przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Dzień dobry, panie prezydencie

Prezydent RP: Dzień dobry panu, witam państwa.

Jak rozumiem, igrzyska olimpijskie igrzyskami, emocje sportowe emocjami sportowymi, ale w takim towarzystwie, jakie się pojawi dzisiaj w Atenach, to pewnie będzie okazja, by o czymś porozmawiać. Począwszy od George’a Busha, chociaż to ojciec, ale najbliższa rodzina, przez prezydenta Putina, Jacquesa Chiraka, kanclerza Schroedera, Tony’ego Blaira i tak dalej.

Prezydent RP:Myślę, że tam będzie co najmniej kilkadziesiąt ważnych osób, znaczy głów koronowanych, szefów państw, ale skupimy się na inauguracji, na otwarciu igrzysk. Nie wiem, jak będziemy siedzieć na tym starym, antycznym stadionie, jak będzie można i z kim spotkać się. Przede wszystkim będzie olimpiada, rozmowy będą przy okazji.

A to ma znaczenie taki układ siedzeń, tak jak w sowieckim politbiurze, kto koło kogo stał na trybunie honorowej?

Prezydent RP:Nie, to na szczęście zostało według protokołu już dawno rozstrzygnięte, więc zawsze najlepsze miejsce mają głowy koronowane, później prezydenci według stażu. Tak się składa, że mój staż należy już do jednego z najdłuższych, więc prawdopodobnie będę gdzieś w okolicy prezydenta Chiraka, bo jesteśmy w tej chwili...

O, to będzie o czym porozmawiać z prezydentem Chirakiem.

Prezydent RP:Oczywiście, będzie i będzie na pewno to bardzo interesujące.

Jakie miałby pan pytania do prezydenta Francji ewentualnie?

Prezydent RP:Będziemy rozmawiać o Europie, o tym, co ma się wydarzyć, na pewno będą sprawy Trójkąta Weimarskiego, bo ma się wkrótce odbyć, także tematów nie zabraknie.

Nie Irak?

Prezydent RP:Irak tak, choć tutaj, jak sądzę, stanowiska nie zmieniły się od czasu naszych ostatnich dyskusji.

Ale mamy zmniejszać kontyngent, co już było wcześniej zapowiedziane przez premiera Belkę, ale na razie — jak zapowiada szef Sztabu Generalnego — we wrześniu ma być opracowany projekt, plan, jak to może wyglądać w przyszłości.

Prezydent RP:No tak, dlatego że my jesteśmy uczestnikami koalicji i takie działania nie mogą być jednostronne, bo one powodują wtedy wiele zamieszania. Nasze stanowisko jest jasne — chcemy od początku roku 2005 istotnie zmniejszyć ilość osób, ilość żołnierzy, która byłaby w Iraku. Chcemy mieć możliwość odwodu w Polsce, ale w tej chwili na szczeblu dowódczym, wojskowym, logistycznym trwają rozmowy wszystkich partnerów, jak to ma wyglądać w przyszłości. I bardzo ważne jest stanowisko irackie. Oczekujemy, że istotną ofertę wobec sił koalicyjnych złożą władze Iraku, ponieważ to one powinny zadecydować, w jakim stopniu są gotowe włączyć siły bezpieczeństwa te przygotowane już oddziały wcześniej do pełnej odpowiedzialności. Więc to wszystko się rozstrzygnie w ciągu najbliższych kilku tygodni.

A jakie znaczenie dla rozwoju sytuacji w Iraku ma to, co w tej chwili dzieje się w Nadżafie, w Al Kut, ten bunt szyitów? Czy ktoś w ogóle tam panuje nad całością?

