przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Dzień dobry Panie Prezydencie, zacznijmy naszą rozmowę od Politechniki Gdańskiej, od wyższości Politechniki nad Uniwersytetem.

Prezydent RP:
Bądź odwrotnie. Ja to dzisiaj nawet powiedziałem w swoim przemówieniu, że jako student Uniwersytetu zawsze konkurowaliśmy z Politechniką i Politechnika był dla nas wielkim wyzwaniem i może dlatego też jesteśmy trochę lepsi, że taki silny konkurent tutaj w Gdańsku był. To jest wielka uczelnia, stuletnia, która jest właściwie jakby lustrem historii Gdańska i Europy XX wieku, bo niemiecka uczelnia wolnego miasta Gdańsk, później po wojnie uczelnia polska. Nie wiem, czy Państwo wiecie, przed wojną tam kształcili się nie tylko Niemcy, Polacy, ale też Jugosłowianie, Bułgarzy, Estończycy. To była międzynarodowa uczelnia, o bardzo wysokim poziomie i raz jeszcze chcę się ukłonić Politechnice z okazji stulecia.

Ale w tamtych czasach, o których Pan mówi, kiedy konkurował Pan z Politechniką jako student Uniwersytetu, to i życie studenckie było inne. Przed tygodniem „Polityka” opublikowała raport na temat polskich uczelni, z którego wynika, że studenci już nie garną się tak do zabaw studenckich i związków studenckich, a niedofinansowanie polskich uczelni powoduje, że w pierwszej 500 znalazły się tylko 2 uczelnie polskie.

Prezydent RP:
Ja do tego raportu mam dosyć duży dystans. Moim zdaniem polskie uczelnie są w dużo lepszej formie i kilka na pewno liczy się w świecie: Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet Warszawski, na pewno Politechnika Gdańska, Uniwersytet A. Mickiewicza w Poznaniu, Katolicki Uniwersytet Lubelski, UMCS. Ja bym tutaj nie wpadał w żadne niepotrzebne kompleksy. Polskie życie akademickie trzyma się dobrego europejskiego standardu. Natomiast, jeśli pan pyta o studentów i życie studenckie, to ono się bardzo zmieniło. W naszych czasach, mówiąc prosto, była jakby esencja studiowania. Kluby, od Żaka poczynając, Kwadratowa na Politechnice, Wysepka na Uniwersytecie. Pan jest młodym człowiekiem, ja mam w tym roku 50 lat. Proszę Państwa, będę do was mówił jako trochę stary wuj, który dużo pamięta. To się zmieniło. Czy to było nieuchronne? - było nieuchronne. Dlatego, że dziś mamy telewizję, komputery, kina, dużo szerszą ofertę, niż wtedy w latach siedemdziesiątych. Czy tego życia studenckiego żal? Moim zdaniem żal. Byłoby dobrze gdyby studenci chcieli, zresztą o to dziś apelowałem na Politechnice Gdańskiej, żeby chcieli się skrzyknąć, chcieli więcej zaproponować swojego wkładu do tego co się dzieje wokół, swojej piosenki, swojej poezji, swojej prozy, swoich wrażeń. To jest ta świeżość, to jest to, czego my też starzy wujowie, jak siebie sam nazywam, potrzebujemy.

Trochę powspominaliśmy Panie Prezydencie. Prof. Andrzej Paczkowski ujawnił taki dokument, z którego wynika, że politycznym inspiratorem porwania księdza J. Popiełuszki mógł być były sekretarz KC PZPR Mirosław Milewski.
A Józef Oleksy dzisiaj powiedział, że on pamięta z lat 80-tych takie sugestie, które płynęły z najwyższych kręgów władzy. Pan też pamięta?

