przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Panie Prezydencie, czy dla Pana to także było zaskoczenie nominacja Marka Balickiego na szefa resortu zdrowia?

Prezydent RP:
Trochę mniejsze, dlatego że wiedziałem o tym, w przeddzień rozmawiałem o tym z panem premierem, który przedstawił mi sytuację. Zgodziłem się, że innego wyjścia nie ma i wierzę, że to rozwiązanie będzie skuteczne.

Ale politycy z Socjaldemokracji Polskiej, czyli partii, której członkiem jest Marek Balicki, byli zaskoczeni poza Markiem Borowskim. I tak nie bardzo teraz wiedzą, czy są w koalicji rządzącej, czy nie są.

Prezydent RP:
Myślę, że Marek Balicki jest w rządzie osobą cenioną, znającą się na problemach ochrony zdrowia. I wierzę, że to już jest ostatni zawodnik w tej trudnej, jak widać, sztafecie, która ma doprowadzić do przyjęcia ustawy o ochronie zdrowia i naprawienia sytuacji w służbie zdrowia. To jest ogromnie trudne zadanie i zmiany w Ministerstwie wyraźnie na to wskazują. Wierzę, że panu Markowi powiedzie się.

No właśnie, ma Pan nadzieję i daje pan szansę.

Prezydent RP:
Tak, tym bardziej że jedną z głównych przyczyn rezygnacji pana Czakańskiego było to, że jednak obecnie w Polsce powierzenie tego stanowiska człowiekowi, który jest spoza środowiska, jest przedwczesne. To znaczy my nie wykształciliśmy kadry menedżerów, którzy zajmują się ochroną zdrowia i którzy znają środowisko, a osoba, która przychodzi z zewnątrz jest dość bezradna, gdy chodzi na przykład o dobranie sobie współpracowników. A minister zdrowia może nie być lekarzem, natomiast w gronie swoich współpracowników musi mieć ludzi, którzy w sprawach służby zdrowia, medycyny jednak są dobrze zorientowani. I stąd powrót Marka Balickiego, który środowisko świetnie zna, może się oprzeć, jak wierzę, na wielu ludziach rozsądnych, może również liczyć na dialog konstruktywny z opozycją i doprowadzić sprawę do końca.
A jeśli chodzi o Socjaldemokrację, cóż, myślę, że będą o tym rozmawiali, ale ja bym tę decyzję Socjaldemokracji, Marka Borowskiego traktował absolutnie (i to mówię bez żadnej dwuznaczności) w kategoriach odpowiedzialności za państwo. Czyli oceniam to pozytywnie.

Ciekawe w tym wszystkim jest tylko to, że Marek Balicki głosował przeciwko wotum zaufania dla rządu swojego obecnego szefa prof. Marka Belki.

Prezydent RP:
Ale chyba tylko za pierwszym razem.

No, ale jednak, słowo się rzekło, a właściwie rękę się podniosło. A czy również informował pana premier Belka o zamiarze zmiany na stanowisku ministra finansów? Nawet jest podana data: 21 lipca.

Prezydent RP:
Tak, i ta sprawa ma dłuższą historię, dlatego że jak pan wie, tu chodzi także o obsadę naszego, polskiego, nazwijmy to, stanowiska dyrektorskiego w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Poprzedni przedstawiciel pan Szczuka wrócił, został wiceministrem finansów ds. zagranicznych, no i okazało się, że też nie jest tu łatwo znaleźć kandydatów kompetentnych. Minister Raczko jest niewątpliwie kompetentny, zainteresowany i stąd ta decyzja. Tak że ona, jak mówię, ma dłuższą historię.

Ale czy przedstawicielem Polski musi być minister finansów? Nie ma nikogo innego kompetentnego?

Prezydent RP:
Zapewne są, tylko problem też jest taki, że nie jest to znowu aż tak lukratywne stanowisko, które by pociągało na przykład ekonomistów, którzy dzisiaj są zatrudnieni w poszczególnych bankach, że nie jest to stanowisko, o które toczy się jakiś wielki bój, co mnie trochę może nawet i dziwi, ale tak jest.

