przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Żadnych wątpliwości od poniedziałku po decyzji nie stanięcia przed komisją?

Prezydent RP:
 — To jest decyzja, gdzie, oczywiście, są koszty, gdzie liczyć się trzeba z krytyką, czasami słuszną, czasami niesłuszną, ale kiedy ważę wszystkie za i przeciw, a szczególnie kiedy widzę twarze niektórych członków komisji, to myślę, że miałem rację, że nie wolno narażać autorytetu Urzędu Prezydenta na po prostu spektakl polityczny, który niewiele by przyniósł, natomiast mógłby być niewłaściwy i w sumie dla państwa polskiego niepotrzebny.

A opinia publiczna?

Prezydent RP:
 — Opinia publiczna ma dziesiątki możliwości dochodzenia do informacji, do prawdy, a nie chcę niczego zatrzymywać dla siebie. Jestem gotów do odpowiedzi zarówno kiedy pan pyta, czy pytają dziennikarze gazet. Nie sądzę zresztą, żeby polska opinia publiczna żyła wyłącznie sprawozdaniami czy transmisjami...

Ale pytana na bieżąco wyraża swoje stanowisko wobec Pana decyzji...

Prezydent RP:
 — No właśnie...

I przeważnie negatywne.

Prezydent RP:
 — Niekoniecznie, bo ja wczoraj byłem zdumiony...

No to pozwoli Pan Prezydent, że na chwilę przerwę, cytując dzisiejszego Pentora...

Prezydent RP:
 — Proszę.

...na zamówienie mojej firmy, Polskiego Radia: 63% — że Pan źle zrobił, ponad 25% — że dobrze.

Prezydent RP:
 — To jest Pentor. Z drugiej strony byłem zdumiony, kiedy widziałem wczoraj reakcje w czasie debaty telewizyjnej, gdzie 70% mówi, że słusznie zrobiłem. Na pytanie w TVN 68% powiedziało, że słusznie, 32% że niesłusznie. Tylko, wie pan, to nie jest tak jak badanie temperatury ciała, to nie o to chodzi. Chodzi o to, że ja byłem bardzo długo przekonany, że warto udzielić informacji komisji, i to właściwie prawie do samego końca. To bardziej moi doradcy wskazywali na zarówno niewłaściwości konstytucyjne tego postanowienia. Pan marszałek Cimoszewicz — chyba słusznie — powiedział, że popełniłem błąd kiedyś, wiele miesięcy temu, we wrześniu, tak zgadzając się blankietowo, bez żadnych właśnie warunków na to spotkanie. Natomiast to, co stało się między sobotą a poniedziałkiem mnie przekonuje, że mam rację, że nie można, że tak powiem, wkraczać w spektakl polityczny, bo tu nie o prawdę chodzi, nie chodzi o wyjaśnienie czegokolwiek. Tu chodzi po prostu o zwyczajną batalię, w którejś ktoś ma zginąć, ktoś ma zwyciężyć, ktoś ma przeżyć albo nie. I taką decyzję podjąłem ze wszystkimi konsekwencjami i odpowiedzialność biorę na siebie.

To jak to w takim razie, Panie Prezydencie, będzie się teraz toczyło w relacjach Urząd Prezydenta — Sejm? Teraz Prezydium Sejmu ma się zająć rozpatrzeniem możliwości powołania Pana (teraz zaczyna się problem) jako świadka przy okazji komisji śledczych, jako podejrzanego przy okazji Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej. Jak to ma wyglądać, Pana zdaniem?

Prezydent RP:
 — Nie „pana zdaniem”, tu jest Konstytucja. Tu nie mojego zdania czy pana zdania...

No, ale interpretatorów Konstytucji mamy wielu w naszym kraju, tak że...

