przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Grzegorz Miecugow : Czy wierzy Pan w sondaże?

Prezydent RP: Umiarkowanie, ale czytam

Czy ten sondaż Pentora, który wczoraj tyle szumu narobił, o tym, że Włodzimierz Cimoszewicz prowadzi w rankingu prezydenckim

Prezydent RP:
To jest trochę dziwny sondaż, ponieważ Włodzimierz Cimoszewicz jeszcze ostatecznej decyzji nie podjął, ale być może ten sondaż pomoże mu podjąć tę decyzję. Niewątpliwie uważam, że jeżeli dojdzie do wyborów prezydenckich to dwa bloki: prawica i centrolewica, miałyby wtedy dość wyrazistych liderów. Mówię o Włodzimierzu Cimoszewiczu z jednej strony i o Lechu Kaczyńskim z drugiej.

Kiedy ta decyzja zapadnie Pana zdaniem? Mam być w tym tygodniu dzisiaj, czy jutro?

Prezydent RP
: Marszałek mówił, że to jest ten tydzień, myślę, że tu już nie ma więcej czasu. Raczej początek tygodnia, niż koniec, więc sądzę, że w najbliższych dniach

A kiedy Pan, Panie Prezydencie rozmawiał z Włodzimierzem Cimoszewiczem ostatnio?

Prezydent RP:
Wracaliśmy ze Lwowa samolotem razem, więc też mieliśmy okazję do rozmów, wymienialiśmy różne argumenty. We Lwowie widziałem jak pan marszałek jest też pod presją bardzo różnych ludzi i to związany nie z życiem partyjnym, także ludzi kultury, ludzi, którzy widzą w nim osobę, na którą gotowi byliby głosować, bo z tym głosowaniem to różnie bywa, to przynajmniej chcieli by go wiedzieć wśród kandydatów

A czy Pan Prezydent zna już jak to będzie decyzja?

Prezydent RP:
Nie, nie znam. Domyślam się, mam nadzieję tak lepiej powiedzieć. Natomiast pamiętajmy, że Włodzimierz Cimoszewicz jest człowiekiem bardzo suwerennym i decyzję podejmie na pewno sam i to po bardzo gruntownej analizie. Tyle, że niedługo, bo decyzja o kandydowaniu podjęta po wyborach nie ma najmniejszego sensu.

Czyli ta decyzja z 18 maja, gdzie marszałek powiedział, że wycofuje się z polityki była zdaniem Pana Prezydenta pochopna?

Prezydent RP:
Nie uwzględniono wszystkich okoliczności. Część tych okoliczności zdarzyła się później. Trudno było sądzić wtedy, że tak bardzo zaplącze się sytuacja w Unii Europejskiej, że trzeba będzie naprawdę wiele inicjatyw, wielkiej znajomości rzeczy, aktywności, żeby Unia nie wpadła w wielkie kłopoty, bo na razie to są duże kłopoty. To jest nowy element. Na pewno nie spodziewał się Włodzimierz Cimoszewicz takiej presji społecznej, ten sondaż - można różne znaki zapytania stawiać - ale jest jednak faktem. Po trzecie wydaje mi się, że to, co dzieje się dzisiaj w Polsce i ta niechęć do bardzo partyjnych kandydatów, czy realizujących linię partyjną, to też jest wyraźne, to widać w sondażach i myślę, że to widać również wobec Włodzimierza Cimoszewicza i to widać także w atakach na niego. Dziś odczuwam, że główny atak pójdzie nawet nie to, że zmienił decyzję, tylko, że jest de facto kandydatem SLD –jaki on jest ponadparyjny skoro SLD-owski.

A ta chwiejność też będzie...

Prezydent RP:
Będzie, oczywiście, że będzie. Wie pan są nowe okoliczności. Polityka to jest jednak ta dziedzina, w której sytuacje zmieniające się na argumenty trzeba uznawać. Polityka to nie jest rzeźba, którą zamierzamy wykonać i wykonujemy ją od „a” do „z” w takim kształcie, tu jest bardzo wiele nowych czynników, nowych sytuacji. Niewątpliwie dobry polityk powinien uwzględniać. Tak na marginesie, jeżeli popatrzeć na długą listę, tych którzy byli przekonani, że w polityce już niczego robić nie będą to jest całkiem imponująca – takie wrażenie miał Churchil, który, że kariera jego jest skończona, a ponownie został członkiem rządu odpowiadającym za marynarkę wojenną, później został premierem rządu, który był w zwycięskiej koalicji. Kiedy Adenauer został aresztowany po zamachu na Hitlera, to z pamiętników wynika, że jeden ze strażników powiedział: panie Adenauer, pan już jest taki stary, kogo starego wtrącamy do więzienia, to zaraz samobójstwo popełnia, niech mi pan tego nie robi, bo ja już mam z tego same kłopoty. Kilka lat później – 4 lata później dokładnie - Adanauer został sekretarzem Republiki Federalnej na wiele lat.