Prezydent RP:Trudno z tej odległości ocenić. Wydaje się, takie mam informacje od naszych dowódców, że, oczywiście, atmosfera jest napięta, walki trwają, ale nie ma to charakteru ogólnoszyickiego powstania czy rebelii, która miałaby taki wymiar. Natomiast, oczywiście, trzeba pamiętać, że Irak jest cały czas miejscem, gdzie toczy się wielka batalia o przyszłość tego kraju. Szyici mają inną koncepcję Iraku, sunnici inną, Kurdowie też inną, a nowe władze irackie są jakby takim miejscem poszukiwania kompromisu, a jednocześnie zapewnienia zgody, żeby nie dochodziło do tego rodzaju powstańczych wybuchów. Czy to się uda, zobaczymy. To jest na pewno przede wszystkim dla samych Irakijczyków i dla władz Iraku bardzo trudny moment, dlatego że ścierają się dwie koncepcje — koncepcja Iraku, który jest państwem zintegrowanym, różniącym się etnicznie, różniącym się religijnie, ale zintegrowanym, z koncepcją jednak podzielenia Iraku na różne państwa, państewka.

A tymczasem — choćby ze względu na to, co dzieje się w tych dniach w Iraku — polska opinia publiczna jest w coraz większym stopniu niechętna obecności naszych wojsk w tym kraju i coś z tym trzeba zrobić. Zapewnienia, że kontyngent będzie zmniejszony nie równają się wycofaniu całkowitemu.

Prezydent RP:No tak, tylko trzeba pamiętać, że wycofanie się całkowite i pozostawienie Iraku w ogniu walki to nie zwiększy polskiego bezpieczeństwa. To może się okazać decyzja, która przyniesie w przyszłości dużo gorsze skutki aniżeli utrzymywanie tam ograniczonego kontyngentu i jednak konsekwentna praca na rzecz ustabilizowania Iraku. Pamiętajmy, że gdyby Irak stanął w ogniu wojny, gdyby okazało się, że jest on rozrywany przez różne grupy, że włączają się do tego sąsiedzi, którzy też mają swoje różne interesy (mówię o sąsiadach Iraku), to może się okazać, że ten współczesny świat jest dużo bardziej zagrożony i wtedy będziemy wysyłać nie takie kontyngenty wojska, tylko dużo większe, i będziemy dużo bardziej niepokoić się o własne bezpieczeństwo.

Więc tutaj jest po prostu taki rachunek — czy chcemy spowodować, że jest więcej bezpieczeństwa w świecie, a to oznacza nasz współudział w operacji irackiej, czy chcemy, żeby ktoś inny to załatwił, to wtedy powiedzmy, kto, na przykład nie miejmy pretensji do tych, którzy będą tam obecni, albo zostawiamy to własnemu losowi z bardzo groźnymi skutkami, ze skutkami, które mogą przynieść naprawdę potężne zawirowania i w sensie bezpieczeństwa, ale także gospodarcze. Pamiętajmy, że to jest region, który stoi na ropie i te ceny już są wystarczająco wysokie. Więc gdyby tam doszło do głębszych niepokojów, może się okazać, że to destruuje gospodarkę i polską, i światową, przede wszystkim światową, a w tym polską.

No tak, ale pan, panie prezydencie, mówi o czymś, co można by rozpatrywać na poziomie makro. A na poziomie mikro, czyli co my z tego mamy, że my tam jesteśmy?

Prezydent RP:Więcej bezpieczeństwa, to jest, oczywiście, też makro...

No tak, ale to jest poziom makro.

Prezydent RP:No tak, ale bardzo ważny.

A gdzie te obiecane ewentualne możliwości i korzyści finansowe, gospodarcze z faktu, że pojechaliśmy do Iraku?

Prezydent RP:Na pewno nie tracimy na tym, że nasi żołnierze, jakby to nie brzmiało, uczestniczą w takiej operacji, bo wracają już naprawdę inni, to jest zupełnie inne wojsko, dużo bardziej doświadczone, przygotowane, więc to jest taki bezpośredni skutek. Gdy chodzi o możliwe kontrakty, udział w rekonstrukcji Iraku myślę, że musimy zaczekać, dopóki tam się to nie ustabilizuje. Proszę mi pokazać dzisiaj poważnych biznesmenów, którzy będą chcieli — mając takie informacje z Iraku — tam krążyć i działać, choć ja namawiam do aktywności, bo kto dziś jest tam nieobecny, będzie miał kłopoty z obecnością w przyszłości. Natomiast to wszystko będzie, to wszystko będzie, tylko pamiętajmy, że to jest proces, to trochę musi potrwać.