Prezydent RP:
Po pierwsze, chcę powiedzieć, bo tu też jest wiele nieporozumień, ja nigdy nie byłem w wysokich kręgach PZPR. Nie prawdą jest, że byłem sekretarzem partii, członkiem Komitetu Centralnego. Ja nie pełniłem nigdy żadnej funkcji w PZPR, natomiast byłem ministrem rządu, a kiedy zdarzyła się ta tragedia i zabójstwo księdza J. Popiełuszki byłem redaktorem naczelnym Sztandaru Młodych. I oczywiście w różnych dyskusjach były różne warianty, czy domyślano się, czy podejrzewano, że ktoś za tym stoi. To o czym mówi notatka przytoczona przez prof. Paczkowskiego, w moim przekonaniu, to jest zapis sposobu myślenia w tamtym momencie tych ludzi, którzy w dyskusji uczestniczyli. Ja bym do tego nie przykładał zbyt wielkiej wagi. Natomiast oczywiście trzeba pytać Milewskiego, tych ludzi, którzy wtedy byli w kierownictwie partii, jak to się odbywało. Bo ta zbrodnia była po prostu niewyobrażalna, nie wiadomo czemu, komu, jak miała służyć. Ona była niewątpliwie ogromnym problemem dla gen. Jaruzelskiego, bo on poczuł się zagrożony, zastanawiał się, czy nie ma jakiejś frakcji w partii, która chce go usunąć, czy osłabić. Więc podejrzewam, że takich różnych analiz, o których notatka Górnickiego, bardzo zresztą światłego i mądrego dziennikarza, który pracował wtedy z gen. Jaruzelskim, mówi, jest takim zapisem stanu ducha, a nie faktów, które mają dzisiaj wagę historyczną. Radzę dużą ostrożność.

OPZZ ogłosiło wczoraj, że nie zamierza brać udziału w zorganizowaniu konferencji ugrupowań lewicy. Pana zdaniem, do wyborów parlamentarnych jest szansa na zjednoczenie lewicy? Pan był takim nieformalnym promotorem tego zjednoczenia.

Prezydent RP:
Ja jestem nieformalnym, ale jestem cały czas promotorem. Moim zdaniem, te rozmowy powinny się toczyć i będę także rozmawiał z szefostwem OPZZ, żeby nie rezygnować z dialogu. To jeszcze nic nie musi oznaczać. Nie jest spotkanie, na którym mają być ustalone listy wyborcze. To jest spotkanie, które ma pokazać, czy lewica w Polsce w roku 2004 znajduje wspólne punkty programowe, wolę współdziałania, odsunięcie wszystkich wzajemnych pretensji, których jest bardzo dużo, czy nie.

Widzi Pan odpowiedzi na te pytania, czy znajduje wolę?

Prezydent RP:
Moim zdaniem znajduję odpowiedź na 2 pierwsze pytania. Jest bardzo wiele punktów stycznych programowo i jest wielki polityczny obowiązek porozumienia się. Natomiast boję się, że dzisiaj wzajemne pretensje są tak silne, że ten dialog jest po prostu jak widać trudny, albo jeszcze niemożliwy. Ale będę nad tym pracował i będziemy na pewno szukać innych form spotkania się, bo jak mówię lepiej rozmawiać, niż nie rozmawiać.

A jeśli nie OPZZ, to co może być platformą takiego porozumienia?

Prezydent RP:
To może być, na przykład, Stowarzyszenie Kuźnica Krakowska, z którym spotkałem się wczoraj. Też proponowałem, żeby z taką inicjatywą wyszli. To są bardzo światli ludzie. Poza tym Kraków, nie Warszawa, więc może też trochę nastroje się ostudzą i trochę wszyscy zaczną być spokojniejsi.

Jeśli Stowarzyszenie to może Ordynacka?

Prezydent RP:
Ordynacka gdyby nie była tak bardzo uwikłana w to wszystko, co się dzieje w tej chwili mogłaby być takim miejscem. Natomiast boję się, że ponieważ ze słowem Ordynacka dzisiaj wiążą się ambicje różnych ludzi, to będzie trudniejsze. Natomiast to jest dobre pytanie. Gdyby nie było tego wyrażanego pędu do polityki to Ordynacka takim właśnie miejscem na spotkanie różnych środowisk lewicowych mogłaby być bardzo udanym, ale boję się, że w tej chwili to bardziej Kuźnica jest predestynowana do takiego spotkania, czy inne środowiska lewicowe, toruńskie, także gdańskie, aniżeli Ordynacka. Ale każdy dialog, w każdym miejscu, bez warunków wstępnych powinien być przez ludzi lewicy podejmowany.

