przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
W gazetach ostatnie sondaże, cisza od północy. Gdyby pan prezydent zechciał rzucić okiem...

Prezydent RP: Rzucam.

...bo pewnie jeszcze dzisiejszych gazet nie przeglądał.

Prezydent RP: Nie, przeglądałem, a...

Tutaj ma pan wersję sejmową w wykonaniu „Rzeczpospolitej” – bez Sojuszu Lewicy Demokratycznej, tutaj w „Gazecie Wyborczej” – bez Polskiego Stronnictwa Ludowego. Zwycięzcy są znani – Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, w jednym, jak i drugim przypadku kwestia liczby mandatów, Samoobrona ma tyle samo – po 59 według tych sondaży. No i co pan na to? Tak będzie? Czy będzie bardziej po „Wyborczej”, czy bardziej po „Rzeczpospolitej”?

Prezydent RP:
Wie pan, nie ma co, nie jestem prorokiem. Myślę, że już to, co można w prognozach powiedzieć, zostało dzisiaj powiedziane. Zdaje się, że od dzisiaj wieczorem będzie już cisza wyborcza i nie będzie można sondaży drukować. I dobrze, dlatego że w wyborach prawdziwym suwerenem jest wyborca i to on zadecyduje, jak będzie. I tak naprawdę w niedzielę wieczorem okaże się, czy biura sondażowe miały dużo racji, średnio racji czy w ogóle nie miały racji, czy zdarzy się tak jak w Niemczech, gdzie wyraźnie wyniki wyborcze nie pokryły się z sondażami. Ja mam nadzieję, że te wyniki będą nieco inne, to znaczy uważam, że takie jak dzisiaj pokazują sondaże, oznaczałyby triumf jednej strony, triumf, nie zwycięstwo, a triumf, a każdy triumf jest niebezpieczny, bo niesie w sobie zarodek arogancji, pychy, błędów, nie liczenia się z nikim. Myślę więc, że wyborcy, że tak powiem trochę tutaj złagodzą to zwycięstwo.

Natomiast byłoby również źle, gdyby ten Parlament okazał się, gdy chodzi o pozycję, gdy chodzi o kontrolę władzy, tak bardzo słaby. Dlatego ja mam nadzieję, że będzie Sojusz Lewicy Demokratycznej, choćby po to, żeby mógł w Sejmie odpowiadać na pytania dotyczące ostatniego czterolecia, również tego, co złe, ale także tego, co dobre. Chciałbym, żeby była Socjaldemokracja Polski Marka Borowskiego, bo to też byłaby racjonalna siła opozycyjna. Sądzę, że byłoby dla polskiej demokracji i dla kultury politycznej w Polsce dobrze, gdyby można było w Sejmie widzieć Partię Demokratyczną, choćby z taką wybitną postacią, jak Tadeusz Mazowiecki. Tak że wie pan, ja sądzę, że także historyczna partia – Polskie Stronnictwo Ludowe – też ma przecież swoją rolę do spełnienia. Więcej tych partii w Sejmie, tych, które dzisiaj tutaj raz przekraczają próg 5%, raz nie, może być istotne.

I z tego jaki ja wniosek wysuwam i co wszystkich państwa słuchających proszę – żeby wziąć udział w tych wyborach, żeby zagłosować, żeby wyrazić swoje poglądy, żeby nie lokować się wyłącznie w obozie zwycięzców. Bo to jest łatwe, każdy z nas chce wygrywać, ale to nie jest jednak kibicowanie drużynom piłkarskim, to jest dużo więcej – to jest powierzenie własnego głosu komuś, który później musi odpowiedzialnie ten głos wykorzystać dla dobra wspólnego. Stąd chciałbym, żeby te wszystkie chwilowe zniechęcenia, frustracje odłożyć nieco na bok i po prostu zapewnić Polsce mocną, pluralistyczną demokrację, a to oznacza udział w wyborach i to oznacza, żeby ten kształt Sejmu był bogatszy aniżeli sondaże pokazują.

Jak pan sądzi, jak procent uprawnionych pójdzie w niedzielę głosować?

