przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Dobry wieczór Panie Prezydencie. Dobry wieczór dla Polski, Polaków i dla Pana?
 
Prezydent RP: Wieczór demokratycznych wyborów jest zawsze dobry, bo demokracja czyni kolejny krok. A to, że wynik jest tak dalece nierozstrzygnięty, to tylko zapowiada emocje na kolejne dwa tygodnie. Może nieco podniesienie frekwencji, bo to jest coś, co najbardziej smuci. Przyznam szczerze, że nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego 5 lat temu frekwencja wynosiła ponad 61 procent, dzisiaj wynosi ponad 50 procent, dlaczego 11 procent ludzi zdecydowało się nie głosować. To wymaga poważnych analiz, nie politycznych, może bardziej socjologicznych, psychologicznych. Musimy się wspólnie zastanowić, co się dzieje. Ale wracając do wyniku, niewątpliwie dwaj kontrkandydaci mają przed sobą rzeczywiście twardy bój o pozyskanie głosów zarówno tych, którzy głosowali na innych kandydatów, jak i tych, którzy pozostali w domach. Myślę, że te dwa tygodnie będą dla nich bardzo trudne, a dla nas wszystkich emocjonujące, ale tak właśnie działa demokracja.
 
Tych wyborców, którzy nie poparli ani Tuska ani Borowskiego to jest 25 procent. Jest o kogo i o co się bić.

Prezydent RP:
Niewątpliwie.
 
Ale Pana kandydat, którego Pan poparł - Marek Borowski, nie będzie w drugiej turze wyborów.
 
Prezydent RP: To nie wydawało się możliwe kiedy czytaliśmy sondaże, więc nie mieliśmy złudzeń, choć chcę powiedzieć, że wynik Marka Borowskiego jest dobry, on uzyskał dużo więcej niż jego partia w wyborach parlamentarnych. To znaczy, że ten elektorat lewicowy, choć z pewnym trudem, bo przecież jest wiele wzajemnych pretensji, jednak w dużej części wsparł tę kandydaturę. I moim zdaniem elektorat lewicy może, kto wie, czy nie zadecydować ostatecznie, kto będzie prezydentem Polski. Bo 10 procent oddanych głosów na któregoś  z kandydatów będzie oznaczało dla jednego zwycięstwo, a dla drugiego porażkę. To będą ważne głosy. O te głosy warto zabiegać.
 
Kogo poprze Pan w II turze wyborów?
 
Prezydent RP: Ja dzisiaj na to pytanie nie odpowiem...
 
Nie wie Pan, czy po prostu nie chce Pan powiedzieć?
 
Prezydent RP: Ja bym chciał w tej chwili posłuchać głównych kontrkandydatów, ponieważ oni znaleźli się w sytuacji, która także dla polskiej demokracji jest ważna. Oni muszą po prostu pozyskać głosy, muszą przedstawić w tej chwili taką ofertę, która będzie ciekawa dla tych, którzy głosowali na innych bądź tych, którzy  nie głosowali. Liczę, że oni rozjadą się po kraju, że będą nie tylko rozmawiali przez telewizję czy radio, ale spotkają się bezpośrednio. Może to da tych kilka procent ludzi z targowisk, z ulic, z różnych miejsc, gdzie przebywają, a nie oglądają politycznych programów, bo ich to nie interesuje, bo to też jest ważny element demokracji i znamy to z innych krajów. Tam wszędzie kampania odbywa się także bezpośrednio na ulicy, bo to jest niezwykle ważne, żeby po prostu przekonać tych, którzy – jak mówię – do tej pory nie głosowali, albo rzadko głosowali.
 
No ale zna Pan program na przykład Lecha Kaczyńskiego, jego model prezydentury, Prezydent IV Rzeczypospolitej, nowe instrumenty dla Prezydenta, na przykład pojawiłyby się rozporządzenia z mocą ustawy?
 
Prezydent RP: To jest jeszcze inna dyskusja dotycząca zmian w Konstytucji. Ja mam tu bardzo wiele wątpliwości, a wręcz nie zgadzam się z wieloma propozycjami, które zawarte są w koncepcji PiS. Ale ja nie wiem, czy – jeżeli to będzie oczywiście cały czas tak bardzo mocny punkt kandydata – to będziemy tu się różnić. Natomiast moja propozycja jest taka, żeby dać w tej chwili czas dla obu kandydatów w tym wyścigu, niech zabiegają o głosy, niech zabiegają także o głos obywatela Kwaśniewskiego, bo  ja też w tych wyborach, od tego momentu, kiedy już nie mam związków politycznych ani z jednym, ani z drugim kandydatem, po prostu jestem jednym z wyborców i z ciekawością będę czekał, jaką obaj kandydaci sformułują ofertę.
 
