przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Środa, 16 maja 2012

Wywiad prezydenta dla TVP Info

Joanna Osińska: Witam, Panie Prezydencie.

 

Bronisław Komorowski: Witam Panią, witam Państwa.

 

Jak Pan ocenia to, co wydarzyło się w piątek przed parlamentem?

 

Zdecydowanie źle. Sądzę, że ogromna większość Polaków też patrzyła na te zjawiska z dezaprobatą, z niepokojem, z niechęcią i obawą. Widzę w tym przejaw dalszej anarchizacji życia politycznego w Polsce. Bo można kogoś lubić albo nie lubić, można lubić albo nie lubić premiera, można lubić albo nie lubić samej instytucji Sejmu, można lubić albo nie lubić konkretnego posła czy senatora – ale trzeba szanować mechanizm demokracji w Polsce, bo to świeżo odzyskaliśmy.

 

Sejm, co by o nim nie mówić, to jest serce demokracji. Może bić źle, może bić nierówno, ale to jest serce demokracji. Jeżeli się go lekceważy, jeżeli się obraża, jeżeli uniemożliwia się mu normalną pracę, niszczy się autorytet państwa polskiego, niszczy się polską demokrację. To, co się zdarzyło wokół Sejmu, jest według mnie politycznym skandalem także dlatego, że zabrakło parlamentarzystom, liderom politycznym, odwagi w obronie parlamentu jako serca demokracji. Tu wyraźnie dały o sobie znać podziały partyjne. Zabrakło solidarności w obliczu zagrożenia autorytetu demokracji w Polsce.

 

A czy związki zawodowe są uprawnione, by blokować parlament?

 

Związki zawodowe są od tego, aby demonstrować poglądy swoje własne, swoich członków, a prawem  i obowiązkiem państwa polskiego jest zapewnienie im możliwości demonstrowania. Ale czym innym jest demonstracja, a czym innym ubezwłasnowolnienie instytucji, uniemożliwienie swobodnego poruszania się parlamentarzystom czy inne tego rodzaju ekscesy. To nie ma nic wspólnego z demonstrowaniem swoich poglądów na konkretną sprawę.

 

Odnoszę wrażenie, że wszyscy wiemy, że stało się coś bardzo złego, ale nie bardzo mamy pomysł, co zrobić, aby ta sytuacja się nie powtórzyła.

 

Tego się nie zrobić jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Według mnie tu jest potrzebne z jednej strony bardzo zdecydowane działanie ze strony władz wykonawczych państwa polskiego, aby nie upowszechniły się w Polsce tego rodzaju obyczaje, z drugiej potrzebna jest głęboka refleksja wśród związkowców i kierownictwa związku, czy nie posunęli się za daleko, nie zagalopowali się. I jeśliby mieli refleksję pozytywną, to zamiast kluczyć i opowiadać, że kij był tylko i wyłącznie witką – po prostu przeprosić. Przeprosić nie parlament, przeprosić polską demokrację.

 

To, co się wydarzyło, wymaga również głębokiej refleksji w kręgu liderów partyjnych, liderów klubów parlamentarnych, którzy jednak powinni od czasu do czasu potrafić wznieść się ponad podziały, które w parlamencie są normalne. Tam, gdzie w grę wchodzi zagrożenie dla parlamentaryzmu jako takiego, powinna dać o sobie znać, choćby nawet w niewielkim stopniu, tendencja do obrony interesu własnego. Bo dzisiaj można nie wypuszczać parlamentarzystów jednego ugrupowania, jutro dotknie to innych, a po wyborach jeszcze innego ugrupowania. A za chwilę będzie tak, że się kogoś nie wpuści do parlamentu. Tak już było w Polsce. Kto nie pamięta, kto nie ma wiedzy historycznej, niech sobie obejrzy film o śmierci Gabriela Narutowicza, gdzie są straszne sceny: ludzie, którzy ze względów politycznych blokują polski parlament. Tam jest brutalizacja jeszcze dalej posunięta, jest  bicie i są różne ekscesy. Jesteśmy na najlepszej drodze do skopiowania tamtych fatalnych mechanizmów.

 

Pan mówi, że należy coś zrobić, na przykład, domyślam się, zmienić prawo. Ale czy bardziej zaostrzone prawo nauczy polityków, związkowców, dziennikarzy dobrego zachowania?

