przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Dzień dobry, Panie Prezydencie.

Prezydent RP —
Witam pana. Dzień dobry państwu.

No i wygląda na to, że okres świąteczny w polityce mamy już za sobą. Już się dzieje sporo.

Prezydent RP— Cały czas się dzieje.

Tak? Ale ten okres między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem był taki spokojniejszy troszeczkę.

Prezydent RP—
Tak, było trochę wyciszenia i dobrze.

Wygląda, że trzeba nadrobić.

Prezydent RP —
Żyjemy w bardzo nerwowym momencie nie tylko w Polsce, bo ja też czytam prasę zagraniczną, i jest jakiś rodzaj stresu, który wszyscy przeżywamy. Dlatego wiele spraw jest wyolbrzymianych, wiele kwestii dyskutuje się bardzo plotkarsko, no ale też i problemy są poważne. Tak że trudno się dziwić, że ten sezon się skończył, bo zaczął się trudny i ważny rok.

Kiedy sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, Panie Prezydencie, orzekali o ustawie o Narodowym Funduszu Zdrowia, że między innymi narusza zasady przyzwoitej legislacji, jest niezgodna z artykułem Konstytucji mówiącym o ochronie zdrowia i tak dalej, i tak dalej, nie zadał Pan sobie pytania: Boże, i ja to podpisałem?

Prezydent RP —
Oczywiście, że zadałem sobie to pytanie i...

To gdzie byli Pana doradcy?

Prezydent RP —
Muszę tu powiedzieć uczciwie, oni też zwracali uwagę na słabości tego projektu. Natomiast byłem zapewniany przez autorów, czyli przez rząd, że jest to projekt, który jest niezbędny dla przeprowadzenia tej polityki w ochronie zdrowia, jaką rząd dysponujący większością parlamentarną chce przeprowadzić. Ja nie uchylam się od współodpowiedzialności. Mam, że tak powiem, wyrzuty sumienia z tego powodu, że na końcu drogi legislacyjnej podpis złożyłem. Większość parlamentarna, która przyjęła tę ustawę i jej autorzy (myślę głównie o ówczesnym kierownictwie Ministerstwa Zdrowia) są przede wszystkim tymi, którzy ponoszą odpowiedzialność.

I co dalej?

Prezydent RP—
Rozmawialiśmy z premierem na ten temat. To, w komunikacie było — że do końca I kwartału powinien taki pierwszy projekt prac ekspertów powstać, żeby można było już dobrą legislację zakończyć odpowiednio wcześnie i żeby można było do 1 stycznia nowego roku przygotować ten nowy system, który nie będzie ani prostym powrotem do kas chorych, ani nie będzie jakąś próbą poprawienia Narodowego Funduszu Zdrowia, tylko będzie czymś, co będzie racjonalne, co będzie zrozumiałe przez obywateli, przez środowisko medyczne. Sądzę, że można taki projekt po tych doświadczeniach bardzo dramatycznych przedstawić. I liczę, że będzie to projekt dyskutowany w bardzo szerokim gronie, to znaczy to nie będzie tylko projekt urzędników z Ministerstwa Zdrowia ani nie tylko grup związanych z jedną formacją polityczną, ale ekspertów, których będziemy mieli z różnych stron po to, żeby wreszcie temu projektowi dać pieczęć pewnej trwałości.

No, więc właśnie, by to nie było przedmiotem doraźnej gry politycznej, Panie Prezydencie, to może by Pan wziął na siebie obowiązek zaproszenia tu, do Pałacu, stron, różnych stron — rządzących, opozycji i innych — i niech sobie panowie, panie ustalą raz na zawsze.