Prezydent RP:
Wie pan, to kto wie, czy to nie jest jeszcze większe proroctwo, dlatego że do tej pory w wyborach parlamentarnych w Polsce uczestniczyło zazwyczaj czterdzieści kilka procent wyborców. W wyborach prezydenckich w I turze to było około 60%, raz w drugiej turze w 1995 roku osiągnęliśmy 70%. Frekwencja w referendum europejskim była 58%, co jest na polskie warunki wynikiem niemalże fenomenalnym. Gdybyśmy osiągnęli frekwencję powyżej 50%, uznałbym, że polska demokracja uczyniła istotny krok naprzód. Jeżeli będzie poniżej 50%, będziemy mogli powiedzieć, że, niestety, nic się nie zmienia. Gdyby było mniej, no to trzeba byłoby bardzo poważnie zastanowić się z udziałem i socjologów, i polityków, i organizacji pozarządowych, co robić z pasywnością społeczną. Bo nie da się budować społeczeństwa obywatelskiego z udziałem w wyborach 40%. To są po prostu wykluczające się koncepcje, tym bardziej...

Czasem można się obrazić na społeczeństwo, więc...

Prezydent RP:
Nie, to nie jest obrażanie... To wie pan, o obrażaniu w ogóle nie mówimy, mówimy raczej o takim kształtowaniu życia publicznego, o takiej rozmowie ze społeczeństwem, żeby ludzi wciągać do takiej aktywności. To nie musi być od razu aktywność na poziomie członkostwa w partii politycznej, ale na pewno aktywność rozumiana w samorządzie lokalnym, w organizacjach pozarządowych, na uczelni, w szkole... Nie można mówić, że chcemy demokracji, a jednocześnie w niej nie uczestniczyć, no bo tu jest niespójność, tu jest wyraźne pęknięcie. Ale zobaczymy, wie pan, może razem będziemy się cieszyć, że ta frekwencja jest wyższa. Ja namawiam w każdym razie, bardzo serdecznie wszystkich państwa namawiam do udziału w wyborach i proszę...

I do drugich.

Prezydent RP:
No tak, do drugich będziemy mieli jeszcze trochę czasu. Zresztą akurat wybory prezydenckie są zazwyczaj z wyższą frekwencją, natomiast w wyborach parlamentarnych proszę o udział w wyborach. I również proszę, żeby głosować na te partie, które są najbliższe wam, żeby rzeczywiście ta scena polityczna odzwierciedlała prawdziwe poglądy Polaków, a więc na te małe partie, które dziś wahają się na progu wyborczym, również głosować, nie bać się, tylko po prostu wyrazić poglądy, bo wybory są właśnie po to.

Panie prezydencie, czy miał pan dylemat, czy w ogóle poprzeć SLD, czy kiedy to zrobić?

Prezydent RP:
Moje związki z Sojuszem Lewicy Demokratycznej są dosyć przecież oczywiste i znane. Ja byłem twórcą Socjaldemokracji Rzeczpospolitej Polskiej w roku 1990 i wraz z Włodzimierzem Cimoszewiczem tworzyliśmy sojusz wyborczy SLD już wtedy, Sojusz Lewicy Demokratycznej w roku 1991. Później ta partia podlegała przekształceniom, formalnie nigdy przecież członkiem partii już żadnej po SdRP nie byłem. Natomiast emocjonalnie, oczywiście, życzę im jak najlepiej, a tym bardziej że jest to partia, która dokonała zmiany, także zmiany generacyjnej. Więc uznałem, że moim obowiązkiem, trochę takiego weterana, jest również powiedzieć tym młodym ludziom: „Tak jest, idźcie naprzód, to jest wasz czas, wasza zmiana”. A lewica Polsce jest potrzebna, lewica jest potrzebna polskiej demokracji. I jestem przekonany, że ci, którzy chcą głosować na SLD, powinni to zrobić, ci, którzy chcą głosować na lewicę, mają do wyboru i Sojusz Lewicy Demokratycznej, i Socjaldemokrację Polski Marka Borowskiego.

No i byłoby źle, gdyby wyborcy lewicy ze względu na rozliczne frustracje, a takich nie szczędził im ostatni czas, zostali w domach. To jest bardzo ważny sygnał z mojej strony, bo – jak mówię – tu już nie chodzi o władzę, tu chodzi o równowagę polskiej demokracji, tu chodzi o to, żeby również w Sejmie można było racjonalnie, a nie tylko w kategoriach bezpodstawnych oskarżeń czy takich właśnie klisz myślowych rozmawiać o minionym czteroleciu, kiedy Socjaldemokracja Polska i SLD w jakimś sensie współtworzyły władzę.

