przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Poniedziałek, 23 grudnia 2013

Prezydent dla "Rz": Słabnie "partia reform"

  |   Wywiad Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego dla "Rzeczpospolitej" Wywiad Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego dla "Rzeczpospolitej" Wywiad Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego dla "Rzeczpospolitej"

Rzeczpospolita: Premier proponuje nowy „Okrągły Stół" na ćwierćwiecze odzyskania niepodległości. Chciałby dyskutować z opozycją o najważniejszych sprawach dotyczących głównie polityki zagranicznej. Ma się z taką propozycją zwrócić do Pana. Czy to ma sens?

 

BRONISŁAW KOMOROWSKI, PREZYDENT RP: Doceniam intencje, które stoją za tą propozycją, ale trudno nie zauważyć, że realność tej inicjatywy przekreśliły szybkie, negatywne reakcje liczących się partii opozycyjnych. Okrągły Stół jest wydarzeniem historycznym, gdyż w PRL nie było mechanizmów konsultacji i porozumiewania się różnych zwaśnionych stron. I na tym polegała waga Okrągłego Stołu, że zasiedli przy nim jednocześnie członkowie partii komunistycznej, podzielonej „Solidarności" i Kościoła. To było nadzwyczajne rozwiązanie, właściwe państwu niedemokratycznemu. A dziś mamy demokratyczny ustrój, który jest wydolny, a więc ma mechanizmy, które służą porozumiewaniu się rozmaitych środowisk. Mamy przede wszystkim pochodzący z wyborów parlament, ale jest także prezydencka Rada Bezpieczeństwa Narodowego, której staram się konsekwentnie używać, kierując zaproszenia także do przedstawicieli opozycji.


Rok kończy się partyjnymi zjazdami i konwencjami. Każdy lider przedstawia program, w którym obiecuje zaniechanie reform, albo wręcz wycofanie się z niektórych zmian przyjętych w ciągu ostatnich 20 lat. Leszek Miller obiecał powrót do 49 województw, PiS i SLD dopominają się rozpędzenia NFZ i finansowania służby zdrowia z budżetu, do tego PO i PSL przesłały na Pańskie biurko ustawę drastycznie ograniczającą OFE.


Patrzę na to z głębokim zaniepokojeniem. Moja droga polityczna wiodła przez pracę w rządach, które były zaangażowane na rzecz modernizacji państwa. A modernizacja oznaczała trudne, ale potrzebne Polsce reformy. I dzisiaj z przykrością patrzę na to, że słabnie „partia reform", ponadpartyjna grupa polityków we wszystkich ugrupowaniach, którzy rozumieli potrzebę zmian w państwie i w chwilach decydujących potrafili nie tylko porozumiewać się ze sobą, ale zapewnić od czasu do czasu cichą zgodę lub przyzwolenie na reformy.
Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu ta „partia reform" rozsiana po różnych ugrupowaniach od SLD przez Unię Wolności, poprzez AWS po partie prawicowe, była bardzo silna. Dziś ta „partia" umiera. Za to wpływy zyskuje „partia antyreformatorska", politycy, którzy próbują zbijać punkty na głoszeniu hasła, że reformy nie są potrzebne, na obietnicach, że po wyborach je cofną.


Pierwsze podejście jest bliskie premierowi, drugie liderom PiS i SLD.


Weźmy propozycję przywrócenia 49 województw... To na jakiś czas brzmi nieźle. Ale wszyscy rozsądni ludzie wiedzą, że ponowne rozbicie Polski na kilkadziesiąt województw stałoby się przyczyną słabości, a nie siły kraju. Ponadto musiałoby to chyba oznaczać likwidację powiatów, przy takiej liczbie samorządów wojewódzkich. Sam zjadłem zęby na polityce partyjnej. Rozumiem więc, że często pojawia się pokusa najprostszych pomysłów na zdobycie wyborców. Ale wiem również, że parę razy, ze szkodą dla Polski, skutecznie cofnięto konieczną reformę, gdy beztroskie hasła przedwyborcze stały się programem rządu po wyborach. Tak było z reformą służby zdrowia.


A głosowanie w wyborach w zależności od liczby dzieci? To pomysł partii Jarosława Gowina.


To właśnie przykład pomysłu na zyskanie wsparcia wyborczego. Na dzisiaj chyba niegroźne. Niech partie sobie wymyślają pomysły mniej lub bardziej ekstrawaganckie. Dobrze jednak, jeśli po wyborach potrafią się wycofać z takich nieuczesanych pomysłów. Problem zaczyna się wtedy, jeśli naprawdę biorą się do ich realizacji. Skutki cofnięcia reformy służby zdrowia odczuwamy w Polsce do dzisiaj.
To powinna być nauczka dla wszystkich, by nie ulegać pokusie łatwego używania antyreformatorskiej retoryki przed wyborami. Niedawno słychać było głosy, aby podobnie potraktować drugą reformę z czasów rządów Jerzego Buzka - reformę systemu edukacyjnego...


...chodzi o PiS i SLD, które dopominają się likwidacji gimnazjum.


Mam nadzieję, że kubłem zimnej wody na rozpalone partyjne głowy będą niedawne wyniki badań PISA, pokazujące imponujący poziom wiedzy polskich gimnazjalistów uczących się właśnie w zreformowanym systemie szkolnym. Na pewno w polskim systemie edukacyjnym warto sporo zmienić, ale na zasadzie korygowania reformy, a nie na zasadzie ciągłych rewolucji w systemie. Nie można mamić społeczeństwa wizją radykalnej poprawy sytuacji poprzez odwrócenie reform.
Dzisiaj nie jest politycznie atrakcyjne mówienie o reformach - atrakcyjne jest mówienie, że niczego nie trzeba zmieniać. To bardzo niepokojące, że taka linia polityczna zyskuje poklask. Trzeba pobudzić w polskich partiach bardziej ambitne podejście do własnych zadań i wyzwań.
To, co się dzieje z OFE, to też jest krok wstecz. Wymuszony ważnymi z punktu widzenia finansów publicznych względami, ale jednak krok wstecz z punktu widzenia reformowania państwa.

