przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Czwartek, 2 maja 2013

Wywiad prezydenta dla TVP Info

Anna Osińska: Panie Prezydencie…

 

Bronisław Komorowski: Witam Panią i witam serdecznie wszystkich Widzów.

 

Stereotyp Polaka: pesymista. Kto winien – historia? Zasłużyliśmy?

 

Nie wiem, czy to jest uzasadnione twierdzenie, bo chyba raczej świat o Polakach myśli trochę jako o takich optymistach bez uzasadnienia, skłonnych do szaleństwa, skłonnych do beztroski. I dzisiaj się zmienia ten wizerunek – według mnie w dobrą stronę – bo z jednej strony Polacy zaczynają być uważani za ludzi pracowitych, nawet bardzo pracowitych; Polacy są uważani za ludzi roztropnych i racjonalnie myślących o sobie, na przykład nieskłonnych do romantycznych uniesień, bardziej do rzetelnego pilnowania swoich interesów, rzetelnego załatwiania spraw w relacjach międzynarodowych z uwzględnieniem polskich interesów. Nie na zasadzie „pójścia w bój” i że to będzie dobrze widziane przez świat… Ale rzeczywiście, coś jest z tego, o czym Pani mówi: Polacy stosunkowo mało się uśmiechają. Jak się patrzy na ulicę gdzieś w Paryżu czy w innych miastach europejskich, to pewnie jest mniej takiej codziennej prostej radości i wzajemnej sympatii. Ale to jest do zrobienia, to się da zbudować. Temu mają między innymi służyć radosne obchodzenia świąt narodowych. Nie takie „na ponuro”, w nastroju zaduszkowo- żałobnym, tylko tak, jak powinny święta wyglądać. Święta to jest także święto radości i satysfakcji.

 

Jak dodać tej lekkości świętom narodowym? Jak Polaków nauczyć cieszyć się z tego, co osiągnęliśmy? Bo przecież osiągnęliśmy bardzo dużo.

 

Ale to jest przez Polaków absolutnie niedoceniane! Świadczą o tym badania opinii publicznej. Ponad 70 procent Polaków jest zadowolonych z własnego życia, z własnych dzieci, z własnej żony, własnej rodziny, nawet z własnej pracy; ogromna większość Polaków jest zadowolona z własnej gminy, z własnego miasta – czyli to, co sami obserwują, jest oceniane bardzo wysoko. Gorzej jest z tym, że te wszystkie dobre wrażenia o swoim własnym szczęściu i szczęśliwym rozwoju własnej miejscowości nie sumują się, jeśli chodzi o pogląd na Polskę, na cały kraj. Tu jest wielka praca do wykonania, ale trzeba to robić. A więc ja proponuję obchodzenie świąt w pewnym dystansie do sfery konfliktu partyjnego, politycznego, a bardziej radośnie, bardziej razem, nawet trochę piknikowo, rodzinnie. Miałem ogromną przyjemność, że 1 maja – który kiedyś był datą przymusowych pochodów, organizowanych przez ówczesną jedyną słuszną partię polityczną, czyli partię komunistyczną – można dzisiaj obchodzić jako święto polskiej obecności w Unii Europejskiej. W Łazienkach był Piknik Europejski, szalenie miły, gdzie dominował widok ludzi uśmiechniętych, dzieci z balonikami, gdzieś tam słuchających muzyki czy karmiących wiewiórki. To jest to szczęście na co dzień, którego ludzie bardzo potrzebują. Mniej konfliktu partyjno-politycznego.

 

Czy to już nowoczesny patriotyzm? Patriotyzm po nowemu?