Jakimś wstępnym zalążkiem takiego porozumienia i testem będzie wotum dla M. Belki i jego rządu. On wczoraj powiedział, że na miejscu posłów to by sobie udzielił. Pan też na miejscu posłów by udzielił?

Prezydent RP:
Ja bym na miejscu posłów udzielił. Moim zdaniem, ten rząd jest dobrym rządem. Nie chcę być złym prorokiem, ale czasami mam wrażenie, że to może być jeden z najlepszych rządów także w przyszłości. Niekoniecznie te kolejne muszą być lepsze od rządu Belki. Poza tym ja patrzę na to jeszcze z innej strony. Ci, którzy głosowali za rządem Belki paręnaście tygodni temu, naprawdę nie mają żadnego powodu, żeby dzisiaj powiedzieć - nie, dlatego że programowo, merytorycznie, kadrowo i międzynarodowo ten rząd po prostu sprawdza się. Gdybym był dziś tym, który głosował już raz za rządem Belki nie widziałbym żadnego powodu, żeby zagłosować inaczej. No bo dlaczego?

Polacy wcale nie mówią rządowi Belki - tak.

Prezydent RP:
Polacy wobec każdego rządu są krytyczni i myślę, że tak już będzie. My nie uczestniczymy w decyzjach politycznych, nie chodzimy głosować, nie wybieramy, itd. A później mamy pretensje do wszystkich za to co się dzieje. W moim przekonaniu gdyby zobaczyć to, co można było zrobić w tym czasie, to ten rząd zrobił swoje. Gospodarka się rozwija, bezrobocie jest mniejsze, międzynarodowo mamy pozycję odpowiednią, a kadrowo rząd Belki pokazał, że można sięgnąć po różnych ludzi. Czyli wyszedł z tych opłotków partyjnych, w których tkwiły kolejne 2 rządy. I rząd Buzka i rząd Millera. Myślę, że to jest sukces.

Przed głosowaniem wotum zaufania dla rządu, prawdopodobnie odbędzie się najpierw głosowanie za odwołaniem min. zdrowia M. Balickiego. Ostatnie doniesienia chociażby z oddziału dializ szpitala w Kutnie wskazują, że służba zdrowia jest w tragicznym stanie.

Prezydent RP:
Ja przed chwilą byłem w szpitalu, tu w Akademii Medycznej w Gdańsku i widzę tych lekarzy, widzę ich kwalifikacje, ich oddanie.

Nie mówimy o lekarzach, ich oddaniu, pielęgniarkach, mówimy o pewnym systemie.

Prezydent RP:
Służba zdrowia działa, mogłaby działać lepiej. Na całym świecie wszyscy mają kłopot ze służbą zdrowia, dlaczego? Jeśli Państwo mają chwilę czasu, to chętnie wam to wytłumaczę. Otóż wszystkie rozwinięte społeczeństwa są coraz starsze, ludzie coraz dłużej żyją. W Polsce kobiety żyją już blisko 80 lat, mężczyźni ponad 70. W innych krajach europejskich to jest osiemdziesiąt parę i prawie osiemdziesiąt. Co to znaczy? Nakłady na służbę zdrowia muszą być większe, bo dłużej żyjemy. Druga rzecz. Dzisiaj medycyna to jest ta dziedzina, która osiągnęła największy postęp. Kiedyś, kiedy starsza pani przychodziła do lekarza i bolało ją biodro, on zapisywał jej aspirynę, za 2 złote. W tej chwili ta pani ma słuszny powód żądać sztucznego biodra.

Tylko nie w każdym kraju, przy poddaniu się przetaczania krwi nie podaje się w dializie hormonu.

Prezydent RP:
To są błędy, które muszą być eliminowane. Jest kategoria błędów medycznych, jest kategoria błędów menedżerskich i to musi być eliminowane. Tylko chcę Państwu powiedzieć, że jeżeli ktokolwiek sądzi, że służba zdrowia poprawi się wraz z częstotliwością zmian ministrów zdrowia, to się myli. Tu trzeba zmienić system, zwiększyć ilość pieniędzy. Mamy nową ustawę, mamy Narodowy Fundusz Zdrowia, nowego prezesa Funduszu Zdrowia. Mamy sporo pieniędzy do zagospodarowania w roku 2005 i w moim przekonaniu mamy całkiem dobrego ministra M. Balickiego, który pokazał, że daje sobie radę, a przynajmniej umie rozmawiać ze środowiskiem i powinien zostać. Poza wszelką dyskusją. Ja uważam, że gdyby dzisiaj ktoś z lewej strony i to mówię jasno, głosował przeciwko M. Balickiemu to jest to nieodpowiedzialne awanturnictwo .

