przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Panie Prezydencie, kiedy będzie już można powiedzieć, że jest po konsultacjach premiera Marka Belki z Panem w sprawie powołania Andrzeja Ananicza na szefa Agencji Wywiadu?

Prezydent RP
— W sobotę. Jutro spotkam się z Panem Premierem, usłyszę jego relację ze spotkania z komisją sejmową i myślę, że wtedy już decyzje zapadną.

Ale zna Pan efekty tych wszystkich konsultacji, także z komisją sejmową?

Prezydent RP
— Tak, ale znam też kandydata, bo proszę pamiętać, że to ja go nominowałem na stanowisko ambasadora w Turcji i oceniam jego pracę w bardzo trudnym rejonie świata bardzo dobrze, na bardzo poważną. Więc mam tutaj swoją wiedzę, ale chcę posłuchać, jakie argumenty bardziej szczegółowe były zgłaszane.

Ale nie będzie Pan odwodził premiera od tego pomysłu?

Prezydent RP
— Jutro mamy rozmowę, jutro o szóstej Pan premier przedstawi ostatecznie opinię.

A jak Pan komentuje fakt oporu, silnego oporu w środowisku Sojuszu Lewicy Demokratycznej przeciwko tej kandydaturze?

Prezydent RP
— W pewnym sensie rozumiem, ponieważ odwołuje się Sojusz do wspomnień dość dawnych. Oczywiście, one mogą powodować różnego rodzaju emocje, natomiast pamiętajmy, że lata mijają, ludzie mają okazję do sprawdzenia się w różnych sytuacjach i trzeba przyznać, że działanie zarówno w dyplomacji, jak i to analityczne, które pan Ananicz prowadził w ostatnich latach, dobrze służyło państwu polskiemu. Więc myślę, że też trzeba i z tej strony spojrzeć na osobę.

A czy słyszał Pan o tym, że jest propozycja, by Anna Radziwiłł — identyfikowana, ba, w końcu były członek Unii Wolności — miała zostać wiceministrem edukacji narodowej i sportu?

Prezydent RP
— Nie, nie wiem, pierwsze słyszę, ale...

Powołujemy się na dzisiejszą Trybunę.

Prezydent RP
— Nie wiem, nic nie potrafię powiedzieć. To są decyzje podejmowane przez premiera na wniosek właściwego ministra. Przyznam szczerze, że każdy, który mógłby przybyć do Ministerstwa Edukacji, pomóc w bardzo trudnej działalności tego resortu, powinien być mile widziany. Ja bym tutaj żadnych politycznych ani partyjnych barier nie stawiał. To jest jedno z tych ministerstw, gdzie rzeczywiście powinniśmy korzystać z najlepszych fachowców.

No tak, ale Józef Oleksy powiedział, że posłowie Sojuszu mają swój honor i w pewnym momencie mogą tego wszystkiego nie wytrzymać.

Prezydent RP
— Oczywiście, zaplecze polityczne jest nadzwyczaj ważne. Myślę, że Pan premier Belka z ostatnich przygód też wyciągnął wnioski, będzie bardziej precyzyjnie konsultował i zarówno z kierownictwem klubu, jak i z marszałkiem Sejmu, bo tu nie ma co doprowadzać do napięć. Ale z drugiej strony pamiętajmy, że Sojusz już miał okazję bardzo autorsko tworzyć rząd, bo przecież przez czas jakiś był jedyną partią tworzącą rząd. Też wiemy, jak to wyglądało i do jakich efektów doprowadziło, więc dzisiaj byłby bardzo ostrożny w formułowaniu opinii dotyczących różnych kwestii kadrowych, bo trzeba dać temu rządowi i tym ministrom szansę, by pokazali, co umieją, a w ramach tych umiejętności ważna jest również ekipa, którą stworzył. Ja bym tutaj ciągle dawał istotny kredyt zaufania dla ludzi, którzy podjęli się rządzenia w niełatwym momencie.

A może profesor Marek Belka to taka dziwna osoba dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej, że nagle chce być takim apolitycznym politykiem? To trudno zrozumieć politykom SLD.

Prezydent RP
— Może, ale może też warto zrozumieć, że jesteśmy w takim momencie, kiedy nie ma żadnej wykrystalizowanej większości układu koalicyjnego w Sejmie, gdzie mamy do czynienia z problemem zaufania w ogóle do instytucji państwowych, przecież nie tylko rządu, ale także i Sejmu, i Senatu. Jest to moment, który w moim przekonaniu wymaga decyzji odważnych, oryginalnych, wykraczających daleko poza banał przyzwoitości politycznej, jaka panowała przez lata, a na pewno też wyzwolenia się z myślenia w kategoriach swój–obcy, czy z mojej partii, czy z innej, dlatego że mamy za dużo trudnych spraw na stole, żeby nie sięgać po ludzi, którzy są naprawdę najlepsi.

Ale powiedział Pan, Panie prezydencie, przed chwilą, że być może premier Marek Belka będzie bardziej precyzyjnie konsultował decyzje kadrowe z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, czyli do tej pory precyzji premierowi zabrakło?

