przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Sobota, 6 października 2012

Prezydent dla "Rz": 11 listopada stanę na czele marszu

  |   Politycy powinni uspokajać, a nie stra­szyć - mówi prezydent Trzeba pomniejszać, a nie po­większać, przekonanie, że mamy złe państwo - przekonuje Bronisław Komorowski

Wywiad ukazał się w "Rzeczpospolitej" 6 października 2012 r.

 

Kryzys to dziś najważniej­szy temat. Za tydzień w Sejmie ma wystąpić premier Donald Tusk. Jak ocenia pan pierwszy rok działalności tego rządu?

 
Bronisław Komorowski: Po pierwsze nic nie wskazuje, by do Polski nadciągała jakaś katastrofa. Na tle UE jesteśmy wyjątko­wym krajem, który może się pochwalić nieprzerwanym wzrostem gospodarczym od 20 lat. Choć dynamika tego wzrostu jest różna, choć widać spowolnienie, gospodarka na­dal rośnie. Europa jako całość też powoli zdaje się wycho­dzić z kryzysu.

Dlatego nie przesadzajmy z czarnowidztwem. Politycy powinni uspokajać, a nie stra­szyć. Jestem pewien, że wystąpienie sejmowe premie­ra będzie się koncentrować na propozycjach działań na rzecz podtrzymania wzro­stu i na przeciwdziałaniu skutkom narastającego od lat kryzysu demograficznego.
 
Nie można przemilczeć wskaź­ników. O spadającym popycie, trudnościach demograficznych, danych dotyczących eksportu czy rynku pracy. Wielu polity­ków nie tyle straszy, ile wychodzi z propozycjami: po­mysły ma prezes PiS czy szef PSL itp. Jak pan ocenia działa­nia rządu w rym kontekście?
 
Oczywiście, że nie wolno te­go przemilczeć. I widzę dużo dobrego w tym, że pojawiają się konkretne propozycje działania w tej trudnej gospo­darczo sytuacji. Bo nie ma co przesadzać w drugą stronę i malować sytuacji na różowo. Przecież jest oczywiste, że na europejskim kryzysie traci­my, a nie zyskujemy. Potrzebna jest jednak rzeczo­wa dyskusja, a nie straszenie.
 
To może jest miejsce dla pana, by stworzyć przestrzeń debaty nad tym, jak przezwyciężyć spowolnienie.
 
Są panowie wielkimi opty­mistami. Ale faktycznie wierzę, że są różne sprawy, które mogą być przedmiotem szerokiego konsensusu. Oba­wiam się jednak, że to zbyt piękne marzenie, że jeśli to prezydent, a nie premier zgło­si jakieś rozwiązanie, to wszyscy to zaakceptują. Poli­tycznym poligonem, na ile możemy uzyskać szeroki kon­sensus w sprawach ważnych, będzie moja inicjatywa w sprawie modernizacji tech­nicznej armii. Jak to się uda, będę próbował iść dalej.
 
Jak pańskim zdaniem zacho­wać wzrost?

Nasz kraj musi sprostać za­daniom w pięciu kluczowych obszarach: zwiększenia bez­pieczeństwa finansów publicznych, umocnienia bez­pieczeństwa systemu bankowego, przeprowadzenia reform rynku pracy, utrzyma­nia chłonnego rynku wewnętrznego oraz otwarcia Polski na nowe bieguny wzro­stu. Z uwagą przysłuchuję się propozycjom deregulacyjnym, bo uważam, że będą zwiększa­ły atrakcyjność naszego kraju nie tylko dla inwestorów za­granicznych, lecz przede wszystkim polskich przedsię­biorców. Są pomysły Jarosława Gowina, Waldemara Pawlaka, może wykazać w tym obszarze aktywność i Janusz Palikot. Szczególnie warto wspierać małe i średnie przedsiębiorstwa, które były i są źródłem polskiego sukce­su. To wsparcie może wyrażać się poprzez zastosowanie ra­cjonalnych rozwiązań podatku VAT, w dostępie do systemu poręczeń oraz kształcenia za­wodowego, a także do kredytów eksportowych.