Czyli zaleca Pan cierpliwość w tym przypadku.

Prezydent RP:Zalecam cierpliwość i zalecam również spojrzenie, jak długo trwają konflikty w tym rejonie świata. Jeżeli spojrzymy na sytuację na Bliskim Wschodzie między Izraelem i Palestyną...

No to musimy być bardzo cierpliwi.

Prezydent RP:To musimy być bardzo cierpliwi. I przypominam również, o czym Polacy często już nie pamiętają, że nasi żołnierze na przykład na Wzgórzach Golan są już też trzydzieści lat tam, trzydzieści, pod sztandarami Narodów Zjednoczonych jesteśmy od 74 roku w wojskach pokojowych na Wzgórzach Golan. Ja nie mówię to po to, żeby mówić, iż w Iraku będziemy tak długo, wierzę, że na pewno nie, ale że długotrwałość konfliktu w tym rejonie świata jest właśnie taka.

No to może korzyści poszukajmy gdzie indziej, na przykład w kontaktach polsko-amerykańskich. Co my z tego mamy?

Prezydent RP:Myślę, że politycznie mamy bardzo dużo, ponieważ jesteśmy dzisiaj jednym z poważniejszych partnerów wielkiego mocarstwa, jakim są Stany Zjednoczone.

Tylko w Europie na nas z tego powodu krzywo patrzą jeszcze.

Prezydent RP:No, ale często krzywo patrzą trochę też i ze względu na zazdrość i ze względu na to, że woleliby sami być tak blisko w tych działaniach. Natomiast my nie powinniśmy z tego powodu popadać w jakiś przesadny dobry stan, dlatego że jesteśmy krajem średnim, o gospodarce rozwijającej się, z wieloma własnymi wewnętrznymi kłopotami. Natomiast niewątpliwie nasza pozycja międzynarodowa dzisiaj jest ponad ten stan, którym dysponujemy we własnym kraju. Jeśli chodzi o sprawy gospodarcze, myślę, że to będzie coraz bardziej widoczne, jest widoczna obecność amerykańska chociażby w postaci inwestycji bezpośrednich. Będą teraz te inwestycje związane z offsetem, to też będzie widoczne. Jeśli chodzi o sprawy współpracy wojskowej, będą samoloty, są inne formy udane współdziałania, także nawet finansowania przez Stany Zjednoczone niektórych polskich projektów z funduszy budżetu Stanów Zjednoczonych.

Natomiast jeżeli Pan wraca do kwestii wiz, bo to jest najbardziej czułe i to dotyczy setek tysięcy ludzi, którzy chcą jechać, to musimy nastawić się na długi marsz, to znaczy trzeba...

Czyli trzeba być cierpliwym.

Prezydent RP:We wszystkim trzeba być cierpliwym, a w sprawach, które są tak skomplikowane, szczególnie. I dziwią mnie takie właśnie pohukiwania, które słyszę z niektórych ust, że zaraz, że już. Polski nikt nie wyłączy z ogólnych zasad, które obowiązują w Stanach Zjednoczonych, a my, żeby te zasady przyjąć i te standardy przyjąć, mamy jeszcze naprawdę dużo do zrobienia. Gdybyśmy mieli ilość odmów poniżej 3%, jesteśmy natychmiast na liście uprzywilejowanej i to też tylko w okresie przejściowym, bo Amerykanie zaostrzają przepisy wizowe, także wobec tych krajów, które w tej chwili wiz nie mają. Chodzi chociażby o te dane biometryczne, czyli ten słynny odcisk palca. Więc rozmowy trwają. Nieprawdą jest, że rząd, że prezydent nic w tej sprawie nie robi. Ja rozmawiam na ten temat, rozmawia Ministerstwo Spraw Zagranicznych, pracują specjaliści, ostatnia wizyta premiera Belki była temu poświęcona. Natomiast tu nie może się nic zdarzyć na zasadzie gestu, bo dlaczego gest wobec Polski, a na przykład nie innych również sojuszników z koalicji irackiej, na przykład Ukrainy, która ma 50 milionów ludzi i wiele wewnętrznych kłopotów. To jest bardzo skomplikowane.

