przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Przed rokiem George Bush mówił, że Saddam Husajn ma broń masowego rażenia, że Amerykanie mają na to dowody. Reżim Saddama Husajna i Saddam Husajn mówił: - nie mamy takiej broni. Wygląda na to, że to jednak Saddam Husajn i jego reżim miał rację, nie martwi to Pana?

Prezydent RP: I tak i nie. Lepiej, że reżim Saddama Husajna nie miał broni masowego rażenia, bo gdyby miał i jej użył to bylibyśmy pewnie zupełnie w innym świecie. Natomiast to jest oczywiście pytanie do służb wywiadowczych USA, Wielkiej Brytanii, które te informacje sprawdzały. Powtarzam to, o czym już mówiłem w obecności prezydenta Busha. Ja miałem okazję spotkać się z poprzednikiem Hansa Blixa w Polsce, w moim pałacu wiele miesięcy przed akcją militarną. I on mi wtedy powiedział tak, że to była ta pierwsza ekipa, która sprawdzała czy Irak ma po wojnie kuwejckiej broń masowego rażenia i, że jego zdaniem to jest trudno powiedzieć, czy ma, czy nie. Dwie rzeczy są pewne, może produkować tę broń, bo przygotował technologię do tego i dwa - na pewno politycznie będzie starał się szachować cały świat tym, że ma. No i wtedy przyjmując tę wiedzę, znaleźliśmy się w sytuacji takiej - kto ma powiedzieć: sprawdzę.

Ale sprawdzać mieli inspektorzy rozbrojeniowi, a Polska poparła amerykańskie stanowisko - nie sprawdzam, tylko rozpoczynam wojnę, to jest dużo więcej.

A. K: Dlatego, że reżim Saddama Husajna był gotów tę broń mieć. Abstrahując od broni masowego rażenia trzeba sobie powiedzieć jasno, i ten region i Irak i świat bez Saddama Husajna jest jednak bezpieczniejszym światem, niż z nim. Amerykanie mają tu oczywiście swoje dylematy, Brytyjczycy mają swoje dylematy. My pamiętajmy o jednej rzeczy, otóż świat był informowany o zamiarach Adolfa Hitlera przed II wojną światową i nie uczynił niczego, a uważał, że można metodą kompromisu, metodą podpisywania pseudopokojowych porozumień, jak choćby w Monachium dogadać się. I co się stało?

Ale w USA jest teraz dużo zamieszania. Amerykańskie media, amerykańscy politycy z partii demokratycznej przede wszystkim, ale także niektórzy republikanie domagają się od prezydenta Busha, żeby wyjaśnił Amerykanom, wyjaśnił opinii publicznej, co się stało? Jedni twierdzą, że wprowadził w błąd Amerykanów, inni domagają się wyjaśnienia, dlaczego tak źle zadziałały amerykańskie służby specjalne. Czy Pan domagał się od prezydenta George`a Busha wyjaśnień? W końcu wysłaliśmy do Iraku 2,5 tysiąca swoich żołnierzy.

A. K: Wysłaliśmy żołnierzy w przekonaniu, że jadą z dobrą misją. Byłem u tych żołnierzy i oni pojechali tam naprawdę z misją stabilizacyjną, która dobrze służy Irakowi, która spowoduje, że Irak oddamy Irakijczykom tak szybko, jak to stanie się. Jaki jest poziom służb specjalnych USA, to jest oczywiście problem prezydenta Busha i mój też o tyle, o ile otrzymuję informacje od niego. Powiem szczerze - miałem i do dzisiaj zachowuję duże zaufanie dla służb specjalnych USA. Wydaje mi się, że są one generalnie nieźle poinformowane. Natomiast, jak to się na rynku amerykańskim zakończy, czy demokraci przekonają opinię publiczną, że prezydent Bush wprowadził ich w błąd, czy nie, to wie Pan, to pytanie nie do mnie. Zobaczymy. To jest sprawa bardziej wasza, dziennikarska, niż moja prezydenta Polski. Ja patrzę na to z zainteresowaniem, ale też wiem, że z każdym prezydentem USA będziemy współpracować i życzę prezydentowi Bushowi powodzenia.

Panie prezydencie, przed Pańską wizytą w Waszyngtonie, w Polsce były bardzo duże oczekiwania związane ze sprawą wiz. Dziś po wyjściu z Białego Domu powiedział Pan, że Amerykanów nie udało się przekonać do zniesienia wiz dla Polaków.

A. K: Dlaczego wy, jako dziennikarze słuchacie tak nieuważnie, może Pan powiedzieć? Bo tak Pan pytał o tę broń masowego rażenia i o służby specjalne. One rzeczywiście są niedokładne w swoich informacjach. Ale czy wyście kiedyś złapali się za język sami. No na przykład - dlaczego Pan mówi dla Polaków. Co Pan powiedział przed chwilą?