A inny minister w tym rządzie, min. Obrony Narodowej J. Szmajdziński kreuje się na nowego poważnego kandydata na Prezydenta poprzez swoje wypowiedzi szczególnie?

Prezydent RP:
Nie, absolutnie. Znam J. Szmajdzińskiego lata i chcę powiedzieć, że w ogóle nie wchodzi w grę to, że dla własnej kariery formułowałby tego rodzaju sądy. On mówił o problemie, o którym dyskutujemy. Jeżeli chcecie Państwo wiedzieć, to rozmawiamy na ten temat, i Szmajdziński, i Cimoszewicz, i Belka, i ja. Ja rozmawiam na ten temat z Bushem i z Chirakiem, ze Schroederem, z Ukraińcami, z Bułgarami. Cały czas rozmawiamy.

Ale on podaje datę, a Pan nie.

Prezydent RP:
Nie podaję. Tu właśnie on przedstawił swój pogląd, który prawdopodobnie gdyby nie przedstawił tak zdecydowanie byłoby lepiej, dlatego, że my nie wiemy, kiedy się wycofamy, kiedy będą wszelkie warunki spełnione, żeby wycofać się z Iraku. Powiedzenie, że to jest koniec 2005 roku jest za ryzykownym stwierdzeniem. Może to będzie wcześniej, może będzie później. Natomiast my chcemy się wycofać z Iraku i my na pewno się wycofamy kiedy zadania zostaną spełnione. I tylko w tym sensie można mieć pretensje do Szmajdzińskiego, ale na pewno nie wolno go oskarżać o to, że on robi jakąś własną karierę. To jest nadzwyczaj odpowiedzialny człowiek. Z ludzi, z którymi ja miałem okazję współpracować jego zaliczam do grupy najbardziej odpowiedzialnych.

A jak Pan ocenia pomysł SLD na to, żeby Sejm też uczestniczył w podejmowaniu decyzji?

Prezydent RP:
Źle oceniam. Dlatego, że konstytucja w tej sprawie jasno stanowi jak to powinno być czynione. Moim zdaniem sprawy wojska i użycia wojsk wymagają tempa, czasami dyskrecji, czasami wręcz tajemnicy. Sytuacja, w której decyzje proponuje rząd podejmuje ją prezydent i informujemy marszałków Sejmu i Senatu, to jest najlepsza formuła, która powinna być utrzymana. Bo jeżeli my będziemy dyskutować w Sejmie w otwartej debacie wysyłanie wojsk, no to prawdopodobnie często mogą przyjechać na spaloną ziemię, albo w ogóle nie mieć żadnej użyteczności.

Być może tak jak w przypadku obecnie w Iraku. Już w tej chwili polscy żołnierze by wracali, gdyby decyzje o wysłaniu wojska podejmował Sejm ? Po co to robi SLD? To jest wotum nieufności wobec pańskiej polityki?

Prezydent RP:
Nie, ja myślę, że to jest przekonanie, w ogóle takie rozszerzające się w Sejmie niesłuszne, że Sejm powinien mieć jeszcze więcej uprawnień w różnych kwestiach. Już słyszymy, że decyzje prywatyzacyjne powinny być przywołane przez Sejm, decyzje dot. wysyłania wojsk przyjmowane przez Sejm i inne decyzje w sprawach polityki zagranicznej, chociażby uchwała dot. spraw polsko-niemieckich. Sejm ma opisane swoje właściwe miejsce i to jest ciało ustawodawcze. My od Sejmu mamy prawo oczekiwać ustaw. Dzisiaj mówił prof. Ziejka w Politechnice, mówił pan rektor Rachoń. Potrzebujemy nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Dlaczego Sejm nie zajmuje się ustawą o szkolnictwie wyższym, którą Prezydent złożył wiele miesięcy temu?