Prezydent RP:
 — Ale większość interpretatorów zgadza się co do tego, że Prezydent i Sejm są rozłączni. Ja nie jestem ani wybierany przez Sejm, jest napisane w Konstytucji jasno, że Prezydent występuje przed Sejmem z orędziem, które nie podlega dyskusji, nie podlega debacie. Wielu konstytucjonalistów właśnie podkreśla ten fakt, że są to różne władze. Oczywiście, jest tryb wniosku do Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, który może złożyć stu czterdziestu posłów, całej procedury przed komisją. To są zupełnie inne rzeczy i jeżeliby one były wdrożone, to, oczywiście, prezydent tutaj nic nie ma do powiedzenia, bo też Konstytucja wyraźnie mówi, jakie to są kroki. Natomiast pomysły, czy trzy komisje, czy pięć komisji, a może cały Sejm, no, to są jakby, jak rozumiem, już pomysły tylko i wyłącznie po to, żeby zaistnieć, one nie mają żadnego prawnego ani konstytucyjnego charakteru.
Natomiast jeżeli jedna czy druga komisja w formie odpowiedniej chciałaby zapytać prezydenta, czy bezpośrednio, czy listownie o jakieś fakty, które wymagają uszczegółowienia czy uściślenia, to przecież my prowadzimy normalną korespondencję między sobą. To nie jest tak, że ja nie podpisuję ustaw, które przychodzą do mnie z Sejmu albo nie odpowiadam na listy z Sejmu i odwrotnie — Sejm nie odpowiada na moje listy czy na moje inicjatywy. Więc tu nie ma żadnego konfliktu między prezydentem a Sejmem. Tu jest sprawa, która wymaga, być może, jeszcze raz analiz konstytucyjnych czy postawienia kropki nad i przez konstytucjonalistów, gdy chodzi o rozłączność Prezydenta i Sejmu, a jednocześnie przecież jest gotowość do współpracy. Mówimy o faktach czy o wyjaśnieniach różnych spraw, które mają miejsce.

To w takim razie w jakim charakterze pojawi się pan w najbliższym czasie w Sejmie?

Prezydent RP:
 — Nie wiem, jaki jest plan prac Sejmu. Sądzę, ale nawet też nie przewiduję obecności na głosowaniu 5 maja, kiedy Sejm będzie decydował, czy chce się wcześniej rozwiązać, czy nie. Ja w tej chwili nie mam w planie jakichś spotkań z Sejmem, natomiast na pewno przedstawiciele Sejmu, na pewno marszałek i ważni politycy będą uczestniczyć w różnych wydarzeniach, a szczególnie w szczycie Rady Europy, który będzie się odbywał w połowie maja. To jest z tego planu kontaktów z Sejmem w tej chwili rzecz najważniejsza.

Czy zna Pan nazwiska osób odpowiedzialnych za sytuację, w jakiej się znaleźliśmy, sytuację polityczną?

Prezydent RP:
 — Ale o której sytuacji pan mówi?

Od piętnastu lat coś się w naszym kraju dzieje. I nagle dochodzimy do takiego etapu, jak ten, który się rozpoczął w poniedziałek, bo to jest nowe otwarcie jakby.

Prezydent RP:
 — A nie ma pan wrażenia, że pan przesadza?

Nie, nie. Pytanie jest o tyle zasadne, że... właśnie dlaczego? Dlaczego tak się stało? Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego spolaryzowała się nasza scena polityczna, że z jednej strony jest nagonka na Urząd Prezydenta Rzeczypospolitej, na pana, na Aleksandra Kwaśniewskiego, z drugiej strony jest atak na sejmowe komisje śledcze i na wszelkie rzeczy, które one chcą odkryć. I na dobrą sprawę możliwość porozumienia, dogadania się, wyjaśnienia jakichś spraw jest zerowa, przyzna pan.

Prezydent RP:
 — Nie. Nie, nie, ja myślę ,że w ogóle żyjemy w fałszywym świecie. W dużej mierze zresztą fałszywym ze względu na takie właśnie relacje, jak pan tu usiłuje przedstawić.

A nie jest tak jak mówię?

Prezydent RP:
 — Nie jest, nie. Jeżeli Polska by się dziś składała wyłącznie ze sporu Prezydent–komisja śledcza czy wyłącznie z komisji śledczych, no to znaczyłoby, że rzeczywiście jesteśmy krajem w jakimś stanie bardzo kryzysowym, co nie jest prawdziwe.

A czy nie składa się ze sporu?

