przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A


Prezydent RP
— Witam państwa, witam pana.

Panie prezydencie, czy na czerwcowym szczycie Unii Europejskiej w Brukseliuda się porozumieć w sprawie arcyważnego budżetu Unii na lata 2007–2013?

Prezydent RP
 — Dziś bym oceniałszanse pół na pół, to znaczy wszyscy są przekonani, że wcześniejsze przyjęcietej perspektywy finansowej jest lepsze niż późniejsze, ale nie widać specjalniepola do kompromisu. Wczoraj kanclerz Niemiec raz jeszcze powtórzył, że Niemcysą w stanie płacić wyłącznie ten 1%, a nie — jak postuluje Komisja — 1,14% czyjak niektórzy mówią 1,2%. On nam to tłumaczył, że i tak zwiększa to obciążenianiemieckie z 22 miliardów euro obecnie do 32 miliardów według tej skali 1%, agdyby było więcej, do 42 miliardów w roku 2013 i po prostu rząd niemiecki tychpieniędzy nie ma. Ale to jest pozycja niemiecka, natomiast jest jeszcze pytanieo pewne ulgi przysługujące niektórym krajom. Chodzi tu głównie o ten słynnyrabat brytyjski. No więc dyskusje będą bardzo trudne, ale wszyscy teżpodkreślają, że budżet musi być zdyscyplinowany, a jednocześnie musi byćsolidarny, to znaczy takie kraje, które wymagają wsparcia, wymagają pomocyrozwojowej (do niech należy Polska) powinny pieniądze otrzymać.

A teraz co przeważa? Solidarność czy myślenie o zrównoważonym budżecie?

Prezydent RP
 . — I jedno, idrugie, znaczy u krajów, które płacą bardziej może dyscyplina budżetowa, i towłasna, bo trzeba pamiętać, że moment dla tej decyzji jest trudny przedewszystkim dlatego, że i Francja, i Niemcy przeżywają trudności gospodarcze. Tosą kraje z niskim poziomem wzrostu PKB rocznie i z bardzo wysokim bezrobociem iw związku z tym elastyczność tych państw, tych wielkich państw jest mniejsza.Ale rozmowy trwają, być może przesuną się na kolejne miesiące czy w czerwcu niedojdzie do porozumienia. Polskie stanowisko jest jasne — wolelibyśmy, żebyporozumienie było w czerwcu tego roku, na pewno ten fundusz musi utrzymaćzasadę solidarności, czyli płacenia dla krajów, które są słabsze, w tym Polski,no i na pewno trzeba zastanowić się, jak te pieniądze zorganizować, żeby były.I jest kilka trudnych dyskusji. Jedna to jest ten procent właśnie czypodwyższenie tej skali obciążeń dla krajów zamożnych, i rabat brytyjski, co,biorąc pod uwagę, że Wielka Brytania ma przed sobą referendum europejskie wsprawie traktatu konstytucyjnego, nie jest politycznie prostym zadaniem.

Ale gdyby przeszły te propozycje, o których się mówi głośno, na przykładfinansowanie polityki regionalnej byłoby obcięte o mniej więcej 40 miliardóweuro, a my korzystamy z tego bardzo mocno, i bardzo dobrze zresztą, gdzie jestten moment, poza który nie wyjdziemy?

