przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
TVN 24, 20 września 2005 r.
 
 
Na cztery dni przed wyborami o wyborach najprzeróżniejszych również życiowych, w Pałacu Prezydenckim moim i Państwa Gościem jest Prezydent Aleksander Kwaśniewski. Witam serdecznie.
 
Prezydent RP: Witam Panią, witam Państwa
 
Panie Prezydencie, słyszałam, że wraca Pan do SLD.
 
Prezydent RP: W jakim sensie?
 
Personalnym.
 
Prezydent RP: Nie, nie
 
Wraca pomóc?
 
Prezydent RP: Zostałem zaproszony na spotkanie. Wydaje mi się, że w sytuacji, w której ta formacja przeżywa takie kłopoty, jako jeden z twórców sprzed kilkunastu lat nie mogę, nie powinienem odmawiać. Tym bardziej, że dla równowagi politycznej w Polsce lewica jest potrzebna, a ta lewica z nowym pokoleniem, z Wojciechem Olejniczakiem wydaje mi się ciekawa. Ona może, jeszcze pewnie nie w tych wyborach, ale w następnych być już istotną częścią polskiej sceny politycznej.
 
Może, jeżeli w tych nie przepadnie. To jest pytanie o to czy nie za późno Panie Prezydencie na tę pomoc?
 
Prezydent RP: Gdybym wcześniej pomagał to by pytano, dlaczego tak wcześnie pomagam, dzisiaj pyta Pani, dlaczego tak późno.
 
Pytam, bo przez lata mówił Pan: bezpartyjny, apolityczny, z ogromnym dystansem właśnie do SLD.
 
Prezydent RP: Nie. Tego dystansu nie było. Emocjonalnie zawsze życzyłem tej partii jak najlepiej. Jak mówię, jestem jednym z twórców, byłem przewodniczącym, co prawda nie SLD, a Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej, w latach początkowych 90-tych. Więc emocje były, natomiast uważam, że Prezydent powinien być bezpartyjny. Dziś ze zdziwieniem przeczytałem, że jeden z kandydatów Donald Tusk mówi, że chce zachować swoją partyjność.
 
Nie, powiedział, że zrezygnuje z członkostwa w PO jeśli zostanie wybrany
 
Prezydent RP: Posługujemy się w takim razie różnymi informacjami. Ja cytuję dzisiejszą GW. W dzisiejszej GW mówi, że chciałby zostać, nie szefem oczywiście, ale członkiem Platformy Obywatelskiej. Ja uważam to za błędną koncepcję prezydentury, choć oczywiście nie zakazaną konstytucyjnie. Natomiast, jeżeli dziś się włączam i chcę wesprzeć SLD to właśnie w przekonaniu, że Polsce grozi nierównowaga polityczna, że triumf wręcz, bo sukces jest za małe słowo, ugrupowań prawicowych, czy centroprawicowych szykuje się tak wielki, że dobrze byłoby, żeby lewica, a szczególnie ta odmłodzona lewica, lewica, która nie musi pisać w papierach czy była w PZPR, czy w Solidarności znalazła się w Sejmie i żeby mogła tam odegrać równoważącą, pozytywną rolę.
 
I co Pan powie tej lewicy jutro w Kielcach. Bo jutro w Kielcach ma być wielki, jak słyszałam meeting wyborczy SLD, ma śpiewać Stachurski, słyszał Pan jak śpiewa? Ja przyznam, że nie.
 
Prezydent RP: Jak śpiewa Stachurski? To pewno gdzieś słyszałem, natomiast dobrze, że ja nie muszę śpiewać. To jest już pierwszy sukces tej konferencji czy tego spotkania.
 
Musi Pan zagrzewać.
 
