przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Krzysztof Grzesiowski — Jeśli Panu nie zmieniły się dzisiaj plany, to za cztery godziny i piętnaście minut będzie Pan miał gościa.

Prezydent RP:
Tak jest, na jedenastą trzydzieści jestem umówiony z panem premierem Markiem Belką.

Który przyjdzie z wnioskiem o dymisję rządu.

Prezydent RP: O dymisję swoją, jak sądzę, no i będziemy rozmawiać. Myślę, że premier przedstawi argumenty, ja przedstawię swoje argumenty i koło godziny dwunastej będę mógł poinformować państwa, do czego doszliśmy, bo na dwunastą planujemy konferencję prasową.

Ale takie rzeczy to przeważnie wcześniej się ustala, Panie Prezydencie.

Prezydent RP:
Ja niczego nie mam do ukrycia. W moim przekonaniu w sytuacji, w której Parlament nie podjął decyzji o samorozwiązaniu, a więc o przyspieszonych wyborach, wybory mamy w terminie konstytucyjnym, czyli nie ma żadnego nieszczęścia, wszystko dzieje się zgodnie z tym, co przepisy Konstytucji stanowią. Po czteroletniej kadencji wyborca będzie mógł ocenić tych, którzy w Parlamencie zasiadali, będzie mógł powierzyć jednym mandat, drugim odebrać, więc będziemy mieli nowy Parlament i on musi być wybrany między 25 września a 16 października, a prezydent decyzję musi podjąć do 21 lipca, co do daty, do wyboru są cztery niedziele w tym czasie.
I w moim przekonaniu trzeba w tej chwili w Polsce rządu, który będzie działał, który, oczywiście, nie ma zaplecza parlamentarnego dla podejmowania jakichś zupełnie zasadniczych decyzji, ale przecież jest bardzo wiele spraw, które się toczą i które powinny być skończone, jest kilka kwestii, które wymagają normalnego przygotowania, jak chociażby założenia budżetu na przyszły rok. Podkreślam: założenia, które i tak będą później zweryfikowane przez kolejną ekipę. No i trzeba po prostu działać zarówno na niwie międzynarodowej, przypominam, że będzie posiedzenie to półroczne Unii Europejskiej, na którym premier musi być, mamy szczyt Rady Europy, ponad 40 przywódców państw przyjeżdżających do Polski 16 i 17 maja, a więc mamy bardzo wiele obowiązków, które wymagają rządu działającego, premiera, który wypełnia swoje działania, i w tym duchu będę przekonywał premiera Belkę, żeby po prostu pracował.

Czyli tych argumentów będzie Pan Prezydent używał, tak?

Prezydent RP: Tak, tych argumentów. One nie są, jak powiedziałem, żadne sensacyjne ani nowe, natomiast są zdroworozsądkowe i konieczne z punktu widzenia stabilności politycznej i ekonomicznej Polski. Po prostu decyzja została wczoraj podjęta, ta decyzja tworzy kalendarz, ten kalendarz jest mniej więcej jasny, a zarówno rząd, ministrowie, jak i parlamentarzyści swoje zadanie w ramach tego mandatu muszą wypełniać. I oni nie czynią dla nikogo łaski, to jest ich nie przywilej, tylko obowiązek, podkreślam, to nie jest żaden przywilej, to jest obowiązek.

Tylko tak sądzę, że premier Marek Belka zna te wszystkie argumenty, których pan przed chwilą użył, a jednak chce przyjść z wnioskiem o swoją dymisję.

Prezydent RP: Tak, bo chcę być konsekwentny wobec swoich zapowiedzi i również wobec swojej koncepcji, zresztą wcześniejszej, bo przypominam, że kiedy Marek Belka urząd obejmował, mówił o takim rocznym horyzoncie czasowym. Ten rok minął, Marek Belka apelował o wcześniejsze wybory, tak się nie stało, no więc premier powiedział już to raz, myślę, że dziś powtórzy, że na rzeczywistość obrażać się nie wolno, a ja dodam do tego, że praca i jak najlepsze wykonywanie obowiązków to nie jest czyjaś fanaberia, to nie jest żaden przywilej, to jest po prostu obowiązek, bo wzięliśmy na siebie tę odpowiedzialność i nikt nie może uwolnić nas od zadań, które mamy.

