przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

GALA: Panie Prezydencie, pięćdziesiąt lat dla mężczyzny to dużo czy mało?

PREZYDENT RP:
Skłamałbym, gdybym powiedział, że mało, ale czy znowu aż tak dużo? Pięćdziesiątka to moment, kiedy człowiek wie już, na czym polega życie. Już coś osiągnął, ale ciągle jeszcze marzy. I jest spokojniejszy, ma poczucie czasu, życia, obowiązku, radości. To jest okres, w którym życie je się mniej łapczywie, ale za to bardziej smakuje.

GALA: Już Pan dokonuje podsumowań?

PREZYDENT RP:
Podsumowania w moim życiu nie są związane z urodzinami, ale z wydarzeniami. Tak się akurat złożyło, że mając lat 30, zostałem członkiem rządu, a mając lat 40 - prezydentem. Ale oczywiście teraz także podsumowuję i z tego, co mi się udało osiągnąć, jestem zadowolony. Jestem szczęśliwy, że to, co robiłem, było pożyteczne dla innych, że Polska rozwija się mimo rzeczywistych niedostatków i wszystkich krytyk, mimo tego, co czytam codziennie w gazetach, co mnie oczywiście bardzo irytuje i martwi, ale co jest tylko częścią prawdy. Polska roku 2004 jest naprawdę w lepszej formie niż 15 czy 20 lat temu. Uważam, że zostając prezydentem, dostałem wyjątkową szansę, którą wykorzystałem, należycie wywiązując się ze swych obowiązków. Jak agnostyk zastanawiałem się, kto mi tę szansę dał.

GALA: Jednak spróbujmy podsumować. Co zawodowo, co prywatnie udało się Panu zrealizować?

PREZYDENT RP:
W tym roku obchodzę nie tylko 50 lat, ale też 25. rocznicę mojego małżeństwa. To małżeństwo jest jedną z najwspanialszych rzeczy, jakie mnie w życiu spotkały. Mamy wspaniałą córkę, której jestem wdzięczny, że wytrzymała presję związaną z moją prezydenturą. Kiedy wygrałem wybory w 1995 roku, miała 15 lat. To jest trudny okres w życiu dziecka. Ale ona ani przez moment nie przeszła na tę złą stronę życia. Mało jest przypadków, kiedy zaledwie pięćdziesięcioletni człowiek kończy prezydenturę. Ja ją kończę w poczuciu, że zostawiam dobre świadectwa i ślady. Polska jest w Unii Europejskiej, w NATO, ma konstytucję dającą solidne podstawy prawne demokracji i gospodarce rynkowej, jest liczącym się partnerem wśród sąsiadów, także w świecie. Wcześniej, zanim objąłem urząd, udało mi się wpisać nową lewicę w system demokratyczny. Będąc członkiem rządu, zajmowałem się sportem, młodzieżą, sprawami społecznymi. Byłem uczestnikiem Okrągłego Stołu. Ale 50 lat to nie jest jeszcze czas na ostateczne podsumowania. Dlatego nie piszę pamiętników. Po pierwsze, teraz nie mam czasu, a poza tym pisanie wspomnień jest przygotowywaniem się do finału. A ja mam wrażenie, że mnie do finału daleko.

GALA: Bill Clinton napisał pamiętniki.

PREZYDENT RP:
Ale Ameryka rządzi się innymi prawami. Tam były prezydent może tylko wykładać, pisać i spotykać się. Gdyby renomowane wydawnictwo zaproponowało mi "amerykańskie" honorarium, to może bym się zmusił i napisał.

GALA: Panie Prezydencie, czy 40 lat to nie jest za młody wiek na prezydenturę?

PREZYDENT RP:
Na to nie ma dobrej odpowiedzi, bo prezydenci byli w różnym wieku. Gdyby młody czterdziestoletni człowiek, który chce kandydować w wyborach prezydenckich, pytał mnie teraz o zdanie, raczej radziłbym mu cierpliwość. 40 lat to jest dobry wiek na wypełnianie obowiązków ministerialnych i rządowych. Prezydentura powinna być zwieńczeniem doświadczeń, także życiowych. Ale z drugiej strony, jak widać, coraz młodsi ludzie zostają prezydentami. Kennedy czy Clinton...

GALA: Kennedy miał 39 lat, Clinton 46.

PREZYDENT RP:
Więc jakaż to różnica? Lech Wałęsa też nie był przecież takim starym człowiekiem. Miał 47 lat, kiedy został prezydentem.

