przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Czwartek, 27 stycznia 2011

Przemówienie prezydenta w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu

Należę do tego pokolenia polskiego, które żyło i wzrastało w cieniu wojny, także w cieniu doświadczeń własnych rodzin. W zasadzie całe moje dzieciństwo w domu rodzinnym to były wspomnienia z wojny – zarówno wspomnienia z walki: z partyzantki, z konspiracji, z powstania warszawskiego, jak i wspomnienia strasznych zbrodni, które przecież dotknęły rodziny polskie w stopniu niesłychanie wysokim. To poczucie bólu trwało przez pokolenia – myślę, że przez trzy pokolenia w przypadku mojej rodziny. Na podwórku bawiłem się prawie zawsze w wojnę. Oczywiście, bawiliśmy się w tę heroiczną część wojny, gdzie się strzelało, biegało, gdzieś chowało. Ale pamiętam doskonale moje rozmowy z kolegami, ciągłe licytowanie się, w której rodzinie ktoś przeżył straszniejsze albo bardziej bohaterskie wydarzenia. To była taka licytacja małych dzieci. Ale pamiętam także rozmowę z moim ojcem, który stracił na wojnie brata, 16-letniego uczestnika polskiej konspiracji niepodległościowej w Wilnie, rozstrzelanego przez Litwinów na rozkaz niemiecki, w wyniku wyroku niemieckiego. Pamiętam – kiedyś szliśmy z moim tatą, trzymałem go za rękę i patrzyłem w niego jak w obraz, bo byłem absolutnie przekonany, że był najdzielniejszym żołnierzem, że pewnie wielokrotnie pomścił śmierć swojego brata. I zadałem pytanie, które było typowe dla mojego pokolenia, z głębokim przeświadczeniem, że wiem, jaka będzie odpowiedź. Spytałem: „Tato, a ilu Niemców ty zabiłeś?”. Spodziewałem się, że padnie jakaś wielka liczba, bo to była i konspiracja, i partyzantka polska na Wileńszczyźnie, i zakończenie walk na froncie pod Dreznem. I pamiętam to uczucie, kiedy ojciec aż stanął. Trzymał mnie za rękę, spojrzał na mnie i powiedział: „Wiesz, mam nadzieję, że żadnego”. To był ten moment, w którym musiałem dokonać przewartościowania mojego stosunku do wojny, do tego wszystkiego, co wojna przyniosła mojemu pokoleniu. Bo przecież wojna przyniosła straszliwe wyniszczenie wiary w ludzi, w ludzkość, w kulturę, w cywilizację, także i w moim pokoleniu.


Dlatego cieszę się, że jest ten Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży, tutaj, w Oświęcimiu. Ja też jestem z pokolenia powojennego, jak pan prezydent Wulff, ale wy jesteście jeszcze bardziej powojenni i nie macie nawet takich wspomnień, jak moje, odziedziczone trochę po rodzicach, co wcale was nie zwalnia z obowiązku wiedzy. Wiedzy, która jednak może być łatwiej połączona z taką optymistyczną wizją świata, że to straszne doświadczenie stanowi jednocześnie zobowiązanie do lepszego i bardziej radosnego życia. Kiedyś, po wojnie, pytano w taki sposób, że to trafiało do mojego pokolenia: czy po doświadczeniu II wojny światowej, po doświadczeniu ludobójstwa, po doświadczeniu Auschwitz jest w ogóle możliwe tworzenie filozofii, pisanie poezji, malowanie radosnych obrazów? Myśmy sobie też to pytanie zadawali. Mam nadzieje, że pokolenie moich dzieci już takich dylematów nie ma. Wie, że świat bywa zły i okrutny, ale trzeba budować świat piękny, mądry i dobry.


W moim przekonaniu, nie ma możliwości pojednania, nie ma możliwości zrozumienia się nawzajem, jeśli nie potrafi się razem przeżywać prawdy – i wtedy, kiedy jest ona radosna, ale i wtedy, kiedy jest nieprawdopodobnie bolesna. I na tym polega wartość spotkań i całego systemu wymiany młodzieżowej – zarówno miedzy Polską a Niemcami, jak i pomiędzy innymi narodami – że jest tam pojednanie w prawdzie poprzez szukanie odpowiedzi, które nie są adresowane tylko i wyłącznie do konkretnej nacji, do konkretnej sytuacji, tylko są formułowane jako pytania do całego świata, do wszystkich ludzi, do wszystkich narodów. To jest zawsze podstawowe pytanie: czy w świecie jest więcej mechanizmów, które chronią nas przed rzeczami złymi, przed zbrodnią, przed okrucieństwem, przed nieszanowaniem innych ludzi, lekceważeniem ich praw, naturalnych praw ludzi, czy też są mechanizmy, które zachęcają do tego, żeby w relacjach wzajemnych okazywać pogardę, lekceważenie, nienawiść, chęć tylko i wyłącznie zemsty albo pilnowania tylko i wyłącznie własnych, wąsko pojętych interesów grupowych czy narodowych.


Myślę, że dzisiaj jest też aktualne rozważanie tego, co powiedział w czasie wojny legendarny kurier Polskiego Państwa Podziemnego Jan Karski – niezwykła postać, która była świadkiem zbrodni tutaj, w Auschwitz, w Oświęcimiu, zbrodni na nieprawdopodobną skalę dokonywanej na Żydach, obywatelach Polski i na wszystkich innych Żydach przywożonych tutaj z całej Europy, była także świadkiem nieprawdopodobnych zbrodni w stosunku do Polaków. I kiedy Jan Karski trafił do świata wolnego, kiedy jako wysłannik, jako kurier, jako żołnierz polskiej armii podziemnej, jako emisariusz całej struktury administracji podziemnego państwa, a jednocześnie jako człowiek wrażliwy trafił do świata walczącego ze złem, trafił na Zachód, wtedy napisał coś, co powinniśmy rozważać stale: „To nie był świat, to co widziałem, to nie była ludzkość”. Trzeba stale rozważać, czy właśnie nie było w ten sposób, że to była ludzkość, że to jest ludzkość, że tak wyglądał, wygląda i może wyglądać świat. Ale że to od nas zależy. Trzeba stale ważyć w sobie gotowość do obrony przed zagrożeniami, które tkwią gdzieś w duszach ludzkich, w zakamarkach ludzkich serc, w różnych emocjach tak łatwo uruchamianych, na naszych oczach także. Myślę, że jesteśmy to winni i tym, którzy zginęli tutaj, w Auschwitz, i wszystkim, którzy zginęli w czasie tej strasznej wojny. Ale jesteśmy także winni tym ludziom, którzy ginęli na naszych oczach, na oczach także waszego pokolenia, na Bałkanach – nie tak daleko. Jesteśmy winni ciągłe rozważanie, czy to był nasz świat, czy też coś zupełnie spoza kręgu naszej kultury, naszej mentalności, naszych obyczajów, naszych interesów. To ciągłe napięcie należy się tym ludziom, którzy w wyniku złego świata wtedy zginęli.

 

 


 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.