Prezydent RP: A ja powiem głowy do góry! Dlatego, że po pierwsze lewica ma nie tylko kłopoty i nie tylko różne grzechy, które są jej codziennie wypominane, ale ma także za sobą istotne sukcesy. Polska jest dzisiaj krajem, który szczególnie z perspektywy jest oceniany bardzo wysoko i stawiany jako wzór i to też jest zasługa lewicy. Polska w Unii Europejskiej, Polska, której gospodarka nieźle się rozwija, Polska, która eksportuje coraz więcej towarów, która jest bezpieczna, która potrafi być jak mówię przykładem dla krajów w naszym regionie. To też jest Polska, którą współtworzyła lewica. I głowy do góry! Moim zdaniem nie wolno tylko patrzeć
 
Mówić o NFZ-ecie
 
Prezydent RP: O tym, czy o innych kłopotach, które mają swoją historię, które nie są związane z jedną formacją polityczną. Ale dała sobie lewica narzucić, zresztą były i tego powody, taki styl bardzo negatywny.
 
Panie Prezydencie, tak zupełnie sprawiedliwie – nie tyle dała sobie, co sobie narzuciła, mam wrażenie.
 
Prezydent RP: Narzuciła po części, dała sobie narzucić w innej części. Ona nie była nigdy pieszczochem mediów, ale do tego można było się przyzwyczaić, bo sam od 1990 roku wiem jak to bywało.
 
Sama wie, że nie trzeba być pieszczonym żeby wygrywać wybory.
 
Prezydent RP: Tak jest. W moim przekonaniu rola mediów istotnie się zwiększyła. Zobaczymy jak to będzie jak zobaczymy już wyniki, ale w moim przekonaniu media odgrywają dzisiaj nieporównanie bardziej istotną rolę i wpływają bardziej na opinię publiczną, niż dziesięć, czy piętnaście lat temu.
 
To źle?
 
Prezydent RP: Zobaczymy. Ja myślę, że po części to naturalne i trudno się temu dziwić, bo siła mediów jest ogromna. Sama dobrze Pani wie, że w latach dziewięćdziesiątych pierwsze radio komercyjne było sensacją, dzisiaj radia komercyjne są właściwie codziennością i telewizje informacyjne już mamy całodobowe. To się ogromnie zmieniło i w związku z tym siła ognia jest nieporównanie większa. Natomiast byłoby dobrze, żeby w tej bardzo barwnej ofercie ludzie mogli wybrać to, co im naprawdę odpowiada. To znaczy, żeby siła mediów nie zamieniła się w dyktat mediów. Jak to jest dziś w Polsce? Sam jestem ciekawy. Przed programem wspominaliśmy z Panią wybory niemieckie i np. w Niemczech okazało się, że te wszystkie badania opinii publicznej, to kreowanie opinii jednak rozminęły się ze społeczeństwem. Społeczeństwo zrobiło swoje, co wcale nie znaczy, że nie ma kłopotów. Ja myślę, że dziś kłopoty są większe przy tym wyniku wyborczym w Niemczech, aniżeli tym, który byłby zgodny z sondażami. Ale to pokazuje, że ludzie swój rozum mają, że media wpływają, ale jeszcze nie dyktują.
 
Będą wybory w Niemczech na bis, króciutko?
 
Prezydent RP: Myślę, że będzie wielka koalicja.
 
Wielka i ciężka.
 
Prezydent RP: Może potrzebne. Kto wie czy to nie jest jednak rozwiązanie, które nie wiem czy świadomie, ale wypływa z tych wyborów. Na czas reform, na czas bardzo trudnych decyzji potrzeba spotkania tych dwóch wielkich partii i także i po to, żeby każda z nich straciła tyle ile może stracić.
 
Panie Prezydencie, ale Waszyngton, Londyn mówią o wielkiej koalicji, w Berlinie wtedy nie będzie żadnych reform. Niemcy nie pójdą do przodu. Ta wielka koalicja to będzie podstawianie sobie nawzajem nóg, blokowanie reform.
 
Prezydent RP: Moim zdaniem to by było zupełnie bez sensu. Stworzenie wielkiej koalicji do zablokowania reform jest bez sensu. Natomiast jestem przekonany, że liderzy niemieccy i to po obu stronach dobrze wiedzą, że te reformy są niezbędne. W związku z tym trzeba znaleźć sposób, żeby je zrobić. Być może wielka koalicja mogłaby być na okres dwóch, czterech lat rozwiązaniem, które pchnie Niemcy do przodu, zdenerwuje wielu Niemców, bo pamiętajmy: mówimy reformy tak łatwo, reformy w Niemczech to oznacza zabranie ogromnych dobrodziejstw społecznych prawie 15 milionom ludzi. 15 milionów ludzi - trzeba mieć tę świadomość. 10 milionów rencistów i emerytów i 5 milionów bezrobotnych.
 