Mówi pan o sobie jako weteranie lewicy, Sojuszu Lewicy Demokratycznej czy Socjaldemokracji Rzeczypospolitej. Ale po tym, co pan powiedział w Kielcach od razu Władysław Frasyniuk stwierdził, że jest pan nie tyle weteranem, co zakładnikiem swojej formacji politycznej. Demokraci, na których panu zależy, żeby byli w Parlamencie, demokraci.pl, okazuje się, że mają o panu konkretne zdanie po tym, co pan uczynił.

Prezydent RP:
Wie pan, ale ja mówię w tej chwili... Zapewne poza SLD niekoniecznie musiało się to innym podobać, ale oddzielmy to, co się podoba i nie podoba od tego, co jest zrozumiałem i co potrzebne. Ja mam dobre zdanie o demokratach.pl i chciałbym, żeby oni byli w Sejmie. Natomiast mam jeden głos i ten głos wiadomo, jak lokuję. Natomiast chciałbym, żeby taka partia, która wnosi – moim zdaniem – istotną część odpowiedzialności państwowej, a także kultury politycznej, jak demokraci, znalazła się, ale to jest zadanie pana Frasyniuka i niech się on na nikogo nie gniewa w tej kwestii. Ja cieszę się, że dużo głosów ma uzyskać dla tej partii na przykład Marek Belka czy Jerzy Hausner, czy ludzie jeszcze niedawno z lewicą związani, no to świadczy o tym, że jakiś minimalny kompromis historyczny się dokonuje. Ale to on musi prowadzić tę kampanię, trudno, żebym ja go w tej roli zastępował.

Natomiast raz jeszcze podkreślam – polska scena polityczna przy tak silnej pozycji dwóch liderów, czyli Platformy Obywatelskiej i PiS-u, nie straci na tym, jeżeli w Sejmie będą takie ugrupowania, jak Sojusz Lewicy Demokratycznej, jak Socjaldemokracja Polski, jak Unia czy Partia Demokratyczna, czy jak Polskie Stronnictwo Ludowe. To mówię obiektywnie jako obywatel i jako prezydent. Nic tutaj złego się nie stanie. Więcej – będzie to istotnie wzbogacało polską demokrację. Dlatego ci wyborcy powinni nie siedzieć w domach, tylko wyjść i zagłosować.

O wyborach prezydenckich to jeszcze będzie okazja, panie prezydencie, porozmawiać, bliżej nam do wyborów do Sejmu i do Senatu. Co pan ma na myśli, mówiąc, że przyszła koalicja Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości będzie trudna?

Prezydent RP:
No wie pan, to nie jest odkryciem...

Czy wyciąga pan wnioski na podstawie tych wydarzeń, które mają ostatnio miejsce?

Prezydent RP:
Wyciągam wnioski na podstawie tego, co przeczytałem i co na przykład w moim przekonaniu różni program gospodarczy Platformy i program PiS-u. Zresztą gdyby odłożyć historię, bo tak naprawdę znowu spoiwem najistotniejszym jest historia, a więc te korzenie solidarnościowe tych ugrupowań i antykomunizm wyrażany bardzo mocno, to okazałoby się, że jednak mamy do czynienia z pewną koncepcją dużo bardziej liberalną ze strony Platformy Obywatelskiej i dużo bardziej interwencjonistyczną, żeby to nazwać oględnie, czy związaną z udziałem państwa w procesach gospodarczych ze strony PiS-u.

Czy jest możliwe pogodzenie? No jest, gdyby na przykład znaleźli się tacy wybitni ekonomiści, jakich mieliśmy w ostatnich latach kilkunastu, jak choćby Leszek Balcerowicz, Marek Belka czy Grzegorz Kołodko (i to nieprawda, że oni wszyscy wychodzili z jednej szkoły ekonomicznej), no to niewątpliwie wtedy można mówić o programie ekonomicznym, który jest reprezentowany przez tego człowieka i jakąś grupę ekonomiczną, która z nimi stoi. Natomiast na razie mamy programy ekonomiczne, gospodarcze, które są głównie oparte o ideologie polityczne tych ugrupowań. To będzie bardzo trudno pogodzić, chyba że znajdzie się ten trzeci rozjemca, czyli ktoś, kto weźmie sprawy gospodarcze w swoje ręce. Ale nazwiska takiego nie słyszę.

