przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Rozmawiał Pantelefonicznie z prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenką. Wyjaśnił, o co chodzi?

Prezydent RP: Przed wyborami parlamentarnymi, które mają sięodbyć w marcu przyszłego roku, zaczęły się w obozie pomarańczowej rewolucjikłótnie i zaczęła szwankować współpraca rządu, administracji prezydenta, RadyBezpieczeństwa Narodowego i Obrony. I wymagało to twardej reakcji prezydenta.Juszczenko publicznie mówił: "słuchaliście mnie, ale nie słyszeliście, ja niebędę niańką dla prywatnych ambicji". Juszczenko miał dwie propozycje dlaskłóconych: dogadajcie się albo odejdźcie, dajcie szansę popracować innym, asami zajmijcie się kampanią wyborczą i budujcie platformę polityczną na powyborach 2006.
Juszczenko uważa, że ten pierwszy wariant byłby lepszy, choć w moim przekonaniujest spóźniony. Był możliwy w pierwszych trzech miesiącach po rewolucji, czylido marca-kwietnia. Wtedy wraz z przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi byłabyszansa na zbudowanie silnej koalicji, która mogłaby niezbędne reformyprzeprowadzić.  Ponieważ to się nieudało, trzeba się liczyć z tym, że teraz różne ugrupowania pójdą do walkiwyborczej oddzielnie, że do czasu wyborów nowy rząd będzie wykonywał zadania wbezpośredniej dobrej współpracy z Juszczenką i będzie to rząd bardziejtechniczny niż polityczno-wyborczy. No i trzeba mieć nadzieję, że po wyborachbędzie możliwe stworzenie koalicji, która będzie chroniła wartościpomarańczowej rewolucji.

To, co się dzieje na Ukrainie, Pana zaskoczyło?

Prezydent RP: Żadne z wydarzeńukraińskich nie powinno nas, Polaków, zaskakiwać. My możemy występować jakoeksperci. Jest logika takich przemian: najpierw jest wielki ruch społeczny,bardzo zróżnicowany wewnętrznie, ale spojony jedną ideą czy kilkoma wartościami(na Ukrainie była to suwerenność, demokracja, uczciwość polityczna, walka ogodność ludzką), później kierując państwem, ci ludzie napotykają problemy,spada im poparcie, bo muszą podejmować niepopularne decyzje, pojawiają sięambicje własne, myślenie o tym, co po wyborach. To wszystko działo się w Polscew latach 1990-91 i zostało nazwane "wojną na górze". Ale naszprzykład pokazuje, że przy takich kryzysach, charakterystycznych dlatransformacji, nie musi być utracony z pola widzenia główny cel. Polska mimowojny na górze, mimo zmieniających się rządów, osiągnęła główne cele: jesteśmyw Unii Europejskiej, w NATO, mamy gospodarkę rynkową i demokrację.

Czy zbliżające się wybory to główny powód kryzysu?

Prezydent RP: Nie, one go tylkoprzyspieszyły. Problemem jest materia: rozbuchane oczekiwania, politykaspołeczna, konieczność dokonania reform, wejście w konflikt interesów z wielomagrupami kapitałowymi. Z drugiej strony, o czym Juszczenko mi powiedział, egoizmpolityków i skłonność do korupcji. Jeśli nawet cień podejrzeń o korupcję jestformułowany wobec ekipy, która głośno mówiła, że chce być czysta i walczyć z tąplagą czasów Kuczmy, to wymagania wobec nich muszą być wysokie.

I pamiętajmy o tym, że prezydent Juszczenko działa pod presją czasu z kilkupowodów: uciekająca energia rewolucji, zbliżające się wybory i własne zdrowie,o które nieustannie walczy.

Może kryzys wziął się stąd, że reformy nie ruszyły już wiosną tego roku?

Prezydent RP: Na pewno. Aledeterminacja była. Rozejście się Juszczenki i Tymoszenko nie było spowodowanetym, że jedno z nich chciało szybkich reform, a drugie - nie. Chodziło o to, żebez ducha zespołowego, bez zbudowania silnej parlamentarnej koalicji trudnobyło te reformy przeprowadzić. Już nie mówiąc o oporze społecznym, który jest,gdy chodzi o politykę socjalną czy interesy dużych grup kapitałowych. Rozmawiałemz Juszczenką na początku roku, sugerowałem, by wykorzystał ten niezwykły czastuż po rewolucji, tę niezwykłą energię społeczną, ten nastrój. I by zbudowałbardzo szybko silną pomarańczową koalicję (wtedy politycznym, naturalnymliderem tej koalicji była Julia Tymoszenko). Koalicja doprowadziłaby doprzyspieszonych wyborów, wygrała je i opracowała plan reform, korzystając zwielkiego zaufania społecznego. Ale prezydent Ukrainy przyjął inne rozwiązanie.

Czy ludzie pomarańczowej rewolucji mogą się rozejść i konkurować w wyborach?Analitycy mówią, że Tymoszenko być może będzie w opozycji do Juszczenki.

Prezydent RP: Teraz partie będą szłydo wyborów na własną rękę, już nie wspólnie, ale miejmy nadzieję, że partieproreformatorskie będą w stanie utworzyć większość, ale to może potrwać kilkamiesięcy po wyborach. Może się więc okazać, że dopiero w II połowie przyszłegoroku będzie możliwość przeprowadzania reform. Wtedy, niemal dwa lata porewolucji, nastroje będą już inne. I to jest najbardziej ryzykowna część tego,co się dziś dzieje na Ukrainie. Pytałem prezydenta, jak wyglądało rozstanie zpanią premier. Mówił, że jak każde rozstanie nie było łatwe. Ale raczej wydajesię, że drzwi nie zostały zatrzaśnięte, że ich wspólny życiorys Majdanu pozwoliim razem pracować.

Co teraz?

Prezydent RP - Nie wolnodramatyzować, nie wolno przesadzać, trzeba zachować konsekwentną politykęPolski i UE wobec Ukrainy. Jest kryzys na szczytach władzy, ale byłoby fatalnieogłaszać koniec pomarańczowej rewolucji, co czynią niektórzy eksperci rosyjscyz nieukrywaną radością.

Prezydent Putin powiedział, że Rosja już dawno ostrzegała Ukrainę przedskorumpowanymi ludźmi z ekipy Juszczenki.

Prezydent RP: Cieszy mnie, że wkońcu i Rosji zależy na pomyślności Ukrainy.

 
 
Rozmawiała: Agnieszka Kublik
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.