przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Głosowanie w tych wyborach poszło nadspodziewanie łatwo. Floryda zdecydowała na korzyść George’a Busha i wygląda na to, że Bush będzie ponownie prezydentem Stanów Zjednoczonych. Czy dla Pana ta decyzja Amerykanów jest dobrą decyzją?

Prezydent RP:
Ja uszanuję każda decyzję Amerykanów i są to wybory demokratyczne. Natomiast z punktu widzenia interesów Polski, dalsza współpraca z Georgem W. Bushem jest naprawdę dobrą nowiną. On Polskę zna, szanuje, bywał tu. W kampanii, nie przymuszany przez nikogo, podkreślał rolę Polski w koalicji antyterrorystycznej.

Bardzo zdecydowanie powiedział Kerry’emu: „You forgot Poland”!

Prezydent RP:
I umie wymienić moje nazwisko, które do łatwych nie należy a George Bush lingwistą nie jest, w związku z tym bardziej to doceniam. Myślę, że mamy do czynienia z przewidywalnym, doświadczonym już w tej chwili prezydentem, który wkraczając w drugą kadencję dokona weryfikacji niektórych elementów swojej polityki. Ale ciągle będzie to polityka jasności w stawianiu spraw, co ja bardzo cenię.

Wygląda na to, że George Bush wygrał, wygrał z dość dużą przewagą – tego jeszcze dokładnie nie wiemy, ale wszystko na to wskazuje.

Prezydent RP:
Radzę ostrożność ponieważ wybory amerykańskie przynoszą ostatnio tyle niespodzianek, że mówmy: „jest duże prawdopodobieństwo, że Bush wygrał”. Ma niewątpliwie większą przewagę niż wszystkie sondaże mówiły. Potwierdzeniem jego dobrej pozycji jest również wynik Republikanów w wyborach do Izby Reprezentantów i Senatu – te sprawy są jednak ze sobą w związku. Myślę, że jest prawdopodobne, iż 43. prezydent będzie dalej pełnił swój urząd.

A co to oznacza dla polityki wobec Iraku, wobec terroryzmu? Jednak Bush uzyskał potężny mandat i akceptację dla swoich planów.

Prezydent RP:
Sprawy irackie dzisiaj jednak rozgrywają się głównie w Iraku, wobec społeczności międzynarodowej, a nie w samych Stanach Zjednoczonych. Kluczową zatem sprawą dla Iraku są styczniowe wybory. Jeżeli one się powiodą trzeba pracować nad tym żeby rozszerzyć mandat sił międzynarodowych, aby Narody Zjednoczone włączyły się w większym stopniu w odpowiedzialność, by przekonać partnerów europejskich, że nie mogą stać z boku. Choć nie wierzę by byli gotowi do wysyłania swoich wojsk nawet gdyby wygrał Kerry. To naiwne twierdzenie, iż można rozszerzyć koalicję o Francję, Niemcy czy na przykład Belgię, gdzie jest zdecydowany sprzeciw wobec jakiejkolwiek operacji militarnej. Sądzę, że to są główne kwestie. Myślę, że w drugiej kadencji będziemy potrafili stworzyć naprawdę skuteczną i solidarną koalicję antyterrorystyczną, a jej podstawą jest po prostu powiedzenie: „nie” dla terroryzmu w jakiejkolwiek postaci, nie szukanie usprawiedliwień, nie tłumaczenie, że ktoś ma większe, a ktoś mniejsze powody aby być terrorystą. W ogóle relatywizowanie terroryzmu i to wszystko jedno czy jest to w Iraku, Palestynie, Ameryce, Biesłanie, na Bali czy gdziekolwiek indziej jest po prostu zachętą do używania tej metody. Myślę, że słabością współczesnego świata jest to, że nie jesteśmy solidarni w walce z prawdziwym złem, niezależnie od źródeł, z których ono wynika. Trzeba bowiem walczyć z niesprawiedliwością społeczną, z przejawami fundamentalizmu czy nietolerancji – metoda terrorystyczna musi być we współczesnym świecie odrzucona i George Bush jest tutaj bardzo zdecydowanym politykiem, który w tej sprawie po prostu ma rację.

