przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Panie Prezydencie, zamachy w Egipcie, zamachy w Londynie. Wygląda na to, że mamy do czynienia z największą od 11 września falą terroru. Jak dziś określiłby Pan stopień zagrożenia Polski?

Prezydent RP:
On się nie zwiększył w rozumieniu sygnałów, które mielibyśmy. Natomiast jest wysoki w związku z tym, co się dzieje na świecie. Nikt nie może być dzisiaj pewny. Ataki w Londynie i kurorcie egipskim Szarm el-Szeik, to wszystko pokazuje, iż nie ma miejsc, które można by uznać za całkowicie bezpieczne, gdzie nie zjawi się terrorysta-samobójca i nie postanowi zrealizować swojego szaleńczego planu. To nakłada wielki obowiązek na wszystkie służby, które zajmują się naszym bezpieczeństwem. One są w stanie podwyższonego pogotowia, informacje są przekazywane. I co najważniejsze, jest dobra współpraca służb w układzie międzynarodowym.

Ale gdyby miał Pan powiedzieć, grożą nam zamachy, czy nie?

Prezydent RP:
Mogę powiedzieć tak. W sensie sygnałów, które mielibyśmy, rozpoznania środowisk, które mogłyby mieć takie pomysły, informacja jest - nie ma zagrożenia. Natomiast jeżeli pani pyta mnie teoretycznie, ogólnie, czy zagrożenie terrorystyczne w roku 2005 występuje także w Polsce, to odpowiedź jest - występuje. Oczywiście. Ono jest wyobrażalne, ono wymaga sprawności naszych służb, pełnej czujności, kontroli, zarówno granic, jak i wewnętrznej. I ona jest od wielu, wielu tygodni na dobrym poziomie. No i oby to się nie zmieniło. Natomiast, nie dokończyłem myśli, bardzo istotną i właściwie jedyną w tej chwili skuteczną metodą, to jest dobra współpraca służb wywiadowczych. Dlatego, że jeżeli wcześniej można zlokalizować osoby, które takie zamiary mają, to jest właściwie najskuteczniejsze...

I taka współpraca jest?

Prezydent RP:
Taka współpraca jest, choć, jak widać, choćby po Londynie, czy po Egipcie niewystarczająca, bo jednak do tych ataków terrorystycznych doszło. Ona jest wzmacniana, za każdym razem są wyciągane dodatkowe wnioski, włączane są nowe kraje. To także jest bardzo ważnym sygnałem. Natomiast nie zwolni nas to od takiej stałej czujności, podwyższonego stanu gotowości.

85% Brytyjczyków uważa, że zamachy w Londynie mają związek z obecnością brytyjskich wojsk w Iraku. Pytanie, czy mógłby Pan już dzisiaj określić datę wycofania naszych wojsk z Iraku?

Prezydent RP:
Ja bym się chciał trochę zdystansować od tych wyników. Bo przecież Egipt nie uczestniczy w działaniach w Iraku, a przecież też jest miejscem ataku. Ja myślę, że dzisiaj...

Ale tam są zagraniczni turyści, także Brytyjczycy...

