przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Dzień dobry państwu. Dzień dobry, Panie Prezydencie.

Prezydent RP:
Witam państwa. Dzień dobry panu.

Będzie Pan głosował na Marka Borowskiego. Sądzi Pan, że ten apel do ludzi mających ochotę głosować na centrum i na lewicę, przeniesie się na Marka Borowskiego?

Prezydent RP:
Bardzo bym chciał. Ja będę głosował i myślę, że I tura wyborów prezydenckich to jest taki zamysł, żeby każdy głosował na osobę, która programowo jest najbliższa. To II tura jest wyborem spośród dwóch najbardziej popieranych kandydatów i wtedy muszą działać już wszystkie racje. Natomiast I tura daje szansę wyborów z całej palety kandydatów. Uważam, że dla centrolewicy takim kandydatem najlepszym, kompetentnym, niewątpliwie o interesującym programie jest Marek Borowski.

Ale od wczoraj dopiero? Czy już wcześniej miał takie cechy?

Prezydent RP:
Nie, takie cechy miał. Wie pan, jeżeli pan chce wrócić do dyskusji na lewicy, kto byłby lepszym kandydatem, to, oczywiście, tak jak inne ugrupowania dyskusja na ten temat trwała. Włodzimierz Cimoszewicz się wycofał, jest jeden kandydat lewicy i to powinno jasno kierować wyborców lewicy ku temu kandydatowi.

A moment poparcia Marka Borowskiego wybrał Pan świadomie? Czy nie za późno?

Prezydent RP:
Wie pan, to nie jest pierwszy raz. Przecież ja mówiłem o tym jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, odbyło się spotkanie, ja niczego nie zmieniam od tamtego czasu. Czy późno, czy wcześnie? Wydaje mi się, że bardzo ważne dla kandydatury Borowskiego jest to, że ma poparcie Sojuszu Lewicy Demokratycznej, które zostało wyrażone, co jest tym bardziej cenne, że przecież wiemy, iż między tymi ugrupowaniami, czyli partią Marka Borowskiego a SLD były niemałe napięcia, ale – tak jak wczoraj Borowski powiedział – trzeba przede wszystkim rozmawiać, trzeba budować lewicę. Nigdy nie jest tak, że racja jest po jednej stronie. I myślę, że właśnie głosowanie na Borowskiego i jego – mam nadzieję – niezły wynik, to będzie dobra podstawa, żeby odbudowywać demokratyczną lewicę w naszym kraju, co jest potrzebne, potrzebne dla politycznej równowagi w Polsce, ale to jest plan już wieloletni.

Zna Pan pojęcie czegoś takiego, co nazywa się głosem straconym podczas wyborów?

Prezydent RP:
Ale pierwsza tura wyborów prezydenckich to jest taki rzadki moment, w którym właściwie nie ma głosów straconych, dlatego że to jest runda selekcyjna, można powiedzieć, i tu każdy głos ma swoją wagę, bo i tak nawet ci, którzy nie zagłosują na liderów, będą mieli okazję zagłosować na liderów za dwa tygodnie. Ja myślę, że dla jasności, dla czytelności krajobrazu politycznego w Polsce jest istotne, żeby każdy zagłosował na kandydata, który jest bliski jego poglądom, jego emocjom, którego zna, który w jakimś sensie reprezentuje ten fragment sceny politycznej, która jest dla tego wyborcy najważniejsza.

A czy jest Pan niezadowolony z przebiegu kampanii prezydenckiej dotychczasowej?

Prezydent RP:
My w ogóle mamy taki okres bardzo szczególny, bo w Polsce do tej pory nigdy nie było wyborów parlamentarnych i prezydenckich tak blisko siebie. I to nie jest niczyja wina, a to już na pewno nie jest moja wina.

Czyli odrzuca Pan ten argument, że Aleksander Kwaśniewski sprokurował tę sytuację?