GALA: Czy nie zdarzyło się Panu pożałować tej decyzji?

PREZYDENT RP:
Nigdy. Naprawdę uważam, że być prezydentem Polski dwukrotnie wybranym, a raz w pierwszej turze, w tak ważnym historycznie momencie, jest najwyższym honorem. Nawet jeśli moje urzędowanie było czasem bolesne, jeśli ciężko przeżywałem różne decyzje czy sytuacje, to i tak jestem dumny, że mogłem być prezydentem Polski, że Polacy mi ufają. Nie, nigdy nie żałowałem.

GALA: Niech Pan zdradzi, Panie Prezydencie, w jaki sposób udało się Panu tak rozkochać w sobie ludzi?

PREZYDENT RP:
(śmiech) Nie wiem. Powiem pani, że nawet nie starałem się o tym myśleć. Z natury mam - jak sądzę po mamie, która pochodziła z Wilna - naturalny sposób kontaktowania się z ludźmi. Wielu ludzi mówi, że po chwili spotkania ze mną, mimo że widzimy się pierwszy raz, ma wrażenie, że znamy się od dawna. I to jest, powiedziałbym, wileński styl mojej mamy, gdzie nawet do nieznajomych mówiło się "kochany" czy "kochanieńki". Ojciec, który urodził się w Warszawie, był dużo bardziej zasadniczy i zamknięty. Ja jestem więc z tej wileńskiej, kochanieńkiej linii. Poza tym nie interesuje mnie władza jako władza. Nie interesują splendory, ceremonie, honory, podległość. Chciałem, żeby z wszystkiego, co robię, coś istotnego wynikało dla ludzi. Mam naturalny kredyt zaufania do każdego. Zakładam, że człowiek z natury jest uczciwy, a dopiero później - w życiu staje się draniem. A może w Polsce XXI wieku najpierw trzeba zakładać, że ktoś jest draniem, a dopiero później, że jest uczciwy? Nie jestem na to przygotowany i odrzucam taką teorię. Nie potrafię nienawidzić, potrafię wybaczyć, choć to może jest moja słabość.

GALA: Po ostatnich tygodniach też Pan tak myśli?

PREZYDENT RP:
Też. Nawet przy negatywnych doświadczeniach, jakie miałem, nie potrafię tego zmienić. Jestem politykiem dobrotliwym w odróżnieniu od polityków zamordystów, których jest wielu. To jest moja filozofia polityczna i już się nie zmienię.

GALA: A czy prezydent musi być nieprzemakalny? Zdarzały się momenty, kiedy Pana przeciwnicy polityczni starali się ośmieszyć Pana, podważyć Pana autorytet?

PREZYDENT RP:
Tym się nie przejmuję. Jestem politykiem i nie mogę zachowywać się jak bokser, który wychodzi na ring, a kiedy dostanie cios w szczękę, uskarża się, że tu biją. Biją, bo - niestety - taka jest natura polityki. W polskim świecie politycznym wiele ataków jest nieuzasadnionych, a później nikt nie ma odwagi za nie przeprosić. Dochodzenie prawd na drodze sądowej trwa latami. Słynny przykład mojego procesu z dziennikiem Życie, gdzie napisano o wydarzeniu, którego nie było (artykuł Wakacje z agentem - przyp. aut.). To wydarzenie rzekomo miało miejsce w 1994 roku, artykuł ukazał się w 1997, po raz kolejny wygrałem także w II instancji, a moi oponenci zapowiadają kasację wyroku. Czyli mamy 10 lat, jubileusz wydarzenia, którego nie było, a które ciągle zajmuje część świadomości publicznej. To jest jak z Procesu Kafki. Obawiam się, że wkraczamy w świat pomówień. Świat, w którym trudno dowieść niewinności. Bo jak się tłumaczyć z tego, że się gdzieś nie było, z kimś się nie rozmawiało? Jak reagować na tego rodzaju oskarżenia? Miałem być podobno ojcem dziecka sławnej i uzdolnionej piosenkarki. I co z takim fantem zrobić?

GALA: Gazety pisały, że spotkaliście się w Korei.

PREZYDENT RP:
Oczywiście, żeśmy się spotkali. Spotkaliśmy się w samolocie, ona siedziała w tylnej części, ja w przedniej. Spotkaliśmy się na stadionie - ona śpiewała, ja siedziałem na trybunie honorowej, i spotkaliśmy się później na uniwersytecie w Seulu - ja miałem wykład, a ona siedziała wśród publiczności.

