przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Witamy, Panie Prezydencie, w Sygnałach, dzień dobry.

Prezydent RP: Witam pana, witam państwa.

Tym bardziej dziękujemy za zaproszenie, że czas Pana goni, wkrótce samolot do Skopje na pogrzeb byłego prezydenta Macedonii, tragicznie zmarłego Borisa Trajkovskiego.

Prezydent RP: Tak jest, dziś uroczystości. Wielka szkoda, to był naprawdę znakomity człowiek jako człowiek i świetny polityk, bardzo potrzebny na Bałkanach, bo umiarkowany, potrafiący szukać kompromisu, współtwórca porozumienia pokojowego w Macedonii, z Albańczykami, z Macedończykami. Myślę, że to jest naprawdę niepowetowana strata, tym bardziej że zdarzyło się to tak tragicznie — w katastrofie samolotowej. Miałem okazję być wraz z małżonką ich gośćmi, znam żonę, znam dzieci, znam syna, z którym zaprzyjaźniliśmy się. Naprawdę wielki, wielki żal. I boję się, że tej luki na Bałkanach nie będzie łatwo zapełnić.

Nie ma ludzi niezastąpionych?

Prezydent RP: Wie pan, to tak się mówi, że nie ma ludzi niezastąpionych. Moim zdaniem, są ludzie nie do zastąpienia, przynajmniej bardzo trudni do zastąpienia. I w moim przekonaniu Trajkovski należał do takich właśnie polityków, których będzie ogromnie trudno zastąpić, ale przynajmniej niech zostanie w naszej dobrej pamięci.

O tych ludziach, których nie da się zastąpić, za chwilę, Panie prezydencie, jeśli Pan pozwoli. Czy nauczył się Pan już nowego skrótu: SLD–UP–FKP?

Aleksander Kwaśniewski: Nie, natomiast rozumiem, że dla przeprowadzenia bardzo trudnego planu gospodarczego, finansowego, planu premiera Hausnera potrzeba silnego wsparcia parlamentarnego, no i zawiązaną koalicję. Więc przy całych wątpliwościach natury politycznej czy estetycznej, czy dotyczącej osób, które wchodzą do tej koalicji, no cóż, polityka ma swoje czasami żelazne i bardzo brutalne wymagania.

I uczy chyba też tego, żeby nie ujawniać swoich pierwszych reakcji, bo one są zazwyczaj szczere. Przypomina Pan sobie, Panie prezydencie, Krzysztofa Janika wysyłającego Romana Jagielińskiego i jego kolegów na drzewo, czy Józefa Oleksego, który myślał o tym, by może jednak zwolnić tych wicewojewodów z Partii Ludowo-Demokratycznych za nielojalność ich szefów w Parlamencie.

Prezydent RP: To są te meandry polityki, które, oczywiście, powodują, że w opinii publicznej staje się polityka mało zrozumiała i mało przyjemna, i właśnie taka mało atrakcyjna. Natomiast trzeba rozumieć, że są cele ważniejsze. Dzisiaj determinacja rządu — i za to rząd pochwalam — jest taka, żeby przeprowadzić plan Hausnera. I w związku z tym słowa padły, na pewno one gdzieś zostały po obu stronach zapamiętane, to nie będzie łatwa współpraca, jak mniemam, natomiast trzeba szukać głosów. Szkoda, że tych głosów poparcia nie można znaleźć wśród ugrupowań, które reprezentują może inny nieco styl, aniżeli ta nowo powstała formacja.

Ale to wciąż mało te 223 głosy, wliczając Federacyjny Klub Parlamentarny.

Prezydent RP: Ale to już jest blisko 231.

No tak, ale czasami może być 229 i wtedy będzie klęska.

Prezydent RP: Zobaczymy. Na razie — jak pokazują pierwsze głosowania wczorajsze — plan przechodzi, z czego ja się cieszę.

A jak Pan komentuje to, co robi Platforma Obywatelska? W przypadku trzech ustaw zadeklarowała poparcie i zostały przekazane do komisji sejmowej.

