przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Poniedziałek, 28 maja 2012

Bronisław Komorowski w programie "Tomasz Lis na Żywo"

Dobry wieczór państwu, dziś jestem gościem pana prezydenta Bronisława Komorowskiego. Dobry wieczór, panie prezydencie.

 
Dobry wieczór panu i witam wszystkich państwa w Belwederze.
 

Panie prezydencie, prawie dwadzieścia dwa miesiące minęły od początku pana kadencji. To już jest ponad jedna trzecia. Co było największym sukcesem tej jednej trzeciej?

 

Takich sukcesów było parę, ale to są sukcesy Polski. Tym sukcesom można pomagać, może je prezydent wspomagać. Myślę, że jednak udało się skończyć ze złym obyczajem konfliktu w obszarze władzy państwowej. Dzisiaj nikt się nie spiera ani o samolot, ani o fotel, ani o krzesło, ani o inne tego rodzaju rzeczy - to po pierwsze. A to było istotne z punktu widzenia prezydencji Polski w Unii Europejskiej. Udało się również przekonać ogromną większość Polaków, że naprawdę zgoda może budować, o czym świadczą wyniki sondażów, które mówią - mnie przynajmniej - tyle, że to przekonuje nawet wyborców mojego konkurenta. To jest istotne z punktu widzenia tego, co będzie się działo w Polsce w przyszłości. No, a trzecia? Udało się, przy różnego rodzaju obawach i kalkulacjach uruchomić proces głębokiej reformy w Polsce, co jest potrzebne z punktu widzenia uratowania na przyszłość wzrostu gospodarczego, rozwoju gospodarczego naszego kraju. A więc też jest ważne z punktu widzenia przyszłości Polski.

 

Panie prezydencie, pan mówi o tym, że udało się uniknąć konfliktów w łonie władzy wykonawczej, ale w zasadzie ten konflikt przestał istnieć w momencie pana zaprzysiężenia. Można by powiedzieć, że to nasz - wyborców - sukces. A największy sukces….

 

Ja tak właśnie powiedziałem - to jest sukces Polski. Dlatego wszystkim sukcesom, wie pan, można pomagać albo przeszkadzać. Wydaje mi się, że udało mi się trochę pomóc.

 

W tym punkcie B powiedział pan prezydent, że udało się przekonać większość Polaków do pewnej wizji, co sugerowałoby, że taki poważny podział społeczny mam już za sobą .Te zdjęcia, które widzieliśmy sprzed paru tygodni, demonstracji, która się odbywała tu, przed Belwederem pokazują, że jedna czwarta, przynajmniej jedna czwarta Polaków, nie tylko nie podziela pana wizji, ale kategorycznie by z nią polemizowała.

 

Była prawie połowa. To już jest postęp bardzo istotny. To po pierwsze. A po drugie, demonstracje są rzeczą normalną w systemie demokratycznym. I w tym nie ma niczego gorszącego. Ja uważam, że to co nas wszystkich niepokoi i niepokoiło i pewnie będzie niepokoiło w przyszłości, to jest pewna bardzo duża taka ostrość sposobu wyrażania swoich poglądów. I łatwość - tak powiem - w niszczeniu wszelkich konkurentów, przeciwników. Jest jakaś grupa osób w każdym kraju, w każdym społeczeństwie, która się w tym dobrze czuje. Ważne jest to żeby jednak nie to nie była, nie tylko większość, ale była zdecydowana mniejszość. I tak się chyba stało.

 

Pan prezydent nie personalizuje tej łatwości? Może tak…? Czyja to jest ta łatwość?

 

To nie jest moja rola. Rolą prezydenta jest szukanie sposobów na to żeby zmniejszyć temperaturę konfliktu politycznego. Rolą prezydenta jest ułatwianie znajdowania, choćby minimum wspólnego poglądu na sprawy najważniejsze dla Polski - takie jak bezpieczeństwo, jak NATO, jak Unia Europejska. Takie jak kształt reformy, taka także jak świętowanie wspólnych rocznic narodowych i różnych ważnych wydarzeń, które mogą być elementem kształtującym wspólnotę. Mogą być elementem wspólnotę rozbijającym. Więc ja nie chcę tu personifikować, bo to nie jest absolutnie moja rola, wie pan. Przyznam się panu, panie redaktorze, w jakiejś mierze oddycham tym, że nie muszę uczestniczyć w takim bezpośrednim starciu w konflikcie między partyjnym. Ja w tym tkwiłem przez wiele lat. Starałem się zachować swoją autonomiczność, ale to jest szalenie męczące i, mówiąc szczerze, nieprawdopodobnie jałowe.

 

Pan prezydent mówi o tym, że swoją rolę widzi jako rolę człowieka, polityka, przywódcy państwa, który szuka tej części wspólnej. Ale słyszeliśmy przed chwilą głos sprzed Belwederu, jak pan słyszy „Komorowski zdrajca Polski”. A nie są to głosy całkowicie odosobnione, tylko w jakiś sposób legalizowane przez wypowiedzi, zachowania ważnych liderów politycznych w Polsce. To jak pan myśli jak w tym kontekście, panie prezydencie, myśli pan jest to jakaś część wspólna tych dwóch zbiorów? Gdzie ona jest?

 

Wie pan, ma pan oczywiście rację, że jest odpowiedzialność liderów. No, bo lider jest po to, aby prowadzić ludzi, swoich sympatyków, swoich zwolenników, członków własnego ugrupowania w jakimś kierunku. I może to być kierunek na budowę autorytetu państwa, budowania zdolności do szanowania władzy państwowej, prawa. A może być, oczywiście, taki kierunek na wyniszczenie, na zrujnowania autorytetu państwa, polskiej władzy, polskich symboli. Jest różnie z tymi liderami, ale wie pan, nie należy się zrażać. Jak widać jest zmiana, jeśli chodzi o opinię publiczną. I to jest niesłychanie ważne. Czyli można - jak się chce można. Wie pan, nikt mnie nie przekona, że to hasło, dosyć proste, z kampanii wyborczej, że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje, straciło na aktualności, bo nie. Jest to zadanie ciągle stojące przed Polską, stojące przed liderami partyjnymi i stojące przed prezydentem również.

 

Dzisiaj pojawił się wywiad z Jarosławem Kaczyńskim, w którym - ja nie wiem, czy to był komplement - powiedział, że pan jest świetnym manipulantem. Ponieważ, mniej więcej cytuję albo więcej niż mniej, reprezentował pan skrajne skrzydło platformy, był pan przyjacielem Palikota. A teraz dość skutecznie, nawet przyznał to Jarosław Kaczyński, zaleca się pan do elektoratu prawicowego, a jeszcze ma pan z częścią kościoła dobre relacje. To jak to jest, panie manipulancie?

