przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Witamy serdecznie w programie „Wybory 2005”. Dzisiaj jesteśmy w gośćmi Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego.
 
Prezydent RP: Witam Państwa.
 
Panie Prezydencie. Ostatni dzień kampanii wyborczej, o 12 w nocy zaczyna się cisza wyborcza. Pan śledził tę kampanię wyborczą. Czy czuje się Pan odpowiedzialny za to, co się działo w tej kampanii wyborczej – jak jeden z moich kolegów dziennikarzy mówił o „mordobiciu politycznym”. Czuje się Pan za to „mordobicie” odpowiedzialny?
 
Prezydent RP: W tym sensie, o ile demokracja odpowiada za taki stan rzeczy, ponieważ wybory są częścią demokracji, ta koincydencja, że mamy wybory parlamentarne i prezydenckie w jednym okresie – to się zdarzyło...
 
Ale można było tego uniknąć.
 
Prezydent RP: Nie za bardzo, dlatego, że w momencie, kiedy Sejm nie zdecydował się skrócić kadencji, już innej możliwości nie było.
 
A połączenie wyborów? Dzisiaj, z perspektywy?
 
Prezydent RP: To atmosfera byłaby jedynie dzisiaj gorętsza, bo mówilibyśmy nie dzień przed I turą, tylko dzień przed II turą. Ale przecież ci sami kandydaci by prowadzili w sondażach, myślę, że ostrość ich rozmów byłaby dużo większa, bo to byłoby już na finiszu. A tak – musimy jeszcze dwa tygodnie takiej dyskusji prawdopodobnie wytrzymać.
 
A taka perspektywa, że w poniedziałek mamy to już za sobą? Zmęczeni jesteśmy kampanią, myślę.
 
Prezydent RP: Tak, ale gdzie się rodzi odpowiedzialność i charaktery – w trudnych warunkach. Niewątpliwie takie nagromadzenie wyborów nakłada większą odpowiedzialność na samych polityków, na dziennikarzy, obywateli, wyborców, którzy nie powinni zniechęcić się, ale iść głosować.
 
Ale Pan Prezydent też ustalał ten kalendarz wyborczy.
 
Prezydent RP: Ale ja ustalam ten kalendarz w związku z terminami konstytucyjnymi, proszę mi wierzyć. Jedyna zmiana, która mogła być, to jest to, że mogliśmy mieć wybory parlamentarne i I turę prezydenckich razem. Czy to byłoby lepiej? Nie wiem. Byłby pewnie argument, że kandydaci albo partyjni byli w cieniu wyborów prezydneckich, albo ci prezydenccy nie mogli odpowiednio się wyrazić. To jest doświadczenie. Jak mówię, mądrych na to nie ma, będziemy po tych wyborach mądrzejsi i to nie będzie nawet zadanie dla następnego prezydenta, tylko dla jeszcze następnych, bowiem podobna koincydencja czasowa będzie za 20 lat.
 
Chyba że wybory parlamentarne będą wcześniej i coś się poskraca.
 
Prezydent RP: Natomiast jeszcze raz przypomnę, bo to jest ważny argument i prosiłbym, żeby go nie nadużywać. Czteroletnia kadencja parlamentu, mówi Konstytucja, kończy się 19 października. Pięcioletnia kadencja Prezydenta kończy się 23 grudnia, wszystko w roku 2005, a terminarze wyborcze zgodnie z ustawami są obliczane do tyłu od tych terminów. I taka była możliwość, natomiast apeluję o odpowiedzialność i naprawdę niech ci, którzy dyskutują o programie rządu nie mówią, że im wybory prezydenckie przeszkadzają. Im przeszkadza walka, którą podjęli, ale rozmowa o podatkach, o dziesiątkach szczegółów polityki gospodarczej i społecznej może się toczyć. Naprawdę tutaj czy będzie Tusk czy Kaczyński czy Borowski czy Lepper to nie ma aż takiego znaczenia.
 