Prezydent RP:
 — To jest jeden z elementów, nie pierwszy, i nie ostatni. Ja mogę przypomnieć panu spór Chiraka z parlamentem francuskim, mogę panu przypomnieć dziesiątki sporów, które były w Stanach Zjednoczonych. To są elementy procedur demokratycznych. Natomiast trzeba pamiętać, że, oczywiście, one są wyolbrzymiane, a to z tego względu, że to jest sensacyjne, że to jest ciekawe. Natomiast gdyby iść do sedna sprawy, to trzeba powiedzieć: piętnaście lat w Polsce jest przede wszystkim historią niebywałego sukcesu. Nawet niektórzy nie wahają się mówić, że to jest na pograniczu cudu, bo przez piętnaście lat nikt się nie spodziewał, że Polska będzie w Unii Europejskiej, że Polska będzie w NATO, że Polska będzie miała dobrze uregulowane kontakty z wszystkimi sąsiadami. Wczoraj byłem na Litwie, na Litwie już mówią o tym, że w 2007 roku wejdą do strefy euro. No, proszę pana, to wszystko są rzeczy, które wręcz są niewyobrażalne, tylko przyjmujemy je jako oczywiste — no, cóż tu ciekawego, no, że jest sukces, prawda? Sukces pana nie interesuje. Otóż gdy chodzi o...

Ja tak powiedziałem, że sukces mnie nie interesuje?

Prezydent RP:
 — Mało kogo interesuje. Otóż gdy chodzi o te osiągnięcia, to one są, moim zdaniem, bezdyskusyjne. Oczywiście, to nie oznacza, że nie ma słabości. I dzisiaj gdyby robić rachunek sumienia w III Rzeczypospolitej, to dużo poważniejsze niż to, co dzieje się w komisji orlenowskiej, przy całym szacunku, jest pytanie na przykład jednak, dlaczego nie udało nam się tak zmienić gospodarki, żeby tych kilku milionów bezrobotnych nie było, ale to są koszty, które też trzeba płacić. Natomiast to, że jest komisja śledcza, że ona wyjaśnia takie sprawy, jak Rywin, takie sprawy, jak Orlen, takie sprawy, jak PZU, to przecież też nie jest to wyłącznie dowód kryzysu. To jest dowód siły demokracji. Można rozmawiać o takich sprawach, które kiedyś byłyby ukrywane, które w ogóle by nie docierały do opinii publicznej i szukać rozwiązania. Tylko nie wolno z tego czynić jedynego tematu, a już na pewno nie wolno kłamać, nie wolno wprowadzać do obiegu informacji, które są dla niektórych polityków być może wygodne ze względu na zbliżające się wybory, tylko są po prostu niebezpieczne dla państwa polskiego. Nie wolno mówić, że mamy do czynienia z prowizjami, które płyną na konta polityków, jeżeli nie mamy takiego mocnego ani żadnego dowodu. Nie można pytać prezydenta, który już dziesięć razy mówił, że nie ma żadnych kont za granicą, nie miał i nie ma w ogóle nic z tym wspólnego, że są jakieś konta numeryczne i tak dalej, dlatego że to jest powtarzanie plotek, pomówień, które jak pan pyta, dlaczego są wypowiadane, to panu odpowiadam: dlatego, że zbliżają się wybory, a rok 2005 będzie wyjątkowy pod tym względem, bo będziemy mieli wybory zarówno parlamentarne, jak i prezydenckie.

No tak, czyli w zasadzie cytuje Pan „Dzielnego wojaka Szwejka”, że nie wolno, ale można takie rzeczy robić, wypowiadać pewne słowa, za które nie ponosi się odpowiedzialności ewentualnie pomawiać ludzi o różne rzeczy. No i świat idzie dalej. Opinia publiczna albo to kupi, albo nie, wszystko jedno. Ostatnio kupuje.

Prezydent RP:
 — Ja jestem lekko bezradny, kiedy rozmawiam z mediami w tej sprawie, bo bardzo bym chciał, żeby na przykład była większa odpowiedzialność za słowo zarówno ze strony polityków, jak i mediów. Ja nie sformułowałem żadnego oskarżenia wobec kogokolwiek, które nie miałoby argumentów czy pokrycia. Jeżeli nawet czasami moje słowa są ostre, a te ostatnio wypowiedziałem wobec jednego z tygodników, to też wiem, co mówię. Ale używam tego argumentu twardego bardzo rzadko. Natomiast jeśli chodzi o ten magiel, który codziennie jest prezentowany w różnych miejscach Polski, no to przecież, wie pan, tu apelujmy do siebie wzajemnie, nie wzruszajmy ramionami, mówiąc: och, ci źli politycy, oni takie rzeczy wygadują, ale my choć brzydząc się, ale to powtarzamy, no bo cóż mamy robić, taki jest nasz zawód i bardzo proszę.