Prezydent RP: Nie ma się co gniewać. Trzeba pamiętać, że opozycja ma swoją logikę. Pamiętajmy, że pewien styl opozycyjności został narzucony przez SLD w poprzedniej kadencji i tak jak patrzę, obserwuję Platformę, to widzę wiele podobieństw w takich twardych, opozycyjnych zachowaniach. Natomiast, oczywiście, uważam, że poparcie tych trzech bardzo ważnych ustaw jest wartościowe i dobrze, że Platforma, która może w przyszłości współodpowiadać czy odpowiadać za sprawy polskie, postanowiła to poprzeć.

Ja w ogóle uważam, że powinniśmy dla takich spraw o zasadniczym znaczeniu dla Polski umieć szukać właśnie porozumienia ponad podziałami. Znaczy wyłączać je z gry koalicyjno-opozycyjnej czy rządowo-opozycyjnej, szukania łatwych punktów w opinii publicznej na rzecz działania, które choć może nie przyniesie od razu poparcia, ale będzie długofalowo dobrze służyło państwu.

Ale pewnie słuchał Pan dyskusji ewentualnie jej fragmentów z przedwczoraj, kiedy wicepremier Jerzy Hausner przedstawiał owe ustawy, np. o świadczeniach emerytalnych, potem odbyła się dyskusja. No, jeśli Pan prezydent chce powiedzieć, że ona była merytoryczna, to pozwolę się z Panem nie zgodzić.

Prezydent RP: Nie była, i to mnie martwi.

A Pan do czegoś takiego wzywa, że ponad podziałami, żeby wyjść poza pewną doraźność. A tymczasem...

Prezydent RP: Nawet nie ton tej dyskusji mnie zmartwił, tylko to, że ten plan, który jest naprawdę ważny, który wzbudza emocje, był omawiany na sali, gdzie było... ja wiem?... kilkanaście osób, kilkadziesiąt osób? To nie była debata, gdzie Parlament był pełny, gdzie posłowie z niepokojem wsłuchiwali się w różne opinie, w różne głosy, gdzie wśród publiczności były tłumy i tak dalej. To też pokazuje, że jest jednak za dużo teatru, a za mało meritum. Tyle mogę powiedzieć. Natomiast, oczywiście, nikt nie będzie pamiętał, ile osób przysłuchiwało się dyskusji; ważne, czy uda nam się przeprowadzić plan ratowania czy usprawniania, uzdrawiania finansów publicznych, czy nie, bo z tym się przejdzie do historii, a nie z tymi głosami często bez sensu czy z publicznością, której nie było. Tak że wynik idzie w świat, a nie okoliczności.

Mówi Pan o planie wicepremiera Hausnera. Ważny, ale czy dobry, Pana zdaniem?

Prezydent RP: Dobry. Po pierwsze...

Jednoznacznie? Bez wątpliwości?

Prezydent RP: Wątpliwości zawsze są. Jedni mówią, że jest zbyt płytki, inni mówią, że jest zbyt głęboki, jedni mówią, że jest za szybko, drudzy, że za późno. On jest.

Uderza w biednych...

Prezydent RP: Nie. Moim zdaniem, on — jeżeli nawet powoduje dzisiaj pewne ograniczenia finansowe dla osób, które korzystały z przywilejów polityki socjalnej w Polsce, to pamiętajmy, że celem jest po pierwsze stabilizowanie finansów publicznych, po drugie — utrzymanie tempa rozwoju gospodarczego. Czyli można powiedzieć, że jeżeli te dwa cele zostaną spełnione, to wszyscy na tym zyskamy, a osoby w gorszej sytuacji przede wszystkim, dlatego że rozwój gospodarczy i stabilność finansów publicznych, siła złotego to przede wszystkim jest w interesie ludzi uboższych, bo bogatsi, jak to się mówi, dadzą sobie jakoś radę. Natomiast ci ubodzy powinni właśnie bardzo troszczyć się o to, żeby mieć poczucie bezpieczeństwa, także bezpieczeństwa nie tylko na ulicy czy na granicach Polski, ale bezpieczeństwa ekonomicznego, a ten plan Hausnera, w moim przekonaniu, daje nam podstawy do mówienia o bezpieczeństwie ekonomicznym, finansowym Polski w przyszłości.