Prezydent RP:
To mówią ci, którym z trudem idą rozmowy i koniecznie chcą znaleźć kogoś winnego, żeby własne słabości w ten sposób ukryć. Konstytucja jasno mówi – kadencja Sejmu trwa cztery lata i ona się kończy 19 października tego roku. Kadencja prezydenta trwa pięć lat i kończy się w grudniu tego roku. Wszystko to w Konstytucji jest napisane, kiedy są możliwe terminy wyborów, takie terminy były. Można było zapewne I turę wyborów prezydenckich i wybory parlamentarne przeprowadzić razem. Nie wiem, czy byłoby to lepiej, natomiast bylibyśmy w identycznej sytuacji. Przecież spór między liderami dwóch ugrupowań, które wygrały wybory do Sejmu, byłby jeszcze ostrzejszy, bo nie byłoby na to cztery tygodnie, a tylko dwa. Wczoraj mieliśmy przedsmak tego, jak ostro można do siebie mówić, a będzie jeszcze ostrzej, bo stanowisko prezydenta w Polsce jest jedno, nie ma wiceprezydenta, nie można kadencji podzielić na pół. No więc bój będzie i tu nie ma co narzekać, tu się trzeba po prostu wykazać odpowiedzialnością.

Pytał pan o kampanię. Szczególna to kampania i z tego względu, i szczególna kampania, ponieważ to wahadło polityczne wyraźnie się w Polsce odchyliło ponownie po czterech latach w drugą stronę, a więc jest poważna zmiana ekip rządzących. To przeżywamy z częstotliwością co cztery lata. No i to też trzeba powiedzieć – jest niebywała zmiana, gdy chodzi o obecność mediów i wpływ mediów na to, co się dzieje w kampanii.

In plus czy in minus?

Prezydent RP:
To by wymagało analizy. Na pewno in plus, bo więcej wiemy, bo media są dużo bardziej obecne, ale też pewno in minus, bo więcej jest elementów manipulacji, więcej jest elementów sondażomanii, więcej jest po prostu kreowania przez media wizerunków, a może mniej takiej rzeczywistej oceny. Ale to trzeba przyjąć do wiadomości. Pięć lat temu nie było całodobowych programów informacyjnych, nie było takiej palety różnych możliwości, także w prasie pisanej, nie było takiej ilości instytutów prowadzących sondaże. To się zmieniło od pięciu lat, bym powiedział, radykalnie i na dobre, i na złe.

Wczoraj słuchałem takiej dyskusji, jak to jest w Ameryce. I tam rzeczywiście zwrócono uwagę na przykład na taki fragment, że kampania amerykańska odbywa się w ogromnej większości z wyborcami, w różnych stanach z wyborcami, natomiast media są organizowane do tych najważniejszych przekazów. W Polsce właściwie głównie kampania jest w mediach – konferencje o dwunastej, o trzynastej, o czternastej, później i jeszcze odpowiedź na konferencję poprzednika i następnego dnia. Czyli można powiedzieć, że właściwie nie wiadomo, jak często wyborcy mogli dotknąć swojego kandydata, natomiast oglądając programy informacyjne mogli z nim obcować codziennie, i to parokrotnie. A więc to jest inna jakość tej kampanii, ale to trzeba już dystansu i spokojnie ocenić po czasie. Dzisiaj byłoby to wszystko zbyt świeże.

Pytałem o ten wpływ mediów, czy on jest in plus, czy in minus, bo Pan uważa, że źle się stało, że kampania prezydencka toczyła się tylko wokół faworytów, czyli wokół Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska. No, ale przy takiej przewadze trudno się dziwić, przy takiej przewadze sondażowej.