Ciekawa rzecz, wczoraj, nie wiem, czy Pan Prezydent oglądał magazyny informacyjne w różnych kanałach telewizyjnych, w jednym zaczęto odliczać dni do końca kadencji Aleksandra Kwaśniewskiego. To znak czasu?

Prezydent RP:
 — Ja nie wiem, która to... A z ciekawości zapytam, nie wiem, która to...

Polsat.

Prezydent RP:
 — A, Polsat. No widzi pan? To jest dowód niecierpliwości, a myślę, że Polsat jest, jak rozumiem, bardzo...

Nie, ale zostawmy Polsat jako telewizję. Chodzi o pewien ruch, pewien pomysł: zaczynamy odliczać do końca kadencji Kwaśniewskiego.

Prezydent RP:
 — Po pierwsze to przecież jest znane i to też jest określone w Konstytucji, kiedy kończy się kadencja prezydenta. Natomiast jeżeli ktoś wykazuje taką niecierpliwość, no to mogę podejrzewać, że w tym jest jakieś tło albo może któryś z redaktorów tej telewizji już pragnie wystartować, a jeszcze nie może. Nie wiem, ja nie chcę tutaj domyślać się niczego więcej.
Natomiast dla mnie też jest czymś niebywale ciekawym, że przez lata całe mówiono, że w Polsce prezydent niewiele może, nic nie może, że prerogatywy prezydenckie są bardzo ograniczone. I właściwie bagatelizowano nawet prezydenta. Właśnie, jeżeli już pan o tej telewizji mówi, to była taka dziennikarka, która kiedyś zapytała: „Czy pan nie ma wrażenia, że powinien pan zaśpiewać? A co ja tu jeszcze robię? (To było na początku rządów pana Jerzego Buzka), no bo władza jest zupełnie gdzie indziej, a pan jako ten prezydent tak niewiele może”. Dzisiaj, po dziesięciu latach, okazuje się, że nie dość, że ja wszystko mogę, że ja we wszystkim uczestniczę, jestem odpowiedzialny za absolutnie wszystko i przyjmuję tę odpowiedzialność. I za chwilę nie zdziwię się, jak okaże się, że również klęski klimatyczne będą przypisane prezydentowi Rzeczypospolitej, bo tak jest wygodnie. Rozumiem, że po dziesięciu latach, kiedy wszystko na scenie politycznej się pozmieniało, a jedynym trwałym ośrodkiem jest Prezydent i jego otoczenie, co jest zgodne z prawdą, może być zjawisko i zmęczenia, i znużenia, ale przede wszystkim — i to chcę powiedzieć, niestety, z przykrością — i zazdrości, zazdrości.
No więc dobrze, niech ktoś odlicza. I życzę tej telewizji, żeby odliczali dni do końca mojej kadencji, a nie swoich własnych sukcesów, które też mogą się skończyć wcześniej przecież, bo sukcesy na pstrym koniu jeżdżą.

Co Pan, Panie Prezydencie, ma zamiar czynić przez najbliższych osiem miesięcy jeszcze? Co chciałby Pan osiągnąć, uzyskać, zdobyć?