Pan prezydent powiedział o wzroście gospodarczym, o tym, o czym najczęściej powtarza premier Leszek Miller. Gdyby osobie będącej w trudnej sytuacji życiowej powiedzieć, że wzrost gospodarczy w naszym kraju wynosi 3,7 czy osiem dziesiątych, to... zna Pan reakcję? Dlaczego tak traktuje się marginesowo taką informację, że to się nie przekłada w ogóle na język zrozumiały dla opinii publicznej?

Prezydent RP: Po pierwsze to jest trudno przekładalne, bo wzrost odczuwa się, jeżeli on jest konsekwentny, wieloletni, i wtedy to możemy oceniać. To jest tak samo jak z inflacją — inflacja, nawis inflacyjny to był temat gorący przez kilkanaście co najmniej lat w Polsce. Kto dzisiaj dyskutuje o inflacji, która jest na poziomie jeden procent, jeden z przecinkiem i tak dalej? No, przyzwyczailiśmy się — złoty jest silny, ceny się zmieniają bardzo...

Przy okazji rewaloryzacji rent i emerytur jest dyskusja o poziomie inflacji.

Prezydent RP: Jest dyskusja, bo się okazuje, że jak jest jeden procent od kilkuset złotych, to jest parę złotych, i to jest właściwie ten kłopot.

Ale proszę spróbować odebrać te parę złotych, Panie prezydencie.

Prezydent RP: Nie, odebrać nie, natomiast rzecz polega na tym, że przyzwyczajamy się do rzeczy korzystnych — i to jest zrozumiałe. Gospodarka ma to do siebie, że skutki odczuwa się nie od razu, tylko z pewnym opóźnieniem i w wieloletniej perspektywie.

Ale jest trzecia uwaga, o której chcę państwu powiedzieć. Mianowicie wczoraj wysłuchiwałem komisarza Verheugena na spotkaniu organizowanym tu, w Warszawie — oczekiwania wobec Europy. I on powiedział, że jego zaskakuje, że wśród wszystkich europejskich nacji Polacy są najbardziej skłonni do takiej głębokiej i druzgocącej samokrytyki, że właściwie z niczego nie jesteśmy zadowoleni, że zawsze chcemy patrzeć na tę gorszą stronę wydarzeń, a nie lepszą, włącznie z tym, że wpadamy w jakieś kompleksy, do których nie mamy powodów. Na przykład on powiedział rzecz bardzo istotną: Polska będzie...

Nie, chyba Wiktor Jerofiejew powiedziałby to o Rosjanach raczej, że to oni mają bardziej taką tendencję...

Prezydent RP: U nich to jest nawet, już bym powiedział, na poziomie trochę patologicznym czasami. Natomiast w naszym przypadku... na przykład — ważny argument Verheugena, bo to nie było gołosłowne — my jesteśmy wśród tych krajów, które wchodzą do Unii Europejskiej w pełni wypełniając standardy Unii. My nie wchodzimy na zasadach, na jakich wchodzili np. Brytyjczycy czy Hiszpanie. Czyli my wypełniliśmy zadanie, wchodzimy bez taryfy ulgowej i powinniśmy być bardzo dumni z tego faktu, bo czterdziestomilionowy kraj, czyli porównywalny z Hiszpanią, wchodzi do Unii wypełniając to zadanie, które miał do zrobienia. Natomiast my cały czas mówimy, że jesteśmy niegotowi, że mamy zaniedbania, że jesteśmy jeszcze, jakby powiedzieć, nie tak czyści i tak piękni, jak chcielibyśmy być. Więc ja bym też namawiał... Myślę, że jeżeli nam to mówi Niemiec, jeszcze z perspektywy Brukseli, żebyśmy z trochę większym optymizmem i większą wiarą w siebie spojrzeli w przyszłość, to ja się z nim zgadzam. Moim zdaniem, są powody do tego, żeby właśnie nie bagatelizować wzrostu gospodarczego na poziomie 3,7%, czy w tym roku 5%, nie bagatelizować faktu, że mamy niską inflację, nie bagatelizować faktu, że mamy całkiem niezłą pozycję złotego, nie bagatelizować dorobku, który mamy przez ostatnich kilkanaście lat i po prostu bardziej cenić siebie samych, bo jeżeli my sami...

