przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Jeszcze 16 godzin i 44 minuty i zapadnie cisza wyborcza przed drugą turą wyborów prezydenckich. Wielu powie: nareszcie.

Prezydent RP:
Myślę, że to „nareszcie” będzie usprawiedliwione, rzeczywiście kampania wyjątkowo długa, męcząca, myślę, że wyczerpani kandydaci, wyczerpani wyborcy. Ale to nie zmienia faktu, że finał będzie w niedzielę. I moja prośba po raz kolejny do wszystkich państwa, żeby wykorzystać to prawo wyborcze, tę wielką siłę kartki wyborczej i pójść głosować, bo jeden z dwóch kandydatów będzie prezydentem Rzeczypospolitej, a więc powinniśmy wspólnie tę decyzję podjąć.

Wierzy Pan, że ten apel opinia publiczna weźmie sobie do serca?

Prezydent RP:
Mam nadzieję. Gdybym nie apelował, miałbym do siebie pretensję, że nie powiedziałem tego, co przed chwilą uczyniłem, bo demokracja polega na uczestnictwie, demokracja polega na podejmowaniu decyzji. I tak jak już parokrotnie stwierdzałem, niech nie sądzą ci, którzy zostają w domach, że mają czystsze sumienie, że oni w tym nie uczestniczą. To są wybory, w których pytanie brzmi: „Kogo chcecie widzieć na stanowisku najważniejszym w państwie, prezydenta Rzeczypospolitej?” i na to pytanie trzeba odpowiedzieć.

Czy w takim razie w niedzielę po dwudziestej wstępnie, a kilkanaście godzin później już oficjalnie będziemy mieli do czynienia z Polską solidarną, czy z Polską liberalną, to będzie odpowiedź na pytanie?

Prezydent RP:
Uważam, że ten spór jest fałszywy. Polska musi być i Polską wolności, i Polską solidarności. I tak jak kiedyś się mówiło, że nie ma wolności bez solidarności, to można również to twierdzenie odwrócić – nie ma solidarności bez wolności, bo liberalizm ja rozumiem jako wolność obywatelską chronioną przez państwo, jako możliwość do posiadania własnych poglądów, jako ochronę mniejszości różnego typu, od mniejszości narodowych poczynając, a na mniejszościach seksualnych kończąc. Tu muszą być prawa dla wszystkich i ta wolność jest niezwykle ważną częścią demokracji i – jak myślę – życia każdego z nas. Stąd ja się nie zgadzam z taką formułą, że oto jeden z kandydatów to Polska solidarna, a drugi – Polska liberalna, bo – moim zdaniem – to jest stwierdzenie nazbyt upraszczające, tak proste, że aż nieprawdziwe.

Natomiast będziemy mieli prezydenta jednego bądź drugiego. Jeden przedstawia – w moim przekonaniu – koncepcję bardziej kontynuacji i zmiany tam, gdzie jest ona niezbędna, bardziej umiarkowaną, drugi – choćby poprzez hasło IV Rzeczpospolitej –przedstawia koncepcję bardziej radykalną, z metodami, ze sposobami, z którymi wieloma ja się nie zgadzam. Więc tu bym raczej sądził, że ten spór czy ten wybór będzie dotyczył pewnej metody czy koncepcji państwa. Tak zresztą ci kandydaci przedstawiali to w kampanii.

Pan mówi, Panie Prezydencie, o kontynuacji, o zmianach tam, gdzie one są niezbędne w przypadku jednego z kandydatów. A gdzie one są niezbędne, Pana zdaniem?

Prezydent RP:
Myśmy osiągnęli bardzo wiele przez ostatnich piętnaście lat i wydaje mi się, że obaj kandydaci nieco zbyt ostrożnie mówili o tych prawdziwych osiągnięciach Polski. Polska przez szesnaście lat z kraju niedemokratycznego stała się krajem demokratycznym, z efektywną gospodarką, rozwijającą się, jesteśmy w Unii Europejskiej, jesteśmy w NATO, jesteśmy liderem przemian regionalnych, jesteśmy stawiani jako wzór dla innych, którzy podążają taką drogą właśnie transformacji. I wydaje mi się, że to trzeba wszystko docenić i to trzeba kontynuować.