Prezydent RP
— Być może zabrakło w jednym przypadku trochę czasu, bo decyzje zostały podjęte szybko w sprawie obsady ministerstw. No i rozumiem rozgoryczenie lewicy, która mając premiera na spotkaniu gdzieś tu pod Warszawą, nie usłyszała tej informacji o Agencji Wywiadu. Ale naprawdę nie sprowadzajmy wszystkiego do tych kwestii kadrowych, bo za chwilę okaże się, że ludzie są na stanowiskach, a i tak trzeba dalej działać, podejmować decyzje, trudne decyzje. I to jest ważniejsze. Natomiast za dużo emocji związanych wyłącznie ze sprawami kadrowymi, bo przecież nie to jest rządzeniem, to jest instrumentem do rządzenia.

No tak, tylko w ten sposób premier w Sojuszu traci, a u opozycji nie zyskuje.

Prezydent RP
— Myślę, że nie ma takich kalkulacji, żeby zyskiwać u opozycji, bo to byłoby naiwne...

Każdy głos się liczy podczas głosowania propozycji rządowych najbliższych.

Prezydent RP
— Opozycja nie zagłosuje, żeby premier Belka dokonał wręcz cudów, to opozycja nie zagłosuje za jego wotum zaufania i on to dobrze wie. Natomiast chodzi o co innego — stworzenie pewnego standardu w Polsce istotnego, że oto można obsadzać stanowiska ludźmi nie pochodzącymi wyłącznie z własnych szeregów, że ludzie o wysokich kwalifikacjach mogą być wykorzystani niezależnie od barwy ekipy, która rządzi. I sądzę, że ta nauka jest ważna i oby ona wpłynęła również w przyszłości na decyzje personalne w Polsce. Przypominam, że kiedy w 1993 roku SLD wygrało wybory, ja byłem przewodniczącym klubu, stoczyłem wtedy taką batalię o pluralistyczną obsadę komisji sejmowych.

Profesor Geremek, szef Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych.

Prezydent RP
— Tak. I myślę, że udało nam się wtedy stworzyć pewien standard. On trwa do dzisiaj w Sejmie. Niestety, już go się nie udało stworzyć w Senacie, ale tak się buduje dobry obyczaj demokratyczny. I sądzę, że to, co robi dzisiaj profesor Belka, jest próbą budowania niezłego obyczaju demokratycznego.

Jako że profesor Belka jest bohaterem naszej rozmowy, Panie prezydencie, w wywiadzie dla dzisiejszego Die Welt premier powiada, że oczekuje z ust kanclerza Gerharda Schroedera, który przyjeżdża na obchody 60-lecia Powstania Warszawskiego, oczekuje mianowicie wyraźnych słów sprzeciwu wobec roszczeń Niemców domagających się odszkodowań za własność pozostawioną w Polsce. A czego Pan, Panie prezydencie, oczekuje od kanclerza Schroedera?

Prezydent RP
— Ja oczekuję ważnego wystąpienia, bo wiem, że takie kanclerz przygotowuje i on ma pełną świadomość naszego uwrażliwienia i całego kontekstu historycznego Powstania Warszawskiego. Chcę panom i państwu powiedzieć, że kiedy byłem w Berlinie niedawno, to daliśmy w prezencie kanclerzowi bardzo wiele wydawnictw po angielsku, po niemiecku dotyczących Powstania Warszawskiego i te najnowsze książki Normana Davisa, ale także opracowania polskich historyków. I on to przeglądał z dużym zainteresowaniem. Obiecał, że zapozna się z tym, dlatego że niewątpliwie to, co już jest istotne, opinia zarówno ta polityczna niemiecka, jak i opinia publiczna w Niemczech zaczyna po prostu wiedzieć, czym było Powstanie Warszawskie. To była wiedza bardzo wątła do tej pory.
Po drugie sądzę, że w tym wystąpieniu będzie, oczywiście, nie tylko spojrzenie na historię, ale także spojrzenie naprzód i tam powinny się znaleźć dość jasne sformułowania dotyczące zarówno kwestii jakichkolwiek roszczeń, jak i sprawa wypędzeń w takim duchu, który, oczywiście, będzie budował dobrą przyszłość w Europie. W moim przekonaniu kanclerz jest człowiekiem, który tak myśli, więc wierzę, że...

Czyli oczekuje Pan, Panie prezydencie, że kanclerz Schroeder odetnie się od tych roszczeń między innymi?

Prezydent RP
— Proszę pamiętać, że już takie odcięcie usłyszeliśmy w czasie pierwszej wizyty oficjalnej prezydenta Köllera, prezydenta Niemiec, tu, w Warszawie i w Gdańsku. I sądzę, że to jest dzisiaj oficjalna linia polityki niemieckiej, niezależnie od tego, co robi pani Steinbach i co dzieje się na marginesie tej polityki. Ale jeśli chodzi o prezydenta Niemiec, o kanclerza, to to jest ich zdanie.