Tak naprawdę blokowana jest chyba rozmowa o personaliach chyba.
 
Prezydent RP: Widzi Pan, to jest powód, to zawsze jest powód.
 
Panie Prezydencie, ale można było przewidzieć taki wymiar tej kampanii politycznej. Przecież Pan zna te kampanie, Pan wie, jak wyglądają kampanie, jak mogą być bardzo ostre. A Panowie ustalali ten kalendarz polityczny pod lewicę, że może lewicy się uda. Tymczasem tu lewica i Włodzimierz Cimoszewicz zrobili niespodziankę, okazało się, że Włodzimierz Cimoszewicz się wycofał i...
 
Prezydent RP: Nie, to nieprawda. Moment, kiedy myśmy ustalali z Marszałkiem Sejmu, bo on ustala terminarz wyborów prezydenckich, a prezydent ustala terminarz wyborów parlamentarnych, kiedy dyskutowaliśmy o terminach, nie było wątpliwości, kto jest faworytem wyścigu parlamentarnego i Marszałek Cimoszewicz był na „nie” w sprawie wyborów prezydenckich. Także w ogóle tego nie należy łączyć i moim zdaniem, gdyby właśnie próbować jedne wybory połączyć z drugimi, tu można byłoby się narazić na większy argument o manipulację. Natomiast wybory są kolejne, towarzyszą im kolejne, odrębne kampanie wyborcze.
 
Ale frekwencja jest niska.
 
Prezydent RP: Zobaczymy, jak będzie teraz w wyborach prezydenckich. To jest problem Polski nie w związku z terminami, tylko w związku w ogóle z demokracją. Ja nie rozumiem do dzisiaj, dlaczego w 1991 roku wolny parlament, pierwszy Sejm wolny, który mogliśmy wybierać tak, jak chcieliśmy, frekwencja była 43 bodajże procent.
 
Prof. Osiatyński mówi, że jest to wybór – zachłyśnięcie się wolnością, że jestem wolny i w związku z tym nie muszę iść na wybory, to byłaby wersja optymistyczna.
 
Prezydent RP: Ja się tu z prof. Osiatyńskim zgadzam. Moim zdaniem jest w Polakach taki rodzaj przekory, to znaczy jeśli coś mogę, to nie muszę - i jeżeli uzyskałem wolność i demokrację, to mogę również korzystać z niej w ten sposób, że nie uczestniczę. To nie jest dobre, ale coś takiego jest. Polacy okazali się mistrzami w walce o demokrację i okazują się dość słabymi uczniami na lekcjach demokracji.
 
Mamy kryzys demokracji w Polsce?
 
Prezydent RP: Nie, uważam, że nie mamy kryzysu demokracji. Te instytucje działają, powinniśmy się porównywać do tych państw, które mniej więcej w tym samym czasie budują swoje nowe, młode demokracje i myślę, że my jesteśmy na takim niezłym średnim poziomie z poważnym problemem tej właśnie absencji społecznej – dlaczego ona jest jednak wyższa o te kilkanaście procent niż w innych krajach. Choć z drugiej strony mogę powiedzieć, że są kraje nowych demokracji, gdzie frekwencja wyborcza jest wysoka – 60,70 procent, ale na przykład aktywność demokratyczna, instytucje demokratyczne są dużo słabsze aniżeli w Polsce. Więc tego nie da się tak skomentować jednym zdaniem. Ja zresztą mam nadzieję, że po tych wyborach uczeni, psychologowie, socjologowie, politolodzy zastanowią się nad tym fenomenem, na czym to polega.
 
Panie Prezydencie, ale Pan mówi, że od 1991 roku mamy problemy z frekwencją. Można było coś zrobić w tej sprawie. Prof. Lena Kolarska-Bobińska mówi, że trzeba było wprowadzać pewne mechanizmy. Kiedy nam wszystkim zależało na referendum europejskim, to wtedy potrafiliśmy zamknąć lokale później, wprowadzić głosowanie przez dwa dni. Tymczasem to jest też wina polityków, że nie potrafili wprowadzić do ustaw takich mechanizmów, żeby zachęcić ludzi do głosowania. Pan też nie zrobił w tym kierunku nic, a teraz Pan narzeka: ludzie nie chodzą do wyborów.
 
