przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Środa, 2 maja 2012

Wywiad Prezydenta RP dla TVP 1

Piotr Kraśko: W Dniu Flagi, dzień przed rocznicą uchwalenia Konstytucji 3 maja jesteśmy gośćmi Prezydenta w Belwederze. Dobry wieczór, Panie Prezydencie.

 

Bronisław Komorowski: Dobry wieczór Panu, dobry wieczór Państwu.

 

To jest bardzo ciekawy dzień: wybieramy przebój biało-czerwonych, Franciszek Smuda ogłosi skład naszej kadry na Euro… Tylko jeśli posłuchać polityków na Zachodzie, to nie ma pewności, gdzie Euro się odbędzie: czy w Polsce i na Ukrainie, czy tylko u nas, a może u nas, w Niemczech, Austrii albo w Hiszpanii. Czy Pan ma już taką pewność?

 

Wszyscy mamy nadzieję na polskie święto futbolu. Ludzie potrzebują takiego święta, związanego z wydarzeniami sportowymi, ale także – w przypadku Polski – z dokonanymi wielkimi inwestycjami w infrastrukturę sportową. Nie oceniając szans sportowych, już dzisiaj mamy prawo być dumni z tego, co udało się zrobić. Pamiętajmy, że Euro 2012 dla wielu ludzi na świecie może być w ogóle pierwszą okazją, że cokolwiek będzie im się kojarzyło z Polską. A więc to jest szansa na wielkie święto. I muszę powiedzieć z największym niepokojem, że widzę chęć popsucia tego święta. Ze względu na to, że Euro 2012 jest związane z Ukrainą, istnieje ryzyko, że popsucie święta futbolu na Ukrainie poprzez jego bojkot będzie oznaczało również nasze straty, nasz dyskomfort i – powiedziałbym – zmarnowane siły i środki. Euro 2012 dla Ukrainy miało być szansą pokazania, że Ukraina dąży do integracji ze światem zachodnim. Miało także pokazać przyjaźń polsko-ukraińską właśnie w ramach tej drogi. A w Polsce miało pokazać dorobek naszego dwudziestolecia wolności. To wszystko jest dzisiaj zagrożone. Patrzę na to z największym niepokojem. Uważam, że apele o bojkot są po prostu nieadekwatne, kompletnie nieadekwatne do sytuacji istniejącej na Ukrainie. Przecież w różnych krajach, o starych demokracjach, zdarzały się przypadki skazywania albo oskarżania prezydentów czy premierów o różne złe rzeczy, ale nigdzie nie prowadziło to do bojkotu tego rodzaju igrzysk. Warto pamiętać, że chyba tylko dwa razy w historii był ogłaszany bojkot igrzysk olimpijskich – w Moskwie i w Pekinie. Ale to był efekt wojny, którą Rosja wypowiedziała Afganistanowi, albo krwawego stłumienia dążeń wolnościowych Tybetańczyków, gdzie lała się krew, gdzie były masowe aresztowania, więzienia i tak dalej. Sytuacja na Ukrainie przecież nie jest taka, wszyscy to doskonale czujemy. Można się więc domyślać, że są jakieś zupełnie inne kalkulacje…

 

Ale to jakie to mogą być kalkulacje? Joachim Gauck nie jest politykiem tak łatwo ulegającym emocjom, a on powiedział: do Jałty w tej sytuacji nie jadę. Co by Pan powiedział prezydentowi Niemiec… i kanclerz Niemiec, która cały czas chyba rozważa, czy jechać, czy nie jechać na Ukrainę?