 

Ja nie oczekuję komplementów z ust pana Jarosława Kaczyńskiego. Ale słucham ich, że tak powiem, z zainteresowaniem. Jedno wiem, że nie ma podejrzeń o manipulację, nie ma podejrzeń o złe intencje jeżeli działania prezydenta są po prostu poparte jego życiem. Jego dokonaniami w ciągu całego życia. Czy ja mam udowadniać, że służę Polsce? Czy ja mam udowadniać, że byłem zaangażowany w opozycję antykomunistyczną? No, byłoby to śmieszne. I ja nie zamierzam takich wyścigów urządzać. Kto ma kompleksy na tym punkcie, to niech sobie i całemu światu udowadnia, że zawsze był, prawda, strasznie radykalny i zawsze podejmował wszystkie niebezpieczne misji w opozycji antykomunistycznej. Nie ma sensu. Zadał pan pytanie o konkretne osoby. Ja mam taki zwyczaj w życiu - ja się nie wypieram przyjaźni ani znajomości. Nawet wtedy, jeżeli one są bolesne, trochę kosztowne politycznie. Staram się im być wierny. No, chyba, że z drugiej strony jest odpłacane jakąś nienawiścią albo zupełnym szaleństwem - no, to trudno. Więc….

 

Czyli powiedział pan, że jeśli chodzi o Janusza Palikota, to pan nadal odwzajemnia?

 

Niech pan pamięta, że ja się zawsze przyznaję do tego, że w młodości miałem, na przykład, bardzo bliskie i do dzisiaj je dobrze wspominam, relację także i z Antonim Macierewiczem, z którym mnie teraz dzieli prawie wszystko, prawda? I tak jest z innymi. Tylko gdzieś jest granica szaleństwa politycznego. Gdzieś trzeba się zgodzić na to, że przy wszystkich różnicach politycznych, jest sfera życia prywatnego, w której także i prywatne znajomości, staramy się przynajmniej ratować. Jeśli nie utrzymać w pełni i rozwinąć, to uratować. Bo to jest wartość w życiu każdego człowieka. Są, jak powiedziałem i znajomości i przyjaźnie, bardzo trudne. I ja ich też mam ze względu na zaangażowanie polityczne od lat sporo, tak powiem - katalog osób, z którymi mnie polityka bardzo w sposób istotny i bolesny podzieliła.

 

Panie prezydencie, czy po tych dwudziestu prawie dwóch miesiącach, jak słyszy pan…, jeśli pan jeszcze słyszy hasło „Prezydent wszystkich Polaków”, to myśli pan sobie, że to jest frazes, czy jednak coś jeszcze jest w tym haśle? A jeśli tak, to co?

 

Wie pan, ja mam nadzieję, że to jest jakieś dążenie do jak najszerszego zrozumienia istoty prezydentury, jako właśnie dążącej do tego żeby cieszyła się zaufaniem jak największej ilości obywateli polskich. Ja na tej drodze jestem, jak pan zauważył dwadzieścia dwa miesiące. No, zostawiam panu, innym ocenę co się w tym czasie udało osiągnąć. Ale cieszę się szalenie z tego, że mam zaufanie także liczącej się grupy osób, które nie mnie obdarzyły swoim zaufaniem w czasie kampanii wyborczej, tylko mojego konkurenta. To uważam, że to jest kierunek prawidłowy. Oczywiście za to trzeba płacić wysiłkiem, pracą, staraniem się i tak dalej. Ale o to przecież chodzi - żeby Polacy czuli, że prezydent nie jest prezydentem jednej partii, ale stara się o to aby być akceptowanym i obdarzanym zaufaniem przez maksymalnie możliwą grupę Polaków.

 
A w jakimś sensie…?
 

Wiadomo, że nie może być to nigdy sto procent. Ale trzeba się przynajmniej starać. Ja się staram.

 

A w jakim sensie, panie prezydencie, w jakim stopniu te bardzo, rzeczywiście, pozytywne dla pana notowania są efektem tego, że powiedział pan parę minut temu, nie musi pan wchodzić w bezpośrednie zwarcie? Mówi pan, wśród tych trzech osiągnięć prezydentury, udało się rozpocząć reformy. No, ale to premier Tusk, literalnie rzecz ujmując, je rozpoczął i to on zbiera za te reformy baty, więc tak stojąc trochę z boku jest…?

 
Nie, nie, nie.
 
Nie?
 

Prezydent nie jest od tego żeby brać odpowiedzialność za działania rządu. Ale na pewno też nie jest od tego, aby przeszkadzać rządowi. Prezydent jest od wyznaczania kierunków strategicznych, także w zakresie reformy. Ja to uczyniłem. I bardzo się cieszę, że dzisiaj ja nie uciekam od współodpowiedzialności. Staram się zadbać o to, aby ostateczny kształt tych zmian był w stopniu maksymalnie możliwym do zaakceptowania przez opinię publiczną w Polsce - bo przecież chodzi o ludzi, a nie o same reformy, prawda? I to nie jest problem uciekania od odpowiedzialności. To jest niechęć uczestniczenia w wojnie polsko-polskiej. Niektórzy prezydenci świetnie się czuli w takiej roli, że występują w ciągłych zwarciach, ciągłej walce. Że nawet byli uczestnikami, powiedziałbym, procesu tworzenia partii albo niszczenia partii i tak dalej. W moim przekonaniu to nie jest rola prezydencka. Inną rolę wyznacza Konstytucja, a Konstytucję warto czytać na wszystkich stronach i ją stosować w życiu praktycznym.

 

Wyznacza panu prezydentowi, między innymi, prawo, obowiązek podpisywania ustaw. Kiedy, panie prezydencie, podejmie pan decyzje w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego?

 
W odpowiednim momencie.
 
A który jest odpowiedni?
 

Tu Konstytucja rządzi. Tu mnie nikt nie ma co poganiać ani zniechęcać, bo ja tutaj będę słuchał Konstytucji. Konstytucja daje mi określoną ilość czasu. Ja rozumiem wszystkie uwarunkowania zewnętrzne, które są, dla tej mojej decyzji, ale podejmę ją w sytuacji kiedy uznam, że ja jestem gotowy do werdyktu w tej sprawie.

 
Czyli dzisiaj pan nie jest?
 

Dzisiaj pracują moi prawnicy, dokonują oceny, głównie od strony konstytucjonalności rozwiązań. I to jest rola prezydenta.

 

A premier…. Premier Tusk mówi, że w zasadzie ta ustawa była z panem konsultowana niemal punkt po punkcie, więc wątpliwości nie powinno być?

 

No, ustawa się zmieniała. Dzisiaj ma kształt taki, który bym powiedział, jest mi łatwiej zaakceptować. Od razu panu powiem, bo znalazły się w niej zapisy, które dają Polakom prawo wyboru. A o tym mówiłem i w czasie kampanii prezydenckiej i potem, że optymalną wersją zmiany w systemie emerytalnym byłaby taka zmiana, która by dawała Polakom prawo do wyboru. Mają Polacy prawo do wyboru. Można iść wcześniej na emeryturę słabszą albo później, ale na lepszą. To jest to, o co zabiegałem, więc ostateczny kształt jest dziełem, jednak pewnego procesu, który zachodził i bardzo dobrze.