Czyli Pan wprost namawia do optymizmu, Panie prezydencie.

Prezydent RP: Nie, ja namawiam do szacunku wobec siebie samych, dlatego że jeżeli my sami nie będziemy mieli szacunku wobec Polski i Polaków, jeżeli my nie będziemy lubić Polski, to kto ma ją lubić?

Ludzie nie do zastąpienia... Kto zastąpi Leszka Millera na fotelu przewodniczącego SLD?

Prezydent RP: Leszek Miller pozostaje premierem, Leszek Miller pozostaje aktywny w polityce, więc tu trudno mówić o tego rodzaju kwestii zastąpienia. Natomiast zobaczymy. Sojusz Lewicy Demokratycznej jest partią suwerenną i na pewno dokona wyboru.

Czy to po spotkaniu z Panem Maciej Manicki zaoferował swoje usługi? Że chciał kandydować na przewodniczącego?

Prezydent RP: Nie, tu ja bardzo bym prosił, żeby mnie w to w ogóle nie włączać.

Bo to Marek Dyduch powiedział, że to było po spotkaniu Manickiego z Panem, ten pomysł się pojawił.

Prezydent RP: Po spotkaniu, ale to była tylko, że tak powiem, koincydencja czasowa, jak to się zwykło mówić, ponieważ....

A przypadkowa?

Prezydent RP: Moim zdaniem, przypadkowa, a nawet jeżeli nieprzypadkowa, to tym bardziej mam żal do Macieja Manickiego, że słowem nie powiedział o swoich zamiarach na spotkaniu, które tutaj było z Radą Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Rozmawialiśmy o gospodarce, o planie Hausnera, o bardzo poważnych problemach różnych środowisk. W ogóle nie rozmawialiśmy o tym, że... Byłem zdumiony tym, że Maciej Manicki rezygnuje, bo w moim przekonaniu jest to bardzo ciekawy lider związkowy. Ja mu życzę jak najlepiej...

Był.

Prezydent RP: No, był, ale ja wiem...? Jak znam przewrotność Macieja Manickiego, to się nie zdziwię, jak odrodzi się jak Feniks z popiołów.

Marek Dyduch widocznie tak się zdenerwował tym dowcipem, że aż powiedział, że nie może być, że na chwilę przed konwencją wciąż nie ma żadnej oficjalnej kandydatury, i sam się zgłosił. Ma szansę?

Prezydent RP: Zapewne tak. Ja uważam, że w każdej partii sekretarz generalny dysponuje największym rozeznaniem, jeśli chodzi o delegatów, o bazę. Natomiast nie wiem, czy to jest rozwiązanie, które SLD daje to, co jest, moim zdaniem, najbardziej potrzebne, czyli pewien powiew, że tak powiem, świeżości, nowości, innego sposobu myślenia, nawet trochę innego języka. Wydaje mi się, że to, czego dzisiaj brakuje w komunikacji Sojuszu Lewicy Demokratycznej ze społeczeństwem, to inny język.

A kto taki język mógłby zaprezentować?

Prezydent RP: Nie wiem, ja uważam, że ta dwójka kandydatów wymieniana...

Bo to ciekawe, personalia są zawsze najciekawsze, Panie prezydencie. Niech Pan weźmie pierwsze strony gazet — same nazwiska.

Prezydent RP: To tylko źle świadczy o dziennikarzach, którzy po prostu głębiej nie sięgają.

O dziennikarzach to jeszcze chciałem z Panem porozmawiać, a właściwie o jednym, Panie prezydencie.

Prezydent RP: Dobrze.

Ale to za chwilę.