Pan powiedział, Panie Prezydencie, że potrzeby jest rząd, który będzie działał. A czy ten rząd będzie działał, czy on w ogóle tylko będzie?

Prezydent RP: Nie, on będzie działał, wie pan, myślę...

Tak na dobrą sprawę jaką realną siłą ten rząd dysponuje i możliwościami?

Prezydent RP: Proszę pana, myślę, że w ogóle opinie na temat rządu są zbyt powierzchowne i zbyt uwikłane w kampanię wyborczą. To znaczy opozycja w ogóle nie chce widzieć nic dobrego, co jest, oczywiście, jej prawem, ale moim zdaniem dość krótkowzroczna, bo za chwilę ta opozycja znajdzie się przy władzy i będzie mała opozycję, która znowu nie będzie nic widziała dobrego w działaniach rządu. Więc to są trochę takie zachowania, moim zdaniem, zbyt egoistycznie i krótkowzroczne.
Natomiast ten rząd musi umacniać rozwój gospodarczy, który jest, musi pracować na rzecz racjonalności finansów publicznych. I fakt, że na przykład minister Gronicki prowadzi bardzo udane póki co negocjacje o zmniejszenie polskiego zadłużenia, wcześniejsze zapłacenie rat polskiego zadłużenia wobec Klubu Paryskiego, to są naprawdę istotne rzeczy, one będą uwalniać następne rządy, a więc nas, od tego ciężaru zadłużenia, który mamy. Na pewno jest wiele spraw unijnych związanych ze środkami unijnymi, z walką o finanse w przyszłym okresie unijnym 2007-2013, i tutaj również on musi bardzo kompetentnie i konsekwentnie w tych sprawach występować. No, mamy przecież przed sobą też decyzję o redukowaniu naszej obecności w Iraku, a być może na przełomie roku zmiany formuły misji, bo nie chcę mówić o zakończeniu misji, bo być może jakieś grupy szkolące wojska irackie będą pozostawać. To też przecież wymaga w tej chwili kontynuowania i działań. Więc ten rząd ma mnóstwo rzeczy do pracy i na pewno nie zanudzi się. A jeżeli jeszcze dodatkowo znacząca część ministrów, a z tego, co wiem, jest taka grupa, nie jest zainteresowana w kandydowaniu w wyborach, a więc tym bardziej będzie miała czas, żeby zrobić to, co do nich należy.

No dobrze, ale jest Pan na tyle doświadczonym politykiem, że musi Pan przyjąć wersję, że Marek Belka nie zgodzi się na Pana argumentację i powie, że nie chce być premierem. Co wtedy?

Prezydent RP: Gdyby tak było, to, oczywiście, poinformujemy o tym o dwunastej. No, nie ma siły, jeżeli premier znajduje najróżniejsze argumenty, w tym może bardzo też osobiste, to, oczywiście, wtedy trzeba decyzję podjąć i wtedy dymisja może być przyjęta, a ja mam konstytucyjny obowiązek wskazania osoby, która by kierowała rządem czy przedstawiłaby w ciągu dwóch tygodni rząd do uzyskania wotum zaufania. Te wszystkie recepty w Konstytucji są zapisane i nawet one są już przećwiczone, więc tu już żadna sytuacja nas nie zaskoczy. Natomiast ja mam przekonanie, że argumentacja, którą przed chwilą państwu przedstawiłem o tym, że trzeba pracować i że nie zostało już wiele miesięcy do wyborów tak czy inaczej, jest przekonywująca. I sądzę, że rozstaniemy się czy porozumiemy się z profesorem Belką.

A to drugie nazwisko, to kto, Panie Prezydencie?

Prezydent RP: Nie, nie, wie pan, niech pan mnie nie wciąga w tego rodzaju spekulacje...