Czyli więcej osiągnąć profesor Marek Belka podczas ostatniej wizyty w Waszyngtonie ponad to, co osiągnął, tak?

Prezydent RP:Tak uważam, że więcej w tym momencie nie można, natomiast jest potrzeba cały czas rozmowy, nacisku. Ten nacisk może być, oczywiście, w jakimś sensie skuteczniejszy wobec wyborów amerykańskich, bo to jest zawsze taki czas, kiedy kandydaci są gotowi składać daleko idące oferty, więc myślę, że tu można ich naciskać...

A, to tendencja ogólnoświatowa przed wyborami.

Prezydent RP:Tak jest, ale jakby ze źródłem w Stanach Zjednoczonych. Ważna rola w związku z tym polskich środowisk, Polonii, które powinny naciskać. A cóż, z naszej strony będziemy cały czas prowadzić bardzo konkretne rozmowy, żeby krok po kroku te przepisy zmieniać i uzyskanie wizy ułatwiać, choćby poprzez to wcześniejsze badanie czy wcześniejsze opinie już tutaj, na lotnisku w Warszawie.

A na ile, Pana zdaniem, jest możliwa instalacja antyrakietowa amerykańska w Polsce? Bo się o tym mówi — Polska, Czechy, może Węgry.

Prezydent RP:Zobaczymy, myślę, że tu trzeba...

To takie ustawianie się na strzał jakby.

Prezydent RP:I tak, i nie. Z drugiej strony ta instalacja powoduje, oczywiście, że stajemy się bardzo ważnym partnerem...

Ale czy bezpieczniejszym przez to?

Prezydent RP:Sama instalacja mówi, że to mamy u siebie, więc ma to dać nam bezpieczeństwo. Natomiast jak pyta mnie pan, czy to zwiększałoby groźbę ataków terrorystycznych — teoretycznie tak, ale praktycznie to i tak wymagałoby ochrony bardzo poważnej. Więc nie sądzę, że tu należy jakieś obawy wysuwać. Natomiast jaka decyzja będzie podjęta, zobaczymy. To bardzo jest kwestia techniczna, to musi być...

Ale czy też delikatna politycznie?

Prezydent RP:Politycznie delikatna ze względu przede wszystkim na naszego dużego wschodniego sąsiada (mówię o Rosji), który z wielkim niepokojem patrzy na jakiekolwiek przesuwanie się instytucji, nazwijmy to, wojsk amerykańskich tutaj, bliżej granicy z Federacją Rosyjską. Ale rzecz jest dyplomatycznie delikatna, politycznie niełatwa, natomiast pierwszeństwo oddałbym dzisiaj ekspertom, żeby stwierdzili, gdzie tego rodzaju instalacje mogą zadziałać jak najbardziej skutecznie, bo przecież o to chodzi. One mają nas chronić przed ewentualnym atakiem rakietowym, więc jak będą w Czechach, to też będą Polskę chronić. Jak będą w Polsce, będziemy także chronić teren Europy Środkowej i Wschodniej. Więc myślę, że tu trzeba posłuchać ekspertów.

Tak się składa, Panie prezydencie, że ta waszyngtońska podróż premiera Belki zbiegła się mniej więcej ze 100 dniami kierowania rządem przez profesora. To Pański rząd. Jaką Pan wystawi notę za tych sto dni?

Prezydent RP:Mój rząd to jest taki skrót myślowy. To jest rząd, którym kieruje profesor Belka, składający się...