 

Panie prezydencie, pan apelował wcześniej o, w miarę możliwości, bezkonfliktowy przebieg turnieju Euro. I ja rozumiem, że to, między innymi, miał pan na myśli mówiąc o uwarunkowaniach? Czy dobrze rozumiem, że w takim razie decyzję podejmie pan jednak przy ósmym czerwca?

 
Konstytucja, panie redaktorze, przede wszystkim Konstytucja.
 
Ale polityka polityką? I kontekst kontekstem?
 

Ale oczywiście, ma pan rację. Dlatego powiedziałem, że ja rozumiem wszystkie uwarunkowania, także związane z potrzebą spokojnego świętowania, że tak powiem tego wspaniałego okresu mistrzostw w piłce nożnej w Polsce. Więc ja nie będę przewlekał ani jeden dzień dłużej niż to jest absolutnie konieczne. Ale też nie pozwolę na żadne przyśpieszanie mojej decyzji - to będzie moja autonomiczna decyzja co do terminu i co do ostatecznego werdyktu w tej sprawie. To po pierwsze. Po drugie - rzeczywiście ma pan rację, cieszę się bardzo, że mój apel o spokój został dzisiaj wyraźnie już potwierdzany deklaracjami różnego rodzaju środowisk politycznych i związkowych.

 
A przewodniczący Duda?
 
A pamięta pan, że tak nie było od samego początku.
 

Tak, ale czy przewodniczący Duda w rozmowie z panem prezydentem też powiedział, że będzie spokój? Bo pewnie pan pytał, wyobrażam sobie?

 

Rozmawialiśmy na ten temat, wie pan, ale to, o czym się rozmawiało bez kamer niech zostanie pewną słodką tajemnicą Pałacu Prezydenckiego. Ważny jest efekt i rezultat. To, co było powodem pewnej irytacji, mój apel o spokój, o pozwolenie Polakom cieszenia się, umożliwienie cieszenia się rozgrywkami, jest w moim przekonaniu wysłuchane i jest stosowane. Oczywiście tutaj istotne znaczenie miała opinia publiczna. No, ale prezydent, jeśli potrafi być wyrazicielem większości opinii publicznej, no, to rzeczywiście łatwiej przekonuje także i takich zapalczywych graczy na scenie politycznej. Według mnie w tę stronę to idzie.

 

Panie Prezydencie, sam pan przyznał przed sekundą, że stara się ważyć słowa. Nie antagonizować nikogo, żadnego partnera politycznego, czy społecznego, ale pana słowa do wydarzeń w Sejmie sprzed kilkunastu dni, można by powiedzieć związkowej blokady albo okupacji, jak kto woli, Sejmu były bardzo stanowcze. Bardzo krytyczne, bardzo ostre.

 
Sytuacja tego wymagała. Ja uważam….
 
A co Marszałek Sejmu, Bronisław Komorowski, by zrobił?
 

Ja uważam, że jak można pochwalić – to należy chwalić. Jeżeli trzeba wyrazić obawy i dezaprobatę, to trzeba mieć odwagę to zrobić.

 

A Marszałek Sejmowy, Bronisław Komorowski, wpuściłby związkowców na salę sejmową, czy nie?

 

Ja nie chcę się mądrzyć za innych, bo każdy marszałek musi sam we własnym sercu i sumieniu rozważać tego rodzaju decyzje. Każda decyzja ma dobre i złe strony. Ja uważam, że dzisiaj – ale to jest takie mądrzenie się po szkodzie – że niewątpliwie ta decyzja, która miała miejsce nie uchroniła Sejmu przed daleko idącym dyskomfortem, wynikającym właśnie z takiej bardzo radykalnej i, według mnie, absolutnie szkodliwej z punktu widzenia autorytetu Sejmu operacji związku zawodowego w postaci zablokowania łańcuchami wejść i wyjść i tak dalej. Ale to by było już dzisiaj mądrzenie się. Natomiast, wie pan, no z jednej strony stało się – to wymagało ostrej reakcji, nie tylko w słowach zresztą. Ta reakcja była i cieszę się, że z kolei klimat w rozmowie z panem przewodniczącym Dudą i wiceprzewodniczącymi związków w Pałacu Prezydenckim w sposób zasadniczy, na szczęście, odbiegał od klimatu wydarzeń przed Sejmem.

 

Panie prezydencie, ale tu w tym wypadku krytyka związkowców, siłą rzeczy, jeśli ta sytuacja, która miała miejsce zasługuje na krytykę, to siłą rzeczy jest to też krytyka władzy, rządu, ministra spraw wewnętrznych, którzy na to pozwolili? Powinni coś zrobić?

 

Pan koniecznie, widzę dąży z taką daleko idącą determinacją żeby mnie postawić w roli krytyka innych. Ja uważam, że moją rolą jest zajęcie stanowiska wtedy, kiedy jest zagrożony autorytet jakiejś istotnej części państwa polskiego. Autorytet Sejmu niewątpliwie został nadwyrężony i zagrożony. A dla mnie Sejm, przy wszystkich mankamentach parlamentu, można naprawdę Sejm albo nie lubić. Można posłów lubić albo nie znosić. No, ale trzeba wiedzieć, że to jest jednak serce demokracji. W każdym ustroju, w każdym państwie demokratycznym. No, więc niewątpliwie to, co tam się wydarzyło, wydarzyć się naprawdę nie powinno. I to była moja rola. Ja się mogę oczywiście dziwić temu, że dopuszczono do tego, że te wszystkie płoty, które są własnością Policji, przy daleko idącej bierności były tam skuwane, łączone i tak dalej. Ja się mogę temu dziwić, ale też nie znam wszystkich uwarunkowań tej sytuacji, bo przecież byłem poza Sejmem. Ale uważam, że tak czy siak, do zaistniałych wydarzeń dojść nie powinno.

 

A apropos tamtego nieszczęsnego dnia w Sejmie, pan wcześniej wspomniał, że przyjaźni się pan nie wyrzeka w żaden sposób.

 
Wie pan, przyjaźnie się czasami mnie wyrzekają.
 
Ale ta, o której wspomnę….
 

To nie jest tak, że ja jestem przyspawany do każdej przyjaźni, bo przyjaźń….

 
Nie, ale ta o której wspomnę – pan się nie wyrzeka.
 

Przyjaźń osobista, szczególnie z okresu sprzed zaangażowań politycznych, ona oczywiście jest jakoś weryfikowana przez zachowania dawnych przyjaciół, czy znajomych. I muszę panu powiedzieć z przykrością, bo to jest źródło mojego pewnego bólu od lat najczęściej weryfikowana in minus.