No, to interesujące.

Prezydent RP: Nie, nie ma w tej chwili żadnego drugiego nazwiska.

Czyli będzie Pan musiał kogoś na szybko wymyślić.

Prezydent RP: Proszę pana, żyjemy w kraju, gdzie jest trochę osób przygotowanych, raz, a dwa — jedyny problem to jest taki, dlaczego na okres kilku miesięcy tworzyć nowy rząd, który ani nie będzie miał szansy zapoznania się ze sprawami, które leżą dzisiaj na stole, bo czasu jest za mało, a już tym bardziej nie może niczego zaproponować nowego. Więc, wydaje mi się, z tego punktu widzenia koncepcja nowego rządu i przyjęcia rezygnacji profesora Belki jest nieefektywna. Po prostu pamiętajmy, że rozmawiamy nie o kolejnym roku dla rządu; rozmawiamy o wyborach na koniec września, miesiąc na usytuowanie się nowego Sejmu, czyli najdalej pod koniec października powinien być i Sejm, i rząd, i wszystko to, co jest potrzebne...

A także prezydent. Dlaczego Pan nie bierze pod uwagę możliwości wspólnych wyborów do Parlamentu i wyborów prezydenckich?

Prezydent RP:
Ja biorę to pod uwagę, ale też...

Ale nie jest Pan, że tak powiem, zwolennikiem, zdaje się, tego rozwiązania.

Prezydent RP: Ja nie jestem zwolennikiem, podobnie jak Państwowa Komisja Wyborcza. To są wybory, szczególna I tura wyborów prezydenckich i wybory parlamentarne, to są ogromne wybory, to jest kilkanaście list zarówno w wyborach parlamentarnych, jak i kandydatów prezydenckich, jest trudność dla samych komisji, żeby to zrobić szybko, sprawnie, żeby nie przedłużać terminu ogłoszenia, co zawsze przecież wzbudza różnego rodzaju niepokoje, a nawet podejrzenia. A poza tym proszę pamiętać, że my ciągle jeszcze dyskutujemy kwestie referendum europejskiego, czyli w sprawie Traktatu konstytucyjnego. Trzech tego rodzaju głosowań jednego dnia komisje wyborcze, te szczególnie obwodowe, na samym dole piramidy, mogą nie wytrzymać. Więc ja tutaj bardzo liczę się także z opinią ludzi rozumnych, którzy będą radzili nam i już radzą, z Państwowej Komisji Wyborczej. A poza tym chcę państwu powiedzieć, że prezydent będzie decydował o terminie wyborów parlamentarnych, natomiast termin wyborów prezydenckich ustala zgodnie z Konstytucją marszałek Sejmu. Tu, oczywiście, w tej sprawie się porozumiewamy, to nie jest tak, że nie ma między nami dialogu, natomiast są tu różne racje.

A jakie sugeruje rozwiązania marszałek Sejmu?

Prezydent RP: Słuchamy, na razie słuchamy po prostu opinii. Tu chodzi przede wszystkim o to, żeby pod hasłem, że taniej, że oszczędniej nie popełnić wykroczenia wobec zasad demokratycznych, bo byśmy źle się czuli, gdyby się okazało, że któreś z tych wyborów są niedokładnie policzone albo ogłaszanie wyników bardzo się przedłuża. To, moim zdaniem, straty są wtedy nieporówywalnie większe aniżeli dobrze przeprowadzone policzenie głosów po każdym z kolejnych wyborów.

A może to jest tak, Panie Prezydencie, że gdyby parlamentarne były wcześniej i wygrałaby je na przykład prawica, to po dwóch tygodniach przy okazji wyborów prezydenckich pierwszej tury opinia publiczna nie zdecydowałaby się powierzyć jednak pełni władzy prawicy i wybrałaby kandydata lewicy.