Którym to profesorem Belką kieruje prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Prezydent RP:Nie, to jest całkowicie nieuzasadnione stwierdzenie. Profesor Belka jest człowiekiem samodzielnym i dysponującym niezbędnym doświadczeniem. Natomiast to, że współpracujemy to jest prawda, ale informuję, że również współpracowałem z poprzednimi rządami — i premierem Millerem, i premierem Buzkiem, i wcześniej premierem Cimoszewiczem. Więc to nie jest jakaś sytuacja nowa. Może tutaj częściej konsultujemy się i odbywa się to w innej atmosferze niż poprzednio zapewne, ale podkreślam — to jest rząd, którym profesor kieruje i oceniam, że te sto dni było bardzo trudne ze względu na okoliczności parlamentarne, ze względu na brak jednolitego zaplecza w Sejmie, ale jednocześnie skuteczne jeśli chodzi o sprawy, które należało załatwiać, czyli zamknięcie, dobre zamknięcie w moim przekonaniu negocjacji w sprawie Traktatu Konstytucyjnego, przyjęcie ustawy zdrowotnej, która już jest w finale, na pewno nie idealnej, ale jednak która pozwala nam wykonać to zalecenie, które przedstawił Trybunał Konstytucyjny. Sądzę również, że w sprawach gospodarczych rzeczy idą naprzód i nie ma tutaj powodów do niepokoju poza tym, co płynie z zewnątrz, jak chociażby wzrost cen ropy naftowej, ale na to profesor Belka nie ma wpływu.

Jest samodzielny, prowadzi własną politykę, ale mówiąc szczerze, zdaniem zwłaszcza polityków Sojuszu Lewicy Demokratycznej, to zraża sobie zaplecze polityczne, parlamentarne. Jak to powiedział Krzysztof Martens — SLD puchnie od uderzania ręką w policzek. Prawdopodobnie w najbliższym czasie dostanie w drugi, żeby spuchł równo.

Prezydent RP:Ale nie, nie, ja rozumiem, że Krzysztof Martens w tej chwili odgrywa rolę takiego recenzenta działań...

A bardzo się myli?

Prezydent RP:Oczywiście, że się myli, dlatego że polityka kadrowa profesora Belki nie ma na celu obrażanie czy konfliktowanie Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Ta polityka ma na celu dobranie tych ludzi, którzy są dobrzy, którzy mają kompetencje i mogą wykonać zadania. To, że nie zawsze tych ludzi można znaleźć po stronie centrolewicy jest, niestety, prawdą choćby z tego względu, że wiele z tych osób zużyło się albo nie sprawdziło się w okresie ostatnich kilku lat. Też trzeba tę prawdę sobie powiedzieć jasno w oczy. Stąd poszukiwania różnych ludzi. Ale to jest tak jak drużyny piłkarskie — trzeba szukać dobrych zawodników, niekoniecznie patrząc, czy są z klubu wojskowego, czy gwardyjskiego, czy z Górnika. Po prostu to muszą być dobrzy zawodnicy.

Kadra narodowa ma łączyć, tak?

Prezydent RP:Kadra narodowa jest właśnie reprezentacją Polski i w związku z tym ona powinna podlegać innym kryteriom aniżeli tylko partyjne. Ja ich nie odrzucam w całości, ale uważam, że jeżeli można znaleźć kandydata, który wypełnia te wymogi, a jednocześnie jest z innej grupy, to też można z niego skorzystać, nie ma w tym nic złego i na pewno nie jest to wymierzone przeciwko Sojuszowi Lewicy Demokratycznej. Im szybciej tego rodzaju polityka zostanie zaakceptowana w Polsce, tym lepiej także na przyszłość, bo to stworzy standardy zachowań, okaże się, że można mieć dobrych ludzi, a niekoniecznie tylko swoich.

Ale czy to, co robi premier Belka, to jest odpartyjnienie? Nazwałby Pan to odpartyjnieniem, czy raczej poszerzeniem spektrum? Niech będzie takie słowo.

Prezydent RP:To jest odpartyjnienie, to jest na pewno ucieczka od tych obsad, które zostały stworzone jeszcze wcześniej przez rząd Jerzego Buzka, później przez rząd Leszka Millera, że niejako zwycięzcy wyborów mają tytuł, prawo i właściwie obowiązek obejmowania tych wszystkich urzędów.

No bo takie jest prawo zwycięzcy, tak działa demokracja parlamentarna.

Prezydent RP:Tylko ci, którzy dłużej praktykują demokrację wiedzą, że są dziedziny, w których nie wystarczy sięgać po zwycięzców, czasami trzeba też sięgać po ludzi, którzy się na tym znają. I tę myśl dedykuję nie tylko rządowi, ale także na przykład kierownictwu telewizji publicznej, radia i tak dalej, i tak dalej.

