przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Panie Prezydencie, może na początek, nie wiem, czy to jest temat do rozmowy akurat w ten sposób otwierać, ale doszło do pewnego wydarzenia, które być może opisuje świat, w jakim żyjemy — polski minister obrony narodowej będzie miał prawo podjąć decyzję o zestrzeleniu samolotu cywilnego porwanego przez terrorystów. Jesteśmy bodaj drugim krajem europejskim, w którym taka regulacja będzie miała miejsce po Niemczech. Zresztą Niemcy też podjęli tę decyzję bodaj wczoraj.

Prezydent RP:
Tak, ale to będzie regulacja ogólniejsza. Myślę, że bardzo wiele państw zdecyduje się na właśnie ten sposób reagowania w przypadku najwyższego zagrożenia, to znaczy kiedy samolot jest rozpoznany, kiedy wiadomo, że jego celem jest zniszczenie czegoś bardzo istotnego, a los pasażerów w istocie jest przesądzony, bo...

No więc właśnie, to jest skazywanie zakładników na śmierć. 

Prezydent RP:
Ale zakładnicy są skazani na śmierć przez terrorystów w każdym przypadku i ta dramatyczna decyzja może być podjęta tylko po to, żeby tych ofiar było mniej. Bo jeżeli będzie kierowany ten samolot w stronę na przykład wieżowca, co przeżyliśmy w Nowym Jorku, czy...

Jakiegokolwiek skupiska ludzkiego.

Prezydent RP:
Skupiska ludzkiego czy elektrowni atomowej - w Polsce akurat takich nie ma, ale na świecie są, co może mieć skutki jeszcze większe, tamy, która może zalać tereny i spowodować zgony tysięcy ludzi, to jest właśnie ten rodzaj zabezpieczenia, bardzo dramatyczny. Skóra cierpnie, jak człowiek pomyśli sobie, że mógłby się w takiej sytuacji znaleźć. No, ale po wielu dyskusjach specjalistów, fachowców takie rozwiązanie zostało przyjęte i myślę, że ono będzie ogólnie przyjęte przez wiele państw i będzie w pogotowiu, oby nigdy nie używane.

A dlaczego tu uprawnienie jest w rękach szefa resortu obrony, a nie zwierzchnika sił zbrojnych?

Prezydent RP:
Chodzi o to przede wszystkim (zresztą to też jest decyzja skonsultowana ze specjalistami z całego świata), żeby droga do podjęcia decyzji była stosunkowo krótka. Systemy parlamentarne, systemy konstytucyjne są różne w świecie, natomiast rozpoznanie musi się odbyć poprzez siły lotnicze, poprzez wojsko, bo przecież myśliwce, które pójdą w powietrze i zbadają sytuację, rakiety do zestrzelenia znajdują się również w gestii ministra obrony narodowej, więc jest to osoba najbardziej właściwa, żeby to ciężkie, podkreślam: strasznie ciężkie uprawnienie nosić przy sobie.

To też pokazuje, jak silny jest terroryzm, skoro podejmuje się takie decyzje w obawie przed możliwością ataku.

Prezydent RP:
Z jednej strony silny, z drugiej strony, jak sądzę, jednak fakt, że takie decyzję są podjęte, powinny terrorystów uspokajać czy powinny przynajmniej likwidować niektóre z metod, które są stosowane. Bo jeżeli ma nastąpić zestrzelenie samolotu, to oznacza, że nie można go użyć jako latającej bomby czy rakiety w stosunku do różnych obiektów. Więc to powinno ostudzać najbardziej szalone zapały.

W tym kontekście terroryzmu chyba jest właściwym pytanie, czy mają sens wybory w Iraku w tym terminie, w jakim są przewidziane.

Prezydent RP:
Chyba mają sens...

Na dobrą sprawę tam nie ma żadnej władzy, tam nikt nad tym nie panuje poza może wojskami amerykańskimi, ale i ci mają ofiary przecież.