Prezydent RP —
Jest to w planie, tym bardziej że jak pan wie, ja już zwołałem taką dyskusję w Belwederze przedstawicieli świata medycznego i ochrony zdrowia i sądzę, że możemy taką pracę też i tutaj kontynuować. Na pewno moi eksperci włączą się do prac nad tą ustawą. Natomiast trzeba pamiętać (i tu apel do środowisk lekarskich), do tej pory wszystkie projekty reform w służbie zdrowia są przygotowane przez różne grupy w środowisku medycznym. Ja to powiedziałem na zakończenie ówczesnej dyskusji, że pretensje do jakiejś władzy, że takie przygotowuje propozycje, a nie inne, trzeba kierować przede wszystkim do siebie, bo mieliśmy propozycje przygotowywane przez jedną grupę profesorów medycyny, później przez inną grupę profesorów medycyny. Na razie wszystko to, co dzieje się w służbie zdrowia, wychodzi z tego środowiska, więc to środowisko musi zastanowić się nad tym, jak między sobą się lepiej porozumiewać, bo trochę działamy na zasadzie różnych szkół medycznych i w zależności od tego, jaka szkoła jest bliżej władzy, to mamy takie projekty. Moim zdaniem jest tu możliwość wykorzystania i tych doświadczeń, które już zebraliśmy, nawet dość dramatycznie, doświadczeń ze świata, i przygotowania czegoś, co będzie stabilne, racjonalne i co będzie rzeczywiście dawało poczucie bezpieczeństwa obywatelowi, że służba zdrowia w Polsce jest, działa i nie musimy się obawiać, co z nami będzie, jak będziemy tylko trochę chorzy.

A czy tworzeniem nowego powinni zajmować się również ci, również te osoby, które realizowały ustawę, o której z góry wiedziano przecież, że jest niezgodna z Konstytucją?

Prezydent RP—
Pan mówi o obecnej ustawie?

O tym, co będzie nowego. Czy powinny to robić osoby, które realizowały tę, którą Trybunał Konstytucyjny zanegował?

Prezydent RP—
Na pewno nie ma powodów, żeby w tej chwili do takiego zespołu zapraszać osoby, które są bardzo przywiązane do myśli o tym kształcie systemu ochrony zdrowia, jaki jest zapisany w ustawie o Narodowym Funduszu Zdrowia. Jak pan pyta o osoby, które realizowały, rozumiem, ma pan na myśli ministra zdrowia obecnego, ja do niego nie mam żadnych pretensji, moim zdaniem on się znalazł w trudnej sytuacji, w której prawo musi wypełnić. Więc uważam, że pan minister Sikorski jest bardzo akuratnym i takim właśnie z charakteru wielkopolskim działaczem społecznym i powinien również pomóc w tworzeniu ustawy, tym bardziej że on też na wiele elementów tej ustawy przygotowanej przez poprzednika, czyli przez profesora Łapińskiego, patrzył dość krytycznie.

A co z profesorem Łapińskim? Trybunał Stanu?

Prezydent RP—
Nie wiem, czy są odpowiednie przesłanki prawne, ale niewątpliwie jeśli chodzi o odpowiedzialność za to całe zamieszanie, to trzeba sobie jasno powiedzieć: profesor Łapiński ma największy udział i w tym sensie jego odpowiedzialność polityczna jest poza dyskusją.

No tak, ale odpowiedzialność polityczna, ale nad ministrem Łapińskim był premier Leszek Miller.

Prezydent RP—
Myślę, że też ma poczucie współodpowiedzialności, oczywiście, że tak. Przecież kiedy dyskutowaliśmy o tym, to właśnie Narodowy Funduszu Zdrowia i cała ta koncepcja była częścią programu rządowego. Tak że tu nie ma co chować głowy w piasek. Jest tak, jak jest, został popełniony błąd, mamy dwanaście miesięcy, żeby z tego wycofać się, przedstawić lepszy projekt. Mam również pytania, dlaczego ten projekt na drodze różnych ekspertyz, chociażby w Rządowym Centrum Legislacyjnym, później w Sejmie nie zwracano uwagę na te wszystkie słabości. To pewnie będzie do wyjaśnienia już w trybie roboczym przez odpowiednie komórki w Kancelarii Premiera czy w Sejmie. Bo ja muszę powiedzieć, sam przejrzałem te dokumenty od moich współpracowników, od Biura Prawnego, tam zwracano uwagę na niektóre elementy, nazwijmy, dyskusyjne. Nie stawiano kropek nad i, ale mówiono o kwestiach dyskusyjnych, tak że też nie mogę się uchylić od swojej odpowiedzialności.