Prezydent RP:
To jest możliwe, choć nie ma na taką teorię żadnego dowodu. Ja myślę, że realna refleksja między wyborami parlamentarnymi a prezydenckimi byłaby wtedy, gdyby wybory parlamentarne były teraz, czyli w czerwcu, i byłby okres wakacyjny na przygotowanie się, przeprowadzenie kampanii prezydenckiej. Okres dwóch tygodni to są dwie teorie — jedna, że ludzie, że tak powiem, nie zdecydują się oddać władzy jednemu obozowi, ale też druga, która z wielu krajów jest znana, choćby z Francji, że po zwycięstwie parlamentarnym następuje prezydenckie, czy po prezydenckim parlamentarne, że jest tutaj bardzo silna łączność, że w ciągu dwóch tygodni wyborca nie może się ani zawieść, ani rozczarować, ani specjalnie przejrzeć na oczy... Widzę, że mamy jakieś kłopoty techniczne.

Ale tylko drobne, Panie Prezydencie, proszę nie zwracać uwagi. Mam nadzieję, że słuchacze rozumieją Pana intencje w tym, co Pan mówi.

Prezydent RP
: Intencje są, jak powiedziałem, takie... Nawet nie intencje, co wyjaśnienie pańskiego pytania. Obie teorie można zapewne na przykładzie jakichś tam państw udowadniać, ale w moim przekonaniu to rozdzielenie przede wszystkim ma sens z punktu widzenia dobrej organizacji wyborów i uczciwości tych wyborów.

A tak swoją drogą, kiedy rozmawia pan z marszałkiem Sejmu na temat możliwego terminu wyborów prezydenckich, to czy panowie rozmawiają również o kandydacie lewicy na prezydenta?

Prezydent RP:
Rozmawiamy...

Czy poza, to się dzieje poza tym tematem, zupełnie gdzieś przypadkowo?

Prezydent RP:
Nie, nie, rozmawiamy i na temat kandydata lewicy, i rozmawiamy w ogóle o kandydatach, tym bardziej że ja mam tutaj dość wolną rękę, bo sam nie kandyduję, więc mogę dosyć swobodnie dyskutować o różnych nazwiskach, które...

I dość konkretnego kandydata, przyzna Pan.

Prezydent RP
: A jeśli chodzi o kandydata lewicy, to uważam, że potrzebny jest wspólny kandydat lewicy, wtedy ona ma szanse walki o II turę, że jest dwóch kandydatów bardzo poważnych, jeden już się zgłosił, to jest Marek Borowski. Moim zdaniem kandydatem w pełni przygotowanym do roli prezydenta, także ze względu na swoje doświadczenia międzynarodowe, co jest na tym stanowisku niezwykle ważne, to jest niedoceniona kwestia, jak bardzo dużo zajęć prezydent Rzeczpospolitej ma w związku z polityką zagraniczną, kontaktami międzynarodowymi i tak dalej, i tutaj Włodzimierz Cimoszewicz jest niewątpliwie kandydatem bardzo dobrym. Mam nadzieję, że się zdecyduje i mam nadzieję, że w jakimś momencie lewica zobaczy, kto ma lepsze szanse, kto jest tym mocniejszym kandydatem i będzie...

W przyszłym tygodniu Włodzimierz Cimoszewicz ma powiedzieć, czy jest zainteresowany startem, czy nie.

Prezydent RP:
Ja go namawiam, nie ukrywam, że go namawiam. I więcej, uważam go za bardzo poważnego, a może najpoważniejszego kandydata właśnie ze względu na obecny konstytucyjny charakter obowiązków i prerogatyw prezydenckich.

To ma Pan jeszcze właśnie jedną prerogatywę obok tych konstytucyjnych: „Prezydent Rzeczypospolitej namawia...” i tutaj tylko lista osób, które w ostatnich tygodniach namawia pan do różnych rzeczy.

Prezydent RP:
No, wie pan, to jest naturalne i przecież nie sposób nie widzieć, co się dzieje. I tutaj, oczywiście, moje obowiązki wynikające i z Konstytucji, ale też i odpowiedzialność za to, co w Polsce się odbywa, polega na tym, żeby rozmawiać, żeby przekonywać. Nie zawsze to jest skuteczne, no ale zarzucałbym sobie, gdybym takich rozmów nie prowadził.