Temu czy poprzedniemu kierownictwu?

Prezydent RP:I temu, i poprzedniemu, i każdemu. Po prostu trzeba szukać ludzi, którzy będą dobrzy, a niekoniecznie wyłącznie swoi.

A jak będzie w październiku, jak Pan sądzi, Panie prezydencie, przy okazji ponownego głosowania nad wotum zaufania dla rządu Marka Belki?

Prezydent RP:Zobaczymy. Ja myślę, że byłoby dobrze, gdyby ta dyskusja jednak miała charakter bardziej merytoryczny. Natomiast gdyby się okazało, że to jest tylko kalkulacja znowu, kiedy mają być wybory, to po pierwsze nie wygląda to już tak dramatycznie, dlatego że wybory od października, 45 dni, to są wybory w terminie, który można uznać za do zaakceptowania. Natomiast zobaczymy, jakie sprawy będą jeszcze istotne do załatwienia, które być może pozwolą na przedłużenie mandatu profesorowi Belce. Ja będę do tego namawiał, bo w moim przekonaniu powinniśmy wejść do wyborów w 2005, mając wiele rzeczy załatwionych, a jednocześnie mając też precyzyjny scenariusz, nie taki wynikający z głosowania nad wotum zaufania, tylko uzgodniony przez główne siły polityczne.

No tak, ale Sojusz liczył na to, że popierając rząd Marka Belki i Marka Belkę w ogóle jako premiera, spowoduje, że wyjdzie z dołka. A tymczasem sondaż robiony przez Rzeczpospolitą pokazuje, że Sojusz wciąż prawie na końcu w sondażach wśród opinii publicznej, pięćdziesiąt kilka mandatów może ewentualnie mieć w Sejmie. To zresztą sondaż przygotowywany przy okazji wyborów tych sierpniowych, które mogłyby być, ale ich nie było. Okazuje się, że nie jest to dobra recepta — Marek Belka — na poprawienie stanu zdrowia Sojuszu.

Prezydent RP:Zastanawiam się, co by było, gdyby było inaczej, to znaczy tego rządu nie było.

Ale nie jest inaczej.

Prezydent RP:Nie sądzę, że wtedy notowania by wzrosły. Po drugie — sto dni to nie jest jeszcze żaden czas, który pozwala na takie jednostronne i jednoznaczne oceny. Po trzecie — moim zdaniem, kluczem do zwiększenia poparcia dla lewicy dzisiaj to jest nie tylko dobre działanie rządu profesora Belki, ale także jednak podjęcie prób dogadania się wśród lewicy. Bo dzisiaj gdyby zobaczyć, ile głosów pada na środowiska lewicowe, to jest ich więcej niż te 7 czy 9%, które padają na Sojusz Lewicy Demokratycznej.

No, a Socjaldemokracja to jest w ogóle poza Parlamentem.

Prezydent RP:Tym bardziej to moim zdaniem nakłada na liderów lewicy obowiązek rozmowy i zastanowienia się, jak taka oferta lewicowa miałaby wyglądać w roku 2005. I w tym sensie dobre rządzenie przez Belkę jest tylko jednym z elementów, bardzo ważnym elementem, ale tylko jednym elementem. Natomiast istotniejszy jest komunikat, który lewica powinna przekazać społeczeństwu — z jakim programem chce wystąpić, na ile wspólnie i jakie wnioski wyciągnęła z tej przeszłości niedługiej czy niedawnej, ostatnich trzech lat.

A Pan wierzy w to, że Krzysztof Janik i Marek Borowski mogą usiąść i porozmawiać, coś ustalić, o tym, co się wydarzyło...

Prezydent RP:Akurat jeśli chodzi o te dwie osoby...

Może w przypadku tych dwóch osób zgoda, ale nie wiem... Leszek Miller i Marek Borowski na przykład?