Prezydent RP: Natomiast, nie, nie, niestety, sami narzucamy taki ton dyskusji, że personalia, a później to już nas już niewiele obchodzi. SLD jest partią, która ma liderów, ma wyrazistych polityków, więc to nie jest partia, gdzie nie sposób znaleźć dobrych przywódców. Marek Dyduch na pewno do tego grona należy, to od razu też chcę powiedzieć. To jest osoba, która bardzo dobrze przeszła ten okres ostatnich kilku lat, dojrzała bardzo poważnie. Natomiast wydaje mi się, że jeśli chodzi o ten właśnie język komunikowania się, to i Andrzej Celiński, i Jolanta Banach są osobami, które ze względu na swoje poglądy i sposób ich przedstawiania budują zainteresowanie. Znaczy jak oni zaczynają mówić, to nie wiemy, czym się to zdanie skończy. Natomiast wielu polityków, kiedy zaczynają, to już wiemy, jaki będzie finał.

No tak, ale ludzie to lubią osoby przewidywalne raczej niż takie...

Prezydent RP: Ja wierzę w to, że przewidywalne osoby są cenione na stanowisku prezydenta, premiera, ministrów, ale liderzy partii muszą mieć siłę porywania, muszą mieć siłę wpływania na ludzkie emocje, na nastroje, na poglądy. To jest właśnie ta różnica między ministrem, który ma konstytucyjnie określony zakres działania i tu musi się poruszać, a liderem politycznym, który powinien zachęcać do wielkich wyzwań, do wielkich koncepcji.

Pana, co prawda, na konwencji nie będzie w charakterze uczestnika obrad, ale na kogo by Pan oddał głos?

Prezydent RP: Nie, nie, to już... Proszę następne pytanie.

Proszę bardzo. Co może spowodować, czy tylko sam wybór przewodniczącego, by notowania Sojuszu poszły w górę w sondażach? Czy to wymaga długiej nocnej dyskusji członków SLD?

Prezydent RP: Nie, dyskusje są. Moim zdaniem, kwestia dobrego wyboru przewodniczącego czy przewodniczącej, po drugie — rozdzielenia tych funkcji, jest bardzo ważna. Dlaczego? Dlatego, że moment, w którym znalazł się Sojusz Lewicy Demokratycznej jest trudny nie dlatego, że tylko notowania są złe, tylko dlatego, że zadania są ogromne. I te zadania po prostu trzeba rozłożyć na więcej osób, to musi być bardziej praca zespołowa.

A może zadania przerosły Sojusz w tej postaci?

Prezydent RP: Ale to można powiedzieć, że zadania przerosły socjaldemokratów niemieckich, kłopoty mają wszystkie partie w Europie. Po prostu żyjemy w takim momencie. To nie jest coś, co można tylko ograniczyć do Polski. Jakby pan czytał to, co się dzieje czy w Czechach, czy na Węgrzech, czy gdziekolwiek, to widać, że te problemy są bardzo podobne. Jesteśmy przed wielkim zadaniem wejścia do Unii Europejskiej, mamy rozliczne problemy wynikające z przeszłości i z ostatnich lat. To wymaga rzeczywiście wielkiej siły. I, moim zdaniem, im lepsza drużyna jest zbudowana dla rozwiązywania tych problemów, tym lepiej. Ja nie wierzę w siłę jednostek — co niektórzy bardzo podkreślają — przywództwa, jednostek, jakiejś właśnie takiej misji lidera. To jedna pani profesor, że tak powiem bardzo w tej sprawie zaangażowana. Proszę państwa, to tylko można zrobić bardzo rozsądną pracą zespołową i ja wierzę, że SLD w tej chwili stoi przed zbudowaniem takiego właśnie silnego zespołu.

No tak, ale nadchodzi partia z jednoznacznym liderem na czele. I jest coraz bliżej w notowaniach.

Prezydent RP: No i przestrzegam, i przestrzegam, i przestrzegam.

Pan o Pani profesor Staniszkis prawdopodobnie wspomniał, Panie prezydencie, tak?

Prezydent RP: A pan mówił o jakimś liderze.

O Andrzeju Lepperze mówiłem.

Prezydent RP: No więc oba nazwiska są wymienione prawidłowo w tym kontekście i chcę powiedzieć, że przestrzegam, przestrzegam.

Raporty Sejmowej Komisji Śledczej — czy zapoznał się pan z ich treścią? Profesora Nałęcza, posłów Rokity i Ziobry?

Prezydent RP: Tak, tak.