GALA: W czym tkwi Pana sukces, Panie Prezydencie, że mimo tych plotek i spraw, które wyciągali Pana polityczni przeciwnicy, wspominając choćby negatywną kampanię prezydencką Mariana Krzaklewskiego, przez lata poparcie społeczne dla Pana nie spadało?

PREZYDENT RP:
Powiem najkrócej: wierzę w rozsądek Polaków. Potrafią odróżnić ziarno od plew. Skoro mówimy o plotkach, to przypomina mi się rysunek Sawki z komentarzem: "No, zobacz, to nieprawda. Ale jaka piękna plotka". Podejrzewam, że część Polaków przyjmuje to mniej więcej w ten sposób. Nie chcę myśleć negatywnie, ale te wszystkie sprawy gdzieś się głęboko w człowieku odkładają.

GALA: Panie Prezydencie, czy nie uważa Pan, że teraz nad Pana prezydenturą zebrały się czarne chmury?

PREZYDENT RP:
Nie. Po pierwsze, co mieliśmy najważniejszego zrobić dla Polski - zrobiliśmy. Mam poczucie siły wynikające z faktu, że Polski z tej drogi zepchnąć już się nie da. Z drogi bezpieczeństwa i współpracy transatlantyckiej, z obecności w NATO, z naszej obecności w UE. Mamy konstytucję, na którą powołują się dziś nawet jej dawni krytycy. I nawet gdyby ktoś chciał, tak jak pan poseł Giertych, uruchomić procedury odwołania prezydenta, i tak musiałby oprzeć się na konstytucji, którą współtworzyłem. Jaki więc jest problem? Po prostu moja prezydentura się kończy. Początki są zawsze euforyczne, końcówki zawsze sentymentalne czy smutne, bo prowadzą do wniosku, że wszystko w życiu się kończy. Kończy się prezydentura, życie, młodość. Ale uważam, że próba przejmowania władzy na skróty, czym w dużej mierze zajmuje się komisja orlenowska, jest pogwałceniem nie tylko demokratycznych reguł, ale i zdrowego rozsądku. Jestem jednak spokojny - oni na tym przegrają, bo w ich działaniach widać tego rodzaju intencję: że nie o prawdę chodzi, nie o fakty, ale o to, żeby szybko przechwycić władzę. Czarne chmury, mówi pani? To nieprawda.

GALA: Odpowiada Pan jak Prezydent, nie jak człowiek.

PREZYDENT RP:
Jako człowiek widzę, że końcówka prezydentury będzie trudna. Ale jestem do tego przygotowany.

GALA: Jeszcze rok.

PREZYDENT RP:
Jeszcze rok poważnych wyzwań. Proszę pamiętać, że rok 2005 wymaga ode mnie wyjątkowej pracy, bo to będzie rok trzech czy nawet czterech wyborów. Po raz pierwszy w historii Polski: wybory parlamentarne, pierwsza tura wyborów prezydenckich, na pewno druga tura, bo nie ma dzisiaj człowieka w Polsce, który wygrałby wybory w pierwszej turze, i referendum nad traktatem konstytucyjnym. Jestem pewien, że kiedy zacznie się kampania prezydencka, zmniejszy się atak na mnie. Bo po cóż atakować prezydenta, który za kilka miesięcy odchodzi? Natomiast jeżeli pyta mnie pani jako człowieka, to koniec prezydentury jest dla mnie najpiękniejszą perspektywą. Ponownie stanę się wolnym człowiekiem. Marzę o tym.

GALA: Zakładam, że Pana przeciwnicy polityczni myślą o Panu: oto polityk, którego lubią ludzie. Może w jakiś sposób trzeba mu popsuć wizerunek?

