przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Piątek, 29 czerwca 2012

Prezydent: Trzymam kciuki za... piłkę nożną

Prezydent Bronisław Komorowski

Prezydent Bronisław Komorowski

Fakt: Kto wygra Euro?
 

Bronisław Komorowski: Marzył się finał z udziałem Polski, ale to już niemożliwe. Nie wypada mi przewidywać wyników, bo gdybym powiedział, kogo chciałbym widzieć w finale, oznaczałoby, że komuś życzę, by odpadł w półfinale. Trzymam więc kciuki za... piłkę nożną.

 

Nie ma Polaków i to dlatego przestał pan zabierać już żonę na mecze?

 

Moja żona jest osobą samodzielną, to dzieci można gdzieś zabrać, albo nie. Wspólnie uczestniczyliśmy w meczach, gdy wymagały tego względy dyplomatyczne, np. w Gdańsku.

 

 Czyli żona sama nie chce już chodzić...
 

Nie zamierzam udawać, że jesteśmy rodziną bardzo aktywnie zaangażowaną w kibicowanie. Raczej, jak wielu Polaków, przeżywamy sportowe emocje w domu, przed telewizorem. Tu jest nasza rodzinna strefa kibica.

 

Gdy pierwsza dama woli serial, a pan mecz, kłócicie się?

 

Nie. Wymieniamy raczej opinie… to pomaga osiągnąć kompromis. Zresztą chyba żona też nie ma zbyt wiele czasu na telewizję.


To jaka jest pana opinia w sprawie przemarszu Rosjan na Stadion Narodowy? Po co pani prezydent Warszawy się zgodziła, skoro było wiadomo, że będzie awantura?


To nie była manifestacja, tylko przejście kibiców na stadion. Na to nie trzeba było żadnej oficjalnej zgody, zresztą nikt z takim wnioskiem nie wystąpił. Chodziło o pomoc grupie, która o tę pomoc się zwróciła. A wszystkim nam powinno zależeć, aby Polskę pokazywać Europie i światu jako kraj gościnny i przyjazny. Zwłaszcza że dzięki tym mistrzostwom wielu obcokrajowców po raz pierwszy ma szansę dowiedzieć się czegokolwiek dobrego na temat naszego kraju.


To kibice rosyjscy poprosili władze Warszawy o przejście. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by przewidzieć burdy.


Nie zgadzam się. Źródłem kłopotów nie byli idący na stadion kibice z Rosji, a nasi chuligani, i pamiętajmy, że za te zdarzenia nasi polscy kibice przeprosili kibiców rosyjskich, a materiał umieszczony przez nich w internecie był dobrze przyjęty i szeroko komentowany. Zresztą nas samych oburzało zachowanie rosyjskich chuliganów we Wrocławiu i incydent związany z napaścią na stewarda.

 

Przecież to oczywista prowokacja Rosjan, to był dzień święta narodowego Rosji.

 

Tyle że mało kto kojarzy tę datę w Polsce, a jeżeli kojarzy, to raczej dobrze, bo to przecież data upadku ZSRR. Nie próbujmy usprawiedliwiać chuligaństwa, bo to fałszywy trop. Termin meczu został wyznaczony przez UEFA. Czy to jest powód, by zabraniać wspólnego świętowania prawdziwym kibicom? Przecież wielu Rosjan przyjechało tu z rodzinami, z dziećmi, dlaczego mają się czuć zagrożeni? To nie oni podjęli decyzję o tym, kiedy zagra ich drużyna narodowa. Bądźmy po stronie kibiców, ale przeciw chuliganom bez względu na ich narodowość czy obywatelstwo.

 

Mer Moskwy miesiąc temu zakazał parady gejów, bo bał się zamieszek. Wyobraża pan sobie, by się zgodził na przejście polskich kibiców przez plac Czerwony w rocznicę Cudu nad Wisłą?

 

Polscy kibice chyba nie wpadliby na pomysł, by w tę rocznicę demonstrować w Moskwie. Raczej będą ją obchodzić w Warszawie i Radzyminie. Można budować różne dziwne scenariusze, ale niekoniecznie warto po tym, co się wydarzyło. Dla nas, ważniejsze od rozważania egzotycznych scenariuszy, jest dbanie o to, by nie wypaść z roli państwa gospodarza mistrzostw, by demonstrować gościnności oraz kulturę uczestniczenia w wydarzeniach sportowych. I nie można, mówiąc, że coś było prowokacją, usprawiedliwiać wybryków rodzimych chuliganów, których wstydzą się polscy kibice. Tak jak nie trzeba w imię fałszywie pojmowanej gościnności tolerować wybryków przybyłych do Polski obcych kiboli. Ulice miast muszą być bezpieczne dla tych, którzy wspólnie świętują sportowe emocje.