Prezydent RP:
Ale po pierwsze ma sens dotrzymanie terminów, bo niedotrzymanie terminów właściwie powoduje, że wchodzimy w sytuację, że właściwie nie wiadomo, kiedy wybory byłyby, a więc to byłaby dodatkowa zachęta dla terrorystów, a poza tym byłoby to swoiste zwycięstwo terrorystów. Wydaje mi się, że przy wielkim wysiłku sił wojskowych, sił stabilizacyjnych i samych Irakijczyków jest możliwość przeprowadzenia wyborów co najmniej dobrych, czyli takich, które pozwolą wyłonić rząd o jako takiej legitymacji na ten pierwszy etap. Na pewno proces demokratyczny w Iraku się zaczyna, on się nie kończy. To jest pierwszy krok, ale ten krok trzeba uczynić. Ja jestem zdecydowanie za tym, żeby dotrzymać terminów, żeby wytrzymać tę presję nerwową. Im bliżej będzie daty wyborów, tym więcej będzie ataków, bo taki jest cel terrorystów. Dla nich odłożenie wyborów, doprowadzenie do ich zniweczenia byłoby sukcesem, a my jako ci, którzy chcą zakotwiczyć choć trochę sytuację w Iraku w oparciu o powołany rząd iracki, o parlament iracki, o jakiś fragment zgody narodowej, która powinna tam mieć miejsce, chcemy po prostu zupełnie innego scenariusza. I dlatego ja jestem twardo za przeprowadzeniem wyborów w planowanym terminie.

A my jak długo będziemy w Iraku, mając pełną świadomość, że nasze towarzystwo będzie topniało z dnia na dzień po decyzji ustępującego prezydenta Ukrainy o wycofaniu kontyngentu ukraińskiego? Teraz z kolei Bułgarzy przymierzają się do tego, by także swoich żołnierzy wycofać z Iraku i zostaniemy na...

Prezydent RP:
Nie, nie, są dwie rzeczy zupełnie różne, wszyscy chcą się wycofać z Iraku, włącznie z Amerykanami...

No tak, tylko że niektórzy już o tym głośno mówią.

Prezydent RP:
My też mówimy głośno, że chcemy się wycofać, natomiast, oczywiście, sposób wycofania, terminy muszą być racjonalne. I wczoraj rozmawiałem z panem Rybaczukiem, który będzie członkiem ekipy rządowej prezydenta Juszczenki, prawdopodobnie wicepremierem odpowiedzialnym za integrację europejską. Rozmawialiśmy na ten temat i otrzymałem zdecydowaną obietnicę, że Ukraińcy nie popełnią tu żadnego nerwowego ruchu bez konsultacji z Amerykanami, z nami, dlatego że jest poczucie odpowiedzialności, że jeżeli chcemy, żeby ta misja stabilizacyjna, którą zaczęliśmy, zakończyła się jakimś rezultatem, no to nie można tego wszystkiego zabrać w tej chwili i powiedzieć: a teraz róbcie, co chcecie.
Pamiętajmy także, że dla spraw irackich otwiera się pewna nowa perspektywa polityczna, która jest bardzo ważna. Mamy wybranego przywódcę Palestyny, jest zapowiedź rozmów Szarona z Abbasem, jest nowy rząd izraelski, właściwie szerokiej koalicji z udziałem labourzystów i Peresa, jest trudna, moim zdaniem, ale bardzo potrzebna decyzja Izraelczyków o wycofaniu się z Gazy. Jestem przekonany, że gdyby w najbliższych kilku miesiącach przy udziale Amerykanów (a pamiętajmy, że też mają sytuację lepszą, bo jest początek drugiej kadencji, a więc nie trzeba już o żaden wynik wyborczy walczyć) doprowadzić do powrotu co najmniej do drogi pokojowej między Palestyną a Izraelem i znaleźć pewne rozwiązania, będzie to miało ogromny wpływ również uspokajający na to, co się dzieje w Iraku, na cały Bliski Wschód, a na to, co się dzieje w Iraku także, bo to jakby odbiera pewien istotny argument działań terrorystycznych: że tak długo, jak Palestyńczycy są nieuznawani, tak długo będziemy walczyć jakby w ich imieniu.