Swoją drogą ciekawe, jak zareagowali nasi słuchacze, kiedy pan powiedział, że to są wybitni ekonomiści i wymienił te trzy nazwiska.

Prezydent RP:
No wie pan, można się z nimi zgadzać...

Stosunek opinii publicznej do tych osób jest, przyzna pan, panie prezydencie, bardzo, bardzo różny.

Prezydent RP:
Jest różny, tylko wie pan, to trzeba rozdzielić dwie rzeczy – to, czy zgadzamy się czy z czym kojarzymy te osoby, z pewną klasą profesjonalną. Pan jest też kibicem sportowym, jak pan ogląda drużynę, z którą ciężko nam idzie, a nawet przegrywamy, to trzeba oddzielić to, że przegraliśmy z tą drużyną, dlatego niespecjalnie ich lubimy, ale też dobrze tam kilku ludzi gra i to doceniamy. I moim zdaniem...

Nie no, jeśli przegrywamy, to raczej ich lubię, bo są lepsi od nas i grają ładniej, lepiej.

Prezydent RP:
A, to pan reprezentuje wyższy poziom kibicostwa, to znaczy taki, który uznaje klasę przeciwnika. W polityce to się bardzo rzadko zdarza, niestety. Natomiast żeby już uciec od takich porównań, profesjonalni, naprawdę nie można żadnemu z tych trzech wymienionych panów zarzucać czegokolwiek. I tutaj ja protestuję przeciw takim populistycznym stwierdzeniom, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy się na tym, co robili, nie znają. Można z tymi koncepcjami się zgadzać lub nie, to jest zupełnie inna sprawa, natomiast profesjonalnie były to postaci pierwszej ligi, nawet się nie waham powiedzieć – światowej.

Wracam do tematu Platforma–PiS – będą te napięcia, będą te spory, ale też jest czas na ukształtowanie koalicji, więc będziemy słuchać, będziemy czytać, będę także rozmawiał, bo będę odbywał konsultacje przed stworzeniem rządu. Proszę pamiętać, że pierwszy ruch należy do prezydenta.

Ano właśnie, kiedy pan zwoła pierwsze posiedzenie Sejmu i Senatu? Ma pan na to trzydzieści dni według Konstytucji.

Prezydent RP:
Nie wiem. Do tej pory zazwyczaj to było w ostatnim tygodniu, bo tyle czasu mniej więcej było potrzebne, żeby te wszystkie sprawy uregulować. A przypominam, że trzeba zacząć od wyników wyborczych, od protestów, możliwych protestów do Sądu Najwyższego, rozpatrzenie protestów, ukształtowanie pewnej koalicji. Może się okazać, że w wyniku głosu wyborców, czyli suwerena, to jest łatwiejsze, a może się okazać (patrz Niemcy), że jest trudniejsze. Zobaczymy. W każdym razie Konstytucja tu jest bardzo precyzyjna – w pierwszym miesiącu musi pierwsze posiedzenie Sejmu się odbyć, to oznacza rezygnację natychmiastową wraz z pierwszym posiedzeniem Sejmu i rządu odchodzącego, czyli między 25 września a 24 października wszystko powinno się rozstrzygnąć, a jeszcze dodatkowo co już z Konstytucji... znaczy ta zbitka jest przypadkowa, będziemy mieli jeszcze wybory prezydenckie, ale to jest jakby zupełnie inna historia.

No właśnie, Jarosław Kaczyński ma nadzieję, że pan będzie chciał korzystnie skończyć prezydenturę i pierwsze posiedzenie Sejmu zwoła pan po 23 października, a nie przed.

Prezydent RP:
Będziemy o tym rozmawiać. Ja, oczywiście, zgodnie z tradycją... Proszę pamiętać, że to już będzie trzeci Sejm pod moją prezydenturą będzie rozpoczynał pracę, więc tu są już zwyczaje ukształtowane. Więc na pewno po wyborach odbędzie się seria rozmów z tymi ugrupowaniami, które wejdą do Parlamentu tu, w Pałacu, będę słuchał, jakie są ich opinie. Konstytucyjnie zwołanie pierwszego posiedzenia Sejmu po II turze wyborów prezydenckich, gdyby taka była, jest trudne, bo zostaje nam tylko 24 października.

Albo tylko, albo aż, to zależy. Polityka, panie prezydencie.