Prezydent RP: Nie, ja i narzekam, i nie narzekam. Ja po prostu to przyjmuję do wiadomości. Wydaje mi się, że akurat...
 
To za mało, Panie Prezydencie, przyjmowanie do wiadomości, tylko jednak działać bardziej intensywnie?
 
Prezydent RP: Ale Pani proponuje rozwiązania, która mają tylko bardzo ograniczony skutek. W Polsce najwyższa frekwencja była w II turze wyborów prezydenckich 1995 roku, czyli Lech Wałęsa-Aleksander Kwaśniewski, prawie 70 procent. Bardzo wysoka, blisko 60 procent była w referendum europejskim, całkiem niezła okazuje się, jak patrzymy na wybory parlamentarne, jest w wyborach samorządowych, bo jest podobna do wyborów parlamentarnych, bo jest czterdzieści parę procent. Frekwencja w wyborach europejskich była niska, ale w całej Europie jest niska, u nas około 20 procent, czyli dość katastrofalnie. Można więc taką tezę wysnuć: tam, gdzie ludzie widzą jasno określony dylemat, rodzaj decyzji, wagę decyzji, którą muszą podjąć, to ich mobilizuje. Czyli mówiąc krótko – Polacy uczestniczą w wyborach wtedy, kiedy stawka jest wysoka. Tam, gdzie jest niższa stawka, udział jest mniejszy. Jeżeli okaże się, że w drugiej turze wyborów prezydenckich będzie frekwencja na poziomie około 60 procent, to będzie to potwierdzenie tej tezy. I krótko mówiąc, wszystkie elementy mobilizacyjne, czyli dwa dni otwarte punkty wyborcze do godz. 22, to to jest wtórne, powiedziałbym, że to jest trzeciorzędne czy czwartorzędne w stosunku do tego, że najpierw musi być waga sprawy, najpierw ludzie muszą zrozumieć, że tu się dzieje rzecz rzeczywiście  wielka i wtedy uczestniczą.
 
Czy jest to narodowy charakter Polaków, którzy są leniwi i często im się nie chce z jednego końca Warszawy na drugi przejechać, żeby pójść na głosowanie. Mi tak ludzie opowiadają, że tak właśnie jest.
 
Prezydent RP: Ale jak się okazuje, w wyborach europejskich nie byli leniwi. Widziałem te kolejki...
 
Bo Pan też się zaangażował osobiście, Pan apelował o głosowanie, a teraz?
 
Prezydent RP: Apeluję cały czas.
 
A teraz stawka jest wysoka, Panie Prezydencie?
 
Prezydent RP: Stawka jest wysoka, bo zawsze prezydentura to jest bardzo wysoka stawka, to jest najwyższe stanowisko w państwie. To jest osoba, która ma pięcioletni mandat, najdłuższy ze wszystkich władz wykonawczych w Polsce do wypełnienia.
 
Najbardziej mocny mandat, bo głosowanie bezpośrednie?
 
Prezydent RP: Mocny mandat, bo głosowanie bezpośrednie. Więc myślę, że to będzie oddziaływało na ludzi. Jest pytanie, Pani mówi o kampaniach. Tak totalnych kampanii wyborczych nie było. Nigdy nie było takiego udziału mediów, bo tyle mediów nigdy nie było. Wasz program przecież jest zupełną nowością, tego 5 lat temu nie było. Przecież ja widzę, że część kampanii jest organizowana pod TVN24 – konferencja o 12,13,14, odpowiedź na konferencję o 12.
 
To jest dobrze czy nie, bo my sami się nad tym zastanawiamy?
 