Panie Prezydencie, 60 rocznica zakończenia II wojny światowej. Dowiedzieliśmy się oto z ust przedstawicieli rządowych Rosji, że nie było okupacji krajów nadbałtyckich, tylko wstąpienie do Związku Radzieckiego na podstawie prawa międzynarodowego, co dla wielu osób stanowiło pewną niespodziankę, by nie powiedzieć sensację. Ciekawą rzecz mówi dzisiaj minister spraw zagranicznych Adam Rotfeld w wywiadzie dla Gazety Wyborczej, że te słowa, ta formuła to formuła imperialna, to budzi zasadniczy sprzeciw. Czy Pana również?

Prezydent RP:
Oczywiście, że tak. Poza tym znamy fakty i nawet jeżeli ktoś mówi, iż utworzone władze w wyniku rosyjskiej okupacji, realizacji tego zdradzieckiego planu, porozumienia Ribbentropp-Mołotow one prosiły o wejście do Związku Radzieckiego, to tego rodzaju, że tak powiem, akty są mniej więcej tyle samo warte, jak prośby władz Czechosłowacji o interwencję w sześćdziesiątym ósmym roku. To wszystko z historii znamy i wiemy, jak się odbywało. Więc w moim przekonaniu całe to oświadczenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej jest niewłaściwe. Zastanawiam się, na ile jest to podział ról, to znaczy że MSZ rosyjski będzie mówił jedno, a na ile prezydent Putin będzie przedstawiał sprawy w innym świetle, no to zobaczymy, natomiast niewątpliwie tego rodzaju sformułowania są po prostu ani nieuzasadnione historycznie, a szczególnie niewłaściwe moralnie, bo moralnie wiemy, jak było, i wiemy, że kraje bałtyckie swoją niepodległość utraciły na dziesiątki lat i nie da się po prostu tego żadnymi casusami prawnymi czy prawa międzynarodowego wytłumaczyć.

Mało tego, minister Rotfeld mówi, że ta argumentacja jest fałszywa i niebezpieczna wręcz. Natomiast czy to coś zmienia w pana sytuacji podczas wizyty w Moskwie 9 maja, stanowisko rządu rosyjskiego czy MSZ-u, ale przecież ,umówmy się, jedno wie, co robi drugie, ewentualnie wypowiedzi prezydenta George’a Busha czy komisarza Gunthera Verheugena, czy to coś zmienia?

Prezydent RP:
Przede wszystkim nie zmienia to na razie i myślę, że już nie zmieni do dziewiątego decyzji, jaką podjęli liderzy zarówno Unii Europejskiej, jak i Stanów Zjednoczonych, żeby być w Moskwie 9 maja i żeby oddać hołd wszystkim ofiarom. Podkreślam: wszystkim ofiarom II wojny światowej, ponieważ my nie mówimy tylko o ofiarach rosyjskich, radzieckich czy frontu wschodniego; my mówimy w ogóle o zakończeniu II wojny światowej i zwycięstwie nad faszyzmem, o wszystkich ofiarach różnych frontów, którzy złożyli swoje życie na ołtarzu tej wojny. W związku z tym będziemy. Natomiast, oczywiście, zarówno to, co mówi prezydent Bush, co mówi Verheugen, co my mówimy, co mówił przed chwilą minister Rotfeld, co ja będę mówił siódmego we Wrocławiu, co jest zawarte w bardzo, moim zdaniem, dobrym, głębokim stanowisku polskiego Sejmu, to dociera, to musi docierać. I, oczywiście, może się okazać, że po 9 maja wyjeżdżamy z różnymi zdaniami, z przekonaniem, że Rosjanie niewiele z tego zrozumieli, i to będzie miało swoje konsekwencje dla dalszej polityki, dla dalszych kontaktów, choćby Rosja–Unia Europejska. Ale być może usłyszymy także rzeczy, które pokażą, że jakaś refleksja po tych wystąpieniach po stronie rosyjskiej następuje, że jednak wyciągają oni wnioski i są gotowi do zmiany tonu, do mówienia prawdy o przeszłości i do weryfikacji niektórych stereotypów, które, jak widać choćby z oświadczenia MSZ-u rosyjskiego, są niezwykle głębokie.