PREZYDENT RP:
Nie martwi mnie to. W Polsce politycy po odejściu z urzędu zyskują. Proszę spojrzeć, jaką estymą cieszy się dziś, i słusznie, Tadeusz Mazowiecki, który przegrał w wyborach prezydenckich nawet ze Stanem Tymińskim. - Proszę zauważyć, że kiedy odchodził Jerzy Buzek, jego ugrupowanie prawie nie weszło do Sejmu. Dzisiaj Buzek zdobywa najwięcej głosów w wyborach do Europarlamentu. Ostatnio byłem na spotkaniu w Łomży, na którym oklaski zebrał Leszek Miller. Krótko mówiąc, Polska to taki kraj, w którym można wierzyć w sympatię taką trochę metafizyczną, czyli kiedy jest już po wszystkim. Natomiast słabością polskiej polityki jest to, że brakuje szacunku dla politycznego konkurenta. Na przykład w parlamencie brytyjskim krytyka przeciwników politycznych odbywa się jak na szekspirowskiej scenie. Tam każde wystąpienie trzeba zacząć od: "Chciałbym wobec mojego czcigodnego kolegi X, Y powiedzieć...", i dalej może być: "Że takiego matoła to ja w życiu na oczy nie widziałem". U nas się mówi: "Tu Wersalu nie będzie, ty jesteś złodziej, bandyta, drań". Dla potencjalnego wyborcy to jest odrażające. Reakcja jest taka: pocałujcie mnie w nos, zostaję w domu i nie będę nikogo wybierał. I stąd ta zaledwie czterdziestoprocentowa frekwencja wyborcza.

GALA: Panie Prezydencie, Pan przełamał swoją biografię i stał się politykiem ponad podziałami. A teraz ta sytuacja, podejrzenia o układy, nieczyste kontakty biznesowe. Dlaczego Pana prezydentura miałaby się kończyć tak głupią sprawą?

PREZYDENT RP:
Nie może się skończyć "tak głupią sprawą", bo tej sprawy nie ma. Jeżeli mnie pani pyta o wiedzę i sumienie, powiem tak: mam sumienie czyste, działania, które podejmowałem, służyły temu, aby polska gospodarka się rozwijała. Kontaktowałem się i kontaktuję z wieloma ludźmi, których uważam za wartościowych, z tym kredytem zaufania, o którym pani mówiłem. Sam jestem ciekaw wielu spraw dotyczących Orlenu. Ale jak słyszę, co się mówi o panu Kulczyku, mam mieszane uczucia. Mówimy przecież o człowieku, który odniósł sukces. W sensie publicznym on przez komisję został już skazany. Jeżeli słyszę, że jeden z członków komisji mówi, że najlepiej by było, gdyby Kulczyk do Polski nie wracał, w mojej świadomości odzywają się sygnały alarmowe, bo w historii Polski były już momenty, kiedy zmuszano ludzi do emigracji. Przecież nie możemy wrócić do takiego standardu. Więc może ktoś powinien zapytać, dlaczego spotykam się z ludźmi, którzy odnieśli w Polsce sukces? Uważam, że promowanie tych ludzi jest zadaniem prezydenta. Prezydent nie może tylko użalać się nad losem bezrobotnych, ale pokazywać też, że Polska osiągnęła efekty dzięki ludziom sukcesu i że te sukcesy przekładają się także pozytywnie na los bezrobotnych, ludzi o skromniejszych dochodach. Nie wyobrażam sobie, że mój następca nie będzie znał najbardziej aktywnych polskich biznesmenów. Cóż to byłby za prezydent? Pałac Prezydencki był otwarty dla ludzi kultury, nauki, mediów, także biznesu. Dlaczego biznesu? Bo uważam, że we współczesnym świecie polityka, która nie ma oparcia o dobre stosunki gospodarcze, jest połowiczna. A że nie na wszystkich biznesmenach można polegać? Ryzyko trzeba podjąć. Ale niech mi pani wierzy, kiedy patrzę na działalność wielu polskich biznesmenów, jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony. Nie zazdroszczę im, bo nie chcę być biznesmenem.

GALA: Pan jest w takim miejscu, że więcej w Polsce nie można osiągnąć.

PREZYDENT RP:
Faktycznie. Dlatego nie ścigam się, czy ktoś ma lepszy dom, lepszy samochód, lepsze ubranie. Mam najwyższe stanowisko, piękną żonę i piękną córkę, a ostatnio też dwa miłe psy. Ja nikomu niczego nie zazdroszczę.

GALA: Za rok opuści Pan Pałac Prezydencki...

PREZYDENT RP:
...i jeszcze nie wiem, co dalej. I nawet nie myślę o tym. Trzeba wykonać swoje zadania.

GALA: Jak wyobrażają sobie przyszłość żona i córka?

PREZYDENT RP:
Córka wkrótce zacznie samodzielne życie. Ma chłopaka, ma obiecane nasze mieszkanie w Wilanowie. Chciałbym znaleźć kilka miesięcy po prezydenturze, żeby się odizolować. Odpocząć. Ale to okropnie smutne! Boję się, że jestem tak uzależniony od polityki, że nie wytrzymam. Po dziesięcioletnim sprawowaniu prezydentury jednak potrzebna jest choćby krótkotrwała terapia, aby nabrać dystansu.