A my, pacjenci tymczasem jedyne, czego możemy być pewni, to wzrostu składki na ubezpieczenie zdrowotne i czekać na nowe regulacje prawne, które być może znowu się okażą...
Tak, ale to trzeba rozdzielić, dlatego że w moim przekonaniu musimy uczciwie mówić, że ochrona zdrowia będzie w Polsce musiała obywateli kosztować więcej, dlatego że po pierwsze bardziej troszczymy się o zdrowie i słusznie, po drugie żyjemy dłużej i z tego należy się cieszyć. Jest ogromny postęp, przecież w ciągu kilkunastu lat średnia wieku mężczyzny wzrosła o prawie dziesięć lat. To jest fenomen europejski. I trzeba pamiętać, że medycyna w ostatnich wielu, wielu latach dokonała największego postępu. Dzisiaj medycyna i ta sprzed trzydziestu lat to są dwie różne medycyny.

Medycyna tak, ale organizacja służby zdrowia, Panie Prezydencie, niekoniecznie.

Prezydent RP—
Ale zaraz panu powiem o tym, natomiast co to oznacza? To oznacza, że dzisiaj powinniśmy zapewnić możliwość skorzystania z najlepszego sprzętu wszystkim. Dzisiaj nie można powiedzieć, że wystarczy osłuchać pacjenta, ale trzeba skorzystać z USG, trzeba skorzystać z wszystkiego, co jest dostępne. Więc to musi kosztować więcej, a więc i składka musi być wyższa. I zapewne trzeba zastanowić się bardzo poważnie nad współfinansowaniem, które przecież ma miejsce, tylko dzisiaj jest nieformalne, nazwijmy nawet: bardzo korupcjogenne. I teraz organizacja jest oczywiście kwestią kluczową. Ja uważam, że w sprawach organizacji po tym, co przeżyliśmy z kasami, co widzimy z Narodowym Funduszem, można już bardziej precyzyjnie określić tę linię, gdzie służba zdrowia powinna być w pełni zdecentralizowana i tam, gdzie ona jednak powinna być chroniona tym parasolem państwowym, czyli rodzajem Narodowego Funduszu, gdzie mówimy o najwyżej wyspecjalizowanych klinikach czy szpitalach, które po prostu muszą odgrywać bardzo i wiodącą rolę i odpowiadającą na te najbardziej skomplikowane przypadki. Ale to wszystko można moim zdaniem z głową przemyśleć i zapisać i mieć ustawę, która będzie dobra.

Miejmy nadzieję.

Prezydent RP—
Byleby nie było sporu, że tak powiem, szkół medycznych, że jedni...

Ale to zawsze są dwie szkoły, Panie Prezydencie.

Prezydent RP—
Ale boję się, że tu może być i trzy, i cztery i one...

Kiedyś to była falenicka i otwocka, jak Pan pamięta.

Prezydent RP—
Ale nie w medycynie na szczęście...

No właśnie.

Prezydent RP—
Natomiast to, co jest ważne, żeby była większa gotowość do dialogu między tymi ludźmi, dlatego że jeżeli upieramy się tylko przy swoim projekcie, to ciężko się rozmawia.

Jak to było, Panie Prezydencie, z tym spotkaniem, z rozmową z premierem Leszkiem Millerem, o której to rozmowie powiedział Pan, że premier ma plan czy może zrezygnować z jednego z dwóch zajmowanych stanowisk?

Prezydent RP—
Nic takiego nie powiedziałem...

Jak to brzmiało?

Prezydent RP—
Nie, nie, brzmiało dokładnie, że co później premier potwierdził na swojej konferencji prasowej, o czym rozmawialiśmy, w sytuacji, kiedy mobilność premiera ze względu na jego uraz...

Jest ograniczona.