Czy w Pana programie coś się zmienia, czymś jest uzupełnione? Bo z tego, co nieoficjalnie wiemy, będzie pan na Cmentarzu Donieckim, tam, gdzie jest symboliczna mogiła, symboliczny grób generała Okulickiego, Łubianka, Kamień Sołowiecki, spotkanie z Memoriałem Muzeum Sacharowa i spotkanie z weteranami w Ambasadzie Rzeczpospolitej.

Prezydent RP:
Tak jest, to wszystko jest...

Coś jeszcze?

Prezydent RP:
No, to jest jak na jedno popołudnie bardzo dużo i to jest wszystko podtrzymane. I proszę zważyć, że są to takie symboliczne gesty zarówno w stosunku do zamordowanych już po zakończeniu II wojny światowej polskich patriotów i oficjalnych przedstawicieli władz Rzeczpospolitej, to jest oddanie hołdu wszystkim ofiarom stalinizmu, bo pod Łubianką jest ten słynny Kamień Sołowiecki, który jest miejscem upamiętnienia wszystkich ofiar terroru stalinowskiego niezależnie od narodowości, spotkanie z Memoriałem to jest oddanie hołdu tej części opinii publicznej rosyjskiej, która chce mówić prawdę o przeszłości i nie waha się tutaj...

Zresztą odznaczał Pan niedawno grupę osób z Memoriału przy okazji rocznicy zbrodni katyńskiej.

Prezydent RP:
Grupę odznaczałem, odznaczę tych, których nie udało mi się odznaczyć w Warszawie, ale przede wszystkim działalność ta taka codzienna tych ludzi jest niebywała, dlatego że przecież oni nie prowadzą prac, które wzbudzają wielką popularność w Rosji czy zachwyt władz, natomiast pracują bardzo dokładnie w porozumieniu z polskimi środowiskami, właśnie dokumentując to wszystko, co się wydarzyło. Tym ludziom na pewno należy się słowo podzięki z naszej strony. No i później w Ambasadzie spotykamy i tych ludzi, i weteranów, i wszystkich, którzy uczestniczyli we froncie wschodnim, wyzwalali Polskę spod faszyzmu i czynili to z najczystszych pobudek. I zresztą miałem okazję już do wielu spotkań z tymi ludźmi i oni nawet zawsze mówili kilka słów po polsku. Są bardzo dumny, że ich szlak bojowy przechodził przez nasz kraj i mają do nas ogromnie dużo sentymentu. I przecież ich nie można traktować jako oficerów politycznych, którzy wprowadzali swoją ideologię, tylko ich trzeba traktować jako żołnierzy wyzwolenia od faszyzmu, którzy czynili to, jak powiedziałem, z najczystszych racji, z najczystszych pobudek.

Będzie Pan we Wrocławiu jutro, o dziesiątej będą różne uroczystości związane z zakończeniem II wojny światowej. Pan przyleci jednym samolotem, drugim samolotem przyleci korpus dyplomatyczny, mają być ambasadorowie mniej więcej z sześćdziesięciu krajów. Jeden kraj przysyła przedstawiciela swojej ambasady, nie ambasadora. Wie Pan, który?

Prezydent RP:
Zapewne mówi pan o Federacji Rosyjskiej, tak?

No i co? Jaki wniosek z tego wyciągnąć?

Prezydent RP
: Wie pan, tu mogą być dwa wnioski. Nie wiem, czy...

Ambasador będzie w Moskwie na uroczystościach, tak?

