przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
  Czy Pan rozmawiał już z Lechem Kaczyńskim po wyborze?
 
Prezydent RP: Tak, dzwoniłem do niego wczoraj z gratulacjami. Rozmawialiśmy o tych dwóch miesiącach do inauguracji. To była kurtuazyjna rozmowa, ale umówiliśmy się także na spotkanie, by można było znaleźć więcej czasu, by porozmawiać o szczegółach; o pewnych informacjach, które przyszły prezydent powinien mieć, a które niekoniecznie można znaleźć w gazetach.

  „To będzie z pewnością prezydentura bardziej aktywna niż Pana Aleksandra Kwaśniewskiego” – tak podczas wieczoru wyborczego mówił Lech Kaczyński. Czy Polacy pokazali, że pański model prezydentury przestał się im podobać?

Prezydent RP: Nie sądzę. Wydaje mi się, że gdybym startował po raz trzeci, to nie byłbym bez szans. To konstytucja wykluczyła mój udział w wyścigu, i słusznie. 10 lat prezydentury to bardzo długo. Gdy patrzę na badania popularności, zaufania do mnie, to mógłbym tylko życzyć, aby mój następca po 5 latach cieszył się takim poparciem, a po 10 latach z takim poparciem kończył swoją pracę. A poza tym myślę, że słowo aktywność prezydenta jest bardzo mylące. Jego aktywność jest ogromna i mój następca przekona się o tym bardzo szybko; zobaczy ile jest obowiązków o charakterze formalnym, protokolarnym. Oczywiście one nie trafiają na pierwsze strony gazet, bo kogo interesują kolejne nominacje profesorskie czy spotkania z ambasadorami czy przedstawicielami z różnych stron świata. To jest ta mniej widoczna strona. A jeśli chodzi o inicjatywy ustawodawcze, to przypominam, że wnosiłem ich całkiem sporo – ale dotyczących wyłącznie kwestii ustrojowych.
  Ale tutaj jest chyba spór, Panie Prezydencie. Prawo i Sprawiedliwość wygrywa wybory parlamentarne, kandydat PiS - wybory prezydenckie, bo mówią: „budujemy IV Rzeczpospolitą”. To jest w pewnym sensie także Pańska porażka.

Prezydent RP: Porażka o tyle, że ja miałem inną koncepcję, którą przez 15-16 lat skutecznie realizowaliśmy, tzn. III Rzeczypospolitej. Gdybym miał jednym słowem odróżnić IV RP od III, to III opierała się na demokracji, bardzo silnej ochronie praw jednostki, a IV ma być budowaniem silniejszego państwa; eliminowaniem słabości państwa przez używanie represji, prawa, wyroków itd.

  Ale dziś ponad połowa Polaków mówi, że chce mieć taką Polskę.


Prezydent RP: Połowa Polaków głosujących, czyli ćwierć.

  Ale tak to jest.

Prezydent RP: Nie jest. Bo nawet wtedy, gdy była tylko jedna tura wyborów, frekwencja wynosiła 61 proc. Dziś to 50 proc. Oczywiście część społeczeństwa odpowiedziała tak, ale też zauważam, że w kamPanii Lecha Kaczyńskiego wiele tych elementów radykalnych, które mogły wywoływać niepokój, zostało złagodzonych. Ja rozumiem, że Andrzejowi Lepperowi trudno byłoby udzielić poparcia, gdyby Kaczyński bardzo mocno mówił, że ci, którzy łamali prawo i chronili się za immunitetem, pierwsi powinni ponieść konsekwencje.

  Tym bardziej jest to ciekawe, co będzie po 23 grudnia. Czy będzie to powrót do retoryki ostrzejszej czy wręcz przeciwnie.

Prezydent RP: Po 23 grudnia trzeba zacząć rządzić i to w ramach tego prawa, które obowiązuje. To jest konstytucja, to jest prawo. Żaden prezydent, który – tak ma przecież na pisane - stoi na straży konstytucji, nie może jej łamać. Oczywiście jest pytanie, w jakim trybie większość parlamentarna chce dyskutować o zmianach w konstytucji. Ja nie uważam, że konstytucja jest dziełem zamkniętym, którego nie można dotykać. Ja postulowałem - mówiłem o tym ostatnio w Sejmie - aby rozmowy, refleksje nad konstytucją podjąć rzetelne. Aby zaprosić różnych ludzi – autorytety. Poczekać na ostygnięcie nastrojów wyborczych i wówczas można zastanowić się, jakie regulacje są potrzebne. Moim zdaniem w Polsce będzie spór, on będzie w samej koalicji PO-PiS dotyczącej samej filozofii konstytucji. Czy jest to filozofia bardziej wolnościowa – tak jak myśli do tej pory Platforma (to jest bliższe mojemu poglądowi) czy jest to konstytucja, gdzie rola państwa, interwencji państwa wzrasta.
  Ale dzisiaj jest tak, że PO i jej kandydat przegrywają drugie wybory. Jednak o tym za chwilę. Ostrzegał Pan kilka dni temu, że współpraca rządu i prezydenta z jednego ugrupowania jest trudniejsza. Lech Kaczyński właśnie z takiej jednorodności czynił swój atut w kampanii. Pan naprawdę wierzy, że będą tarcia między prezydentem i rządem?

