przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Piątek, 25 października 2013

Wystąpienie prezydenta podczas spotkania Europejskiej Grupy Komisji Trójstronnej

To dla mnie poważny zaszczyt móc tutaj, w Krakowie powitać Państwa na spotkaniu poświęconym rozszerzeniu Unii i jej najważniejszym problemom dnia dzisiejszego. Jest dla mnie zaszczytem powitać Państwa w 40 lat od powstania Komisji Trójstronnej i tuż, tuż przed szczytem Partnerstwa Wschodniego w Wilnie. Jest to dla mnie dobra okazja, aby serdecznie podziękować, podzielić się głębokim uczuciem polskiej wdzięczności dla wszystkich byłych i obecnych członków Komisji za wspieranie polskich aspiracji do wolności i polskich marzeń o europejskiej jedności.
 

Wszyscy pamiętamy, że historia Europy jest historią wojen i wielu podziałów. Wszyscy czujemy, że historia Unii Europejskiej jest historią przezwyciężenia wojen, strachu przed wojnami, historią przezwyciężania podziałów.
 

W imię tych doświadczeń i tradycji, marzeń o integrującej się Europie Polacy podejmowali wiele działań, ja także. Myślę, że to jest dobra okazja do swoistego wyznania, jakim jest marzenie,w sposób bezsensowny, nielogiczny, wbrew wszystkim elementom rzeczywistości, w której wtedy żyliśmy, marzenie o znalezieniu wspólnego mianownika przynajmniej dla naszej Europy, tej części zniewolonej przez system lewicowego totalitaryzmu.
 

Pismo, które wydałem w podziemiu, które różnie się w Polsce kojarzy, czasem przesadnie historycznie, miało skromną z jednej strony nazwę „ABC", a z drugiej nawiązywało do jagiellońskiej spuścizny, którą tu w Krakowie czuje się do dnia dzisiejszego szczególnie mocno. Bo "ABC" to nie początek alfabetu, to było marzenie o szukaniu tego, co może być wspólne na obszarze pomiędzy Adriatykiem - stąd "A", Bałtykiem - stąd "B" i Morzem Czernym - stąd "C". To było marzenie, aby dzielić się doświadczeniem, nadzieją na lepszy świat. To było marzenie o tym, że może przyjdzie taki czas, w którym będziemy mogli żyjąc w wolnym świecie wolnych ludzi szukać tego, co narody łączy, a nie dzieli.
 

Chciałbym to dzisiaj, tutaj w Krajowie wspomnieć, tym bardziej, że za rok będziemy obchodzili 25. rocznicę odzyskania przez Polskę i Polaków wolności, suwerenności narodowej i państwowej. Będziemy obchodzili moment radosny odzyskania i polskiej wolności, i tej wolności, która wydawała się wtedy niemożliwa - wolności innych narodów naszego rejonu Europy.
 

4 czerwca będziemy obchodzili tę szczególną datę - 25-lecia odzyskanej wolności. Ten 4 czerwca 1989 roku nie jest datą żadnej bitwy, co jest sprzeczne z polską tradycją, z polską historią.

4 czerwca 1989 roku był w Polsce dniem wielkiego zwycięstwa bez przelania choćby jednej kropli krwi.
 

Ale wtedy mieliśmy świadomość, że oczy całego świata, szczególnie świata wolnego, ale i świata, który rwał się ku wolności z tego rejonu Adriatyku-Bałtyku-Morza Czarnego, były zwrócone na Polskę. Wszyscy pytali czy Polakom się uda? Czy Polakom uda się odzyskać wolność? I przyczynić się do wolności innych?
 

Była wielka bitwa bez oddania choćby jednego wystrzału. Bitwa zwycięska. Pomimo tego, że na przeciw ludziom, którzy postanowili walczyć kartką wyborczą stały jeszcze i dywizje sowieckie sięgające Łaby, Berlina, że stały jeszcze służby bezpieczeństwa, aparaty partyjne i cały system przemocy.
 

4 czerwca 1989 roku rozpoczęła się cicha, ale najważniejsza wygrana bitwa zimnej wojny. Nikt nie wiedział wtedy, jak to się skończy. Ale w kilka miesięcy później upadł mur berliński, a dwa lata później rozpadł się Związek Radziecki. Podział Europy na „Zachodnią” - wolną i na „kraje Układu Warszawskiego” nazywano często żelazną kurtyną albo raną, barierą, murem, czymś, co przeszkadzało żyć normalnie, żyć w jedności.
 