Że nie udało się przekonać Amerykanów w sprawie zniesienia wiz dla Polaków.

A. K: Nie, otóż nie udało się przekonać Amerykanów w ogóle do zniesienia wiz jako takich, jako instrumentu, który moim zdaniem jest anachroniczny we współczesnym świecie. A w tym oczywiście i dla nas, dlatego, że my jako kraj zaprzyjaźniony, nieterrorystyczny, nie mający żadnych złych zamiarów wobec USA moglibyśmy być z tego wyłączeni. Otóż Amerykanie i prezydent Bush obecni w tej dyskusji powiedzieli - Amerykanów nie stać dzisiaj na to, ze względu na poczucie własnego bezpieczeństwa, żeby znieść wizy w ogóle.

W tym dla Polaków.

A. K: W tym dla Polaków. Teraz, co zrobić, żeby te wizy dla Polaków nie były tak uciążliwe, choć ja absolutnie uważam, że wcześniej czy później wizy w ogóle zostaną zniesione. Wizy są moim zdaniem reliktem XX wieku, zimnej wojny i nic więcej tu się nie wydarzy. Więc coś trzeba zrobić, poprawić procedury, ułatwić osiąganie wiz, zmniejszyć ilość odmów, doprowadzić do systemu odwoławczego tam, gdzie te odmowy są formułowane, dokonać tego wstępnego badania na lotniskach, opłacanego przez Amerykanów, żeby nie mitrężyć czasu naszym rodakom już na lotniskach, czy w miejscach wjazdu do USA. I oczywiście docelowo postanowić, że wiz nie będzie.

Nie sądzi Pan, że te oczekiwania, które zostały rozbudzone w Polsce były za duże, a do tego przyczynili się również politycy?

A. K: Po pierwsze naszym celem jest zniesienie wiz w ogóle. Po drugie Unia Europejska dysponuje przepisami, które dotyczą niestety nie wszystkich, co mnie trochę zmartwiło, powiem Panu szczerze. Przepisy dotyczące UE, że USA mają ze wszystkimi krajami UE, ten program bezwizowy. Niestety tak nie jest, np. w Grecji mają te wizy. Ale dobrze. Więc nasz plan polega na tym, żeby je znieść. Nie da się tego zrobić z dnia na dzień. Trzeba rozmawiać. Tworzymy zespół na najwyższym szczeblu, żeby to uczynić, zacząć trzeba od zmian procedur. Gdyby Pan mnie zapytał, czy dziś udało się uzyskać ze strony prezydenta Busha i jego administracji obietnice, kiedy to będzie, to niestety takiej obietnicy nie udało się uzyskać. Natomiast czy udało się uzyskać przekonanie, że musimy iść w tym kierunku - tak udało się. Czy oczekiwania były zbyt wielkie? Zapewne tak. Natomiast, czy politycy podgrzewali? Nie wiem, dziennikarze, politycy, obywatele - mamy prawo chcieć żyć lepiej, a nie gorzej, łatwiej, a nie trudniej. Natomiast pamiętajmy, że to jest proces.

Czy Pana zdaniem jesteśmy dla Amerykanów partnerami? Czy mimo tego rozczarowania w sprawie wiz, czy tego, że w wielu innych sprawach nie udało się osiągnąć postępu, Amerykanie traktują Polskę jako rzeczywistego partnera i spełniają nasze oczekiwania.

A. K: Politycznie absolutnie tak. Myśmy nigdy nie mieli lepszych stosunków w rozumieniu kontaktu, polityki, aniżeli w tej chwili. Natomiast oczywiście Amerykanie mówiąc o polityce, mówią pełnym głosem, a jak zaczynają się problemy techniczne, czy proceduralne, to wtedy wchodzą do gry nie politycy, a biurokraci, a wtedy jest tak, jak jest. Natomiast mamy niewątpliwie szanse, aby w tym dobrym klimacie, takim bardzo konkretnym, otwartym, rzeczowym, gdzie niczego nie ukrywamy, te nasze dyskusje o wizach dzisiaj były naprawdę tak otwarte, że można powiedzieć, aż bolesne momentami. To wszystko ma głęboki sens i to przyniesie pewien efekt w postaci decyzji. Natomiast weźmy też pod uwagę, że rozmawiamy z krajem, który ma swoje procedury, który ma swoją legislację, który ma swoje też i wewnętrzne kłopoty i , co może warto na koniec powiedzieć, ma rok wyborczy. Co jest i dobre, i złe. Dobre, bo głos na przykład Polonii będzie tu się liczył i im bardziej Polonia będzie walczyła o wizy, tym bardziej mamy szanse coś uzyskać. Ale z drugiej strony złe, bo wszyscy tutaj są dziś ostrożniejsi, wszyscy dzisiaj kalkulują pod kątem swojego efektu wyborczego.



 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.