Prezydent RP: Nie wiem, wy się zastanawiacie i ja się zastanawiam. Moim zdaniem to jest właśnie zasadnicze pytanie już na po wyborach. Czy taka totalna kampania, czy zaangażowanie tak kolosalnych środków - przecież kampania pana Tuska i pana Kaczyńskiego kosztuje miliony, takich kampanii wielkich i długotrwałych nie było w polskiej historii. I to jest pytanie czy to daje efekt, że ludzi zachęca, czy wręcz przeciwnie zniechęca, czy nie ma zmęczenia, czy nie ma już irytacji tym wszystkim. Uczymy się. To jest ciągle wielka szkoła demokracji. My nie jesteśmy tutaj przecież bardzo doświadczeni. To są raptem czwarte wybory prezydenckie w wolnej Polsce. Być może jak będą czterdzieste czwarte to będziemy dużo mądrzejsi. Natomiast ja bym tu z pokorą patrzył na zachowania społeczne. Absolutnie po wyborach przeanalizowałbym także media i ich skutek działania. Wczoraj u was w TVN słyszałem bardzo ważne uwagi Macieja Wierzyńskiego, który na przykład zwrócił uwagę na coś takiego, że w Ameryce gdzie – my najbardziej przecież wzorujemy się na amerykańskich doświadczeniach w wyborach prezydenckich, zresztą wszyscy w świecie się na tamtych wyborach wzorują – że kandydaci przede wszystkim krążą po kraju, oni spotykają się z wyborcami, że te sygnały medialne przekazywane są od wielkiego dzwonu. Natomiast u nas jakby głównie przekazywane są sygnały medialne. Natomiast tych kontaktów, tych spotkań, ściskania rąk jest bardzo niewiele. Oczywiście, odpowiedź jest prosta. Ameryka  - wielki kraj, więc jak ten kandydat wyjedzie to musi trochę pojeździć. Ale wydaje mi się, że tutaj nastąpiła wyraźna przesada. Te konferencje o 12, 13 tej i później to już jest przejście do takiej kampanii wirtualnej.
 
Pan popiera Marka Borowskiego
 
Prezydent RP: Tak jest.
 
Mamy pytanie od widza. Jeżeli Pan popiera Marka Borowskiego, a wcześniej poparł Pan lewicę to pustym jest hasło, że jest Pan prezydentem wszystkich Polaków.
 
Prezydent RP: Ja starałem się i byłem i mam takie poczucie, że jestem prezydentem Polski i wszystkich Polaków wykonując swój urząd. Więcej nawet, gdy zastanawiam się dlaczego lewica ma takie kłopoty dzisiaj to jedną z odpowiedzi jest właśnie to, że ja przyjąłem formułę prezydenta wszystkich Polaków, tzn. zrezygnowałem ze swojej przynależności partyjnej, odsunąłem się od tego, co dzieje się na lewicy, nie uczestniczyłem w takim życiu wewnątrzpartyjnym. I zastanawiam się co będzie robił mój następca, bo zarówno pan Tusk, czy pan Kaczyński, czy pan Borowski, czy Pan Lepper  - ja będę mówił o tej czwórce cały czas,  bo jesteśmy przed I turą, a oni są liderami, to oni są w podobnej sytuacji, to są wszyscy liderzy partyjni. Ja zdecydowałem się jako lider partyjny w istocie zamknąć swój etap partyjny.
 
Lech Kaczyński mówi, że natychmiast zrezygnuje z PiSu.
 