Prezydent RP:
 — Po pierwsze właśnie nie dać się włączyć wyłącznie w kampanię negatywną i nie wziąć udziału w tym, co nas nieuchronnie czeka, czyli tym bardzo brutalnym wyborze i walce politycznej, która będzie miała miejsce przed wyborami do Parlamentu i wyborami prezydenckimi. Na pewno jest referendum europejskie, to znaczy dotyczące traktatu konstytucyjnego, w którym chcę wziąć udział, zaangażuję się i mam nadzieję, że wygramy i w ten sposób damy kolejny dowód, że Polska jest nie tylko europejska, ale współodpowiedzialna za sprawy europejskie. Na pewno muszą być wszystkie procedury wyborcze spełnione tak jak należy.
Mamy szczyt Rady Europy, który musi być godny, to nie może być w cieniu wszystkich naszych wewnętrznych sporów, bo nikogo to nie interesuje z tych ponad czterdziestu państw, które przyjadą do Polski i będą chciały rozmawiać o problemach współpracy, walki z terroryzmem, zagrożeń i tak dalej, i tak dalej.
I na pewno trzeba utrzymać te wszystkie tendencje gospodarcze, które mają miejsce z koncepcją i przyjęciem bardzo jasnego planu wejścia do strefy euro, które moim zdaniem w roku 2009 do Polski jest możliwe.
I trzeba również budować otoczenie nasze zewnętrzne, w którym będziemy się dobrze czuli, bo ani procesy na Ukrainie nie są przesądzone, mamy, jak wiadomo, wiele napięć w relacjach — takich napięć może bardziej historycznych niż dotyczących obecnej sytuacji — z Rosją. Nadal pozostaje kwestia relacji polsko-białoruskich. Więc jest bardzo wiele spraw, gdzie trzeba po prostu pracować i współpracować z naszym sąsiadami.

Skoro o Rosji Pan wspomniał, czy nie było błędem ministra Rotfelda mówienie, że zabicie Asłana Maschadowa to nie tylko zbrodnia, ale błąd polityczny?

Prezydent RP:
 — Ja bardzo cenię ministra Rotfelda i na tym oświadczeniu chcę się zatrzymać.

Mamy kolejny problem w związku z tym. Będziemy protestować, jak zabiją Osamę bin Ladena?

Prezydent RP:
 — Ja myślę, że to jest argument...

Bo to poetyka rosyjskiego MSZ-u.

Prezydent RP:
 — No właśnie, ja myślę, że...

No, mają prawo.

Prezydent RP:
 — No tak, ale o tej poetyce nie mamy co rozmawiać. Profesor Adam Rotfeld jest wybitnym intelektualistą, znawcą polityki, także ministrem spraw zagranicznych. Czasami ponosi go temperament bardziej właśnie człowieka, który ocenia politykę, a niekoniecznie osoby, która bezpośrednio za nią odpowiada. Ale ja chcę podkreślić tu wobec państwa, wobec słuchaczy, że do pana profesora Rotfelda mam pełne zaufanie i myślę, że to nie jest jakaś kwestia, która powinna być wielkim kłopotem. Natomiast jesteśmy we froncie walki z terroryzmem i gdyby była informacja, że Osama bin Laden został pojmany, to byłaby dobra wiadomość dla całego świata. Ale jej nie ma na razie.

Moskwa, wizyta w Moskwie, to też będzie dla Pana duży sprawdzian polityczny. Zwłaszcza obserwacja tego stąd, z Warszawy, przez polityków i opozycji, i rządzącej koalicji.

Prezydent RP:
 — Sama wizyta i to, co się wydarzy 9 maja to jest bardziej... I tutaj potrzeba wielu zabiegów dyplomatycznych. To jest sprawa tego, co zrobią Rosjanie, dlatego że przecież to nie jest seminarium naukowe dotyczące końca II wojny światowej, gdzie każdy z gości wystąpi, przedstawi swoją ocenę i swoją wersję. My podjęliśmy dyplomatyczne wysiłki i europejskie, i pozaeuropejskie z Amerykanami, że przede wszystkim ze strony Rosjan, gospodarzy tego spotkania, którym zresztą to się należy, bo ich wkład w zwycięstwo nad faszyzmem jest bezdyskusyjny, żebyśmy nie wiem jak to oceniali, to zarówno ofiary, i to są miliony ofiar na froncie wschodnim, i to wszystko, co wydarzyło się, daje prawo Rosjanom do tego, żeby o pamięć, dobrą pamięć o tym się upomnieć. No więc nie zmienia to faktu, że po II wojnie światowej ten świat ani nie był w pełni wolny, że został podzielony, Polska znalazła się w strefie wpływów radzieckich nie mogąc korzystać z pełnej wolności, takie kraje, jak Litwa, Łotwa, Estonia były wręcz okupowane, w ogóle nie miały żadnej wolności, stały się nie z własnej woli republikami radzieckimi. I o tym trzeba mówić.