I pewnie dlatego Amerykanie go wybrali. Nie pomogło nawet wystąpienie Bin Ladena, które miało wpłynąć na wyniki wyborów, ale wpłynęło chyba przeciwnie?

Prezydent RP:
Myślę, że gdyby na wybory amerykańskie wpływały wystąpienia Bin Ladena żylibyśmy w naprawdę niebezpiecznym świecie. Z tych opinii, które wygłaszali wyborcy po wyjściu z punktów głosowania wynikało, że najbardziej doceniano przywództwo Busha i wartości, którym służy. A to oznacza tę prostotę Busha, która w Europie traktowana jest jako jego słabość, a w Ameryce traktowana jest jako siła, oni mogą tego człowieka przewidzieć, oni wiedzą co jest dla niego dobre, a co złe, wiedzą jak on się zachowa w poszczególnych sytuacjach. Sądzę, że to było w dużej mierze przesądzającym czynnikiem, bo nie Irak, nie gospodarka, może zagrożenie terrorystyczne. Ale słusznie analizowane wczoraj w nocy wyniki w New Jersey – najwięcej ludzi w World Trade Center zginęło właśnie ze stanu New Jersey, a tam wygrał Kerry – nie ma tu zatem prostych przełożeń. Finalnie zatem myślę, że uznano, iż jest to dobry prezydent, przewidywalny człowiek.

Jak popatrzymy teraz na mapę wyborczą, kto gdzie zwyciężył to wydaje się, że kwestie takiej natury etycznej i moralnej też bardzo wpłynęły na te wybory. Republikanie wzięli wszystko. Wzięli Senat, wzieli Izbę Reprezentantów, no i wzieli prezydenta, tak można powiedzieć. Więc te kwestie moralne bardzo silnie wpłynęły na decyzje wyborców i można powiedzieć, że Ameryka skręca w prawo jednak.

Prezydent RP:
Ona już skręciła. Ale ja bym tutaj nie przykładał nadmiernej wagi, mianowicie wydaje mi się, że być może nawet Republikanie wygrali za dużo.
Przypominają mi się słowa kiedyś wypowiedziane przez Lecha Wałęsę, bardzo, że tak powiem, rozsądne mianowicie, że ktoś kto wygrywa za dużo, tutaj mówił o lewicy, może mieć z tym kłopoty. Ja myślę, że czasami takie zwycięstwo wszędzie, niekoniecznie musi być akurat atutem, ale fakty są niepodważalne. Republikanie te wybory wygrali. To na pewno nie opierało się wyłącznie na kwestii ani gospodarki, ani Iraku, nie sądzę żeby to się wyłącznie opierało na sprawie wartości i takiego zwrotu w prawo. Słuchając debat Kerry – Bush, przecież trudno było mówić o tym, że mamy tutaj dwa różne światy czy dwie różne koncepcje, czy to aksjologiczne czy ideologiczne czy polityczne. Myślę, że na pewno Amerykanie są bardziej konserwatywni niż my w Europie sądzimy. Na pewno Amerykanie są bardziej konserwatywni niż ich gazety czy ich media. Na pewno Amerykanie są nieporównanie bardziej stateczni aniżeli to co pokazuje Pan Moore w swoim filmie Farenhait 9/11. Amerykanie na pewno są nieco bardziej tacy właśnie z Teksasu czy Georgii niż z Massachusetts czy z Kalifornii, ale też z drugiej strony trzeba pamiętać, że ta różnica to jest 51 do 49%. Czyli nie można wysuwać zbyt daleko idących wniosków. To jest naprawdę wszystko bardzo blisko siebie i wcale się nie zdziwię jak następne wybory wygrają demokraci, może Pani Hillary Clinton, która sądzę będzie celowała właśnie w wybory 2008.

?...


Prezydent RP:
Sam George Bush o tym mi mówił, że on przewiduje, że to będzie i zresztą bardzo jest pełen admiracji dla jej talentu.

