przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Czwartek, 14 czerwca 2012

Wywiad prezydenta dla "Kropki nad i"

Monika Olejnik: Witam Państwa. W „Kropce nad i” prezydent Bronisław Komorowski. Witam w niecodziennych okolicznościach.

 

Witam Panią, witam Państwa. Cieszę się, że mogę powitać tutaj, na tarasie w Belwederze.

 

Panie Prezydencie, czy Pan się denerwuje, oglądając mecze? Widziałam, że Pan obgryzał paznokcie podczas meczu z Grecją.

To są tak niezwykłe widowiska i, powiedziałbym, przeżycia wspólnotowe, że czasami trudno ukryć emocje – na szczęście, bo to jest czas dobrych emocji, związanych z wielkim, pięknym widowiskiem sportowym, ale także z pewną rozgrywką o dumę polską. Nie wiem, czy to jest przejaw nerwów, ale na pewno emocji, dobrych emocji.

 

Czy Pan krzyczy? Bo ja krzyczałam.

 
Krzyczałem.

 

A który mecz był bardziej stresujący – z Rosją czy z Grecją?

 

Myślę, że oba mecze były trochę o wszystko. Z tym, że dla mnie chyba bardziej satysfakcjonujący był mecz z Rosją. Nie jestem jakimś wielkim specjalistą od piłki nożnej, ale było widać, że jest to mecz, w którym polska drużyna, nieprawdopodobnie zmobilizowana i bardzo dobrze kierowana, wymyśliła skuteczną taktykę, z którą nasi rosyjscy partnerzy nie potrafili sobie poradzić – a to już jest dowód na to, że nawet między jednym a drugim meczem był postęp.

 

Oglądał Pan mecze w towarzystwie Zbigniewa Bońka i Michela Platiniego. Jak to jest razem z takimi świetnymi piłkarzami oglądać mecze?

 

To jest ciekawe, bo można czasami zapytać albo obserwować, jak oni komentują, na co zwracają uwagę. To są ludzie z takim doświadczeniem, że niewątpliwie zawsze mają coś ciekawego do powiedzenia, na coś zwrócą uwagę. Ja z tego bardzo chętnie korzystałem, bo oprócz emocji warto wiedzieć, co się dzieje na boisku, żeby to mądrze przeżywać.

 

Teraz cała Polska zastanawia się, kogo wystawi w sobotę trener Smuda: czy Tytonia, czy Wojtka Szczęsnego. Kogo Pan by wystawił?

 

Nie zamierzam zastępować ani piłkarzy, ani trenerów, powiem natomiast jedno: sam fakt, że my to przeżywamy - bo ja też to przeżywam, stawiam tego rodzaju pytania, zastanawiam się, patrząc na postawy w czasie tych dwóch meczów –  dobrze świadczy, bo jest co przeżywać. To znaczy, że Euro 2012 w Polsce spełnia nie tylko sportową rolę, ale także rolę czynnika jednoczącego, mobilizującego nas wszystkich w tym samym kierunku dobrego przeżywania.

 
Czyli nie podpowiedziałby Pan trenerowi?

 

Nie. Niech każdy robi to, na czym się najlepiej zna i do czego jest powołany. Prezydent jest powołany do tego, aby demonstrować swoje emocje narodowe, demonstrować radość z tego pięknego widowiska, a nie po to, żeby zastępować, mądrzyć się w kwestiach przyjmowanej taktyki, koncepcji składu drużyny. Prywatnie możemy dyskutować, możemy się spierać… I pewnie tak się dzieje w całej Polsce.

 

Rozumiem. Czyli po „Kropce” Pan mi powie, tak?

 

Powiem. Ale z góry zakładam, że są osoby o wiele bardziej fachowe, powołane do tego.