Prezydent RP:
No, wie pan, to jest poniedziałek... Zobaczymy. Wie pan, nie mam daty ustalonej, w związku z tym Konstytucja mówi o miesiącu, a ja bym naprawdę też radził, żeby wszyscy zaczekali do niedzieli wieczór, bo będziemy wiedzieć więcej i będziemy wiedzieć nie o sondażach, tylko o tym, co naród polski w demokratycznym państwie zadecydował. Naprawdę to trzeba z wielką pokorą podejść do tego dnia i do tego momentu, bo przemówi lud.

Ale jeśli będziemy jeszcze korzystać z sondaży przedniedzielnych, to wszystko wskazuje na to, że koalicja Prawa i Sprawiedliwości i Platformy Obywatelskiej będzie miała większość konstytucyjną. Zresztą jedna z tych partii ma gotowy projekt Konstytucji, druga przygotowaną nowelizację tego dokumentu. Pan często podkreślał, że jest jeszcze przeciwnikiem jakichkolwiek zmian.

Prezydent RP:
Nie, nie, ja mówiłem, zdaje się też i u pana...

Dziesięć lat, czyli po 2007 roku.

Prezydent RP:
Tak, 2007 rok. I moim zdaniem byłoby czymś fatalnym, gdyby zmiany konstytucyjne przeprowadzać tylko i wyłącznie w takiej atmosferze kampanijnej, wyborczej, bo Konstytucja to jest naprawdę rzecz poważna. Poza tym myśmy w Konstytucji na szczęście zapisali dość skomplikowany sposób dokonywania zmian w Konstytucji. To wymaga i pracy obu izb, i czasu. Poza wszystkim uważam, że nie po to odwoływaliśmy się do narodu w referendum konstytucyjnym, żeby zmiany były przeprowadzane też trochę, że tak powiem, poza świadomością społeczeństwa.

Stąd ja podkreślam – najlepszym w moim przekonaniu pomysłem to jest to, żeby ten Parlament powołał swoistą komisję konstytucyjną, nie złożoną wyłącznie z członków Parlamentu, ale także sięgającą po wybitne postaci prawa konstytucyjnego, może właśnie profesorów wydziałów prawa niektórych najważniejszych uczelni, byłych prezydentów (bardzo zachęcam, bo to jest jednak wiedza unikalna zarówno prezydenta Wałęsy, jak i moja w tej kwestii), może także byłych premierów. Nic tu by się nie stało, gdyby w Komisji Konstytucyjnej ci ludzie mogli zasiąść ze swoim głosem. I te prace można by uruchomić już po to, żeby właśnie na dziesięciolecie przyjęcia Konstytucji w 1997 roku był sensowny raport z wnioskami dotyczącymi oceny Konstytucji, tego, co się zgadza, co się nie zgadza, co trzeba zmienić, i dojrzała propozycja, która na przykład mogłaby być przedstawiona pod referendum narodowe. Być może wraz z tematem o wejście do strefy euro, nie wiem, to już w tej chwili wychodzę może nawet ciut za daleko. Natomiast to miałoby sens. Więcej – taka debata konstytucyjna byłaby wielką szkołą myślenia obywatelskiego, byłaby taką lekcją prawa dla nas wszystkich.

Natomiast takie zmiany, że oto dziś wybieramy Senat, a za trzy tygodnie w wyniku wielkiego zwycięstwa wyborczego będziemy Senat likwidować, to jest po prostu niepoważne, już nie mówiąc o tym, że ja uważam...

Znaczy nie likwidować.

Prezydent RP:
Nie, nie, rozumiem, że w tych propozycjach zmian jest likwidacja Senatu, no więc rozumiem... Platforma Obywatelska bodajże proponuje likwidację Senatu.

A to Sojusz Lewicy Demokratycznej proponował też.

Prezydent RP: No tak, ale wycofał się i dobrze, że się wycofał, bo moim zdaniem to był zły projekt, to był zły pomysł.

Przy takiej przewadze senatorów rzeczywiście...