GALA: Ludzie spekulują, czy nadal ma Pan ambicje polityczne.

PREZYDENT RP:
Nie mówię tak, nie mówię nie. Zobaczymy. Nie wykluczam takiego scenariusza, że będę brał udział w polskim życiu politycznym. Ale też nie mogę wykluczyć, że będę uczestniczył w wydarzeniach o charakterze międzynarodowym. Tym bardziej że różne propozycje trafiają do mnie. Na razie to wszystko odkładam.

GALA: Jak prezydentura wpłynęła na Pana małżeństwo?

PREZYDENT RP:
W jakimś sensie umocniła nasz związek. Nigdy wcześniej tak często i blisko ze sobą nie byliśmy. Wciąż wspólnie wyjeżdżamy. Wróciliśmy z Belgii, gdzie cały czas spędziliśmy razem. Jutro lecimy do Holandii. Więc pod tym względem jest to czas wielkiego zbliżenia.

GALA: Pan mówi o tym bardzo optymistycznie, ale prezydentura to okres napięć, stresów, które przenoszą się na dom i na rodzinę.

PREZYDENT RP:
To jest ta cena, o której mówiliśmy. Ale jestem przeciwnikiem narzekania, jak trudno być prezydentem, bo to nie wyrok, tylko własna wola i narodu. Nie da się nie mówić o wielu sprawach w domu, mimo że każde z nas się stara, żeby ten dom był azylem. I tak dyskutujemy od rana do wieczora i od wieczora do rana.

GALA: Kilka lat temu powiedział Pan, że zamierzacie Państwo wybudować dom, w którym zamieszkacie po opuszczeniu Pałacu Prezydenckiego. Czy budowa już się rozpoczęła?

PREZYDENT RP:
Nie, jeszcze nie. To jest najbardziej zaniedbana historia. Pewnie więc po zakończeniu prezydentury wynajmiemy coś.

GALA: Wyobraża Pan sobie, że po 10 latach wróci Pan do normalnego życia?

PREZYDENT RP:
Marzę o tym. Mam plany, żeby wynająć magazyn i nasze rzeczy, nagromadzone przez lata, pochować i zacząć jak młode małżeństwo na dorobku. Nie przeprowadzimy się do pałacu, bo nas na to nie stać. Natomiast podoba nam się pomysł, żeby przeprowadzić się do czegoś skromnego.

GALA: Ale w dżinsach Pan na ulicę nie wyjdzie?

PREZYDENT RP:
Ależ oczywiście, że będę chodził w dżinsach. Tam, gdzie trzeba, w garniturze, tam, gdzie trzeba, w dżinsach. Jeżeli ktoś by mi odebrał nadzieję, że tak nie będę mógł, to pora umierać. Marzy mi się, żeby tak normalnie wyjść z domu, spotkać się ze znajomymi, przyjaciółmi, umówić się w knajpie. Pójść na mecz bez większego rozgłosu, posiedzieć, obejrzeć. Mieć zajęcia, które niekoniecznie muszą być na pierwszych stronach gazet. Naprawdę proszę mi wierzyć, że świetnie sobie takie życie wyobrażam. Może jestem naiwny, może sam się uspokajam, że to jest możliwe. Ale widziałem wielu byłych prezydentów, którzy całkiem sensownie zagospodarowali swoje życie.

GALA: Czego Pan sobie życzy na 50. urodziny?

PREZYDENT RP:
Zdrowia. Rodzina jest ustabilizowana, Polska idzie dobrą drogą, z wrogami sam sobie dam radę. W związku z tym, jeżeli czegoś potrzebuję, to zdrowia.

GALA: A czego życzy Pan Polsce po Kwaśniewskim?

PREZYDENT RP:
Żeby nie zeszła z tej trudnej, ale racjonalnej drogi. To znaczy, przestrzegam przed rewolucjami, przed przekreślaniem przeszłości, przed czwartymi, piątymi i szóstymi Rzeczpospolitymi, o których niektórzy marzą. Jeżeli Polska pójdzie drogą racjonalną i wykorzysta te talenty, które w Polsce są, jesteśmy skazani na sukces. Musimy uwierzyć w siebie, Polacy muszą zrozumieć, że jesteśmy naprawdę narodem lepszym, niż sami o sobie mówimy.

GALA: Widzi Pan kogoś na swoim stanowisku?

PREZYDENT RP:
Widzieć, widzę, ale żeby pani mnie biła, nie powiem.



 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.