Prezydent RP
 — To jest trudno w tejchwili mówić, to trzeba zostawić negocjatorom, którzy będą mieli wszystkie danei wtedy zobaczymy, co będzie. Pamiętajmy, że w zmniejszeniach funduszy nie musibyć również przyjęta zasada taka zupełnie proporcjonalna, że skoro zmniejszasię ilość procent, to każdemu się zmniejsza, bo może być tak, że kraje słabszeotrzymają swoją pulę pieniędzy, natomiast nie otrzymają te kraje, które zfunduszy europejskich korzystały na przykład w ostatnich latach. To niewywołało entuzjazmu na przykład w Hiszpanii czy w Portugalii, czy w krajach, jak w Grecji, które korzystały z funduszów wostatnich latach, ale też trzeba zrozumieć, że ta zasada solidarności w istocieto oznacza, że skoro była wasza kolej, to teraz jest kolej tych państw, któresą słabsze od was i do nich należy dziesiątka, która wstąpiła ostatnio. Napewno rozmowy czekają nas bardzo trudne, jesteśmy do nich przygotowani i tenTrójkąt Weimarski wczoraj był bardzo pomocny, bo był w takim uczciwym i w dośćzamkniętym gronie wymianą uwag, wymianą stanowisk, co daje nam...

Przypomnieniem rozbieżności?

Prezydent RP
 — Przypomnieniem rozbieżności,co też jest ważne, bo pokazuje, gdzie manewrować, gdzie można szukać czegoś, agdzie po prostu nie kłócić się o sprawy, które są nierealne.

A potem był wiec poparcia dla konstytucji europejskiej z udziałem prezydentaPolski, na bodaj dziewięć dni, do dzisiaj licząc, przed referendum we Francji.

Prezydent RP
 — Myślę, że w sumie,choć termin szczytu weimarskiego był ustalany dużo wcześniej, to jednak todobrze, że on wypadł właśnie w takim momencie przed referendum europejskim, bomógł być wykorzystany (zresztą został wykorzystany) szczególnie przezprezydenta Jacquesa Chiraka jako element kampanii. A myśmy wspomagali, dlategoże Niemcy już traktat ratyfikowali...

Ale tam tym się zajmuje parlament.

Prezydent RP
 — Tam się zajmujeparlament, Bundestag i to idzie to Bundesratu, ale tam nie ma wątpliwości takżei w społeczeństwie, i w grupach politycznych, tam jest poparcie bardzozdecydowane. No i ten główny argument dla Francji to jest taki, że Francja jestjako współarchitekt integracji europejskiej od samego początku, jest krajembardzo potrzebnym, ona ma przecież ogromny wkład w tworzenie tego traktatukonstytucyjnego. I byłoby czymś dla Europy niedobrym, gdyby nagle Francja tenproces integrowania, proces budowania wspólnoty, ram prawnych dla działania 25krajów w Unii Europejskiej (tego przecież nie było nigdy), a za chwilę będzie tychpaństw 27, 28 -  to wszystko nakłada naFrancję duży obowiązek wsparcia tych procesów. Więc w takim duchu mówiliśmy,trochę zwracając się do dumy francuskiej, oni to lubią, że bez Francji przecieżte procesy byłyby bardzo utrudnione i one miałyby istotne kłopoty. Ja zdajęsobie sprawę, że taka pozytywna opinia to jest opinia części naszegospołeczeństwa, ale tej większej, bo według badań opinii publicznej 60–65%Polaków opowiada się za przyjęciem traktatu konstytucyjnego, więc mogępowiedzieć, że agitowałem w ich imieniu.

A jeśli Francuzi odrzucą traktat konstytucyjny, to co dalej?

Prezydent RP
 — Oczywiście, to jesttaki moment dziewięć dni przed wyborami, że nie wolno wręcz publicznie się nadtym zastanawiać, dlatego i prezydent Chirac, i kanclerz Schroeder bardzo mówilizdecydowanie, że żadnego planu B nie ma.

Zawsze jest plan B.