Panie Prezydencie, wracając jeszcze do tego wyboru Amerykanów, jak patrzymy na Ohio to tam jednak postęp za prezydentury Busha, ponad 240 tysięcy osób straciło pracę, a jednak to nie skłoniło wyborców do oddania głosów na Kerrego mimo, że to dość blisko tych stanów, które są bastionem demokratów, wszystko wskazuje na to, że tam jednak wygrał G. Bush, więc może te kwestie etyczno-moralne, to mówienie G. Busha, że to jest dobro, to jest zło, trzeba się jasno opowiedzieć miało wpływ.

Prezydent RP:
Sam to powiedziałem, tak jest. Ja uważam, że jego przewidywalność, jego jasna postawa miała tu znaczenie, choć akurat jak głosowali bezrobotni w Ohio, to niech mi Pani wierzy, nie mam pojęcia i wcale bym się nie zdziwił gdyby głosowali na Kerrego. Jakiś stopień frustracji wynikający z takiej sytuacji życiowej odbija się na wyborach. Więc co do tego tez nie ma wątpliwości, ale przecież nie wszyscy stracili pracę w Ohio i nie wszyscy akurat te swoje kłopoty wiążą z tym czy innym prezydentem. Będzie bardzo wiele analiz, to na pewno jest wydarzenie pasjonujące dla socjologów, politologów i wszystkich, którzy zajmują się tym.

Dziennikarzy też.

Prezydent RP:
Dziennikarzy też, choć dziennikarze za chwile będą żyć nowymi sprawami. Wy jesteście, że tak powiem kwiaty jednej nocy.

Nieprawda.

Prezydent RP:
Prawda, prawda. Więc was będzie interesować coś zupełnie innego, np. jaki będzie skład administracji nowego Busha, że tak powiem, drugiego Busha. Później dlaczego ten odchodzi, a ten przychodzi. Natomiast na pewno dla ludzi, którzy zajmują się w dłuższym wymiarze czasowym Ameryką to to są bardzo wszystko ważne informacje. Sądzę, że też dla nas Europejczyków jest istotne żebyśmy nieco zmienili stereotyp myślenia o Ameryce. Żebyśmy np. Ameryki nie starali się wyłącznie rozumieć przez nasze doświadczenia, przez nasze, że tak powiem, oczekiwania. Ameryka jest wielkim, ale zmieniającym się krajem. Ameryka ciągle w moim przekonaniu to jest największy „europejski” kraj związany z kulturą, językiem, ale coraz bardziej się to zmienia. Jest coraz więcej wpływów hiszpańskich czy latynoamerykańskich, coraz więcej wpływów....

..., która budziła ogromne niepokoje w Stanach Zjednoczonych, że Amerykę zaleją Latynosi.

Prezydent RP:
No ale to się dzieje, natomiast na pewno jeszcze nie zaleją, natomiast struktura społeczna Ameryki też się zmienia i też warto pamiętać - np. ciekawe byłoby jak poszczególne grupy etniczne głosowały, np. jakie argumenty trafiają do tych grup, które przybyły z Azji, jakie trafiają do Latynosów, co jest tą tradycją elektoratu umownie mówiąc anglosaskiego. Ciekaw bym był także gdyby ktoś choćby z naszych specjalistów spróbował pokusić się o ocenę jak Polacy, czyli ludzie polskiego pochodzenia, których podobno jest 11 milionów w Ameryce głosowało.

Panie Prezydencie można się spodziewać takich analiz już wkrótce, jak Pan myśli jak ten wybór G. Busha, co on znaczy - wygrał i co on znaczy dla Polski?

Prezydent RP:
Kontynuację bardzo dobrych kontaktów dwustronnych, uznanie obecności Polski w decyzjach strategicznych dotyczących ważnych kwestii świata, jak chociażby walka z terroryzmem. Oznacza traktowanie Polski jako solidnego i też lojalnego, przewidywalnego partnera.
Mam nadzieję, że oznacza trochę większą aktywność w tych kwestiach dwustronnych, w których nie było odpowiedniego zaangażowania i myślę głownie o sprawach gospodarczych, inwestycjach amerykańskich, o współpracy wojskowej o współpracy związanej z modernizacją polskiego wojska – zresztą to się dzieje, pamiętajmy w roku 2007 pierwsze F – 16 będą już na stanie polskiego lotnictwa. Cieszę się, że w czasie tej debaty nocnej zaczęto spokojniej i rozsądniej mówić o kwestii wizowej.

