przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim rozmawia Jan Skórzyński
Chcę być patronem lewicy

Panie prezydencie, jaka będzie ta lewica, którą wzywa pan do zjednoczenia? Stara, choć odnowiona koalicja socjaldemokratów Borowskiego, Unii Pracy i resztówki po SLD, czy może młoda, bez pezetpeerowskich obciążeń, antyklerykalna i nastawiona na swobody obyczajowe?


Prezydent RP: Moje wezwanie do zjednoczenia lewicy nie wynika tylko z sympatii do tej strony sceny politycznej, ale z przekonania, iż wzmocni to stabilność tej sceny. Lewica ma w Polsce od 15 do 30 proc. elektoratu i jest po prostu potrzebna. A jeśli chce wykorzystać ten potencjał społecznego poparcia, jaki jej pozostał po dramatycznych przejściach ostatnich kilku lat, to musi się zjednoczyć, ale musi też wyciągnąć wnioski i wykluczyć ludzi, którzy ją obciążają i którzy się nie sprawdzili...

Kogo ma pan na myśli?

Prezydent RP:
Nie chcę mówić o nazwiskach, ale wystarczy czytać pierwsze strony gazet - także pana gazety - by wiedzieć, o kogo chodzi.
Pyta pan o to, jaka lewica? W moim przekonaniu cenna dla Polski jest taka lewica, dla której ważny jest człowiek, która akceptuje w pełni demokrację i nie stanowi dla niej żadnego zagrożenia. Taka, która respektuje racjonalność ekonomiczną i nie przygotowuje eksperymentów gospodarczych, ale wierzy w wolny rynek i szanuje jego instytucje i zasady: giełdę, swobodę przedsiębiorczości, niezależność banku centralnego, silny pieniądz. Powinna być proeuropejska, czyli bez kompleksów budować silną pozycję Polski w Unii Europejskiej. Natomiast w sferze obyczajowo-światopoglądowej, o której pan wspominał, nowa lewica nie powinna wyrzekać się swoich poglądów. I może być w tej sferze bardziej czytelna i mniej obarczona kompromisami, które SLD - jako partia wywodząca się z minionej epoki i partia rządząca - musiał akceptować. Myślę, że lewica nieuczestnicząca we władzy będzie bardziej w tej mierze wyrazista. Ale bez niemądrych skrajnośći, o ile bowiem uważam za rozsądną walkę lewicy o świeckość instytucji państwa, o tyle już antyklerykalizm widzę jako rodzaj choroby, którą należy leczyć. Podobnie zresztą jak antykomunizm, przynajmniej ten fundamentalny.
Musi też nastąpić zmiana generacyjna, bo epoka "ojców założycieli" obecnej polskiej lewicy zbliża się do końca. Mówię tu także o sobie.

Czy to znaczy, że pan nie chce stanąć na czele tej nowej lewicy?

Prezydent RP:
Chętnie będę patronował porozumieniu lewicy i pomagał w pracy nad sformułowaniem czytelnego sygnału dla opinii, że lewica jest razem i może zaproponować rozsądny program dla Polski. Natomiast trudno mi sobie wyobrazić kierowanie strukturami partyjnymi - ten czas jest już poza mną.

Woli pan kierować lewicą z tylnego siedzenia?

Prezydent RP:
Nie, nie. To jest po prostu przekonanie, że muszą wejść ludzie z nowym impetem, którym jednak może się przydać moja życzliwość, moje doświadczenie i moja popularność. Pozycja takiego patrona jest sensowna i bezinteresowna wtedy, gdy nie jest on kontrkandydatem do miejsc na liście wyborczej i stanowisk w rządzie. Gdy więc dziś pyta mnie pan, czy widzę się jako przywódca partii, to odpowiadam - nie.
Kto pana zdaniem jest najlepszym lewicowym kandydatem na prezydenta?

Prezydent RP:
Jest pięciu ludzi, których uważam za przygotowanych do tej roli pod względem politycznym, intelektualnym i moralnym. Są to - wymieniam w kolejności alfabetycznej - Marek Belka, Marek Borowski, Włodzimierz Cimoszewicz, Józef Oleksy, Jerzy Szmajdziński.

Trudno mi uwierzyć, że nie ma pan wśród nich swego faworyta. Czy będzie nim Marek Belka, jeśli powiedzie mu się kierowanie rządem?