Prezydent RP
 — To rzeczywistośćwymusza plany B, C i D, bo przecież jak się stanie, no to świat się nierozpadnie w tym momencie ani Unia Europejska, natomiast trzeba jeszcze dołożyćstarań, żeby zostało to przez Francuzów zaakceptowane. A jeżeli nie, to będziekłopot, na pewno trzeba będzie siąść nad tym i zapewne w czerwcu posiedzenieUnii Europejskiej będzie musiało być poświęcone konsekwencjom takiej decyzji.Ale na razie praca trwa na rzecz przyjęcia traktatu. Wiem, że będą duże wiece zudziałem polityków europejskich w Lille bodajże, w Tuluzie, w innych miejscach.Angażują się w tej chwili ważni politycy obu stron sceny politycznejfrancuskiej, bo wypowiada się też były szef Partii Socjalistycznej, premier ikandydat na prezydenta Lionel Jospin, jednym głosem mówią partie rządzące, iSarkozy, i Chirac, którzy, jak wiemy, konkurują między sobą o przyszłąprezydenturę. Zobaczymy.

A czy jeśli Francuzi odrzucą, to u nas powinno być referendum?

Prezydent RP
 — Ja jestem zdania, żegeneralnie trzeba, aby państwa europejskie w tej sprawie się wypowiedziały.Nawet jeżeli jedno, dwa czy trzy powiedzą „nie”, to to pytanie jest zadane.Myśmy podpisali traktat konstytucyjny i on wymaga ratyfikacji, a więcodpowiedzi czy to przez parlament, czy przez społeczeństwo w referendum, czytak, czy nie. Można dyskutować o terminie, można dyskutować co najwyżej, kiedytaką procedurę przeprowadzić, ale byłoby czymś, moim zdaniem, niewłaściwym,gdybyśmy powiedzieli: skoro Francuzi odrzucili, to Polacy nie mają już nic dopowiedzenia. To nieprawda. Francuzi powiedzieli „nie” na przykład, choć, jakmówię, ja ciągle jestem przekonany, że powiedzą „tak”, z niewielką przewagą,ale powiedzą „tak”, ale jest pytanie do Polski, do ważnego kraju UniiEuropejskiej: co Polacy na to? I my musimy tak czy inaczej na takie pytanieodpowiedzieć.

9 października?

Prezydent RP
 . — Przy dobrymscenariuszu 9 października.

Czyli wraz z I turą wyborów prezydenckich.

Prezydent RP
 — Z I turą wyborówprezydenckich i ze świadomością, co wydarzyło się we Francji, co wydarzyło sięw Holandii, jak ten proces przebiega, bo w znaczącej części państw, także tychokolicznych dla nas, co ważne, sąsiedzkich, ten traktat jest już przyjęty wSłowacji, na Litwie.

Panie prezydencie, Pan miał czas do 21 lipca, by ogłosić datę wyborówparlamentarnych. Zrobił Pan to przedwczoraj. Dlaczego tak szybko?

Prezydent RP
 — Chcieliśmy zrobić toczy zapowiedzieć, bo przecież formalnie dokumenty zostaną podpisane po 23 maja,kiedy marszałek Sejmu ma prawo już podejmować decyzję o wyborach prezydenckich,żeby ten kalendarz był jasny. Chcieliśmy go omówić z Państwową KomisjąWyborczą, co uczyniliśmy, i w ten sposób też zdjąć spekulacje, tym bardziej żetych spekulacji w związku z głosowaniem nad ewentualnym przyspieszeniem wyborówbyło wystarczająco dużo. Wydaje mi się, że im więcej jasności w tych sprawach,tym lepiej.

Według jakiej ordynacji będą odbywały się wybory do parlamentu?

Prezydent RP
 — Jeżeli pan mówi ozasadzie generalnej, to (i tu mamy wspólne zdanie z marszałkiem Sejmu) wedługdotychczasowej, to znaczy bez zmian systemu liczenia głosów, co jestpostulowane, ponieważ takie zmiany nie mogą być wprowadzone kilka miesięcyprzed wyborami.

Ale wiele wskazuje na to, że będą, korzystne dla Sojuszu LewicyDemokratycznej, dla PSL.