Natomiast na pewno nie można nie widzieć, że w Polsce mamy bezrobocie, że w Polsce jest bieda, choć akurat tej biedy wcale nie jest więcej, jak to się zwykło mówić, bo badania pokazują, że zmniejsza się ona, ale, oczywiście, zbyt powoli. Mamy na pewno wiele do poprawienia w wymiarze sprawiedliwości, w walce z patologiami, walce z przestępczością. I tutaj nie ma sporu, że to trzeba robić, że to jest zadanie i prezydenta, i rządu, i Parlamentu, wszystkich tych, którzy będą stanowić prawo, którzy będą decydować o decyzjach wykonawczych, tylko że tej poprawy nie da się osiągnąć metodą na skróty, nie da się osiągnąć nadzwyczajnymi trybunałami czy dekomunizacją, czy powrotem do... czy nawet tą Komisją Prawa i Sprawiedliwości czy Prawdy i Sprawiedliwości, która miałaby być w Sejmie utworzona. To są metody, które dobrze może brzmią dla osób o bardziej radykalnych zapatrywaniach, czy tych, którzy oczekują zmiany już i takiego właśnie uderzenia pięścią w stół. Ale od razu mówię – tak się nie da, w ten sposób państwa się nie naprawia, w ten sposób popełnia się kolejne błędy, które później stają się przyczyną jeszcze większych kłopotów.

A możliwość korzystania z dekretów na wniosek rządu?

Prezydent RP:
To jest moim zdaniem w ogóle powrót do praktyki niezwykle niebezpiecznej, dlatego że Parlament dzisiaj i koalicja rządowa, jeżeli powstanie w oparciu o Platformę i PiS ma wystarczającą dużo siły, żeby w trybie odpowiednio szybkim ustawy przygotowywać i przeprowadzać. Moim zdaniem, dekrety to jest właśnie jedna z tych metod działania na skróty. Jeżeli nie ma stanów nadzwyczajnych, a w Polsce nie ma powodów do ogłaszania stanu nadzwyczajnego czy wyjątkowego, to nie ma powodów również do działania w ten sposób. Pamiętajmy, że jeżeli Parlament produkuje złe prawo, to dekrety nie poprawią polskiej demokracji. To trzeba raczej zastanawiać się, co zrobić, żeby ten Parlament dawał nam lepsze prawo. I wszystkie doświadczenia europejskie pokazują, że te właśnie próby działań na skróty zazwyczaj prowadziły zupełnie do odwrotnych skutków.

Czyli obawia się Pan idei IV Rzeczpospolitej, z tego wynika.

Prezydent RP:
Nie, ja się z nią nie zgadzam, ja uważam, że...

Ale co innego nie zgadzać, a co innego bać się.

Prezydent RP:
Ja myślę, że wszyscy są na tyle realistyczni, że jak przyjdzie co do czego, to z realiami będą się liczyć. Natomiast w moim przekonaniu taka właśnie ideologiczna koncepcja jest ryzykowna. Moim zdaniem, także jest nieskromna, dlatego że czy jakaś Rzeczpospolita będzie miała nazwę i kolejny numer, to powinni ocenić historycy po czasie jakimś, kiedy będzie widać, że oto dokonała się istotna zmiana ustrojowa czy istotna zmiana jakości tego państwa. Natomiast ktoś, kto dekretuje, że będzie taką Rzeczpospolitą wprowadzał w życie, no to kieruje nas, jak mówię, w bardzo ryzykownym kierunku.

Jak Pan definiuje słowo „umiar”?