Być może dlatego, że w okresie przedwyborczym, a trwa nieformalna kampania wyborcza, nie jest to temat zbyt nośny?

Prezydent RP:
Ja nie przyjmuję tej filozofii. Jeżeli będziemy myśleli wyłącznie w kategoriach kampanii wyborczej to źle, a dwa, nawet dla kampanii wyborczej przyjęcie ustawy o szkolnictwie wyższym nie jest żadną przeszkodą. Przecież to pomaga, to jest głos tych polityków, którzy będą nad nią dyskutowali do środowisk akademickich. Jeżeli dalej będą trwały opóźnienia w pracy Sejmu, ja będę wnioskował o powołanie komisji śledczej do zbadania dlaczego Sejm tak długo nad tą ustawą ślamazarzy się.

To było z uśmiechem.

Prezydent RP:
Tak, to było złośliwe z mojej strony. Tak jest.

Panie Prezydencie, ostatnio Lech Wałęsa był w Stanach Zjednoczonych, gdzie próbował lobbować na rzecz zniesienia wiz. Chciałam Pana zapytać, jaką Pan w ogóle widzi rolę Lecha Wałęsy. Co Pan myśli na temat tego, co on robi w USA ostatnio?

Prezydent RP:
Odchodząc, że tak powiem, od uczuć wzajemnych, które pan Lech Wałęsa wielokrotnie wobec mnie wyrażał, to w moim przekonaniu taki lobbing polski prowadzony przez byłego prezydenta, noblistę, osobę znaną jest bardzo ważny, jest potrzebny. Zdecydowanie jestem za tym, żeby byli prezydenci, teraz już myślę nie tylko o Lechu Wałęsie, ale także i o sobie za czas jakiś, właśnie byli używani w takich działaniach. Oczywiście Lech Wałęsa nie mógł przyjechać ze zniesieniem wiz, tak jak ja nie mogłem przyjechać ze zniesieniem wiz, ani premier i następny prezydent. To jest zbyt skomplikowany proces, uzależniony od decyzji Kongresu amerykańskiego, bardzo wielu danych, ale w związku z tym prasowe oczekiwania - Lechu pojedzie i przywiezie wizy - to było oczywiście naigrywanie się, myślę też z samego prezydenta Wałęsy, na co sobie nie zasłużył. Natomiast ważne, że on w takim lobbingu bierze udział i sądzę, że byłoby to istotne, aby właśnie takie postaci wykorzystywać dla przedstawiania w sposób jasny i czytelny, ale też mniej ograniczony protokołem dyplomatycznym.

Wspomniał Pan o sobie, czy ma Pan swoją wizję co za rok?

Prezydent RP:
Za półtora roku. Słuchajcie, kończę swoją kadencję do końca grudnia 2005 i chcę Państwu powiedzieć, że dziś nie myślę o przyszłości, bo im bardziej będę myślał co będę robił później, tym mniej będę czasu miał na to, co dzieje się w tej chwili. Więc nie mam żadnego planu ,od razu mówię. Sądzę, że trzeba będzie przez czas jakiś odpocząć od tej polskiej polityki, żeby nabrać właściwego dystansu. Ale też nie przejmuję się tą przyszłością, jestem przekonany, że dam sobie radę. Wracając do wiz i wizyty prezydenta Wałęsy zachęcam, żeby właśnie w ten sposób wykorzystywać osobę i autorytet mojego poprzednika. Sam zaproponowałem mu wyjazd na uroczystości pogrzebowe Ronalda Reagana. Po pierwsze on go znał, on się z nim widywał i tak dalej. Poza tym to też pokazuje, że Polska jest krajem, gdzie istnieje ciągłość polityczna, istnieje ciągłość demokratyczna i że to nie jest tak, iż zmienia się prezydent, czy premier i łubudu siekierą tniemy ten jeden etap, otwieramy nowy.

Zmienił się prezydent w 2000 r., a Wałęsa pojechał w 2004 r.

Prezydent RP:
O czym pani w tej chwili mówi?

Że długo nie było takiego zapotrzebowania na Wałęsę w tym kraju.