Prezydent RP—
...i konieczność rehabilitacji jest ograniczona, chodzi o takie porządkowanie spraw, żeby było wiadomo, kto go zastępuje w jakich kwestiach. I tam w ogóle nie chodziło o wycofywanie się z żadnego ze stanowisk, bo mnie zdumiewa ta łatwość, w której dziennikarze zajmują się tylko tą sprawą. Przecież trzeba pamiętać, że dzisiaj czy zmiana na stanowisku premiera, czy zmiana na stanowisku szefa partii to są całe procedury. Tego się nie robi ani z dnia na dzień, już nie mówiąc o tym, że w Sejmie byłoby konieczne uzyskiwanie wotum zaufania. To jest wszystko bardzo niepewne i moim zdaniem grożące wręcz Polsce chaosem. Myśmy na ten temat nie rozmawiali, ja tego rodzaju postulatów nie zgłaszałem, natomiast rozmawialiśmy z premierem w bardzo szczerej rozmowie (zresztą rozmawiamy często szczerze i myślę, że ta współpraca naprawdę dzisiaj przebiega znakomicie), co zrobić, żeby było wiadomo, w jakich sprawach kto go zastępuje w rządzie. Ma przecież dwóch wicepremierów. I to premier powiedział, że wicepremier Pol jest zastępującym we wszystkich sprawach, związanych z działaniem rządu, jak trzeba, a premier Hausner zajmuje się kwestiami gospodarczymi, budżetem, także koordynacją przygotowań do 1 maja, czyli do wejścia do Unii Europejskiej. Natomiast w partii pan premier stwierdził, że spośród zastępców chciałby i zdecydował, że pan Krzysztof Janik będzie pełnił rolę tego zastępcy czy koordynatora na czas, kiedy mobilność premiera jest ograniczona. I to jest wszystko. I tutaj nie wiem, czy w ten sposób to media już tak bardzo pragną zmiany, że...

Ale te media to tak nie do końca, Panie Prezydencie. Czytuje pan prasę, czy jest pan raczej zwolennikiem nieczytania, bo i tak prawdy nie napiszą? Ja pytam zupełnie świadomie, bo w Trybunie wczorajszej ukazał się wywiad z Mieczysławem Franciszkiem Rakowskim. Przypomniał on Pana zdanie o tym, że „mniej telewizji, więcej wizji”. Przypomina Pan sobie takie swoje zdanie?

Prezydent RP—
Tak, tak.

Na co dziennikarz Trybuny powiada „bo w telewizji i w radiu sam podsyca (Aleksander Kwaśniewski) tę chaotyczną debatę w SLD. Media korzystają z jego sugestii skwapliwie”.

Prezydent RP—
Być może media korzystają skwapliwie. Ja niczego nie podsycam. Moim zdaniem debata w SLD jest koniecznością i ona ma miejsce. Choćby wczoraj była, będzie kontynuowana, dlatego że partia rządząca, partia, która wygrała wybory nie może przechodzić wobec pewnych istotnych faktów bez refleksji, choćby sprawy Narodowego Funduszu Zdrowia. Przecież to gdzieś się działo, to było miesiące dyskutowane, rozumiem, że także i wewnątrz partii. Jest wiele kwestii programowych, które wymagają dalszego ciągu — co zrobić, żeby był rozwój gospodarczy, żeby ten plan na rok 2004 pięcioprocentowego wzrostu się powiódł. Co zrobić, żeby były te miejsca pracy, szanse na nowe inwestycje? Jak się przygotować do Unii Europejskiej? Jest mnóstwo rzeczy, o których trzeba rozmawiać. A jednocześnie jest wyraźny spadek poparcia dla SLD, to też jest przecież temat do dyskusji. Jak odzyskać pewien wigor partyjny, jak odzyskać poparcie społeczne, zrozumienie, co zmienić w stylu pracy. I o tym wszystkim dyskusja się toczy. Nikt niczego nie podsyca, bo to jest konieczne. I moim zdaniem nawoływanie Trybuny, żeby w ogóle takiej dyskusji nie było czy jej unikać, zamknąć ją tylko w gabinetach po prostu jest nieskuteczne, bo jej się nie da zamknąć w gabinetach...

A czy Trybuna sugeruje, by to nie była dyskusja chaotyczna, co w Pana przypadku ma miejsce?