A czy przy okazji rozmów z politykami ukraińskimi w czasie pomarańczowej rewolucji — i z prezydentem Kuczmą, i z obecnym, nowo wybranym prezydentem Juszczenką — nie próbował pan przekonać do tego, by wojska ukraińskie działały na tej samej zasadzie, czyli kończyły swój mandat na tej samej zasadzie jak polskie wojska? Bo skoro razem zaczęliśmy, to może i skończmy.

Prezydent RP:
Cały czas o tym mówimy. Myślę, że w decyzji prezydenta Kuczmy jest po pierwsze wola wyrażona przez parlament, ale też trochę taki, jakby to powiedzieć, żal wyrażony wobec Stanów Zjednoczonych, które nie popierały go, i sądzę, że też trochę tak psychologicznie należy tę decyzję odbierać. Ale to jest mój komentarz. Nie twierdzę, że tak jest na pewno, mam takie przeczucie. Będziemy rozmawiać. Nikt nie chce zostawać w Iraku, my też przecież zmniejszamy swój kontyngent, chcemy podzielić go na tę część, która jest w Iraku, i tę część, która jest do dyspozycji, gdyby takie były konieczności. Na pewno i Amerykanie, i Brytyjczycy też chcieliby się z Iraku wycofać, natomiast chodzi o to, żebyśmy dokończyli misję, a ważnym elementem dokończenia misji są te wybory i stworzenie rządu irackiego po wyborach, bo pamiętajmy — ja już o tym mówiłem panu — rząd iracki powinien określić mandat obecności wojsk międzynarodowych. Może się zwrócić do Narodów Zjednoczonych, które mogą określić swoje zaangażowanie, może wtedy nastąpić istotna zmiana konfiguracji państw, które uczestniczą w tej misji, w większym stopniu państwa muzułmańskie mogą zastąpić na przykład żołnierzy polskich czy ukraińskich. Myślę o takich krajach, jak Maroko, jak Tunezja, jak Pakistan, może nie w tej chwili Indonezja, która jest po ciężkim doświadczeniu tsunami i wojsko jest tam, na miejscu potrzebne. Ale jest bardzo wiele rozwiązań, byle uczynić ten krok, który pokaże, że w Iraku mamy rząd i ten rząd będzie określał dalszy zakres udziału i sił międzynarodowych.

Skoro mówimy o Ukrainie, Panie Prezydencie, spełniła się jedna z pana sugestii z przyszłością tego kraju związanych, zresztą mówił Pan o tym w wywiadzie dla najnowszego Tygodnika Powszechnego — Parlament Europejski przyjął rezolucję o możliwości przyszłego członkostwa Ukrainy w strukturach unijnych, i to miażdżącą większością głosów. Co to oznacza w praktyce? Czy to jest zaproszenie Ukrainy do negocjacji, czy, nie wiem, otwarcie drzwi w kierunku umożliwienia takiego ruchu?

Prezydent RP:
To nie jest jeszcze zaproszenie Ukrainy, ale to jest bardzo ważna... Na pewno otwarcie drzwi, ważna polityczna decyzja, szczególnie ta większość jest tutaj istotna. I w moim przekonaniu wskazanie Komisji Europejskiej i stronie ukraińskiej, żeby siąść za stołem i przygotować już bardzo konkretny plan i kalendarz najpierw przygotowań niezbędnych, dopasowania wielu standardów, które muszą być dopasowane, bezpośrednich rokowań i później już samego wstąpienia do Unii. Trzeba pamiętać, że to nie będzie proces łatwy ani szybki. Mówi się o dziesięciu, piętnastu latach. Raz jeszcze cytuję wczorajszą rozmowę: jest wielka nadzieja Ukraińców, do tej pory spełniana, że będziemy pomagali w takich kwestiach techniczno-proceduralnych związanych z Unią Europejską, że będziemy im wskazywali również, jak wiele spraw można załatwić szybciej, bo przecież znamy to ze swojego doświadczenia. Decyzja jest niezwykle ważna. Myślę, że pójdą za nią kolejne. Może być to bardziej konkretne, bardziej urzędowe ze strony Komisji Europejskiej, ale przede wszystkim to jest sygnał dla tych pomarańczowych demonstrantów, że ich wysiłek zyskuje odzew w Europie, bo wielokrotnie jak widzieliśmy tych ludzi w kurtkach pomarańczowych czy z szalikami pomarańczowymi na ulicy, to oni właśnie cały czas patrzyli głęboko nam w oczy i pytali, czy wy się od nas nie odwrócicie, że my zejdziemy sobie z tego placu, pójdziemy do domu, a później i tak Europa o Ukrainie zapomni. Więc ja widzę, że będzie dobrze.