Prezydent RP:
Może po pierwsze Lech Wałęsa nam nie ułatwiał tego dialogu, mówiąc szczerze. Po drugie, jeżeli mówimy o wyjeździe na pogrzeb Reagana, to też powiem trochę przewrotnie, że Reagan żył, w związku z tym nie było też takiej okazji. Ale już poważnie chcę powiedzieć, że ja bardzo chciałbym, żeby w Polsce politycy zaczęli się bardziej szanować nawzajem, niezależnie od różnych poglądów. Byłem dziś ujęty, mówię szczerze, wypowiedzią Leona Kieresa, szefa IPN, który odbierając doktorat honoris causa Politechniki Gdańskiej powiedział, że on dziękuje różnym osobom i chce podziękować również mnie, za to, że mimo, że jesteśmy z różnych biegunów politycznych, jak wiadomo, był działaczem Solidarności, to z mojej strony znajdował zrozumienie i wsparcie, zachętę, a nawet pewną namowę do odwagi w podejmowanych działaniach. A mówił o sprawach trudnych, mówił o Jedwabnem, o Wołyniu i o innych kwestiach, którymi on osobiście jako szef Instytutu się zajmuje. Więc okazuje się, że można mówić o innych politykach z szacunkiem, a jestem przekonany, że im bardziej będziemy potrafili tak właśnie reagować, tym bardziej będzie rosło zaufanie do polityki w Polsce.

Panie Prezydencie, swego czasu apelował Pan o oddzielenie polityki od biznesu, postawienie takiej bariery między tymi strefami. Tymczasem tygodnik Wprost wczoraj napisał, że w kwietniu 2002 roku spotkał się pan w Wiśle z właścicielem pensjonatu „Admirał” Bogusławem L., który od 2003 r. siedzi w areszcie w związku z aferą paliwową.

Prezydent RP:
A spotkałem się w którym roku ?

W 2002 roku, ale wówczas pod jego adresem podobno było prowadzone postępowanie. To był błąd?

Prezydent RP:
Nie, to nie był żaden błąd. Proszę państwa, w tym hotelu byłem 12 minut. Skorzystałem z toalety, zadzwoniłem do Warszawy i wyszedłem.

I sfotografowałem się z właścicielem.

Prezydent RP:
Sfotografowałem, bo zazwyczaj kiedy prezydent przychodzi, to się fotografują. Dzisiaj też w waszym radiu zrobiłem już zdjęć kilkadziesiąt nikogo nie lustrując. Proszę państwa, nie wiem co wy macie na sumieniu. Pamiętajcie prezydent jest osobą publiczną, po pierwsze. Po drugie, ja jako człowiek mam zakodowane zaufanie do drugiego człowieka. Ja im wierzę na przykład, że ktoś kto przychodzi się ze mną sfotografować to nie dlatego, żeby później tym zdjęciem kogoś szantażować, czy wykorzystywać, czy usprawiedliwiać się, dlatego że po prostu chce mieć zdjęcie z prezydentem. A jako prezydent nie mogę odmówić. W moim przekonaniu jestem osobą najczęściej fotografowaną w Polsce, na równi z niedźwiedziem w Zakopanym, albo nawet już go przegoniłem. 12 minut byłem w tym hotelu, w ogóle tego człowieka, czy tych ludzi, których na zdjęciu widziałem, ani nie znam, ani nie kojarzę. Jest to typowa manipulacja dziennikarska. Przykra, bo tak nie można robić. Nie można pokazywać, że prezydent jest z kimś sfotografowany i z tego coś wynika. Nic nie wynika.

Tym bardziej, że sugeruje się, że to było w związku z fundacją Pańskiej żony.

Prezydent RP:
A skąd. Sprawdzimy to, ale moim zdaniem, ani ja, ani ten hotel, ani ten człowiek w ogóle nie mają z tym nic wspólnego. Myśmy dostali dziesiątki pytań dotyczących tych słynnych firm paliwowych. Żadna z nich nie wspierała fundacji Kwaśniewskiej, to też warto, żeby ktoś wreszcie powiedział.

Władze Warszawy zorganizowały na dość dużą skalę obchody 60 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Otóż w przyszłym roku mamy tutaj 25 rocznicę, chyba ważniejszych dla historii współczesnej wydarzeń w Polsce.

Prezydent RP:
Nie licytujmy się

Czyli Sierpień 80. Jak powinny wyglądać te wydarzenia? To powinno być święto narodowe? Czy Prezydent zamierza objąć jakiś patronat nad tymi wydarzeniami?