Prezydent RP:
...a także ci, którzy nie uczestniczą w koalicji antysaddamowskiej. A więc można powiedzieć, że terroryści realizują swoje cele. Są całkowicie głusi, ślepi na jakiekolwiek argumenty. Nie wybierają. Dziś wyraźnie widać, że nie ma to wyłącznie także wymiaru fundamentalizmu religijnego, bo właściwie ofiarami tych ataków są ludzie różnych religii, różnych narodowości. Mówiąc krótko mamy do czynienia z ciężką chorobą początku wieku, z którą musimy sobie poradzić. I to jest nasze wspólne zadanie. I w tym kontekście chciałbym mówić o Iraku. Nasza obecność była związana z udziałem w koalicji antyterrorystycznej. Wykonujemy swoje zadania bardzo poważnie, bardzo solidnie. Otrzymujemy dobre oceny od naszych sojuszników i partnerów w wielonarodowej dywizji. I chcemy zrealizować plan. Taki, jaki został zakreślony i przedyskutowany z koalicjantami. Ta zmiana, która w tej chwili jest byłaby zmianą ostatnią. Chcielibyśmy do końca stycznia te wojska wycofać w obecnym kształcie. I zamienić je mniejszymi grupami, które mogłyby podjąć zadania szkoleniowe wobec armii irackiej. No, a także przecież jest rzeczą zrozumiałą, w Polsce są wybory, pozostawić przestrzeń dla decyzji rządu, który zostanie utworzony po wyborach i prezydenta, który obejmie swój urząd z końcem roku. To, co ten prezydent i ten rząd przedstawił naszym sojusznikom i co zostało zaakceptowane, to, że ta zmiana kończąca swoją misję w styczniu jest tą ostatnią. I tego dotyczyły rozmowy ministra Szmajdzińskiego w Stanach Zjednoczonych z ministrem Rumsfeldem i z innymi. Jest pełne zrozumienie i jest, myślę, dobra propozycja polska, aby w coraz większym stopniu w miejsce wojsk wycofywanych wchodziły wojska irackie. Aby rzeczywiście Irakijczycy mieli takie namacalne poczucie, że sprawy są przekazywane w ich ręce. I że to oni ponoszą już odpowiedzialność za i to, co dzieje się dobrego, i co dzieje się złego w ich obszarze.

Panie Prezydencie, jutro początek ostatniego w tej kadencji posiedzenia Sejmu. Najprawdopodobniej ostatniego, bo nie jest wykluczone, że będzie jeszcze jedno posiedzenie we wrześniu. 30 lipca Marszałek Cimoszewicz ma stanąć przed Sejmową Komisją Śledczą badającą sprawę PKN Orlen. Powinini się stawić, czy nie?

Prezydent RP:
Ja nie chciałbym tutaj wypowiadać się w imieniu Marszałka Cimoszewicza.On zdaje się wrócił w tej chwili z uroczystości rodzinnych...

Poprosił o zmianę terminu.

Prezydent RP:
No i słusznie. Komisje mogą zmieniać terminy, a ślub syna jest czymś wyjątkowym. Ale nie wiem, czy się stawi. Myślę, że tak. Ekspertyzy prawne i decyzje zostały przez sejm podjęte tak, a nie inaczej. Ja mam głębokie odczucie, że Marszałek Cimoszewicz, jako osoba, która zajmowała się różnymi sprawami, także, jako premier rządu niewiele w tej sprawie ma do powiedzenia. Temat komisji dotyczy innego okresu, niż premierostwo Włodzimierza Cimoszewicza. Natomiast oczywiście nie mam żadnej wątpliwości, że ze względu na toczącą się kampanię prezydencką będzie to próba pewnego politycznego show ze strony niektórych członków komisji. Ale jestem pewny, że marszałek sobie da z tym radę.

Dobrze się stało, że wyszedł z pierwszego przesłuchania?

Prezydent RP
: Miał argumenty, miał argumenty, które ja podzielam...

Ale Prezydium Sejmu nie podzieliło?

Prezydent RP:
Ale tak nie podzieliło, bym powiedział, uciekając zupełnie w inną stronę. To znaczy doszukując się formalnych uchybień. Natomiast wydaje się, że sprawa jest istotna i ona jest do rozstrzygnięcia, jeżeli już nie przy okazji tej komisji, to w ogóle w ustawie o komisji śledczej, która powinna być radykalnie zmieniona, zweryfikowana w związku z doświadczeniami. I też tymi niedobrymi doświadczeniami, które z prac komisji wynikają. Zresztą myślę, że odpowiedź na pytanie, czy marszałek miał rację, że jego teza, iż będzie to wydarzenie polityczne, a nie wyjaśniające sprawę, ona się potwierdzi w trakcie tego przesłuchania. I będzie, czy wyjdzie na to, o czym Marszałek Cimoszewicz mówił. Że mamy do czynienia z akcją polityczną, a nie bezstronnymi członkami komisji dążącymi do ustalenia prawdy.

