przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Witamy z Pałacu Prezydenckiego, gdzie naszym gościem jest gospodarz Pałacu, Prezydent Aleksander Kwaśniewski. W pierwszym dniu Polski w Unii witamy Panie Prezydencie.

Prezydent RP:
Witam Panią, witam Pana, witam wszystkich Państwa.

Panie Prezydencie, czemu, tak naprawdę, w porównaniu z Europą w Warszawie było wczoraj tak dość sztywno, patetycznie, w sumie chyba trochę smutno?

Prezydent RP:
W Warszawie? Po pierwsze nie wiem jak było gdzie indziej...

No w La Vallettcie było niesamowicie, 400 tysięcy mieszkańców, 100 tysięcy się bawi.

Prezydent RP:
Byłem akurat niedawno w LaVallettcie. Tam są warunki, tam jest morze, tam jest kanał, tam są...

Ale może jest taki klimat płynący z serc, i polityków i mieszkańców.

Prezydent RP:
I jednocześnie głosowanie w referendum, które skończyło się prawie, że remisem. Ale nie porównujmy się. W Polsce ten patos w jakimś sensie był uzasadniony i sądzę, że wciągnięcie flagi obok Grobu Nieznanego Żołnierza, to jest takie nawiązanie do przeszłości, do tych wielu ofiar, które ponieśliśmy, do całych pokoleń, które nie dość, że nie mogły się doczekać Unii Europejskiej, to przecież często nie mogły doczekać własnego wolnego państwa. Jeżeli mi czegoś brakowało, to nie jakiejś tam wielkiej radości czy fajerwerków w Polsce, tylko właśnie bardziej obecności moich rodziców, ludzi bliskich, którzy tej chwili nie doczekali, a którzy byliby szczęśliwi tak samo jak my. Tego pokolenia, które przeszło czas najgorszy, bo wojny, okupacji, obozów, później ograniczonej suwerenności. Myślę, że tego było najbardziej żal i dobrze, że udało nam się połączyć i ten patos historii a jednocześnie nadzieję na przyszłość, bo mnóstwo młodych ludzi było na placu i widziałem radość.

Ale w Warszawie, tak naprawdę, były dwie imprezy. Była ludyczna na placu Zamkowym, ale była właśnie taka poważna, patetyczna tutaj na placu Piłsudskiego. Dlaczego? Nie można było tego połączyć?

Prezydent RP:
Nie można, bo tu już są wymogi mediów, mówiąc wprost.

To my.

Prezydent RP:
Ten koncert był organizowany...

Znowu my jesteśmy winni.

Prezydent RP:
Nie mówcie, że nie jesteście winni, bo w tej sprawie akurat zamówienie mediów było takie, żeby ten koncert był w kilku stolicach, żeby było łączenie i tam w ogóle nie było miejsca na tę część, nazwijmy podniosłą, to znaczy wystąpienia, flagę itd. Dlatego na placu Piłsudskiego odbyła się ta część ceremonialna – polska, myślę, że z bardzo ważnymi wystąpieniami i premiera Mazowieckiego i prymasa Glempa i marszałka Oleksego, choć może to było ciut za długie, ale to było ważne.

A nie brakowało Panu Lecha Wałęsy? Mnie trochę brakowało, powiem szczerze. Chociaż był tam wspominany.

Prezydent RP:
Był wspominany. Bardziej jego należy zapytać, dlaczego tak postanowił traktować współczesne władze, z Prezydentem na czele, że to jest niemożliwe.

A Pan zapraszał Lecha Wałęsę?

Prezydent RP:
Lech Wałęsa był zapraszany, choćby na rocznicę Okrągłego Stołu, jest zapraszany na różne uroczystości, ale rozumiem, że tak długo jak ja żyję, to jest to przeszkoda nie do usunięcia, a ponieważ ja nie mam zamiaru umierać przedwcześnie no, więc ten problem pozostaje.

Następny wielki europejski dzień – wejście Polski do strefy euro, czy kolejne rozszerzenie?