 

Z patriotyzmem i z formą obchodzenia różnych rocznic narodowych trzeba uważać, bo są ludzie, którym bardzo odpowiada taki „cokołowy” sposób obchodzenia rocznic – taki właśnie dostojny, uroczysty, poważny, czasami smutny. Ale jest coraz więcej młodych ludzi, którzy chcą to mieć jako formę okazania radości i polskiego optymizmu. I tych będzie przybywało. Każde pokolenie musi odpowiadać sobie na pytanie, w czym ma się przejawiać i na czym ma polegać mój i mojego pokolenia patriotyzm. Pokolenie moich dziadków i rodziców to patriotyzm walki, bólu, nieszczęścia, trwania pomimo wszystko. Pokolenie moje, ludzi Solidarności, to pokolenie zwycięstwa, także walki o demokracje, o przetrwanie, o złamanie komunizmu. Ale już pokolenia najmłodsze, dzisiejszych młodych ludzi, także moich dzieci, mają zupełnie inny pogląd na świat i patriotyzm. Oni się bardzo chętnie lokują w tym samym nurcie, ale tłumaczą, że to jest patriotyzm nauki, patriotyzm pracy, patriotyzm szacunku dla państwa polskiego, dla prawa. To jest patriotyzm polegający na otwieraniu Polski na innych. Nie boją się świata zewnętrznego, poznają go, lubią, ciekawi ich. I czują się cząstką tego świata, szczególnie oczywiście europejskiego. Patriotyzm młodego pokolenia, według mnie, będzie się więc różnił od sposobu przeżywania patriotyzmu przez pokolenia Solidarności czy Armii Krajowej.

 

Świętowanie po nowemu… Pan objął patronat nad akcją „Orzeł może”. Jaka będzie Pana rola? Narodowy nauczyciel optymizmu – śmiejmy się, uśmiechajmy się, cieszmy się?

 

Bardzo bym chciał, żeby Polska wyrobiła sobie takie nowe odruchy świętowania w sposób bardziej radosny i optymistyczny. Jest ku temu tysiąc powodów. Jeszcze nigdy w historii Polska tak szybko się nie rozwijała, tak szybko nie nadrabiała zaległości natury historycznej. Mamy więc z czego się cieszyć – z własnego dorobku, z własnych osiągnąć, także dobrych perspektyw przed Polską, które są faktem wynikającym z członkostwa w Unii Europejskiej. Ale trzeba to praktykować, stąd akcja „Orzeł może”. Sam jestem ciekaw, jak to wyjdzie… Objąłem nad tym patronat z głębokim przekonaniem, że sytuacja dojrzała do tego, że jest wystarczająca ilość młodych przede wszystkim ludzi, którzy już nie chcą takiego politycznego ponuractwa, ale chcą przeżywać polskie święta po swojemu – bardziej radośnie, z optymizmem, bardziej kolorowo. Stąd mam nadzieję, że przypadł Polakom do gustu i ten orzeł biały, orzeł piękny, ale z czekolady, odsłaniany przez polskie dzieci. I tu Pani powiem, że coś jest do zrobienia w wymiarze nie tylko ostatnich lat… To chyba Marszałek Piłsudski, mówiąc o odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, mówił coś bardzo ważnego o naszej polskiej mentalności. Mówił, że niepodległość 11 listopada 1918 roku została przyjęta kwasem śledzienników, a powinna być przywitana radosnym śmiechem polskich dzieci. Więc ten problem istnieje od zawsze… I myślę, że ten orzeł z białej czekolady – ale orzeł nasz, polski orzeł, piękny orzeł – to może być generalnie polityczna i nie tylko polityczna pycha. Ale pycha rozumiana tak, że pyszny, smaczny, znakomicie cieszący ludzi, właśnie pozbawiony takiego bardzo oficjalnego zadęcia.

 

Ale też orzeł jako król przestworzy.

 

Oczywiście. Orzeł wysoko lata i bardzo dużo może.

 

Święto flagi. Flaga to oczywiście nasz symbol narodowy. Jesteśmy dumni, ale zapominamy cieszyć się z tego, że mamy swoją flagę narodową. Chwalmy się nią, cieszmy się z tego.