Obaj przeszli do historii

Prezydent RP:
Tak, obaj przeszli do historii. Oczywiście te porównania są dość dowolne, bo nie ma tu szczególnych analogii. Natomiast powroty w polityce są czymś bardziej naturalnym aniżeli nienaturalnym

Kilka tygodni temu powiedział Pan, że na lewicy będzie dwóch kandydatów poważnych, to znaczy, że Pan wiedział, że Włodzimierz Cimoszewicz powie jednak – „tak”?

Prezydent RP:
Myślę, że kiedy nie udało się stworzyć wspólnej koncepcji występu lewicy w wyborach na spotkaniu, które miało miejsce tutaj w Pałacu, w historycznej chwili, bo wyboru nowego papieża Benedykta XVI. Pierwszą godzinę spotkania o jedności lewicy spędziliśmy na oglądaniu informacji z Watykanu, to też był jakiś znak z „góry”. Ale mimo tego nastroju i Habemus Papa takiego oświadczenia o jedności lewicy nie mogliśmy dać z siebie. I od tego momentu jest dla mnie dość oczywiste, że Marek Borowski jest zdeterminowany, żeby kandydować, a ta lewica, która nie akceptuje Marka Borowskiego tak, czy inaczej szukałaby swojego kandydata. Więc dwóch kandydatów na lewicy jest poza sporem. Jeżeli drugim kandydatem byłby marszałek Cimoszewicz to jest duża jakość, duża waga tej kampanii

Dzisiejszy Wprost pisze, że na drodze decyzji na „tak” jeszcze stoi teczka Włodzimierza Cimoszewicza.

Prezydent RP:
Jestem zdumiony, że niektóre gazety, niektórzy politycy za nic mają obowiązujące prawo, które wspólnie ustanowiliśmy dotyczące Instytutu Pamięci Narodowej, zasad składania deklaracji o współpracy tajnej ze służbami PRL, badania tych oświadczeń przez Rzecznika Interesu Publicznego, Sąd Lustracyjny. Chcę powiedzieć, że Włodzimierz Cimoszewicz całą tą procedurę przetrwał, dysponuje prawomocnym werdyktem, który mówi, iż nie był tajnym współpracownikiem, czyli jego oświadczenie jest prawdziwe. Z mojego przekonania ten temat jest zamknięty i dla niego i dla Marka Belki i dla mnie i dla Lecha Wałęsy, którzy przechodzili taką procedurę w roku 2000 jako kandydaci na prezydenta. Tą procedurę jako kandydat on będzie musiał podobnie przejść, ale ona jest już rozstrzygnięta. Natomiast głęboko protestuję przeciwko formułowaniu opinii na temat tzw. teczek Kowalskiego, Malinowskiego, ponieważ to nie są ich teczki, to są teczki służby bezpieczeństwa o tych ludziach. Nie wiem, co w tych teczkach jest, moim zdaniem tam jest wiele informacji nieprawdziwych, interpretacji, rzeczy zasłyszanych, często są to plotki, a służby tym się głównie zajmowały. One nie zajmowały się pisaniem laurek, że to dobry profesor, znakomity znawca, jego ostatnia praca o rozwoju ekonomicznym środkowej Afryki to rzeczywiście przyniosła takie i takie tezy. Tego się nie pisało to był materiał do recenzji naukowych, czy prasowych. Natomiast teczki z natury rzeczy zajmują się plotkarską, donosicielską ale w stosunku do człowieka

Panie Prezydencie taka jest rzeczywistość wynikająca z ustawy o IPN, że otwiera się te archiwa, że pokrzywdzeni zostają. Jest niewielkie grono ludzi, którzy znają zawartość teczek, to mleko się wylało, postulat otwarcia ich tak jak zrobili to Czesi jest chyba najsłuszniejszy