Tak jak ktoś napisał, przyzwyczaiły się bogate, spokojne, dostojne Niemcy do tego, że takie są, a już takie nie są.
 
Prezydent RP: Ja słyszałem opinię jednego z bardzo ważnych polityków CDU, który powiedział mi: wie Pan, trzeba wiedzieć, że Niemcy są bankrutem, bogatym, ale bankrutem, że stopień polityki społecznej jest tak szeroki, że właściwie nikt nie jest w stanie tego udźwignąć. To jest opinia, która moim zdaniem jest podzielana przez liderów politycznych. Czy ona doprowadzi do wielkiej koalicji? Oby! Ja uważam, że każdy rząd, który jest w stanie przeprowadzić reformy w Niemczech jest potrzebny nam w Polsce i w Europie, bo bez motoru niemieckiego Unii Europejskiej trudno będzie rozwijać się.
 
Od wielkiej koalicji do mniejszej koalicji, chociaż ona na polskim gruncie też chyba będzie wielką koalicją, bo Polacy wybierają w tej chwili. Tak bardzo wykrystalizowała się scena polityczna w tej chwili. Mamy dwa potężne, nawet jeśli nie do końca wierzyć sondażom, potężne bloki. Polacy wybierają Polskę socjalną, albo Polskę liberalną, ale Polskę prawicową. Takie są te dwie wizje, która jest trudniejsza do sprzedania, do zrealizowania?
 
Prezydent RP: To jest dobre pytanie, ale ja mam dziwne wrażenie, że właściwie w ogóle wybór tego nie dotyczy.
 
Ja mam wrażenie, że wyjątkowo tym razem dotyczy właśnie gospodarki.
 
Prezydent RP: A moim zdaniem w ogóle nie dotyczy gospodarki.
 
A czego?
 
Prezydent RP: Dotyczy właśnie bardziej historii, tego żeby nastąpiła zmiana.
 
Ale jak mało o historii mówi się w ostatnich tygodniach, w debatach Tusk- Kaczyński jej prawie nie ma. Są podatki 3x15.
 
Prezydent RP: No tak, ale gdyby pójść tym tropem i gdyby dzisiaj określić, co być może stanie się w czasie debaty piątkowej, gdyby określić prawdziwe różnice w polityce gospodarczej, w polityce społecznej między PO a PiS-em,  to w istocie można powiedzieć, że tego rządu nie da się stworzyć.
 
Przepraszam Panie Prezydencie, Władysław Bartoszewski powiedział „nie tak gorąco jemy jak gotujemy”, tak mówią Niemcy nie do końca wierząc w skrajne nawet różnice, które padają w programach wyborczych.
 
Prezydent RP: I to wydaje mi się bardziej prawidłową odpowiedzią na naszą polską sytuację. To znaczy w programy gospodarcze nikt specjalnie nie wierzy. Tak samo jak nikt zdaje się nie wierzyć w to, że Platforma to jest Polska liberalna, a PiS to jest Polska socjalna i wie Tusk, że przesadza, kiedy mówi o socjalizmie PiS-u i wie  Lech Kaczyński czy Jarosław Kaczyński, że przesadzają, kiedy mówią o jakimś wyuzdanym liberalizmie Platformy. Natomiast niewątpliwie ten spór gospodarczy byłby istotny, tylko, że moim zdaniem on się odbywa gdzieś zupełnie na boku wśród może specjalistów, społecznie jest niepostrzegany. To jest chęć zmiany i to jest naturalne dla krajów transformującej się demokracji, właściwie poza Słowacją gdzie Dzurinda pełni drugą kadencję funkcji premiera, i Litwą, gdzie Brazauskas po raz drugi został premierem, zresztą opierając się na różnych koalicjach po 4 latach. Wszystkie kraje Europy Środkowej i Wschodniej przeżywają to wahadło od lewej do prawej. Natomiast byłoby ciekawe, żeby porozmawiać o gospodarce. Ja mam wrażenie, że oczekiwania społeczne są raczej na zmianę, na to, żeby styl rządzenia poprawił się i uosobieniem tego są te dwie partie, które zresztą też niesłusznie uznawane są za nowe. Ani Panowie Kaczyńscy, ani Pan Tusk czy ani Pan Rokita nie są od wczoraj na tej scenie politycznej. To są bardzo doświadczeni politycy. Jeżeli mówią oni o błędach ostatniego szesnastolecia to w istotnej części biorą za to współodpowiedzialność. Żaden z nich nie urodził się wczoraj, a niektórzy z nich mieli naprawdę istotny wpływ na politykę polską na początku lat 90 czy później pełnili ważne funkcje polityczne. To nie są pionierzy polityki, to są już raczej weterani polityki.
 