 

Trzeba się umieć cieszyć, tak jak, powiedzmy, Amerykanie się cieszą swoją flagą i są z niej dumni, pokazując ją nieomal wszędzie, nawet w sposób dla Polaków kontrowersyjny. I należy uczyć się tego, że flaga to jest nie jest tylko coś na wysokim maszcie, co jest przeżywane jakby na szczytach państwa, tylko to jest dostępny sposób okazywania swoich emocji patriotycznych, ale także przynależności do wspólnoty.

 

Panie Prezydencie, mija dziewięć lat, od kiedy jesteśmy w Unii Europejskiej. Dziewięć lat próbujemy i doganiamy Europę. Ale jednak wielu Polaków narzeka, że żyje się coraz trudniej, coraz gorzej, coraz ciężej.

 

Wspominałem już o badaniach, które mówią o tym, że Polacy są zadowoleni z własnego życia i z własnej gminy. I to jest ważne. To jest źródło ważnej informacji o nas samych. Oczywiście, czasami ulegamy i obawom. To nie jest tak, że życie może być beztroskie i bez kłopotów. Są i będą poważne polskie kłopoty. Mamy do nadgonienia jeszcze ogromny szmat zmarnowanego, albo zepsutego czasu w Polsce. Ale mamy też gigantyczne osiągnięcia. I trzeba swoją pozycję mierzyć, porównując się do innych krajów. Jakby na sprawę nie spojrzeć, to problem bezrobocia, który wywołuje obawy Polaków, gdzie indziej jest realnym, bardzo dotkliwym problemem. Głównie chodzi przecież o pracę dla młodych ludzi. W Polsce bezrobocie młodych ludzi jest odczuwalne i boli, trzeba z tym problemem się mierzyć, ale w Hiszpanii 60 procent młodych ludzi nie ma pracy, bo jest w tej chwili europejska dekoniunktura gospodarcza. Musimy więc zadbać o polską gospodarkę, o jej konkurencyjność, i doczekać – a to prawdopodobnie już jest koniec, przełom roku 2013 i 2014 – kiedy tendencje do odbudowywania gospodarki zaczną docierać najniżej, także do pracowników.

 

Zastanawiamy się też w kontekście gospodarczym, kiedy Polska ma szansę wejść do strefy euro. Czy powinna się spieszyć?

 

Nie. Już zaproponowałem – i zostało to przyjęte ze zrozumieniem – aby zawiesić debatę o terminach wejścia do strefy euro i skoncentrować się na przygotowaniach do wypełnienia warunków, które są niezbędne, abyśmy mogli w ogóle cokolwiek planować w tym zakresie. Tym bardziej, że te warunki – tak zwane warunki brzegowe związane z umową z Maastricht – są znakomite. Bez względu na to, czy będziemy kiedyś w strefie euro, czy nie, będą służyły rozwojowi polskiej gospodarki. I na tym trzeba się skoncentrować do roku 2015, do wyborów prezydenckich, parlamentarnych. A o tym, czy wejdziemy do strefy euro, zadecyduje już przyszły parlament – także prezydent – po wyborach; zadecyduje przyszły rząd wyłoniony w wyniku tych wyborów. Ale według mnie będzie musiał brać pod uwagę to, co dzieje się w strefie euro – czy ona się rozwija, czy jest dalej źródłem kłopotów – oraz to, czy to dobrze wpłynie na polską gospodarkę. Nikt nie zaryzykuje wejścia do strefy euro, gdyby miały się z tym wiązać straty natury ekonomicznej. Wszyscy będą wspierali wejście do strefy euro, jeśli to będzie szansa na dalszy dobry rozwój polskiej gospodarki, na poprawę jakości polskiego życia.

 

Potrzebna nam dobra polityka, także dobra polityka wewnętrzna. Jak Pan ocenia: konserwatysta Marek Biernacki za konserwatystę Jarosława Gowina?