 

A proszę powiedzieć, apropo – właśnie, czy to była weryfikacja in minus, czy in plus? Ten epizod ze Stefanem Niesiołowskim w roli głównej w czasie tego nieszczęsnego dnia? Co pan myślał wtedy?

 

Wie pan, choćby pan mnie pokroił ja się nie wyrzeknę Stefana Niesiołowskiego, którego znam z czasów – i przyjaźnię się z nim – z czasów najtrudniejszych. Kiedy odwaga, kiedy przyzwoitość miała swoją cenę liczoną czasami w ilości wyrzuceń z pracy, a czasami, jak w przypadku Stefana Niesiołowskiego, latami więzienia. Więc ja się, choćby pan mnie kroił, ja się nie nadaję, tak powiem, na krytykę.

 
A można skrytykować przyjaciela nie wyrzekając się przyjaźni, prawda?
 

Tak, ale czym innym jest właśnie możliwość rozmowy z przyjacielem i wskazanie na negatywne strony różnego rodzaju zachowań. Uważam, że przyjaźń zobowiązuje, między innymi do tego żeby publicznie nie dawać nikomu ani reprymendy, ani w jakiejkolwiek innej formie dawać upust swoim ocenom politycznym.

 
A miał pan już okazję rozmawiać ze Stefanem Niesiołowskim po…?
 
Nie, nie miałem. Nie miałem, ale czekam na ten moment.
 
Nadchodzi za parę dni?
 

Zawsze się dosyć dobrze rozumieliśmy, pomimo pewnych różnic temperamentów. Pewnie i tym razem też tak będzie, że porozmawiamy szczerze. To nie oznacza akceptacji różnego rodzaju zachowań, ale to oznacza, to o co pan mnie pyta, niechęć do występowania w roli sędziego w kwestiach własnych przyjaciół, czy znajomych.

 

Ale wie pan, że usłyszy pan, tak zgaduję i to chyba nie wymaga wielkiej przenikliwości, że prezydent Komorowski mając okazję jasnego, stanowczego skrytykowania Stefania Niesiołowskiego to tego nie zrobił, a więc podpisał się, zalegalizował tego typu…?

 

Proszę pana, nie, ja się pod niczym nie podpisuję – żeby nie było żadnych wątpliwości. Bo uważam zresztą, że rolą raczej liderów partyjnych jest powściąganie temperamentów niektórych członków własnych szeregów. I muszę panu powiedzieć, że z najwyższym niepokojem obserwuję, że w paru przypadkach, ale też mnie pan nie namówi żebym wymienił tu nazwiska, w paru przypadkach to liderzy partyjni są tymi, którzy podżegają do różnych bardzo radykalnych zachowań. Ostrych zachowań, brutalnych zachowań. Rolą liderów powinno być jednak powściąganie z natury swojej krewkich parlamentarzystów. Oraz powściąganie ludzi, którzy uczestniczą w batalii politycznej. A parlament, no, jest tą linią frontu politycznego po to, aby ten front nie istniał na ulicy. Więc siłą rzeczy zawsze jest trochę ostrzej. Ale mądrzy, odpowiedzialni liderzy mitygują swoje szeregi, swoich zagończyków, a nie podszczuwają i zachęcają do ostrości wystąpień. Bez względu na to jak się to odłoży na przyszłość.

 

Panie prezydencie, kilka chwil o zagranicy. Jak pan, na dłuższą metę, choć na krótszą też jest to skomplikowane, chce rozwiązać tę łamigłówkę? Demokratyczna Ukraina jest potrzebna Polsce, zresztą wzajemnie, ale ta Ukraina obecna za bardzo demokratyczna nie chce być. Jest problem z Julią Tymoszenko. I teraz pytanie, angażować się, próbować na miękko, ryzykując oskarżenie o naiwność, czy mówić twardym językiem, choćby jak pana kolega z Niemiec? Twardszym?

 

Ja uważam, że w przypadku relacji z Ukrainą trzeba mówić jasnym językiem polskiego interesu. A nie emocji, a nie uczuć. Aczkolwiek przyjaźń z sąsiadem jest rzeczą bardzo ważną. Polski interes polega na tym, aby Ukraina w stopniu maksymalnie możliwym, jak najszybciej szła drogą wiązania się ze światem zachodnim. Choćby nawet po to, żeby się nie chciała wiązać ze światem wschodnim. No, oczywiście są na tej drodze przeszkody. Kiedyś tą przeszkodą była niechęć do jakiegokolwiek wysiłku. To niestety dotyczy także rządów po rewolucji pomarańczowej, które w zakresie zbudowania realnych mechanizmów sprzyjających integrowaniu się Ukrainy z zachodem nie zrobiły prawie nic. Obecna ekipa wynegocjowała umowę stowarzyszeniową Unia Europejska – Ukraina, wynegocjowała umowę o strefie wolnego handlu. Tyle, że pojawiła się dramatyczna, w moim przekonaniu, szkodliwa z punktu widzenia interesów Ukrainy i polskich nadziei na Ukrainę po tej stronie, przeszkoda w postaci procesu skazania pani Julii Tymoszenko. Tylko warto….

Nie wygląda na to, że ta przeszkoda zostanie usunięta.
 

Problem polega na tym, że to nie my możemy rozwiązać. To muszą Ukraińcy rozwiązać. Stąd moje apele, moje propozycje także zmierzające nie do rozstrzygnięcia kwestii jednostkowej, choćby nawet najważniejszej osoby. Choćby nawet bardzo dramatycznej sytuacji, ale systemowego rozwiązania. Bo przecież nikt nie stawia zarzutu, że zostało złamane prawo ukraińskie. Między innymi nie stawia takiego zarzutu dlatego, bo to prawo jest złe. Z punktu widzenia standardów europejskich.

 
Ale pana apel został w zasadzie został zignorowany?
 
Nie.
 
Nie?
 
Nie, nie, nie. No, wie pan, no, oczywiście….
 

A poza tym zmienić prawo trzeba, ale tu kobieta jest w więzieniu – najpierw trzeba ją wypuścić.

 

Problem polega na tym, że tego prawa nie zmienili także demokraci ukraińscy po rewolucji pomarańczowej. Nie zmienili, bo też takie nawyki, trochę do straszenia własnych konkurentów zawsze tam były obecne. Nie porzucajmy Ukrainy w jej drodze do świata zachodniego – bo pójdzie na wschód. Ale oczywiście nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć tych kwestii za samą Ukrainę. Więc dzisiaj trzeba łączyć pewien pragmatyzm w oddziaływaniu na władze ukraińskie. Z jednocześnie deklarowaniem, walczeniem o to żeby Ukraina, po wyborach przynajmniej, miała tą nową szansę na przyśpieszenie procesów integracji ze światem zachodnim. I to trzeba łączyć z pewną zachętą, pewną presją do zmiany systemu prawa. Dziś albo po wyborach – żeby nie można było skazywać za błędne decyzje, a w ogóle za decyzje polityczne tak jak za pospolite przestępstwo. I oczywiście trzeba wywierać presję. I dlatego nieprzypadkowo apelowałem o to żeby nie organizować bojkotu Ukrainy. No, bo jak się kogoś bojkotuje to się go odpycha od siebie. A nam zależy na tym żeby Ukrainę na zachód przyciągać.