Prezydent RP:
No tak, ale ta przewaga z czegoś wynika. To jest właśnie takie typowe zaklęte koło. Dziennikarze mówią – dlaczego mówimy głównie o nich? Bo są najlepsi w sondażach. A dlaczego są najlepsi w sondażach? Bo najwięcej się o nich mówi. A jak się najwięcej mówi, są najlepsi w sondażach. I w ten sposób mamy kreację na poziomie manipulacji, można powiedzieć. Ja uważam, że być może w Polsce nauczeni tym doświadczeniem powinniśmy wzmocnić pozycję komisji wyborczej albo wręcz stworzyć komisję debat prezydenckich, tak jak jest w Ameryce, która by organizowała to w różnych miejscach Polski, w różnych audytoriach, na uczelniach, w jakichś salach, które byłoby dostępne dla wszystkich telewizji i rozgłośni, żeby mogły transmitować i żeby to było również możliwością pokazania wszystkich kandydatów, zetknięcia różnych kandydatów, a nie tylko tych, którzy akurat prowadzą w sondażach, a w sondażach prowadzą, dlatego że najczęściej się o nich mówi. I tak dalej, i tak dalej. Więc na pewno jest wiele nauk z tej kampanii, które warto przeanalizować. I byłoby dobrze, gdyby nie zapomnieć o tym po wyborach.

Podobnie jak wydaje mi się rzeczą niezwykle istotną zastanowić się, jak drogie są kampanie wyborcze. Ja słyszę wszystkich kandydatów, którzy mówią o oszczędnościach w administracji, którzy mówią, że będą skromnie władzę uprawiali. No dobrze, ale na razie jeśli chodzi o kampanie, to one nie są skromne. Ja uważam, że one są nadzwyczajnie rozbuchane, one są wielomiesięczne, billboardy, materiały filmowe, ulotki, listy do wyborców... No, takiej totalnej kampanii w Polsce jeszcze nie było, ale ona też...

Zgodnie z zasadą, że żeby potem zaoszczędzić, to najpierw trzeba sporo wydać.

Prezydent RP:
Ale to trzeba o tym powiedzieć głośno, na przykład trzeba powiedzieć, jak droga jest ta kampania i jak to się ma do standardów światowych. Bo gdyby się okazało, że w Polsce, żeby wygrać wybory prezydenckie, trzeba zgromadzić ogromne pieniądze, no to dopiero będzie obawa, że polityka jest dla bogatych i to będzie złamanie jednej z podstawowych demokratycznych zasad, że polityka jest dostępna dla wszystkich i zdolny człowiek może odnieść sukces niezależnie od zasobów finansowych. Ja myślę, że to jest wątek, o którym kandydaci, co rozumiem, ci główni kandydaci milczą, no bo im niełatwo przyznać się do kolosalnych, podkreślam: kolosalnych wydatków, które zarówno w kampanii Lecha Kaczyńskiego, jak i Donalda Tuska widać, gołym okiem widać (...).

Znaczy, że one są niewspółmiernie wysokie w porównaniu z wydatkami Pana sztabu wyborczego pięć lat temu?

Prezydent RP:
Pięć lat temu, to, wie pan, w ogóle była stosunkowo skromna kampania...

Była inna sytuacja trochę.

Prezydent RP:
Ale to trzeba wziąć pod uwagę, że to była kampania reelekcyjna, natomiast gdy przypomnę...

Dziesięć lat temu.

Prezydent RP:
...dziesięć lat temu, to w ogóle nie ma o czym mówić. Ani kampania Lecha Wałęsy ani kampania moja nie miała... Po pierwsze nie było tylu środków wręcz dostępnych, nie było tylu telewizji, nie było tylu billboardów, nie było takich możliwości. Natomiast gdzieś też trzeba powiedzieć stop i przyhamować to, dlatego że okaże się, iż bez zgromadzenia wielkich środków finansowych kampanii nie sposób robić. I to mówię do obu kandydatów, bo kampania Lecha Kaczyńskiego jest nie mniej droga i nie mniej długotrwała. To widać choćby w skrzynkach pocztowych, gdzie państwo otrzymujecie listy, i to są wykonane bardzo profesjonalnie. Jest wiele pytań po tej kampanii, które warto uczciwie postawić, właśnie żeby zrobić więcej porządku, żeby również w sprawach wyborczych była pełna jasność.