Kerry nam obiecywał.

Prezydent RP:
Raz to Kongres, po drugie, że problem trzeba wpisać w całą politykę wizową Stanów Zjednoczonych, ale słusznie zaczęto mówić, żebyśmy z tego nie czynili głównego tematu. Choć w jednej kwestii muszę wyrazić swoje zdumienie kiedy dziennikarze tak zupełnie spokojnie mówią – co ci politycy z tymi wizami wyprawiają, czemu tak o to walczą. Ja chcę Pani przypomnieć, że cały szum dotyczący wiz to przede wszystkim szum stworzony przez media. To politycy stali się niewolnikami tej sytuacji – albo pojedzie się do Ameryki i załatwi się sprawę wiz albo się wraca z niczym.

Pan ma ostatnio złe doświadczenia z dziennikarzami.

Prezydent RP:
Nie, ja nie mam złych doświadczeń z dziennikarzami, ja oczekuję od was odpowiedzialności i współodpowiedzialności, bo nie po to jest się czwartą władzą, żeby tej współodpowiedzialności nie ponosić.

Panie Prezydencie, my tego samego oczekujemy od polityków.

Prezydent RP:
Oczywiście, macie rację, że nas oceniacie, krytykujecie, że jesteście wobec nas surowi, ale pozwólcie, że my też będziemy czasami trochę surowi wobec was. Umówmy się, że trzeba o to spokojnie walczyć, trzeba o tym dyskutować, ale nie wolno z tego czynić jedynego, czy głównego, czy wyłącznego tematu stosunków polsko- amerykańskich, bo to jest po prostu błąd.


Ja rozumiem, że nie należy wierzyć politykom kiedy coś obiecują w kampanii wyborczej tak jak Kerry obiecywał.

Prezydent RP:
.....ale jakie nam zrobił świństwo, przynajmniej wygrałby wizy, a tu nawet nie wygrał – teraz mówię oczywiście z przekąsem. Trzeba po prostu mierzyć sprawy właściwą miarą i to jest mój apel.

Panie Prezydencie, ostre iskrzenie między Ameryką, a Europą, kiedyś u Pana rozmawialiśmy na ten temat, no ale ten rów, który został wykopany między Ameryką, a Europą wcale się nie zasklepia. Czy Pana zdaniem ta druga kadencja G. Busha pomoże przełamać te lody?

Prezydent RP:
Ona musi pomóc, dlatego bo na razie jest tak – skoro Bush wygrał to mamy 4 lata współpracy z nim, nie da się tych 4 lat przespać, ani zamrozić, albo jakoś tam uciec od tematu. Po drugie myślę, że Europa też wie dobrze, że współpraca z Bushem i Ameryką jest potrzebna choćby po to, żeby marginalizować te siły, które mówią – mówię o neokonserwatystach amerykańskich – przestańcie się zajmować Europą, oni do niczego są niezdolni, zostawcie to muzeum historyczne w spokoju, a bądźmy tutaj prawdziwym przywódcą świata. Ja myślę, że dla nas Europejczyków jest ważne, żeby z administracją Busha współpracować, żeby było więcej współdziałania, mniej izolacjonizmu amerykańskiego i wydaje mi się, że sam G.W Bush będzie to świetnie rozumiał, bo spełniły się jego marzenia. Ja pamiętam naszą rozmowę w Air Force One kiedy on cały czas mówił o reelekcji, bo on miał taki bardzo poważny żal, że ojcu się nie udało być ponownie wybranym i ja mu powiedziałem – słuchaj: reelekcja tak, ale to nie powinna być twoja obsesja, to nie może być coś, co traktujesz jako zasadniczy punkt.

Ale Pan był już po tej reelekcji?