 

Fakty są, niestety, bardzo smutne.  Ogłoszono już niektóre elementy bojkotu Ukrainy, a więc także i niektóre elementy zachowań politycznych, które będą szkodziły powadze i radości Euro 2012 w Polsce. Nie chciałbym wnikać zbyt głęboko w przyczyny. Ale jeszcze raz powiem, że wydaje mi się to reakcją absolutnie nieadekwatną. Wielokrotnie rozmawiałem na ten temat z panem prezydentem Janukowyczem. Chyba mogę to już dzisiaj powiedzieć, że kiedy dokładnie w miesiąc po aresztowaniu pani Julii Tymoszenko gościłem w Polsce prezydenta Ukrainy, mówiłem mu, że to będzie niesłychanie kosztowne, bardzo szkodliwe z punktu widzenia strategicznych interesów Ukrainy, to znaczy dążenia do integracji zachodniej, a bronienia się przed integracją wschodnią. Dzisiaj widać, że to się, niestety, realizuje.  Sugerowałem mu drogę wyjścia… Przecież politycy bywają skazywani za różne rzeczy złe. Problem polega na tym, że na Ukrainie skazano byłą premier za błędne – być może bardzo błędne i bardzo szkodzące Ukrainie – decyzje natury politycznej, bo w kodeksie karnym Ukrainy jest paragraf 365, który taką możliwość stwarza. Mówiłem więc wtedy prezydentowi Janukowyczowi: zmieńcie kodeks  tak,  aby odpowiedzialność polityczna nie była tak samo traktowana jak odpowiedzialność karna.

 

I on sugerował, że może zmienić ten kodeks, i tego nie zrobił...

 

Była próba w parlamencie ukraińskim, ale nieudana. A według mnie tędy wiedzie droga do jakiegoś uzdrowienia sytuacji, natomiast na pewno nie jest tą drogą ogłaszanie bojkotu Ukrainy. Przecież tu chodzi o Euro na Ukrainie! To nie jest własność tego czy innego polityka ukraińskiego, ale to jest szansa dla narodu, dla państwa ukraińskiego pokazania się z lepszej strony. Według mnie bojkot jest absolutnie nieadekwatnym do realnie istniejącej sytuacji politycznym gestem.

 

Wiele osób jest przekonanych, że taki bojkot popycha też Ukrainę w stronę Rosji. Bo oto pokazuje:  na Zachód nie macie co liczyć, oni was bojkotują… Wychodzi na to, że jedyny partner dla Ukraińców jest na Wschodzie. Czy taki mógłby być efekt daleko posuniętego bojkotu?

 

My w Polsce to doskonale czujemy i rozumiemy, że Ukraina jest gdzieś między wyborem integracji ze światem zachodnim – z całą konsekwencją, to znaczy z poprawą także systemu prawnego, sądownictwa i tak dalej – albo szansą na uczestniczenie w unii celnej, którą proponuje Rosja. Nie ma co udawać: Euro 2012 organizowane wspólnie przez Ukraińców i Polaków  – warto pamiętać, że tę wspólną organizację zaproponowała Polsce strona ukraińska – to miał być wielki gest potwierdzający wolę Ukrainy dążenia do integracji ze światem zachodnim. Tak więc z tego punktu widzenia jak najbardziej uzasadnione są polskie obawy, że popsucie tego mechanizmu może skutkować wyborem jakiejś zupełnie innej drogi politycznej, konkurencyjnej w stosunku do uczestniczenia Ukrainy w procesie integracji europejskiej.

 

Czy Pana zdaniem te rozważania o możliwości rozegrania Euro w innym terminie albo w innym miejscu są poważne? UEFA mówi jasno „nie”.

 

Według mnie są to rozważania szkodliwe. Jeżeli strona ukraińska zaproponowała nam, żebyśmy razem organizowali Euro 2012, to teraz uczestniczenie w procesie zabierania i psucia Ukraińcom ich święta byłoby czymś absolutnie nie fair. Sport, ale i polityka czasami też, powinny być dziedzinami działania ludzi, którzy starają się zachowywać fair w stosunku do partnera, do konkurenta w każdym obszarze życia – i sportowego, i politycznego. Dlatego rozważanie tego rodzaju sytuacji byłoby, w moim przekonaniu, graniem nie fair. A oprócz tego wydaje mi się to kompletnie nierealistyczne.