Prezydent RP—
Nie, w moim przypadku absolutnie nic nie jest chaotycznego. Być może są kwestie nadinterpretowywane, na co już nie mam wpływu. Ale raz jeszcze korzystam z okazji, żeby podkreślić — dzisiaj zmiana premiera moim zdaniem w ogóle jest krokiem niewłaściwym, dlatego że mamy 1 maja, przygotowania do wejścia do Unii i groziłoby to ogromnym chaosem i wewnątrz SLD. Ale także myślę, że mogłoby być problemem w przeprowadzeniu wszystkich procedur sejmowych. To mówię do tych, którzy mają najbardziej krytyczny stosunek do pana premiera Millera. Natomiast na pewno ten rząd, jeżeli ma słabe punkty i wymaga pewnych korekt, to one są możliwe. Rozmawialiśmy też na ten temat. I tyle. Natomiast jeśli chodzi o partię, to jako nieczłonek partii nie będę się wypowiadał za dużo, ale też oczekuję, że właśnie ta partia odzyska wigor i będzie miała pewien pomysł na...

Pod nowym kierownictwem szefa klubu Krzysztofa Janika?

Prezydent RP—
Nie wiem, kto będzie szefem klubu. To klub będzie wybierał. Czy będzie zmieniał, czy nie, natomiast moim zdaniem trwanie w takim stanie, jak jest dzisiaj, to jest właściwie zgoda na to, żeby kadencję dokończyć, ale nie mieć większych szans na sukces i spuentowanie tej kadencji czymś pozytywnym w wyborach 2005 roku.

Bywają tacy, którzy już potrafią zadbać o swoją przyszłość polityczną bez względu na to, jak to się wszystko skończy. Dopiero połowa kadencji, a już kilka osób (bo kilka, w sumie niewiele) postanowiło zostać członkami Rady Polityki Pieniężnej, będąc obecnie posłem lub senatorem. Jak Pan to komentuje?

Prezydent RP—
Komentuję to bardzo źle, ponieważ uważam, że wybór do Sejmu czy do Senatu jest wielką godnością, wielkim honorem, ale też zobowiązaniem tego człowieka wobec swoich wyborców, wobec spraw, którymi się zajmuje. I dlatego uważam, że powinni oni swoje kadencje zakończyć i rozliczyć się z wyborcami, czy dalej kandydując, czy nie kandydując, ale żeby była jasna relacja między wyborcą i między tym człowiekiem, posłem czy senatorem. Dlatego uważam, że w Polsce jest wystarczająco dużo specjalistów, ekspertów wybitnych, których można desygnować choćby do Rady Polityki Pieniężnej, ale także i do innych gremiów. Natomiast jestem zdania, że posłowie i senatorowie powinni dokończyć swój mandat, bo do tego się zobowiązywali. A mam tutaj też szczególny tytuł, żeby tak mówić, ponieważ ja też miałem oferty objęcia stanowiska, przynajmniej jednego bardzo poważnego, i nie zgodziłem się z prostego względu — że moim obowiązkiem i moim honorem i dla mnie najwyższym przywilejem jest wypełniać ten urząd prezydencki w całej kadencji pięcioletniej, tak jak to trwa, i nie wyobrażam sobie, żeby można było dzisiaj głównie myśleć o sobie i szukać miejsca na przyszłość, a zapomnieć, że się zobowiązało do czegoś, a to jest ten mandat.

Jest jeszcze coś innego, Panie Prezydencie. Senator Ryszard Jarzębowski powiada: „Kto nie od nas, ten nie ma szans”.

Prezydent RP—
Ale nie rozumiem. „Nie od nas”, czyli co? Z Senatu?

No kto nie od nas, czyli z SLD, kto nie z Unii Pracy. Może być wybitnym fachowcem, ot, Włodzimierz Cimoszewicz cytowany wczoraj w Gazecie Wyborczej powiada, że coraz częściej dla ludzi o wysokich kwalifikacjach nie ma miejsca w życiu publicznym. No, bo nie od nas, to nie mają szans.