 

Ale Rosjanom udało się zepsuć wizerunek gościnnych Polaków. Może zawiniła policja, że nie powstrzymała bandytów?

 

Ten wizerunek zepsuli agresywni uczestnicy burd. Nie da się w 100 procentach wyeliminować ryzyka. Policja reagowała sprawnie i szybko na tyle, na ile można było przewidzieć wszystkie incydenty. A chyba po raz pierwszy chuligani byli tak zorganizowani. Dysponowali systemem łączności. Mieli specjalną taktykę. Atakowali kibiców rosyjskich z zaskoczenia. Zakrywali twarze na czas ataku, a potem szybko je odsłaniali i kryli się w tłumie.


Jak ktoś zakrywa w takich sytuacjach twarz, od razu trzeba go złapać. Wiadomo, że nie chroni się przed słońcem. Kuleje policja czy prawo?

 

Po chuligańskich ekscesach w dniu Święta Narodowego 11 listopada wyszedłem z nowelizacją prawa o zgromadzeniach. Zawsze trudny jest wybór między prawem do demonstrowania w szaliku czy kapturze a bezpieczeństwem. Dziś prawo jest niespójne, bo można wystąpić o zarejestrowanie demonstracji i swobodnie na ulicy zakrywać twarz, a przecież tacy zakapturzeni, zamaskowani ludzie, gdy kogoś zaatakują, nawet przed kamerami telewizji czy monitoringiem, są najczęściej nie do rozpoznania. Kaptur trzeba zdjąć dopiero przed wejściem na stadion, bo tam już obowiązują przepisy tzw. ustawy stadionowej. Proponuję rozwiązanie w moim przekonaniu zrównoważone. Jeśli ktoś odczuwa potrzebę demonstrowania z zakrytą twarzą, bo jego zdaniem wymaga tego charakter demonstracji, np. organizując wesoły pochód krasnoludków, musi zgłosić zamiar zakrywania twarzy podczas rejestracji zgromadzenia. Czapka krasnoludka, kaptur czy kominiarka… bezstronny organ samorządowy oceni ryzyko.


Kibolski cień padł na Euro, ale rząd przekonuje, że i tak to nasz cywilizacyjny skok. Wierzy pan w to?


Pytali państwo, kogo chciałbym widzieć w finale Euro. Na pewno już widzę Polskę i Ukrainę, jako organizatorów tego wielkiego sportowego wydarzenia. Pomimo chuligańskich incydentów, jest to jednak wielkie wydarzenie promujące nasze kraje. Chwalimy się nowoczesną infrastrukturą sportową, komunikacyjną, no i ten wspaniały klimat życzliwości. We Wrocławiu gigantyczne wrażenie zrobiła na mnie wspólna radość i porozumienie pomiędzy kibicami polskimi i czeskimi. Także po meczu. Tu mamy gigantyczny sukces.


To piękne słowa, ale radość kibiców minie za kilka dni. Ludzie wrócą do szarej rzeczywistości.
Rząd obiecywał nam na Euro sieć autostrad, a eksperci mówią, że te plany uda się zrealizować za... dziesięć lat.


Autostrady będziemy, co daj Boże, budować i przez następne dwadzieścia lat... Trzeba mieć przesłonięte oczy, by nie dostrzegać i nie doceniać, że jest już ogromny postęp. Autostrady są, a do niedawna mogliśmy o nich tylko marzyć.


Postęp jest, tylko po co było obiecywać złote góry?


Ależ pytajcie o to, sprawdzajcie i pilnujcie, taka jest przecież rola mediów! Plany rządowe zakładały, że będą połączenia autostradowe między miastami, gdzie będą rozgrywki. I rzeczywiście są. Brakuje tylko fragmentów. Dokończymy je niebawem, w ciągu tygodni czy miesięcy. Nie zabijajmy więc polskiej satysfakcji, że po raz pierwszy, tak jak reszta Europy, mamy autostrady. Już nie tylko fragmenty poniemieckich autostrad, które wybudowano przed kilkudziesięciu laty, ale nasze polskie. Trzeba sprawdzać i weryfikować składane obietnice, ale nie można tylko narzekać i nie zauważać tego, że w tak szybkim czasie gonimy narosłe przez dziesiątki, a czasem setki lat zapóźnienia.


Trudno o satysfakcję, gdy autostradzie brakuje... fragmentu. A gdy minister transportu chwali się oddaniem nowego odcinka podmiejskiej kolejki, to w Legionowie, gdzie trenowała Grecja, na stacji tej kolejki pani w okienku nie ma nawet pełnego rozkładu jazdy.

 

Ja mam satysfakcję i to ogromną, choć też bym wolał, aby nie było kwestii niedokończonych odcinków. A za to, że kasjerka nie ma rozkładu, nie należy ganić ministra, a przewoźnika, do którego należy kasa.

 

1, 2, NASTĘPNA
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.