Prezydent RP:
Mi łatwo było mówić, ale oczywiście, co jest ważne spełniły się jego marzenia, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Dla niego to była kwestia zupełnie honorowa, a myślę, że dla całej rodziny Bushów to jest sprawa przejścia do historii - takiej rodziny w Ameryce nie było. Więc spełniło się marzenie, myślę, że w tej chwili Prezydentowi Bushowi będzie zależało, żeby to była dobra kadencja dla Ameryki, dla świata i żeby tez trochę wycofać się z tych decyzji, które może nie były najbardziej udane w pierwszej kadencji. Właśnie ochłodzenia, czy braku pewnego skutecznego dialogu z niektórymi krajami europejskimi – myślę o Francji, czy Niemczech.

Ale to też była reakcja Francuzów i Niemców.

Prezydent RP:
Ktoś też musi w takiej sytuacji być tym, który ma chęć wyjścia z inicjatywą.

A co powinien zrobić G. Bush żeby przełamać lody między Ameryką, a Europą?

Prezydent RP:
Powinien rozpocząć bardzo poważna rozmowę. Będzie obejmował swój urząd ponownie w styczniu. W styczniu będą wybory irackie. Sądzę, że po wyborach irackich np. w tej chwili improwizuję, więc nie wiem, czy to jest planem amerykańskim, czy nie - ale wydaje mi się, że byłoby całkiem sensowne, żeby G. Bush zaprosił przywódców zarówno obecnej koalicji, jak i tych, którzy w koalicji nie są, do debaty na temat przyszłości Iraku i walki z terroryzmem i całego regionu Bliskiego Wschodu. Sytuacja jest przecież też niełatwa między Palestyną i Izraelem, Arafat na leczeniu w Paryżu. Jest wiele tematów gdzie można wyjść z taką inicjatywą, która będzie przełamywała dotychczasowe lody.

Można się spodziewać, że Polska stanie się, spróbuje być spinaczem między Ameryką, a Europą, no bo Polska ma świetne stosunki z Ameryką, trochę gorsze z Niemcami, ale nie najgorsze.

Prezydent RP:
Nie najgorsze. My tę rolę cały czas spełniamy. Zawsze kiedy mówi się o Polsce – spinaczu, Polsce – pomoście, o Polsce w różnych rolach to oczywiście powinniśmy w jakimś sensie taką role pełnić, tylko miejmy poczucie miejsca i własnej skromności. My nie jesteśmy ani potęgą gospodarczą, ani wojskową, natomiast my jesteśmy krajem, który wykazał wiele rozsądku, umiejętność transformacji i niewątpliwie dobre życzenie wobec wszystkich. My nie jesteśmy agresorem patrząc historycznie. Ja zawsze namawiałem Amerykanów do bliskiej współpracy, bo mówiąc najprościej nam zależy na dobrej współpracy Waszyngton – Berlin, Waszyngton – Paryż dlatego, że ta dobra współpraca to jest część naszego bezpieczeństwa. Nam się lepiej żyje w świecie gdzie jest dobry kontakt transatlantycki, dobry kontakt transatlantycki z Moskwą aniżeli w sytuacji kiedy Waszyngton ma kłopoty w komunikacji z Berlinem i Paryżem, a Paryż z Berlinem świetnie rozmawiają z Moskwą, a nawet staramy się być tym spinaczem, bo to taki spinacz może być narażony na różne ryzyka. Ja wierzę, że druga kadencja Busha będzie kadencją naprawdę dojrzalszą i odpowiadającą wymogom chwili, bo pamiętajmy, że nie wiemy co ten współczesny świat nam przyniesie. Jak patrzę na pomysły terrorystów, na pomysły różnych środowisk fundamentalistycznych to skóra cierpnie, bo oni przekroczyli już instynkt samozachowawczy, oni zachowują się w sposób całkowicie nieprzewidywalny i nieodpowiedzialny. I to jest cały kłopot.

I na tym pewnie ich siła polega, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć ich reakcji.

Prezydent RP:
I na tym polega ich siła i ryzyko z tym związane, dlatego, że tak powiem, naszymi umysłami tego nie jesteśmy w stanie ogarnąć, co oni mogą jeszcze wymyślić.

Panie Prezydencie zostało nam niewiele czasu i chciałabym Pana jeszcze zapytać o wybory na Ukrainie. Czy myśli pan, że Wiktor Juszczenko wygra te wybory? Mamy taki ostry, gorący okres.

