przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Z emocjami Pan czekał na te wyniki?
 
Prezydent RP: Umiarkowanymi, ale tak oczywiście
 
Wyniki już znamy, czy były dla Pana zaskoczeniem?
 
Prezydent RP: Jeżeli coś jest naprawdę przykrym zaskoczeniem to niska frekwencja. Te 38% - jeżeli to się potwierdzi to jest niezwykle mało. To jest o wiele za mało, żeby być zadowolonym z etapów budowania społeczeństwa obywatelskiego w Polsce i to mówię krytycznie i samokrytycznie.
 
Panie Prezydencie, do tej pory faktycznie było tak, że to plus minus 50% frekwencja, tym razem faktycznie wyraźnie niższa. Proszę powiedzieć, co w Pańskiej opinii zdecydowało, czy całe 4 lata ostatnich rządów, czy styl w jakim była prowadzona kampania wyborcza, jakie były przyczyny?
 
Prezydent RP: Przyczyny są dużo głębsze, bo wybory w 1991 roku do Sejmu – pierwsze w pełni demokratyczne – miały frekwencję 43%, więc to nie jakieś zasadniczo wielkie różnice. Natomiast jest pytanie – dlaczego Polacy tak wspaniale walczą o demokrację, potrafią poświęcać życie, a dlaczego tak słabo korzystają z demokracji? Ten problem pojawia się regularnie, trochę jest mniej ostry w wyborach prezydenckich, pokazał się fenomenalny inny w referendum europejskim –bo blisko 60% frekwencji, to jak widzimy to jest niemalże rekord. A dlaczego aż poniżej 40% - to jest zmęczenie w ogóle polityką, zmęczenie kampanią. Sądzę, że wielu wyborców sprzed 4 lat zostało w domach, ten poziom frustracji nie spowodował żeby przenieść głosy na inne partie, ale żeby nie głosować na pewno tak. I jest to niewątpliwie materiał do poważnych przemyśleń dla politologów i socjologów, ale i dla polityków – co zrobić, żeby społeczeństwo obywatelskie nie było postulatem wyborczym, ale realnością, żebyśmy umieli zachęcać wyborców do aktywności demokratycznej, a wybory są taką podstawową, elementarna kwestią
 
Panie Prezydencie, od jutra zaczyna się twarda, powyborcza rzeczywistość. Jak według Pana powinien wyglądać ten kalendarz powyborczy, kiedy Pan chciałby się spotkać  z liderami partii, które zwyciężyły?
 
Prezydent RP: Przypominam, że moje obowiązki są dwojakie. Mam miesiąc na zwołanie nowego parlamentu. Ostatnia data to 24 października oraz jestem tym, który nominuje premiera do misji tworzenia rządu. Sądzę, że w środę – bowiem oczekuję, że Państwowa Komisja Wyborcza we wtorek wieczorem będzie miała przeliczone co najmniej 90% głosów, to daje mi pewność, że niewiele się zmieni i wtedy we wtorek wieczór , najpóźniej środa rano zaczęlibyśmy rozmowy z ugrupowaniami parlamentarnymi, żeby ten kalendarz określić i żeby przybliżyć się do pytania kto powinien otrzymać w pierwszym ruchu nominację na premiera i misję tworzenia rządu
 
To będzie przedmiotem ustaleń koalicjantów, ale jak Pan Prezydent pamięta była taka sytuacja w 1993 roku, kiedy to  nie lider zwycięskiego ugrupowania został premierem. Myśli Pan, że jest taka możliwość i teraz
 
 
Prezydent RP: Wszystko jest możliwe. Dopóki nie są policzone wyniki, dopóki nie ma zakończonych rozmów wszystko jest możliwe. Tamtą sytuację z 1993 roku pamiętam znakomicie, bo byłem jednym z głównych aktorów i uczestników tego wydarzenia. Wtedy premierem został Waldemar Pawlak – lider ugrupowania z drugim wynikiem, współkoalicjant. Jak będzie teraz zobaczymy. Dzisiaj, w niedzielę i to po sondażowych, czy po pierwszych wynikach na pewno za wcześnie cokolwiek powiedzieć na sto procent. Natomiast jest tradycja, jest zwyczaj, który ja absolutnie szanuję – tzn. zwycięskie ugrupowanie ma tutaj role numer jeden do odegrania i to trzeba uszanować.
 