Prezydent RP:
Ja myślę, że to już nie będzie aż tej rangi wydarzenie, choć na pewno wejście do strefy euro będzie bardzo praktycznym dniem, bo nagle okaże się, że w portfelach mamy euro, że płacimy euro. Ale to już nie będzie taka, jak sądzę, emocja. Ta emocja związana z 1 maja jakby jest przede wszystkim emocją wynikającą z historii. W tych pokojach, tu gdzie siedzimy i gdzie ja pracuję od już dziewięciu lat odbywały się obrady Okrągłego Stołu i przecież nikt z nas nie przypuszczał, gdyby nam wtedy powiedziano, że za piętnaście lat będziecie w Unii Europejskiej - to byśmy uznali takiego fantastę czy proroka za niespełna rozumu, a to się stało przy naszym udziale, przy wielkim zaangażowaniu Polski, sukcesach. Także z tego punktu widzenia można powiedzieć, że już tak wielkiego, tak bardzo znaczącego, w sensie treści, dnia nie będzie. Natomiast będą kolejne i rozszerzenie będzie ważne kolejne i będzie euro ważne, ale to już nie będzie miało tej rangi.

Panie Prezydencie, wczoraj Prezydent Niemiec w Sejmie powiedział, że jak wszystkich wstępujących teraz czeka nas faza bolesnych, takich oczekiwań czy rozczarowań. Pan się nie boi, że to może znowu nagonić klientów populistom polskim?

Prezydent RP:
Tu znowu wiele zależy i od polityków, ale też od mediów. To znaczy, my powinniśmy przede wszystkim pokazywać, że wejście do Unii Europejskiej jest bardziej szansą niż problemem, bardziej otwiera możliwości niż tworzy kłopoty, choć na pewno kłopoty się pojawią...

A może być taki kłopot, że w tym pierwszym roku będziemy tym płatnikiem netto? Że więcej włożymy niż wyjmiemy?

Prezydent RP:
Nie, nie. W żaden sposób. Moim zdaniem nie ma ani powodów aby tak sądzić a poza tym, w moim przekonaniu Unia Europejska jest zainteresowana, żeby tych pieniędzy coraz więcej wpływało do krajów nowych, bo to wyrównuje szanse. To jest przecież jeden...

Weszła teraz jednak w fazę oszczędzania, nie chcę powiedzieć skąpstwa, ale oszczędzania.

Prezydent RP:
Oszczędzania, bo przeżywa kłopoty ekonomiczne. Na tym tle ja wczoraj sobie żartowałem, że Polska z prawie 6 procentowym wzrostem gospodarczym, to są takie europejskie Chiny.

A ja słyszałam taki żart, też właśnie dotyczący kondycji finansowej i ekonomicznej Europy, że to jest tak, że my staliśmy za grubą szybą, a za tą szybą piętnastka wcinała wspaniałą kolację, w pewnym momencie drzwi przed nami otworzyły się, ale kolacja się skończyła.

Prezydent RP:
To jest gruba przesada i już nie mówiąc o tym, że na pewno Unia 25 musi bardziej spojrzeć na swoje realne możliwości, natomiast tu jest rachunek w dwie strony. Otworzenie się Unii na nasze kraje powoduje większy rynek- to jest prawie pół miliarda ludzi, większe możliwości inwestycyjne a więc i także impulsy rozwojowe dla ich gospodarek, znowu ich lepsze gospodarki oznaczają więcej pieniędzy w budżecie unijnym, a to oznacza więcej środków pomocowych dla naszych państw. Ja myślę, że to jest ciągle instytucja gdzie w istocie wszyscy mają szanse wygrać a nikt nie przegrywa. Choć oczywiście miara tego zwycięstwa może być nie tak wielka jak jeszcze w niedawnej przeszłości, ale nie sądzę, żeby tu był problem. Prawdziwy problem polega na czym innym, na ile Europa, cała z nami, 25 jest gotowa sprostać konkurencji światowej.

No, Ameryce właśnie.