Powinniśmy też dbać o wzrost, poszukując nowych rynków zbytu dla polskich przedsiębiorstw. Dobrym przykładem jest zmiana w po­dejściu do Chin. Polskie firmy tam zaczynają coraz mocniej działać, pojawiają się wspólne z Chińczykami przedsięwzię­cia na rynkach trzecich. To budujące przykłady. Jest też cała grupa BRICS. Osobnym problemem jest elastyczność rynku pracy. Jesteśmy nadal atrakcyjni, bo nie ma u nas wysokich kosztów pracy. Pro­blem w tym, że inne kraje idą teraz w tym kierunku, by ich oferta była jeszcze bardziej konkurencyjna. A w Polsce powoli kończy się czas taniej siły roboczej. Musimy zwięk­szać wydajność pracy również przez bardziej elastyczne roz­wiązania dotyczące organizacji pracy.
 
Czyli nie jest pan przeciwnikiem tzw. umów śmieciowych.
 
To jest problem społeczny, który należy rozwiązywać, ale nie tak, by wylać dziecko ra­zem z kąpielą. Łatwo jest ograniczyć umowy czasowe, ale wtedy biznes zareaguje zwalnianiem ludzi z pracy lub wypychaniem w szarą strefę.
 
Jaka jest pana recepta?

Powstrzymać proces zamia­ny wyjątków w regułę. Zatrudnienie czasowe miało być wyjątkiem ułatwiającym działanie przedsiębiorców. Staje się jednak regułą i to jest niewątpliwie złe. Dlatego trze­ba zbliżyć warunki różnych rodzajów umów, na przykład co do okresów ich wypowie­dzenia, tak by decyzja o zatrudnieniu na czas nie­określony była dla pracodawców łatwiejsza niż dotychczas. Umowy-zlecenia mają swoje jasno zdefiniowa­ne funkcje, ale stają się popularne dlatego, że pozwa­lają zmniejszyć koszty składek na ZUS. Kierunek stopniowe­go ozusowania pracy zawieranej na różnych zasa­dach też jest rozwiązaniem, które by powstrzymywało masowe przechodzenie na te­go typu umowy.
 
To podniesie koszty pracy.

Ale w generalnych kosztach pracy na rynku polskim nie będzie zmiany negatywnej. Chodzi o zlikwidowanie za­chęty do zamiany wyjątków w regułę.
 
Ale 80 proc tych umów jest dziś ozusowane.

Dlatego jest tu obszar do działania. Jak słyszę, że ktoś chce w ogóle zlikwidować możliwość zawierania umów czasowych, to myślę, czy cza­sem nie jest to oznaka obojętności dla losu wielu osób, które mogą stracić pracę.

Nie boi się pan, że po wejściu Polski do strefy euro konkuren­cyjność polskiego rynku pracy będzie mniejsza?

Nic nie wskazuje na to, że wchodząc do strefy euro prze­gramy w konkurencyjności z mocnymi. Jestem przekona­ny, że polska gospodarka podoła mobilizacji. Warto też pamiętać, że strefa euro jest tym ekskluzywnym klubem, w którym będą podejmowane najważniejsze decyzje o przyszłości Unii. Dlatego jeśli aspirujemy do odgrywania ważnej roli w UE, a ja chcę, byśmy taką ambicję mieli, musimy w jakiejś dalszej per­spektywie widzieć wejście do tego klubu. Polska powin­na na spokojnie dokonać wyboru, kiedy wejść do strefy euro. Dzisiaj nikt nas nie prze­kona, że warto wskakiwać do basenu, nie pytając, czy jest tam wystarczająco dużo wody. Kiedy unia walutowa się uzdrowi, powinniśmy do niej wejść.

Oczekuje pan od rządu podjęcia tematyki demograficznej. A jeśli w drugim expose premiera nie będzie spraw rodzinnych, będzie pan naciskał? Mówił pan o wła­snej inicjatywie w tej sprawie.

W Polsce brakuje dziś po­mysłu na stworzenie systemu obejmującego różne narzędzia walki z kryzysem demograficz­nym. Sukces w walce z tym zjawiskiem odniosły kraje, któ­re zastosowały całą gamę narzędzi. I takich, które zmniejszają koszty wychowa­nia dzieci, i takich, które ułatwiają łączenie pracy z obowiązkami domowymi czy wprowadziły nowe prorodzinne rozwiązania podatkowe.
 
Gdzie będzie pan jeszcze szukał porozumienia?

Również w innych kwe­stiach dla Polski najważniejszych. Na przykład obrony. Zorganizowałem spo­tkanie w RBN, dzięki któremu udało się uzyskać zgodę co do bezpieczeństwa powo­dziowego. Mam nadzieję, że uda się znaleźć akceptację dla ustawy o modernizacji Sił Zbrojnych i dla perspektywy nowoczesnego systemu obro­ny przeciwrakietowej i przeciwlotniczej.