Prezydent RP: To nieuchronne. W najtrudniejszej sytuacji znalazł się od wczoraj Kazimierz Marcinkiewicz. Jerzy Buzek z jednej strony miał Mariana Krzaklewskiego – jako szefa partii – to z drugiej strony miał prezydenta z innego obozu. W dyskusjach z prezydentem można było budować to ugrupowanie własne, natomiast Marcinkiewicz znajdzie się w sytuacji, gdzie z jednej strony będzie miał prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a w ramach odwoływania się od niektórych np. uwag prezydenta, z którymi się nie zgadza, będzie musiał iść do szefa partii, Jarosława Kaczyńskiego. Sytuacja premiera nie będzie łatwa, ale są na to dwie odpowiedzi. Pierwsza, że ci ludzie wykażą tak wiele dobrej woli, dobroci, wyrozumiałości, że to będzie działało i że nie będziemy widzieli tych sporów, które się toczą nie dlatego, że ludzie są kłótliwi, tylko dlatego, że sprawy są trudne. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie podejmować kolejnej decyzji typu wysłanie wojsk do Iraku, ale to nie jest decyzja, gdzie wszyscy siadają i kiwają głowami: tak, tak. Myślę, że spory będą.

  A wierzy Pan w szybkie powstanie rządu i koalicji?

Prezydent RP: Tak. W tej chwili niepowstanie tego rządu to byłby dowód jakiejś zupełnie niezrozumiałej nieodpowiedzialności.

  Wczoraj pojawiły się takie głosy w PO – ostrożnie z tym wchodzeniem do rządu. I nie były to głosy z trzeciego rzędu PO. To czas po dwóch porażkach.
Prezydent RP: Powiedziałbym: półtora porażki. Prezydencka jest niewątpliwa, tym większa że Donald Tusk – nie wiem dlaczego – występował w roli faworyta, a sondaże okazały się tak mylące. To tym bardziej jest bolesne. Gdyby cały czas było pół na pół i przegrywa się – to się zdarza. Ale gdy trzy dni temu przewaga jest 10 pkt wg sondaży, a na końcu jest 10 pkt w drugą stronę to sytuacja jest niełatwa. A swoją drogą firmy badawcze nie mogą mieć dobrego samopoczucia, bo coś tu po prostu się stało.

  A wyobraża Pan sobie PO w opozycji?

Prezydent RP: Raczej inną rzecz - PO może mieć kłopoty wewnętrzne, bo PO była ugrupowaniem sklejonym – proszę tego nie traktować jako krytyki. Wiele partii buduje się z różnych skrzydeł i to jest dość typowe, tylko PO ma to skrzydło bardziej liberalne – nie wiem, czy to słowo jest dziś cenzuralne. Może od wczoraj należy je uznać za obelżywe i nie używać, choć ja się z tym nie zgadzam. Ale ma to skrzydło wolnorynkowe, budujące prawa jednostki i bardziej konserwatywne, które – moim zdaniem reprezentuje Pan Jan Rokita. Tu może nastąpić pęknięcie.

  Ten dwugłos był wczoraj wyraźnie słyszalny. Inaczej wypowiadał się Jan Rokita, inaczej Jacek Protasiewicz.

Prezydent RP: Jak spojrzeć na to na zimno, to jest to zwycięstwo, takie spóźnione, bo nie o takim marzył Jan Rokita – premier z Krakowa – natomiast niewątpliwie fakt, że to on będzie głównym rozgrywającym ze strony PO, to nie jest zła wiadomość. Rokita lubi władzę, wręcz chyba wielbi, wczoraj ten świat mu się niespecjalnie zawalił.

  Pan się szykuje już do wyprowadzki z Pałacu Namiestnikowskiego? 
Prezydent RP: Tak i to nie od wczoraj, tylko od wielu tygodni. Jestem pierwszym polskim prezydentem, który rozpoczynając kadencję, wiedział dokładnie, kiedy się kończy i że będzie to ostatnia. Pakujemy się, teraz nastąpi przyspieszenie. Z następcą umówiłem się na spotkanie, chciałbym pokazać mu całą logistykę. Wiadomo, że będzie urzędował w tym pałacu.

Rozmawiał Kamil Durczok
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.