A czy dobrym rozwiązaniem jest dwóch kandydatów lewicy w wyborach prezydenckich?

Prezydent RP
: Tak jest dzisiaj. I nie mamy co dalej o tym rozmawiać.

Chyba jest, bo wydawało się, że jeden zrezygnuje?

Prezydent RP:
Wydawało się, ale się nie wydało. Więc ja uważam, że w tej chwili mamy sytuację, w której każdy powinien skupić się na kampanii. Włodzimierz Cimoszewicz niewątpliwie ma duże szanse, aby być nie tylko w drugiej turze, ale poważnie myśleć o prezydenturze. I sądzę, że wyborcy lewicowi i centrolewicowi tutaj widzą swoją szansę.

A lepiej by było, żeby Marek Borowski zrezygnował?

Prezydent RP:
Ja bym nie chciał w tej chwili wchodzić w taką dyskusję od początku. Teoretyzując jeszcze, nie mówiąc o konkretnych kandydatach, mówiliśmy, że jeden kandydat lewicy, to jest szansa na skupienie większej ilości głosów, a więc ta teoria pozostaje aktualna. Natomiast wiem, że stało się bardzo wiele. Marek Borowski zaangażował się w kampanię. Ma ludzi, którzy go popierają. Na pewno jest mu bardzo trudno podjąć decyzje o wycofaniu.

Ma także takich ludzi, którzy rezygnują. Jak na przykład Marszałka Nałęcza.

Prezydent RP:
Jako taką, która oceniła szansę i powiedziała, że nie ma co dzielić sił, a trzeba je raczej skupiać. Jak to będzie, zobaczymy. Pamiętajmy, że jeszcze są wybory parlamentarne, które w kolejności są pierwsze. Na pewno będą poważnym argumentem dla wszystkich, którzy później chcą uczestniczyć w wyborach prezydenckich. No bo będzie już wtedy wiadomo kto na co może liczyć. Natomiast ja bym w tej chwili nie chciał wchodzić w dyskusję jeden kandydat, dwóch kandydatów. Jest dwóch, prowadzą kampanię. Myślę, że są to postacie interesujące, wybitne i doświadczone politycznie. Wyborcy zdecydują. Ja swojego faworyta mam . Nigdy tego nie ukrywałem.

Namawiałem, namawiam i będę namawiał.

Prezydent RP
: I namówiłem. I myślę, że Włodzimierz Cimoszewicz jest tym człowiekiem, który może spełnić oczekiwania wielu wyborców i może być po prostu bardzo dobrym prezydentem.

Powiedział Pan, że wcześniej, przed wyborami prezydenckimi, wybory parlamentarne. I cały ubiegły tydzień to była dyskusja, na ile sterował pan układaniem list wyborczych SLD i na ile stał pan za tym, co naprawdę działo się w czasie posiedzenia Zarządu i Rady Krajowej?

Prezydent RP:
Ja już mam przypisywane tak wiele rzeczy, które działy się i w SLD, i wokół SLD i na lewicy, że każda próba dementowania z mojej strony by tylko wzmacniała to przekonanie. Ja powiem tyle. Wojciech Olejniczak jest naprawdę młodym, bardzo zdolnym, konsekwentnym człowiekiem. Wykazał to nie wczoraj, czy przedwczoraj, kiedy zajął się kierowaniem SLD, ale wykazywał to kiedy był ministrem rolnictwa, kiedy przeprowadził operację, gdzie większość była przekonana, że się nie uda. Mówię o dopłatach bezpośrednich i całym systemie informatycznym, który był niezbędny do uruchomienia tych dopłat. Widziałem to na własne oczy. Widziałem, jak ten młody człowiek rozwija się, dojrzewa, jak jest bardzo odpowiedzialny i kompetentny. I ci wszyscy, którzy dzisiaj nie widzą prawdziwej jakości przywództwa Wojciecha Olejniczaka mylą się. To jest naprawdę lider, który otacza się młodszymi ludźmi, ludźmi ze swojego pokolenia, z którymi znajduje wspólny język. I te decyzje, które podejmuje są suwerenne i ja je w pełni rozumiem i popieram. Uważam, że to jest wielka szansa dla SLD. Ta zmiana pokoleniowa, która się dokonuje i zmiana pokoleniowa tak dobrej jakości. Często te zmiany pokoleniowe, to było jedynym argumentem był rocznik urodzenia. Tu mamy do czynienia z bardzo zdolnymi ludźmi.