Co ważne, treść tej rezolucji jest tworzona polskimi rękami, niektóre z tych poprawek są autorstwa polskich eurodeputowanych, między innymi kwestia ułatwień wizowych dla Ukraińców, uznania tego kraju za kraj o gospodarce rynkowej czy wreszcie poparcia do wejścia do Światowej Organizacji Handlu. Ale mówimy o Parlamencie Europejskim, a stosunek Komisji Europejskiej do Ukrainy jest inny, o czym Pan prezydent dobrze wie. Jest bardziej, mówiąc delikatnie, wstrzemięźliwy.

Prezydent RP:
Jest wstrzemięźliwy, dlatego że Komisja Europejska odpowiada już za tę bardzo konkretną materię, czyli ile ustaw zostało przyjętych, ile standardów Unii Europejskiej jest zaakomodowanych przez stronę ukraińską, na ile są wyeliminowane te słabości, które Unia Europejska wskazuje. Poza tym pamiętajmy, że decyzja o wejściu czy nawet rozpoczęciu negocjacji oznacza najpierw możliwość korzystania z funduszy preakcesyjnych, czyli tych przed wejściem, a później, już jako członek, akcesyjnych. Więc, mówiąc szczerze, Komisja musi być tu ostrożniejsza, bo ona musi również decydować o pieniądzach i nie są to pieniądze...

No, Turcja i Ukraina razem to tego Unia mogłaby nie przeżyć.

Prezydent RP:
To może być pewien istotny problem przede wszystkim z naszego punktu widzenia, tylko pamiętajmy, że dziesięć–piętnaście lat, o których mówimy, w perspektywie i ukraińskiej, i tureckiej to jest ten czas, kiedy powinniśmy jak najlepiej swoją szansę wykorzystać. I ten czas jest dla nas. Pamiętam moją dyskusję w Hiszpanii, kiedy pytano mnie, jak wytłumaczyłbym Hiszpanom, że teraz mają już nie mieć środków z Unii, a Polska będzie je miała, i wtedy powiedziałem: ja mam najprostsze wytłumaczenie — teraz nasza kolej.

I tak to zostało przetłumaczone, Panie Prezydencie.

Prezydent RP:
Tak to zostało przetłumaczone.

Słowo w słowo, nie było żadnych problemów?

Prezydent RP:
Słowo w słowo. Zresztą zdaje się, że rozmowa była po angielsku, więc nie trzeba było tłumaczyć. Z drugiej strony za te piętnaście lat, kiedy Ukraina i Turcja będą wstępować do Unii i będziemy pytać, dlaczego to oni mają teraz dostawać, a nie my, to też trzeba będzie zrozumieć, że teraz to będzie ich kolej. Na tym polega zasada europejskiej solidarności. Zresztą na tym polega w jakimś sensie cała koncepcja Unii Europejskiej od początku. Więc rozumiem, że Komisja musi być bardziej ostrożna, musi być bardziej wymagająca, musi być bardziej konkretna, natomiast...

Ale nie może być zamknięta na propozycje Parlamentu czy decyzje Parlamentu wręcz.