Prezydent RP:
No właśnie, że wtedy decyzje podejmowane są z namysłem, że mamy świadomość tego, co jest, dorobku, który osiągnęliśmy, że nie boczymy się na poprzedników tylko dlatego, że są poprzednikami, ale przede wszystkim patrzymy na to, co zrobili. I dajemy też ludziom poczucie współodpowiedzialności i współuczestnictwa w tym, co się dzieje, że to nie jest właśnie idea narzucona z zewnątrz, że oto ja wiem lepiej, a wy macie to realizować, tylko że jest to prezydentura perswazji, prezydentura przedstawiania racji i przyciągania ludzi i łączenia ludzi w działaniu dla wspólnego dobra. Bardziej cierpliwa, może z mniej spektakularnymi efektami, a przynajmniej mniej głośna, ale – w moim przekonaniu – bardziej skuteczna.

No i z tego, co Pan powiedział, Panie Prezydencie, można się już domyślić, przy czyim nazwisku postawi pan znaczek w niedzielę. Ja nie pytam, na kogo Pan będzie głosował, bo – jak rozumiem – wielokrotnie był Pan o to pytany i wielokrotnie Pan na to pytanie nie odpowiedział, w związku z tym spróbuję inaczej. Można się z tego domyślić, na kogo?

Prezydent RP:
Można, oczywiście, że można. Oczywiście, że można w tym sensie programowym, politycznym, a także ze względu choćby na jakby znajomość tych faktów z niedawnej, bardzo przecież obecnej przeszłości. Myślę tu choćby o tej informacji, którą ostatnio opisywano, iż jeden z kandydatów bardzo krytykował za przyznawanie Orderów Orła Białego niewłaściwym osobom. To wszystko jest oparte właśnie na takim jakimś ideologicznym podejściu, bo najwybitniejsi ludzie wolnej Rzeczypospolitej byli przeze mnie odznaczeni Orderem Orła Białego i to bardzo niesprawiedliwe, co ten kandydat powiedział. Więc z tego, co powiedziałem, z tego całokształtu moich przekonań o programach obu kandydatów, oczywiście, jest mi bliżej do programu Donalda Tuska. No to jeżeli Pan oczekiwał już takiej kropki nad i, to...


Czyli jak nazwiska padły, no to ja może pewnie mniej, ale słuchacze z pewnością tak.

Prezydent RP:
Tak jest, to zdecydowanie ten rodzaj stylu prezydentury, prezydentury, którą uważam dla Polski na tym etapie lepszy.

Ciekawe, czy to będzie zysk dla Donalda Tuska, czy strata, Pana poparcie?

Prezydent RP:
Zostało 48 chyba godzin do wyborów. Myślę, że wyborcy mają już ukształtowane opinie, a jeżeli ktoś jeszcze nie miał, to niech weźmie również i mój głos pod uwagę.

No to przypuśćmy, że wygra Donald Tusk. Jak będzie wtedy wyglądało życie polityczne w naszym kraju z punktu widzenia relacji Urząd Prezydenta – Sejm – Senat – rząd?

Prezydent RP:
Myślę, że jesteśmy w sytuacji w istocie i trudnej, ale też i komfortowej, dlatego że obaj kandydaci reprezentują dwie największe w tej chwili partie, dwa największe kluby parlamentarne i jestem przekonany, że powinien rząd koalicyjny Platformy i PiS-u powstać. Wydaje mi się, że wybory już ostatecznie jakby zamkną ten czas napięcia i wyczekiwania, kto tu obejmie urząd najważniejszy. Sądzę, że będzie to również ułatwiało wybór marszałka za kilka dni. Wydaje mi się, że jeżeli prezydent będzie z Platformy, to należy oczekiwać, iż marszałek będzie z PiS-u i odwrotnie. I tutaj te wstępne ustalenia czy wstępne propozycje, które były składane parę tygodni temu, nie będą już obowiązywać.