Ale czy to znaczy, że to, co mówią Leszek Miller i Józef Oleksy, czy Marek Dyduch, to jest spiskowa teoria dziejów, że tak naprawdę ośrodek decyzyjny gdzieś poza. Że wszystkim steruje Pan, bo pan chce po zakończeniu kadencji stanąć na czele nowej lewicy?

Prezydent RP:
Chciałbym uspokoić tych, którzy myślą, że chcę stanąć na czele Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Albo jakiejś nowej, szerokiej lewicowej formacji?

Prezydent RP:
Myślę, że współpraca różnych środowisk lewicowych będzie konieczna po wyborach. I mam nadzieję, że będzie podjęta. Jeżeli moja osoba mogłaby być użyteczna, jako swoistego patrona, ale nie przewodniczącego, nie osoby uwikłanej partyjnie, to oczywiście ja chętnie pomogę. Bo uważam, że w kraju, który szuka harmonii i rozwoju potrzebna jest również mądra, demokratyczna, zorientowana bardzo społecznie lewica. I ona tworzy się. Na naszych oczach się tworzy. Chętnie temu pomogę. Natomiast ja w tych głosach, które pani zacytowała słyszę bardzo wiele rozżalenia, a bardzo niewiele autorefleksji. Brzydkie to może słowo, ale krytycyzmu. Przecież coś się stało...

Ale Leszek Miller mówi, że to on wprowadzał Polskę do Unii Europejskiej i że on był premierem rządu i że nie da się przestawiać, jak mebel.

Prezydent RP
: Leszek Miller był premierem, który w sprawach personalnych wykazywał nadzwyczajną delikatność. I to tutaj przez wiele osób, które on powoływał i odwoływał, czuły się nie jak mebel, tylko jeszcze chyba gorzej. Ale tego, czego bym oczekiwał od liderów lewicy, no to pewnego rachunku. Zarówno plusów, bo wejście do Unii Europejskiej jest niewątpliwie wielkim sukcesem i SLD, i rządu Leszka Millera, i samego Leszka Millera. Ale też były przecież porażki, a wręcz klęski.

Ale są też i Krzysztof Janik, i Jerzy Szmajdziński, którzy są liderami na swoich listach. Starzy źli i starzy dobrzy?

Prezydent RP:
Ale w pewnym momencie, myślę, że Wojciech Olejniczak od kogoś uzyskał wsparcie dla swoich projektów, a od kogoś nie uzyskał. I to jest w polityce naturalne. I dla programu, który chcę realizować szukam sojuszników.

A to nie jest tak, że ci, którzy mieli dobre kontakty z Panem są ci dobrzy, a którzy mieli złe, to są źli?

Prezydent RP:
Ja myślę, że bardzo wielu miało dobre kontakty. Także wtedy, kiedy spieraliśmy się i mówiliśmy o różnych koncepcjach, czy mieliśmy zupełnie odmienne opinie. Bo czym innym jest kontakty i dialog, a czym innym jest później działanie. Ja oczekuję, że może nie teraz, bo jest kampania wyborcza i to byłby być może temat utrudniający kampanię. Ale musi być pytanie w gronie lewicowym, co się stało, że oto partia, czy koalicja, która uzyskiwała 40% głosów jeszcze 4 lata temu jest rozbita. No może nie w granicach progu, ale może ciut lepiej. Ale to jest daleko od 40% . przecież ci wyborcy żyją, gdzieś są i coś się wydarzyło. Jakby jakiś zawód, czy rozczarowanie. Przecież z tego trzeba się rozliczyć. Akurat muszę powiedzieć, że Olejniczak ma tutaj czystą kartę. Bo to, co uczynił dla polskiego rolnictwa , dla rolników jest dobre . I to też jest jego argument w dyskusji z jakim rachunkiem wchodzimy w wybory 2005.