Prezydent RP
 — Ale  będą zakwestionowane, nawet mówiliśmy o tym,nie wiadomo, czy ze względu na ich wadę wynikającą z czasu zgłoszenia tychpoprawek, czy one w ogóle zostaną przedstawione do głosowania. To jest wielkispór, spór merytoryczny. Tak samo jak uważałem, że czymś fatalnym byłoprzeprowadzenie zmiany zasad głosowania tuż przed poprzednimi wyborami przezówczesną koalicję AWS, która chyliła się ku upadkowi i w ten sposób usiłowałapoprawić choć nieco swoją sytuację, tak samo jestem przeciwny, żeby czynić to wtej chwili. To są zabiegi, które destabilizują demokrację i czynią zasady,które powinny obowiązywać w wyborach, bardzo słabymi.

Ale to Pan na taki pomysł wpadł, by na rok przed wyborami, mówiącnieelegancko, nie grzebać przy ordynacji.

Prezydent RP
 — Tak jest. I więcej...

Miało to być zapisane i nigdy nie zostało zrealizowane, a Pana prezydenturadobiega końca.

Prezydent RP
 — To by wymagało zmianyczy wpisania do Konstytucji. Jeżeli możemy mówić o jakimś błędzie, to dlatego,że nie zapisaliśmy tego w Konstytucji tej z 1997 roku, że 12 miesięcy przed...Był taki projekt zresztą, tylko że on przepadł w głosowaniach w KomisjiKonstytucyjnej, że 12 miesięcy przed wyborami zasad się nie zmienia. Ale tu jużmuszę poczynić pewną uwagę — jest również pakiet propozycji technicznych przygotowanyprzez Państwową Komisję Wyborczą dotyczący spraw czasu głosowania i takichbardzo ważnych z punktu widzenia organizacji wyborów, ale nieistotnych dlawyniku czy dla zasad generalnych, które obowiązują. Gdyby te poprawki, a jestich sporo, Sejm przyjął, to, oczywiście, one powinny być zatwierdzone, bo onebędą usprawniać sam akt głosowania. Natomiast, powtarzam, stanowisko panamarszałka Cimoszewicza i moje jest zdecydowanie negatywne, żeby cokolwiek w tejchwili grzebać w zasadach dotyczących wyborów, sposobu liczenia głosów i takdalej.

O ile droższa będzie ta formuła wyborów, podzielona na prezydenckie osobno iparlamentarne osobno?

Prezydent RP
 — Będzie nieco droższa,tylko liczenie trzeba przeprowadzić nieco inaczej. To nie jest tak, że doliczymyjeszcze jedne wybory, które mają swoją budżetową cenę, tylko że trzeba od tejceny dodatkowych wyborów odliczyć koszty wspólnych wyborów, bo gdyby byływspólne wybory, to trzeba byłoby zapewne mieć i większe komisje wyborcze, iwyższe diety dla tych komisji wyborczych, więc sądzę, że to jest różnica wgranicach 20 milionów złotych być może.

Sporo.

Prezydent RP
 — Demokracja kosztuje,ale ze wszystkich kosztów, to ten jeszcze wydaje się najbardziej uzasadniony.

A nijak nie dało się połączyć tych wyborów?

Prezydent RP
 — Na bazie obecnegoprawa, które obowiązuje (i to jest stanowisko także Państwowej KomisjiWyborczej) jest to w istocie niemożliwe, czyli trzeba byłoby dokonywać bardzoszybko w tej chwili tych zmian technicznych, które by uporządkowały jedne idrugie wybory, na pewno nie dałoby się przeprowadzić trzecich, to znaczyreferendum, bo to już jest za dużo, a poza tym jest jeszcze argument ocharakterze jakości demokracji. W moim przekonaniu wybory parlamentarne to jestjedno, i dobrze, żeby się na nich skupić i zastanowić przez chwilę, a po dwóchtygodniach wybory prezydenckie też dają szansę na refleksję, na zastanowieniesię raz jeszcze. Myślę, że to dla jakości polskiej demokracji jestkorzystniejsze niż takie jedne wybory jednego dnia, nawet zakładając, żekosztowałoby to nieco mniej. Ale też chcę powiedzieć, że dzisiaj nie powinnispecjalnie krytykować tego rozwiązania ci, którzy chcieli wyborówprzyspieszonych, bo tak czy inaczej koszty byłyby identyczne jak w tymrozwiązaniu co dwa tygodnie.