Mówi Pan: nie ma konkretów, debata jest mało merytoryczna.
 
Prezydent RP: Przed wyborami parlamentarnymi ja w ogóle mam wrażenie, że nie ma debaty.
 
A ja mam wrażenie, że w zasadzie nie ma kampanii parlamentarnej, bo ogranicza się wyłącznie do kampanii prezydenckiej. Ale ja mam takie krótkie przypomnienie, pamięta Pan rok 1995 i Pańską debatę?
 
Prezydent RP: Tak, ale to było dwa lata po wyborach parlamentarnych i zupełnie inna historia.
 
Inna, ale pamiętam, że wtedy również mówiono, nawet nie krytycy, obie strony, oceniające wtedy debatę Aleksandra Kwaśniewskiego z Lechem Wałęsą, mówiły: żadnych konkretów, mało konkretów, więcej mówiły: brudna kampania, nieczyste zagrania.
 
Prezydent RP: Okazało się, że wszystko to co wtedy mówiliśmy to ledwie był jak powiem pisk w stosunku do tego krzyku, który można dzisiaj wydać. Natomiast pamiętajmy, że dzisiaj jest nieporównanie i więcej mediów i więcej tego typu informacji. Ja uważam, że ta kampania 2005 prezydencka jest dużo bardziej dziwna i obciążona czarnymi tonami niż w 95 .
 
Ja dziś prześledziłam tak naprawdę dokładnie oba pańskie starcia z Lechem Wałęsą Pamiętam jakie pytania, jakie ostre, jak drążył, jak atakował Tomasz Wołek wtedy, jak atakował o sprawy majątkowe, dochody pana żony Jan Nowak-Jeziorański, kiedy mówił nawet czy Pan nie powinien, bo powinien być wzorem, stróżem prawa czy nie powinien Pan zrezygnować tak naprawdę z ubiegania się. Pamiętam jak mówił, że Polska może nie wejść do NATO jeżeli prezydentem będzie Aleksander Kwaśniewski.
 
Prezydent RP: To bardzo się pomylił, zresztą później wielokrotnie wracał do tego.
 
Jaki to był czarny PR Panie Prezydencie, czy Pan się wycofał, czy Pan się poddał, czy Pan powiedział   - nie -  walkowerem oddaję.
 
Prezydent RP: Nie, nie. Ale czy Pani chce teraz porównać moją sytuację i na przykład Włodzimierza Cimoszewicza?
 
Nie, bo nagle się dziś okazało, że Polska jest w wyjątkowym szambie.
 
Prezydent RP: Po pierwsze Polska nie jest w wyjątkowym szambie i uważam, że w ogóle popadamy w jakieś dziwaczne tony mówiąc o tym szambie, mówiąc o samych nieszczęściach.
 
Ale kto: my?
 
Prezydent RP: Pani
 
Nie, bo ja nie mam takiego wrażenia.
 