Ale mamy jeszcze kampanię, mamy I turę wyborów prezydenckich, bo chyba nie należy sądzić, że do drugiej nie dojdzie. Nie chce Pan powiedzieć, Panie Prezydencie, na kogo w II turze będzie Pan głosował, to Pana prawo. To inaczej zapytam – czy w II turze będzie Panu bliższa wizja Polski liberalnej, czy wizja Polski solidarnej?

Prezydent RP:
Proszę pana, ja uważam, że te dwa koncepty tak nazwane są błędem. Gdyby tak miało być, to w ogóle bylibyśmy w bardzo niedobrej sytuacji, dlatego że w moim przekonaniu Polska potrzebuje i koncepcji solidarnej, tam, gdzie mówimy o ponoszeniu ciężarów związanych z restrukturyzacją polskiej gospodarki, różnymi niezbędnymi nakładami, pomocą dla ludzi biednych, pomocą dla ludzi potrzebujących. Polska potrzebuje Solidarności przez duże S i o tym mówiliśmy choćby wielokrotnie przy okazji uroczystości 25-lecia Solidarności.

Ale Polska potrzebuje również polityki otwartej, liberalnej, nie wykluczającej nikogo ze społeczeństwa, nie ksenofobicznej, nieagresywnej wobec mniejszości, nawet seksualnych.

Potrzebujemy, moim zdaniem, liberalnego prawa, gdzie jednak będziemy szanować zasadę domniemania niewinności, a nie będziemy oskarżać, a później, że tak powiem, płacić odszkodowania za niesłuszne oskarżenia i pobyty w areszcie. To jest, moim zdaniem, element również nowoczesnego państwa.

Już ja nie mówię o gospodarce, która powinna cieszyć się wolnościami i zwykło się to nazywać liberalną koncepcją gospodarczą. Więc to jest spór, moim zdaniem, fałszywy.

Natomiast jeżeli pan mnie pyta, czy Polska dzisiaj wymaga zakwestionowania III Rzeczpospolitej i tworzenia IV Rzeczpospolitej, czy wymaga naprawy elementów tego, co w III Rzeczpospolitej nam się nie udało i kontynuowania tego, co dobre, to, oczywiście, ja jestem bliski tej drugiej koncepcji. Ja uważam, że IV Rzeczpospolita z daleka źle pachnie, że to nie jest koncepcja, którą można byłoby przyjąć jako antidotum na te słabości, które przeżywamy, natomiast to może być koncepcja korzystania z prawa na skróty, łamania prawa, rewanżyzmu politycznego i uruchomienia tych wszystkich demonów, które w końcu pojawiały się przez tych szesnaście ostatnich lat również. Także jeżeli pan o to mnie pyta, czy ja jestem zwolennikiem radykalnej, rewolucyjnej zmiany i budowania IV Rzeczpospolitej, która – moim zdaniem – jest projektem niezwykle ideologicznym, a wszystkich projektów ideologicznych trzeba się obawiać, bo wszystkie one w świecie doprowadziły do większych lub mniejszych nieszczęść, to ma pan odpowiedź. Ja uważam, że Polska potrzebuje dzisiaj kontynuowania tego, co nam się udało, a bardzo wiele się udało rzeczy zrobić dobrych, i zmiany tego, co szwankuje, co jest złe, co się nie sprawdziło, co się wyczerpało. I – w moim przekonaniu – takich trzeba szukać wykonawców i polityków, którzy będą nie marnować dorobku, a rozbudowywać ten dorobek i eliminować słabości.

A które z wypowiedzi tych najpoważniejszych kandydatów na urząd prezydenta z punktu widzenia czegoś, co nazywa się racją stanu, niepokoją Pana najbardziej?

Prezydent RP:
Ja myślę, że takich wypowiedzi (musimy mówić o palecie wszystkich kandydatów, którzy startują) było sporo. Ja w tej chwili nie chciałbym na nich się skupiać, bo jeżeli będę je powtarzał, to sami będziemy jeszcze dolewać oliwy do ognia. Polska, proszę pana, ma kilka tematów, wobec których trzeba zachowywać się z nadzwyczajną uwagą, wrażliwością, mądrością, dlatego że one są skomplikowane, historycznie uwarunkowane. I o tym mówiłem parokrotnie i mogę powtórzyć to jeszcze raz. Na pewno to jest kwestia relacji polsko-rosyjskich, na pewno to jest kwestia relacji polsko-niemieckich, na pewno to jest kwestia relacji polsko-żydowskich i na pewno to jest kwestia relacji między państwem i Kościołem, czyli neutralności państwa z jednej strony, autonomii kościołów z drugiej.