Prezydent RP: On jest trochę w szczególnej sytuacji, poza tym, że przecież jego brat pozostaje szefem partii. Ja nie mam brata, mam siostrę, która polityką się nie zajmuje. Ja zrezygnowałem z tej lewicowości, natomiast pod koniec kadencji widząc co na lewicy się dzieje, że ta lewica może być wypłukana z polskiego życia politycznego, a to byłaby szkoda, bo ona jest potrzebna dla równowagi, ona jest potrzebna dla pełności tego krajobrazu  - no to staram się pomóc. Ta pomoc, jak widać przynosi dość ograniczony skutek. Ale jeżeli mogę nawet w kilku procentach pomóc to to czynię i to nie może w najmniejszym stopniu przekreślać całej tej koncepcji prezydentury, która była prezydenturą pozapartyjną, niewątpliwie pozapartyjną. To było widać i w nominacjach, zresztą jestem krytykowany ze strony różnych ludzi lewicy za to, że było za wiele właśnie takiej działalności ponad partyjnej. Ale ja uważam, że to słuszne. Prezydent w Polsce nie może być prezydentem partyjnym.
 
A po wyborach widzi Pan swoje miejsce na lewicy właśnie?
 
Prezydent RP: Jeżeli pani myśli miejsce jako...
 
Człowieka, który tę lewicę jednoczy, podzieloną, bardzo poranioną.
 
Prezydent RP: Który pomaga w dialogu, który pomaga w zintegrowaniu - tak.
Natomiast w żaden formalny sposób.
 
Nie stanie Pan na czele ruchu, który zjednoczy lewicę i powstanie jakaś jedna wielka lewica, bo mamy SdPl, SLD. Mamy partie demokraci.pl, których podobno też Pan namawia do tego, żeby się jednoczyli.
 
Prezydent RP: Jeżeli tego rodzaju ruch centrolewicowy mógłby powstać, to byłoby dobrze, gdybym mógł pomóc, to też byłoby dobrze.
 
Pomóc, w jaki sposób?
 
Prezydent RP: Przede wszystkim organizując dialog, pomagając w kontaktowaniu się tych ludzi, budując program. Natomiast na pewno nie formalnie. Żeby tu była jasność. Ja nie widzę siebie w żadnej roli  przewodniczącego partii, szefa rady partii, rady honorowej, czy innej. Uważam, że ten etap w moim życiu jest skończony.
 
Kolejne pytanie od widzów. Kogo poprze Pan w drugiej turze?
 
Prezydent RP: Ja wcześniej niczego nie powiem, bo to jest I tura. W tej I turze jest możliwość głosowania na kandydatów, którzy są najbliżsi naszemu sposobowi myślenia. A druga tura to już jest w jakimś sensie też rachunek. Będą na pewno kandydaci, którzy mają swój wierny elektorat, ale będzie bardzo wiele osób, które muszą się zastanowić.
 
Pierwsza tura z serca, druga z rozsądku
 
Prezydent RP: I to jest trafne rozróżnienie. Pierwsza jest jakby identyfikacją własnych poglądów, druga jest już wyborem prezydenta. Po prostu trzeba na kogoś zagłosować. 
 
A nie lepiej byłoby Panie Prezydencie gdyby była tak na prawdę tylko jedna tura?
 
Prezydent RP: Nie, w polskich warunkach absolutnie, nie. W Polsce prezydent, który miałby objąć urząd na 5 lat, a dysponowałby mandatem np. 20% głosów, ostatnią ilością by wygrał,  - czy nawet 40%, trzymajmy się tych sondaży - on byłby kwestionowany przez te 5 lat. W Polsce wszyscy by mówili, że 60 % głosowało przeciwko niemu, a nikt by nie mówił, że 40% za.
 
Ja mówiłem, czy nie lepiej byłoby  - apel Macieja Giertycha do kandydatów z małym poparciem – wycofajcie się, rozegrajmy drugą turę już pojutrze.
 
Prezydent RP: Proszę w ogóle mi nie mówić o tej osobie. Pamiętam jeszcze parę tygodni temu, kiedy ten sam człowiek mówił, że wygra w pierwszej turze. Więc zostawmy to na boku, to nie warte komentarza. Natomiast, mamy taki system. Jeżeli by można myśleć o czymś na przyszłość, to może podwyższyć - czy ilość podpisów, która musi być zebrana, czy może dołączyć do podpisu, co w niektórych systemach jest stosowane, że nie tylko podpisy wyborców, jako przepustka do zarejestrowania kandydata, ale również zebrane podpisy osób nazwijmy to zajmujących ważne stanowiska, czyli np. senatorów, posłów, przedstawicieli samorządów.
 