Prezydent RP: Takie wrażenie jest jeżeli Pani sama cytuje to słowo, to znaczy, że gdzieś to wrażenie jest. Na pewno nie ja mówię o szambie i na pewno nie ja mówię o  tym, że wszystko w Polsce się nie udało, że jesteśmy w sytuacji obwieszczenia jakiejś klęski III Rzeczypospolitej, obwoływania nowej Polski, to wszystko nieprawda. To są głupstwa, po pierwsze to historycy i historia oceniają, która jest którą Rzecząpospolitą. Natomiast my nie możemy wydrzeć sobie poczucia sukcesu, który jest naprawdę wielkim polskim osiągnięciem. Ja nie rozumiem skąd u Polaków taka chęć, żeby wszystko to, co dobre nam udało się przemilczeć, zbagatelizować, zminimalizować, natomiast mówić głównie o tym co nam się nie udaje. To jakiś rodzaj masochizmu, którego ja przyznam szczerze nie pojmuję i którego nikt nie pojmuje w świecie. Polska osiągnęła więcej niż można było się spodziewać. Rozmawiamy w budynku, w którym odbywały się obrady Okrągłego Stołu 1989 roku. Zapewniam, że nikt z nas, który w tych obradach uczestniczył nawet nie marzył, nie śmiał marzyć, że w roku 2005  będziemy mieli demokrację, będziemy wybierać prezydenta, będziemy w NATO, w UE, będziemy liczyć się w świecie. W ogóle to o czym tu było dyskutować. Myśmy ledwo czynili takie kroczki.
 
Czytał Pan na pewno eseje Adama Michnika ostatnio w Gazecie Wyborczej.
 
Prezydent RP: Tak jest, bardzo gorzkie.
 
Bardzo gorzkie. Czytałam Adama Michnika od zawsze, a teraz mam wrażenie, że za chwilę zza rogu powtórzy się scenariusz Narutowicza, tylko kto padnie?
 
Prezydent RP: Ale rozdzielmy te dwie rzeczy, bo po pierwsze jak mówię nie ma powodu do obwieszczania klęski narodowej bo jej nie ma. Polska demokracja lepsza czy gorsza działa. Tak samo nie ma powodu gniewania się na demokrację, na wyborców. Ktoś będzie prezydentem. Jak mówię, prognozy jak widać nie sprawdzają się. Nowak-Jeziorański wybitna postać, wieszczył straszne rzeczy związane z prezydenturą Kwaśniewskiego. Później współpracowaliśmy w wielkiej zgodzie, był członkiem Kapituły. Bo Nowak-Jeziorański należał do tych naprawdę nielicznych ludzi, który potrafił mówić co uważa, potrafił zmienić zdanie, potrafił również powiedzieć słowo przepraszam i potrafił powiedzieć, że się pomylił. Ja bym chciał, żeby Nowak-Jeziorański został takim prawdziwym przykładem dla polskich polityków, dla polskich dziennikarzy jak można być wiernym własnym poglądom, a jednocześnie nie wstydzić się, że nie wszystkie prognozy, nie wszystkie własne poglądy są najlepsze na świecie. Po prostu można je również weryfikować i nawet należy.
 
To jasne, że nie wstydził się zadawać pytania, które są dziś uważane za trudne czy wstydliwe.
 
Prezydent RP: Jestem szczęśliwy, że jako człowiek i jako prezydent mogłem taką osobowość spotkać, to było naprawdę dla mnie szczęście. Ale wracając do tego czarnego tonu. Zostawmy w takim razie to co się dzieje. Polska wymaga zmian tam gdzie one są niezbędne i kontynuacji tam gdzie ona również jest potrzebna. I taka dyskusja merytoryczna powinna mieć miejsce. Natomiast niewątpliwie w tej dyskusji są tony złe. Nawet nie sam fakt pytań do Cimoszewicza był problemem, natomiast fakt, że w tej kampanii użyto sfałszowanych dokumentów. I do dzisiaj nie wiemy kto, nie wiemy jak, domyślamy się.
 
Ja się zastanawiam, dlaczego kiedy tak naprawdę wygrał to nieczyste starcie Włodzimierz Cimoszewicz zrezygnował? Prokuratura powiedziała „fałszywka”, a Włodzimierz Cimoszewicz powiedział - pas.
 