 

A jak Pan ocenia to oczekiwanie, to podgrzewanie nastrojów, te opisy w gazetach, że pójdziemy na Moskali, trener Smuda w mundurze Piłsudskiego… Oczekiwano drugiego cudu nad Wisłą, marszu na Rosjan…

 

W wielkich imprezach i w wielkich wydarzeniach sportowych zawsze gdzieś jest ten duch rywalizacji między państwami, między narodami, i często te konteksty polityczne są czytelne. Wydaje mi się jednak, że podgrzewanie tych kwestii było zbędne o tyle, że samo wydarzenie było wielkie i dające nam polską satysfakcję. Podkładanie pewnej kalki historycznej, politycznej, było raczej niepotrzebne, a być może szkodliwe, bo może mogło jakąś szaloną głowę zakręcić do tego, żeby pod swoje brzydkie zachowania podkładać ładne emocje narodowe.

 

Niestety, nasze emocje zostały zakłócone przez bandytów, którzy napadli na kibiców. Jak się ogląda w Internecie to, co się działo na ulicach, to nie wygląda to dobrze. Prasa w Europie głównie zajęła się tymi zamieszkami, a nie fantastycznym meczem.

 

Tak, z tytułu tych chuligańskich awantur są same straty. Straty, które ponosi Polska. Pisze się głównie nie o sukcesie, jakim niewątpliwie jest zremisowanie z drużyną rosyjską, ale właśnie o awanturach potwierdzających złe opinie o Polsce. I to są straty także dla nas, bo przecież chcielibyśmy przeżywać te wielkie wydarzenia sportowe jako coś pięknego. A taka brutalność i awanturnictwo, zwykłe chuligaństwo, bandytyzm nam samym psują klimat tego pięknego wydarzenia. Na dodatek jeszcze to zabiera coś, co jest bardzo ważne. Myślę, że każdemu jest to potrzebne – rywalizujemy z Rosjanami, z Niemcami, rywalizujemy z tymi czy tamtymi, mamy sukcesy, ale oprócz tego potrafimy zachować się szlachetnie, a więc zgodnie z zasadami gościnności. Godzimy się na to, że werdykt losu, jakim jest sportowy wynik, to jest kwestia zupełnie inna, uwolniona od ocen historycznych czy politycznych. Nam to zabrano. Zabrali nam to źli ludzie, niemądrzy ludzie, po prostu chuligani, którzy kompletnie nie myślą o innych – myślą tylko o zaspokojeniu swoich potrzeb bójki.

 

Czy Pan nie sądzi, że powinny być zmienione przepisy, że kary powinny być bardziej radykalne? Bo kiedy taki bandzior dostaje sześć miesięcy w zawieszeniu na trzy lata…

 

Jeżeli w ogóle dostaje karę aresztu albo więzienia, to jest to, powiedziałbym, kara względnie surowa. Ale najczęściej kończy się tylko karami pieniężnymi.

 

Właśnie wczoraj był taki werdykt: sześć miesięcy w zawieszeniu na trzy lata. To chyba za nisko.

 

Uważam, że to jest taki moment zwrotny, w którym albo pójdziemy w kierunku bardziej surowego karania za chuligaństwo z nienawiści, bo to jest chuligaństwo z nienawiści…

 

To są bandyckie napady.

 

To prawda – bandyckie napady z nienawiści do innego człowieka, że jest inny. Uważam, że to jest taki moment, w którym rzeczywiście państwo polskie powinno zastosować ostrzejsze kary – po to, aby uwolnić Polaków od ryzyka, że sportowe wydarzenia będą psute, że nie będzie można wybierać się na nie z dziećmi czy z wnukami. Wszyscy chcielibyśmy więcej radości, a mniej strachu. Ja przez wiele lat żyłem niedaleko stąd – mieszkaliśmy na Powiślu – i pamiętam te bardzo przykre chwile, kiedy z niepokojem się myślało, że koniec meczu pokrywa się z terminem powrotu któregoś z dzieci do domu. To był strach, po prostu strach. Uważam, że powinniśmy polski sport, polskich kibiców, polskie rodziny uwolnić od strachu przed złymi ludźmi, którzy psują nam święta sportowe. Tak jak chuligani w Warszawie, ale też chuligani rosyjscy we Wrocławiu popsuli nam święto mistrzostw w piłce nożnej.