Ale z drugiej strony nie może być też tak, że jak ktoś jest zły, to za karę jest na listach senackich, bo to jest dość zabawne?

Prezydent RP:
Tu nie ma mowy o karze, tu jest mowa o wymianie pokoleniowej. Ja to rozumiem. Jeżeli senat jest izbą refleksji. Jeżeli senat jest tym miejscem, które powinno z pewnym dystansem podchodzić choćby do ustaw, które proponuje sejm, to to jest miejsce bardzo dobre. A tym bardziej dobre, że przecież przypominam, że w 89 roku, w pierwszych demokratycznych wyborach do senatu, nie dość, że o miejsce w senacie ubiegał się Leszek Miller, to i ja się ubiegałem. Obaj, co prawda, przegraliśmy, ale mieliśmy całkiem, jak na owe czasy dobre wyniki. Ja uzyskałem blisko 40% głosów, pamiętam. I wtedy do senatu nasz stosunek był jak najbardziej pozytywny. I myślę, że po latach trzeba powiedzieć, że jeżeli senat ma być, a ja jestem zwolennikiem istnienia senatu, drugiej izby. Bo uważam, że poziom legislacji w Polsce jest ciągle na tyle słaby, że potrzebne jest to miejsce, gdzie osoby dysponujące mandatem demokratycznym będą mogły dokonywać istotnych zmian w ustawach.

A dziwi się Pan Leszkowi Millerowi, że zrezygnował?

Prezydent RP:
Nie, nie dziwie się. Tak postanowił. Rozumiem, iż uznał, że ten etap jego działalności politycznej kończy się. Natomiast...

Zna Pan decyzję Józefa Oleksego?

Prezydent RP:
Nie. Ale miałem okazję do rozmowy z nim. Sądzę, że ta decyzja będzie w ciągu najbliższych dni. Z tego, co wiem, to chciał do dziś, bo dzisiaj wraca z urlopu zastanowić się nad tym wszystkim.

Panie prezydencie, czy podpisze pan ustawę o adwokaturze?

Prezydent RP:
To jest tak. Moim zdaniem ta ustawa jest z wieloma słabościami, niestety. Chociaż uważam, że generalnie wyjście z tego bardzo zamkniętego systemu korporacyjnego jest koniecznością. I mało tego, rozmawiałem z przedstawicielami korporacji wiele miesięcy temu, namawiając do większej otwartości i wyjścia z propozycjami, które pozwoliły przyjąć ustawę, która była wolna od tych wad, które ma ustawa przyjęta przez sejm. I senat już dzisiaj ostatecznie. A większą otwartością dla młodzieży, czy dla prawników, absolwentów uczelni wyższych dostępu do adwokatury, do notariatów, do radcostwa prawnego. Niestety tak się nie stało. W tym tygodniu będziemy spotykać się z ekspertami, bo nie będę spotykał się z grupami zainteresowania, czyli z korporacjami, bo ich stanowisko znam. I decyzje będę musiał podjąć w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

A wypowiedź ministra Kalwasa, który powiedział, że jak Pan podpisze ustawę, to on się poda do dymisji?

Prezydent RP
: Odbieram ją jako niewłaściwą pod każdym względem. Po pierwsze minister Kalwas jest zbyt zaangażowany w jedną z korporacji. Bo przez wiele lat był szefem korporacji radców prawnych...