Prezydent RP:
Nie może być zamknięta i ta wola polityczna europejska powinna być wypowiedziana przecież nie tylko przez Komisję, ale także przez poszczególne rządy europejskie. Myślę, że w tej chwili ważniejsze nawet od tego, co powie Komisja, to jest to, co powiedzą poszczególne rządy. Rząd polski powiedział jasno: tak jest, Ukrainę widzimy w Unii i trzeba po prostu pokazać konkretną perspektywę wejścia i przygotowań Ukrainy do akcesji.

Kiedy Pan się będzie spotykał z prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenką?

Prezydent RP:
Wczoraj otrzymałem informację, że ze względu na różne jeszcze proceduralne trudności inauguracja będzie bodajże 22 stycznia, na którą jestem zaproszony, zaproszeni są właściwie inni też negocjatorzy, zaproszenie jest otwarte dla tych, którzy będą chcieli przyjechać. A później, dwudziestego siódmego będziemy widzieć się z prezydentem w czasie obchodów 60 rocznicy wyzwolenia obozu w Oświęcimiu. A zaraz po tym będziemy widzieć się w Davos, ponieważ — co też ważne — w Davos będzie taki swoisty dzień ukraiński z przemówieniem Juszczenki w obecności wielu polityków, biznesmenów z całego świata w tej największej sali, która gromadzi prawie dwa tysiące ludzi. I wierzę, że to będzie też taki moment nie tylko uznania Ukrainy jako ważnego partnera, ale też pewnego impulsu dla Ukrainy, że jedziemy teraz dalej razem.

Zatrzymajmy się na sekundę, Panie Prezydencie, przy uroczystościach związanych z 60-leciem wyzwolenia obozu zagłady Auschwitz–Birkenau. To będzie z punktu widzenia liczby polityków z tak zwanej górnej półki chyba największe wydarzenie po ubiegłorocznych obchodach rocznicy lądowania w Normandii. Jak się wykorzystuje takie okazje? Czemu one służą, poza upamiętnieniem tego, co działo się przez pięć lat na terenie tego obozu?

Prezydent RP:
To jest upamiętnienie, myślę, bardzo ważne. Zginęło tam ponad milion ludzi, spotkamy prawdopodobnie po raz ostatni tych, którym udało się uratować, bo to jest 60 lat od wyzwolenia. I to jest przede wszystkim okazja, żeby tę wiedzę o zbrodni oświęcimskiej, o obozach koncentracyjnych, o holokauście, o wielkiej zbrodni, którą nazizm zorganizował tutaj, przekazać światu. Jak bardzo to jest potrzebne, to nie chcę być przykry dla rodziny królewskiej w Wielkiej Brytanii, ale ostatni ten przypadek pokazuje, że młodzież, wydaje się, bardzo dobrze wykształcona i na pewno z bardzo dobrych domów, wykazuje zerową wiedzę i wrażliwość. Dzisiaj zresztą słyszałem, że książę Karol zalecił synowi, żeby przyjechał do Auschwitz, myślę, że to jest mądra decyzja. Natomiast ja wiem, że wiedza o tej przeszłości jest bardzo mizerna wśród młodego pokolenia w świecie. Sądzę, że Polacy, Żydzi są dużo lepiej, że tak powiem, poinformowani, aniżeli nawet Niemcy. Stąd to upamiętnienie musi skupić się właśnie na tym, żebyśmy trafili z informacją do tak szerokich rzesz społecznych, jak się tylko da, i obecność tylu państw, przedstawicieli państw daje szansę. Natomiast politycznie to jest spotkanie, gdzie kilka godzin spędzamy ze sobą w różnych miejscach. Najmniej szansy rozmów jest w czasie samych uroczystości, one trwają dwie godziny, ale przecież będziemy jechać razem autobusem, będziemy wspólnie jeść obiad, będziemy mieli okazję do spotkania na forum organizowanym wcześniej przez Kongres Żydowski w Teatrze Słowackiego czy w Starym... w Teatrze Słowackiego w Krakowie. Więc takich okazji do rozmów, do spotkań, do wymiany uwag...