Prezydent RP —
Ja uważam, że to jest błąd. Nie wiem, czy taka wypowiedź senatora Jarzębowskiego miała miejsce, bo ja z nim rozmawiałem między innymi na ten temat, wyrażając tę opinię, którą panu przed chwilą wyraziłem — że uważam kandydowanie posłów i senatorów za niewłaściwe, to po prostu złamanie pewnej istotnej umowy społecznej zawartej przez nich w czasie wyborów. Natomiast jak nie od nas, to ja bym radził, żeby rozejrzeć się nad tym, jakimi kadrami dysponujemy, dlatego że kiedy dyskutujemy o różnych obsadach stanowisk, to okazuje się, że (i zresztą moim zdaniem ta dolegliwość dotyczy tak samo lewicy, jak i prawicy) raczej tych naszych, a dobrze przygotowanych jest raczej mniej, a nie więcej. Czyli tutaj takie myślenie w kategoriach czysto partyjnych czy czysto swojskich prowadzi naprawdę na manowce. Jeżeli chcemy, żeby instytucje działały dobrze i żeby był w ogóle postęp, to trzeba budować reprezentację Polski, a nie reprezentację partii, bo nawet do reprezentacji ciężko jest znaleźć siatkarzy czy piłkarzy, jak pan dobrze wie, a co dopiero jak ograniczymy to tylko do jednego klubu. Dlatego tutaj bym raczej przestrzegał przed takim myśleniem. W Polsce mamy ograniczoną ilość specjalistów i ich poglądy polityczne często nie mają większego znaczenia. Natomiast powinniśmy z tych najlepszych kadr korzystać, bo to będzie określało jakość działania danej instytucji, jakość rozwiązywania problemów i jakość życia w Polsce. I o tym trzeba myśleć.

Pan się będzie rozglądał bodaj do 17 lutego, tak? W sprawie swoich kandydatów do Rady Polityki Pieniężnej?

Prezydent RP—
Tak, mogę zagwarantować, że będzie to na pewno grono specjalistów najwyższej klasy.

A po nazwisku w nawiasie też będzie przynależność partyjna?

Prezydent RP—
Nie, myślę, że nie będzie przynależności partyjnej. Będę się starał, żeby to były osoby, które z tą bezpośrednią działalnością polityczną nie miały wiele wspólnego albo w ogóle nie miały.

Jeszcze jeden temat, panie prezydencie. Wybiera się Pan do Stanów Zjednoczonych.

Prezydent RP—
Tak jest.

I nieoficjalnie.

Prezydent RP—
Czemu nieoficjalnie?

To będzie oficjalna wizyta, czy nieoficjalna? Dlaczego pytam? Czy też Pan będzie musiał przyłożyć palec do skanera i dać się sfotografować? Czy głowy państw obowiązują inne regulacje?

Prezydent RP—
Nie sądzę.

Przecież marszałek Pastusiak buty musiał zdejmować.

Prezydent RP—
Gdybyśmy lecieli liniami rejsowymi, to nie wiem, jakby to było, natomiast będziemy lecieć nieco inaczej. Jest wizyta o charakterze konsultacji politycznych, już kolejnych. W zeszłym roku mniej więcej o tej porze mieliśmy takie konsultacje ze stroną amerykańską, w których uczestniczył, poza mną, minister spraw zagranicznych, minister obrony narodowej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Tak będzie i w tym roku i to są konsultacje polityczne polsko-amerykańskie. Dokonamy oceny, co się stało przez ten rok. Na pewno dużo będziemy mówić o Iraku, będziemy mówić o współpracy dwustronnej, o offsecie. No i będziemy mówić też o wizach. Ja już też kilka razy z prezydentem Bushem o tym mówiłem, ostatnio telefonicznie, ażeby sprawę przygotować i uzyskać istotny postęp. Wcześniej wyjedzie minister Siwiec, żeby na szczeblach roboczych i w Białym Domu, i w innych ministerstwach, departamentach stanu i obrony porozmawiać o tym wszystkim.

Ale na co Amerykanie mogą się zgodzić w przypadku wiz?

Prezydent RP—
Ja myślę, że my powinniśmy jako plan minimum przyjąć, że zasady wizowe dotyczące Polaków będą porównywalne do tych zasad, którymi dysponują kraje Unii Europejskiej, choćby Francja czy Niemcy.