Prezydent RP:
Nie wiem, czy będzie w Moskwie na uroczystościach, trzeba zapytać nasz protokół dyplomatyczny, jakie wyjaśnienie zostało przedstawione. Ale też chcę powiedzieć, choć być może tutaj czynię coś niewłaściwego wobec prywatności ambasadora Federacji Rosyjskiej, on od wielu miesięcy jest w trakcie takiej poważnej walki o własne zdrowie i nie chcę nic więcej dodawać, ale to nie jest ani rzecz udawana, ani nieprawdziwa, ani jakakolwiek inna. Jeżeli są inne powody aniżeli zdrowie, no to, oczywiście, myślę, że protokół dyplomatyczny nasz MSZ-owski powinien o tym poinformować, ale ja wiem, że od wielu miesięcy ambasador jest w trakcie bardzo takiej trudnej kuracji. Jeżeli to jest powód, no to też powinniśmy to przyjąć do wiadomości.

Dziesiątego będzie szczyt Unia Europejska–Rosja. Jak ten szczyt będzie wyglądał po tym, co wydarzy się na Placu Czerwonym 9 maja, jak Pan sądzi?

Prezydent RP
: Wie pan, bardzo wiele zależy od tego, co zostanie powiedziane, bo co się wydarzy, to mniej więcej wiemy — będzie uroczystość, będzie defilada i...

Ale chodzi mi o słowa, które padną

Prezydent RP:
To jest, jak myślę, rzecz zupełnie zasadnicza i przecież ja mam takie przekonanie i myślę, że nie mylę się, dla prezydenta Putina przecież ten 9 maja to nie jest cel sam w sobie, to nie jest kwestia, że powiedzieć i co? On przecież buduje bardzo mozolnie, ale też konsekwentnie pozycję Federacji Rosyjskiej jako ważnego partnera w polityce międzynarodowej. W jakimś sensie wydarzenia 11 września, walka z terroryzmem już wprowadziła ponownie Federację Rosyjską do tej wielkiej gry międzynarodowej, bo ani Amerykanie, ani Unia Europejska, ani inne kraje nie mogą w tej walce z terroryzmem nie widzieć roli i miejsca Rosji. Rosja, oczywiście, też to traktuje dosyć jednostronnie, bo walka z terroryzmem to jest przede wszystkim jakby z ich punktu widzenia przyzwolenie na używanie twardych metod, w Czeczenii choćby, ale to nie jest koniec planów. Federacja Rosyjska chciałaby być partnerem z Unią Europejską i od tego, jak zostanie przedstawiona ta historia, jak Rosja pokaże swoją gotowość do mówienia prawdy o konsekwencjach II wojny światowej, o tym, co stało się później, o podziale europejskim, który się dokonał, o tych wszystkich wydarzeniach, które również miały miejsce w okresie wcześniejszym, czyli rozrachunek ze stalinizmem jako także zbrodniczą koncepcją polityczną, to wszystko będzie miało wpływ na stosunki z Unią Europejską. Ja nie wyobrażam sobie, żeby prezydent Putin chciał 9 maja te stosunki, że tak powiem, zepsuć albo nadzwyczajnie skomplikować. Myślę, że raczej będzie szukał sformułowań i języka, który żadnych drzwi nie zatrzaśnie ani do Białego Domu, ani do Brukseli, ani w żadnym innym kierunku. I jestem przekonany, że...

No, ale są jeszcze tacy członkowie, jak Litwa, Łotwa czy Estonia, których tak bezkarnie w sumie to obrażać chyba nie wypada, informując ich, że to nie była żadna okupacja, tylko to świadomie tamtejsze ówczesne władze zdecydowały się włączyć w skład Związku Radzieckiego.