I też może jeszcze jedna uwaga — obawa jest o frekwencję, ale wszyscypotwierdzają, że prawdopodobnie najwyższa frekwencja będzie w tych pierwszychwyborach. A więc te wybory, które tradycyjnie w Polsce mają niską frekwencję,przez to, że są pierwsze (mówię o wyborach do Sejmu i Senatu 25 września), sąchronione, bo one są pierwsze i tu powinniśmy się spodziewać dosyć normalnej,że tak powiem, frekwencji wyborczej. Ona może się nieco zmniejszać przywyborach drugich, prezydenckich. II tura prezydenckich to jest absolutniekwestia kandydatów, jeżeli to będą silni kandydaci, którzy bardzo rozbudząemocje, to na pewno ta frekwencja będzie odpowiednio wysoka, a jeżeli nie, tonie. Ale to wszystko zobaczymy. Takie roku nigdy w historii nie było, takiego rokuwyborczego, i trzeba po prostu zebrać te doświadczenia.

A czy gdyby Włodzimierz Cimoszewicz zgodził się kandydować na prezydenta,wybory do parlamentu i prezydenckie byłyby w jednym terminie?

Prezydent RP
 — Nie, nie, tutajnaprawdę niezależnie od tej kwestii taką decyzję podjęliśmy wcześniej. Byliśmyprzecież gotowi do jej ogłoszenia po ostatecznej konsultacji z PaństwowąKomisją Wyborczą, a decyzja Włodzimierza Cimoszewicza, moim zdaniem, taostateczna zapadła w dniu, kiedy myśmy już dawno mieli to przygotowane,omówione i zaproszoną Komisję Wyborczą na spotkanie tutaj, do Pałacu, więc tegow żaden sposób łączyć nie można. Poza tym to jest decyzja innego typu, to jestbardzo trudna, ważna decyzja, którą podjął Włodzimierz Cimoszewicz i czy takieterminy, czy inne terminy, to nie zmieniało istoty problemu, przed którym stałWłodzimierz Cimoszewicz.

Nijak nie udało się go Panu przekonać?

Prezydent RP
 — Starałem się, bouważam go za bardzo kompetentnego polityka, człowieka, który mógłby bardzo dobrzei zarówno poprowadzić kampanię wyborczą, i walczyć o zwycięstwo, i być dobrymprezydentem. No, ale jak widać, względy osobiste, o których wspominałWłodzimierz Cimoszewicz, a także sytuacja, jak sądzę, na lewicy, torozproszenie, które dzisiaj panuje, było tak mocnym argumentem, że nie udałosię.

Na cztery miesiące przed wyborami, na cztery miesiące, no i kilkanaście dnijeszcze, największa, wciąż największa partia w parlamencie nie ma kandydata naprezydenta.

Prezydent RP
 — Ale terminy są takie,że...

Ale w cztery miesiące nie uda się chyba wykreować postaci godnej urzęduprezydenta Rzeczypospolitej.

Prezydent RP
 — Jeżeli będzie chęćkreowania, to, oczywiście, się nie uda, natomiast pamiętajmy, że kiedyśwymieniałem taką piątkę ludzi lewicy, którzy w moim odczuciu mająkwalifikacje...

Jeszcze Jerzy Szmajdziński został z tej piątki.

Prezydent RP
 —  Jest jeszcze z tej piątki Jerzy Szmajdziński.Myślę, że jeżeliby podjął taką decyzję, to byłby to bardzo poważny kandydat, odużym, znaczącym dorobku, o osobowości, o doświadczeniu, o poza wszystkimprezencji, byłby chyba w czołówce dobrze prezentujących się kandydatów...

