przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Wtorek, 4 marca 2014

Wywiad prezydenta Bronisława Komorowskiego dla telewizji TVP, TVN i Polsat

Bronisław Komorowski: Witam serdecznie Państwa w Belwederze, jednocześnie witam Panów Redaktorów i dziękuję za to, że zgodzili się Panowie stworzyć dla mnie niezwykłą sytuację spotkania naraz z widzami trzech stacji telewizyjnych. Wydaje się, że temat jest na tyle ważny dla wszystkich Polaków, że i tak ryzykowna organizacyjnie metoda jest też jak najbardziej na miejscu. Serdecznie dziękuję. Chciałbym bardzo, żebyśmy mogli rozmawiać z jak największymi, ale dobrymi emocjami o sprawach ukraińskich.

 
POLSAT: Panie Prezydencie, pierwsze pytanie, najbardziej gorące i oczywiste dzisiaj. Prezydent Rosji Władimir Putin powiedział, że bojownicy z Majdanu byli szkoleni w zagranicznych bazach, między innymi polskich i litewskich.
 
Zobacz także: "Polska od dawna wspiera aspiracje Ukrainy" Pan prezydent Putin powiedział wiele rzeczy, z którymi trudno się zgodzić albo które niepokoją. Między innymi to, według mnie, kompletnie nieuzasadnione oskarżenie. Dla mnie jest [ono] echem sposobu myślenia o świecie, gdzie zawsze są spiski, jacyś agenci  – nawet wtedy, gdy chodzi o obywateli walczących o swoje prawa narodowe czy obywatelskie, tak jak było na Majdanie. Widać wyraźnie, że niektórym nie mieści się w głowie, że źródłem tych postaw może być po prostu zaangażowanie ludzkie, a nie spisek polityczny. Żadnego spisku nie było. Polska wspiera aspiracje demokratyczne, prozachodnie; wspiera aspiracje narodowe, niepodległościowe Ukrainy od dawna i nikogo nie musiała szkolić. Sama w sobie jest dobrym przykładem. Ale to, co powiedział prezydent Putin, to jedno, odnoszę natomiast wrażenie, że pewnie każdy z tych wypowiedzi usłyszy to, co będzie chciał. Ja usłyszałem rzecz ważną, która, uważam, jest źródłem nadziei. Mianowicie, według mnie, jest to reakcja na oczekiwania, żądania albo sugestie ze strony świata zachodniego, także polskiego, aby jednak przystąpić do deeskalacji konfliktu i kryzysu. To takie dziwne słowo, bardzo mądre – chodzi po prostu o to, aby zmniejszyć poziom napięcia i ryzyka zamiany wojny nerwów, takiej pełzającej interwencji, w stan prawdziwego kryzysu, gdzie mogą być użyte siły zbrojne.
 
TVN: Panie Prezydencie, ale w trakcie tego wystąpienia prezydenta Putina Polska jeszcze raz została przywołana i „wywołana do tablicy”. Mianowicie prezydent Putin, powołując się na porozumienie, które zostało zawarte między opozycją a prezydentem Janukowyczem, zapytał trochę retorycznie, między innymi polskiego ministra spraw zagranicznych: Gdzie byliście panowie ministrowie, gwaranci tego porozumienia?. Co by Pan odpowiedział na tak postawioną tezę, że to porozumienie zostało jednostronnie przez opozycję złamane? Czy Wiktor Janukowycz dla Pana jest dzisiaj prezydentem Ukrainy?
 