Prezydent RP:
No, to trzeba po pierwsze jego zapytać, czy jest do takiej roli gotowy. Na razie Belka mówi: nie. A start w wyborach prezydenckich ma sens tylko wtedy, gdy się chce je wygrać. To jest trochę tak jak w sporcie: nie wolno iść na zawody z myślą o zajęciu szóstego miejsca, bo wtedy kończy się to zupełnym fiaskiem.

Czy pani Jolanta Kwaśniewska już na pewno nie będzie kandydować?

Prezydent RP:
Nie będzie. Ja tę decyzję rozumiem i popieram. Moja żona stworzyła w Polsce formułę pierwszej damy - czyli osoby, która nie żyje w cieniu męża, ale ma własną rolę, jest aktywna na różnych polach, pomaga ludziom. A wchodzenie do polityki to byłaby przede wszystkim dla niej krzywda.

A kto spośród kandydatów prawicy byłby najlepszym prezydentem?

Prezydent RP:
Proszę nie prowokować! Wiem, że chętnych nie zabraknie.

Jakby pan ocenił następującą sytuację: prezydent i premier uzgadniają na nocnym spotkaniu wraz z najbogatszym polskim biznesmenem skład władz wielkiej spółki - czy to odpowiada standardom przejrzystości życia publicznego i oddzielenia biznesu od polityki, o co pan apelował przy okazji afery Rywina?

Prezydent RP:
Przede wszystkim musimy ustalić fakty, a fakty były inne. Do 17 lutego 2002 roku byłem poza krajem, więc o fakcie zatrzymywania prezesa Modrzejewskiego przez UOP dowiedziałem się z mediów, co potwierdził szef mojego gabinetu. Zadzwoniłem wtedy do ministra Siemiątkowskiego, by się dowiedzieć, co się właściwie dzieje. Powiedział mi, że były poważne powody do zatrzymania Modrzejewskiego i że nie jest to związane z Orlenem. I ja mu ufam, bo to jest człowiek, który nie dałby się nakłonić do działań bezprawnych.
Po powrocie do kraju miałem dwa spotkania z premierem Millerem. Jedno 18 lutego 2002 roku, a drugie 20 i oba były głównie poświęcone przygotowaniom do posiedzenia Rady Gabinetowej, które odbyło się 21 lutego. Jego przedmiotem były sprawy gospodarcze, negocjacje z Unią Europejską i nasza polityka wschodnia wobec zbliżającej się wizyty prezydenta Putina. To, że spotkamy się po raz drugi przed Radą Gabinetową ustalone było w poniedziałek, 18 lutego. W spotkaniu mieli również wziąć udział Ungier i Wagner jako sekretarze Rady.
Temat Orlenu też pojawił się w kontekście krążącej po Warszawie informacji, iż Jan Kulczyk chce być szefem rady nadzorczej PKN Orlen. Wcześniej, już od 18 lutego, o rozmowę w tej sprawie zabiegał u mnie Wiesław Kaczmarek. Ta rozmowa odbyła się 20 lutego po południu. Minister Kaczmarek powiedział mi, że to jest zły pomysł i ja się z nim zgodziłem. Oznajmiłem mu, że ma działać tak, jak uważa.

A wieczorem spotkał się pan z Leszkiem Millerem. Dlaczego ta rozmowa miała miejsce w Kancelarii Premiera, a nie u pana w pałacu?
Prezydent RP:
To był rzadki przypadek. Wtedy tak umówiliśmy się, byłem bowiem w mieście i po prostu było wygodniej po drodze przyjechać do premiera, by nie tracić czasu, bo już nazajutrz miało się odbyć posiedzenie Rady Gabinetowej. W tej wieczornej rozmowie obok innych spraw pojawił się temat Orlenu i Kulczyka. Premier zaproponował więc, abyśmy spytali o to samego Kulczyka. I on się wtedy pojawił...

A zatem czekał w pokoju obok?

Prezydent RP:
Nie wiem, czy czekał, bo to premier aranżował spotkanie. W każdym razie przyszedł Kulczyk i powiedział, że nie aspiruje do funkcji szefa rady nadzorczej Orlenu. I na tym się sprawa skończyła. O żadnych innych nazwiskach w kontekście tej rady nie rozmawialiśmy. Ja zresztą żadnych nazwisk nie znałem i w ogóle się nie zajmowałem i nie zajmuję radami nadzorczymi firm, bo to nie są moje kompetencje.

Wiesław Kaczmarek twierdzi, że Marek Ungier przekazał mu listę kandydatów do rady nadzorczej Orlenu...