Prezydent RP:Nie wiem, natomiast mądrość polityków polega na tym, że umieją pokonywać tego rodzaju trudności. Największe rzeczy powstawały wtedy, kiedy politycy bardzo różni i bardzo się nawzajem nie lubiący potrafili siadać do stołu i coś wspólnie uczynić.

Tu mamy do czynienia z odwrotnością mądrości w przypadku niektórych polityków Sojuszu?

Prezydent RP:To jeszcze zobaczymy. To jest mój apel i moja propozycja, żeby rozmawiać, tym bardziej że przecież nie musimy ograniczać się tylko i wyłącznie do tych nazwisk. Tych nazwisk na lewicy na szczęście jest nieco więcej i myślę, że powinni oni bardzo poważne rozmowy i programowe, i takie oceniające przeszłość podjąć, dlatego że sygnał rozbitej lewicy będzie rzeczywiście powodował, że ona może na długo znaleźć się na marginesie, a może nawet poza Parlamentem.

Ale skoro ta choroba trawiła prawicę, dlaczego i nie lewicę? W końcu jesteśmy w jednym i tym samym kraju cały czas.

Prezydent RP:Jeżeli przyjąć, że ten wirus jest ogólnie, że tak powiem, działający, no to ma pan rację. Natomiast sądzę, że jednak doświadczenie i historia powinny uczyć, a ta nauka w Polsce jest na wyciągnięcie ręki. My wiemy, do czego pewne działania prowadzą. Albo zaniechania do czego prowadzą.

Czy premier mówił Panu o swoich zamiarach dotyczących obsady różnych stanowisk, jakichś zmian personalnych?

Prezydent RP:Nie sądzę, żeby to była jakaś wielka liczba tych zmian. Proszę pamiętać, że stanowiska ministerialne są obsadzone. Jeśli chodzi o stanowiska ambasadorskie, to rozmawiam głównie z ministrem spraw zagranicznych, bo akurat tak się składa, że wielu z naszych ambasadorów kończy się czteroletnia kadencja. Jeśli chodzi o stanowiska w ministerstwach, to są najczęściej wnioski szefów resortów, bo to przecież oni decydują, z kim chcą współpracować. I tu premier może jedynie ustosunkować się do takiej czy innej kandydatury, ale przecież nie on tę politykę tworzy, bo to też byłoby niewłaściwe. Więc ja nie oczekuję tu wielkich ani sensacji, ani mnogości decyzji.

A ten pomysł, z którego się premier wycofał — urzędy centralne, których szefowie mieliby być odwoływani, jeśliby nie prowadzili polityki zgodnej z polityką rządu? Po co było w to wchodzić? Po prostu powiedzieć, że przepraszamy, rzeczywiście pomysł był nienajlepszy, to my się wycofujemy.

Prezydent RP:Ten pomysł, jak sądzę, miał swoje uzasadnienia w takim konflikcie, który może nastąpić między urzędem centralnym kierowanym przez jakąś osobę, która rzeczywiście nie realizuje polityki rządu. Ale wydaje mi się, że zostało to zapisane zbyt ogólnie i groziło właśnie takim wrażeniem, że to będzie powód do czystek. I sądzę, że rząd skoro z takiej propozycji się wycofał, to nie ma w tym nic złego, tym bardziej, jak mniemam, nie była to przecież propozycja wymyślona przez samego premiera, tylko przez te grupy, które przedstawiają takie koncepcje. I wynikało to z doświadczenia, że nie zawsze urzędy centralne współgrają z rządem. Ale to jest problem, który jest, ale który musi sobie rząd uregulować w inny sposób, aniżeli takim dość blankietowym przepisem, że można zwalniać, bo jeżeli można zwalniać, to później się zwalnia już po uważaniu, a niekoniecznie tych, którzy nie wypełniają zadań, które rząd postawił.

Bliższy pana sercu jest Senat czy Sejm, Panie prezydencie?

Prezydent RP:Obie izby są, istnieją...

Traktujmy serce jako organ.