Prezydent RP:
To na pewno powinno być święto. Czy narodowe, nie sądzę. Wydaje mi się, że tych świąt narodowych mamy wystarczająco dużo. Natomiast niewątpliwie Polska ma istotny powód, żeby wykorzystać 25 lat powstania Solidarności dla przypomnienia o Solidarności, o Gdańsku, o zmianach, o tym, że u nas się zaczęła droga do obalenia komunizmu, zniszczenia muru berlińskiego itd. Jestem w kontakcie zarówno z wojewodą pomorskim, jak i z panem prezydentem Adamowiczem, żeby znaleźć tutaj rozwiązanie, ponieważ problem nie jest po mojej stronie. Ja chętnie pomogę.

A po czyjej?

Prezydent RP:
Po stronie, jakby powiedzieć, organizatorów, czyli Solidarności, ponieważ to oni muszą sformułować jakby zasady współdziałania. Ja chcę powiedzieć, jestem absolutnie niezainteresowany, żeby przejmować te uroczystości, żeby na nie nadmiernie wpływać. Chodzi mi o to, żebyśmy znaleźli takie rozwiązania, które będą dobrze służyły historii Solidarności, Polsce, Gdańskowi. Moim zdaniem to można zrobić.

Wspólnie zastanawialiśmy się, gdy czytaliśmy jak zapraszał Pan prezydenta Francji na obchody w styczniu 60 rocznicy wyzwolenia obozu w Oświęcimiu. Czy nie można by podobnego gestu jak zjazd petersburski urządzić w Gdańsku z okazji 25 rocznicy powstania Solidarności?

Prezydent RP:
Do tego wymaga współdziałania.

A nie ma współdziałania?

Prezydent RP:
Nie ma. Na razie na początku jesteśmy. Zdaję sobie sprawę z takich psychologicznych komplikacji, które są po stronie Solidarności, no bo jak tu współpracować z Kwaśniewskim. Ale myślę, że trzeba oddalić tego rodzaju wątpliwości i uczynić z tego naprawdę wielkie wydarzenie. Będziemy mieli co najmniej dwukrotnie możliwość zapraszania na te uroczystości, bo będą wielkie uroczystości 60 rocznicy oswobodzenia Oświęcimia i tam przyjedzie bardzo wiele głów państw, a później w połowie maja mamy Radę Europy na poziomie szefów państw. Tam też będziemy mieli kilkudziesięciu prezydentów, premierów, z którymi będzie można rozmawiać o ich ewentualnym udziale tutaj w Gdańsku. Solidarności należy się ta uroczystość. Jak mówię, ktokolwiek sądzi, że władza państwowa dzisiaj może tę uroczystość przejąć, zawłaszczyć, myli się. Ja jestem absolutnie za tym, żeby to było również wielkie święto tych, którzy wtedy tę Solidarność tworzyli, walczyli o nią, żeby oni mieli też to swoje spotkanie, dumy, choć wiem jak potoczyły się drogi różnych liderów Solidarności. Ale znajdziemy, ja jestem przekonany, że jakieś dobre rozwiązanie znajdziemy. Trzeba trochę dobrej woli i niezłego pomysłu. Ja taki w głowie mam, ale nie mogę Państwu za wcześnie go ogłosić.

Panie Prezydencie, podobno zadeklarował pan poprowadzenie nocnej audycji w naszym radiu, w przyszłym roku z okazji 60 rocznicy.

Prezydent RP:
Z przyjemnością, tym bardziej, że mówiono mi, że dysponujecie jakimś niesamowicie wybitnym sprzętem, jakiego w Europie nie ma.

A jaka to będzie muzyka, rozmowy, czy muzyka?

Prezydent RP:
Nie, to będzie muzyka, która będzie spokojna. Ja w ogóle wasze radio słucham będąc na wybrzeżu i co mi się podoba w Radio Gdańsk, to, jak ja to nazywam, to jest radio, które stara się człowieka nie denerwować. To jest bardzo cenna rzecz.

Dziękujemy bardzo za rozmowę i za wizytę.

Prezydent RP:
Dziękuję, do usłyszenia.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.