Czyli będzie można postawić kilka pytań i spróbować uzyskać kilka interesujących odpowiedzi czy to od prezydenta Rosji, czy od prezydenta Francji?

Prezydent RP:
Ależ oczywiście, od wszystkich. Myślę, że to będzie też okazja do rozmów między nimi, z której skorzystają, bo jak widać z tego kalendarza, ta pierwsza wizyta Juszczenki w Rosji nie będzie miała miejsca przed tymi wydarzeniami, wszystko na to wskazuje. Więc sądzę, że to jest zawsze taka szansa, żeby w bardzo nieformalny sposób porozmawiać, choć, oczywiście, nie są to rozmowy typu siadamy za stołem, mamy mnóstwo papierów przed sobą i punkt po punkcie omawiamy, co trzeba robić.

Ale musi się Pan liczyć z tym, Panie Prezydencie, że któryś z przywódców krajów nieformalnie zapyta Pana: a kiedy to, Panie prezydencie, wybory będziecie mieli parlamentarne?

Prezydent RP:
Konstytucja mówi jasno, kiedy powinny być wybory, czyli we wrześniu, natomiast...

Ale co mówi na ten temat prezydent państwa?

Prezydent RP:
Toczymy rozmowy. Ja uważam, że termin czerwcowy jest terminem do zaakceptowania...

Ale który? Dziewiętnasty czy dwudziesty szósty?

Prezydent RP:
Może być dziewiętnasty, może być dwudziesty szósty. Przyznam szczerze, że tego zamętu związanego z wizytą papieża w ogóle nie rozumiem, dlatego zresztą pytany przez... pani Kolenda mnie pytała o to, czy coś wiem, ja wiem jedno — że w ogóle w planie tego nie było ani nie dyskutowano nawet na ten temat, takiego terminu wizyty. Być może były jakieś bardzo odległe przymiarki. Natomiast gdyby, oczywiście, wizyta dochodziła do skutku, zaproszenie dla papieża do Polski jest przecież zawsze otwarte, to uważam, że nie ma tu kolizji, może być tydzień wcześniej, tydzień później, może być jeszcze inny termin, ale tego bym w ogóle nie wiązał. Wydaje mi się, że mamy do czynienia z jakimś nadużyciem interpretacyjnym, nazwę to dyplomatycznie.

Ale pozostawiając ten wątek papieski na boku, to co z terminem?

Prezydent RP:
Termin, jak mówię, może być czerwcowy plus referendum, przy czym się upieram, referendum dotyczące traktatu konstytucyjnego wraz z pierwszą turą wyborów prezydenckich. Tutaj mam swoją rolę, bo to ja mogę zwrócić się o organizowanie referendum...

O ile Senat się zgodzi.

Prezydent RP:
O ile Senat się zgodzi, myślę, że się zgodzi. Natomiast sprawa terminu wyborów parlamentarnych jest przede wszystkim w rękach posłów, bo to oni muszą zagłosować o skróceniu kadencji. Jeżeli nie, to wyznaczę ten termin zgodnie z Konstytucją, bo to jest znowu rola prezydenta, we wrześniu, bodajże na dziewiętnastego czy na dwudziestego któregoś września. Ale nie chcę improwizować, bo w tej chwili tej daty...

A ten pomysł polityków Sojuszu Lewicy Demokratycznej, w skrócie nazywany trzy w jednym, czyli pierwsza tura wyborów prezydenckich, wybory parlamentarne i referendum konstytucyjne?

Prezydent RP:
Jestem bardzo sceptyczny, bo uważam, że w Polsce takie nagromadzenie wydarzeń wcale nie powoduje zwiększenia zainteresowania, a poprzez zamęt powoduje jeszcze mniej udziału w wyborach i więcej bałaganu. Dlaczego uważam, że wybory prezydenckie i traktat jest logicznym połączeniem? Dlatego, że raz — frekwencja jest wysoka, czyli daje możliwość przekroczenia 50% progu dla referendum, a dwa — że będzie również istotnie pokazywała poglądy kandydatów. Musimy wiedzieć, który z kandydatów na prezydenta jest za traktatem, który jest przeciw, który jest za naszą obecnością w Unii Europejskiej, który jest przeciw. Sądzę, że to będą istotne kwestie, żeby ocenić człowieka, który na kolejnych pięć lat ma pełnić urząd numer jeden w państwie.