Wydaje mi się, że to są te dziedziny, gdzie ze względu na specyficzne polskie doświadczenia, powinniśmy wykazywać się największym rozumem. No i nie zawsze wszystko to, co się mówiło w tym sprawach, miało sens, a niektórzy kandydaci wręcz, że tak powiem, folgowali sobie, ale nie zasłużyli na to, żeby ich tutaj cytować. Myślę, że ta kampania już między I a II turą, ponieważ będzie dotyczyła na pewno jednego z prezydentów, ktoś z tych kandydatów zostanie prezydentem, powinna być dużo bardziej odpowiedzialna i dużo bardziej w kategoriach zasadniczych, a nie takich marginalnych.

Dobrze, Panie Prezydencie, skoro kandydaci na ten urząd mówią o wielu, wielu różnych rzeczach, to może pozwoli Pan, jeśli Pan da radę w ciągu minuty takie ABC prezydentury, co może Prezydent Rzeczypospolitej?

Prezydent RP:
Co może w sensie...

Konstytucyjnym.

Prezydent RP: 
Po pierwsze prezydent jest głową państwa i reprezentuje to państwo na zewnątrz, a więc to jest cała sfera stosunków zagranicznych, które trzeba tak wypełniać, żeby było najwięcej sławy dla Polski i pożytku. To są kontakty, to są wizyty, to jest nasz udział w NATO, to jest nasz udział w Unii Europejskiej, to jest współpraca regionalna, a więc bardzo wiele aktywności, gdzie Polska musi być nie tylko uczestnikiem, ale musi być promotorem słusznych wartości, idei i wykazać wielką aktywność.

Druga dziedzina to jest Konstytucja i trzeba ją bronić, nawet jeżeli ta Konstytucja się nie podoba, bo ona obowiązuje i ona jest fundamentem demokratycznego państwa, a więc o Konstytucji prezydent musi mówić z najwyższą odpowiedzialnością.

Po trzecie – prezydent uczestniczy w procesie legislacyjnym, a więc w stosunku do ustaw, które są złe, czy które są niekonstytucyjne ma pewne instrumenty – czy weta, czy skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego, żeby to sprawdzić, żeby nas uchronić przez prawem złym.

Po czwarte – prezydent wypełnia wiele ról o charakterze społecznym, a więc może animować różnego rodzaju działania, może wspierać organizacje społeczne, pozarządowe, związane z różnymi dziedzinami życia. Tu też jest bardzo wiele możliwości.

No i prezydent powinien być czynnikiem równowagi w relacjach między naczelnymi organami państwa. Myślę o rządzie, myślę o prezydenturze, o parlamencie, o samorządach. On musi być tym, który nie dolewa oliwy do ognia, tylko który łagodzi spory i który szuka pozytywnych rozwiązań.

O zwierzchnictwie nad siłami zbrojnymi chyba Pan zapomniał, Panie prezydencie.

Prezydent RP:
I, oczywiście, to jest cała wielka sfera bezpieczeństwa, czyli zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi, co się realizuje przez rząd, przez ministra obrony narodowej i przez struktury wojskowe. I myślę, że to jest dziedzina tak uporządkowana w Polsce, że tu trzeba po prostu mądrej kontynuacji, dlatego że polskie wojsko dokonało ogromnego postępu przez ostatnich piętnaście lat i to jest dzisiaj ta Polska, część Polski, która naprawdę działa dobrze.

No to uwzględniając to, o czym Pan przed chwilą powiedział, Panie Prezydencie, to z których tych prerogatyw wywiązał się pan najlepiej w ciągu ostatnich dziesięciu lat?