Wyeliminowano by takich kandydatów nie wiadomo skąd.
 
Prezydent RP: Takich, którzy uczestniczą w tym, nie wiadomo skąd, to jeszcze może słaby argument. Bo zawsze ktoś może się pojawić nowy i ciekawy. Natomiast nieodpowiedzialnych, całkowicie marginalnych, a poza tym straszliwie zaniżających, a wręcz bym powiedział demoralizujących debatę. Jest kandydat, którego nazwiska też nie wymienię, który wypowiada sądy, które są niedopuszczalne i które tak na prawdę nadają się do sądu. Tylko kto to ma robić.
 
Ale tak naprawdę w Stanach Zjednoczonych też zawsze startuje tych 12, 15 osób. O 10 nic się nie wie.
 
Prezydent RP: Ameryka stworzyła dwupartyjny system, który jest bardzo tradycyjny, choć próbowano go też naruszyć. Przecież pojawiali się kandydaci niezależni. Te partie mają swój system prawyborów. Gdyby Polska była podzielona na centroprawicę i centrolewicę, gdyby to było zorganizowane, gdyby te bloki miały system prawyborów pewno też byśmy mieli dwóch poważnych kandydatów i  właściwie można by było myśleć i o jednej turze, ale tu mówimy o innym systemie politycznym. Pamiętajmy, że Ameryka ponad 200 lat buduje te swoje doświadczenia, jednocześnie kto zna trochę historię Stanów Zjednoczonych i czytał pisma ojców założycieli, czy choćby konstytucję amerykańską, to tam jest cały geniusz tych ludzi zawarty. To byli na prawdę wielcy myśliciele, którzy stworzyli system w jakiejś opozycji do doświadczeń europejskich, niezwykle nowoczesny i taki, który przetrwał 200 lat. Pamiętacie Państwo, dyskusje o wyborach amerykańskich, kiedy długo liczono głosy i wszyscy się zastanawiali na czym polega ten system elektorski, czy nie lepiej byłoby jak w Europie: jest wieczór wyborczy i amerykański TVN pokazuje ten wygrał, ten przegrał, dziękuję Państwu. A tu się okazuje, jacyś elektorzy, jakaś Floryda, o co tu chodzi?
 
Można wygrać mając mniej głosów.
 
Prezydent RP: Można wygrać mając mniej głosów. A co się okazało, że właśnie ojcowie założyciele 200 lat temu spowodowali, że nawet najmniejszy stan ma swoich elektorów do kolegiów elektorskiego. A po co? Po to, aby każda mniejszość obecna w tym stanie mogła się wyrazić poprzez te głosy elektorskie i każdy kandydat musiał trafić do takiego Oregonu, Iowa, czy do stanów, do których w ogóle by nie jeździł, gdyby to były normalne wybory. Wystarczyłyby 5, 6 stanów.
 
Doszliśmy do takiego punktu: mamy 5 wyborów parlamentarnych za sobą. Jeszcze w Polsce nie rządziła jedna partia, zawsze jest koalicyjność, a w koalicji od razu siedzi jakaś taka kłótnia, spór, rozmycie kompetencji czy nie pora zastanowić się nad zmiana Konstytucji i wymyśleniu genialnego pomysłu na wybory takie żeby jednak w Polsce łatwiej było rządzić Parlamentowi, łatwiej było rządzić rządowi?
 
