przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Panie Prezydencie, jest Pan z pewnością zadowolony z możliwości kontynuacji współpracy z Georgem W. Bushem. Rozmawiał już Pan dziś z amerykańskim prezydentem?

Prezydent RP:
Jeszcze nie, ale ten telefon jest umówiony. Teraz prezydent skończył swoje przemówienie, rozmawia ze swoimi współpracownikami, tymi, którzy mu najbardziej pomogli w kampanii. Później ma być seria rozmów międzynarodowych, więc to stanie się czy dziś, czy w nocy, to trudno powiedzieć, bo tu ma miejsce przesunięcie czasu. Ale ja jestem zadowolony, że będziemy kontynuować współpracę z Georgem W. Bushem.

Powiedział Pan dzisiaj, że amerykańska polityka zmienia akcenty, ale nie zmienia się raptownie, jednak pewnych zmian należy się spodziewać po tak ostrej i zaciętej kampanii wyborczej i trudno sobie chyba wyobrazić, że George W. Bush będzie prowadził dokładnie taką samą politykę, zwłaszcza politykę zagraniczną, zwłaszcza w stosunku do państw europejskich. Co Pana zdaniem może się zmienić?

Prezydent RP:
Na tę część ja liczę najbardziej, to znaczy, że druga kadencja George`a W. Busha będzie swoistym nowym otwarciem dla współpracy transatlantyckiej, dla poprawienia stosunków z tak ważnym partnerami jak Francja i Niemcy, że wrócimy tutaj do dobrej tradycji i wzmocnienia NATO, wzmocnienia współpracy, która dobrze służyła i Europie, i światu, a która jest bardzo w interesie Polski. Więc mam nadzieję, że to będzie jeden z tych akcentów drugiej kadencji George`a W. Busha, która będzie różniła się od pierwszych czterech lat. Trzeba pamiętać, że do tanga trzeba dwojga, więc ja oczekuję również, że ze strony europejskiej będzie więcej otwartości, więcej gotowości do dialogu i współpracy. Mówię o tych krajach, które były dość sceptyczne wobec George`a W. Busha w pierwszej kadencji. Zobaczymy – tu myślę może być ten istotny nowy element.

Właśnie – wczoraj w naszym programie Zbigniew Brzeziński mówił też o tym, że inicjatywa musi być nie tylko po stronie Ameryki, ale właśnie po stronie Europy, że to Europa nie może tylko krytykować i pasywnie obserwować, ale musi też dokonać tego kroku naprzód. Czy uważa Pan, że naprawdę uda się zasypać ten głęboki rów, jaki w tej chwili wykopano?

Prezydent RP:
Tak naprawdę uważam, że nie ma innego wyjścia. Oczywiście to jest polskie stanowisko, my tego problemu nie mamy, my kontynuujemy współpracę ze sprawdzonym partnerem i nawet można powiedzieć – przyjacielem Polski, natomiast nie wierzę, żeby kanclerz Schroeder czy prezydent Chirac mogli zrezygnować z szansy zbudowania dobrych stosunków z prezydentem, który będzie cztery kolejne lata w Waszyngtonie. Tym bardziej, że przynajmniej jeśli chodzi o Niemcy, tam też będą wybory, tam też są różne opinie na temat dotychczasowej polityki, więc myślę, że to może być naprawdę ta nowa jakość drugiej części prezydentury Busha. A Polska będzie oczywiście bardzo mocno zabiegała o to, żeby tak się stało, dlatego, że to jest w naszym interesie. To jest również kwestia naszego bezpieczeństwa. Dla nas dobra współpraca Waszyngton-Paryż czy Waszyngton-Berlin jest dużo ważniejsza i daje poczucie bezpieczeństwa, jest swoistą alternatywą dla innych osi, które będą powstawać gdy tej współpracy brakuje.

Ale czy Polska, pozostająca bliskim sojusznikiem tej Bushowskiej Ameryki, nie straci w oczach Europy? Mówię tutaj na przykład o podziale budżetu UE.

Prezydent RP:
Te wszystkie pretensje do Polski za zbyt bliskie kontakty z Ameryką mamy, sądzę, za sobą. To nam nie przeszkodziło i w wejściu do UE, i w skorzystaniu z funduszy. Zresztą wydaje mi się, że dzisiaj to nie jest problem, żeby karać Polskę za dobre stosunki z Ameryką, tylko jest problem tych, którzy mają nie najlepsze stosunki ze Stanami. Co zrobić, żeby je naprawić, bo to jest sens współpracy transatlantyckiej. My będziemy kontynuować to, co robiliśmy do tej pory i będziemy się starali, żeby z tego strategicznego partnerstwa polsko-amerykańskiego wyniknęło jak najwięcej korzyści i dla Polski, i dla naszej gospodarki, i dla naszego bezpieczeństwa, ale także dla tej właśnie współpracy transatlantyckiej, o której mówiłem już wielokrotnie.

Gdy mowa o współpracy transatlantyckiej nie możemy nie wspomnieć tutaj oczywiście o Iraku i koalicji zaprowadzającej tam porządek. Czy myśli Pan, że George Bush uwzględni argumenty Johna Kerry`ego, żeby poszerzyć tę koalicję i jakie będą dalsze losy Iraku?