Prezydent RP: Odnoszę wrażenie, że w nim pękło coś, co ja akurat psychologicznie rozumiem. Co nie znaczy, że ja z tą decyzją tak się utożsamiam, bo moim zdaniem politycznie byłoby lepiej, gdyby Włodzimierz Cimoszewicz był w tych wyborach i żeby stworzył wyborcom szansę na decyzję.
 
Lewicy szansę.
 
Prezydent RP: Tak jest. Lewicy i wyborcom, żeby mogli wybrać rzeczywiście kogoś, z kim się utożsamiają.
 
Wyciął okrutny numer mówiąc kolokwialnie
 
Prezydent RP: Dobrze, to zostawiamy na boku, mówimy o tym, dlaczego mógł taką decyzję podjąć i dlaczego mogło to w nim pęknąć. Otóż, Cimoszewicz od 1989 roku jest parlamentarzystą, był premierem, ministrem spraw zagranicznych, ministrem sprawiedliwości, marszałkiem Sejmu, wcześniej wicemarszałkiem Sejmu. Ma za sobą 16 lat dorobku. I nagle dla człowieka, który ma to poczucie współtworzenia tej Polski lepszej, tej demokratycznej, skoncentrowanie całej uwagi mediów na jednej asystentce, na jej nieprawdziwych, sfałszowanych oświadczeniach i ciągnięcie tej dyskusji właściwie przez tak długi czas. Ona stawia pod znakiem zapytania w ogóle sens aktywności publicznej. I tu go mogę zrozumieć w pełni bo rzeczywiście moim zdaniem to jest głęboka niesprawiedliwość. Jeżeli nawet cokolwiek byłoby na rzeczy w tych sprawach, to i tak nie da się porównać.
 
A było, prawda?
 
Prezydent RP: Była pomyłka, do której sam się przyznał. Natomiast akcja była zorganizowana z całą mocą, z całą siłą, więcej, chcę Pani powiedzieć, że kilku dziennikarzom także z TVNu i jest mi naprawdę przykro
 
Myśli Pan, że to była medialna akcja?
 
Prezydent RP: Tak, tak
 
Ale myśmy ją zorganizowali?
 
Prezydent RP: Być może zostaliście do niej wmontowani. Zapewne wmontowani przez tych, którym zależało na wykluczeniu Cimoszewicza z walki, a przynajmniej osłabieniu go. Kilku dziennikarzom też bym poradził przed mówieniem o rezygnacji Cimoszewicza, żeby zjedli cytrynę, dlatego że tego uśmiechu radości nawet nie byli w stanie ukryć, że go już nie ma. Ale zostawmy to na boku.
 
Zostawmy. Na pewno oglądał Pan film Michaela Moore’a Fahrenheit 9.11. George Bush, kiedy walczył o drugą kadencję, ten film pokazywano w Stanach, nagradzano w Europie, wychodził w tym filmie na mordercę, złodzieja, bandytę, tylko dzieci nie pożerał. Takie są elementy kampanii, media również o tym mówiły.
 
Prezydent RP: Trafia to na różnych ludzi, jedni mają grubszą skórę inni mniej. 16 lat działalności na tak wysokich stanowiskach powoduje, że w pewnym momencie brakuje tej determinacji, którą powinni mieć.
 
Wtedy się utwardzają politycy.
 
Prezydent RP: Różnie, po 16 latach odchodził Kohl i M. Tchatcher. 16 lat w polityce to jest strasznie dużo i moim zdaniem to, że w nim to pękło też tłumaczę pewnym wyczerpaniem materiału. Natomiast nie zgadzam się na tak niesprawiedliwe traktowanie ludzi. Protestuję przeciwko fałszywym oskarżeniom i to, że my nie widzimy całości. Włodzimierz Cimoszewicz dobrze zasłużył się polskiej demokracji i za to powinniśmy zachować go w pamięci.
 