Panie Prezydencie w czasie kampanii wyborczej pojawiły się głosy, że być może powołanie nowego rządu, zawiązanie koalicji powinno się odłożyć do wyników wyborów prezydenckich. Co Pan o tym sądzi?
 
Prezydent RP: Po pierwsze wybory prezydenckie 9 października, bo przecież nikt nie może zaręczyć, że będą dwie tury, bo może być jedna tura. To nie jest wielka komplikacja. Gdyby czekać z pierwszym posiedzeniem parlamentu, rozpoczęciem, nominacją premiera do 24 października to znajdowalibyśmy się w pewnym kłopocie, to nie jest  przy wyrazistej większości parlamentarnej nadzwyczajny kłopot ale to jest już tylko jeden dzień - 24, czyli dzień po głosowaniu w drugiej turze prezydenckiej, to wydaje mi się wszystko dosyć sztucznie skomplikowane. W moim przekonaniu można to wszystko mniej komplikować , a wyniki wyborów prezydenckich po pierwszej turze wydają się być dość oczywiste.
 
Panie Prezydencie, słuchał Pan wypowiedzi liderów, słyszał Pan wyraźnie rozżalonego Jana Rokitę, ale słyszał Pan także triumfującego - Jarosław Kaczyński czekał na ten moment wiele lat i to w bardzo różnych okolicznościach. Jakiej koalicji Pan się spodziewa?
 
Prezydent RP: Koalicja z tryumfalizmem to będzie tylko gorsza koalicja. Dzisiaj jest jeszcze tryumfu i radości, nie odbierajmy tym, którzy maja powody. Natomiast, od jutra nie ma już mowy o tryumfie. To musi być stąpanie po ziemi, patrzenie na to, co jest realne, co nierealne i przede wszystkim poczucie odpowiedzialności za państwo polskie., które ma swoje oczekiwania, ma swoje sukcesy, ma swoje kłopoty, więc ja myślę, że tryumf trzeba zakończyć gdzieś mniej więcej około północy dzisiaj, a od jutra wziąć się do pracy, budować koalicję. Koalicja będzie trudna, ona byłaby trudna z takim wynikiem i byłaby trudna z odwrotnym wynikiem. Koalicja z natury jest trudna, coś wiem na ten temat. A po drugie jednak mamy dwa ugrupowania różniące się w kwestiach gospodarczych, priorytety w działaniu rządu. Porozumienie się nie będzie łatwe, myślę również, że personalnie również będą odgrywać istotną rolę, ale to wszystko jest do pokonania. Jeżeli te partie dzisiaj po tryumfie i po chwilach rozkoszy, które są związane z tym zwycięstwem, zobaczą, że to na nich spoczywa odpowiedzialność za pomyślność Polski przez kolejne cztery lata i trzeba brać się do roboty, szukać odpowiednich ludzi, którzy zadania umieją wypełnić, pozbyć się właśnie trymfalizmu, wyeliminować arogancję, która była powodem problemów poprzednich ekip i działać dla wspólnego pożytku.
 
Panie Prezydencie, to nie jest większość zdolna według tych szacunkowych wyników do zmiany Konstytucji, ale jest blisko tego progu, poza tym o zmianie Konstytucji mówią również inne ugrupowania. Czy Pan sądzi, że nadszedł czas, na to żeby zmienić zapisy w Konstytucji?
 