„Rz" jednak wytykała, że dziś mówimy o dalszych projektach, a nie zrealizowaliśmy jeszcze wcześniejszych, czyli 100-tysięcznej armii. Podobnie jak nie dokończyliśmy budowy Na­rodowych Sił Rezerwowych.


Nie udało nam się też jesz­cze dokończyć reformy z 2001 roku. Udział w wojnach w Ira­ku i Afganistanie spowolnił tempo zmian wewnętrznych w armii. Dziś chcę wykorzy­stać fakt, że jestem zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, i dokończyć tamten plan, a szczególnie dokończyć modernizację techniczną (Marynarka Wojenna, system przeciwlotniczy, przeciwrakietowy), programu śmigłowcowego, ale także sys­temu dowódczego. Jak mamy mniejszą armię, trzeba zmniejszyć i uprościć struktu­rę dowodzenia.

Włączy się pan w dyskusję o bezpieczeństwie energetycz­nym? Ustawa regulująca zasady wydobycia węglowo­dorów, a więc np. gazu łupkowego, mimo obietnic premiera ciągle nie wyszła z rządu.

Oczywiście prezydentowi przynależy troska o bezpie­czeństwo energetyczne państwa. Z tej perspektywy będę oceniał pomysły rządu. Od tego, by policzyć, co się opłaca, a co nie, albo jakie rozwiązania przyjąć, jest rząd.
 
Ale właśnie prace w rządzie utknęły…
 
Pewnie pojawiły się jakieś problemy. Ale zachowajmy umiar. Swego czasu błędem była rezygnacja z połączenia z systemem norweskim. Teraz to nadrabiamy. Terminal LNG w Świnoujściu w 2014 roku będzie olbrzymim krokiem naprzód. Jeśli do tego doda­my rozbudowę systemu w obszarze Unii, m.in. tzw. interkonektory, to wszystko zwiększa nasze bezpieczeń­stwo. Również wydobywanie gazu łupkowego przyczyniło­by się do dużego komfortu związanego z bezpieczeń­stwem energetycznym. Rząd z pewnością ocenia aspekty ekonomiczne poszczególnych rozwiązań.
 
W ostatnich tygodniach powró­cił temat katastrofy smoleńskiej. Mówił pan kiedyś, że państwo zdało egzamin po katastrofie. Czy wszystko, co dziś wiemy na fen temat nie zmieniło pańskiego zdania?
 
To jakieś polskie samobiczowanie. Jeśli coś zawali wójt albo urzędnik, od razu mówi­my, że zawaliło państwo. Dlaczego w innych krajach bardziej szanuje się własne państwo? Amerykanom nie przyjdzie do głowy powie­dzieć, że państwo nie działa, jak łapówkę weźmie szeryf al­bo zbankrutuje bank. Nie mamy ugruntowanego sza­cunku do własnego państwa. Trzeba pomniejszać, a nie po­większać, przekonanie, że mamy złe państwo.
 
11 listopada poprowadzi pan marsz?
 
To jeden z przykładów szer­szego problemu. Źle się stało, że 11 listopada stał się okazją do świętowania przeciwko so­bie i budowania podziałów. Dlatego podejmę ryzyko, by tak jak prowadziłem 11 listo­pada w latach 70. i 80., tak i teraz poprowadzić marsz i zademonstrować, że przy istotnych różnicach sza­nujemy odmienne tradycje pracy dla Polski z naszej hi­storii. Dlatego zaczniemy przy Grobie Nieznanego Żoł­nierza, który powinien być wspólny dla wszystkich. Chcę, byśmy poszli koło pomnika prymasa Wyszyńskiego, który uosabia tradycję wspólnoty i uwzględnia rolę Kościoła w polskiej historii. Chciałbym, byśmy poszli koło redakcji „Robotnika" na Krakowskim Przedmieściu przy Wareckiej. Chciałbym, byśmy złożyli kwiaty pod pomnikiem mar­szałka Piłsudskiego (symbolu wałki o wolność), pomnikiem Witosa, Paderewskiego, Dmowskiego, czyli przywód­ców różnych nurtów patriotyzmu. Oni wszyscy za­służyli się Polsce, choć wcale się nie lubili. Im wszystkim należy się nasza wdzięczność. Oni się nie kochali, ale wszyscy kochali Polskę.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.