Mirosław Gronicki ma być nowym szefem resortu finansów. Czy zna pan profesora Gronickiego? Środowiska bankowe wypowiadają się o nim dobrze lub bardzo dobrze, ale zarządzanie finansami państwa to nie to, co praca w banku jednak.

Prezydent RP:
Ja tu opieram się na opinii premiera, który twierdzi, że jest to jeden z najwybitniejszych polskich ekonomistów–finansistów. A poza tym wydaje mi się, że akurat przy znajomości tematu przez premiera Belkę możemy być spokojni, że nikogo, kto sprawiałby mu kłopoty w Ministerstwie Finansów, by nie dobrał sobie, bo on to środowisko najlepiej zna. Myślę, że tutaj możemy mu zaufać, tym bardziej że opinie również rynku, opinie finansistów, bankowców na temat kandydata są, jak pan powiedział, dobre albo co najmniej dobre, albo nawet bardzo dobre.

Mirosław Gronicki powiedział, że jest zwolennikiem uzdrowienia finansów publicznych, ale (to dla Wyborczej) to niekoniecznie musi być plan Hausnera. Czy zatem jest jeszcze miejsce dla profesora Hausnera w rządzie Marka Belki?

Prezydent RP:
W moim przekonaniu tak, ale nie chcę komentować wypowiedzi, które, ot, są tak rzucane, może czasami nawet w innym kontekście. Wiem, że prof. Hausner jest silnym punktem tej ekipy rządowej, wiem o tym i od premiera, i od wicepremiera, i od innych ministrów. Więc mam nadzieję, że ta zmiana tutaj niczego nie wywoła, bo to już naprawdę w moim przekonaniu limit wszystkich spraw kadrowych mamy już dawno wyczerpany, więc pora byłaby już zamknąć to i po prostu działać.

Panie Prezydencie, jeszcze przebywa w naszym kraju prezydent Republiki Federalnej Niemiec Horst Köhler. Tradycji tym razem nie stało się zadość, nowo wybrany prezydent Niemiec nie pojechał z wizytą do Paryża, tylko do Warszawy. To ładny gest z jego strony. Natomiast jakby pan ocenił w tej chwili stan stosunków polsko-niemieckich?

Prezydent RP:
Generalnie są dobre i myślę, że ostatnie lata to jest historia bardzo wielu osiągnięć i w polityce, i w dialogu politycznym, i w osiągnięciu celów, które sobie stawialiśmy, a przy których Niemcy nam pomogli, bo czy wejście do NATO, czy wejście do Unii Europejskiej wymagało wsparcia niemieckiego i ono było bardzo rzetelne, bardzo uczciwe. Mamy znaczący rozwój współpracy handlowej, mamy niemieckie inwestycje, mamy bardzo, że tak powiem, ożywioną współpracę przygraniczną, mamy również wiele inicjatyw z zakresu kultury, nauki, współpracy społecznej, regionalnej, młodzieżowej.
No i mamy trochę zadr, że tak powiem, które powodują, że te stosunki ciągle przez wielu są widziane jako niepełne czy związane z jakąś obawą. Mówię o propozycji stworzenie Centrum Wypędzenia w Berlinie przez panią Steinbach, mówię o Pruskiej Radzie Powiernictwa i roszczeniach majątkowych. Ale co jest ważne, że zarówno prezydent Köhler właśnie w czasie tej pierwszej, co jest bardzo znaczące, wizyty w Polsce, a także kanclerz Schroeder w różnych rozmowach zdecydowanie się od tych idei odcinają. I myślę, że możemy ufać, że zarówno socjaldemokraci, którzy rządzą, jak i chadecja, której reprezentantem jest prezydent, czyli dwie największe partie niemieckie, dominujące w życiu Niemiec od lat żadnej polityki, która byłaby nierozumna czy narażająca na szwank sprawy polsko-niemieckie nie będzie prowadzić. Takie deklaracje wczoraj usłyszeliśmy i to także jest ważny element tej wizyty.