Prezydent RP: Ja nie uważam, żeby to było możliwe na tym etapie rozwoju, na którym jest polska demokracja - my jako społeczeństwo. Moim zdaniem metoda choćby większościowa czy okręgów jednomandatowych też nic nie da. Tu mamy kolejny raz Senat wybierany niemalże metodą większościową, tam brakuje tylko jednomandatowych okręgów, to zresztą proponowałem, niestety propozycja została odrzucona. Co się okazuje. Kolejny raz w Senacie mamy odwzorowanie wyborów proporcjonalnych z Sejmu, tylko, że wyostrzonych. Przypominam, że teraz 81 mandatów ma Platforma i PiS w tym Senacie na 100, a w poprzednim 75 miało SLD. Co to oznacza? To oznacza, że ten wynik jest niemalże identyczny, tylko jeszcze w okręgach jednomandatowych wyostrzony. System proporcjonalny na najbliższych kilka obrotów parlamentarnych jest potrzebny.
 
Jeszcze gorszy niż my.
 
Prezydent RP: No chyba trudniejszy bym powiedział niż my, ale też wymagający odpowiedzialności od tych polityków. Sądzę, że stworzenie wielkiej koalicji w Niemczech to będzie dowód, iż elity niemieckie są gotowe zgryźć zęby, zapomnieć o tym, o czym mówili i naprawdę co o sobie myślą, bo między nami, miłość między SPD a CDU i CDU a SPD jest naprawdę niewielka. Koalicje są koniecznością dla Polski, ale ja bym ich nie traktował jako dopust boży, to jest też egzamin z dojrzałości. Albo umiemy się porozumieć albo nie.
 
Panie Prezydencie, każda koalicja, która była zawsze się rozpadała i zawsze w atmosferze wzajemnych oskarżeń i w dodatku braku takiej możliwości rozliczenia tzn. powiedzenia – źle zrobiliście, nie daliście sobie rady, bo zawsze -  nie to nie my to oni.
 
Prezydent RP: Ale trochę chyba nauczyliśmy się. Sądzę, że ta koalicja, która w tej chwili  powstaje...
 
A powstanie?
 
Prezydent RP: Myślę, że tak. Trudno mi sobie wyobrazić żeby zanim się zacznie już się skończyła, a poza tym wydaje mi się, że to rachunek by płacili bardzo wysoki, bo wyborca nie po to powierza swoje zaufanie komuś żeby ono zostało całkowicie jakby nawet nie wykorzystane, nawet nie spróbowano wykorzystać. Więc myślę, że powstanie. A druga rzecz – ta koalicja, która w tej chwili najbardziej przypomina mi tę koalicję 1993 – 1997. Dlaczego? Dlatego, że myśmy wtedy też mieli dość podobny wynik wyborczy. Wszystkie następne koalicje były bardzo zdominowane czy to przez AWS, przez SLD.
 
...
 
 
Prezydent RP: ... i kłótnie tak, ale proszę zauważyć, że to był jedyny przypadek gdzie SLD, które było w koalicji zaczynało rządzenie mając 21% głosów, a skończyło mając 27. PSL też był partią, który nieco stracił, ale to nie było odrzucenie tej koalicji, to był inny wybór...
 
Nawet był przypadek kiedy lider zwycięskiej partii nie wziął stanowiska premiera, prawda?
 
Prezydent RP: Ja wtedy, w 1993 roku nie zostałem premierem nie dlatego, że nie chciałem, tylko dlatego, że mi nikt tego nie zaproponował. To jest dość istotna różnica. Już wtedy Lech Wałęsa, ja nie wiem czy on do dzisiaj tego nie żałuje, ale gdyby wtedy zaproponował mi premierowanie to oczywiście przyjąłbym to i nie wiem czy byłbym dobrym premierem, ale na pewno i  historia mogłaby się zupełnie inaczej potoczyć.
 
Panie Prezydencie, ja bym jeszcze na koniec naszej rozmowy chciała wrócić do tej drugiej tury wyborów, bo nasi widzowie bombardują nas pytaniami kogo Pan poprze w drugiej turze.
 
Prezydent RP: W poniedziałek, umówiliśmy się ...
 
Ja wiem, że w poniedziałek.
 