Ta korporacja dalej istnieje, a nazwisko ministra ją reklamuje?

Prezydent RP:
No nie wiem, czy reklamuje. Wie pani, z tym reklamowaniem przez ministrów poszczególnych korporacji to byłbym ostrożny. Czasami to jest taka reklama umiarkowana, a czasami antyreklama.

Ale jak się nazywa www.kalwas.pl , no to ?

Prezydent RP:
To już daleko idziemy.

Myśmy to sprawdzili.

Prezydent RP:
Nie wiem, czy to reklamuje, czy to nie reklamuje. Natomiast wiem jedno, że w tej sprawie potrzeba nam bardziej bezstronnego sądu i tutaj oczywiście jakiekolwiek wikłanie ministra sprawiedliwości, członka rządu , w tę sprawę jest niewłaściwe.

Panie Prezydencie. Wczoraj kolejny atak ze strony Białorusi na Polskę. Białoruska telewizja pokazała film, który miał udowodnić, że polscy dyplomaci prowadzą tak naprawdę działalność szpiegowską na Białorusi. To już jest kolejny atak pod naszym adresem. Jak zachowa się Polska?

Prezydent RP:
Po pierwsze musimy zachować się bardzo z jednej strony zdecydowanie, co czyniliśmy, bo przecież retorsje w postaci odsyłania dyplomatów białoruskich miały miejsce. Ale także spokojnie, cierpliwie. Dlatego, że mamy do czynienia niewątpliwie z akcją zorganizowaną. Cały czas jest to próba wytrzymałości Polski...

Próba sił?

Prezydent RP
: Nie, próba sił, to jest dużo powiedziane. Mamy do czynienia z różnymi, niesympatycznymi, nieprzyjaznymi, niewłaściwymi gestami. Natomiast obliczone to jest na dłuższą metę i ta dłuższa meta to jest tak, aby Polskę zdenerwować, aby Polska podjęła kroki, które byłyby kontrowersyjne także z punktu widzenia Unii Europejskiej. I które by spowodowały, że jako kraj będziemy tutaj uwikłani w często nieprawdziwe....

To znaczy damy sobie wejść na głowę i nie będziemy robili nic?

Prezydent RP:
Nie, nie. Niech pani zaczeka. Chodzi mi o to, żebyśmy wiedzieli, że taki plan z tamtej strony jest i żeby nie ulec temu projektowi. Po drugie, trzeba oczywiście twardo się i wypowiadać, i działać, i przedstawiać te racje Unii Europejskiej. Mieliśmy ostatnio spotkanie nad morzem, gdzie był pan premier, minister spraw zagranicznych, jego zastępcy. Rozmawialiśmy także na tematy i unijne, ale i białoruskie. Oczekujemy, że Unia Europejska udzieli nam wsparcia wobec tych kroków, jakie Białoruś podejmuje. Że również będzie prowadziła rozmowy z innymi partnerami. I Białorusi,i Unii. Myślę o Rosji wprost. Gdzie będziemy o tym rozmawiać. Polska z żadnego, zasadniczego punktu nie zrezygnuje. Z takiego, jak ochrona własnej mniejszości na Białorusi, jak możliwość działania naszych organizacji skupiających środowiska polskie. Możliwość dokonywania demokratycznych wyborów przez te organizacje itd.itd. Wszystko to, co Polacy tam robią oczywiście musi dziać się zgodnie z prawem, nawet jeżeli byłoby ono niedoskonałe. Nie wolno dać się włączyć w takie kampanie awanturnicze. Na których zależy pewnym państwom, po to, żeby pokazać - o zobaczcie, Polska tutaj nie jest nośnikiem pokoju i stabilizacji, tylko jakichś takich dziwnych zachowań. Takie jest nasze stanowisko, reagujemy zdecydowanie, ale jednocześnie cierpliwie, spokojnie i nie damy się wciągnąć tutaj w żadną batalię, która mogłaby nam później i naszą pozycję osłabić w Unii i utrudnić życie.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.