dzisiaj tylko już małe są informacje o tym, że na przykład opinia europejska na temat pani komisarz Huebner jest pełna zachwytu, że jest to jeden z najbardziej kompetentnych nowych komisarzy, którzy wchodzą do Unii Europejskiej. To jest, moim zdaniem, też dobra wiadomość i wiadomość na pierwsze strony, że oto takiego przedstawiciela mamy w Unii. No, ale ponarzekałem, więc kończę.
Wchodzimy do Unii Europejskiej. Cały czas ten rząd pracuje nad kolejnymi elementami przygotowań. Wczoraj rozmawiałem z ministrem Olejniczakiem na temat przygotowań tego systemu komputerowego dla dopłat bezpośrednich, innych dopłat dla rolników. Wydaje się, że mamy szansę, żeby to wszystko opanować i żeby być przygotowanym w sensie niezbędnej infrastruktury, a także prawa, bo jeszcze Sejm będzie przyjmował kolejne ustawy, odpowiednio do 1 maja.

Minister Olejniczak? Jest Pan zadowolony z tego, co robi?

Prezydent RP:
Tak, myślę, że jest to bardzo zdolny młody człowiek. Rzeczywiście bym powiedział, wschodząca gwiazda.

To ta osoba, która ma ewentualnie zająć miejsce wśród liderów nowego SLD po wyborach?

Prezydent RP:
Jestem przekonany, że zajmie, bo ma tę przewagę, że...

Nie, ale to pod Pana patronatem ma się podobno odbyć.

Prezydent RP:
Moje patronaty to jest inna sprawa, natomiast jeżeli trzydziestolatek jest już dzisiaj ministrem i dobrze wypełnia swoje obowiązki i dodatkowo jeszcze woda sodowa nie uderzyła mu do głowy, to na pewno jest dobrym materiałem, żeby być poważnym politykiem w przyszłości. A jego przewaga poza wszystkim jest taka, że jest o dwadzieścia parę lat młodszy od tych, którzy dzisiaj są liderami.

Unia Europejska, 1 maja to po pierwsze, potem mamy czerwiec, wybory do Parlamentu Europejskiego. Tu głos biskupi zabrali także przedwczoraj.

Prezydent RP:
I bardzo to doceniam. Udział w wyborach, postawienie na kompetentnych kandydatów, ta reprezentacja Polski powinna być rzeczywiście tak dobra, jak to tylko możliwe.

Czy nie jest pan ciekaw, jak będą konkurowali między sobą kandydaci do Parlamentu Europejskiego? W jaki sposób? Czym będą starali się od siebie różnić? Bo to jednak nie są wybory do Parlamentu krajowego, prawda?

Prezydent RP:
Oczywiście, że nie i jedna linia podziału jest bardzo wyraźna — wśród kandydatów mamy tych, którzy uważają wejście Polski do Unii...

Ale pomińmy tych, co są za i przeciw.

Prezydent RP:
Ale to jest zasadniczy podział, tego nie można pominąć.

Skupmy się na grupie tych, co są za, tych partii, które poparły Polskę w Unii.

Prezydent RP:
Wśród tych, którzy są za, moimi zdaniem, będą kwestie osobowościowe, kompetencji. Myślę, że tu będą zasadnicze różnice, czyli na przykład pytanie o znajomość języków, pytanie o zainteresowania problematyką europejską wcześniej, o przygotowanie zawodowe będą dość istotne, bo niewątpliwie osoba znająca języki, związana z tą problematyką od dłuższego czasu, prawnik, ekonomista czy politolog to są osoby bardziej, że tak powiem, predystynowane, aniżeli osoby, które nie znają języków i które nigdy się tą problematyką nie zajmowały, czy z zawodu są, nie wiem...

No to kto ich wpisał na listę w takim razie?

Prezydent RP:
Ktoś wpisał, ja nie wiem, przecież ja nie oceniam żadnej w tej chwili konkretnej listy, ale muszę powiedzieć, że z tych nazwisk, które pojawiły się, a które, rozumiem, będą potwierdzone na listach, różnych zresztą partii, znajduje się bardzo wiele osób, których kompetencje doceniam i, moim zdaniem, gdyby właśnie one dostały się do Parlamentu Europejskiego, to nie byłoby źle.

Na pana liczono, że Pan stworzy swoją listę. I dlaczego nie?

Prezydent RP:
Ale przecież rozmawialiśmy na ten temat...

No tak, ale muszę przypomnieć, bo to ważne.

Prezydent RP:
I mówiłem, że ja listy nie tworzyłem z prostego względu — uważałem za absurd, żeby w Pałacu Prezydenckim powstawała lista, która nie ma żadnego społecznego zaplecza. Natomiast liczyłem, że będą ruchy pozarządowe takie listy organizować. Kilka list się pojawiło. Zresztą zobaczymy, co będzie, już jak wszystkie zostaną przedstawione, bo zarejestrowane musiały być już wszystkie. Przypominam, że listy kandydatów muszą być zgłoszone i ostatecznie zamknięte, potwierdzone podpisami, bodajże 3 czy 4 maja, czyli zaraz po naszych uroczystościach, więc 4 maja już będziemy wiedzieli, kto na tych listach jest. Mam nadzieję, że takie listy obywatelskie, nazwijmy to, powstaną i że będą tam również bardzo poważni kandydaci. Chętnie takim listom czy takim osobom będę udzielał także poparcia. Natomiast żałuję, że te pospolite ruszenie, które obserwowaliśmy przed referendum w ubiegłym roku nie przerodziło się w taki ruch społeczny na rzecz właśnie silnej Polski w silnej Europie.