Prezydent RP:
Sprawdzałem jak to jest, takiego otwarcia po prostu nie ma. To znaczy jestem absolutnie przekonany, że musimy ułatwić możliwość zapoznania się z materiałami osobom zainteresowanym, nie tylko pokrzywdzonym. Można przyjąć, że pierwszeństwo gdyby nastąpiły jakieś trudności techniczne mają pokrzywdzeni, szczególnie po wypłynięciu na zewnątrz Listy Wildsteina, to tym bardziej ci ludzie powinni mieć prawo do zobaczenia, co w tych teczkach jest i podjęcia decyzji, co z nimi robią – publikują, sądzą się, maja do kogoś pretensje. To są bardzo złożone kwestie. Natomiast nie widzę żadnego powodu, żebyśmy przez najbliższe lata zajmowali się wyłącznie teczkami, żeby one były w jakimś specjalnym trybie drukowane, żeby właśnie do tego dawać nadmierną rangę i wierzyć temu wszystkiemu. To są sprawy, które wymagają i indywidualnego podejścia i spokoju, a na pewno nie używania do batalii i politycznych. Dzisiaj wszyscy chcą użyć ich do batalii politycznych. To błąd.

Przestańmy mówić o teczkach, dzisiaj sondaż Gazety Wyborczej mówi, że prawie połowa Polaków uważa, że za dużo się mówi o teczkach. To może wrócimy do soboty. Czy pochwalił Pan żonę za sposób w jaki zeznawała przed sejmową komisją śledczą

Prezydent RP:
Pani Prezydentowa była godna i dzielna. Naprawdę sześć i pół godziny zupełnie kuriozalnego wydarzenia, bo znakomita część pytań w ogóle ze sprawą nie miała nic wspólnego i taka postawa z jednej strony merytoryczna, z drugiej strony pełna godności, żeby się nie dać sprowokować to budzi szacunek – mój ogromny szacunek

Pana żona długo się przygotowywała do tego?

Prezydent RP:
Specjalnie, to może złe słowo. Oczywiście przygotowywała się w rozumieniu czytania dokumentów, dyskusji z prawnikami

W Newsweeku przeczytałem, że sztab specjalistów przesłuchał poprzednie zeznania, ustalili listę pytań, które mogą paść

Prezydent RP:
Mam wrażenie, że to ci, którzy chcą w tej chwili dopisać się do udanego występu Pani Prezydentowej tworzą różne teorie, ale nie było
takiego sztabu. Oczywiście było spotkanie, co może być pytane i jak należałoby odpowiadać, żeby to było – to jest zeznanie pod przysięgą - więc zgodne z prawdą, a jednocześnie nie wchodzące w zbyt rozległą ilość tematów, ponieważ komisję interesuje wszystko i kojarzy się komisji wszystko z rynkiem paliwowym. Sztabu nie było. Natomiast Pani Prezydentowa w gronie swych współpracowników przygotowywała się

Przeczytałem dziś w Gazecie Wyborczej komentarz, że wygląda na to, że Pani Jolanta Kwaśniewska złamała prawo nie ujawniając listy oraz następne zdanie – bardzo dobrze, że tak zrobiła, ponieważ lista darczyńców indywidualnych na rzecz fundacji byłaby wykorzystywana w sposób gorszący