 

A czy szczęśliwe było pozwolenie na przemarsz Rosjan przez most Poniatowskiego i ich zbiórka? Czy to nie podsyciło takich emocji?

 

Nie jestem pewien, czy w ogóle istniała możliwość niezgodzenia się na przejście na stadion.

 

Można było im odradzić. Teraz Ratusz się zastanawia nad tym, żeby nie spotykali się i nie szli taką wielką gromadą, bo teraz będzie dwa razy więcej Rosjan.

 

Trochę to jest tak, że mądry Polak po szkodzie. Gdyby przymusowo podzielono ich na grupy, przeprowadzono w kordonie policyjnym, to z tego tytułu też byłoby tysiąc pretensji i zastrzeżeń. Tu nie było dobrego wyjścia. Uważam, że policja zrobiła bardzo dużo, aby w sposób maksymalnie dyskretny, nie eksponując swojej obecności, nie psuć święta sportowego. Ale gdy się zdarzyły ekscesy i zachowania chuligańskie, według mnie przeciwdziałała bardzo skutecznie i zdecydowanie. Wydaje mi się więc, że chyba rozsądne było to, że nie tworzyliśmy sami problemu, nie tworzyliśmy klimatu zagrożenia, zakazu, tylko że postawiliśmy z jednej strony na pewną formę gościnności, a z drugiej strony na twarde zachowanie policji, kiedy się zjawiska kryzysowe ujawniły.

 

Opozycja, Prawo i Sprawiedliwość, oskarża Hannę Gronkiewicz-Waltz, że to właśnie ona jest winna temu, co się wydarzyło w Warszawie.

 

I cóż na to poradzić? Ja czasami jestem bezradny w takich kwestiach… Kto inny by oskarżył, że na przykład nieopatrznie sprowokowała kibiców rosyjskich, zabraniając im pójścia w zorganizowanej grupie na stadion. W tych sprawach sugerowałbym daleko idącą powściągliwość w ocenach. Tego rodzaju ekscesy się zdarzają nie tylko w Polsce. Dla nas są one wyjątkowo przykre, bo psują nam nasze święto.

 

Jesteśmy gospodarzami Euro.

 

Ale to się zdarza. Brutalność kibiców, pseudokibiców, awanturników jest obecna, niestety, w wielu krajach, także tych, które się dzisiaj mądrzą kosztem Polski, bo przecież Wielka Brytania doświadczyła tego problemu w sposób chyba najbardziej dotkliwy.

 

Wielka Brytania teraz robi materiały z tezą i akurat ma podane na tacy…

 

Pocieszają się i robią sobie, że tak powiem, plasterek na własną narodową duszę. Mówią o innych, a nie są lepsi. Trzeba potraktować chuliganów tak, jak się ich powinno traktować – bardzo ostro, bardzo zdecydowanie – ale też nie karać z góry różnego rodzaju ograniczeniami, brutalnością, straszeniem policją tych wszystkich normalnych kibiców, którzy przyjeżdżają do Polski z różnych krajów, w tym także i z Rosji. Przecież absolutna większość kibiców rosyjskich przyjechała tutaj dla dobrej zabawy, dla przyjemności, także dla narodowej satysfakcji. Polscy kibice przyjechali dokładnie w tym samym celu. A że w każdej beczce miodu znajdzie się łyżka dziegciu? Przykra sprawa, trzeba z tym walczyć, ale nie należy temu nadawać nadmiernie ważnego charakteru, bo najważniejsze są sukcesy sportowe, sukces samego Euro, przeżycia tych stu kilkudziesięciu tysięcy w strefie kibica. To są przeżycia piękne, fajne, które warto pokazywać, omawiać, namawiać, tak aby się ugruntowały w polskiej obyczajowości kibica.

 

Z kolei Ruch Palikota składa donos do ambasady, przeprosiny, jednocześnie oskarżając Prawo i Sprawiedliwość, że to ta partia jest winna tym zamieszkom.

 

Winni są chuligani. Chuligani zdarzają się wszędzie. Należy z chuligaństwem walczyć na stadionach, na ulicach…

 

A to dobry pomysł składać list do ambasady?