 
A propos….
 

Jeszcze na koniec powiem panu taką rzecz, że będę przyglądał się różnym politykom europejskim, którzy właśnie bardzo łatwo albo wprost deklarowali się z bojkotem Ukrainy albo wspierali ten bojkot – zobaczymy jak się zachowają w sytuacji, kiedy będzie ich drużyna grała na terenie Ukrainy w ramach Euro 2012. Jestem pewien, że tam pojadą.

 

A propos, na wschód, bo wyglądało na to i chyba dobrze wyglądało, że pan ustanowił taką dobrą, solidną, przyjacielską relację z prezydentem Miedwiediewem? Nie ma? Czy zmienili się panowie krzesłami? Z Putinem będzie ciężej?

 
Zobaczymy. Wie pan, ja uważam, że Polska, tak jak z Ukrainą….
 
A jest już jakiś plan?
 

Na pewno Polska powinna zawsze starać się przyjaźnić z Ukrainą jako całością. Bo zawsze jest pewne ryzyko. Jak się człowiek wiąże z jedną siłą polityczną, z jedną konkretna osobą to mogą na tym ponieść starty interesy polskie. To samo jest z Rosją. My musimy starać się z Rosją ułożyć jak najlepsze relacje. Oczywiście w jednej konstelacji politycznej jest łatwiej w innej trudniej. Dzisiaj Polska, powiedziałbym nie ma powodu żeby już mówić o tym, że sprawa jest totalnie przegrana. Ale, ma pan rację, jest powód żeby powiedzieć, że z niepokojem, ale i z pewną nadzieją obserwujemy to co się będzie działo w polityce rosyjskiej.

 
A z czego ta pewna nadzieja wynika?
 

Ze zdrowego rozsądku. Wie pan, to nie jest tak, że świat, także świat rosyjski może abstrahować od tego co się dzieje w relacjach z innymi krajami. I Polska jest cząstką Unii Europejskiej, cząstką NATO. Mamy wspólne interesy i wspólne spojrzenie na wiele spraw, także istotny z punktu widzenia relacji NATO-Rosja, Unia Europejska-Rosja. Tu Polska jest graczem rzeczywiście w tej sytuacji. Ja to odczuwałem znakomicie w czasie ostatniego szczytu NATO w Chicago, gdzie nie było prezydenta Putina, nie było posiedzenia rady NATO-Rosja. Ale była Rosja obecna w dyskusji i w wypowiedziach czołowych liderów krajów NATOwskich.

 
Panie prezydencie, to…. To bardzo….
 

I to było w taki sposób, który powiedziałbym Polacy świetnie rozumieją. Bo nam zależy na tym żeby świadomie inwestować w jak najlepsze relacje, ale bez naiwności.

 

Panie prezydencie, pan mówi, że Polska jest graczem. Polacy oglądali w serwisach telewizyjnych, jak prezydent Obama nachyla się nad jeszcze prezydentem Miedwiediewem i mówi mu, spokojnie, a po wyborach to będzie…, będę miał większe pole manewru w sprawie tarczy rakietowej. To tak naprawdę - mówi - Dimitrij, pójdę wam na rękę, a Polaków wykołuję. No, taki jest sens tego przekazu.

 

W polityce się tak nie mówi. Mnie pytano o to, w Stanach Zjednoczonych, jak ja to rozumiem. Bo to jest kwestia elastyczności większej. Ja odpowiedziałem zgodnie z moim przekonaniem, że elastyczność w polityce jest rzeczą ważną i cenną byle nie przekraczała pewnych granic. Tą granicą jest oczywiście wiarygodność relacji Stanów Zjednoczonych z sojusznikami NATOwskimi. W tym także i z Polską.

 

Według wielu to ta deklaracja, choćby prywatnie wypowiedziana, już jest przekroczeniem dość zasadniczym granic.

 

I dlatego w dyskusji w Chicago były bardzo mocne akcenty, także i polskie przeze mnie kładzione, jeśli chodzi o wiarygodność Sojuszu Północnoatlantyckiego w wykonaniu ewentualnych zagrożeń zgodnie z piątym artykułem Traktatu Waszyngtońskiego mówiącego o obronie krajów członkowskich Sojuszu oraz w kwestiach tarczy antyrakietowej, jako swoistego sprawdzianu relacji wzajemnych. Wydaje mi się, że każdy ma prawo do błędu – nie ma nikt prawa do naiwności. Polska naiwności nie wykazuje w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Wykazuje maksimum dobrej woli i zaangażowania w to żeby te relacje były jak najmocniejsze. Miałem przyjemność także mówić na szczycie w Chicago o potrzebie, o aktywnej roli Polski w budowaniu daleko idącej współpracy Unia Europejska – NATO.

 

Panie Prezydencie, apropos naiwności – dwadzieścia lat temu, jeden z pana poprzedników, wyraźnie obstawiał prezydenta Busha. I wszyscy byli przerażeni co to się stanie jak ten inny, czyli demokrata Clinton zostanie prezydentem, ja rozumiem, że w tym obecnym amerykańskim wyścigu my nikomu nie kibicujemy?

 

Każdy indywidualnie może kibicować i każdy polski polityka takie może mieć sympatie.

 
Prezydent Komorowski też może.
 

I ja też. Tylko nie zamierzam ich ujawniać, bo w interesie Polski leży to, aby relacje polsko-amerykańskie, a nie prezydent-prezydent były jak najlepsze. Prezydenci powinni pomagać w utrzymaniu jak najlepszych relacji, bez względu na to jaki jest układ personalny, czy partyjno-polityczny. I według mnie to tędy wiedzie droga do utrzymania czegoś, na czym Polsce powinno zależeć – takich szczególnych relacji z najpotężniejszym krajem na świecie, jakim są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej.

 
Apropos szczególnych relacji, pan powiedział….
 
Szczególnie dobrych.
 

Pan powiedział po spotkaniu z Prezydentem Obamą, że w zasadzie obiecał panu zniesienie wiz. Za pół roku wybory. Ja rozumiem, bo to bywa irytujące, kiedy ta pieczątka w paszporcie, wirtualna, przesłania nam całą politykę polsko-amerykańską. Ale na dobre i na złe uznano to za swego rodzaju symbol. No, to ten symbol dalej wygląda tak jak wyglądał przez dwa lata.