 

Nie, ja nie mówię o zaostrzeniu prawa. Według mnie prawo tu niewiele zmieni, bo prawdopodobnie zostało złamane prawo, zupełnie przyzwoite prawo, jakim jest prawo do demonstracji, ale z pewnymi ograniczeniami.

 

Wobec tego co zrobić, żeby ta sytuacja się nie powtórzyła?

 

Tu jest potrzebna przede wszystkim presja opinii publicznej, dziennikarzy, także presja ze strony środowisk politycznych, które w obronie autorytetu parlamentu polskiego powinny się solidarnie wznieść ponad bieżące podziały. To jest także kwestia dawania dobrego przykładu, ograniczenia agresji w stosunku do siebie nawzajem. We wszystkich środowiskach jest tak, że ktoś jest bardziej krewki, ktoś komuś chętnie nawymyśla… Wszyscy jednak wiemy, że w każdej rodzinie, w każdym środowisku, w każdej instytucji zawsze jest ktoś trochę mądrzejszy i mający autorytet, kto zwróci uwagę, powie: przestań się wygłupiać, ogranicz swoje zachowania, nie wolno się awanturować. Takich osób w polskiej polityce jest zdecydowanie za mało. Bardzo często rozsadnikami złych obyczajów stają się liderzy polityczni, a to oni powinni występować w roli osób powściągających emocje, pouczających i od czasu do czasu ściągających cugle nadmiernie brykającym parlamentarzystom.

 

Ale nawet tak fatalnie zachowujący się posłowie reprezentują jakąś część Polaków, obywateli. I dlatego – z mocy prawa i z potrzeby budowy autorytetu demokracji – nie wolno ich ubezwłasnowolniać, nie wolno ich obrażać, a tym bardziej nie wolno ich bić prawda, zachowywać się w sposób niegodny – bo w ten sposób obraża się tych ludzi, którzy tego posła wybrali. Może popełnili błąd, może pewni się nawet wstydzić za niektóre zachowania, ale to Polacy tych posłów wybrali. Sejm jest taki, jakie polskie społeczeństwo sobie wybrało.

 

Czyli politycy powinni przeprosić… Stefan Niesiołowski?

 

Bez przesady. Za to, że posła pobito przed Sejmem, parlamentarzyści nie powinni przepraszać. Powinni tylko wyciągnąć z tego daleko idące wnioski i bronić Sejmu solidarnie, pomimo naturalnych różnić partyjnych. Bo Sejm jest także po to, żeby tam toczyła się walka polityczna, żeby nie przenosiła się na ulicę. Taka jest idea demokracji parlamentarnej. Oczekuję więc od parlamentarzystów nie przepraszania za grzechy związkowców, tylko działania na rzecz utrzymania autorytetu Sejmu jako instytucji. Bo Sejm może nie wszystkim się podobać, ale wszyscy musimy mieć świadomość, że to jest serce polskiej demokracji. Ono może bić czasami źle, nierytmicznie… Może nam się niekoniecznie wszystko podobać, ale trzeba wiedzieć, że bez tego serca demokracji nie będzie.

 

Ale nie chcemy, Panie Prezydencie, zawału tego serca. Powiedział Pan przed chwilą, że politycy powinni być powściągliwi. W piątek były przykłady niepowściągliwych polityków.

 

Oczywiście, tacy są zawsze, dlatego podkreśliłem rolę liderów partyjnych, którzy powinni od czasu do czasu umieć przeciwstawić się takiej naturalnej tendencji do przerysowania, do ostrych wypowiedzi. To jest rola liderów partyjnych, liderów klubów parlamentarnych, żeby nie podbechtywać, nie namawiać do ostrych wypowiedzi, tylko od czasu do czasu pouczyć, powściągnąć i zachęcać parlamentarzystów do bardziej parlamentarnego zachowania.

 

Ustawa emerytalna jest teraz w Pana rękach. Jest Pan prezydentem wszystkich Polaków, także tych niezadowolonych z tej ustawy. Jakie będą Pana decyzje?