Prezydent RP:
Co do tego drugiego nie mam żadnych wątpliwości, że przecież to brzmiało nawet w niektórych pytaniach, całkowicie poza tematem, a jednocześnie miały za zadanie w oczach publiczności przypiąć łatkę, ja to bardzo dyplomatycznie nazywam, niektórym osobom. To jest niedopuszczalne, a wiem, że to członkowie komisji z pełnym rozmysłem czynili. Więc to nie był przypadek. Zadawanie pytania czy pani jest doradcą ds. narkomanii Kofi Annana i tu w tym kontekście wymienianie jednego nazwiska. Jest to rzecz, która powinna się skończyć w sądzie w moim przekonaniu.
Natomiast, jeśli chodzi o to prawo, ono nie jest jasne i być może rzeczywiście trzeba precyzyjnie określić w ustawie jakie obowiązki spoczywają na fundacji w stosunku do donatorów, którzy także mają prawo zachować swoją prywatność, którzy nie chcą na przykład być na liście osób sponsorujących jakąkolwiek, nawet najbardziej wspaniałą działalność, z tego względu, że są skromni, że chcą być w cieniu, że im się należy tego rodzaju intymność wobec faktu, że płacą na zbożny cel. Dzisiaj te przepisy nie są jasne, najlepszy dowód, że ogromna większość fundacji tych list sponsorskich nie przekazuje publicznie. Wczoraj szykując się do spotkania z Panem szukałem w komputerze listy sponsorów TVN. Nie ma tej listy. Chyba, za chwilę pokażecie, że już od wczoraj wieczór jest. Są dane na temat fundacji, są sprawozdania tak zwane zbilansowane, przejrzyste. Natomiast listy sponsorów nie ma dlatego, że nie można bez zgody np. osoby, która dała pieniądze ujawniać to nazwisko. I to jest jakby taki prawny, niejasny, ale moim zdaniem punkt, który trzeba wyjaśnić na korzyść tego sponsora, który po prostu powinien mieć możliwość przekazywania środków na dobry cel. Z drugiej strony też odrzućmy tej rodzaj szaleństwa czy podejrzliwości, który panuje, że każdy datek na cel społeczny ma jakieś ukryte intencje czy drugie dno, przecież to w ogóle zrujnuje nam nie dość, że działalność charytatywną to w ogóle postawi pod znakiem zapytania najbardziej ludzkie odruchy. Jeżeli Pan chce komuś pomóc, jeżeli Pan chce wspomóc towarzystwo opieki nad zwierzętami , czy jakiejś fundacji to jest Pański wybór, to jest Pańskie święte prawo i tutaj nikt nie powinien formułować żadnych podejrzeń. Tym bardziej, że jeżeli nawet człowiek czyni to jako odkupienie jakiegoś własnego grzechu, własnej słabości, braku czasu, którego nie poświęcił osobom potrzebującym, to przecież jest to ekspiacja, w jakimś sensie, ale z przecież jedna z najbardziej szlachetnych.

Zgadza się Pan z opinią, że gdyby Pan Prezydent poszedł do spotkania z komisją to Pana żona nie byłaby przesłuchiwana?

Prezydent RP:
Nie zgadzam się. Myślę, że to byłoby tak czy inaczej, bo to zbyt atrakcyjna historia w sensie medialnym z punktu widzenia komisji. Natomiast po tym i po poprzednich przesłuchaniach jestem absolutnie przekonany, że Prezydent RP przed tego typu komisją stawać nie powinien. To wynika po prostu z niejasności zakresu działania komisji albo takiej wykładni rozszerzającej, którą komisja przyjmuje. Prezydent jest człowiekiem, który właściwie pod przysięgą powinien odpowiedzieć na wszystkie pytania, bo w każdej sprawie jakąś wiedzę mniejszą, większą ma i to nie oznacza, że uczestniczy w decyzjach. I to byłoby rozmontowujące takie podstawowe zasady państwa, że Prezydent wykonując swoje obowiązki podejmuje decyzje zgodnie z przepisami, zgodnie z procedurami, ale nie każda decyzja musi być opowiadana czy nie każda sprawa, nie każde spotkanie, które ma w świecie ma być opowiadana przed oczami milionów ludzi dlatego, że wtedy wyręczamy działalność wszystkich wywiadów zagranicznych, wszystkich białych, czarnych sposobów zbierania informacji. Musi być ta sfera gdzie działania mają charakter dyskrecjonalny, gdzie są podejmowane w sposób nie ogłaszany od samego początku i nie ma w tym nic złego. Żeby trzymać się przykładu, który nie wzbudzi kontrowersji w Polsce gdybyśmy nasze zaangażowanie ukraińskie od pierwszej minuty ogłaszali publicznie, przecież to by się skończyło wszystko pełną katastrofą i klapą.

Panie Prezydencie, skoro mówi Pan o sprawach międzynarodowych - jest Panu przykro, że nie jedzie Pan do Kaliningradu.