Prezydent RP:
Ja myślę, że to tak oceniać fragmentami trudno. Ja uważam, że te dziesięć lat dla Polski były dobre i mam satysfakcję, ja kończę swoją prezydenturę z poczuciem głębokiej satysfakcji. To, co było najważniejsze, zostało osiągnięte. Polska na pewno jest bezpieczniejsza, Polska na pewno jest z wielkimi szansami rozwojowymi, bo jest w Unii Europejskiej, Polska liczy się w świecie, polska demokracja – jak widać choćby po wyborach jednych i drugich – działa, dzisiaj nikt nie martwi się, że oto ktoś nie będzie chciał oddawać władzy czy ktoś nie uzna werdyktów demokratycznych. Natomiast Polska ma ciągle jako młoda demokracja kłopoty, choćby z frekwencją wyborczą, choćby z zachowaniami urzędników, ale także z zachowaniami obywatelskimi. Ale nad tym trzeba pracować. Ja uważam, że wszystkie obrazy czarne Polski są nieprawdziwe, one są na użytek kampanii, bowiem Polska osiągnęła wielki sukces i w Polsce jest mnóstwo, są miliony ludzi, na których można liczyć i to tych właśnie bezimiennych, którzy wiedzą, co to jest państwo, którzy wiedzą, co to jest patriotyzm, którzy wiedzą, co to jest praca i którzy wiedzą, co to jest brać na siebie odpowiedzialność.

Pytałem o sukcesy, a na koncie porażek co by Pan sobie zapisał?

Prezydent RP:
Wolałbym, oczywiście, gdyby nasza gospodarka była już tak silna, że mówilibyśmy o dużo niższym bezrobociu, chciałbym...

Ale ta sfera gospodarki od prezydenta...

Prezydent RP:
Ale to nie o to chodzi, to jest państwo, to się nie da tak rozdzielić, że od prezydenta... Oczywiście, że 80 czy 90% kwestii wykonawczych w Polsce nie zależy od prezydenta. Natomiast niewątpliwie prezydent musi mieć poczucie współodpowiedzialności za to, co się dzieje, nawet jeżeli te rządy są zupełnie z innej formacji politycznej. Niektórzy dziwili się, jak ja mówię, że ja życzę rządowi nowo powstającemu powodzenia. Tak, bo to jest potrzebne nam wszystkim. Bo poza tym jesteśmy obywatelami. I czy rząd jest bardziej czerwony, różowy czy czarny, to to jest bez większego znaczenia, chodzi o to, żeby był dobry. Stąd jeżeli pan pyta o porażki głowy państwa, takie co się nie udało, to może byłoby sympatyczniej, gdyby dzisiaj w Unii Europejskiej budżet europejski był już uchwalony. Ale to są sprawy, które się toczą, trudno z tego czynić sobie jakieś wyrzuty sumienia.

Natomiast w polskich warunkach wolałbym i chciałbym bardzo, żeby rzeczywiście było mniej bezrobocia, mniej biedy, więcej aktywności ludzi, więcej zaangażowania społecznego, mniej korupcji w różnych miejscach naszego kraju. I żeby było więcej takiego myślenia w kategoriach pozytywnych, to znaczy, że chcemy być mocni, chcemy konkurować i umiemy konkurować z innymi. Żeby nie było takiego poddawania się niemocy, bo to jest też bardzo typowe dla Polaków – że siądziemy i uznamy, że nic nie możemy, podczas gdy jest dokładnie odwrotnie – jeżeli siądziemy, pogadamy i zbierzemy się do pracy, to strasznie dużo możemy.

A mógł Pan być bardziej aktywny? Korzystając ot, choćby z takiej możliwości, jak inicjatywa ustawodawcza?