Prezydent RP:
Więc mam nadzieję, że Platforma również dojdzie do tego, że trudno dzisiaj namawiać do głosowania na senatorów Platformy po to, żeby ich zlikwidować uroczyście za parę miesięcy, no przecież to jest nielogiczne. W moim przekonaniu Konstytucja jest zbyt poważną sprawą, więcej – uważam, że ona w swoich zasadniczych ramach sprawdza się. Nie była źródłem jakichś konfliktów, to, co należało wyjaśnić przez Trybunał Konstytucyjny, zostało wyjaśnione, w związku z tym z szacunkiem i namysłem należy podejść do zmian Konstytucji. Oczywiście, to nie jest dzieło na tysiąc lat, ono wymaga odświeżania, wymaga na pewno refleksji. I taka refleksja mogłaby być możliwa, gdyby Komisję Konstytucyjną powołać właśnie w takim rozszerzonym, bardziej oryginalnym składzie, to moim zdaniem w roku 2007 możemy być gotowi z bardzo ciekawymi, mądrymi, przemyślanymi propozycjami zmian Konstytucji, które należałoby poddać również pod rozwagę narodu, czyli pod referendum.

Ewentualny członek Komisji Konstytucyjnej Aleksander Kwaśniewski jakie by zgłosił potrzeby zmian?

Prezydent RP:
Wie pan, na pewno spór, który musiałby się odbyć w tej Komisji Konstytucyjnej, to jest ten spór, który tak naprawdę jest też sporem, jak rozumiem, między Platformą Obywatelską i PiS-em, między częścią partii politycznych, takich jak SLD i demokraci, a na przykład Ligą Polskich Rodzin. To jest pytanie o państwo, które przede wszystkim chroni prawa jednostki, prawa obywatelskie, czy państwem, gdzie więcej może państwo i jego instytucje dla ochrony porządku, ładu i tak dalej. Czyli mówiąc krótko, ile wolności, a ile udziału państwa, ile bezpieczeństwa. Ten dylemat nie jest wyłącznie dylematem polskim, ten dylemat pojawił się właściwie na całym świecie w związku z walką z terroryzmem. I taka debata o prawie, o konstytucjach jest w wielu krajach pod hasłem właśnie, ile wolności, ile bezpieczeństwa. I z jakich wolności gotowi jesteśmy zrezygnować w imię większego bezpieczeństwa, na przykład obrony przed terroryzmem. To jest zasadnicze zupełnie pytanie.

Konstytucja 1997 roku jest niewątpliwie rezultatem doświadczeń okresu peerelowskiego, w związku z tym w sposób bardzo szeroki, moim zdaniem słuszny, broni praw obywatelskich i wolności obywatelskich. Ona jest taka bardzo, można by powiedzieć, liberalna w swoim kształcie. Ale rozlegają się głosy, że trzeba byłoby wzmocnić niektóre instytucje państwa, niektóre możliwości działania, oddziaływania, ograniczyć niektóre z tych wolności. Ja się z tym akurat nie zgadzam jako Aleksander Kwaśniewski, natomiast rozumiem, że to jest ta debata numer 1, którą należałoby odbyć w takiej Komisji Konstytucyjnej, czyli o jakim państwie rozmawiamy.

Po drugie – oczywiście, jest wiele szczegółowych kwestii, które można rozważać. Jak ja słyszę, że (Senat już wspomnieliśmy) dlaczego Senat – moim zdaniem – jest potrzebny? Dlatego, że długo jeszcze będziemy dojrzewać do dobrej legislacji w Polsce. Czyli ta druga izba, senacka izba ona jest potrzebna jako swoisty bezpiecznik dla nieudanej czy słabej legislacji..

Pod warunkiem, że będzie się składała z dobrych legislatorów jeszcze, panie prezydencie.

Prezydent RP: Nawet jeżeli nie, to ona stwarza proceduralnie taką szansę. Proszę zauważyć, co by było, gdyby się okazało, że ustawa wychodzi po prostu po tych kilku czytaniach sejmowych i nie ma możliwości dokonania poprawek. Więc gdzieś trzeba byłoby ten system kontrolny wmontować. On by musiał być u prezydenta czy musiałby być gdzie indziej. Nie da się po prostu... Senat swoją rolę pod tym względem spełnia, już nie mówiąc o tym, że Senat jest bardzo związany z polską tradycją państwową, więc to nie jest instytucja, która pojawiła się ot, tak, ona ma swoje kilkaset lat historii i to historii całkiem interesującej. A więc Senat, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji... Można dyskutować, w jaki sposób sprawy mediów mają być regulowane. Jakiś regulator musi być, nie wierzę, żeby zdecydowano się na rezygnację w ogóle z regulatora w tej dziedzinie.