 

Znaczy wie pan, ja mam nadzieję, że to widać dokładnie – ja zerwałem z takim obyczajem, trochę polskiego skamlenia o te wizy. I raczej, jak pan pamięta, bo pan trochę też i złośliwie na ten temat pisał, pozwoliłem sobie na pewne drwiny w obecności Prezydenta Stanów Zjednoczonych. Właśnie z tego systemu wizowego. I, w moim przekonaniu, na tamtym etapie to pomogło. Bo to prezydent Stanów Zjednoczonych sam, z własnej woli zadeklarował to, że do końca kadencji, a więc do wyborów, problem będzie rozwiązany. I dzisiaj, według mnie, w tą stronę to zmierza. Bo jest odpowiedni projekt zmian w prawie amerykańskim w kongresie i w senacie Stanów Zjednoczonych. Jest dzisiaj potrzeba, nie tylko trzymania za słowo Prezydenta Stanów Zjednoczonych, co jest możliwe ze względu na jego deklarację złożoną w mojej obecności w Waszyngtonie, w Białym Domu. To jest także potrzeba pomocy. Dlatego, między innymi w Stanach Zjednoczonych zabiegałem o to, aby środowiska polskie bardzo aktywnie się włączały w to, aby zabiegać i w Kongresie i w Senacie i u demokratów i u republikanów o poparcie dla zmian w prawie amerykańskim. Uda się albo się nie uda. Ale nie skamlemy, tylko oczekujemy dzisiaj wykonania deklaracji prezydenta Stanów Zjednoczonych.

 

Panie prezydencie, a jak z wykonaniem deklaracji składanych, choćby w expose tym i poprzednim przez premiera Tuska. Jaką ocenę wystawia pan temu rządowi?

 

Wie pan, to jest szczególny rząd, bo już, że tak powiem, rządzi w drugiej kadencji. Więc, jeśli chodzi o taką prostą zdolność sprawowania odpowiedzialności za kraj, to uważam, że to wystawili wyborcy bardzo dobrą, bo drugi raz rząd ten i koalicja rządzi. Natomiast dzisiaj ja uważam, że i chciałbym to podkreślić, bo to cenię sobie u ludzi, także i u moich kolegów polityków, cenię sobie odwagę. No, jednak to, o co zabiegałem, aby strategicznym celem była reforma systemu emerytalnego, zostało podjęte przez rząd w dosyć ryzykownej formie, bo od końca, jakim jest określenie wieku emerytalnego.

 

Zdaniem profesora Balcerowicza za mało ryzykowane, bo on mówi, że koszty polityczne i tak by były – można było pójść dalej.

 

Ja wiem. Wie pan, ale zawsze inni mówią chętnie i mówią, akurat to nie dotyczy Leszka Balcerowicza, bo on polityczną odwagę wykazał wielokrotnie w reformowaniu kraju, ale najczęściej krytycy mówią…. Takimi najbardziej zaciekłymi krytykami braku odwagi u innych są ci, którzy niewiele zrobili odważnych rzeczy, kiedy sprawowali władzę. Więc ja tutaj wystawiam bardzo wysoką ocenę za odwagę, z którą się zawsze wiąże ryzyko polityczne utraty części wpływów, sympatii, poparcia. To jest normalne. Ale w demokratycznej polityce ważne jest to, czy się traci poparcie za nic, za głupoty, czy traci się w wyniku podjęcia wielkich wyzwań. Za wielkie wyzwania – warto, tak powiem, ponosić wielkie także ofiary.

 
Ale to…?
 

I ja jestem przekonany, że na dłuższą metę, tak jak reformy Tadeusza Mazowieckiego zostały uznane i wysoko ocenione przez opinię publiczną, także w stopniu zaufania do premiera Mazowieckiego po latach, czy to samo w stosunku do Jerzego Buzka uważam, że to o wiele szybciej da o sobie znać, także teraz, gdy się okaże, że żadnej katastrofy nie ma, bo być nie może, z tytułu wprowadzanych zmian. Że są zmiany wprowadzane w ten sposób, aby były społecznie najmniej dotkliwe. Właściwie jest możliwość wyboru. Jeżeli to jeszcze obudujemy, a trzeba obudować, rozwiązaniami, które by przynajmniej częściowo eliminowały albo uspokajały lęki Polaków. Bo co jest lękiem Polaków? No, ludzie starsi mówią, no, dobrze – będzie obligatoryjna forma pracy dłuższej, ale pracy nie będzie. No, trzeba pokazać Polakom, że taka sytuacja im nie grozi. Można szukać rozwiązań także w tym obszarze, który jest ważny, aby system, do którego wpływają pieniądze na wypłatę emerytur był jak najsilniej zasilany i wzmacniany, także przez maksymalnie możliwe połączenie pracy ze składką ZUSowską.

 
Panie prezydencie….
 
Ale trzeba pamiętać, że nie wolno tu wylać dziecka z kąpielą.
 
Jasne, ale pan mówi, że warto….
 
Żeby ludzie nie potracili pracy z tego powodu.
 

Pan mówi warto tracić poparcie nie za nic, tylko za coś. Wielkie rzeczy wymagają wielkich kosztów.

 

Tak, wielkie rzeczy, które są niewątpliwie potrzebne Polsce. Bo wystarczy powiedzieć, że w całej Europie wszyscy poszli w kierunku zmian systemu kont emerytalnych.

 
Nie, akurat prezydent Hollande teraz chce w drugą stronę, żeby….
 

Ale to dotyczy tak minimalnej ilości we Francji osób. Bo we Francji jest zupełnie inny system emerytalny. Tam decyduje staż pracy. A tego nie zmieni Hollande.

 

A proszę powiedzieć, czy jak pan spotka premiera Tuska albo spotyka to pan mówi, Donald, za ciosem. Jeszcze ostrzej, dalej reformuj, historia cię wynagrodzi, czy…?

 

Ja się czuję w jakiejś mierze wychowankiem Tadeusza Mazowieckiego w polityce demokratycznej. Więc panu jeszcze raz przypomnę taką słynną anegdotę, którą ja sobie sam często powtarzam. W momencie wybuchu stanu wojennego Tadeusz Mazowiecki spotkał się na spacerniaku ośrodka internowania z Sewerynem Jaworskim – bardzo radykalnym działaczem. I podobno obaj panowie do siebie podbiegli i Jaworski mówi: „No i co panie Tadeuszu? No i co panie Tadeuszu? Mówiłem ostrzej, mówiłem ostrzej”. A Tadeusz Mazowiecki, niezrażony, aczkolwiek pewnie lekko zdziwiony mówi: „Panie Sewerynie, ja mówiłem mądrzej, mówiłem mądrzej.”

 
A co dzisiaj oznacza mądrzej?
 

No więc ja uważam, że gdzieś między mądrością a odwagą wiedzie racjonalna droga zmieniania Polski na lepsze.