Prezydent RP:
Z tą inicjatywą ustawodawczą to jest znowu fałsz powtarzany. I to dobrze, że pan pyta, bo to jest szansa na odpowiedź. Ustaw, które zostały przez prezydenta przekazane do Sejmu były dziesiątki. Nie było ich, oczywiście, ani setki, ani tysiące, bo to byłby błąd. Natomiast chcę powiedzieć, że były to bardzo podstawowe ustawy ustrojowe, jak ja to nazywałem, i to bym rekomendował mojemu następcy – żeby przedstawiał ustawy, które mają znaczenie dla systemu państwa. Ja przedstawiłem na przykład ustawę o szkolnictwie wyższym, ja przedstawiłem ustawę o sądach administracyjnych, ja przedstawiłem ustawę o Sądzie Najwyższym, ja przedstawiałem tego typu właśnie bardzo zasadnicze zupełnie agregaty prawne, które coś regulują. Ja nie uważam, żeby prezydent – nawet ze względów czysto technicznych, on nie dysponuje nawet takim aparatem – przedstawiał ustawy szczegółowe, dotyczące technologii czy dotyczące paliw, czy dotyczące, działalności urzędów skarbowych. To są całkowicie domeny nieprezydenckie. Więc tych ustaw i tych inicjatyw było bardzo, bardzo wiele.

Przypomnę, że część z nich, niestety, nie została przyjęta, choćby zmiana ordynacji do Senatu, gdzie proponowałem okręgi jednomandatowe. I uważam, że byłoby dużo lepiej i wynik nie byłby radykalnie różny od tego, który mamy, ale ten Senat byłby bardziej personalizowany, gdyby przyjąć tą zmianę, którą proponowałem. Niestety, Senat odrzucił ją w zeszłym roku. No więc tych projektów ustawodawczych było bardzo wiele.

Ja, oczywiście, całą listę tego, co zrobiłem, przekażę mojemu następcy, żeby wiedział, że tu można i powinno się działać, ale też nie powinno się zaśmiecać tego polskiego systemu prawnego drobiazgami, bo tego jest i tak wystarczająco dużo. Polski system prawny raczej wymaga dzisiaj odchudzenia i wstrzemięźliwości, aniżeli rozbuchanej aktywności, wszystko jedno – rządu, parlamentu czy prezydenta. Bo pamiętajmy, że w Dzienniku Ustaw w tej chwili stronic zadrukowanych różnymi aktami prawnymi jest już 20 tysięcy. To jest po prostu nie do przeczytania. I jeżeli my tu nie zrobimy porządku, raczej odchudzając to, aniżeli dodając kolejne strony, to polski system prawny będzie niewydolny.

Jaka jest przed Panem przyszłość, Panie Prezydencie? Było nie było aktualny Prezydent Rzeczypospolitej od 23 grudnia po zaprzysiężeniu nowego prezydenta już ma wolne, może robić z czasem, co chce.

Prezydent RP:
To jest najpiękniejsza perspektywa, którą żyję, mianowicie wolność...

Skoro perspektywa wolności jest atrakcyjna, to po co było być tyle lat prezydentem?

Prezydent RP: 
Nie, to tak nie można... Bycie prezydentem Polski, Polaków w tym okresie historii było po pierwsze wielkim honorem, po drugie – niezwykle pasjonujące, bo moment zupełnie nadzwyczajny, myśmy otwierali drzwi tam, gdzie jeszcze dawno temu nawet pomarzyć nawet nie wolno było – NATO, Unia Europejska, to, co się stało na Ukrainie. Więc, jak mówię, mam poczucie spełnienia i satysfakcji i mam poczucie wielkiego honoru. I więcej – uważam, że Polacy, choć często sami siebie krytykują ponad miarę, są znakomitym narodem, naprawdę, z którymi można i ogromnie dużo osiągnąć, jak to się zwykło mówić, i konie kraść. To jest naród lepszy, aniżeli sami o sobie sądzimy. I być prezydentem Polski to jest wielka rzecz. I rozumiem tych, którzy starają się o ten urząd i nawet rozumiem, że walczą ze sobą tak zaciekle. To nie chodzi o władzę, to nie chodzi o kompetencje, jakie ma prezydent, bo one nie są przesadnie wielkie, ale to jest rzeczywiście wielki honor, wielka odpowiedzialność i ogromna satysfakcja.