A co z tym fantem, dyskiem Aleksandry Jakubowskiej?

Prezydent RP: Z tym się nie zapoznałem.

Nie czytał Pan, nie przeglądał Pan wczorajszych i dzisiejszych gazet? Wczorajsze Fakty prezentowały treść jednego z e-emaili przekazanego przez Aleksandrę Jakubowską Lechowi Nikolskiemu?

Prezydent RP: Ja wczoraj kończyłem rozmowę z komisarzem Verheugenem koło jedenastej wieczorem...

Sprawa sprowadza się do tego, że grupy osób, które pracowały nad poprawkami do ustawy o radiofonii, była nieco większa, z zwłaszcza nad tą słynną autopoprawką o dekoncentracji.

Prezydent RP: Nic panu w tej chwili w tej sprawie nie powiem. Więcej nawet — postanowiłem nie komentować niczego do momentu, dopóki ostateczne sprawozdanie nie zostanie przyjęte i opublikowane.

Jedno?

Prezydent RP: Ja nie wiem, czy jedno, czy... Na pewno musi być jedno przyjęte, choćby drogą głosowania, bo taka jest logika prac Sejmu. Natomiast przyznam szczerze, że jestem zdumiony sposobem pracy, gdzie, jakby powiedzieć, na wyścigi prezentowane są fragmenty, tak jakby głównym celem nie było wyjaśnienie całej sprawy, tylko kwestia praw autorskich. Odnoszę wrażenie, że to, co w tej chwili dzieje się wokół tego sprawozdania, to jest taka wielka akcja pod tytułem: copyrights, czyli kto ma prawo autorskie do raportu. A w moim przekonaniu to musi być raport komisji zaproponowany przez przewodniczącego, przyjęty w odpowiedniej procedurze i wtedy będziemy o tym rozmawiać.

Czy pan profesor Longin Pastusiak, marszałek Senatu, tworzy w jakiś sposób kształt polskiej polityki zagranicznej?

Prezydent RP: W tej części, która należy do marszałka Senatu, na pewno tak.

A czy jest uprawniony do tego, by mówić, że Polska jest gotowa do kompromisu w sprawie systemu głosowania w Radzie Unii na bazie podwójnej większości, co powoduje, mówiąc delikatnie, pewne niezadowolenie ministra spraw zagranicznych, który twierdzi, że jednak twardo trzymamy się Nicei?

Prezydent RP: Chcę powiedzieć tak, że w moim przekonaniu, to jest moje stanowisko, w rozmowach oficjalnych i nieoficjalnych inicjatywa należy do ministra spraw zagranicznych, bo to jest moje uzgodnienie z panem Włodzimierzem Cimoszewiczem. My możemy różne rzeczy dyskutować, bardziej nieformalnie, w różnych gronach, bo się nie da nie dyskutować. Przecież my, jak spotykamy się przy kawie czy wieczorem, nie możemy rozmawiać wyłącznie o sporcie czy o kobietach. W związku z tym dyskusja odbywa się także i tu. Natomiast oficjalnie i nieoficjalnie prawo do negocjacji i obowiązek tych negocjacji, rozmów z partnerami ma minister spraw zagranicznych. I w tym sensie jeżeli ktokolwiek z nas przekroczył ten mandat, to błąd. Ja nie wiem, czy pan profesor Pastusiak przekroczył, nie potrafię tego ocenić...

Zacytowałem to, co miał powiedzieć w Brukseli, co powiedział.

Prezydent RP: No tak, ale nie potrafię... Musiałbym dzisiaj, że tak powiem, porozmawiać i z ministrem spraw zagranicznych, i z panem marszałkiem Pastusiakiem, żeby wiedzieć. Ale nie zmienia to faktu — minister Cimoszewicz i Ministerstwo Spraw Zagranicznych w tej sprawie mają, w moim przekonaniu, jedyni mandat do rozmów zarówno oficjalnych, jak i nieoficjalnych na temat ostatecznego stanowiska, które powinno być przyjęte przez Polskę i przez Unię Europejską. A jednocześnie warto, żeby do wiadomości przyjąć to, o czym też wczoraj była mowa na tym spotkaniu, które już cytowałem — że trzeba szukać kompromisu, dlatego że kompromis jest fundamentem europejskim. Kompromis nie jest dowodem żadnej słabości, a tym bardziej kompromis nie jest pomysłem na realizację... Bez kompromisu nie da się zbudować tej jedności europejskiej.