W Polsce będziemy zawsze dumni z tego, że 4 czerwca 1989 roku przy użyciu kartki wyborczej wygraliśmy z komunizmem w Polce i rozpoczęliśmy proces demontażu całego złowrogiego systemu właśnie w rejonie od Adriatyk po Bałtyk i Morze Czarne.
 

Dla nas to zwycięstwo otworzyło drogę do integracji ze Światem Zachodnim. Dla nas otworzyło drogę do polskiego członkostwa w NATO, a potem w UE. Otworzyło także drogę, na której musimy myśleć co dalej z Polską, co dalej z UE. Myślimy, chcemy także uczestniczyć w pogłębieniu procesu integracji europejskiej, bo dla nas to jest dalszy ciąg tej samej drogi, której etapem było zwycięstwo 4 czerwca 1989 roku.
 

Ale osiągnąwszy tyle, aż tyle, jednocześnie czujemy się zobowiązani, w myśl zasady "o naszą i waszą wolność" w tym rejonie od Adriatyku, po Bałtyk, po Morze Czarne, myśleć o wolności, a także o prawie do życia w systemie wartości świata zachodniego dla innych.
 

Dlatego Polska konsekwentnie wspiera, konsekwentnie działa na rzecz realizacji marzeń związanych z Partnerstwem Wschodnim UE. Stąd tak mocne nasze zaangażowanie i tak mocne nasze marzenie o tym, aby w Wilnie doszło do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą, o stowarzyszeniu tego ważnego kraju z całą Unią i do parafowania takich umów z Mołdawią i Gruzją. To nie jest tylko polska sprawa. To nie jest tylko i wyłącznie marzenie wynikające z tradycji jagiellońskiej, tak mocno widocznej i łatwej do odczuwania tu, w Krakowie. To jest problem interesu całego świata Zachodu i całej Europy, w sensie geopolitycznym, jak i w sensie poszerzania jej tożsamości.

Ukraina i UE stoją przed wielkim wyzwaniem, przed wielką szansą. Podpisanie Umowy Stowarzyszeniowej stworzy nowy model współpracy między Unią i krajami partnerskimi, stworzy ambitny model politycznego stowarzyszenia i ekonomicznej integracji.

Ukraina w ostatnich miesiącach dokonała istotnego postępu, wprowadziła zmiany w swoim systemie prawnym zbliżające ten kraj do rozwiązań unijnych. Projekty ustaw są konsultowane z Komisją Wenecką Rady Europy, a w parlamencie ukraińskim popierane są w głosowaniach przez niemal wszystkie partie polityczne, poza partią komunistyczną. Idea integracji europejskiej cieszy się poparciem nie tylko Rady Najwyższej , ale też społeczeństwa ukraińskiego, a wśród młodszego pokolenia do 39 lat - w sondażach absolutnej większości i na Zachodzie i Wschodzie Ukrainy.

Podpisanie Umowy Stowarzyszeniowej z Ukrainą nie zakończy, ale zintensyfikuje dochodzenie Ukrainy do norm i standardów unijnych. Zmieni układ sił w tej części kontynentu i na samej Ukrainie. Praca, także nasza praca, na rzecz faktycznego zbliżenia Ukrainy do świata Zachodniego będzie trwała nadal. To będą kolejne jej etapy.
 

Mamy wszyscy świadomość, że istotną przeszkodą w podpisaniu Umowy Stowarzyszeniowej jest sprawa Julii Tymoszenko. Dlatego chciałem tutaj, z tego miejsca, z Krakowa - gdzie była stolica Dynastii Jagiellonów, która była formą zbliżenia części świata Wschodniego do świata kultury, obyczajów i standardów zachodnich - powiedzieć w sposób jednoznaczny, że oczekujemy zdecydowanego działania w tej sprawie od władz ukraińskich, tak aby był możliwy wyjazd byłej premier na leczenie zagranicą.
 

Apelujemy przede wszystkim do rządzących, ale również i do opozycji współodpowiedzialnej za przekroczenie bądź, bądź nie przekroczenie tej istotnej, ale chyba już ostatniej poważnej bariery na drodze Ukrainy ku światu Zachodniemu.
 

Suwerenność państw jest zasadą Unii. Dlatego nie chcemy podważać prawomocnych wyroków sądów ukraińskich. Ale przypominamy braciom Ukraińcom, że fundamentem Unii są i będą zawsze prawa człowieka.
 