 

Przede wszystkim ustawa jeszcze będzie w rękach Senatu, gdzie, jak słyszę, zostało zwołane specjalne posiedzenie, na którym jeszcze mogą być jakieś poprawki. Tak więc jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o ostatecznym kształcie ustawy. Ale prezydent, każdy prezydent, jest odpowiedzialny nie tylko za to, żeby się podobać. Jest odpowiedzialny za to, żeby zagwarantować dobre rozwiązania na przyszłość. Ja powiem tak: niech każdy robi to, co do niego należy. Związkowcy niech upominają się o prawa dzisiejszych pracowników, to jest ich dobre prawo i ich obowiązek; partie polityczne niech ścigają się na dobre pomysły, jak najlepiej rozwiązać realne polskie problemy. Jest problem kryzysu demograficznego,  starzenia się społeczeństwa polskiego. To jest realny problem, że w perspektywie następnych lat zwiększy się ilość osób, które będą chciały dostawać godziwe emerytury, a zmniejszy się ilość osób, które te emerytury będą wypracowywały. To są realne problemy, więc partie powinny dbać o to, żeby podpowiadać najlepsze rozwiązania, rząd – żeby nie zabrakło pieniędzy w systemie emerytalnym, a prezydent powinien dbać o to, aby przyszłe pokolenie Polaków nie przeklęło nas za to, że nie znaleźliśmy w sobie odwagi, żeby zmienić system tak, by on funkcjonował, dając szansę żyć godnie naszemu pokoleniu na emeryturze i nie przeciążając naszych dzieci, które przecież będą musiały na te emerytury zapracować.

 

Trzeba się podzielić odpowiedzialnością między pokoleniami. Jedni będą musieli trochę dłużej pracować, a drudzy nie będą przeciążeni tym, żeby utrzymać dużo większą ilość osób starszych z mojego pokolenia. Potrzebna jest solidarność międzypokoleniowa i według mnie jest rzeczą niesłychanie istotną to, aby mieć odwagę mówienia, że nie wymyślamy niczego ekstra, bo przecież absolutna większość krajów w Unii Europejskiej takie niepopularne reformy musiała zrobić. Musiała i zrobiła. I należy oczekiwać, że w tych sprawach wzniesiemy się ponad podziały. Warto przypomnieć, że w ten sposób myśleli praktycznie wszyscy prezydenci, bo i Aleksander Kwaśniewski, który poparł plan wicepremiera Hausnera, i pan Leszek Miller zrównujący wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, podnoszący wiek emerytalny w górę, i tak dalej. Nie przeprowadzili reformy, bo nie dali rady, ale doskonale wiedzieli, że to jest niezbędne. Słynna wypowiedź pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zacytowana przez premiera Tuska w czasie debaty parlamentarnej, też przypomina o tym, że każdy prezydent stara się myśleć o tym, co jest konieczne nie tylko dzisiaj, ale na przyszłość. I to jest rola prezydentów, więc ja też będę myślał nie tylko o tym, co dzisiaj jest problemem, ale też o tym, co jest ważne z punktu widzenia następnego pokolenia.

 

To znaczy, że podpisze Pan ustawę?

 

Zamierzam podjąć decyzję w tej sprawie w ramach przepisów konstytucyjnych i po głębokiej analizie konstytucyjności ustawy. To jest moje zadanie, to jest moja rola badać ocenę konstytucyjności i pilnować, aby były to rozwiązania optymalne. I nie zamierzam dzisiaj deklarować komukolwiek, kiedy to zrobię, natomiast decyzję podejmę w pełnej świadomości, że to nie musi być decyzja bardzo popularna, ale musi to być decyzja sprzyjająca rozwojowi Polski dzisiaj i w przyszłości.

 

Francois Hollande, dziś już prezydent Francji – gdy był w Polsce, to Pan go gościł jako kandydata na prezydenta. Czy uważa Pan, że to jest człowiek, który nada Europie nowy ton, Europie już niekryzysowej?

 

Na razie mamy Europę kryzysową, dzisiaj więc zasadniczą sprawą jest to, czy Europa, także z udziałem nowego prezydenta Francji, znajdzie odpowiednie narzędzia, działania i pomysły, aby wyjść z kryzysu ekonomicznego. Polska jest jednym z nielicznych krajów, które u siebie nie mają bezpośrednich zjawisk kryzysowych.  W nas uderzają skutki kryzysu w innych krajach, my więc tego tak nie odczuwamy, ale reszta Europy jest naprawdę w sytuacji poważnego zagrożenia, zaniepokojenia.