A o frekwencję Pan się nie martwi?

Prezydent RP:
Martwię się.

Jak Pan ją oblicza mniej więcej?

Prezydent RP:
Nie chcę obliczać. Mam jakąś tam swoją prognozę, ale wolałbym, żeby to się nie sprawdziło, żeby frekwencja była wyższa. Niech ta rozmowa też służy temu, żeby zachęcić panie i panów do udziału w tych wyborach, bo one są ważne. Poza tym debiutujemy i dobrze by było, gdyby ten debiut wypadł lepiej, a nie gorzej, żeby pokazało się, że Polska, która otworzyła drzwi do rozszerzenia Europy w latach osiemdziesiątych...

Wyśle więcej przeciwników Unii, jak zwolenników?

Prezydent RP:
Nawet nie to, ale że w ogóle odwróci się plecami od sprawy, którą wywołaliśmy, czy ruchem Solidarności w latach osiemdziesiątych, czy Okrągłym Stołem, czy chociażby wielką działalnością papieża na rzecz zjednoczenia Europy. To byłaby przykra wiadomość, że w wyborach europejskich, pierwszych, w których Polacy uczestniczą jako pełnoprawny członek tej rodziny europejskiej, bierze udział na przykład kilkanaście procent. To nie byłoby dobre świadectwo.

Ale zanim wejdziemy do Unii, Panie Prezydencie, to jeszcze kataklizm spadnie na to miasto, na Warszawę — Europejski Szczyt Gospodarczy. Warto było podejmować się organizacji tego spotkania?

Prezydent RP:
Ależ oczywiście, że warto. Myślę, że mało tego, musimy takie też doświadczenia zdobyć. Warszawa, jeśli chce wygrać swoje położenie, także geograficzne, w sercu Europy, między Wschodem a Zachodem, o czym bardzo chętnie mówimy, musi być przygotowana na organizowanie takich wydarzeń. Uważam, że tego typu konferencje, na które przyjeżdża kilkunastu wybitnych polityków, czy dwudziestu kilku wybitnych polityków i kilkuset uczestników, to one powinny się odbywać co najmniej raz na kwartał, a raz na pół roku koniecznie. Żeby Warszawa była miejscem istotnych spotkań, była ważnym punktem na mapie świata i żebyśmy rzeczywiście potrafili to zorganizować, zapewnić bezpieczeństwo i także skorzystać z fruktów, które takie imprezy przynoszą. Dlaczego ma to robić Budapeszt? Dlaczego ma to robić Praga czy Berlin? Dlaczego nie robi tego Warszawa? Więc dobrze, że to Europejskie Forum jest.
To będzie Forum z dużym udziałem prezydentów, premierów, prawie dwukrotnie większym niż takie samo Forum, które odbywało się w zeszłym roku w Salzburgu w Austrii. Będzie gości do tysiąca, wybitnych biznesmenów, wszystkie największe firmy światowe przysyłają swoich szefów czy członków zarządu dla dyskusji o możliwości inwestowania w Europie Środkowej i Wschodniej, wsparcia różnych projektów, które tutaj prowadzimy. To będzie bardzo istotne, ważne spotkanie.
Ono organizacyjnie jest przygotowane. Wczoraj spotkałem się z premierem Oleksym, ministrami, komendantem policji, także panem Jerzym Koźmińskim, który jest szefem komitetu organizacyjnego tego wydarzenia. Wydaje się, że jesteśmy przygotowani. Oczywiście, wielkim znakiem zapytania jest przyjazd antyglobalistów, ale ja też wierzę, że przyjadą i będą pokojowo demonstrować tak, jak deklarują. Bo nie ma niczego złego w tym, że również przy takiej imprezie pojawiają się ci, którzy mają inne zdanie i chcą je wyrazić, byle nie byłaby to chęć bójek, które znamy po meczach piłkarskich, bo to nie jest mecz piłkarski. I gdyby to Forum zostało wykorzystane dla kłótni kibiców Widzewa z ŁKS-em czy Polonii z Legią, czy Pogoni Szczecin z kimś tam jeszcze, no to bym uznał to za całkowitą paranoję, a takie ryzyko jest, więc szykujemy się na ewentualność. Warszawa musi stać się centrum europejskim, bo warto i stać nas na to.

Skoro ten wątek sportowy Pan poruszył, chociaż w kontekście pseudokibiców, to tak na koniec, Panie Prezydencie, kto wygra? Chris Byrd czy Andrzej Gołota?

Prezydent RP:
Nie wiem, nie wiem. Sam jestem ciekaw bardziej ze względów psychologicznych tej walki, niż sportowych, bo w ogóle mam w ostatnim czasie dużo dystansu do boksu zawodowego. Wydaje mi się, że on jest w jakimś złym momencie. Odeszli wielcy mistrzowie, ostatnim był Louis, a to, co się dzieje jest za bardzo taką grą menedżerów, grą sponsorów, niż samych zawodników. Natomiast dlaczego ciekawe? Chciałbym zobaczyć, kim jest naprawdę Andrzej Gołota. Czy jest tym wahającym się, bardzo labilnym, dużym mężczyzną, czy jest dojrzałym człowiekiem, który wyciągnął wnioski z przeszłości i postanowił...

W ogóle warto wyciągać wnioski z przeszłości.

Prezydent RP:
Tak, warto. I postanowił pokazać, że jest dobrym sportowcem. Ale ciekawe.

Dziękuję za rozmowę.

Prezydent RP:
Dziękuję bardzo, do usłyszenia.

Rozmawiał Krzysztof Grzesiowski



 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.