Czyli mógłby nawet stać w tych dalszych rzędach na różnych uroczystościach,byłby lepiej widoczny.

Prezydent RP
 — Widzi pan, jak toważne? Sądzę, że to na pewno jest kompetentny kandydat, o którym jeżeli lewicabędzie chciała myśleć, to warto myśleć.

A Marek Borowski? Też z lewicy.

Prezydent RP
 — Marek Borowskizgłosił kandydaturę...

Pan go wesprze?

Prezydent RP
 . — On jest jużkandydatem i myślę, że prowadzi kampanię najbardziej zdeterminowany z tychwszystkich dotychczasowych lewicowych kandydatów. Zobaczymy, jak to siępotoczy. Teraz jest moment, w którym decyzje będą zapadały, zobaczymy, jakieone będą ostatecznie, i wtedy również będzie istotne pytanie o ewentualnepoparcie, ocenę tych kandydatur, ale na to mamy jeszcze trochę czasu.

No, SLD Marka Borowskiego to nie poprze. Wczoraj w Sygnałach Marek Dyduchużył słowa, że Marek Borowski raz zdradził, ale już po południu w Sejmie mówił,że dwukrotnie zdradził, więc widocznie coś się zmieniło przez tych kilkagodzin. Zatem poparcie Marka Borowskiego przez SLD jest praktycznienieprawdopodobne.

Prezydent RP
 — Polityka to jest takadziedzina, gdzie są rzeczy nieprawdopodobne, które stają się prawdopodobne, wkońcu oni nie rozmawiają wyłącznie między sobą, tu jest bardzo wiele jeszczeelementów społecznych, zewnętrznych. Myślę, że w Polsce jest dużo ludzi lewicyczy wyborców lewicy, którzy oczekiwaliby jednak porozumienia na lewicy, i braktego porozumienia może pozostawić ich w domach. Z drugiej strony na pewno sąludzie lewicy, którzy bardzo ostro formułują swoje opinie o przeciwnychnurtach. Czy to można pogodzić, nie wiem, natomiast w tej chwili znaleźliśmy sięw takiej oto sytuacji, w której zgłoszeni kandydaci na prezydenta (wszystkojedno, kto by nim był, jest pan Borowski, ale zapewne będą też inni), muszązabiegać o głosy. A w zabieganiu o głosy trzeba mieć pomysł, trzeba miećofertę, trzeba mieć program i trzeba mieć również gotowość do cofnięcia się okrok czy o dwa samemu, żeby te głosy pozyskać, dlatego że jeżeli ktoś będziewyłącznie dbał o ten swój najbardziej wierny, zamknięty elektorat, no to niewróżę mu żadnych wielkich szans.

Czy to pana osobista porażka, to co, co się dzieje na lewicy? W przeddzieńwyborów parlamentarnych na poziomie progu wyborczego, w prezydenckich SLD niema swojego kandydata...

Prezydent RP
 — Wie pan, porażka...To jest przykrość wynikająca z tego, że ja mam poczucie związku z tą formacją,z której się wywodzę, i w tym sensie oczywiście, także i odpowiedzialności zato, co się dzieje. Choć proszę pamiętać, że w roku 1995, obejmującprezydenturę, podjąłem decyzję, która, mam nadzieję, będzie respektowanarównież przez wszystkich moich następców, mianowicie że prezydent jestbezpartyjny, że prezydent i formalnie, ale też i praktycznie nie uczestniczy wżyciu partii. Oczywiście, mogę dziś żałować, że w iluś momentach być może zamało próbowałem wpływać na to, co w samej partii dzieje się, ale jako człowiekw jakimś sensie z zewnątrz, taką postawę przyjąłem i trudno, to jest,oczywiście, wielka przykrość, że ugrupowanie, które miało 41% głosów, czylinajwyższy do tej pory wynik w wyborach parlamentarnych cztery lata temu, dzisiajprzeżywa takie kłopoty.

