przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Obok szczytu Unia Europejska–Stany Zjednoczone wczoraj w Brukseli doszło także do szczytu NATO. Na szczycie obecny był Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski. Telefonicznie — dzień dobry, Panie Prezydencie.

Prezydent RP: Witam pana, witam państwa.

Powiedział pan, że NATO „uzyskało nową siłę, nowy impuls i będzie działać w lepszej formie w tym roku i w kolejnych latach”. Skąd ten optymizm?
Prezydent RP: Z przebiegu obrad, a przede wszystkim z faktu, że po takim boczeniu się trochę Ameryki na Europę i Europy na Amerykę wszystko wraca do normy, że te spotkanie NATO-wskie było pełne ducha współpracy i przekonania, że współpraca jest potrzebna, że NATO nie wyczerpało swoich możliwości, że jest to organizacja, która historycznie najlepiej spisała się, gdy chodzi o zapewnianie bezpieczeństwa, pokoju w świecie. I że ponieważ zbudowana jest na wspólnych wartościach, które podziela coraz więcej państw, powinna odgrywać istotną rolę. Więc taki był przebieg spotkania.
I myślę, że to będzie miało znaczenie dla konkretnych działań NATO czy w Afganistanie, czy w Iraku, czy na Bałkanach, czy właśnie w konflikcie bliskowschodnim, bo wydaje się, że tutaj zaangażowanie NATO może mieć bardzo istotne znaczenie czy w rozwiązywaniu problemu irańskiego, broni atomowej w Iranie, czy w tych mniejszych, ale też przecież bolesnych konfliktach regionalnych, jak chociażby Naddniestrze i ten podział Mołdawii, który trwa już od ponad dziesięciu lat, a w Naddniestrzu odbywają się rzeczy bardzo niebezpieczne, jak chociażby przemyt broni. Więc jestem przekonany, że po tym spotkaniu wychodzimy dużo mocniejsi aniżeli ze szczytu w Stambule, który przecież nie był tak dawno, ale który odbył się w cieniu tego, jak ja to nazwałem, boczenia się amerykańsko-europejskiego.

Czyli w opozycji jakby do kanclerza Schroedera twierdzi Pan, że NATO wciąż jest głównym miejscem w dialogu transatlantyckim.

Prezydent RP:
Kanclerz Schroeder również w czasie obrad nieco zweryfikował swój pogląd monachijski, mówił, że trochę nadinterpretowano jego słowa, bo on również twierdzi, że NATO jest najbardziej sprawdzoną i najbardziej realną instytucją militarno-polityczną w świecie. Natomiast proponuje pewne zmiany, które zresztą nie są specjalnie kontrowersyjne, bo przecież zdajemy sobie sprawę, że NATO stanęło przed nowymi wyzwaniami, że to nie jest już wyłącznie obrona państw członkowskich przed Układem Warszawskim, jak było przez wiele lat, tylko że jest to konieczność walki z terroryzmem, z różnymi zjawiskami, które często mają miejsce poza krajami członkowskimi, a które mają wpływ na całą strefę transatlantycką. Więc tu niewątpliwie kwestia pewnych reform, innej kompozycji sił, posiadania w większym stopniu sił szybkiego reagowania, to są wszystko niedyskusyjne problemy. O nich też mówi sekretarz generalny NATO. I taka reforma cały czas się dokonuje. Natomiast nie zmienia to faktu, że kolejny etap rozszerzania NATO, a pamiętajmy, sześć lat temu wstępowaliśmy my do Sojuszu, rok temu kolejne kraje, między innymi kraje bałtyckie, zwiększa to obiektywnie zakres bezpieczeństwa. Przecież to odczuwamy na własnej skórze, że ta część świata jest po prostu bezpieczniejsza.

A czy pojawił się jakikolwiek konkret podczas szczytu brukselskiego? Powiada się, że jedynym konkretem jest udział krajów członkowskich w szkoleniu irackiego wojska i policji. Ale to też chyba nie do końca jest prawda, bo część krajów deklaruje, że w życiu tam nie wyśle swoich instruktorów, będzie szkoliła w kraju. Więc jak tu mówić o pełnej współpracy?