Prezydent RP:
Myślę, że George W. Busha ma jedno istotne wyjście, czyli realizować konsekwentnie ten plan, który został zarysowany. W styczniu -wybory w Iraku, stworzenie nowego rządu, rozmowa z nowym rządem na temat mandatu sił międzynarodowych, włączenie w szerszym zakresie ONZ i także zaangażowanie – ale polityczne w większym stopniu – innych partnerów aniżeli ci, którzy byli dotychczas w koalicji. Uważam, że to, o czym mówił John Kerry w kampanii, że rozszerzyłby tę koalicję i zapewnił na przykład udział militarny Niemiec, Belgii czy Francji w Iraku, to była retoryka, to nie miało żadnego oparcia w tym, o czym naprawdę myśli się w krajach, które wymieniłem. Tam jest bardzo daleko od zaangażowania w sprawy Iraku. Tam jest uczciwe zaangażowanie w kwestii Afganistanu, ale tam naprawdę można oczekiwać wsparcia dla różnych rozwiązań o charakterze międzynarodowym, szczególnie wspieranym przez Narody Zjednoczone. Sądzę, że to powinien być nowy rys i to w jakimś sensie powinna być odpowiedź na postulaty Johna Kerry`ego z kampanii, żeby ten problem iracki zyskał mocniejszy fundament w międzynarodowej solidarności i wsparciu instytucji międzynarodowych.

John Kerry podnosił również w kampanii sprawę możliwości zniesienia wiz dla Polaków. Czy teraz w rozmowach z Georgem W. Bushem nie będzie przypadkiem trudniej zabiegać o to, bo przecież Pan też zabiegał o to w Waszyngtonie?

Prezydent RP:
Ale ja się cieszę, że w tych dyskusjach, które toczyły się przez choćby noc wyborczą sprawa wiz znalazła odpowiednie proporcje. To znaczy – to jest temat ważny, ale to nie jest temat najważniejszy, na pewno wokół niego nie można koncentrować stosunków polsko-amerykańskich. To nie jest sprawa nowa dla prezydenta Busha, więc tutaj możemy oczekiwać, że on skorzysta z wielkiej siły większości w Senacie, większości w Izbie Reprezentantów, by doprowadzić do niezbędnych zmian w przepisach, które będą liberalizować te zasady, które obowiązują. Ale ja wierzę, że w ogóle świat któregoś dnia będzie bezwizowy, natomiast nie sądzę, żeby tu można było oczekiwać na jakieś nadzwyczajne gesty i nie sądzę, że gdyby prezydentem był John Kerry coś takiego by się wydarzyło. Natomiast jestem przekonany, że powinniśmy mówić o tym, pracować na tych wszystkich szczeblach roboczych, na których dyskusje od wielu, wielu miesięcy trwają i szukać rozwiązań bardzo praktycznych. Niewątpliwie George W. Bush ma dzisiaj wszelkie argumenty, żeby powiedzieć – jeżeli chce to uczynić, że i Kongres, i Izba Reprezentantów, powinna sprzyjać jego inicjatywom w tym zakresie. Ale, jak mówię, Polska nie jest jedynym partnerem Stanów Zjednoczonych jeżeli chodzi o wizy, bo musimy widzieć to w dużo szerszym kontekście.

Panie Prezydencie, nie mogę nie zadać pytania o same wybory prezydenckie i kampanię wyborczą. Czy my, Polacy, czy polscy politycy, mogliby się nauczyć czegoś po tej kampanii i po tych wyborach?

Prezydent RP:
Zapewne. Amerykanizacja kampanii politycznych w świecie jest wyraźna. Dużo jest tego teatru który znamy z Ameryki. Natomiast wydaje mi się, że istotne jest zauważenie, że jednak kampania amerykańska ma swoją istotną treść merytoryczną, że ten spór dotyczy problemów, że to nie jest obrzucanie się inwektywami, że dzisiaj kiedy Kerry gratuluje Bushowi, to w tym jest również jakaś godność i szacunek dla państwa, dla instytucji prezydenta, dla historii tego kraju. Gdy dobre słowa mówi prezydent Bush wobec swojego konkurenta, to też nie są to zwyczajne komplementy, to jest przyjęcie zasad, które budują szacunek dla Stanów Zjednoczonych, dla demokracji amerykańskiej. I taki wzajemny szacunek to jest niewątpliwie to, co warto by było przejąć w Polsce, tą merytoryczną debatę również, ponieważ często w Polsce polityka jest rozumiana przede wszystkim jako walka – kto, kogo i na śmierć, albo kto wypowie więcej złych słów, albo wręcz obrzuci inwektywami. W tym sensie Amerykanie, w tej kampanii w szczególności, choć ona też była momentami bardzo ostra i na pograniczu brutalności, ale jednak cały czas wskazują pewną granicę, której nie należy przekraczać. Myślę, że ona dotyczy także mediów. Byłem pod wrażeniem tego, co działo się wczoraj w nocy w amerykańskich mediach, gdzie po doświadczeniach sprzed czterech lat była wyraźna umowa najważniejszych stacji, żeby nie epatować niepewnymi informacjami, żeby nie ścigać się na to, kto wie, kto wygrał w Ohio, kto na Florydzie, a kto w innym stanie, żeby po prostu szanować reguły demokracji i żeby powściągnąć ten wyścig medialny, konkurencję medialną na rzecz troski o interes państwa. Myślę, że to była bardzo pouczająca lekcja i dla polityków, i dla mediów. Na ile w Polsce będzie to wykorzystane – zobaczymy. Chciałbym, żeby takie nauki nie szły w las. Ale tu jestem dość sceptyczny, bo wiem, że w Polsce emocje i polityczna batalia zazwyczaj potrafią pokonać najbardziej nawet rozsądne doświadczenia.

Bardzo dziękuję, Panie Prezydencie.



 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.