O tym, kto jest prezydentem Ukrainy, zawsze powinni decydować Ukraińcy. W moim przekonaniu, dokonali tego wyboru. Dokonał także prezydent Janukowycz, który po prostu wyjechał z Ukrainy. Dzisiaj jest stan postrewolucyjny na Ukrainie, a ostateczne kwestie natury formalnoprawnej zostaną rozstrzygnięte w wyniku wyborów 25 maja na Ukrainie, wyborów prezydenckich. Ale obecny stan rzeczy, taki w klimacie postrewolucyjnych zmian, jest jednoznaczny. Dzisiaj jest nowa władza na Ukrainie. Należy ją wspierać i Polska wspiera tę nową władzę, nie dzieląc włosa na czworo w kwestiach formalnych czy prawnych, ale podkreślając to, że ostateczna legitymacja władzy na Ukrainie musi być legitymacją demokratyczną. I ta demokratyczna legitymacja wymaga przeprowadzonych z pełnym szacunkiem dla zasad demokratycznych, bacznie obserwowanych i przez świat zachodni, i przez Rosję, i przez samych Ukraińców wyborów – żeby nie było żadnych wątpliwości, że to są wybory przeprowadzone zgodnie z zasadami obowiązującymi w świecie demokratycznym. A zarzuty prezydenta Putina, dla mnie, są mało przekonujące. Odniosłem wrażenie, że prezydent Putin występuje w roli, na dobrą sprawę, ukraińskiego sądu konstytucyjnego, bo wypowiada się w kwestiach konstytucyjności tych zmian. Ja bym sugerował, aby powstrzymać się od tego rodzaju opinii i oddać tę kwestię samym Ukraińcom. Oni nie tylko dokonają wyboru, ale mogą także osądzić, czy ta zmiana jest dopuszczalna z punktu widzenia zasad rządzących państwem ukraińskim, czy też nie jest.
 
TVP: Panie Prezydencie, Pan trochę o tym mówił, ale chciałem dopytać. Prezydent Putin mówił bardzo różne rzeczy w czasie tej długiej konferencji prasowej. Z jednej strony mówił: nie ma planu przyłączenia Krymu do Rosji, ale mówił też: każde działanie Rosji będzie w tej chwili usprawiedliwione. Dziś w czasie spotkania wojsk rosyjskich i ukraińskich na Krymie padły strzały, na szczęście w powietrze. Czy jednak po tym, co dziś się wydarzyło, po tych słowach Putina, może Pan Polakom powiedzieć, że jesteśmy dalej od konfliktu zbrojnego, dalej od wojny, czy wciąż ta sytuacja jest szalenie dramatyczna?
 
Nigdy bym nie powiedział, że jesteśmy już po kryzysie, choć wydaje się, że słowa prezydenta Putina, aczkolwiek w trochę zakamuflowany sposób, ale jednak wyraźnie sugerują, że na dzisiaj zrezygnowano z jakichkolwiek planów rozwiązań siłowych. Taka groźba wisi w powietrzu. Jest rzeczą dziwną, nie do zaakceptowania, postawa, w której się mówi, że ma się samemu prawo interweniowania w innym państwie, że samemu sobie takie prawo się nadaje, podczas gdy wiadomo, że w ustroju ukraińskim prośba o ewentualną pomoc zewnętrzną albo zaproszenie obcych wojsk w jakiejkolwiek innej kwestii, na przykład ćwiczeń, to jest prawo parlamentu ukraińskiego. Troszkę to brzmi dziwnie… Ale ja bym zajrzał za te słowa trochę głębiej. Widać wyraźnie, że prezydent Putin jednak zawiesił takie ryzyko na kołku, co otwiera możliwość szukania rozwiązań natury politycznej. Jednego zabrakło w wypowiedzi prezydenta Putina – być może to trzeba będzie uzyskać na innej zasadzie. Zabrakło zgody na umiędzynarodowienie konfliktu, czego domaga się świat zachodni, co wydaje się, że akceptują Ukraińcy. Jeśli prezydent Rosji by to zaakceptował, to jest wtedy jasna droga do rozstrzygnięć natury politycznej, do mediacji, także z udziałem czynników międzynarodowych, takich jak ONZ czy inna struktura, w której Rosja funkcjonuje jako jej członek. Tego zabrakło, ale być może na drodze negocjacji dwustronnych z przedstawicielami instytucji europejskich, Stanów Zjednoczonych bądź z Ukraińcami, da się to wyjaśnić. Bo tylko w ten sposób, według mnie, można zlikwidować ryzyko eskalacji konfliktu.
 