Wydaje mi się również, że poczucie odpowiedzialności za sprawy państwa, bo one znajdą się w jednym obozie, będzie Polską rządził obóz koalicyjny PiS i Platformy, spowoduje, że ta współpraca musi się układać, że ona na pewno nie będzie wolna od dyskusji programowych, ale że zwyciężać zawsze będzie poczucie sensu, poczucie odpowiedzialności i że będziemy mieli decyzje, które będą służyły dobru wspólnemu.

Natomiast też w tym układzie rząd kierowany przez PiS – prezydent z Platformy też oczekuję, że będzie pewien stan równowagi takiej potrzebnej, tego, co zresztą w naszej Konstytucji zapisaliśmy w relacjach między rządem i prezydentem, że to jest ten amerykański system check and balance, czyli równowagi i pewnej wzajemnej kontroli. Zresztą ja muszę powiedzieć, że ze swojej praktyki koabitacja, a przecież cztery lata współpracowałem z rządem AWS-u, oceniam, że przy uczciwym postawieniu sprawy z obu stron, to może być bardzo efektywne.

A potem współpracował Pan także z rządem stworzonym przez Sojusz Lewicy Demokratycznej.

Prezydent RP:
Współpraca z rządami wywodzącymi się z tego samego obozu jest trudniejsza, dlatego że...

To też sygnał dla wyborców?

Prezydent RP:
Też wziąć to warto pod uwagę, dlatego że wtedy właśnie nieco zamazuje się kwestia odpowiedzialności, znaczy jest takie poczucie, że za sukcesy odpowiada jedna strona, a za porażki druga strona. I to każda strona jakby te porażki czy kłopoty nieco odsuwa od siebie. I to jest w polskim układzie dotychczasowym, myślę, pewien problem. Ale – jak mówię – mam nadzieję, że od niedzieli, od wyboru prezydenta wszystkie sprawy związane z układaniem koalicji, rządu, rozpoczęciem prac Parlamentu, czyli wyborem władz Parlamentu, że to wszystko przyspieszy się.

Czyli tylko raz pojawiły się takie gry polityczne jak podczas pierwszego posiedzenia Sejmu?

Prezydent RP:
Ufam, że tak. To byłoby zresztą fatalne, gdyby było to kontynuowane, tym bardziej, że po wyborach prezydenckich, po niedzieli już ten cały długi cykl kampanijny mamy za sobą. I już pora przestać czekać na cokolwiek, tylko wziąć się do roboty, tym bardziej, że takie jest przecież oczekiwanie już, sądzę, nie tylko wyborców, ale samych parlamentarzystów. Oni też, mniemam, są już tą sytuacją od dnia wyborów (to już mija za chwilę miesiąc) nieco zmęczeni, bo chcieliby podjąć pracę, zorganizować się, być w komisjach, zacząć działać, bo takie zawieszenie w próżni jest na dłuższą metę niewygodne.

Czy dopuszcza Pan inny układ polityczny poza tym, o którym wszyscy mówią, czyli Prawo i Sprawiedliwość – Platforma Obywatelska?

Prezydent RP:
Oczywiście, patrząc na arytmetykę sejmową, jest możliwy, natomiast nie byłby dobry, nie byłby dobry i ze względu na – moim zdaniem – istotne różnice programowe, a także styl działania politycznego, który w przypadku dwóch partii (myślę o Samoobronie i o LPR) jest – moim zdaniem – nie do zaakceptowania. To jest styl politycznie agresywny, nieodpowiedzialny, nie cofający się przed kłamstwem i pomówieniem. Ja nie chcę urazić żadnego z wyborców, którzy na te partie głosowali, ponieważ zapewne szukali w programach tych partii tego, co dobre i na pewno i takie elementy można tam znaleźć, ale sam styl uprawiania polityki przez obie te partie ja uważam za szkodliwy dla demokracji i szkodliwy dla państwa polskiego. To nie jest dobrze, jeżeli lider partii politycznej mówi: „Nie myślcie, że tu będzie Wersal, ja dopiero będę mówił, co będę chciał...”

To w poprzedniej kadencji było.