 

Zawsze trochę się uśmiecham wewnętrznie do takiej prostej próby etykietowania: ten liberał, ten konserwatysta. Platforma Obywatelska jest partią konserwatywno-liberalną, tak zawsze było. Już nie jestem członkiem tej partii, ale mam nadzieję, że tak zostało. Ta zdolność do łączenia konserwatywnego spojrzenia na przykład na sferę obyczajową, na doświadczenie natury historycznej jako gwaranta spokojnego rozwoju polski, razem z wiarą w to, że mechanizmy wolnorynkowe i stawianie na wolność jednostki są szansą Polski, są dosyć powszechne. Chciałbym więc odmówić takiego prostego etykietowania polityków wedle schematu konserwatysta – liberał. Po drugie, Marek Biernacki jest człowiekiem bardzo doświadczonym – to były Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, to człowiek o dużym doświadczeniu parlamentarnym i prawnik, a oprócz tego człowiek niesłychanie rzetelny. A więc na pewno to nie jest zmiana, która by oznaczała, że pojawiają się duże obszary niepewności. Sądzę, że będzie to bardzo łagodna zmiana. Ona nastąpi w poniedziałek, będę wręczał nominację ministerialną i zrobię to z absolutną pewnością, że to jest decyzja służąca Polsce.

 

A jednak w ciągu dwóch ostatnich tygodni dwa odwołania, dwóch ministrów traci swoje teki. Jak Pan to ocenia?

 

To też trzeba porównywać z tym, jak to było w innych rządach. Tam były o wiele częstsze zmiany i o wiele bardziej dramatyczne, związane na przykład z kryzysem w koalicji, prawda? Państwo pewnie pamiętają te pakty stabilizacyjne, które okazywały się destabilizacyjnymi. Ciągłe nasyłanie na swoich ministrów agencji wywiadowczych i centralnych biur antykorupcyjnych. Tu nic takiego się nie dzieje… i bardzo dobrze, bo tamte doświadczenia mamy za sobą dosyć daleko. Dzisiaj te zmiany dokonują się bez jakiś poważnych tąpnięć w polityce, aczkolwiek zawsze mogą być źródłem jakichś rozterek, wątpliwości, dla niektórych także bólu. Ale to jest prawo premiera, aby dokonywać korekt personalnych, jeśli widzi w tym jakąś potrzebę z tytułu funkcjonowania rządu. Byleby te zmiany odbywały się w sposób kulturalny i spokojny, bez narażania nawy państwowej na jakieś niespodziewane załamania, tąpnięcia, nerwy. Póki co, idzie to normalnie.

 

Ale w sondażach – na to też warto zwrócić uwagę – Donald Tusk zrównuje się z Jarosławem Kaczyńskim.

 

To też warto przypomnieć, jak wyglądały notowania poprzednich premierów po jednym roku sprawowania władzy albo po dwóch. A Donald Tusk jest premierem już lat pięć. To oczywiście musi oznaczać jakieś topnienie poparcia. Ale widać, że ten proces jest o wiele wolniejszy niż miało to miejsce w odniesieniu do chyba wszystkich jego poprzedników w funkcji premiera.

 

Niedługo na Pana biurko trafi ustawa deregulacji zawodów. Podpisze ją Pan?

Tak, podpiszę. Oczywiście przyjrzę się jeszcze dokładnie. Nie widzę na razie żadnych zagrożeń z tytułu ewentualnej niekonstytucyjności rozwiązań, ale jeżeli znajdę takie, to oczywiście zajmę się tym w sposób nadzwyczajny. A sama deregulacja to jest właśnie, między innymi, zwiększanie szans młodych ludzi na znalezienie pracy, tej pierwszej pracy, o którą chodzi. Jeżeli więc ktoś mówi, że troszczy się o problem bezrobocia, szczególnie młodych ludzi, to niech dostrzeże w deregulacji szansę młodych ludzi, a w braku deregulacji – zagrożenie dla młodych ludzi znalezienia sobie nowej czy pierwszej pracy.

 

Jeśli chodzi o związki partnerskie – czy uważa Pan, że ustawa to jest odpowiednia droga?