A ten pomysł, by dołączyć jeszcze wybory parlamentarne, jak Pan ocenia? Pomijając to, o czym Pan mówi, ale z politycznego punktu widzenia o co walczy SLD w tym przypadku, składając taką propozycję?

Prezydent RP:
W moim przekonaniu w tym momencie w sposób nieuchronny sprawa traktatu... na pewno najwięcej emocji, najwięcej boju, najwięcej walki wzbudzają wybory parlamentarne, czyli połączenie wyborów parlamentarnych na przykład z wyborami prezydenckimi (zastanawiam się, na ile to jest konstytucyjnie w pełni dopuszczalne, bo są tu różne zdania ekspertów) powoduje, że właściwie mamy wybory parlamentarne i wysunięci przez te partie kandydaci startują jako swoiści liderzy drużyn, które pojawiają się w tym wyścigu. Nie wiem, czy to jest dobre, na pewno to jest fatalna wiadomość dla wszystkich kandydatów, którzy chcieliby startować jako kandydaci niezależni, bo to powoduje ich całkowite ściśnięcie w tej walce. Natomiast, oczywiście, traktat wtedy staje się sprawą naprawdę trzeciorzędną w tym wszystkim. Dlatego w moim przekonaniu lepiej jest, niech te wybory parlamentarne odbędą się, niech ta batalia twarda, jaka w Polsce będzie...

Wcześniej, w czerwcu.

Prezydent RP:
Wcześniej, w czerwcu, we wrześniu czy w październiku wybory, pierwsza tura, druga tura i przy pierwszej turze traktat konstytucyjny.

„Stosowny autorytet, legitymacja moralna i polityczna” — to o panu Krzysztof Janik w sprawie łączenia lewicy.

Prezydent RP:
(westchnięcie)Prowadzę te rozmowy, one na razie mają charakter rozmów dyskretnych, to znaczy zapraszam liderów, rozmawiamy. Westchnąłem dlatego, że to westchnięcie oznacza, jak trudne jest to zadanie.

No, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

Prezydent RP:
Nie, nie, ja to doskonale wiem, tylko że — jakby to powiedzieć — niech to westchnięcie starczy na razie za komentarz. No, ale będziemy dalej rozmawiać. Wydaje mi się, że musi też dojść do spotkania liderów różnych grup lewicowych, które muszą powiedzieć jasno, czy jest gotowość do współdziałania, czy nie. Jeżeli nie ma, to wtedy na lewicy będą dwie, a może trzy listy, czy będzie możliwość wyłonienia jednego kandydata w wyborach prezydenckich. Pewnie większa niż stworzenia wspólnej listy w wyborach parlamentarnych. Ale do takiego momentu musi dojść stosunkowo niedługo, dlatego że gdyby trzymać się czerwcowego terminu, no to czasu już prawie nie ma.

I wtedy spełni się to, co powiedział bodaj Jan Rokita, że nastąpiła polonizacja polskiej lewicy. W każdym calu specjalizowała się w tym, a tymczasem teraz mamy czas na lewicę.

Prezydent RP:
W jakimś sensie tak. Być może rzeczywiście zjednoczenie lewicy, czyli powstanie Sojuszu Lewicy Demokratycznej jako jednej partii, która zresztą odniosła bezprecedensowy sukces...

I klęskę przy okazji też.