A czy powtarzając zdanie, że bronimy Nicei, to dajemy szansę na jakiś kompromis?

Prezydent RP: Ja uważam, że mamy prawo do obrony Nicei pod warunkiem, że nie będziemy dodawać, że jesteśmy gotowi umierać za Niceę, bo uważam to za najbardziej nieudane, a wręcz, powiedziałbym, fatalną koncepcję i nic tu autora nie broni, mimo że usiłuje się udowadniać, że nie o to mu chodziło, o czym mówił, tylko o wzmacnianie stanowiska. Natomiast, oczywiście, mamy prawo do dyskusji na temat reguł nicejskich, bo one — według projektu konwentu — też mają obowiązywać pięć lat. Tylko niech ta Nicea ruszy. Od 1 maja czy od listopada dopiero w istocie zobaczymy, jak system nicejski działa, bo na razie to mówimy o takiej ogólnej teorii, która jeszcze nie została poddana próbie.

Na koniec, Panie prezydencie. Chociaż nie jestem członkiem organizacji „Reporterzy bez Granic”, ale jestem dziennikarzem i — tak jak wielu dziennikarzy w naszym kraju — mamy do Pana prośbę, by zainteresował się sprawą redaktora Andrzeja Marka, dziennikarza „Wieści Polickich”, który został skazany na trzy miesiące więzienia za zniesławienie urzędnika samorządowego. Czy może Pan coś w tej sprawie zrobić? ONZ i Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie mówią, że przestępstwa prasowe nie mogą być karane więzieniem. Czy my jesteśmy krajem działającym poza tymi instytucjami i organizacjami?

Prezydent RP: Nie, nie. Ja mogę tylko wystąpić wobec wniosku, jaki wpływa do prezydenta o ułaskawienie wobec wyroku, który zapadł, i wtedy rozpatrzę go. Uważam, że nie ma powodów, żeby dziennikarze szli do więzienia za swoje artykuły, ale też uważam, że istnieje coś, jak poczucie odpowiedzialności (ja nie mówię o tym przypadku „Wiadomości Polickich”; ja mówię w ogóle o tym, co się dzieje w mediach, ale myślę, że to jest temat na osobną rozmowę), dlatego że nie może być tak, iż na pierwszej stronie wielotysięcznego tygodnika pojawia się twarz człowieka, który jest obywatelem, który ma swoje prawa, który płaci podatki, pod hasłem, że jest najbardziej znienawidzoną postacią w Polsce. Gdzieś musi być opamiętanie, bo my naprawdę prowadzimy tutaj albo do zupełnej walki wolnej, bez reguł, albo samozniszczenia. Wie pan, o jakim tygodniku mówię, wie pan, o kim mówię, i naprawdę boleję nad takimi faktami, że mają miejsce. Żadna gazeta nie powinna prowadzić żadnego rankingu pod tytułem „Najbardziej znienawidzony...”. „Gangsterzy znienawidzeni” — bardzo proszę, „Najbardziej znienawidzone... nie wiem... przestępcy” — bardzo proszę. Natomiast obywatele mają ochronę. Ja także odpowiadam za to, żeby mieli ochronę. I nie można ich przedstawiać jako osoby znienawidzone i niepopularne, to jest inny temat. Opamiętajmy się.

Uznając w pełni pana racje, Panie prezydencie, prosimy o to jednak, by zainteresował się Pan sprawą Andrzeja Marka.

Prezydent RP: Zainteresuję się tą sprawą, natomiast formalna droga jest jedna — proszę państwa, ułaskawienia prezydenta dotyczą wyłącznie wyroków, które zapadły. Ja nie mogę zastępować żadnego sądu, natomiast jeżeli wyrok zapadł i jeżeli osoba prosi o ułaskawienie w odpowiednim trybie, oczywiście, że to jest możliwe.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.