Horst Köhler miał powiedzieć, że ani opozycja, ani rząd nie popierają roszczeń wobec Polski. Mamy w tej sprawie ponadpartyjne porozumienie, czyli to, o czym pan wspomniał, Panie Prezydencie. No ale z drugiej strony budżet państwa niemieckiego finansuje takie organizacje, jak Związek Wypędzonych. A więc...?

Prezydent RP:
Wie pan, to już jest element polityki wewnątrzniemieckiej. Niewątpliwie Niemcy też mają swój problem z tymi ludźmi, którzy opuścili dawne terytoria Niemiec, którzy określają się jako wypędzeni, którzy niosą wielką traumę, co też możemy sobie wyobrazić, bo Polacy są wyjątkowo narodem doświadczonym, gdy chodzi o wypędzenia, o wędrówkę ludów, o poszukiwanie miejsca na Ziemi. Ale to nie zmienia faktu, że rozumiejąc sentymenty tych ludzi i uznając prawo do dyskusji na ten temat, bo nie powinno być żadnych tematów tabu w tych kwestiach sześćdziesiąt lat po zakończeniu wojny, to jednak dla dobra przyszłości stosunków polsko-niemieckich trzeba jasno powiedzieć — istnieje status quo, granice są uznane, roszczeń być nie może, odpowiednie umowy międzynarodowe są wiążące w tej mierze i temat powinien być zamknięty, bo to jest potrzebne i Niemcom, i nam, i Europie w tej już nowej, jednoczącej się Europie dwudziestu pięciu, a za chwilę dwudziestu siedmiu, ośmiu czy więcej krajów.

Pan mówi, Panie Prezydencie, że roszczeń być nie może, ale te roszczenia są i one będą rozpatrywane przez sądy, kto wie, w Nowym Jorku i Strasburgu. I co wtedy?

Prezydent RP:
Wie pan, ja myślę, że jeżeli będzie jasne stanowisko państw, to będzie to miało również znaczenie dla sądów, które sprawy rozpatrują. Proszę pamiętać, że sądy też będą dysponować dokumentami, aktami prawnymi i umowami międzynarodowymi, które są podpisane. A poza tym jeżeli nawet jeden czy drugi sąd tego rodzaju roszczenia by uznał, to nie oznacza, że muszą być one uznawane przez Polskę od razu i bezzwłocznie, jeżeli my mamy inne zdanie. Będziemy po prostu dalej dochodzić uznania faktu, że to, co stało się po drugiej wojnie światowej ma charakter nieodwracalny i nie podlega roszczeniom.

Bartosz Jałowiecki wczoraj w Rzeczpospolitej (a był swego czasu przewodniczącym Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie) napisał coś takiego: „Historia uczy, że kiedy Niemcy podają się za ofiary, inne narody powinny wytężyć słuch i przetrzeć oczy, a my, Polacy, w szczególności”.