 

…a nie oskarżać się nawzajem. Nie robić z tego rozgrywki polsko-polskiej, bo z tego nic dobrego nie wyniknie. A już tym bardziej nie nadawać tej burdom charakteru problemu międzypaństwowego, międzynarodowego. To był absolutnie margines i nie należy tego marginesu ze względów politycznych rozciągać tak, żeby wyglądało, że on dominował. Bo nie dominował.

 

No tak, ale telefon prezydenta Putina do premiera Tuska, gdzie prezydent wyraża zaniepokojenie tym, co się wydarzyło w Polsce...

 

Każdy działa trochę na użytek wewnętrznego rynku politycznego… A więc prezydent Rosji pokazuje, że niepokoi się o każdego obywatela rosyjskiego, który wyjechał poza granice kraju. My mówimy także o zagrożeniach, które tworzyli we Wrocławiu na przykład chuliganie rosyjscy.

 

Ale Pan nie chwycił za telefon, nie zadzwonił Pan do prezydenta Putina, żeby powiedzieć, żeby się uspokoili.

 

Uważam, że w interesie także i relacji polsko-rosyjskich, ale przede wszystkim w interesie utrzymania klimatu radosnego święta sportowego leży to, aby nie nadawać nadmiernie wielkiej rangi temu, co się wydarzyło. Trzeba trzymać kciuki za organizatorów meczu w sobotę, trzeba zachęcać policję do zdecydowanego działania, gdyby się pojawiły jakiekolwiek sygnały świadczące o próbie czy to rewanżu, czy rozgrywania tego samego rodzaju brutalności raz jeszcze, i jednak koncentrować uwagę na tym, co jest piękne, ciekawe i widowiskowe w sporcie.

 

Ale czy nie odbiera Pan tego telefonu jako rodzaju upokorzenia? Listu ministra sportu do minister Muchy, też z oburzeniem?

 

Nie. Były tam także oceny doradcy pana prezydenta Putina, który mówił o prawidłowych zachowaniach polskiej policji. Myślę, że rolą władz państwowych, a szczególnie gospodarza, jest to, żeby gasić tego rodzaju nastroje, a nie je podsycać. Wydarzyło się nieszczęście – postarajmy się zadbać o to, żeby to był odosobniony incydent. Nie nadawajmy temu nadmiernie istotnego znaczenia, a już szczególnie o randze międzypaństwowej. Byłoby to śmieszne, gdybyśmy z tego powodu rozpatrywali kwestie relacji polsko-rosyjskich

 

I że nasza duma została urażona…

 

Nasza polska duma nie ucierpiała z powodu wyniku meczu, a wręcz odwrotnie. To taki szczególny przypadek, kiedy remis jest odbierany przez nas wszystkich jako wielki sukces. I to jest sukces. Jeżeli więc ktoś ma mieć poczucie sukcesu narodowego, to na pewno strona polska.

 

A czy rozmawiał Pan o tym telefonie z premierem, czy nie mieli Panowie okazji?

 

Rozmawialiśmy. I dzisiaj, i wczoraj.

 

I co, jeżeli można?

 

Nie mam obyczaju relacjonowania cudzych rozmów.

 

Swojej własnej. To nie cudza. W połowie Pana.

 

Uważam, że czasami dobrze jest, że politycy wysyłają sygnały do własnych społeczeństw. W takich sytuacjach powinien to być zrównoważony głos troski, ale także i odpowiedzialności za to, że wspólnie dbamy, żeby było lepiej, a nie gorzej.

 

Można też wysłać sygnał do prezydenta Putina, żeby dbał o swoją opozycję, i nie w taki sposób jak teraz.