Powiedział Pan, że Donald Tusk jest do Pana podobny, do Pana sposobu sprawowania władzy – człowiek, który będzie łagodził spory, prowadził intensywną politykę zagraniczną, taki supernegocjator, no i tych zmian w programie prezydenckim Donalda Tuska nie ma zbyt wiele.
 
Prezydent RP: Ja powiedziałem to odpowiadając na pytanie dotyczące kampanii i stylu, w jakim w kampanii pojawia się Donald Tusk. Zauważyłem tutaj istotne podobieństwa, choć unikam w tej chwili takich sformułowań, że oto odnajduję coś w programie Donalda Tuska, bo nie chciałbym też, aby moje obywatelskie słowa były jakąkolwiek przeszkodą dla kandydata. Ale mówiąc raz jeszcze – mamy dwa tygodnie bardzo emocjonujące i to jest czas na pozyskiwanie wyborców. Demokracja polega na pozyskiwaniu wyborców, na przekonywaniu do swoich racji. To naprawdę nie jest czas sondaży. Myśmy ulegli jakiejś sondażomanii, sądząc, że wystarczy telewizja, radio...
 
... ale sondaże się sprawdzają, Panie Prezydencie.
 
Prezydent RP: Dobrze, ale też chodzi o to, że one się sprawdzają i jednocześnie powodują, że 50 procent ludzi w ogóle w tym nie uczestniczy, czyli na grupie, która jest zdeklarowana, sprawdzają się. Grupa, która nie uczestniczy w demokracji, jest wielką niewiadomą. Moim zdaniem w tej chwili, gdyby coś dobrego radzić kandydatom, to raczej bym sugerował ruszyć w Polskę. Ruszyć nie w takie spotkania, wiece organizowane pod telewizję, ale jak najwięcej spotkań z ludźmi. Zresztą gdyby zapytali prezydentów amerykańskich czy francuskich, co się robi w takim momencie kampanii, to jest to jak najwięcej uściśniętych dłoni, jak najwięcej kontaktu bezpośredniego i jak najwięcej przekonania do siebie, żeby wyciągnąć ludzi nieobecnych do głosowania, bo tutaj też jest rezerwa.
 
Co dalej, Panie Prezydencie z Panem – sekretarz generalny ONZ?
 
Prezydent RP: Dzisiaj w ogóle o tym nie myślę, dzisiaj mieliśmy I turę wyborów, za 2 tygodnie II tura, pojutrze lecę do Waszyngtonu na spotkanie podsumowujące z Prezydentem Bushem. Wykonuję swoje obowiązki do końca grudnia, a rok 2006 będzie po 10 latach prezydentury zapewnie takim rokiem przeorganizowania się. ONZ to jest bardziej dyskusja w kuluarach niż formalna. Myślę, że kto będzie sekretarzem generalnym ONZ trzeba będzie decydować w połowie przyszłego roku, ale to jest rzecz niezwykle skomplikowana, wielkie mocarstwa muszą powiedzieć, co one o tym wszystkim sądzą. Ja to ciągle traktuję jako miłe, że o polskim Prezydencie mówi się w dobrym sensie w tej sprawie, ale pamiętajmy – to są dyskusje póki co w kuluarach.
 
Dziś po głosowaniu powiedział Pan, że Pana następca powinien pracować na rzecz jeszcze większego umocnienia pozycji naszego kraju w UE i NATO. Tymczasem skoro nie wiemy, dokąd – jeśli by wygrał – chciałby się udać z pierwszą wizytą Donald Tusk, to Lech Kaczyński chciałby się udać do Watykanu i do USA. Jakie wnioski Pan z tego wyciąga?    
 
Prezydent RP: Watykan to na pewno nie jest NATO, natomiast USA to jest NATO, a Watykan jest wielką symboliką. W związku z tym ja bym się nie dziwił takiemu planowi i nie widziałbym w tym absolutnie nic złego, choć oczywiście mogą nastąpić trudności  techniczne, bo nie zawsze jest tak, że nowy prezydent może łatwo uzyskiwać terminy u zajętych ludzi, jakimi są i Papież, i Prezydent USA. Ale sam wybór jest symboliczny i może też taki być. Gdy ja mówię o NATO i UE to w takim kontekście: myśmy te cele strategiczne -  obecności w obu strukturach osiągnęli. Dzisiaj zadanie jest może mniej spektakularne, ale nie mniej ważne. Chodzi o jakość naszego członkostwa. My nie możemy być w Unii jedynie źródłem kłopotów, musimy być współkreatorem, współkonstruktorem integracji europejskiej. To samo dotyczy NATO. My musimy pokazać, że jesteśmy bardzo poważnym i politycznym, i militarnym partnerem i to jest do zrobienia. Wierzę, że ktokolwiek byłby moim następcą to poświęci temu należną uwagę. 
 
 
 
  
 
 
 
     
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.