 
A co dziś oznacza mądrzej?
 

Mądrzej to znaczy, między innymi, właśnie obudowywania tych zmian rozwiązaniami, które by uśmierzały ludzkie obawy, które są trochę na wyrost, bo inni próbowali rozhuśtać te obawy polskie, aby utrudnić, aby coś zyskać politycznie. Ale niewątpliwie ze stratą dla Polski.

 

Panie prezydencie, jak pan ocenia przygotowania do Euro? Bo minister Nowak, były pana minister mówi, że zrobiliśmy tyle ile można było zrobić – osiemdziesiąt procent. Przyznaje, że pewne rzeczy się nie udało. A inni mówią, że no, to trochę jak z kablem telefonicznym. Jak dwadzieścia procent nie działa, no, to telefon też pewnie nie działa. Chociaż teraz wszyscy mają komórkowe. W każdym razie, na ile procent rząd wykonał zadanie pod tytułem Euro 2012? Ja wiem, że zostało jeszcze trochę czasu, ale do dziś?

 

Panie redaktorze, ja wiem, że zostało jeszcze dwadzieścia parę kilometrów autostrady do tego żeby to udrożnić. Przynajmniej na czas Euro. Ale wie pan, odbieram to jako błąd. Także i wielu dziennikarzy, którzy świadomie chyba albo nieświadomie pozbawiają Polaków satysfakcji z tego, co się nam udało osiągnąć. No, przecież panie redaktorze, po latach całych, po dziesięcioleciach po raz pierwszy będziemy mieli sytuację taką, że stolica państwa polskiego będzie połączona z całym systemem autostrad europejskich. Będzie można jechać z Warszawy do Lizbony autostradami. I to oczywiście chcielibyśmy żeby to było możliwe jeszcze przed rozpoczęciem Euro, ale wszyscy wiemy, że jeżeli nawet się tutaj coś nie uda, to zaraz po Euro to będzie absolutnie możliwe. I w związku z tym nie zabierajmy sobie satysfakcji. Miarą polskiego sukcesu są i stadiony….

 

Panu łatwo powiedzieć, bo widziałem dzisiaj w jednym tabloidzie, że pan do jakichś garncarzy śmigłowcem poleciał. My nie mamy tych….

 

To było spotkanie z pięciuset działaczami różnych organizacji pozarządowych na wsi działających.

 
A to przepraszam, ale było napisane w gazecie, że garncarze.
 
No i co ja mam z tymi dziennikarzami mam zrobić?
 
No, co pan ma?
 
Panie redaktorze, no co ja mam zrobić, no?
 
No, na pohybel.
 

Tu pięciuset działaczy organizacji pozarządowych działających na wsi w sprawach bardzo pięknych i skutecznie. A tutaj raptem się okazuje, że tylko garnki były tematem. No, ale no cóż na to poradzimy?

 

Ale z tym drogami. Wie pan, panie prezydencie, bo z Poznania do Wrocławia nie pojedziemy….

 
Z tymi drogami. Wie pan, nie ma co gadać.
 
No?
 

Chcielibyśmy żeby wszystko było na tip-top. No, chcielibyśmy – to jest miarą także polskich ambicji. Ale to wcale nie oznacza, że nie mamy się cieszyć z tego, że dziewięćdziesiąt osiem procent zostało zrobione. No, to już nawet nie ma co się kłócić o to, czy szklanka jest pół pusta, czy do połowy pełna. No, bo to chodzi o dwadzieścia parę kilometrów autostrady. To nawet nie jest pół szklanki.

 
Na wszystkie mecze pan się wybiera, panie prezydencie?
 
Wybieram się głównie oczywiście na inaugurację. Także na finał igrzysk.
 
Na Rosję pan nie idzie?
 

Idę na te, gdzie po pierwsze przyjeżdżają bardzo ważne postacie z życia politycznego europejskiego. Będę miał prezydentów, którym będę towarzyszył. A oprócz tego oczywistą rzeczą jest, że tam gdzie można to należy być na meczach drużyny polskiej.

 

Czyli na Rosję pan idzie, bo jak pan mówił o tym wspólnym marginesie, Jarosław Kaczyński mówi, że byłby, przeszczęśliwy, gdybyśmy wygraliśmy z Rosją. To tu jest pewnie wspólny mianownik? Wszyscy…?

 

Ja uważam, wie pan, że trzeba zachować pewną miarę w tych sprawach. To znaczy nie wolno tak łatwo podkładać wszystkich treści politycznych pod wydarzenia natury sportowej. Oczywiście te emocje gdzieś zawsze będą większe w tym obszarze – to jest zrozumiałe. Ale i wszyscy byśmy sobie życzyli tu sukcesów. Ale chodzi o to żeby marząc o tym sukcesie już z góry nie nadawać mu jakby charakteru czysto politycznego, politycznej rozgrywki. No, bo to zabija jakąś tam radość i naturalne podejście do sportu.

 

Panie prezydencie, przepraszam, że głowie państwa zawracam głowę detalem, ale znowu wiele osób w Polsce uznaje, że ten detal, może z jakichś względów jest charakterystyczny, symptomatyczny, ta loża prezydencka, w której nie będzie prezydenta, a będzie wstrętny rosyjski oligarcha Abramowicz. Jak to jest z tą lożą?

 

Panie redaktorze, no co ja mogę tłumaczyć? No, loża prezydencka jest tam, gdzie siedzi prezydent. W Polsce loża prezydencka będzie tam, gdzie ja będę siedział.

 
To jesteśmy teraz w loży prezydenckiej?
 

Teraz jesteśmy w pałacu, rezydencji prezydenckiej. I tak będzie. No, jeżeli coś się nazywa śniadanie redaktorskie, to niekoniecznie do pana ono należy. Jeżeli się coś nazywa w Polsce prezydenckie, nawet ser Prezydent to nie jest moją własnością. Ale tam, gdzie ja będę w czasie tych wydarzeń sportowych tam jest miejsce prezydenckie. I ono będzie na pewno odpowiednio godne. Ja nie jestem gospodarzem tych wydarzeń, jest UEFA i nie wydaje mi się żebyśmy mogli się spodziewać jakichkolwiek afrontów ze strony gospodarza wydarzenia sportowego, czyli UEFA.

 

Rosyjscy piłkarze, cała ekipa, będą zakwaterowani w hotelu Bristol, tuż obok Pałacu Prezydenckiego. Dziesiątego miesięcznica. Dwa dni przed meczem z Rosją. Z kolei podobno dwunastego czerwca rosyjscy kibice też mają w jakimś marszu wziąć udział. Czy pan się nie obawia, że nagle coś zgrzytnie, delikatnie mówiąc?