Prezydent RP:
No tak, ale najpierw porozmawiajmy o sukcesie. Było procesem zbyt nagłym. Ja zresztą przestrzegałem przed tym, nie byłem wielkim zwolennikiem, żeby w sposób tak bardzo szybki przekształcać tę koalicję lewicową, którą sam współtworzyłem w roku 91, w jednolitą partię. Przekonano mnie, że to będzie bardziej funkcjonalne, bardziej zdyscyplinowane. Okazało się, że niekoniecznie, dlatego że powstanie takiej wielkiej partii jednak wymaga całego procesu dojrzewania, wewnętrznych przekształceń, sprawdzania ludzi, rezygnowania z tych ludzi, którzy są po prostu nieodpowiedni czy myślą wyłącznie egoistycznie. No, stało się jak się stało. Na pewno jest bardzo wiele wniosków i te wnioski są różne dla różnych ugrupowań. Myślę, że Marek Borowski na przykład ze swoją partią dzisiaj właśnie mówi, że on jest przeciwny temu, żeby cokolwiek tu przyspieszać, niech te partie sprawdzą się osobno w swoich elektoratach w tej postaci, w jakiej dzisiaj są, po to, żeby później może spotkać się już bardziej na jakiejś płaszczyźnie współpracy. SLD wykazuje gotowość do rozmów większą, ale też jest, jakby powiedzieć, w sytuacji szczególnej. Długo by o tym mówić, skończę tym, że takie rozmowy się toczą. Mam nadzieję, że sfinalizujemy je wspólnym spotkaniem, na którym będzie jasno powiedziane: tak to tak, nie to nie, i już wtedy trzeba szykować się do wyborów.

I w jednej sali, w jednym pokoju będą siedzieli: Józef Oleksy, Marek Borowski, Pan, tak?

Prezydent RP:
Myślę, że tu nie będzie... Nie, w to wierzę akurat...

I Marek Borowski powie, że przepraszam cię, Józefie, za ten skansen, co to powiedziałem, że to SLD teraz jest...

Prezydent RP:
Nie, myślę, że to, co zostało powiedziane, to zostało powiedziane, natomiast mamy do czynienia z politykami bardzo doświadczonymi, bardzo dojrzałymi, a poza tym — co chcę panu powiedzieć — z ludźmi kulturalnymi. W związku z tym niewątpliwie siąść razem można, natomiast co z tego wyniknie? To tak jak między kulturalnymi ludźmi — różnie bywa, może nic nie wyniknąć.

A może też z takimi, którzy poza polityką nie mają pola innej działalności i gdyby wypadli z Parlamentu, byłby problem, co ze sobą zrobić.

Prezydent RP:
Wydaje mi się, że akurat mówi pan o osobach, które...

Pomijam już te największe nazwiska partyjne, ale to najbliższe zaplecze.

Prezydent RP:
Inni być może tak, ja nie wykluczam, że na zapleczu to myślenie „a co ja będę robił dalej?” jest bardzo silne. Zresztą trudno się dziwić. Natomiast gdy pan mówi o liderach, to wydaje mi się, że Józef Oleksy może świetnie dawać sobie radę w roli, którą zresztą uprawia i dziś — wykładowcy. Marek Borowski jest na pewno człowiekiem, który ze względu na wiedzę ekonomiczną znalazłby miejsce w różnych działaniach o charakterze właśnie gospodarczym. Tak że nie, ci ludzie się nie pogubią. Zresztą źle byłoby, gdyby się pogubili, bo są zbyt cenni. A jak powiedziałem, Polska to nie jest kraj nadmiaru talentów, Polska to jednak jest kraj, gdzie tych talentów nieco brakuje...

A jeśli są, to potrafimy je zmarnować.

Prezydent RP:
A potrafimy zmarnować. A jak nie chce pan mówić o polityce, to porozmawiajmy o sporcie, o piłce nożnej, będzie pan widział, że z talentami nie jest tak bogato, jakbyśmy chcieli.

Ale mieliśmy wielkie talenty i wykorzystane.

Prezydent RP:
Były talenty i należy je wykorzystywać, bo to jest prawdziwy skarb narodu, to jest rzeczywiście ta wartość, na którą trzeba chuchać, szlifować i budować na tym.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.