Unię Europejską tworzyły wielkie wartości i potrzeba głębokich przeobrażeń. Tymczasem dziś w debacie unijnej przeważają problemy gospodarcze i rozwiązywanie kryzysu finansowego. Zadajmy sobie pytanie – czy to wystarczy jako zachęta do dalszej, głębszej integracji?

Kryzys finansowy odbił się na naszych gospodarkach. Jest widoczny i policzalny. Kryzys projektu europejskiego – jest mniej donośny, mniej widoczny, ale jeszcze groźniejszy. Jego symptomy to m.in.: zanik entuzjazmu dla Europy „bez wojny” – bo m.in. wymiera pokolenie „ojców założycieli”, którzy wojnę pamiętali. Centralny problem tkwi w braku jedności i porozumienia pomiędzy głównymi państwami UE, które albo nie są zainteresowane wizją UE jako globalnego mocarstwa albo nawet - jeśli tak deklarują - preferują w praktyce działania jednostronne. Nie chcą często wiązać sobie rąk tą Unią, którą formalnie wspierają, a którą przestały w stopniu jednoznacznym przeżywać i wzmacniać. Wydaje się im często, że same lepiej będą broniły swoich interesów. Ten brak solidarności wśród unijnych "wielkich" jest przyczyną słabości wspólnej polityki zagranicznej i polityki bezpieczeństwa.

Jeszcze nie tak dawno temu UE miała wspólne cele i dążenia, dzisiaj trudno nie odnieść wrażenia, że raczej ma wspólne problemy. To powoduje, że poszczególne kraje rozważają różne wersje poluzowania swojego udziału w takiej wspólnocie trosk i kłopotów. Dziś trzeba przeformułować problemy w cele. Troski w ambicje, a kłopoty – we wspólny projekt.
 

Widoczny jest też spadek międzynarodowej roli UE, która jeszcze 10 lat temu nie kryła swoich naturalnych, zrozumiałych i potrzebnych ambicji do odgrywania roli globalnej. Bo była do takiej roli i jest była predestynowana. Przeciągający się kryzys zmuszał UE do zajmowania się sobą, do przeciwdziałania skutkom kryzysu zadłużenia i jego społecznych skutków.
 

Problem pozycji międzynarodowej UE nie tkwi w deficycie potencjału czy w niedostatku instrumentów. Łączny potencjał Unii jest nadal pod wieloma względami większy od potencjału USA czy Chin, rosnącej potęgi, ale jest to potencjał podzielony i rozproszony. Ponadto, Traktat Lizboński dał przecież UE zupełnie nowe instrumenty umacniania mandatu wśród europejskich obywateli.
 

Chciałbym zwrócić uwagę, że Unia Europejska musi zwiększyć swoją aktywność kierowaną na zewnątrz. Razem i na miarę swojego potencjału i ambicji. Relacje transatlantyckie to zasadniczo owocny kierunek, to zasadnicza szansa na realizację naszych marzeń także o roli odgrywanej przez UE. Optymizm - w moim przekonaniu - płynie z perspektywy ambitnego porozumienia o strefie wolnego handlu pomiędzy UE i Kanadą.

Kolejny duży projekt to umowa z USA. To może być interes millenium. Od tej umowy zależy czy USA i UE będą w stanie gospodarczo sprostać wyzwaniom i konkurencji związanym z globalizacją. Dziś relacje społeczne i kulturowe potrzebują umocnienia w strategii gospodarczej. Od tego, jak ułożymy relacje z NATO i USA będzie zależeć przyszłość naszej cywilizacji świata Zachodniego.

Unia Europejska wyrosła z potrzeby stworzenia struktury, która raz na zawsze wyeliminuje wojnę jako kontynuację polityki między państwami europejskimi środkami wojskowymi. Jak dotąd, to się powiodło. To w Polsce my doskonale czujemy i doceniamy w pełni, bo jeszcze są świeże wspomnienia ran wojennych. Unia zasłużyła w moim przekonaniu, na Pokojową Nagrodę Nobla, którą otrzymała przed rokiem. Jest to zasłużone uznanie, ale zarazem jest to zobowiązanie. Unia ma szansę oddziaływać skuteczniej niż to robi dzisiaj na świat zewnętrzny. Ma szansę, jeśli nie będzie zamykać się, izolować i tworzyć niewidzialnych murów w relacjach ze swoimi sąsiadami. Unia wytycza i wytyczyła drogę, którą mogą podążać również nasi sąsiedzi. To nie tylko do nich należy wybór, to do nas również należy wyznaczanie ambitnych celów.
 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.