Prezydent RP:
Choćby Ameryce ale nie tylko, ale i Chinom, ale i Indiom, ale krajom Azji i Pacyfiku, ale na przykład Ameryce Łacińskiej…

No na razie jeszcze jest przyciężkawa. Amerykanie nas krytykują, całą Europę krytykują, że to jest jednak model socjalny.

Prezydent RP:
Jest i trudno od niego odejść, ja myślę, że to jest zarzut niesłusznie przez Amerykę stawiany Europie, bo nie możemy porzucić tego modelu ochrony socjalnej, który ukształtował się przez dziesiątki lat. Natomiast pytanie o konkurencyjność jest zasadnicze. Na tej warszawskiej konferencji padało najczęściej, co zrobić, żeby Europa miała dobrze wyedukowaną młodzież, co zrobić, żeby było miejsce na innowacyjność, co zrobić żeby niepotrzebnie koszty produkcji były tak wysokie i żeby tu w Europie były istotne centra naukowe i techniczne, dlatego, że dzisiaj jeżeli mówimy o rozwoju naukowo-technicznym…

To patrzymy na Stany Zjednoczone niemal tylko i wyłącznie.

Prezydent RP:
Nie tylko, bo Ameryka jakby nie patrzeć jest ciągle największym krajem europejskim, przynajmniej jeśli bierzemy tradycje i historię, ale mamy Chiny, mamy Indie, mamy Japonię i to już nie jest takie, że tak powiem, bardzo europejskie.

Czy Pan nie ma czasem wrażenia, że polscy politycy trochę traktują to wejście do Unii, właściwie kraje Unii jak zdobycie takich wrażych taborów. Teraz można się w tych taborach trochę obłowić, a z kolei Unia trochę nas traktuje jak właśnie takich dzikich Hunów, którzy do tych taborów wpadli i trzeba chronić te tabory przed nimi.

Prezydent RP:
Ja myślę, że jest to na pewno postawa części i polskiego społeczeństwa i polskich polityków i części zachodnich, ale to nie jest postawa dominująca. W ogóle myślenie w kategoriach taboru, w kategoriach zdobyczy, w kategoriach, nie wiem, ekspansji czy okupacji czy pozbawienia się suwerenności jest fałszywe i uważam, że dzisiaj Polacy i ta klasa polityczna, które zgadza się z wejściem do Unii Europejskiej powinna czynić wszystko, aby Polska wykorzystała ten czas, ten moment. Żeby na przykład ze środków unijnych, które są dla Polski przygotowane, skorzystać z 90, 95 procent a nie z 60, żebyśmy przeskoczyli pewne etapy cywilizacyjne, choćby w budowie autostrad, budowie różnych połączeń w infrastrukturze, bo to jest paradoksalne ale Polska może skorzystać w jakimś sensie ze swojego opóźnienia. My nie musimy powtarzać całej drogi krok po kroku jaką przechodziły państwa Europy Zachodniej, my możemy od razu skorzystać ze zdobyczy najnowszych. Natomiast to musi być na zasadach solidarności, na zasadach wzajemności, nie na zasadach jakiegokolwiek oszustwa, czy triku które zastosujemy, tym bardziej, że wobec Unii Europejskiej nic się nie da, że tak powiem, zmachlować, czy jak to się w Polsce zwykło kolokwialnie mówić, nie da się dokonać trików, które pozwolą na pokazanie, że jesteśmy lepsi niż jesteśmy, czy należy nam się więcej niż należy.

Ale są takie triki, które pozwalają większym zdobyć więcej czy pozwalają Francji czy Niemcom przymknąć oko na…

Prezydent RP:
To jest bardzo poważny problem i w moim przekonaniu Unia Europejska stoi przed debatą czy nawet najwięksi mają prawo omijać zasady.

Właśnie, co z rdzeniem?

Prezydent RP:
Według mnie, to co stało się wobec deficytu budżetowego w Niemczech i Francji, czyli dyspensa dla tych państw jest błędem. Jest błędem i to się odbije, bo właściwie od tego momentu jedno z ważnych kryteriów Maastricht jest nieużyteczne.

A czy błędem jest zawołanie kanclerza Schrödera, co pewien czas powtarzane, że potrzebne jest…

Prezydent RP:
Też.