Ale Amerykanie mówią tak: Wiz nie ma dla tych krajów, gdzie liczba odrzuconych wniosków wynosi do 3%. W przypadku Polski wynosi to 30%, więc nie ma o czym mówić.

Prezydent RP—
Trzeba to zmienić. Być może pomysłem powinna być jakaś abolicja. Pamiętajmy, że Polacy przez lata mieli kłopoty z uzyskaniem paszportów i ktoś, kto już dostał paszport i wizę amerykańską, niejako korzystał z okazji, by pobyć tam jak najdłużej. Nie da się tu porównać nas do państw, które cieszą się demokracją i swobodą podróżowania, swobodą turystyki od dziesiątków lat. I mam nadzieję, że Amerykanie to rozumieją. Można to również spuentować żartem, jak czasami czynię, dlaczego Polacy przedłużają swoje pobyty w Ameryce? Bo bardzo lubią i kochają Amerykę, więc przedłużają. Ale tu musimy znaleźć rozwiązanie, dlatego że inaczej rzeczywiście te 30% będzie nam ciążyć bardzo długo. A jednocześnie apeluję do moich rodaków, żeby byli pewni tego, iż każde przedłużenie zanotowane w komputerze w odpowiednich rubrykach później stanowi problem, więc trzeba starać się unikać sytuacji, które później mogą być kłopotliwe dla tej osoby. Obowiązują nas przepisy, zobowiązujemy się do respektowania tych przepisów i róbmy to.

Na razie George Bush kłania się Polakom w nieco innym miejscu, nie tylko Polakom zresztą, może w mniejszym stopniu Polakom, głównie Meksykanom, czyli amnestia dla zatrudnionych na czarno nielegalnych imigrantów. Część Polaków może z tego skorzystać, oczywiście, ale to jest na razie propozycja prezydencka. To jeszcze Kongres musi zatwierdzić, a tu opór ze strony konserwatywnych republikanów może być znaczny.

Prezydent RP—
Może być, ale ufałbym, że prezydent, ponieważ jak sądzę jest to część jego kampanii przedwyborczej, doprowadzi do przyjęcia takiego rozwiązania, które niewątpliwie także z punktu widzenia środowisk polskich, szczególnie tych w Chicago, w Nowym Jorku czy w Detroit, byłoby bardzo ważne, bo to jest niewątpliwie jeden z tych elementów porządkujących. A drugi moim zdaniem powinien dotyczyć jakiegoś zamknięcia tego okresu minionego, gdy chodzi o rachunki wizowe. I mamy prawo domagać się podobnego traktowania jak inne kraje Unii Europejskiej, w której będziemy od 1 maja.

Wspomniał Pan o tym, że tematem rozmów z prezydentem Bushem może być także kwestia naszych kontraktów w Iraku. Teraz Bectel podpisał drugi już kontrakt tym razem (amerykański koncern budowlany) o wartości miliarda ośmiuset milionów dolarów. No, w każdym razie Amerykanie na razie dbają o siebie. Czy sądzi Pan, że jakakolwiek polska firma będzie miała okazję, by zaistnieć w Iraku i zarobić pieniądze?

Prezydent RP—
a myślę, że te kontrakty w tej chwili się zaczynają. 63 kraje są włączone przynajmniej do dyskusji o przetargu, który w tej chwili się rozpoczyna. Wierzę, że polskie firmy w tych przetargach będą umiały powalczyć o swoje, bo to one muszą powalczyć, a my stworzymy na tyle dobry klimat polityczny, że nie będzie to przez stronę amerykańską odrzucane, wręcz przeciwnie. Choć gdy pan wspomina o Bectelu, to trzeba pamiętać, że Bectel starał się o realizację projektu autostradowego i w wyniku różnych zamierzeń rządowych nie jest w stanie tego zrobić. I nasze kontakty z tą firmą są co najmniej trudne, tak bym to nazwał. W każdym bądź razie firmy muszą wykazać się aktywnością, firmy muszą mieć partnerów. Z tego, co wiem, wiele z tych firm już jest podogadywanych no i tylko czekamy, aż będzie można to uruchamiać. Barierą dla wcześniejszego uruchomienia projektu były jednak sprawy bezpieczeństwa, dlatego że tak długo, jak długo wybuchają samochody-pułapki, tak trudno mówić o normalnym biznesie czy o normalnych projektach rekonstrukcyjnych. Ale sądzę, że najbliższe miesiące będą zmniejszały falę niebezpieczeństwa w Iraku, a zwiększały właśnie zaangażowanie ekonomiczne. I liczę, że tu Polska znajdzie swoje miejsce.