No tak, ale argument, że im było źle, ale nam trochę lepiej, to tak niekoniecznie przemawia. Czy Pan będzie miał okazję w Moskwie cokolwiek powiedzieć?

Prezydent RP:
 — Nie wiem, nie wiem...

Czy będzie Pan chciał zwołać konferencję prasową, na której przedstawi Pan stanowisko Polski wobec wydarzeń i tak dalej, i tak dalej? To są propozycje, które są kierowane pod Pana adresem.

Prezydent RP:
 — Tak, ale one są naiwne, one są naiwne z jednego względu, dlatego że po pierwsze do 9 maja mamy mnóstwo czasu, który trzeba wykorzystać. I ja trochę jestem zirytowany faktem, że mówi się o tym, żeby 9 maja zwołać konferencję prasową, a na przykład nikt nie zauważył czy mało było głosów o moim wczorajszym wystąpieniu w sejmie litewskim, gdzie naszą ocenę tego wszystkiego, co wydarzyło się po II wojnie światowej przedstawiłem, za co zresztą otrzymałem oklaski ze strony posłów litewskich, bo powiedziałem to, co przed chwilą w wielkim skrócie państwu również powiedziałem, że to nie oznaczało wolności dla wszystkich, takiej samej wolności i tak dalej. Będziemy mieli okazję do spotkań w Polsce, do wypowiedzi w Polsce, do wypowiedzi na różnych forach międzynarodowych. Czy w Moskwie tego 9 maja będzie okazja, żeby zwołać konferencję prasową? Pewno tak, myślę, że tak. Nie wyobrażam sobie, żeby takiej możliwości nie było, ale dzisiaj tego nie wiem.
Natomiast pamiętajmy, że kluczową rzeczą przecież jest to, jak gospodarz, czyli Federacja Rosyjska, potraktuje to spotkanie. Bo jeżeli usłyszelibyśmy słowa sprawiedliwe, uczciwe ze strony gospodarczy dotyczące zarówno ich wkładu w zwycięstwo nad faszyzmem, co było wielkim wydarzeniem i dobrym wydarzeniem dla świata, a jednocześnie to, że, niestety, rezultatem stalinizmu, paktu Ribbentropp–Mołotow, później ustaleń jałtańskich, w których uczestniczyły wielkie mocarstwa, był podział Europy i podział świata na dwa walczące ze sobą bloki, no to na tej konferencji prasowej będzie trzeba powiedzieć, że bardzo cenimy te słowa i się cieszymy, że zostały wypowiedziane.

A jeżeli będzie wypowiedziana tylko pierwsza część tego, o czym Pan mówi?

Prezydent RP:
 — Zobaczymy, po to jest dyplomacja, po to są rozmowy, po to... Przecież to nie jest tak, że to my tylko tutaj, że tak powiem, łamiemy sobie głowę, co zrobić z tym problemem. Ja myślę, że są również i w Rosji ośrodki, i to ośrodki władzy, które zastanawiają się, co zrobić, żeby ta uroczystość, jak mówię, była godna, była w interesie rosyjskim, ale również nie pomnażała liczby sfrustrowanych uczestników czy wręcz wrogów tego wydarzenia. Jest czas, jest na szczęście czas, rozmowy trwają, chcę o tym powiedzieć bardzo jasno. Ja miałem okazję na ten temat rozmawiać zarówno z prezydentem Bushem, jak i z prezydentem Chirakiem, jak i innymi przywódcami przy różnych okazjach. Wszyscy mają świadomość tego faktu, ale też pamiętajmy, że my historii nie zmienimy.
I chcę panu powiedzieć, kiedy byłem w Normandii z okazji wyzwolenia D-Day, czyli lądowania wojsk alianckich we Francji, wyzwolenia Francji, to oglądaliśmy z lipca 44 roku obrazki Paryża, wyzwolenia Paryża, miasta pięknego, nie zburzonego, piękne kobiety, wino i szampan, które leją się w paryskich kawiarenkach. I to jest lipiec 44. I wtedy w sposób nieuchronny przed naszymi polskimi oczami staje 1 sierpnia 44 roku i początek Powstania Warszawskiego. I chcę panu powiedzieć, że tylko król Belgów Albert podszedł do mnie i powiedział: „Panie prezydencie, ja wiem, że kiedy Paryż był wyzwalany, to właściwie tragedia Warszawy dopiero się zaczynała”.