Prezydent RP:
W polityce się mawia, że czasami popełniane są błędy, które są już wielkim głupstwem. Ja uważam, że nie zaproszenie, nie mówię Prezydentów, ale wysokich przedstawicieli, sąsiadów, czyli Polski i Litwy na uroczystości 750- lecia Kaliningradu, to jest więcej niż błąd, to jest po prostu dla nas niezrozumiałe

To jest błąd Panie Prezydencie organizatorów, a czy nie jest błędem tych, którzy tam jadą, czy Kanclerza Schroedera i J. Chiraca

Prezydent RP:
Myślę, że oni mają swoje motywy i to są motywy w obu przypadkach na tyle istotne, że oczywiście pojadą. Schroeder prawdopodobnie we wrześniu będzie miał przyśpieszone wybory i niewielką szansę na ponowny wybór stąd jak sądzę ta wizyta ma trochę charakter pożegnalny. W przypadku Prezydenta Chiraka po tych wszystkich trudnościach związanych z traktatem konstytucyjnym, z UE potrzebuje elementów pozytywnych dla Francuzów. Dobre relacje z Rosją zawsze miały swoją wagę.


Jeżeli mówimy, że w Europie panują narodowe egoizmy to niewątpliwie mieści się w takiej koncepcji.

Ale z drugiej strony słyszymy Panie Prezydencie, że oto rura będzie szła do Niemiec, po dnie Bałtyku, po to żeby ominąć Białoruś i Polskę, że w przedsięwzięciu tym biorą udział firmy niemieckie i francuskie, to budzi niepokój.

Prezydent RP:
Sam projekt, przede wszystkim budzi niepokój natury ekologicznej, bo tutaj oceniam, że i Rada państw bałtyckich i UE muszą się wypowiedzieć na ile to bardzo płytkie morze jakim jest Bałtyk może tego rodzaju inwestycje zaakceptować. Politycznie to, że nie ma włączonej UE do tego projektu też jest niedobre i mówiliśmy o tym. Oczekujemy, że wszystkie duże projekty tranzytu gazu, ropy będą dyskutowane przez UE jako całość, bo to przecież Unia ma być odbiorcą tych dostaw z Rosji. Zresztą trzymamy się tego, o czym też prezydent Putin wielokrotnie mówił mianowicie, że nie ma w tym podtekstu politycznego. Rosjanie nigdy nie będą wykorzystywali gazu czy ropy jako instrumentu politycznego i trzymajmy się tego. Różnie z tym bywa, ale trzymajmy się, że taka jest wola. Nie dobrze, że takie dyskusje odbywają się bez UE. Natomiast my będziemy proponowali. Spotkanie odbędzie się rychło - bo 30 czerwca w Gdyni, z Prezydentem Juszczenką, z przedstawicielami sektora paliwowego i tranzytu paliw Ukrainy i Polski na temat innego projektu, mianowicie gazu i ropy z Kazachstanu, Turkmenistanu, Afganistanu, Azerbejdżanu przez Gruzję, kraje zakaukaskie, Ukrainę i tutaj z wyjściem na Polskę i Europę. Myślę, że to jest istotny projekt. Ukraina jest niezwykle zaangażowana też ze względu na swoje interesy, na własne bezpieczeństwo energetyczne i myślę, że to powinna być w jakimś sensie nasza oferta wobec tych ofert, które mają Niemcy i Rosjanie.

W sprawie tego, co robią Niemcy z Rosjanami powinniśmy głośno wołać w Europie, żeby to była sprawa ogólnoeuropejska, a w tamtej sprawie też ...

Prezydent RP:
Oczywiście, nie wyobrażamy sobie żeby można było tego rodzaju wielki projekt, po pierwsze przeprowadzić bez świadomości gdzie to ma być dostarczane, po drugie bez udziału poważnych europejskich konsorcjów, a także organizacji finansowych europejskich, które powinny temu projektowi pomóc. To miało by również głęboki sens polityczny, bo zaangażowanie UE w taki projekt oznaczałoby, że mimo trudności Unia cały czas patrzy na Ukrainę jako potencjalnego, przyszłego partnera. Ukraińcy niezwykle potrzebują takich znaków, takich czytelnych dowodów, że UE zajęta sobą nie odwraca się od Ukrainy

Prezydencja brytyjska lada dzień i tam są takie jasne sygnały, że Ukraina jest ważnym elementem dla Europy

Prezydent RP:
Bardzo dobrze. Uważam to za sukces polskiej polityki, bo my jesteśmy tymi, którzy cały czas o tym mówią. Wieczorem rozmawiałem Danutą Hubner. Ona mówi, że momentami nawet ma poczucie takiego swoistego dziwactwa na punkcie Ukrainy, ponieważ wśród komisarzy jest tą, która najgłośniej, najczęściej i najdobitniej domaga się spraw ukraińskich. Ale tak trzeba, to powinna być polska polityka. Jeżeli ze strony prezydencji brytyjskiej jest zrozumienie, gotowość uczynienia konkretnych rzeczy to będzie dobrze.