Prezydent RP
: Ja na przykład nie wierzę w to, żeby prezydent Putin powtórzył tą frazę w swoim wystąpieniu, no nie wierzę, bo to byłoby rzeczywiście już prowokacyjne. Natomiast mogę sobie wyobrazić, że będzie jakaś fraza mówiąca o tym, że były konsekwencje tej wojny, że świat wszedł w okres zimnej wojny. Ja przecież w tej chwili nie piszę wystąpienia dla prezydenta wielkiego i sąsiedniego kraju, natomiast nie sądzę, żeby 9 maja był używany dla zaognienia tej sytuacji. Natomiast niewątpliwie problem pozostaje i ten problem to jest właśnie oświadczenie MSZ-u, ale gorzej: to jest świadomość bardzo wielu Rosjan, którzy tak uważają. Przecież, wie pan, trudno kwestionować wybory, które dokonywały się w Federacji Rosyjskiej. W Federacji Rosyjskiej z takimi poglądami można wybory wygrywać i to przecież nie jest przykład tylko tego oświadczenia, ale wielu polityków, którzy na temat wojny, stalinizmu wypowiadają zupełnie wierutne nieprawdy i nie przeszkadza im to w karierach politycznych.

Więc pytanie jest: Co zrobić, żeby ta prawda była bardziej znana samym Rosjanom? Co robić, żeby normalnie i bez emocji dyskutować? Co robić, żeby podręczniki były uczciwe? No i co robić, żeby nawet mając różne opinie na temat różnych wydarzeń, bo będziemy mieli kłopot w znalezieniu takiego wspólnego mianownika dla niektórych bohaterów, którzy się po prostu zupełnie inaczej kojarzą? Marszałek Piłsudski i zwycięstwo dwudziestego roku inaczej będzie oceniane przez Polaków — dla nas jest to jedno z największych militarnych i politycznych zwycięstw Polski, dla Rosjan, oczywiście, może być czymś zupełnie innym. Ale to nie o to chodzi; chodzi o to, żeby mówić prawdę, żeby na przykład nie wymazywać wojny dwudziestego roku z podręczników, bo ona był i też wiemy, kto zaatakował i wiemy, kto się bronił.

Tak na koniec, Panie Prezydencie, jak Panowie będą ustawieni na trybunie honorowej? Wie Pan, koło kogo będzie Pan stał? Bo ja gdzieś czytałem, że koło prezydenta Łukaszenki, bo ma być według alfabetu.

Prezydent RP
: Ale jakiego alfabetu?

No, pewnie w tym przypadku naszego, łacińskiego — K, L, Ł... Nie?

Prezydent RP
: No, wie pan, nie sądzę, żeby ustawienie było według nazwisk gości.

Raczej krajami?

Prezydent RP:
Raczej krajami i wtedy ustawienie według alfabetu... Zresztą myślę, że wszystko będzie się odbywało raczej według alfabetu rosyjskiego, chyba, że będzie to z wielką gracją i wtedy, kiedy nie stosuje się alfabetu własnego, to często sięga się po ten protokólarny, czyli język francuski.

Ale warto to sprawdzić, Panie Prezydencie.

Prezydent RP:
Sprawdzają, przecież nie ja to sprawdzam. To sprawdza nasz ambasador, to sprawdza MSZ, to sprawdza protokół. Myślę, że jakaś kolejność będzie. Te kolejności, wie pan, one przynoszą bardzo zabawne sytuacje. W Watykanie ostatnio, kiedy już Polska utraciła to swoje honorowe miejsce i siedzi według alfabetu włoskiego, nasze miejsce było ku memu zdumieniu między Paragwajem (to akurat mnie nie dziwiło) i Principado de Andorra, czyli Księstwo Andory, bo ono jest Pr..., my jesteśmy Po..., czyli nieco wcześniej. A na przykład ten słynny obrazek z Placu Świętego Piotra — obok siebie prezydent Bush i prezydent Chirac — wynikał po prostu z zastosowania włoskiego alfabetu, gdzie Stany Zjednoczone (Stati Uniti d´America czy nie wiem, jak to dokładnie brzmi po włosku) są obok Francji, E jest obok F, czyli Estonia była wcześniej, Stany Zjednoczone, Francja. Więc być może takie niespodzianki nas czekają, tylko one nic nie oznaczają. Nic nie oznaczają, chyba że rzeczywiście mielibyśmy do czynienia z ustawieniem zupełnie jakimś intencjonalnym, ale na to się można nie zgodzić, można stać wtedy gdzie się chce. Nie czyniłbym z tego problemu.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.