Prezydent RP:
Ja powiedział bym zapewne tak, choć nie wydaje mi się, żeby dzisiaj w polityce niemieckiej można było mówić o takim nurcie, że oto Niemcy zapomnieli, kto wywołał wojnę, nie mają poczucia moralnej odpowiedzialności za to, co się stało. Jest odwrotnie. Jeżeli pan słucha wypowiedzi niemieckich polityków, czy chociażby w Normandii z okazji tych uroczystości, które były, czy tego, co mówił wczoraj prezydent Köhler, czy tego, co powie, jak mniemam 1 sierpnia kanclerz Schroeder Warszawie, tam nie ma ani przez moment wątpliwości, kto ponosi odpowiedzialność za dramat, za zbrodnie, za ofiary drugiej wojny światowej. Więc postulat słuszny, tyle że on w moim przekonaniu dzisiaj nie odnosi się do tej władzy, z którą my rozmawiamy. On może się odnosić do pani Steinbach i tu powinniśmy jej mówić bardzo zdecydowanie i mówimy to, bo przecież opinia na temat inicjatyw pani Steinbach w Polsce jest jednoznaczna i głośna. Ale byłoby z naszej strony nieuczciwe, gdybyśmy w ten sposób traktowali również władze Republiki Federalnej, bo one starają się w tej sprawie zachować i odpowiedzialność, i poczucie, że tak powiem, sensu moralnego. Przypominam, że myśmy z poprzednikiem pana Köhlera, prezydentem Rauem, w Gdańsku podpisali Deklarację gdańską, gdzie ten passus jest bardzo wyraźny. Mówimy, że nie wolno zakłamywać historii, nie wolno jej pisać na nowo i nie wolno również powodować, żeby wszelkie, nawet uzasadnione czy pretensje, czy dramaty, które miały miejsce w drugiej wojnie światowej były powodem do nowych roszczeń i do nowych konfliktów.

Ale jest taki pomysł, zna Pan go z pewnością: roszczenia za roszczenia. Kanclerz Schroeder odwiedzi Warszawę w sześćdziesiątą rocznicę Powstania Warszawskiego, odwiedzi miasto, którego nie było, i to za sprawą Niemców to miast zniknęło, a więc to się da policzyć, jakie Warszawa poniosła straty. Więc może coś za coś?

Prezydent RP:
Jeżeli chcielibyśmy pójść tą drogą, to moim zdaniem wchodzimy na najbardziej niebezpieczną ścieżkę otwarcia całej dyskusji o skutkach drugiej wojny światowej, włącznie z tym, że przecież Polacy muszą wiedzieć, iż żyją w kraju, który po drugiej wojnie światowej miał najbardziej przesunięte granice. Jestem przekonany, że gdybyśmy poszli w ten sposób w stronę rachunków i roszczeń, to my na tym wyjdziemy najgorzej.

Czyli taką opcję Pan odrzuca stanowczo.

Prezydent RP:
Ja uważam, że jeżeli byłoby możliwe ze względu na takie poczucie moralne tworzyć różnego rodzaju fundacje, które by pomagały w budowaniu w Warszawie obiektów kultury i które byłyby związane ze wsparciem niemieckim, to byłoby bardzo eleganckie, honorowe, mądre i dalekowzroczne. Natomiast jeżeli zaczną być rachunki, że za zniszczenie Warszawy to później będą pytania: co z Ziemiami Zachodnimi? A musi wtedy pojawić się temat Ziem Wschodnich, które Polska utraciła. Zaczynamy wracać do historii tragicznej, ale takiej, z której moim zdaniem dobrego wyjścia nie będzie. Tutaj niczego po prostu sensownie nie da się ani uzgodnić, ani niczego to dobrego nie zbuduje.

Na koniec, Panie Prezydencie, jeszcze pytanie związane z działalnością Sejmowej Komisji Śledczej ds. PKN Orlen. Jak pan prawdopodobnie wie, Komisja zwróci się do pana Kancelarii z prośbą o udostępnienie tak zwanej Księgi wejść i wyjść za ostatnie trzy lata. Czy Kancelaria ten dokument, te dokumenty udostępni?

Prezydent RP:
Poprosiłem szefową Kancelarii, żeby zobaczyła, jak to wygląda z punktu widzenia prawnego. Sama prośba wydaje mi się dziwna, bo rozumiem, że Komisja zajmuje się konkretnymi sprawami. Jeżeli w tych konkretnych sprawach poprosi o informacje z mojej Kancelarii, to je na pewno uzyska. Natomiast nie wiem, dlaczego w ciągu trzech lat miałyby być badane wejścia, wyjścia tysięcy ludzi, którzy przewinęli się przez Kancelarię. To jest taka prośba, która wydaje mi się, dosyć dziwna. Ale zobaczymy, jak ona zostanie przez Komisję sformułowana.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.