Gdy chodzi o relacje między naczelnymi organami władzy państwowej, można to trochę zwiększyć uprawnienia jednych, zmniejszyć drugich, ale moim zdaniem ten system równowagi, który udało nam się w Polsce stworzyć, działa i przy dobrej woli uczestników – prezydenta, premiera, Parlamentu – to może spokojnie działać i w przyszłości.

Ja więc, jak widać, nie jestem w sprawach Konstytucji rewolucjonistą, ale też proszę zrozumieć, że jestem twórcą Konstytucji 1997 roku i uważam, że naprawdę stworzyłem, stworzyliśmy razem i zostało do poparte przez społeczeństwo, dzieło, które sprawdza się, które odpowiada standardom współczesnego świata.

Czy spodziewał się pan dosłownie na kilka dni przed wyborami takich oto sytuacji, że Lech Kaczyński będzie zwracał się do wyborców lewicowych, a ojciec Rydzyk będzie domagał się zatopienia Platformy Obywatelskiej?

Prezydent RP:
No wie pan, to już trudno by było się spodziewać, że w tej kampanii wszystko już jest tak rozdane, ułożone, że nie będzie prób pozyskania nowych środowisk bądź nie będzie prób...

Pierwsze to można nazwać próbą pozyskania, ale to drugie to raczej próbą stracenia, zniszczenia.

Prezydent RP:
To drugie jest próbą zniszczenia, ale wie pan, moja ocena działalności ojca Rydzyka jest jednoznaczna. Uważam, że jest to miejsce, z którego płyną złe sygnały dla Polski, dla zachowań społecznych w Polsce, i tyle. I ja już nie chcę tu mówić o tym, w jaki sposób ta rozgłośnia traktowała mnie i moją prezydenturę, zostawię to na jakieś wspomnienia. Tak samo Lecha Wałęsę. Po prostu daleka ona jest od tych ideałów, które takiej rozgłośni i takiej formacji powinny przyświecać.

A gdy chodzi o zwrot w stronę lewicy, niewątpliwie to jest elektorat co najmniej kilkunastoprocentowy, który w Polsce jest i – jak sądzę – te umizgi i te próby pozyskania są czymś naturalnym. Czy wiarygodnym? Wątpię. Ale to, że próby są podejmowane, to, oczywiście, jest część kampanii, na pewno w tych sztabach, które opracowują strategię kampanii jest to dyskutowane, przemyślane. No i mówi się – skoro Włodzimierz Cimoszewicz zrezygnował z kandydowania, skoro kilkanaście procent osób, jak pokazywały sondaże, jest dzisiaj w stanie zniechęcenia czy frustracji, no to warto pokazać się im jako ci, którzy są w stanie przejąć niektóre z haseł, powiedzieć: „Nie obawiajcie się, my tutaj rozumiemy i przecież nie walczymy ani z homoseksualistami, ani z innymi, jesteśmy gotowi”. Natomiast jaka jest wiarygodność takich oświadczeń, jaka jest waga takich oświadczeń, to ja myślę, że wyborcy już w swoim sumieniu ocenią.

No to na koniec – kto będzie z punktu widzenia obywatela Aleksandra Kwaśniewskiego lepszym premierem: Jan Rokita czy Jarosław Kaczyński?

Prezydent RP:
O, drogi panie, to do tego wrócimy w poniedziałek, będziemy – jak mówię – znali głos...

Pytanie będzie to samo.

Prezydent RP:
No tak, ale to wtedy zobaczymy, kto uzyskał jakie poparcie, kto może być kandydatem. Proszę pamiętać, że naprawdę te wyniki nie muszą być tak jak to wszystko dzisiaj widzimy w gazetach, bo przemówi lud, już to raz powiedziałem. A poza wszystkim, wie pan, znane jest i polskie przysłowie: „Gdzie dwóch się bije, tam często trzeci korzysta”, więc...

Czy pan coś wie więcej?

Prezydent RP:
Nie, nic nie wiem, przytaczam przysłowie, które – jak sądzę – i panu, i państwu jest dobrze znane. Więc dajmy głos ludziom, oni mają naprawdę prawo i tą wielką demokratyczną siłę w niedzielę, 25 września. Namawiam do głosowania. Już wieczorem 25-ego zapewne z panem spotkamy się przy mikrofonach, żeby już porozmawiać o Polsce realnej, a nie wirtualnej.




Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.