Prezydent RP:
Pytałem o to ministra Ungiera. Rzeczywiście, czekając na spotkanie ze mną, Kaczmarek rozmawiał z nim i ta rozmowa w sposób naturalny również dotyczyła nazwisk, bo przecież krążyły one po Warszawie i nie stanowiły większej tajemnicy. Ale żadnej listy sporządzonej na piśmie nie było. Kaczmarek przyszedł na spotkanie ze mną z własnym projektem, w którym Kulczyka nie było, i ja to w pełni zaakceptowałem.

Czy spór o udostępnienie ksiąg wejść i wyjść w pańskiej kancelarii jest rozstrzygnięty?

Prezydent RP:
Tak, jesteśmy gotowi je udostępnić - z wiarą, że komisja śledcza skupi się na tym, co należy do przedmiotu jej prac.

Czy jest pan gotów sam stanąć przed komisją?

Prezydent RP:
W tej kwestii są ciągle wątpliwości natury konstytucyjnej, prawnej, ale nie chcę pozostawiać żadnych niedomówień i jestem gotów do dialogu z komisją, który pozwoli jej dowiedzieć się tego, co ją interesuje. Nie mam w tej sprawie nic do ukrycia.

Jest więc pan gotów odpowiedzieć na pytania komisji?

Prezydent RP:
Tak, jestem gotów pomóc komisji i odpowiedzieć na pytania. Im szybciej by się to mogło stać, tym lepiej - i dla sprawy, i dla urzędu, który pełnię. Zwłaszcza że odpowiedzi są proste.

Jak pan ocenia decyzje premiera Belki, by powołać na stanowiska w rządzie ludzi dalekich od SLD, jak Andrzej Ananicz czy Anna Radziwiłł?

Prezydent RP:
Oceniam to dobrze. Polska nie ma za dużo gwiazd i prawdziwych fachowców, więc każdy dobry specjalista powinien być wykorzystany. Nie mam żadnych wątpliwości, że Andrzej Ananicz, dobry dyplomata, znawca tematyki bliskowschodniej, będzie bardzo dobrym szefem wywiadu. A niech mi pan wierzy, że znalezienie odpowiedniego kandydata na taką funkcję nie jest zadaniem łatwym. My w ogóle nie cierpimy na nadmiar ludzi odpowiednich do sprawowania wysokich funkcji państwowych. Uważam więc, że praktyka wybierania kandydatów według ich umiejętności, a nie koloru politycznego powinna być w Polsce kontynuowana.
Tego poglądu nie podziela SLD, który ostro zaprotestował na wieść o nominacji Ananicza.

Prezydent RP:
Zdawaliśmy sobie sprawę z premierem Belką, na co się narażamy, bo wiedzieliśmy, że napotka to opór tej części SLD, która rządzenie postrzega wyłącznie jako decyzje kadrowe zastrzeżone dla swoich. To jest więc trudna próba dla niektórych ludzi w SLD, ale będzie to także trudne dla następnych rządów. Bo to jest wezwanie do prowadzenia w pewnej sferze polityki ponadpartyjnej. Zobaczymy, jak temu sprosta dzisiejsza opozycja.

Jakie pan widzi dzisiaj szanse na uzyskanie przez rząd Belki wotum zaufania w Sejmie w październiku?

Prezydent RP:
Nie widzę dziś argumentów merytorycznych, aby ci, którzy głosowali za tym rządem, mieli teraz głosować przeciw. Premier Belka, co miał zrobić, to zrobił: ustawa zdrowotna jest, nasz komisarz ma bardzo ważną tekę w Brukseli, polscy rolnicy zaczną dostawać dopłaty bezpośrednie już w październiku. Ale wszystkie partie zastanawiają się, jaki termin wyborów byłby dla nich najlepszy, i to może zadecydować o tym, jak będą głosować w sprawie wotum zaufania. Może niektóre z nich uznają, że warto przyspieszyć wybory o tych kilka miesięcy?

A według pana, kiedy powinny być wybory parlamentarne?

Prezydent RP:
Będę namawiał do przeprowadzenia ich w maju lub czerwcu. A po przerwie wakacyjnej powinna ruszyć poważna kampania prezydencka. Wraz z wyborami prezydenckimi w październiku najlepiej też przeprowadzić referendum europejskie.

Panie prezydencie, rozmawiamy 31 sierpnia. Jaki jest pana stosunek do tej daty w historii Polski? I czy nie uważa pan, że powinno to być święto państwowe?

Prezydent RP:
To może być święto państwowe, byle z przesłaniem, które wtedy zostało wypowiedziane - "dogadaliśmy się jak Polak z Polakiem i teraz wracamy do pracy".



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.