Prezydent RP:
W poprzedniej kadencji, ale przecież to określiło styl tego ugrupowania.

No i w nowej kadencji może być wicemarszałkiem Sejmu.

Prezydent RP:
No, i to jest – jak myślę – dla tych, którzy będą wybierać w Parlamencie poważny problem. Moim zdaniem ktoś, kto jawnie sprzeciwia się temu, co nazywamy kulturą parlamentarną, nie ma odpowiednich kwalifikacji, chyba że się bardzo zmienił, to ja zakładam, że każdy człowiek zdolny jest do zmiany. Jeżeli usłyszymy deklarację, że oto zupełnie mamy do czynienia już z nowym podejściem, stylem, no to wtedy może warto się zastanowić, ale w moim przekonaniu to, co do tej pory widzę i słyszę, to to jest styl uprawiania polityki, z którym ja się nie zgadzam i który – moim zdaniem – na dłuższą metę jest szkodliwy, ponieważ na osoby krzyczące zawsze może przyjść ktoś, kto krzyczy jeszcze głośniej, tylko że to jest droga donikąd.

Przy takim układzie parlamentarnym trudno będzie o zmiany w Konstytucji, szybkie, głębokie, jednoznaczne.

Prezydent RP:
A tym bym się akurat nie martwił.

Ale tym, zdaje się, właśnie, chciałem to powiedzieć, że Pan się specjalnie nie martwi.

Prezydent RP:
Nie tylko że nie martwię, ja uważam, że to jest akurat korzystne. Polska...

2007 rok.

Prezydent RP:
Mówiłem to zresztą wielokrotnie.

Wielokrotnie, tak.

Prezydent RP:
Refleksja konstytucyjna w roku 2007, dziesięć lat obowiązywania tej Konstytucji, kilka lat Polski w Unii Europejskiej, to wszystko może być dobrym materiałem do przemyśleń, jak to w tym znanym serialu się mówiło. Natomiast wszelkie pochopne zmiany w Konstytucji są niekorzystne, dlatego że obniżają rangę Konstytucji i właściwie pokazują obywatelom, że to nie jest ustawa zasadnicza, tylko jedna z wielu, którą też można zmieniać. Tego, czego my w Polsce potrzebujemy, to zbudowania świadomości prawnej i świadomości konstytucyjnej obywateli. Jedną z przyczyn tej niskiej frekwencji jest to, że też w Polsce ta świadomość prawna, świadomość państwowa jest nie za wysoka i tak się ułożyła nasza historia, tak się ułożyły nasze losy. Ale teraz pora jest zmieniać to.

I powiem rzecz taką dość prostą – moim zdaniem Konstytucja, która ma nawet wady, ale jest stabilna, jest lepszą niż ta Konstytucja, która by co chwilę była zmieniana w imię ulepszeń, w imię poprawy, bo nikt by już później nie wiedział, jakie to poprawki, o co tu chodzi. Stabilność Konstytucji jest wartością samą w sobie, nawet jeżeli ta Konstytucja pewne wady zawiera. Ja nie twierdzę, że ona jest idealna, ale jej stabilność, fakt jej obowiązywania, fakt, że przecież powołujemy kolejny Parlament i kolejny rząd według tej Konstytucji, jak widać, można to robić i dzieje się to całkiem normalnie, to wszystko świadczy o tym, że nie warto pochopnie grzebać w ustawie zasadniczej.

Nie wiem, czy przypadkowo, czy nieświadomie zabrał Pan głos w dyskusji nad ewentualnymi zmianami w Konstytucji, a właściwie nie tyle nad zmianami, co żeby tych zmian nie robić.

Prezydent RP:
Nie, nie, ja nie powiedziałem...

Na uroczystym pierwszym posiedzeniu Senatu powiedział Pan, że Izba musi istnieć.

Prezydent RP:
Tak, wie pan, to jest moje...