 

Po pierwsze, ja się już nauczyłem żyć z tymi wydarzeniami i to nie robi mi to żadnej wielkiej różnicy. Natomiast sugerowałbym bardzo serio potraktowanie deklaracji pana prezesa Kaczyńskiego. On powiedział wprost, że jest przekonany, że będzie spokojnie. Ja rozumiem, że jest szefem w jakiejś mierze tego wydarzenia także dziesiątego czerwca. Trzeba go trzymać za słowo i trzeba oczywiście życzyć sobie i jemu, aby udało się uniknąć wszelkiego rodzaju ekscesów, czy jakichś konfliktów, bo one by psuły opinię o Polsce. Jeżeli komuś szczerze zależy na dobrej opinii o Polsce, no, to powinien pilnować żeby wokół niego nie wydarzyło się nic takiego co by popsuło ten wizerunek.

 
Chociaż za rosyjskich kibiców prezes Kaczyński nie odpowiada.
 
Słucham?
 
Za rosyjskich kibiców prezes Kaczyński nie odpowiada.
 

No, oczywiście za rosyjskich kibiców odpowiadają władze rosyjskie. Ale pilnować ich będą władze polskie.

 

Panie prezydencie, amerykańscy prezydenci, zwykle to jest dwudziestego stycznia, mają orędzie o stanie państwa. To jest zwykle długie wystąpienie, ale najczęściej rozpoczyna się od jednego zwartego zdania, w którym prezydent omówi stan państwa jest i gdyby pan prezydent dzisiaj, po tych dwudziestu dwóch miesiącach swojej prezydentury miał dokończyć to zdanie: Stan państwa polskiego jest…?

 

Powiedziałbym to z głębokim przekonaniem, mam nadzieje, że będę mógł to powiedzieć właśnie czwartego czerwca w rocznicę odzyskania wolności przez Polskę i zwycięstwa polskiej wolności nad systemem opresyjnym w osiemdziesiątym dziewiątym roku, z głębokim przekonaniem powiedzieć – nigdy stan państwa polskiego nie był tak dobry jak w tej chwili. Nigdy nie byliśmy tak bardzo zaawansowani w realizacji naszych polskich marzeń o kraju ludzi wolnych, o kraju niepodległym, kraju demokratycznym, kraju wolnego rynku, kraju szybko się rozwijającym. I warto o tym pamiętać, że tak jesteśmy postrzegani przez absolutną większość świata demokratycznego. I warto żebyśmy, przynajmniej od czasu do czasu, z okazji święta sami tak na siebie również potrafili spojrzeć.

 

A co by pan powiedział tym wszystkim polakom, którzy mówią, e, jasne – z perspektywy dwustu, trzystu lat to może tak wygląda, ale kurcze, to państwo zgrzyta. W urzędach jest jak jest, kłopotów jest co niemiara.

 

Nie dwustu. Proszę państwa, z perspektywy dwudziestu lat. No, wie pan, jeszcze żyją na szczęście ludzie i pamiętają, że nic nie było w sklepach oprócz ekspedientki, prawda? Wszyscy pamiętają o inflacji i tak dalej.

 

Panie prezydencie, tylko dla dzisiejszego dwudziestolatka to jest prehistoria.

 

Ale to jest pana zadanie żeby mu o tym opowiadać. To jest moje zadanie żeby opowiadać. Żeby tłumaczyć, że Polska się rozwija. No, dla niektórych ludzi mogą być przemawiające statystyki dnia dzisiejszego. Fakty są nieubłagane albo dla nas niesłychanie szczęśliwe, że Polska się szybciej rozwija niż absolutna większość krajów europejskich. I, że jeżeli się będziemy pilnowali żeby nie popełnić błędów Greków to będziemy przyśpieszali i będziemy doganiali wyżej rozwinięte, bogatsze kraje świata zachodniego.

 

I obyśmy ósmego czerwca na Stadionie Narodowym kilka kilometrów stąd też nie popełniali błędów Greków – niech oni popełniają swoje.

 

No, ma pan absolutną rację. To też jest w jakiś…. To, że jest Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie, to przecież też jest fragment naszego narodowego sukcesu. Pewnie, żebyśmy chcieli żeby był jeszcze to sukces czysto piłkarski. Ale i tak mamy sukces, bo to jest szansa na wielką, dobrą promocję naszego kraju, naszych osiągnięć w ciągu tych ostatnich dwudziestu lat. Żebyśmy nie zmarnowali tej szansy. Nie zniszczyli jej w takich jałowych sporach polsko-polskich, w piekiełku polskim. Żebyśmy jeszcze na dodatek mieli jakąś satysfakcję sportową – tego sobie wszyscy życzymy.

 

Panie prezydencie, pan mówi o czwartym czerwca – rocznicy wspaniałego wydarzenia. Dwadzieścia trzy lata temu, de facto odzyskania niepodległości, choć dla innych ten czwarty czerwca to będzie w tym roku pewnie głównie dwudziesta rocznica lustracji, nocy teczek. Ale dla jednego obywatela, dla jednego obywatela z cała pewnością ten czwarty czerwca ma jeszcze inny wymiar – ten obywatel, zdaje się, jest Prezydentem Rzeczpospolitej i sześćdziesiątka mu stuknie, za tydzień dokładnie, tak?

 
Bardzo dziękuję za łaskawą pamięć.
 
Znaczy ja pamiętam i….
 

No, ma pan rację. Rzeczywiście ja gdzieś im dłużej żyję tym bardziej mi się ten czwarty czerwca…. To na szczęście już się nie wiąże tylko z moim prywatnym świętem, ale jednak ze świętem wolności. A to jest jakaś rekompensata od losu, bo z kolei imieniny mam zawsze pierwszego września, a więc wtedy, kiedy trzeba było iść do szkoły, albo kiedy wojna wybuchła.

 
No, tak.
 

Także los jest jednak sprawiedliwy – coś tu wyrównał. No i przyznam się, że już uczciliśmy rodzinnie ten jubileusz lotem balonem nad bagnami biebrzańskimi. W składzie całej rodziny.

 
Czy to było odpowiedzialne z punktu widzenia państwa?
 
Tak, oczywiście. BOR zabrałem ze sobą.
 

Panie prezydencie, mówię o tym czwartym czerwca, a życzeń nie złożyłem. Wszystkiego najlepszego z okazji sześćdziesiątych urodzin. Z tygodniowym wyprzedzeniem, ale jest to okazja.

 
Dziękuję serdecznie. Dziękuję bardzo. Dziękuję bardzo.
 

Bardzo dziękuję, prezydent Komorowski był dzisiaj moim gościem. Dziękuję, panie Prezydencie.

 
Dziękuję serdecznie.
 

I do zobaczenia czwartego czerwca o dwudziestej pierwszej pięćdziesiąt w dwójce, czyli za tydzień. Wszystkiego dobrego. Dziękuję.

 
Dziękuję bardzo. Wszystkiego dobrego.
 
Dziękuje pięknie.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.