Może kończył dobre szkoły, lepsze szkoły od swoich kolegów przywódców.

Prezydent RP:
 — Pamiętajmy, że w takim świecie żyjemy. I z powodu na przykład nikłej czy za małej wiedzy na temat polskich cierpień czy Powstania Warszawskiego nikt nie namawia do tego, żeby nie jechać na obchody lądowania aliantów w Normandii.

A poza tym pamiętajmy, że Polacy muszą się upomnieć nie tylko o swoją, że tak powiem trudną historię, ale także przypomnieć światu, że myśmy na obu frontach jako chyba jedyni byli. Polscy żołnierze walczyli i na Zachodzie, i na Wschodzie. Polscy weterani, którzy żyją, mają prawo również też do satysfakcji, że uczestniczyli w zwycięstwie nad faszyzmem, bo to miało najgłębszy sens. I nie można ich wysiłku, ich ofiary również w tej chwili pomieszać do spraw wewnątrzpolitycznych, do sporów naszych wewnętrznych, do dyskusji różnych historycznych, bo to po prostu jest nieuczciwe. Myśmy byli jednym z najbardziej lojalnych uczestników sojuszu antyfaszystowskiego od samego początku. Byliśmy pierwszą ofiarą II wojny światowej, byliśmy krajem, który potrafił walczyć w ramach Państwa Podziemnego, co było nieporównywalne z innymi, nie chcę wymieniać innych krajów, i walczył na obu frontach, wschodnim i zachodnim. I wobec tych żołnierzy i wobec tej polskiej ofiary trzeba to zamanifestować. I trzeba być, oczywiście, na obchodach zwycięstwa nad faszyzmem czy to będzie w Moskwie, w Londynie, w Berlinie, w Warszawie czy w jakimkolwiek innym miejscu świata. Gdyby te obchody były organizowane, a zapewne będą, to polscy ambasadorowie powinni być w każdym miejscu, gdzie się święci zwycięstwo II wojny światowej, bo Polska ma do tego szczególne moralne prawo.

Czyli tak, Prezydent jedzie do Moskwy, dyplomacja pracuje. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało podczas...

Prezydent RP:
 — To jest właśnie zadanie dyplomacji, żeby to wyszło lepiej, a nie gorzej.

Ostatnia kwestia. 5 maja być może będzie pan w Sejmie, być może Pana w Sejmie zabraknie, jak Pan sam to przed chwilą powiedział. A jaką Pan przewiduje...?

Prezydent RP:
 — Nie, nie, nie przewiduję, od razu panu mówię, żeby była jasność, że...

Że nie, rozumiem, dobrze.

Prezydent RP:
 — ...na to głosowanie nie przewiduję przyjścia.

Ale jaką przewiduje Pan ewentualność, jak to się zakończy, głosowanie nad samorozwiązaniem? Dojdzie, czy nie dojdzie? Na koniec naszej rozmowy, Panie Prezydencie.

Prezydent RP:
 — Nie wiem, odpowiedź uczciwa i szczera jest: nie wiem. Natomiast alternatywa została zarysowana z udziałem marszałka Sejmu i tych sił politycznych, które, jak się wydaje, ciągle stanowią większość w Parlamencie. 19 czerwca jest dobrą datą dla wyborów parlamentarnych. Czy uda się dla tej decyzji uzyskać głosy trzystu siedmiu bodajże posłów, to zobaczymy, bo to nie chodzi tu o głosy lewicy. Tu chodzi o głosy głównie tych, którzy od dawna mówią o skróceniu kadencji, bo nagle może się okazać, że trochę ich zabraknie, wcale bym głowy nie kładł. I wtedy mamy scenariusz: czerwiec wybory parlamentarne i 25 września pierwsza tura wyborów prezydenckich wraz z referendum w sprawie traktatu konstytucyjnego europejskiego. Gdyby się okazało, że tych trzystu siedmiu głosów nie ma, to wtedy 25 września mamy wybory parlamentarne, pierwszą turę wyborów prezydenckich oraz referendum w sprawie traktatu europejskiego.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.