A w Izbie jest, nie pamiętam dokładnie, ale niespełna, zdaje się, czterdziestu senatorów Platformy Obywatelskiej, a Platforma ma wpisaną likwidację Senatu.

Prezydent RP:
Ja pamiętam, że i lewica mówiła o likwidacji Senatu, i teraz Platforma mówi o likwidacji Senatu. Jest, oczywiście, coś niezrozumiałego, że z jednej strony chcą likwidować Senat, ale też wystawiają kandydatów do Senatu, ci ludzie wchodzą do Senatu. Trudno żeby zajmowali się misją likwidacyjną, bo na czym ona by miała polegać? Ja uważam, że w polskim systemie raz, że Senat ma tradycję sięgającą XV wieku, a to w naszym kraju warto podkreślić, bo nasza państwowość przecież, jak mówiłem wcześniej, przeżywała dramatyczne chwile, nie istnieliśmy jako państwo przez ponad setkę lat, więc tym bardziej wszystko, co ma tak długą tradycję powinno być uszanowane dla zasady.

Drugie – w Polsce prawo tworzymy ciągle dosyć ułomne i stąd istnienie drugiej Izby, która jest weryfikatorem tego prawa, ma sens. Ja uważam, że gdyby nie było Senatu, trzeba byłoby wprowadzić system weryfikacji ustaw czy możliwości naprawiania ustaw wychodzących z Sejmu. Czy byłaby to Rada Legislacyjna, czy inne ciało utworzone choćby przy Prezydencie, można o tym myśleć, tylko po co, skoro jest Senat i Senat może tę funkcję wypełniać.

Poza tym Senat ma mandat wyborczy, on nie pochodzi z nominacji, on pochodzi z wyboru. Jeżeli coś bym zmienił w Senacie, to to, o czym mówiłem w poprzedniej kadencji, co nie przeszło, to znaczy powoływać senatorów w okręgach jednomandatowych, żeby było większe przywiązanie senatora do tego regionu, żeby on tam mógł rzeczywiście pokazać, co robi, żeby był rozpoznawalny, ponieważ to, co jest w polskim Senacie nieco niepokojące, to, że tak jak to wahadło się wychyla polityczne, w Sejmie ono daje efekt taki, jak wynika z wyborów proporcjonalnych, to w Senacie ono jest jeszcze bardziej wychylone, ponieważ zwycięzca bierze w Senacie dużo więcej aniżeli w Sejmie, a to też oznacza, że co cztery lata w ogromnej części senatorowie się wymieniają, więc brakuje ciągłości, brakuje też pewnego doświadczenia legislacyjnego. Ale to jest problem całego naszego życia politycznego. Ilość debiutantów i w Sejmie, i w Senacie jest wyższa niż w jakimkolwiek innym kraju europejskim.

To źle?

Prezydent RP:
Myślę, że to jest kłopot. To znaczy, mieszanka doświadczenia i młodości, świeżości i tej już wiedzy zastanej jest istotna, ale myślę, że w Polsce proporcje są nieco przesadzone na rzecz tej nowości. Myślę, że gdyby było więcej kontynuacji, było więcej posłów, którzy mogą skorzystać już ze swoich doświadczeń, posłów i senatorów, to dla tworzenia prawa mogłoby być wygodniejsze.

Pod warunkiem, że się chcą uczyć, czegoś się nauczyli przez te lata.

Prezydent RP:
Ja myślę, że ci, którzy mieliby ponowiony mandat wyborczy, to raczej trzeba byłoby przyjąć, że dobrze swój mandat wypełniają. Tu ufałbym w rozsądek wyborców, oni wiedzą, kogo wybierać. Myślę, że jeden z problemów właśnie posłów polega na tym, że nieco zaniedbują kontakt z wyborcami i później okazuje się, że nie znajdują poparcia w kolejnych wyborach. Ale jest jak jest, proszę państwa, wybór jest demokratyczny. Ja w swoim pierwszym zdaniu wypowiedzi w Sejmie powiedziałem: „Polska demokracja działa” i to chcę powtórzyć dzisiaj. Ona działa, ona może powodować różne krytyki, ale niewątpliwie i ta kampania, długa, może męcząca, może nużąca, ale też pokazuje, że polska demokracja działa.