 

Pytanie jest o to, co można zrobić, aby rozwiązać liczące się problemy ludzi znajdujących się w takich nieformalnych sytuacjach związanych z faktem życia w związkach heteroseksualnych albo homoseksualnych. Co można zrobić w zgodzie z Konstytucją, ale także, nie ukrywam, bez nadwyrężania wrażliwości liczącej się części społeczeństwa polskiego. Wszystkie sprawy muszą dojrzewać, wszystkie sprawy muszą być rozwiązywane w zgodzie z Konstytucją, a to wskazuje, że najbezpieczniejszą formą byłaby nowelizacja ustaw, tak aby pozwoliły one na przykład na opiekę zdrowotną w ramach takiej pary, na dziedziczenie w ramach takiej pary i rozwiązywanie innych spraw. Jeżeli parlament uzna, że chciałby odrębnej ustawy – jednej – to ja będę to tylko analizował z punktu widzenia konstytucyjności.

 

Bałagan na lewicy, Panie Prezydencie, czy normalny proces? Idzie ku lepszemu?

 

Przejawiam pewną troskę tym, co się dzieje na lewicy. Sam nie jestem człowiekiem lewicy, nigdy nie byłem i pewnie nie zostanę, ale każdemu społeczeństwu, także w Polsce, jest potrzebna stabilna lewica, która by wypełniała oczekiwanie jakiejś części elektoratu. I dlatego z pewną troską patrzę na to, co się dzieje na lewicy, bo nie widać specjalnie końca takiego chocholego tańca, niemożności w zakresie wykreowania nowej, wystarczająco społecznie atrakcyjnej propozycji, która przezwyciężałaby istniejące podziały. Na razie te podziały się zwiększają. Nie życzę źle lewicy. Życzę im znalezienia pewnej drogi. Sam swego czasu wspominałem o tym, że naprawdę byłoby najlepiej, gdyby mogła powstać formacja polityczna już w oderwaniu od przeszłości totalitarnych zaangażowań niektórych przywódców. Już pewnie dojrzało do tego, żeby gdzieś, bez tej skazy poprzedniego systemu, pojawili się przywódcy wyraźnie stawiający na programy lewicowe.

 

Czy w tej sytuacji Europa Plus może być alternatywą?

 

Myślę, że jest alternatywą dla SLD, a SLD alternatywą dla Europy Plus.

 
Czyli podziały.
 

To jest ten problem podziału. Nie chciałbym niczego złego powiedzieć o tej formacji, myślę, że może być takim skutecznym wehikułem do zbudowania atrakcyjnej listy w wyborach do europarlamentu. Ale to będzie musiało być rozważane. Pewnie opinia publiczna też będzie badała, czy to będzie „lista ewakuacyjna” do Brukseli, czy też pomysł na rzeczywiste przezwyciężenie podziałów na lewicy, które dzisiaj się pogłębiają.

 

Zapytam jeszcze o Ukrainę, bo to ważny dla nas temat. Jakie ma szansę na integrację z Unią Europejską? Nie pomaga ostatnie orzeczenie Trybunału Praw Człowieka…

 