Prezydent RP:
Ma duże szanse. Myślę, że to, co powinniśmy robić i taki apel, korzystając z pytania i kamer wygłoszę. Chciałbym, żeby te trzy tygodnie do wyborów pozwoliło usunąć te nieprawidłowości, które miały miejsce, chodzi o listy wyborców. Mam nadzieję, że ...

Nierówny dostęp do mediów.

Prezydent RP:
Nierówny dostęp do mediów. Myślę, że w tej chwili kluczową rzeczą byłoby zetknięcie tych dwóch kandydatów w debatach telewizyjnych.

Na razie Wiktor Juszczenko nie może prowadzić kampanii wyborczej, bo CKW nie przedstawiła wyników wyborów, po to właśnie by nie mógł przeprowadzić kampanii.

Prezydent RP:
Nie, ja myślę, że to jest kwestia dnia, czy dwóch. Tym ja bym się w tej chwili tak bardzo jeszcze nie przejmował. Natomiast gdyby doszło do debat, to pamiętajmy, że Ukraina stoi przed naprawdę wyjątkowo ciekawym wyborem i dojrzałym wyborem. Proszę wziąć pod uwagę, że głównymi kandydatami jest były premier, były szef banku centralnego, parlamentarzysta, szef dużej partii opozycji parlamentarnej i obecny premier, także człowiek doświadczony, więc to nie jest spotkanie typu, nie wiem, Tymiński z kimkolwiek. To jest spotkanie dwóch pełnokrwistych polityków ukraińskich, którzy powinni rzeczywiście pokazać swoje programy, swoje osobowości Ukraińcom, którzy pokazali niebywałą demokratyczną determinację. 75 % frekwencji wyborczej to mówię wszystkim, którzy lubią z Polski pouczać innych o demokracji, takiej frekwencji w Polsce demokratycznej, nigdy podkreślam, nigdy nie było.

W Stanach też zresztą była ogromna.

Prezydent RP:
Stany zostawmy na boku. Ich demokracja ma 200 lat, więc oni mogą sobie pozwolić na może czasami pewne słabości. Natomiast kiedy patrzymy na kraj, który naprawdę ledwo chwycił się tej demokracji, to frekwencja, to że 40% ludzi głosowało na przedstawiciela opozycji, to świadczy o tym , że naprawdę mamy tam do czynienia z błyskawicznym dojrzewaniem zachowań demokratycznych, tak to nazwę. Na razie może nie w pełni instytucji demokratycznych, za szybko by było mówić o państwie obywatelskim, ale to jest wielka szansa. Więc powinniśmy apelować o takie debaty, o czystość tych wyborów. Obserwatorów powinno być jeszcze więcej aniżeli w czasie głosowania poprzedniego, czyli tej pierwszej tury, tym bardziej, że to jest łatwiejsze do obserwacji, jest tylko dwóch kandydatów. No i kto wygra nie wiem. Bardzo wiele zależy od układów politycznych.

Ale kibicuje Pan Juszczence?

Prezydent RP:
Tak jak nie mówiłem przed wyborami, czy Bush, czy Kerry, to ja nie powiem czy Janukowicz, czy Juszczenko, bo ktokolwiek by nie był, będziemy z nim współpracować i będziemy życzyć jak najlepiej Ukrainie i będziemy dalej kontynuować swoją politykę wciągania Ukrainy we współpracę europejską. Natomiast pamiętajmy, to też warto wiedzieć 10 % głosów socjalistów i komunistów jest do zagospodarowania. Może się okazać, że to jest ten rezerwuar głosów dla opozycji, więc tu mogą się dziać jeszcze bardzo interesujące rzeczy.

Panie Prezydencie przeanalizowaliśmy sprawy amerykańskie, sprawy ukraińskie, na moment jeszcze, bo już zaraz musimy kończyć, przejdźmy do spraw polskich. Czy będzie Pan namawiał Jana Kulczyka żeby przyjechał do Polski i złożył wyjaśnienia przed Sejmową Komisja Śledczą?