Za sprawą Prezydenta Kwaśniewskiego, jak mówią politycy, ta kampania jest taka długa.

Prezydent RP: Nie, ona jest za sprawą konstytucyjnych terminów. Jedyną szansą (już naprawdę chcę ostatni raz w tej sprawie się wypowiadać) na inne terminy wyborcze to było skrócenie kadencji przez Sejm, czego Sejm nie zrobił. Przecież było to głosowane i Sejm się nie zgodził. A jeżeli mamy czteroletnią kadencję Sejmu kończącą się 19 października i pięcioletnią kadencję prezydenta, która kończy się 23 grudnia, jeżeli patrzymy na terminy wyborcze, które są zapisane w Konstytucji, to możliwość manewru terminami była tylko co najwyżej taka, żeby pierwsza tura wyborów prezydenckich odbyła się wraz z wyborami parlamentarnymi. Ale wtedy byłbym oskarżany o to, że przez ten fakt zostały zakłócone czy nie są w pełni sprawiedliwe wyniki wyborów parlamentarnych. Mamy więc nie dwa terminy wyborcze, ale trzy. Natomiast sądzę, że z punktu widzenia poznania kandydatów, dotarcia kandydatów do różnych środowisk, to było lepiej, było więcej tej dyskusji. Jeżeli my się martwimy, że w Polsce kampanii wyborczej było za dużo, no to to jest lepsze oskarżenie, niż wtedy, gdyby mówiono, że kampanii wyborczej było za mało, że kandydaci są nieznani, że ich argumenty nie dotarły. To można powiedzieć, że w Polsce cierpimy na bogactwo demokracji, a nie na niedobór demokracji, więc z dwóch oskarżeń wolę już to drugie – że mamy w Polsce bogactwo demokracji.

Według zapewnień Państwowej Komisji Wyborczej w poniedziałek będą oficjalne wyniki wyborów. I co od tego momentu robi urzędujący Prezydent, znając nazwisko swojego następcy?

Prezydent RP:
Wypełnia swoje obowiązki do ostatniego dnia, czyli do zaprzysiężenia nowego prezydenta...

Czyli do 23 grudnia.

Prezydent RP:
Prezydent wybrany jest prezydentem–elektem, ma dwa miesiące na przygotowanie się do objęcia funkcji. To oznacza przede wszystkim podjęcie decyzji kadrowych dotyczących swojego otoczenia, rozmowy tych ludzi z ludźmi ustępującego prezydenta, przecież wiele spraw jest w toku, wiele spraw wynika z kalendarzy międzynarodowych. A więc jest czas na przejęcie obowiązków. Z mojej strony gwarantuję, że to będzie bardzo otwarte, nie mamy ani żadnych tajemnic, a chcielibyśmy wszystko to, co można przekazać ekipie następców...

To Pan ma małe doświadczenie, Panie Prezydencie, Pan dopiero po raz pierwszy będzie władzę przekazywał.

Prezydent RP:
No tak, ale mam doświadczenie dziesięciu lat prezydentury, więc jest trochę spraw, które się zebrało, opinii, które być może będą dla następcy interesujące. Oczywiście, on będzie miał absolutnie swobodny mandat i będzie czynił to wszystko, co może, co jest w ramach prawa i Konstytucji. Natomiast te dwa miesiące, jak sądzę, nowa ekipa poświęci na przygotowanie się do objęcia obowiązków, a my będziemy zamykać sprawy, a więc pakować się, a więc zwalniać pomieszczenia, a więc przekazywać dokumenty do archiwum. W ogóle ta archiwizacja po dziesięciu latach jest jednym z najtrudniejszych zadań. Nie zdajecie sobie państwo sprawy, ile jest dokumentów, papierów, różnego typu drobiazgów, które w polskim systemie nie za bardzo znajdują miejsce. Ja z zazdrością patrzę na te amerykańskie doświadczenia, gdzie każdy były prezydent może zbudować swoją bibliotekę i tam umieszczać archiwa, pamiątki, wszystko to, co się zebrało przez okres ich prezydentury.