Z drugiej strony jak się spojrzy na całą mapę tych młodych demokracji, czylikrajów, które transformują się, od krajów bałtyckich poczynając, a nabałkańskich kończąc, to to jest raczej zjawisko bardziej typowe niż nietypowe.I to nie jest przypadek, że partie nie wytrzymują tej próby rządzenia, że taksię stało z AWS-em, że tak się wcześniej stało z Solidarnością czy z OKP-em,jak pan pamięta, teraz to się dzieje z SLD. Można wręcz powiedzieć, że jedynymmomentem, w którym partia w Polsce przeszła tę próbę, i to przeszła w sposóbpozytywny, to są lata 1993–97 i Sojusz Lewicy Demokratycznej, przypominam,wtedy był właśnie premierem, kończył kadencję Włodzimierz Cimoszewicz jakopremier, z 21% zyskało 27%. To właściwie jedyny przypadek w piętnastoletniejhistorii polskiej demokracji, że partia rządząca w wyborach następnych miaławięcej głosów aniżeli w poprzednich. Ale, jak mówię, być może to jest cenademokracji. Na pewno złożyło się na to wiele błędów wewnątrz partii. Jak pyta mniepan, czy mam poczucie zasmucenia z tego powodu...

Porażki wręcz.

Prezydent RP
 — Tak, aczkolwiekporażki...  Tak, no tak,  niewątpliwie przecież nie można tego nazywaćsukcesem, bo byłoby to nieprawdziwe.

Powiada pan, że jest Pan prezydentem bezpartyjnym, ale przecież poglądów anigrona znajomych nie zostawia się w momencie, kiedy wchodzi się do PałacuPrezydenckiego.

Prezydent RP
 —  I zostawia się bardzo istotną część znajomych,i zostawia się wpływy, które są na poszczególne rozwiązania polityczne, a też ipoglądy ulegają pewnej weryfikacji, bo, to chcę panu powiedzieć, naprawdę czyminnym jest kierowanie jedną z partii, a czym innym jest kierowanie państwem,gdzie tych partii jest dużo więcej, a ludzi bezpartyjnych jeszcze więcej. Iuczynienie z urzędu prezydenta takiego urzędu broniącego koncepcji domuwszystkich, czyli państwa i pluralistycznego, i wewnętrznie tolerancyjnego,otwartego, to wymaga jednak poważnej weryfikacji, także własnych poglądów.Przestrzegam przed prezydentami partyjnymi, prezydentami ideologicznymi, bo wmoim przekonaniu to nie jest to miejsce do takiej działalności. Parlament,oczywiście, tak. Nawet rząd, który może realizować koncepcję polityczną poprzezinstrumenty, które posiada. Natomiast prezydentura jest miejscem łączenia ludzii poszukiwania tego, co wspólne, a nie eksploatowania różnic, bo uczynienie ztego miejsca takiego głównego miejsca zarządzania jedną partią, jedną częściąspołeczeństwa byłoby niezwykle szkodliwe.

Będzie Pan z zainteresowaniem obserwował starcie dwóch polityków: DonaldaTuska i Lecha Kaczyńskiego po wyborach parlamentarnych, które prawdopodobnieobie te partie wygrają?

Prezydent RP
 — Zobaczymy, myślę, żeto są...

Dwa tygodnie takiego starcia.

Prezydent RP
 — Nie, a dlaczego tylkotakie starcie? Myślę, że po pierwsze jeszcze do wyborów parlamentarnych będziebardzo wiele nowych elementów, a po wyborach parlamentarnych będzie też już niewiedza oparta o sondaże czy intuicję, tylko wiedza potwierdzona wynikiemwyborczym, więc ona może spowodować i gotowość jednych do ustępowania nakorzyść drugich, i różnego rodzaju porozumienia albo wręcz trudność w uzyskaniuporozumienia. Więc zobaczymy, tu wydarzy się na pewno wiele rzeczy, bo tak musibyć. Wybory są sprawdzianem, od którego już odwołania nie ma.