Kanclerz Niemiec w wywiadzie dla Polityki powiada, że kwestie restytucji majątkowych są prawnie załatwione i nikt nigdzie nie znajdzie dla swych roszczeń posłuchu. Dla nas ta sprawa jest jasna i wyraźna, ale wciąż są wątpliwości i wciąż są obawy. Jak Pan sądzi, dlaczego?

Prezydent RP
— Obawy są zrozumiałe, bo my jesteśmy krajem...

Ale w kontekście tych słów?

Prezydent RP
— W kontekście tych słów powinny być dużo słabsze. Ja wierzę, że nasze doświadczenia ostatnich kilkudziesięciu lat, a szczególnie teraz, te nowe, europejskie powinny usuwać różnego rodzaju wątpliwości i obawy przy jednocześnie twardym stawianiu tej sprawy, dlatego że Polska ma tytuł do stawiania tej właśnie kwestii. My jesteśmy krajem bardzo poszkodowanym przez niemiecką agresję, przez drugą wojnę światową, przez pakt Ribbentrop–Mołotow, przez decyzje wielkich mocarstw w Jałcie i Poczdamie. Jesteśmy krajem o najbardziej przesuniętych granicach w Europie. Jesteśmy krajem, gdzie również miliony ludzi przeżyło tragedię wypędzeń, przesiedleń, nazywajmy to, jak chcemy. W każdym razie dla Polski jakakolwiek rewizja tego powojennego układu czy status quo jest nie do przyjęcia i mówienie na ten temat czy podnoszenie tych spraw będzie zawsze wywoływało emocje. I tu nasze uwrażliwienie musi być zrozumiałe. Jak pytają nas, dlaczego w Polsce tak trudno idzie z reprywatyzacją — to między innymi dlatego, że ta druga wojna światowa tak istotnie zmieniła wszystko, co było wcześniej w Polsce.

I jeszcze jedna sprawa, Panie prezydencie. Ukraina odwróciła się jakby plecami do Unii Europejskiej i do NATO, zacieśnia współpracę z Rosją i... właśnie, to Pan powinien wiedzieć najlepiej — czy wycofuje swoich żołnierzy z Iraku, czy też chce tylko skonsultować z Polską i ze Stanami Zjednoczonymi termin wycofania swojego kontyngentu?

Prezydent RP
— Myślę, że jeśli chodzi o Irak, tam jest kwestia pierwsza, o której my też rozmawiamy, to jest sprawa określenia zakresu obecności już przez nowy rząd iracki sił międzynarodowych, w tym polskich i ukraińskich. I dwa — konieczność czy nasza wola redukcji tych oddziałów od roku 2005. I na ten temat toczą się konsultacje. Tu stanowisko prezydenta Kuczmy było bardzo jasne, dużo nawet bardziej jasne niż stanowisko opozycji ukraińskiej, która miała wątpliwości. Więc ja sądzę, że to jest do konsultacji, zakres redukcji udziału wojsk w kolejnych fazach.
Natomiast jak pan pyta w ogóle o Ukrainę, może warto słowo powiedzieć. Niewątpliwie te oświadczenia mają dwa wymiary. Jeden to jest strategiczny, Ukraina ciągle szuka swojego miejsca, jest pod silnym wpływem i naciskiem Rosji, żeby integrować się z Rosją, chciałaby bliżej integrować się z Europą Zachodnią, ale niestety, nie cała Europa Zachodnia chce Ukrainie w tej sprawie pomóc. Mówię to z przykrością, bo Polska i ja osobiście dokonaliśmy naprawdę wszelkich starań, wręcz czasami to było ponad wszelkie standardy przez nas prowadzone, natomiast milczenie trzech wielkich liderów choćby na szczycie w Stambule na sesji z Ukrainą (mówię o prezydencie Francji, o premierze Wielkiej Brytanii i o kanclerzu Niemiec) jest wymowne, dlatego że tu, moim zdaniem, zabrakło i zrozumienia, i determinacji, a może wręcz jest przekonanie, że Ukraina jest w strefie wpływów rosyjskich. I tyle. Więc, niestety, mam żal i do Unii Europejskiej, i do wielu krajów na zachodzie Europy, że wagi problemu ukraińskiego nie zrozumieli. Być może to się zmieni w przyszłości, ale to jest jeden z poważnych problemów tych ostatnich lat i najbliższych.

Ale druga sprawa jest może bardziej optymistyczna. Wybory prezydenckie na Ukrainie będą nie tylko wyborami między dwoma najważniejszymi kandydatami, ale będą również w jakimś sensie wyborem kierunku strategicznego dla Ukrainy. Czy bliżej integrować się z Rosją, czy jednak szukać miejsca w strukturach europejskich, czy — to prawdopodobnie okaże się na końcu, niezależnie od tego, kto wygra — to będzie taka polityka kolebania, że tak powiem, polityka balansu między Rosją i Zachodem. To przez dziesięć lat czynił pan prezydent Kuczma.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.