Może uczyni to Pana następca.

Prezydent RP:
Ja myślę, że trzeba byłoby, ponieważ jestem przekonany, że zarówno archiwa prezydenta Jaruzelskiego, jak i archiwa prezydenta Wałęsy, jak i moje archiwa one mają istotną wartość dla państwa. I, oczywiście, te oficjalne archiwa, dokumenty, które miały charakter oficjalny, będą w Archiwach Akt Nowych u pani profesor Nałęcz, natomiast jest mnóstwo takich, które się nie kwalifikują, a które też są częścią polskiej historii i warto byłoby się nimi zaopiekować. Ale to już jest nasz problem. Jedno mogę obiecać, że 23 grudnia nowa ekipa, która wejdzie do Pałacu Prezydenckiego, do innych obiektów, będzie miała przygotowane miejsca pracy i będzie mogła niezwłocznie podjąć obowiązki.

Jeśli będzie chciała wejść do Pałacu Prezydenckiego.

Prezydent RP:
Będzie musiała wejść do Pałacu Prezydenckiego, bo innego pałacu przygotowanego do pracy nie ma. Przypominam, że Belweder pełni obecnie rolę obiektu reprezentacyjnego dla gości, de facto pierwsze czy parter jest częścią otwartą dla publiczności muzealną, jest tam Muzeum Józefa Piłsudskiego, Muzeum Orderu Virtuti Militari, sale, gdzie można i organizowane są przecież różne spotkania, natomiast na pierwszym piętrze mamy pokoje dla gości, głów państw, głów koronowanych. I gdyby dzisiaj decydować się na przeniesienie urzędowania do Belwederu, co jest błędem, bo Belweder się do tego nie nadaje, to po pierwsze trzeba się dogadać z konserwatorem zabytków, bo obiekt jest zabytkowy, dokonać remontu, który musi trwać kolejny, nie wiem, rok czy dwa i przez ten czas tak czy inaczej pracować trzeba w tym Pałacu.

Ale chcę powiedzieć – decyzję o przeniesieniu Biura Prezydenta do Pałacu Namiestnikowskiego, który dzisiaj nazywamy Prezydenckim, podjął Lech Wałęsa i to była absolutnie słuszna decyzja i trzeba ją też z punktu widzenia ciągłości państwa polskiego uszanować. My naprawdę mamy za mało miejsc, które z czymś się kojarzą, kojarzą się z urzędem. Ta polska historia jest tak poszatkowana, że jeszcze teraz dokonywać kolejnych zmian, przenosin to błąd. Tym się nie ma co zajmować. Miejsce jest przygotowane, jest odpowiednio chronione, wygodne dla wykonywania funkcji prezydenta, również na miarę pozycji Polski w świecie. Ono nie jest ani specjalnie bogate, to nie jest przecież Pałac Elizejski, ani Kreml, ani nie jest też przesadnie skromne, to nie jest jakieś biuro na mieście. To jest po prostu godny Polski, czterdziestomilionowego kraju, Pałac Prezydencki.

Do zagospodarowania przez nowego gospodarza od 23 grudnia.

Prezydent RP:
Od 23 grudnia, tak jest, czekamy na nowego gospodarza. I namawiam państwa raz jeszcze – weźcie udział w wyborach, ponieważ to wy zdecydujecie, kto zastąpi Aleksandra Kwaśniewskiego.

Naszego dzisiejszego Gościa. Prezydent Rzeczypospolitej Aleksander Kwaśniewski. Dziękuję bardzo, Panie Prezydencie.

Prezydent RP:
Dziękuję bardzo. Do usłyszenia.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.