 

Są różne okazje, żeby mówić różne rzeczy ważne i czasami trudne. Uważam, że dzisiaj jest taki moment, kiedy powinniśmy starać się w stopniu maksymalnie skutecznym wykorzystać wydarzenia Euro 2012 na rzecz pokazania dobrej Polski. To nie jest moment, żeby komuś prawić morały, to nie jest moment, żeby komuś robić przykrości. To jest moment, kiedy warto być otwartym na innych, demonstrować własną radość, także zapraszać do wspólnej radości. Jestem niesłychanie wdzięczny i polskim kibicom, i mieszkańcom Polski za to współtworzenie klimatu gościnnego, serdecznego…

 

Za gościnność. I za Polskę biało-czerwoną, tak?

 

Tak. Bo to jest rzecz normalna. Każdy powinien mieć prawo do pokazywania się na tle własnej flagi, z własnymi symbolami. I to nie musi i nie powinno być odbierane jako coś, co godzi w naszą dumę. Tak jak nasze demonstrowanie naszych flag, naszej radości, naszego poczucia sukcesu nie musi przecież godzić w kogokolwiek innego.

 

Czy ten baner, który się pojawił na stadionie, jakoś Pana zaskoczył?

 

Chyba zaskoczył wiele osób, ale wiem, że polscy kibice też uzyskali zgodę na wielki baner we Wrocławiu. Ja będę stał i bił brawo, widząc wielką, polską biało-czerwoną flagę, która przykrywa znaczną część trybun polskich, gdzie aż kipią polskie serca. W tym momencie tam będzie także i moje serce. To są piękne przeżycia.

 

A jak Pan patrzy na naszych piłkarzy? Są niesamowici…   i skromni. Wczoraj w „Kropce nad i” był Robert Lewandowski – gwiazda, megagwiazda.

 

Tak mi się wydaje, że jest to piłkarz jeszcze z wielką przyszłością, bo to, co widać z zewnątrz, na przykład porównując z drużyną rosyjską, to że u nas jest dużo więcej młodych zawodników, a więc zawodników z dużą przyszłością. Jeżeli nie zmarnujemy tego kapitału doświadczenia, wiary w siebie, także kapitału wspaniałych obiektów sportowych, to być może dochowamy się drużyny, która będzie święciła tryumfy w ramach różnych rozgrywek w piłce nożnej na świecie. Tego byśmy bardzo chcieli. I według mnie polscy zawodnicy absolutnie mają zadatki na pierwszoligową, wielką…

 

Są już, Panie Prezydencie. Borussia jest jedynką, a trzech naszych jest w Borussii.

 

Oczywiście. Gdzie indziej też. Uważam, że jesteśmy w obliczu wielkiej szansy, żeby nie przeżywać już tylko dumy z tytułu wspomnień z lat 70. Jesteśmy na progu takiego momentu, w którym będziemy mogli przeżywać narodową dumę z tytułu narodowej drużyny w piłce nożnej.

 

Być może piłkarze będą nas dzisiaj oglądać. Czego by Pan im życzył?

 

Żeby zagrali tak, jak zagrali z drużyną rosyjską – i z opanowaniem, i z mądrą taktyką niedopuszczenia Rosjan blisko pola karnego.

 

I więcej bramek.

 

I bez żadnych kompleksów – z poczuciem, że wygranie jest w zasięgu ich możliwości. Być może doping narodowy to także jest cząstka tego sukcesu, chciałbym więc im życzyć, żeby mieli przekonanie, że jak już wbiegną na murawę boiska, to żeby wiedzieli, że razem z nimi są wszystkie polskie serca, które biją w Polsce, poza Polską, tych prawie czterdzieści milionów serc.

 

A trenerowi Smudzie? On naprawdę jest biedny. Nie wie co zrobić – ma za dużo dobrych bramkarzy.

 

Radziłbym mu, żeby nie słuchał podpowiadaczy, ale kierował się swoim własnym doświadczeniem i znajomością ludzi, całego zespołu. Według mnie który w takich przypadkach powinna być zasada jednoosobowego kierowania i jednoosobowej odpowiedzialności. Trzeba uszanować prawo trenera do podjęcia tej decyzji. To niełatwa decyzja. Najchętniej byśmy wystawili tam dwóch.

 

Dziękuję bardzo. To była „Kropka nad i”. Dziękuję, Panie Prezydencie.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.