Prezydent RP:
Nie, ale to jednak jest decyzja istotna, że NATO podejmuje się szkolenia instruktorów irackich. Czy to się odbywa na miejscu, czy we własnych ośrodkach, to nie ma większego znaczenia. Natomiast w sprawie irackiej jest pełne zaangażowanie wszystkich krajów NATO-wskich. Oczywiście, nie w formie militarnej, w jakiej my jesteśmy, bo do tego już wrócić się nie da. Zresztą wydaje się, że w tej chwili po wyborach irackich należy oczekiwać wycofywania czy zmniejszania zaangażowania międzynarodowego w Iraku, przynajmniej mamy takie nadzieje. Natomiast jest cały plan dotyczący Afganistanu, jest kwestia inicjatyw dyplomatycznych europejsko-amerykańskich dotyczących Iranu, co jest przecież bardzo istotne. No i myślę, że w tej chwili wraz z rozmowami, jakie będą się toczyć na Bliskim Wschodzie, też będzie pytanie o sposób zaangażowania NATO, że także poprzez szkolenie sił bezpieczeństwa czy dla bezpieczeństwa w Palestynie. Jest tutaj bardzo wiele możliwości, które będą, że tak powiem, krok po kroku omawiane. Ta lista jest całkiem długa i taką deklarację przyjęliśmy.
Poza tym mamy, oczywiście, przed sobą deklarację Ukrainy i na pewno będzie bardzo intensywnie w tej chwili trwał dialog i polityczny z Ukrainą, i konkretne przygotowania ukraińskie, bo tam trzeba jeszcze spełnić wiele standardów i w samym wojsku, i w zarządzaniu wojskiem, ale także standardów dotyczących instytucji demokratycznych w tym kraju. Więc wydaje mi się, że mamy tutaj do czynienia z całą listą spraw dość konkretnych. A najważniejszy jest klimat. Obie strony wróciły z nadzieją i z przekonaniem do stołu, że trzeba po prostu pracować razem i że współpraca amerykańsko-europejska jest wartością samą w sobie.

Wspomniał Pan o Ukrainie w roli głównej. Wczoraj wystąpił prezydent tego kraju Wiktor Juszczenko. Ale chyba nie wszyscy przywódcy państw NATO z ogromną ochotą mówili o ewentualnej obecności Ukrainy w strukturach Paktu Północnoatlantyckiego?

Prezydent RP:
Kto mówił, to mówił z ochotą, natomiast niektórzy nie mówili.

Ale to były znaczące postacie, przyzna Pan.

Prezydent RP:
To był przede wszystkim prezydent Chirac i kanclerz Schroeder. Krytycznie mówił w drugiej części premier Belgii, który zwrócił uwagę na problem, który na pewno musi być ze stroną ukraińską omówiony. Chodzi mianowicie o eksport broni ukraińskiej w niektóre miejsca świata, gdzie ona jest wykorzystana w sposób ewidentnie niepokojowy, niewłaściwy. To jest temat, o którym trzeba otwarcie z Ukraińcami rozmawiać. Natomiast to milczenie Francji i Niemiec traktowałbym może nie jako brak zainteresowania Ukrainą, ale może chęć wypowiedzenia się w tej sprawie bardziej bezpośrednio, po kontaktach czy spotkaniach z Juszczenką. Ja to staram się jednak interpretować pozytywnie.

O ile Chirac ze Schroederem nie mówili o Ukrainie, to — i tutaj proszę posłuchać, panie prezydencie — mówili o tym inni prominentni politycy francuscy i niemieccy, niemieccy, o czym powiedział nam minister spraw zagranicznych Adam Daniel Rotfeld.

***

Adam Daniel Rotfeld — Nie sądzę, że zdradzę wielką tajemnicę, jak powiem, że w czasie zamkniętego lunchu ministrów spraw zagranicznych obaj ministrowie — Francji i Niemiec, Michel Barnier i Joshka Fischer — zabrali głos w tej sprawie i mówili w sposób, który mnie osobiście daje poczucie, że te państwa rozumieją znaczenie tego, co się na Ukrainie zdarzyło. A powód, dla którego prezydent Francji i kanclerz Niemiec nie zabrali głosu, może być często takiej przypadkowej natury. Nie chcę w to wnikać, nie wiem, dlaczego, ale tak czy inaczej chcę powiedzieć, że, oczywiście, odbiór jest inny. My nieporównanie bardziej jesteśmy wrażliwi na to, co się na Ukrainie dzieje.

***

No właśnie, może właśnie dlatego nam łatwiej o tym mówić i mówimy o tym częściej.

Prezydent RP:
 To jest w ogóle ważna wiadomość ministra Rotfelda, że jednak na tej części ministerialnej — bo myśmy się rozdzielili, przywódcy byli na jednym spotkaniu, ministrowie spraw zagranicznych na drugim — że tam już ten głos przez Francję i Niemcy został wypowiedziany. Natomiast nie ulega wątpliwości, że Polska przyjęła tutaj na siebie tę rolę bardzo aktywną i przecież to nie jest rola aktywna od rewolucji pomarańczowej. Myśmy za sprawami Ukrainy gardłowali rok temu w Stambule i na wcześniejszych szczytach NATO-wskich — i w Pradze, i w Waszyngtonie — więc jesteśmy bardzo konsekwentni. Natomiast ja mogę wyrazić radość, że do tego zrozumienia wagi Ukrainy dochodzi coraz więcej przywódców i coraz więcej państw. To znaczy, że dzisiaj ten głos Polski jest popierany przez już bardzo wielu, żeby nie powiedzieć prawie że wszystkich. Przypominam sobie spotkanie z Ukrainą na szczycie w Stambule, co przecież nie było tak dawno, nas tam wypowiedziało się bodajże czterech czy pięciu, a milczało zdecydowana większość. Dzisiaj już właściwie można powiedzieć, że każdy jest wręcz w obowiązku określenia swojej pozycji wobec Ukrainy.