Ale kanclerz Schröder mówi tak: „to będzie taki twardy europejski rdzeń po to tylko, żeby pociągnąć tych słabszych do góry”.

Prezydent RP:
Ani twardy rdzeń, ani dwie szybkości Europy nie są dobrym politycznie pomysłem. To znaczy…

One są ekonomicznie dobre.

Prezydent RP:
Ekonomicznie - zostawmy to na razie na boku, dlatego, że ekonomicznie Europa jest różna. To nawet nie są dwie szybkości, tu trzeba mówić o trzech czy czterech szybkościach. Bo to jest inna szybkość tych największych, inna tych mniejszych, jeszcze inna, na przykład, w Słowenii wśród krajów wstępujących, inna nasza, inna krajów bałtyckich. Tu porównania są trudne...

Wyścig 25, jednym słowem.

Prezydent RP:
Nie o to chodzi, że są różnice. Różnice są oczywiste, różnice muszą być zmniejszane, natomiast dlaczego nie może być Europy różnych zasad, dlatego, ze my oczekujemy, iż standardy, wartości, zasady, przepisy, prawo, którym się posługujemy będzie identyczne. Czyli mówiąc krótko – my wiemy, że w tym meczu, czy w tym sporcie możemy zająć miejsce nie pierwsze, a piąte, siódme czy dziesiąte ale reguły muszą być te same. Nie może być tak, że jedni wchodzą na boisko i grają piętnastoma zawodnikami a inni siedmioma bo to jest prawdziwa niesprawiedliwość, tak póki co w Unii Europejskiej nie jest. Reguły od Luksemburga a na Niemczech kończąc są takie same, natomiast potencjały są różne i trudno, żeby było inaczej. Zapamiętałem takie zdanie Kohla, który był tutaj w Warszawie, odbierał nagrodę św. Wojciecha i powiedział bardzo ważną rzecz, że on długie lata przekonywał Niemców, największy naród europejski, że myśląc o Unii Europejskiej, oni przed wszystkim powinni myśleć nie o własnym interesie a o interesie Luksemburga. Dlaczego Luksemburga? Bo jest tym partnerem najmniejszym i dopiero jeżeli zrozumie się dlaczego to leży w interesie Luksemburga, to wiadomo, że to też nie jest przeciwko interesom tych największych. Gdyby taka zasada myślenia i taka zasada solidarności była w Unii podtrzymana to ja myślę, że Unia ma perspektywy.

Panie Prezydencie, poprze pan jakąś listę europejską? Którąś z tych list?

Prezydent RP:
Ich jest 31 bodajże.

Trzydzieści…, nie, dwadzieścia dziewięć w końcu zarejestrowała PKW.

Prezydent RP:
Nie, ja powiedziałem, żadnej listy jednej nie poprę, natomiast będę popierał osoby. Uważam, że na tych różnych listach znalazły się osoby, które są warte wsparcia.

Będzie Pan popierał, Panie Prezydencie osoby z imienia i z nazwiska nawet jeżeli będą na różnych listach?

Prezydent RP:
Tak, tak. Będę popierał na przykład Marka Siwca, który jest na liście SLD w Wielkopolsce.

A jak Pan to zrobi?

Prezydent RP:
Choćby teraz.

Kogo jeszcze? Dla sprawiedliwości teraz z innej listy.

Prezydent RP:
To musiałbym wiedzieć, jeżeli na przykład startuje profesor Geremek to uważam, że jest to osoba, która warta jest wszelkiego wsparcia.

Janusz Lewandowski, Platforma Obywatelska.

Prezydent RP:
Janusz Lewandowski, mój dawny uczelniany kolega, również Dariusz Rosati, no jest takich nazwisk, które niewątpliwie tworzyłyby wybitną reprezentację Polski w Parlamencie Europejskim, niezależnie od tego do jakich klubów politycznych później trafią, trochę na szczęście jest. Jest pani Grabowska, z listy katowickiej, śląskiej, wybitna profesor od prawa międ

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.