 Prezydent RP: Nic więcej nie mogę zrobić.
 
Ale może zapytam z innej strony, czy bliższa jest Panu Polska liberalna czy Polska socjalna, solidarna?
 
Prezydent RP: Ja protestuję zdecydowanie przeciwko takiej dychotomii. Ja uważam, że to jest w ogóle bardzo...
 
To jest zły spór, który został zarysowany.
 
Prezydent RP: Ale oczywiście, że zły spór i mało tego spór na który odpowiedź jest tylko jedna. I liberalna tam gdzie trzeba i solidarna tam gdzie to konieczne. Ja sobie nie wyobrażam, że Polska może być nie solidarna gdy mówimy o bezrobociu, biedzie, pomocy dla osób potrzebujących, dostępie do edukacji.
 
Rozumiem, że nie będzie Pan głosował na kandydata, który ten spór wywołał.
 
Prezydent RP: Ja Pani powiem co innego, przeciwko czemu jestem, z tego też dużo będzie wynikało. Natomiast liberalna. Oczywiście, że Polska powinna być liberalna tam gdy mówimy o wolnościach gospodarczych, o wolnościach zrzeszania się, gdzie mówimy o prawach mniejszości także seksualnych, o ochronie prawa obywatelskich, o jednostce i godności jednostki, która powinna być szanowana, gdy mówimy o stosunku do różnych wyznań i kościołów oczywiście, że  to powinna być Polska liberalna, a nie Polska ideologiczna gdzie zakazuje się np. działalności jakimś organizacjom społecznym, które działają zgodnie z prawem, ale nam się nie podobają, bo mają niedobre idee. Więc to jest moim zdaniem spór fałszywy. Natomiast co ja uważam za niebezpieczne, nie pachnące takim eksperymentem bardzo ryzykownym, żeby nie używać słowa radykalizm, bo jeden z kandydatów protestuje, że się nadużywa tego słowa. To jest oczywiście koncepcja IV Rzeczypospolitej. Uważam, że to może sprowadzić Polskę na manowce. Bo po pierwsze projekt IV Rzeczypospolitej jest bardzo ideologiczny, a wszystkie projekty ideologiczne na świecie kończyły się źle. Po drugie, IV Rzeczypospolita rozumiana jako stosowanie prawa na skróty, Trybunałów, rozliczeń, dekomunizacji, rewanżu politycznego to też jest droga moim zdaniem fałszywa i wyczerpie nas bardzo, a efekty przyniesie niewielkie. Polska powinna iść taką oto drogą: tam gdzie nam się udało kontynuujemy, rozwijamy, a tam gdzie źle, gdzie po prostu coś się wyczerpało albo wręcz jest błędne (...)
 
Naprawiamy.
 
Prezydent RP: Nie tylko, że naprawiamy. Zmieniamy, odrzucamy, naprawiamy. Przecież nikt nie może dziś powiedzieć, że nie jest problemem korupcja w Polsce. No tak, tylko, że korupcja to nie oznacza, że Sejm zamieniamy w jedną wielką  komisję śledczą, a sądy zaczynają być trybunałami rewolucyjnymi. To są zupełnie dwie różne rzeczy. Więc w tym sensie jestem dużo bliższy każdego polityka i kandydata, który racjonalnie mówi właśnie tak – co dobre kontynuować, co złe zmieniać. Ktoś, kto mi proponuje eksperymenty polityczne pod hasłem IV Rzeczypospolita jest dla mnie mniej wiarygodny. Powiedziałem co powiedziałem.
 
Prezydent Aleksander Kwaśniewski był gościem ostatniego porannego programu przed pierwszą turą wyborów prezydenckich i na kilkanaście godziną przed ciszą wyborczą rozmawialiśmy z Prezydentem w Pałacu Prezydenckim. Dziękuję Panu, Panie Prezydencie.


Rozmawiali Katarzyna Kolenda-Zaleska i Grzegorz Miecugow
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.