Panie prezydencie, na ile przydatne będą dla pana słowa George’a Busha wypowiedziane przedwczoraj, podczas jego pierwszego wystąpienia w Brukseli, o tym, że „w dobie zimnej wojny Polska poznała tzw. stabilizację Jałty, źródło wiecznego lęku i niesprawiedliwości” w kontekście Pana wizyty w Moskwie podczas uroczystości zakończenia drugiej wojny światowej?

Prezydent RP:
Uważam, że to jest stwierdzenie ważne. Muszę powiedzieć, że w czasie mojej wizyty w Waszyngtonie mówiliśmy z prezydentem Bushem o tym, że tu jest ten element do wyjaśnienia, do powiedzenia bardzo poważny. On powinien paść także ze strony rosyjskiej. I że Stany Zjednoczone powinny zachęcać gospodarzy uroczystości, czyli Rosję, do tego, żeby w taki właśnie uczciwy sposób do niektórych wydarzeń drugiej wojny światowej odniosła się. Dobrze, że robi to prezydent Bush, tym bardziej że przecież Ameryka podpisywała Jałtę. A więc to nie jest jednostronny układ radziecki, tylko umowa mocarstw.

Aby polepszyć sobie samopoczucie, Panie Prezydencie, należałoby oczekiwać czegoś podobnego od premiera Tony’ego Blaira jeszcze w imieniu rządu brytyjskiego.

Prezydent RP:
Tak. Ale Tony Blair, zdaje się, że przyjął też taką formułę, myślę, że będzie ona wypowiedziana, bo wiem o jego listach chociażby do przywódców krajów bałtyckich, gdzie on dokonuje takiej oceny Jałty jako krzywdzącej i pozostawiającej te kraje bez niepodległości na długie lata. Więc ja myślę, że jest luty, obchody zakończenia wojny to jest 9 maja i będzie na pewno bardzo wiele okazji, aby zarówno przywódcy, którzy podpisywali Jałtę, jak i przywódcy tych krajów, które w wyniku Jałty straciły swoją niepodległość bądź miały ją ograniczoną, mogli się wypowiedzieć. I wierzę, że w końcu już w Moskwie 9 maja będziemy mogli usłyszeć również takie słowa ze strony przywódcy rosyjskiego, bo przecież to nam bardzo by też ułatwiło porozumienie się, gdy chodzi o kwestie historyczne i o pewną zgodę co do oceny przecież faktów.
Ja będę miał kilka przynajmniej możliwości wypowiedzi, bo przypominam, że 9 marca odbędzie się moja wizyta oficjalna w Wilnie, tam będzie wystąpienie w parlamencie, gdzie przecież nie sposób nie powiedzieć o sprawach i 60. rocznicy końca wojny, ale też wszystkich konsekwencji wcześniejszych i późniejszych, które dotyczyły i Litwy, i Polski. 4 maja jestem zaproszony i będę na uroczystościach uzyskania niepodległości przez Łotwę. Jest to też okazja. Myślę, że ważna jest ta wypowiedź prezydenta Busha i to, co wydarzy się jutro w Bratysławie w rozmowach z prezydentem Putinem. Tak że jest pewna ofensywa polityczna z mojego punktu widzenia, z naszego punktu widzenia korzystna. A czy przyniesie ostateczne efekty? Zobaczymy.

A czego Pan się spodziewa po jutrzejszym spotkaniu Władimira Putina z George’m Bushem, zwłaszcza po słowach prezydenta Stanów Zjednoczonych, który powiada, że „rosyjski rząd musi potwierdzić, że uznaje demokrację i rządy prawa”.

Prezydent RP:
Spodziewam się, że będzie to rozmowa szczera i że obaj panowie mają do siebie dużo sympatii. I myślę, że nawiązali taką więź, że mogą mówić szczerze. Zresztą prezydent Bush jest człowiekiem, który mówi szczerze, on jest bardzo otwarty. No to tym bardziej ta rozmowa może być interesująca.

No, wczoraj otwarty był wobec prezydenta Jacquesa Chiraka. Wciąż trwają dyskusje, czy kiedykolwiek Jacques Chirac zostanie zaproszony na teksańskie ranczo prezydenta Busha, co miałoby podkreślić związki obu przywódców.

Prezydent RP:
Tak, i usłyszał, że potrzeba kowboja.

Jacques Chirac nie wygląda raczej na kowboja.

Prezydent RP:
Prezydent Bush ma naprawdę jedną taką zaletę w kontaktach bezpośrednich, że jest otwarty, że on raczej te lody przełamuje stosunkowo szybko. Ja to cenię, bo sam też podobnie staram się działać, ale to nie zmienia faktu, że później na stole są problemy, o których trzeba mówić. Jeżeli partnerzy mają siłę do rozmowy o trudnych tematach, no to lepiej dla tych tematów. Więc jeżeli w duchu jego wypowiedzi w Brukseli omówienie tych spraw z Rosją miałoby mieć miejsce, to uważam, że to będzie bardzo pożądane.

Panie Prezydencie, dziękuję bardzo za rozmowę.

Prezydent RP:
Dziękuję bardzo.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.