Imponuje Panu sposób, w jaki rozgrywa politykę Tony Blair?

Prezydent RP:
I tak i nie. Uważam, że Tony Blair jest niewątpliwie jednym z najzdolniejszych polityków. Natomiast moim zdaniem to, że nie doprowadził do kompromisu budżetowego w momencie, kiedy wiadomo było, że mamy kłopoty związane z Traktatem, to nie była dobra decyzja i będzie miał w tej chwili z tego dużo problemów

Panie Prezydencie, ale on potrząsnął Europą troszkę, tzn. może nam trzeba było takiego potrząśnięcia

Prezydent RP:
Ale to potrząśnięcie, po pierwsze można było zrobić już od pół roku, czy od roku. Natomiast Brytyjczycy zajmowali się swoimi wyborami, obroną swojego rabatu i później dopiero jak wzrosły obawy, że oto można być oskarżonym za kryzys w Unii Europejskiej doszło do bardzo ważnej w mojej ocenie wypowiedzi Blaira w Brukseli. I oby to była już ta obecna polityka. Oby to rzeczywiście była nie tylko retoryka związana z chwilą, pokazaniem, że to nie ja jestem winny tych problemów, tylko kolega, ale żeby to była rzeczywiście bardzo zaangażowana polityka europejska w wykonaniu Brytyjczyków, a Brytyjczycy mają tutaj, co najmniej trzy trudne sprawy, które muszą sami wobec siebie rozstrzygnąć. I to jest budżet, czyli rabat brytyjski, to jest Traktat Konstytucyjny, co z nim robić, czy jest w ogóle koncepcja, na ile Europa bardziej wspólnotowa, na ile Europa bardziej narodowa. I trzeci poważny problem to jest euro, bowiem jak mówią wszyscy specjaliści nasi i zewnętrzni – euro oderwane od struktur politycznych, ono zacznie karleć, dlatego, że pieniądz musi mieć oparcie w silnej strukturze europejskiej, a dzisiaj euro nie jest nawet walutą UE,

Trudne 6 miesięcy przed Brytyjczykami, pewnie całą Unią Europejską, może nawet więcej niż 6 miesięcy. Ale korzystając z tego, że jest taka pogoda jak jest, że jesteśmy w takim czasie, jakim jesteśmy, może zapytam na koniec Pana Prezydenta gdzie wakacje, gdzie się Pan wybiera.

Prezydent RP:
Tradycyjnie, a że my się przenosimy, bo tu trudno mówić o takich wakacjach w rozumieniu typowym, na Półwysep Helski. Tam mam swoje biuro, łączność, tam będę przyjmował gości, będę stamtąd również wyjeżdżał. I tak tradycyjnie staram się około połowy lipca, żeby już i rodzina mogła wyjechać, żebyśmy byli tam bardziej zadomowieni. A do tego czasu będziemy mieli Forum polsko-ukraińskie 31 czerwca – 1 lipca w Gdyni z prezydentem Wiktorem Juszczenką, później dwie wizyty oficjalne w ważnych krajach, niedużych, ale ważnych szczególnie w tej sytuacji europejskiej czyli Estonia i Łotwa. Sprawy tutaj wewnętrzne, krajowe. I myślę, że i ludzie odetchną jak około 15 lipca politycy pójdą zebrać siły przed kampaniami wyborczymi, a wyborcy i obserwatorzy będą mogli zająć się trochę własnymi rodzinami.

Raczej to nie ucichnie Panie Prezydencie, bo za blisko podwójnych wyborów.

Prezydent RP:
Wie Pan poza tym, dziennikarze mają też w tym swój interes. Coś trzeba robić, tym bardziej jak są programy 24 godziny na dobę to tym bardziej.

Istniejemy już 4 lata Panie Prezydencie i zawsze dawaliśmy sobie radę z tym, więc to nie my do tego (...)

Prezydent RP:
Wasza koncepcja programu TVN zaczęła się w ten sposób, że właściwie już wtedy zapisane było, że wam tematów nie zabraknie, bo pamiętam właśnie 11 września.


Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.