Wolne Radio Białoruś, Polska, Litwa, Ukraina, z tych trzech miejsc miałobynadawać. Ewentualnie inna nazwa, wszystko jedno. Czy to dobry sposób na reżimAleksandra Łukaszenki?

Prezydent RP
 . — Ja uważam,że rzeczywiście powinna być tu dużo większa aktywność świata międzynarodowego.Mówiłem o tym wczoraj z moimi kolegami — prezydentem Francji, kanclerzemNiemiec, tłumacząc, że bardzo jesteśmy zaniepokojeni sytuacją białoruską,mówiąc o tym, co się wydarzyło i apelując do większego zaangażowania UniiEuropejskiej w to działanie. I chciałbym bardzo, żeby właśnie pomysły typuwspółpraca z ośrodkami opozycyjnymi czy nawet radio były inicjatywami UniiEuropejskiej, dlatego że jeżeli nie będzie to w ramach Unii Europejskiej ipopierane przez całą Europę, to jest zawsze ryzyko, że będzie to inicjatywaregionalna, która tak może być potraktowana ze wszystkimi konsekwencjami, toznaczy że oto oni sobie coś tutaj robią, to prowokuje konflikty, ale skoroprowokuje konflikty, to niech sami je załatwiają. Natomiast niewątpliwie trzebawzmocnić współdziałanie ze środowiskami demokratycznymi na Białorusi, trzebarównież oddziaływać na władze białoruskie i trzeba rozmawiać. I tu jest wielkitemat do rozmów Unia Europejska–Rosja, bo dobrze wiemy, że jeżeli jakiś kraj mamożliwość wpływania na sytuację bieżącą na Białorusi i postawy liderówBiałorusi, to przecież nie Ukraina, nie Litwa i nie Polska, tylko właśnieRosja. Stąd, jak myślę, to powinien być poważny temat europejski, którymzajmujemy się tak samo aktywnie jak Francuzi, Niemcy, Holendrzy czy inni.

A właśnie, czy Pan coś usłyszał od prezydenta Chiraka czy kanclerzaSchroedera w sprawie Białorusi, że w czymkolwiek pomogą czy wpłyną na KomisjęEuropejską na przykład, żeby zaangażowała się?

Prezydent RP
 — Oni się zgadzają z tąanalizą i teraz to trzeba przełożyć na konkretne działania. Jeżeli kontaktyfrancusko-niemieckie są tak dobre z Rosją, no to też powinni wspomóc, żebywłaśnie w ramach rozmów Unia Europejska–Rosja o tym porozmawiać bardzopoważnie.

Powinni. A czy to zrobią?

Prezydent RP
 — Mam nadzieję, mybędziemy na pewno naciskać, na pewno nie jesteśmy tutaj osamotnieni, możemyliczyć na wiele krajów unijnych, które mają podobne poczucie rzeczy złych,które się dzieją na Białorusi. Na pewno jest to nasze sąsiedztwo, choćby Litwa,Łotwa, Estonia, które też powinny i zabierają zresztą głos w tej sprawie. Tonie może być wojna, tego, czego obawiałem się na przykład w przypadku Ukrainy,że ludzie źle nam życzący przedstawią zaangażowanie w rozwiązywanie kryzysupolitycznego przez Polskę jako rodzaj polsko-rosyjskiej wojny o Ukrainę. Taksamo należałoby unikać takiej polsko-rosyjskiej batalii w sprawach Białorusi,to musi stanąć twardo po tej stronie wartości demokratycznych Unia Europejska.No i trzeba też bardzo umiejętnie działać, żeby właśnie hasło, iż następujepolonizacja problemów białoruskich czy kryzysu białoruskiego, żeby takiegoargumentu nie można było używać.


 
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.