Usłyszałam od posłanki Senyszyn, że ona ma taki plan, pójdzie do wyborów, wszystkich namawia, mówię  w tej chwili o wyborach prezydenckich, ale skreśli wszystkich kandydatów. Mam takie wrażenie, że wielcy konstruktorzy polskiej lewicy, mówię o lewicy po 1989 roku pytanie o to kogo popierają, czy kogo będą popierać, na kogo zagłosują uważają za takie kłopotliwe, wstydliwe pytanie o to. L. Miller mówi: nie ma mowy, nie powiem, W. Olejniczak też trochę udaje, że nie będzie wyborów prezydenckich, skupiamy się na parlamentarnych. Ma Pan kandydata?
 
Prezydent RP: Ja też tak odpowiem jak i oni. Mianowicie są wybory parlamentarne pierwsze i jak sama Pani powiedziała nie było właściwej kampanii przed nimi, wszyscy skupiają się na wyborach prezydenckich. To kolejna niekonsekwencja w myśleniu, bo wszyscy mówią, że prezydent w Polsce nie ma odpowiednich kompetencji, a z drugiej strony kampania prezydencka jest dużo ciekawsza.
 
Bo startują liderzy partii
 
Prezydent RP: Liderzy partii, jest to bardziej spersonalizowane.
 
Myślałam, że Pan pomoże Panu Borowskiemu.
 
Prezydent RP: Na pewno Marek Borowski jest interesującym politykiem i jest mi osobą dobrze znaną i myślę, że 26-go czy 27-go jeśli będzie mnie Pani pytała o zdanie to chętnie odpowiem. Natomiast dzisiaj nie chciałbym wprowadzać wątków, które popierając jednego czy drugiego kandydata od razu przenoszą to na sympatie czy antypatie w wyborach parlamentarnych.
 
Rozumiem, że nie skreśli Pan wszystkich nazwisk.
 
Prezydent RP: Nie. Tak czy inaczej prezydent będzie wybrany.
 
Ale można nie przykładać do tego ręki.
 
Prezydent RP: Można, to też jest jedną z demokratycznych decyzji. Ja przede wszystkim uważam, że trzeba pójść i wybierać. Natomiast wybór oczywiście jest albo jeden albo drugi. W pierwszej turze ten wybór ciągle wydaje mi się dosyć bogaty. Pamiętajmy, że kandydatów będzie na liście bodajże kilkunastu, więc nie wpadajmy w panikę. Natomiast w drugiej turze zobaczymy, kto się do niej dostanie i będzie wybór. Francuzi wybierali między Chirakiem a LePenem. Francja też jakoś to przeżyła. Inne kraje wybierają między różnymi kandydatami. Ja wygrałem w pierwszej turze wyborów w roku 2000, więc różne są scenariusze. Ja bym dzisiaj w ogóle nie chciał się tym zajmować. Do krytycznych uwag na temat Marka Borowskiego też mnie Pani nie namówi.
 
Nie, nie chcę, bo już tylu z lewicy go skrytykowało.
 
Prezydent RP: No właśnie, do jakiejś kampanii prezydenckiej na czyjąkolwiek korzyść też w tej chwili mnie Pani nie namówi. Namówi mnie Pani do apelu, żeby na Polskę patrzeć z ufnością, na polską demokrację również i pójść głosować bo wtedy demokracja będzie silniejsza.
 
Myślałam, że zrobi to Pan na koniec programu, prawie kończymy.
 
Prezydent RP: Gotów jestem powtórzyć
 
Tego nigdy za wiele, tego apelu. 78% taka była frekwencja w Niemczech.
Tam co prawda ta frekwencja niewiele zmieniła, bo demokracja znowu wycięła taki numer, użyję tego kolokwializmu, że Niemcy nie wiedzą jaki będą mieli rząd, a Polacy już przed wyborami w zasadzie wiedzą kto będzie nimi rządził.
Panie Prezydencie, Pana przyszłość to jest przyszłość polityczna czy dyplomatyczna?
 
Prezydent RP: Wrócę do tych niemieckich 78%. To jest fenomenalna frekwencja. Jest dla mnie niezrozumiałe, co w Polsce się dzieje od pierwszych wyborów 1989 roku. Właściwie frekwencja poza drugą turą wyborów Kwaśniewski – Wałęsa jest na poziomie ok. 50%, zazwyczaj poniżej. Wiec apelujemy.
 