Prezydent RP:Pan pyta o przywileje medyczne? Myślę, że tu w ogóle zaszło jakaś straszliwe nieporozumienie, dlatego że trzeba przyjąć zasadę — albo rzeczywiście uznajemy, że wszyscy są całkowicie zdani na ten sam system ochrony zdrowia i wtedy ja nie mam żadnych pretensji, że nie ma wyłączeń i to oznacza, oczywiście, że i prezydent, i marszałkowie, ale też i księża, i kto jeszcze, i kto jeszcze korzystają według tych samych zasad identycznego systemu. Ale to też nie zmienia faktu, że ze względu na bezpieczeństwo państwa musiałyby być stworzone mechanizmy, żeby działać w sytuacji, w której coś niedobrego by się stało. Więc gdyby nie było tego przywileju, że marszałek czy prezydent zostanie dowieziony do właściwego szpitala w momencie zawału serca, to prawdopodobnie trzeba by to załatwiać w swoim zakresie i gdzieś tu musiałby być na podorędziu lekarz, który by czuwał nad zdrowiem prezydenta czy jego gości. Czyli trzeba byłoby stworzyć tak czy inaczej mechanizm, który daje bezpieczeństwo działania tym ludziom, których nieobecność czy których wykluczenie powoduje istotne koszty.

Więc wydaje mi się, że cała dyskusja poszła całkowicie fałszywym torem i albo trzeba było powiedzieć: tak jest, proszę państwa, jest grupa ludzi, która ze względu na bezpieczeństwo kraju powinna podlegać pewnym czy mieć pewne szczególne uprawnienia, choćby jak nasi żołnierze, którzy są dzisiaj na różnych misjach. Przecież nikt się nie dziwi, że podlegają natychmiastowej pomocy, przewiezieniu, transportowi medycznemu i tak dalej i nie mogą czekać na tę kolejkę według normalnych zasad. Tak samo tutaj trzeba było to załatwić. Ale jeżeli już dyskutujemy o zasadzie równego dostępu do służby zdrowia, to jestem za tym, żeby był on równy i żeby prezydent korzystał tak samo jak inni. I mam nadzieję, że Sejm odrzuci tę poprawkę Senatu.

I żeby duchowni opłacali składkę z własnej kieszeni?

Prezydent RP:No to wtedy już jak wszystko, to wszystko, tak jest. Jeżeli idziemy na tego rodzaju zasady całkowicie równe, to żadna grupa społeczna czy zawodowa nie może być wyłączona z tych zasad.

O której do Aten odlot?

Prezydent RP:O dwunastej.

No to jeszcze kilka godzin. W każdym razie my, Panie prezydencie, za dwanaście godzin, dokładnie za dwanaście godzin zaczynamy relację z uroczystości otwarcia igrzysk w Atenach. My, czyli Program I Polskiego Radia.

Prezydent RP:I zapraszam wszystkich państwa do obserwowania, bo to jak zawsze będzie wielkie i poruszające wydarzenie.

I może zdarzą się tacy zawodnicy, jak Eric Musambani czy inne osoby, które traktują sport jako... no, pewną może pasję to może złe słowo, ale chcą się przynajmniej pokazać. W tym roku go nie będzie zresztą, ale to za sprawą urzędnika z Gwinei, który zgubił jego zdjęcie i nie dało się załatwić jego dokumentów olimpijskich.

Prezydent RP:Tak, z tym, że w ogóle pod tym względem Ateny będą trochę inne. Tam, oczywiście, jest pula tych zawodników, którzy uczestniczą ze względu na miejsce, które uzyskali tak trochę dla zachęty. Ale te igrzyska będą charakteryzować się zdecydowanie wielką konkurencją, bo tak trudnych i tak bardzo wymagających kwalifikacji, jak przed igrzyskami w Atenach nie było jeszcze nigdy. Więc naprawdę w każdej dyscyplinie jest ośmiu–dziesięciu zawodników, z których każdy może być mistrzem, ale może być też i na dziesiątym miejscu. I to trzeba pamiętać, bo to będą najbardziej wymagające zawody, jakie do tej pory odbyły się.

Po dwudziestym dziewiątym sierpnia podsumujemy, zobaczymy, co nam się udało. Dziękuję bardzo, panie prezydencie.

Prezydent RP:Dziękuję bardzo, do usłyszenia.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.