 

Ten projekt leży właśnie na Pańskim biurku.


I będę musiał podjąć decyzję, kierując się bardzo różnymi względami. Prezydent musi przecież ważyć różne racje państwa, w tym bezpieczeństwo finansów publicznych, perspektywę ewentualnej europejskiej procedury nadmiernego deficytu i wzgląd na konstytucyjność. Zawsze będzie też ważne, czy umacnia to, czy osłabia bezpieczeństwo przyszłych emerytur.

 

Rząd postawił Pana pod ścianą: de facto już wydal pieniądze z OFE, bo zapisał je w przyszłorocznym budżecie.


Czuję złożoność tej sytuacji. Prezydent ma w tym zakresie moc ograniczoną, bo w kwestiach finansowych klucze są w rękach rządu i parlamentu. Powtórzę - w moim przekonaniu tak daleko idące zmiany w OFE to krok wstecz. Być może konieczny ze względu na bezpieczeństwo finansów publicznych, ale cofający z drogi reformy systemu emerytalnego.

 

Pan mówi dość otwarcie: powodem zmian w OFE jest sytuacja budżetu. Czyli rząd sięga po emerytury, żeby załatać dziurę w finansach państwa.


Finanse państwa to sprawa nas wszystkich.

 

Rząd tego nie mówi. Przekonuje, że reforma ma przyczyny systemowe.


Proszę zapytać rząd, dlaczego to robi.

 

Z Pańskich słów wynika, że czuje się Pan zmuszony podpisać zmiany w OFE, ale w związku z zastrzeżeniami prawników może je Pan z miejsca skierować do Trybunału Konstytucyjnego. Czy to w tej chwili najbardziej prawdopodobne rozwiązanie?


Kwestia konstytucyjności ustawy jest bardzo ważna. Nie chcę jednak niczego sugerować.
Trwają prace prawników i ekonomistów, którzy na moją prośbę analizują skutki zmian w OFE. Mam czas na podjęcie decyzji do 2 stycznia.

 

Wymiana ministrów wzmocniła rząd? Nowi ministrowie to dobry wybór premiera?


Myślę, że tak. Awans Elżbiety Bieńkowskiej na wicepremiera to jasny sygnał, jak ważne jest mądre wydanie gigantycznych środków europejskich, które
premier z sukcesem wynegocjował w Brukseli.

 

W rządzie pozostał minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Pan mówi o sytuacji w służbie zdrowia gorzkie słowa. Premier też na Radzie Krajowej PO postawił ministrowi ultimatum.


Problemów nierozwiązanych jest więcej, ale nie jest moim zadaniem recenzowanie ministrów. Nie chcę się wypowiadać w kwestiach personalnych, tym bardziej że nie mam na nie wpływu. Moim zadaniem jest dbanie o stabilną sytuację w kraju, a więc stabilność polityczną i ekonomiczną.


W Platformie stabilności coraz mniej. Jak Pan ocenia kondycję swej macierzystej partii, gdy obserwuje Pan problemy Sławomira Nowaka z nadmiarem drogich zegarków, kuglowanie stanowiskami w KGHM przy okazji wyborów regionalnych na Dolnym Śląsku czy też gigantyczną aferę informatyczną?


Afera informatyczna akurat świadczy o tym, że mechanizmy obronne państwa działają skutecznie. Nieuczciwi ludzie zdarzają się wszędzie - w każdej partii, w każdym rządzie, w każdym parlamencie. Jeśli jednak skutecznie zajmują się nimi organa ścigania, to znaczy, że państwo reaguje właściwie.


Prokuratura w korumpowaniu stanowiskami w KGHM przez działaczy Platformy przestępstwa nie dostrzegła.

 

Zdarzało się to i wcześniej w innych partiach... Prokuratura jest niezależna - decyzje podejmuje samodzielnie.

 

A czy to nie kompromitujące, że Sławomir Nowak, Pański dawny minister, nie potrafi powiedzieć, ile ma zegarków i skąd?


Zapewne dlatego premier podjął takie decyzje, jakie podjął. A zatem i tu zadziałał mechanizm odpowiedzialności politycznej. Dodatkowo toczy się sprawa prokuratorska. Gdyby nie było żadnej reakcji, to wówczas można byłoby mieć zastrzeżenia.

 

Pytamy bardziej o Pańską ocenę etyczną, a nie prawną.

Pytanie, czy to kwestia uczciwości, czy też zaniku instynktu samozachowawczego. Warto, żeby wszyscy politycy pamiętać, że na ogół skandal wybucha nie wtedy, kiedy coś się ujawnia, tylko jeśli próbuje się coś ukryć. Dotyczy to nas wszystkich.


Przez dekadę był Pan w PO. Może Pan rozumie, czemu premier tak zajadle walczy z Grzegorzem Schetyną? Podobno jednym z powodów są bliskie relacje Schetyny z Panem.

 

Spiskowych teorii są tysiące. Takie plotki są kolportowane przez tych, którzy chcą wywołać sensację, skłócić ze sobą ważne urzędy państwowe lub po prostu zrobić komuś przykrość. Powiem tak: nie angażuję się w spory wewnętrzne w partiach politycznych, także w PO.

 

1, 2, NASTĘPNA
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.