Specialite de la maison, że tak powiem.
 
Prezydent RP: To bigos jako specialite de la maison jest dużo lepszym pomysłem niż niska frekwencja, choć ciężkostrawny. Moja przyszłość – uczciwie mówiąc – nie wiem.
 
Co by Pan, uczciwie mówiąc, wolał  politykę krajową czy dyplomację międzynarodową?
 
Prezydent RP: Jeżeli będę się zajmował czymkolwiek to będzie to polityka. Nie mam w sobie predyspozycji dyplomatycznych. Nie jestem zawodowym dyplomatą. A czy tu czy tam tego nie wiem. Mam pewne rozmowy, jestem pytany. Moja odpowiedź jest taka, że nie mówię tak, nie mówię nie. Jestem w przyszłym roku do dyspozycji, do końca tego roku zajęcie mam odpowiedzialne i poważne w kraju. Na pewno rok 2006 byłoby - tak z czysto ludzkiego punktu widzenia wygodniej spędzić trochę przeorganizowując własne życie, siebie samego, porządkując trochę dokumentów, czyli mając mniej obowiązków na zasadzie, że trzeba od rana do wieczora z zegarkiem w ręku, nie bacząc na terminy robić to co wynika z wypełniania jakichś funkcji.
 
Kto pyta i proponuje? Mówi Pan, ze toczą się pewne rozmowy, był Pan ostatnio przez kilka dni w Stanach Zjednoczonych.
 
Prezydent RP: Propozycje są takie, to nie będzie przecież żadną tajemnicą. Mówi się i to jest przynajmniej wśród krajów Europy Środkowej i Wschodniej poważne pytanie do mnie, czy byłbym gotowy startować na stanowisko sekretarza generalnego Narodów Zjednoczonych, bo kadencja Kofi Annana kończy się z końcem przyszłego roku, a z takiej nieformalnej, bo z absolutnie niezapisanej zasady wynikałoby, że Europa środkowo-wschodnia, która nigdy tego stanowiska nie miała powinna mieć możliwość wysunięcia kandydata.
 
Poparcie ukraińskie Pan już ma.
 
Prezydent RP: Nie tylko ukraińskie, bo jest właściwie cała Europa środkowo-wschodnia. Gdybym tylko ostatecznie zgłosił się to taka możliwość z ich strony jest. Rzecz nie jest przesądzona, bo Azja zgłasza swoje ambicje, poza tym bardzo istotne jest zdanie pięciu krajów z prawem weta, tzn. USA, Rosji...
 
Stanów bym się nie bała, Rosji bardziej.
 
Prezydent RP: Stanów należy się bać jeśli za bardzo popierają. Zdanie Chin, Wlk. Brytanii i Francji.
 
Dwa głosy widzę za, ale z trzema może być problem.
 
Prezydent RP: To jest oczywiście ta dyskusja, która się toczy. 
 
Ja muszę postawić znak zapytania w tym momencie. Chciałabym postawić kropkę.
 
Prezydent RP: Kropka. Są poza tym propozycje różnych ośrodków i instytucji politologicznych, politycznych na wykłady, na różnego rodzaju dłuższe pobyty. To jest całkiem, moim zdaniem, dobry pomysł, zresztą praktykowany przez Clintona, Lecha Wałęsę, Vaclava Havla. Wszyscy oni mówią słusznie, że warto.
 
Warto, że się opłaca.
 
To, że się opłaca to jest jakby trzecia sprawa, o tym mniej mówią. Warto, ponieważ pozwala to na przeorganizowanie się, nie każe patrzeć z tak bliska na to co dzieje się w kraju, bo to jest uciążliwe i dla poprzednika i dla następcy. Milczeć - źle, mówić jeszcze gorzej, więc zachować trochę dystansu, spokoju, dać pochwalić się osiągnięciami swojemu następcy. To jest pomysł, który każdy rozumny ustępujący prezydent powinien mieć. Ja się z tym zgadzam i taki pomysł również mam.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.