 

Dlatego nowy prezydent Francji nieprzypadkowo pojechał z pierwszą wizytą do Berlina, bo według mnie, wbrew obiegowym opiniom, które były formułowane w czasie kampanii wyborczej, on wie, że jest potrzebna zgoda głównych graczy europejskich, bo inaczej nie da się wyjść z kryzysu. Rozumiem że to jest początek. Polska jest zainteresowana tym, żeby istniała dobra współpraca francusko-niemiecka, ale uwzględniająca również aspiracje i możliwości innych krajów, oczywiście także polskie aspiracje, polską wiedzę, polskie doświadczenie, choćby nawet w zakresie uniknięcia kryzysu ekonomicznego.

 
Liczmy na to, że Europa z nowym kierownictwem, jakim są prezydenci czy premierzy liczących się krajów europejskich, znajdzie optymalne rozwiązanie problemu kryzysu. Według mnie to będzie jakaś droga pomiędzy koniecznością oszczędzania i dyscyplinowania wydatków, tak aby gospodarki krajów europejskich nie brnęły w kryzys, a jednoczesnymi mechanizmami pobudzania rozwoju ekonomicznego, gospodarczego, o czym mówi prezydent Hollande.

 

Sytuacja w Grecji… Czy Grecja wróci do drachmy? Jeśli tak, to sytuacja złotego, o czym mówił dzisiaj minister Rostowski, nie byłaby najlepsza.

 

Myślę, że należy życzyć Grekom jak największej odwagi i determinacji w reformowaniu własnej gospodarki – także po to, aby mogli uzyskać wymierną pomoc ze strony Unii Europejskiej. Nieprzypadkowo chyba 80 procent Greków mówi o tym, że Grecja powinna pozostać w strefie Euro, a jednocześnie pewnie tyle samo mówi, że nie chcieliby żadnych bolesnych zmian oszczędnościowych. Taka jest natura ludzka, zresztą nie tylko w Grecji. Ale to należy uwzględnić. Należy życzyć Grekom, żeby znaleźli odpowiedni poziom własnej determinacji, bo jeżeli jej nie znajdą, to rzeczywiście scenariusze, rysowane i realizowane, mogą być bardzo różne i niedobre.

 

Warto pamiętać, że od stopnia determinacji grupy kierującej państwami, polityków, bardzo wiele zależy. Mówiło się niedawno o możliwym rozwoju kryzysu we Włoszech. Zostały dokonane trudne reformy i dzisiaj już nikt nie mówi o Włoszech jako o potencjalnym źródle gigantycznych kłopotów Unii. Tego samego powinniśmy oczekiwać od Greków i do tego samego powinniśmy Greków namawiać. Nie powinniśmy ich zachęcać do nicnierobienia – bo są też takie głosy, że lepiej nic nie żądać, bo i tak to się nie uda. Ja uważam, że trzeba iść ścieżką pomiędzy żądaniami wykonania obietnic reformatorskich i gotowością do pomocy, między innymi właśnie we wspieraniu rozwoju gospodarczego.

 

Poza wszystkimi problemami, które ma Europa, także poza problemami naszego kraju, przed nami wielkie sportowe święto. Nasza reprezentacja otrzymała już od Pana flagę narodową, która ma zagrzewać do walki. Ale najważniejsze są słowa. Jakie słowa, Panie Prezydencie?

 

Tak, to rzeczywiście będzie wielkie wydarzenie, dające gigantyczną szansę nie tylko na promocję polskiego sportu, ale w ogóle Polski na świecie, zresztą w stosunku do ludzi, do środowisk, które z innych źródeł, przy innych okazjach nie czerpią wielkiej porcji informacji o innych krajach. Jest to więc niebywała okazja, żeby trafić do osób, z których wiele w inny sposób nie mogłoby tak łatwo wyrobić sobie pozytywnej opinii o Polsce.

 

Życzyłbym więc polskiej drużynie, żeby tą biało-czerwoną nosili z dumą – tak jak orła na własnych koszulkach; żeby walcząc pod biało-czerwoną, pamiętali, że tu chodzi o coś więcej niż tylko o sport, aczkolwiek sport to też jest bardzo wiele.

 

Panie Prezydencie, bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Dziękuję serdecznie.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.