Trochę to jest poniewczasie interwencja, ale będąca wskazówką dla władz Ukrainy, że to może być źródłem konkretnych problemów państwa ukraińskiego w jego drodze do uczestniczenia, na zasadach państwa stowarzyszonego, w integracji europejskiej. Ja na to też patrzę jako na istotną przeszkodę, bo Polsce zależy na tym, aby Ukraina zbliżała się do świata zachodniego. Mamy w tym swój, polski interes. Ukraina jest problemem, powiedziałbym, rangi wyższej niż regionalny. To jest problem geostrategiczny. I tak trzeba patrzeć na problem zbliżania się Ukrainy do Zachodu bądź do Wschodu. My chcemy Ukrainy na Zachodzie, więc wspieramy. I uważam, że dzisiaj jest bardzo poważna szansa na to, że Ukraina będzie mogła uzyskać podpis krajów Unii Europejskiej pod traktatem stowarzyszeniowym już w listopadzie w Wilnie, w czasie szczytu europejskiego. Na tym nam zależy, na tej drodze wspieramy Ukrainę, zabiegamy o to w krajach Unii Europejskiej. A jeżeli to się uda doprowadzić do szczęśliwego końca, będę mógł powiedzieć, że nawet w chwilach największego zwątpienia nie straciłem tego optymistycznego spojrzenia na Ukrainę i wspierałem ją nawet wtedy, kiedy inni już z różnych powodów rezygnowali i w zasadzie Ukraina była trochę sam na sam z Rosją. Chodzi o to, żeby miała, żeby czuła za plecami wsparcie Unii Europejskiej. Po to musi się też Ukraina zmieniać. Dzisiaj trzeba kłaść nacisk, i w kontaktach z Ukraińcami kładę ten nacisk, na reformę systemu sprawiedliwości, na uruchomienie pracy nad ustawami, które są warunkiem podpisania umowy stowarzyszeniowej – jest ich sporo, ale to już się dzieje. Dzisiaj opozycja na Ukrainie nie blokuje parlamentu, głosuje za ustawami europejskimi, a więc jest wielka szansa. Gwarancji nie ma, trzeba się jeszcze starać, ale jest bardzo duża szansa na przełom, powiedziałbym, o randze dziejowej. Jeżeli Ukraina wejdzie w koleinę integracji ze światem zachodnim, to nie tylko nie będzie jej w integracji wschodniej, ale także bezpośrednie otoczenie Polski będzie się zmieniało w sposób dla nas bezpieczny, na pewno z różnymi kłopotami, ale niesłychanie dla Polski ważny.

 

Tak jak my powinniśmy zmieniać nasze nastawienie do naszego patriotyzmu. Nowoczesny patriotyzm to…

 

Trzeci maja to jest takie święto – bo wracamy do tematu świętowania – które jest ważne nie tylko jako przeżycie natury historycznej, ale jako wskazówka, przed jakimi problemami dzisiaj stoimy. Do pewnego stopnia to są te same problemy. Przecież twórcy Konstytucji 3 maja to byli patrioci, którzy walczyli o zmianę w Polsce, o jej nowoczesność, o głęboką zmianę ustroju, sojuszów, o zmianę systemu wewnętrznego – byli więc ludźmi modernizacji, wielkiej modernizacji. A ci, którzy ubierali się tylko w staropolskie stroje i byli obrońcami tradycji, stoczyli się potem na pozycje Targowicy i przeciwników jakiejkolwiek wielkiej zmiany w Polsce. Dzisiaj Polska znowu jest w obliczu potrzeby wielkiej zmiany, modernizacji w stylu europejskim. I dzisiaj znowu mamy taką sytuację: patrioci mądrej, odważnej zmiany, modernizacji naszego kraju w duchu europejskim, mają przeciwko sobie ludzi, którzy chętnie ubierają się w kostiumy narodowe, którzy ubierają się w proste deklaracje, którzy mówią o tym, że czegoś nie chcą, że nie chcą zmiany, bo się boją, bo jej nie lubią, nie chcą do Europy, nie chcą otwarcia na świat, nie chcą modernizacji. To jest ten sam dylemat – i wtedy, i dzisiaj. Jestem pewien, że obóz mądrego, nowoczesnego patriotyzmu to wygra – tak jak było wtedy.

 

Potrzebny nam nowy, nowoczesny patriotyzm, Pani Prezydencie?

 

Nowoczesny patriotyzm, odpowiadający na nowe wyzwania dnia dzisiejszego i jutra, to jest patriotyzm pracy, patriotyzm odwagi w zmienianiu naszego kraju. To jest patriotyzm wielkiej zmiany, modernizacji w stylu europejskim, bo cząstką Europy dzisiaj jesteśmy. Jak nie będziemy cząstką Europy, to będziemy cząstką świata wschodniego.

 

Dziękuję, Panie Prezydencie.

 

Dziękuję najserdeczniej.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.