Prezydent RP:
Jestem przekonany, że on przyjedzie, że złoży, że jest lojalnym obywatelem Rzeczypospolitej i zachowa się tak jak mówił.

A rozmawiał Pan z Janem Kulczykiem ostatnio?

Prezydent RP:
Nie, nie rozmawiam. Ten temat moich rozmów proszę to odłożyć między bajki. Nasze rozmowy miały charakter bardzo sporadyczny, związane są zazwyczaj z różnymi wydarzeniami, które takich rozmów wymagają. Ja nie jestem w żadnym stałym kontakcie z panem Kulczykiem i nasza zażyłość nigdy nie miała takiego charakteru. Natomiast wiem, co Jan Kulczyk mówił publicznie. Jeżeli dzisiaj nie jest jeszcze w pełni dysponowany, to jego też obywatelskie i ludzkie prawo, ale ja absolutnie nie dopuszczam nawet takiej myśli, że nie spełni swojej obietnicy i że nie stanie przed Komisją. Natomiast, czym innym jest sama Komisja. Jak ja słyszę wnioski o przesłuchiwanie Marszałka Sejmu to mam wrażenie, że ta Komisja chce po prostu zająć się wszystkim i krótko mówiąc zaczyna być Komisją nie do spraw nadzoru Skarbu Państwa nad spółką Orlen, czy nie zatrzymania pana prezesa Modrzejewskiego, to jest po prostu komisja demontażu III Rzeczypospolitej i wykazania, że III Rzeczpospolita to jest jakiś, że tak powiem, historyczny epizod, a może nawet wrzód, że tak powiem, historii polskiej. Ja uważam, że tutaj rozsądni ludzie muszą zacząć o tym głośno mówić. Ja pierwszy mówię o tym. Wczorajsze głosowanie wzywające Józefa Oleksego, Marszałka Sejmu dlatego, że mieszkał na jednej ulicy, a może nie mieszkał itd.

Może wniesie coś do sprawy, nie bierze Pan tego pod uwagę?

Prezydent RP:
To wszystko może wnieść. To ja proponuję przesłuchanie 40 milionów Polaków, na pewno coś z czegoś wniesie.

Nie wszyscy biesiadowali z Ałganowem, Panie Prezydencie?

Prezydent RP:
Ta sprawa jest zamknięta. I ta sprawa była jednym z wielkich wstydów Polski, nie dlatego, że Józef Oleksy biesiadował, tylko że tego rodzaju wątłe poszlaki zostały użyte do usunięcia z urzędu Premiera Rzeczypospolitej. Ja myślę, że bądźmy już naprawdę pod tym względem nauczeni czymś. Ja jestem zdumiony i jestem w jakimś sensie nawet nie zdumiony. Bo ja już wiem, o co chodzi. Tu naprawdę nie chodzi o wyjaśnienie niczego ze sprawy Orlenu.

Nie chodzi o prawdę?

Prezydent RP:
Nie, tu chodzi wyłącznie o demontaż III Rzeczypospolitej, uznanie tego okresu jak powiedziałem za okres, który dla Polski był niekorzystny, a ja jako ten, który w tym czasie działał, pracował i czynił wszystko z najlepszej woli. Uważam, że to jest w ogóle niedopuszczalne. Ja będę walczył właśnie o prawdę o III Rzeczypospolitej, która nie jest taka jak chcą przedstawić ją niektórzy członkowie Komisji.

Nie jest taka jak wyłania się z tej historii o Orlenie, to chce Pan powiedzieć?

Prezydent RP:
Nie jest taka jak próbują ją przedstawić niektórzy członkowie Komisji w sposób całkowicie jednostronny i nieprawdziwy.

Zobaczymy, Panie prezydencie, do czego dojdzie Komisja, podobno ma Pana przesłuchać dopiero w marcu, takie są głosy.

Prezydent RP:
W marcu, w maju. Ja jestem absolutnie przekonany, że Komisja chce to przesłuchanie cały czas traktować jako argument polityczny, a nie dochodzenie prawdy. Ja nie mam żadnych wątpliwości, że im się spieszyć nie będzie. I żałuję tego.

Dziękuję bardzo.



 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.