przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Środa, 20 lutego 2013

Alfabet prezydenta - wywiad dla "Polityki"

  |   Wywiad prezydenta dla "Polityki" Wywiad prezydenta dla "Polityki" Wywiad prezydenta dla "Polityki" Wywiad prezydenta dla "Polityki" Wywiad prezydenta dla "Polityki"

POLITYKA: - Na półmetku kadencji chcemy zaproponować panu prezydentowi spojrzenie na polską politykę i stan polskiej demokracji poprzez głównych aktorów tej sceny. Coś w rodzaju „alfabetu Bronisława Komorowskiego".


Bronisław Komorowski  (nieco zaskoczony): - Spróbujmy.


Zaczniemy od bohatera ostatnich tygodni. Janusz Palikot był, a może nadal jest, pana przyjacielem. W jakim miejscu jest jego ugrupowanie po sprawie Wandy Nowickiej?

 

Jednym z najbardziej bolesnych doświadczeń w moim życiu jest utrata przyjaciół z różnych, ważnych okresów życia, właśnie z powodu odmiennych poglądów, sympatii czy antypatii politycznych. Dotyczyło to choćby Antoniego Macierewicza, mojego bliskiego znajomego z okresu opozycji demokratycznej. Podobnie jest z Januszem Palikotem. Mieliśmy kiedyś, i bardzo to sobie cenię, sympatyczne i bliskie relacje, ale i ta przyjaźń poddana została bolesnej próbie.

 

Myślę, że Janusz Palikot poprzez polityczną szarżę odniósł najpierw wielki sukces, jakim było wejście do parlamentu i stworzenie liczącego się klubu parlamentarnego. Nie da się jednak uprawiać wiarygodnej polityki ciągle szarżując. Ludzie oczekują czegoś innego, nawet jeśli przez jakiś czas podoba się im widowisko. Z przykrością patrzę na to, co się ostatnio wydarzyło, bo myślę, że jeżeli będą następne szarże, to na pewno nie będzie to zwycięska Somosierra. Swego czasu miałem nadzieję, że Palikot potrafi wnieść do polskiej polityki to, co jest w nim naprawdę cenne, czyli wrażliwość w kwestiach kultury, kompetencje gospodarcze. Nie jest w Polsce częste, aby ludzie po biznesowych sukcesach trafiali do polityki, regułą jest proces odwrotny- z polityki do biznesu. On jest wyjątkiem i szkoda, że tego wyjątkowego doświadczenia nie spożytkował należycie.

 

Przy okazji szarży Palikota trzeci co do wielkości klub w Sejmie utracił swojego wicemarszałka. Czy to nie jest naruszenie zasad demokracji?

 

To jest naruszenie dobrych zasad i dobrego obyczaju. Problem polega na tym, że polityk, który z naruszania czy wręcz wywracania zasad i norm uczynił metodę polityczną, nie może oczekiwać, że inni w stosunku do niego dochowają wierności zasadom. To jest właśnie ten kłopot. Dzisiaj Janusz Palikot nie ma z żadnym z ugrupowań, z klubów parlamentarnych najmniejszej nici porozumienia czy choćby nawet relacji neutralności.

 

A jak pan oceniał pomysł z powołaniem Anny Grodzkiej na wicemarszałka?

 

Cel, który byłem w stanie zrozumieć, czyli podniesienie głośno i publicznie kwestii osób w szczególnej sytuacji, związanej choćby z transseksualnością, został osiągnięty przez sam fakt wejścia pani Anny Grodzkiej do parlamentu. Wicemarszałkowanie było więc już czystym zamysłem politycznym, może chęcią postawienia innych w trudnej sytuacji, pokazaniem, że są mniej tolerancyjni, a więc gorsi. Takie stawianie sprawy przynosi jej więcej szkody niż pożytku.

 

Palikot po tych eskapadach wyraźnie nadwerężył swoją reputację jako potencjalnego czy prawdziwego lidera lewicy. Czy pan, znając Janusza Palikota, uważa, że on naprawdę jest lewicowcem, czy to bardziej polityczny kostium?

 

Problem lewicy w Polsce jest poważniejszy niż Janusz Palikot. Nie jestem i nigdy nie byłem człowiekiem lewicy, ale patrząc z troską na rozwój i jakość sceny politycznej, a tym samym stan polskiej demokracji, uważam, że Polacy powinni mieć wybór między dobrą lewicą, dobrą prawicą i dobrym centrum. Chciałbym, aby w Polsce ukształtowała się nowa lewica. Z jednej strony wolna od garbu, jakim jest jednak aktywność konkretnych polityków w okresie totalitarnym, ale też wolna od pewnej, często widocznej nieautentyczności, sprowadzającej lewicowość tylko i wyłącznie do kwestii obyczajowych. Lewica na Zachodzie rzeczywiście konstytuuje się dzisiaj często wokół problemów obyczajowości, ale ma jednak za sobą bogatą tradycję, doświadczenie i wrażliwość wyniesione z poprzednich epok lewicowości, z czasów kiedy dominowały troska o biedną część społeczeństwa, 0 pracowników. Wiele razy się zastanawiałem, co może się stać z lewicą polską.

 

Więc od razu podpowiemy kolejne nazwisko z naszej listy: Aleksander Kwaśniewski. On ma być ostatnią nadzieją lewicy.

 

To może być skuteczna recepta na dostanie się do Parlamentu Europejskiego, bo o tym mówią sondaże. Nie sądzę jednak, aby wystarczyła na zbudowanie wiarygodnej i atrakcyjnej społecznie lewicy.

 

Zostaje więc próżnia.

 

Próżni nie ma, są obecnie funkcjonujące polityczne byty, mające jednak poważny problem z tożsamością. Jako człowiek Solidarności myślałem kiedyś, że właśnie z Solidarności wyłoni się lewica nawiązująca do bardzo dla mnie wartościowej tradycji PPS. Dzisiaj myślę, że to był poważny błąd, że nic takiego się nie wydarzyło. Myśmy wtedy, budując Unię Demokratyczną, uważali za cnotę, że razem, konserwatyści 1 ludzie o lewicowej wrażliwości, tworzymy jedną partię, bo taka była potrzeba reformy państwa polskiego. Ale wydaje mi się, że zostały wówczas zablokowane naturalne procesy tworzenia pluralizmu. Ze stratą, co widać po wielu latach, dla jakości polskiego życia politycznego i jego autentyczności. Wyszło na to, że np. Jacek Kuroń ze swoją lewicową wrażliwością nie tylko demontował realny socjalizm, ale i budował w Polsce kapitalizm. Takie to były czasy...

 

Nie chcę podpowiadać nikomu, bo to nie jest moją rolą, ale sądzę, że mądrość polityków, którzy mają poczucie odpowiedzialności za los i stan lewicy polskiej, powinna się przejawić w świadomym cofnięciu się o krok, po to, aby stworzyć pole do działania ludzi nowych, wesprzeć ich swoimi możliwościami, autorytetem. Nie po to, żeby samemu kontynuować kariery polityczne. W jakiejś mierze tak właśnie postąpiła lewica w okresie przełomu ustrojowego, na przykład w stosunku do Aleksandra Kwaśniewskiego i jego otoczenia... Było przecież ewidentne, że starzy działacze cofnęli się i oddali pole komuś innemu, młodszemu. Z sukcesem.

 

1, 2, 3, 4, NASTĘPNA
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.