Prezydent RP: Ja powtórzę to, o czym mówiłem wielokrotnie, ale dobrze, że Pan mnie o to pyta. To, że nie ma większości konstytucyjnej tym lepiej, bo będzie mniej właśnie trumfializmu i mniej radykalizmu i pomysłów, które mogą być po prostu niedowarzone i niedobre dla państwa polskiego. Otóż ja uważam, że byłoby czymś wielce sensownym gdyby zapowiedzieć na rok 2007 przejrzenie Konstytucji, która w 1997 roku weszła w życie - w wyniku referendum ogólnonarodowego, co przypominam. Dziesięć lat Konstytucji, nasza obecność w UE, połowa kadencji to wszystko by dobrze służyło takiej spokojnej refleksji, która mogłaby być przeprowadzona przez Komisję Konstytucyjną w szerszym składzie, więc nie tylko Sejm, Senat, ale np. również zaproszenie byłych prezydentów, byłych premierów, wybitnych konstytucjonalistów i niech oni mieliby dwa lata na to żeby przejrzeć, co w tej konstytucji się sprawdziło, co nie. Żeby również przeprowadzić spór ideowy, ile państwa, ile wolności, ile wolności jednostek, ile możliwości ingerencji państwa w różne dziedziny, ten dylemat, który dzisiaj jest aktualny na całym świecie w związku z zagrożeniem terroryzmu, ile wolności dla bezpieczeństwa, itd. Ale taka dwuletnia debata byłaby wielką szkołą prawa dla nas wszystkich i więcej – prawdopodobnie przyniosłaby propozycje, które byłyby rozumne.
 
Wyrzuca Pan sobie, że nie namawiał liderów SLD i SdPL do tworzenia wspólnych list?
 
Prezydent RP: To było niemożliwe.
 
Ale nie próbował Pan, Panie Prezydencie. Energię skupił Pan na namawianiu Włodzimierza Cimoszewicza, który się potem wycofał.
 
Prezydent RP: To było później. Cała historia jest długa. Historia problemów lewicy zaczyna się, moim zdaniem, od dzisiaj zapomnianego, niezrealizowanego planu, aby przyspieszyć wybory, żeby zmienić to, co już było wtedy złe w działaniach lewicy, także niektóre osoby. Prawdopodobnie gdyby tak jak chcieliśmy, wybory były 13 czerwca 2004 roku, mówilibyśmy o zupełnie innych wykresach i słupkach aniżeli te, które dzisiaj Państwo pokazywaliście. To jest w tej chwili nie do opisywania, co było możliwe, co niemożliwe, co można było zrobić, czego nie należało. To zostawmy. Dzisiaj naprawdę Polska nie musi się tym pasjonować, bo mamy wybory, one są rozstrzygnięte, mamy dwie partie, które przejmują obowiązek kierowania państwem i niech pod ciężarem tych obowiązków nie ugną się, a sprostają i nich się wystrzegą wszystkich błędów, które zarówno AWS, jak i SLD przez ostatnie osiem lat popełniły.
 
A wybiera się Pan do sztabu SLD dzisiaj?
 
Prezydent RP: W tej chwili na pewno nie, bo jestem bardzo zajęty. Ale jak już minie ten nastrój gorączkowy, który w tej chwili mamy, to zobaczymy. Na pewno tym młodym kolegom szczególnie Wojciechowi Olejniczakowi, należy się słowo uznania, bo jak mówię, wyprowadził SLD z czarnej dziury. To jest jego zasługa przede wszystkim, to jest zasługa tej młodej generacji, która nie przestraszyła się i która wykazała w tym wszystkim wiele umiejętności gry zespołowej. Lewica niestety w ostatnich latach była naznaczona również chorobą egoizmu poszczególnych osób. Myślę, że w tej chwili jest szansa żeby to był zespół, żeby to była drużyna, która nie tylko będzie dobrą, konstruktywną opozycją, ale będzie też alternatywą programową dla wyborców i co demokracji jest bardzo potrzebne.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.