Ale tych trzech rzeczy nie należy chyba łączyć, prawda? Że z jednej strony Bush proponuje zalegalizować pobyt i pracę Polaków — no, może damy wam jakiś kontrakt na paręset milionów dolarów iracki, ale wizy to jednak nie, nie ruszamy wiz. To łączyć te trzy rzeczy? W żaden sposób.

Prezydent RP—
Nie, nie, nie łączyć, bo to są wszystko tematy do rozmowy. Pamiętajmy, że poza wszystkim mamy jeszcze offset, mamy wielki program związany z zakupem samolotów F-16 i zobowiązań amerykańskich inwestowania w polski przemysł. Więc o tym też będziemy rozmawiać, bo to jest bardzo skierowane na Polskę i tu przecież mamy całą listę tych porozumień offsetowych, które zostały podpisane.

Natomiast w sprawie wiz trudności są dwie. Pierwsza, że fala terroru czy zagrożenia terrorystycznego nie zmniejsza się i Amerykanie oczywiście wprowadzają bardzo wiele ograniczeń w interesie naszym (mówię o wszystkich ludziach), czyli żeby dać więcej bezpieczeństwa, choć z daleka wygląda to dość upokarzająco — to zdejmowanie butów czy odciski palców, czy inne formy kontroli... Ale to nie ma służyć mnożeniu trudności wobec przyjezdnych, tylko uporządkowaniu spraw i wyłowieniu tych, którzy chcą działać terrorystycznie. Z drugiej strony są zaszłości, które powodują, że tych złamań przepisów było tak wiele po stronie Polski. Ale myślę, że możemy jednak uzyskać pewien postęp, w każdym razie będę bardzo zdecydowanie do tego namawiał. Rozmawialiśmy już na wszystkich możliwych szczeblach, bo temat wiz był omawiamy i przez ministra Cimoszewicza z Colinem Powellem, i teraz w czasie wizyty sekretarza skarbu Evansa o tym mówiliśmy i cały czas przedstawiamy tę argumentację, że jest czymś dla polskiej opinii publicznej niewytłumaczalnym, że oto partner, sojusznik, ten, który ramię w ramię podejmuje, że tak powiem, bardzo ryzykowną misję w Iraku, ma kłopoty z wizami, jest traktowany trochę jak natręt. Więc tu, myślę, Amerykanie muszą zrozumieć również stopień frustracji wśród Polaków. To jest ważny element.

Ciekawe, czy zrozumieją.

Prezydent RP—
Zobaczymy.

Na koniec, Panie Prezydencie — gdzie Pan spaceruje w niedzielę zazwyczaj?

Prezydent RP—
Po lesie.

Po lesie?

Prezydent RP—
Tak.

Nie, bo mieliśmy pytanie od naszych przyjaciół z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, gdzie można Pana zastać w niedzielę i ewentualnie poprosić o wrzucenie datku na rzecz Orkiestry.

Prezydent RP—
Wrzucę na pewno, natomiast będę poza Warszawą. I możemy się umówić na wrzucenie.

W niedzielę, przypominamy, drodzy państwo, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy będzie grała, będzie zbierała na sprzęt dla niemowląt, dla dzieci, bardzo potrzebny. Okazuje się, że można, można coś zrobić z ogromną korzyścią.

Prezydent RP—
Zachęcam, zachęcam. Myślę, że nawet nie jest konieczna ta zachęta — Polacy są w takich sytuacjach bardzo otwarci, hojni i za to już dzięki. A ja swoje parę groszy również do tego dołożę.




Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.