 

Pan dziś namawiałby na czas Euro zawiesić protesty, gdyby miały być one organizowane w Polsce. Ale gdyby na moim miejscu siedzieli ich organizatorzy, ci, którzy to rozważają, to oni powiedzieliby: „Panie Prezydencie, to jest czas, kiedy będziemy najbardziej widoczni. Czemu mamy rezygnować?”.

 

Ponieważ są rzeczy ważne, ważniejsze i najważniejsze. Uważam, że najważniejsze to nie psuć polskiego święta związanego z wielkim międzynarodowym wydarzeniem, jakim jest Euro 2012. Oczywiście każdy musi rozważać, czy tego faktycznie chce. Jak ktoś zrobi awanturę, protest, strajk, demonstrację w okresie Euro, to rzeczywiście cały świat to zobaczy. Tylko jaki z tego będzie zysk? Uważam, że nawet najbardziej słuszne protesty można robić tak, żeby to nie szkodziło sprawie najważniejszej, jaką dla Polaków jest Euro 2012 rozumiane jako okazja do dobrej promocji naszego kraju. Dlatego zwróciłem się z apelem do wszystkich, którzy planowali tego rodzaju strajki i protesty w okresie Euro 2012, o ponowne rozważenie – chcę podkreślić to słowo – czy nie byłoby wskazane, aby się wycofać z tego rodzaju planów, przesunąć swoje słuszne, bardzo słuszne albo mniej słuszne protesty na okres trochę późniejszy, kiedy nie będzie to groziło tym, że zamiast sukcesu Polski na arenie międzynarodowej, zamiast pokazania fajnej, ciekawej Polski z dorobkiem, Polski robiącej wielkie wydarzenie sportowe, pokażemy Polskę skonfliktowaną, pełną awantur i problemów wewnętrznych. Jeszcze raz powiedziałem: są sprawy ważne i najważniejsze. Najważniejsze jest powodzenie święta Euro 2012, bo to jest święto nie tylko futbolu, ale także Polski.

 

Jutro obchodzimy rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja. Po niej przyszły zabory. Wtedy przez 100 lat Polacy śpiewali w kościołach „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”. Niektórzy tak mówią dzisiaj. Co by im Pan powiedział?

 

To jest tyle samo smutne, co jakoś niepoważne. Ale i bolesne. Mógłbym radzić tylko i wyłącznie ćwiczenie cnoty umiaru w ocenach politycznych i ćwiczenie cnoty docenienia i wdzięczności. Wdzięczności Panu Bogu, Opatrzności Bożej, losowi, historii, przywódcom Polski, narodowi polskiemu, w końcu nam samym nawzajem za to, że udało się odzyskać wolność w Polsce. I z tego powinniśmy się cieszyć. Nie powinniśmy tego wykoślawiać, psuć i tworzyć fałszywego wrażenia, że ciągle jesteśmy na etapie powstania kościuszkowskiego czy listopadowego, bo to po prostu nieprawda.

 

Co to znaczy dzisiaj patriotyzm?
 

Patriotyzm to jest, po pierwsze, postawa gotowości do złożenia jakiejkolwiek ofiary wspólnocie narodowej, państwowej. A to może być ofiara niekoniecznie krwi. To może być ofiara własnej pracy, własnej kreatywności, powiem więcej – własnej radości z powodu sukcesów nas wszystkich. Patriotyzm nowoczesny to jest także poczucie dumy nie z odziedziczonej po historii tradycji, ale ze współczesnego państwa polskiego i z dorobku nas samych, naszego pokolenia czy naszych pokoleń. Nowoczesny patriotyzm to jest patriotyzm, który nie stoi w kolizji z innymi narodami. Szuka tego, co może łączyć, ponieważ dzisiaj – na szczęście i wbrew różnym deklaracjom – nie mamy czasu wojny, kiedy patriotyzm musiał się sprawdzać i wykuwać w zupełnie innych realiach.

 

Bardzo dziękuję za rozmowę. W Dzień Flagi byliśmy gośćmi prezydenta Bronisława Komorowskiego w Belwederze. Bardzo dziękuję, Panie Prezydencie.

 

Wszystkiego dobrego z okazji 3 maja.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.