To być. A już nie być to znaczy, że co robić?

Prezydent RP:
A nie być to właśnie skorzystać trochę z tego, że nie będę musiał umawiać się od godziny ósmej rano do godziny dwudziestej czwartej i co pół godziny być gdzieś, bo takie są moje obowiązki, więc skorzystać nieco z tej wolności. Trochę nabrać dystansu do tych wszystkich spraw, którymi zajmowałem się przez ostatnich dziesięć lat. Skorzystać z zaproszeń, które mam do różnych ośrodków w świecie, żeby porozmawiać o problemach transformacji, o problemach globalizacji, demokracji, podzielić się polskimi doświadczeniami, a myślę, że to będzie dla moich słuchaczy interesujące. No i tak planuję, że rok 2006 to będzie takim przeorganizowaniem się, gdy chodzi o życie osobiste, o życie prywatne i o także działalność polityczną moją własną. Nie mam żadnych sprecyzowanych planów, jeżeli pan o to chciałby pytać, dotyczących jakiejś stałej już pracy, bo to wszystko jest na razie w sferze dyskusji.

Ciekawa trasa czeka Pana w najbliższych dniach – Białogard, Waszyngton, Zagrzeb... To taki okres pożegnań, podziękowań?

Prezydent RP:
I tak, i nie. Do Białogardu jadę, ponieważ moje liceum ogólnokształcące ma 60-lecie. To były Ziemie Zachodnie Odzyskane i wtedy, w 1945 roku te szkoły powstawały. Ja kończyłem swój ogólniak w 1973 roku, więc spotkam się z koleżankami, kolegami i nauczycielami, co będzie – jak zawsze – miłe.

Waszyngton to jest nie tyle pożegnanie, co podsumowanie, to jest na pewno moje ostatnie jako prezydenta spotkanie z prezydentem Bushem, mamy listę spraw, które udało się załatwić, które załatwiamy. Mam nadzieję, że prezydent Bush będzie tym czynnikiem kontynuacji bardzo dobrych strategicznych relacji polsko–amerykańskich. Ja w każdym bądź razie będę go do tego namawiał. Prezydent Bush prosił, żebym był z żoną, bo chciałby wydać uroczysty obiad z udziałem osób, z którymi współpracowaliśmy przez ostatnich kilka lat. Więc to jest też ładny gest z jego strony. Wizyta jest krótka, właściwie jedna doba w Waszyngtonie.

Natomiast Zagrzeb to jest spotkanie innego typu, które o tyle dla mnie jest symboliczne, że w 1996 roku organizowałem takie spotkanie w Łańcucie prezydentów Europy Środkowej. Wtedy to prosiłem prezydenta Ukrainy na to spotkanie, a później ta lista tak się rozwijała, że jak spojrzałem teraz, w Zagrzebiu będzie teraz bodajże piętnastu czy szesnastu prezydentów, od Niemiec i Włoch poczynając, a kończąc na krajach bałkańskich, na Ukrainie, w krajach bałtyckich. A więc będzie szesnastka prezydentów europejskich. I co będzie może najbardziej w tym wszystkim dla mnie ujmujące, że weteranem najstarszym w tym gronie w sensie piastowania urzędu jestem ja. W Europie tylko Jacques Chirac dłużej wypełnia swój urząd ode mnie, co pokazuje, jak czas biegnie szybko i że właściwe dziesięć lat w życiu człowieka i w życiu państwa to to jest właściwie ułamek, to jest oka mgnienie niemalże. Ale będzie to, oczywiście, okazja i do pożegnania, i do podziękowania.

Skoro Pan powiedział, że czas biegnie szybko, Panie Prezydencie, to mam dla Pana złą informację – dogonił nas.

Prezydent RP:
No widzi pan, jak zawsze.

Dziękuję pięknie za rozmowę. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej...

Prezydent RP:
Dziękuję bardzo. I raz jeszcze proszę wszystkich o udział w wyborach, to jest bardzo ważne.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.