TVN: Panie Prezydencie, jak do tej pory, obserwując krajową scenę w sprawie konfliktu na Ukrainie, mamy zdumiewającą i bardzo rzadko spotykaną jedność. Pytanie moje jest następujące…
 
Panie Redaktorze, także tutaj są przedstawiciele trzech telewizji. Bardzo się z tego cieszę i dziękuję.
 
TVN: Myślę, że nam będzie jednak łatwiej utrzymać tę jedność niż na scenie politycznej, bo już wiem, że w Sejmie są dwie, bardzo różne propozycje uchwał przed jutrzejszym specjalnym posiedzeniem… Ale chciałem zapytać o coś innego, mianowicie o to, czy Pańskim zdaniem Polska będzie w stanie skłonić partnerów europejskich do mówienia jednym, wspólnym głosem? Już widać, po tym wczorajszym spotkaniu Ministrów Spraw Zagranicznych Unii Europejskiej, że przynajmniej jest różnica zdań między Niemcami a Polską co do tego, jak reagować na postępowanie Rosji.
 
Taki jest urok demokracji, także demokracji wewnątrzunijnej, że nie wszyscy mają ten sam pogląd. I nie ma mechanizmu przymuszającego kogokolwiek do zajęcia wspólnego stanowiska. Trzeba nad tym pracować. Wydaje mi się, że jednak nastąpiła gigantyczna zmiana, między innymi ze względu na złamanie prawa międzynarodowego przez stronę rosyjską – w wyniku jednak interwencji zbrojnej na Krymie. Nastąpiła zmiana postaw ogromnej części świata zachodniego na rzecz o wiele twardszego potwierdzenia prawa Ukraińców do decydowania o sobie i na rzecz potwierdzenia integralności terytorium państwa ukraińskiego. Według mnie, nastąpiło także zdecydowane wzmocnienie mocy słów wypowiadanych w kwestiach ewentualnego ukarania Rosji, gdyby właśnie nie nastąpiła deeskalacja tego konfliktu.  I po stronie amerykańskiej, i europejskiej.
 
TVN: Czy Pan się nie obawia, że ta różnica jednak będzie. Choćby dlatego, że skala interesów, jakie robią z Rosjanami Niemcy, także Francuzi, Włosi, mówi się o tym, że również Hiszpania w tej sprawie chce mówić łagodniejszym tonem niż Polska… Czy ta skala interesów nie zdecyduje o tym, że tego wspólnego europejskiego głosu wobec Rosji po prostu nie będzie?
 
On może być słabszy, ale będzie. Może być mniej zdecydowany, ale będzie. Już jest zresztą, stanowiska są wypowiadane i jedno jest pewne: Unia Europejska i Stany Zjednoczone, zachowując pewną odrębność, jeśli chodzi o skalę ewentualnych sankcji za kontynuowanie konfliktu na Krymie i agresji wobec Ukrainy, jednak mówią jednym głosem o potrzebie udzielenia pomocy nowej władzy ukraińskiej w ustabilizowaniu sytuacji politycznej i gospodarczej. Jest myślenie różne o różnych kierunkach tej pomocy, ale wszyscy mówią o realnym wymiarze tej pomocy finansowej. To jest zupełnie nowa jakość. Pamiętajmy, że Unia Europejska nie jest sojuszem militarno-politycznym. Jest głównie sojuszem gospodarczym, więc zrozumiałe jest to, że Europejczycy chcą mówić głównie o pomocy ekonomicznej w celu uzyskania konkretnego efektu politycznego, jakim jest umocnienie Ukrainy w jej drodze prozachodniej, demokratycznej – ale poprzez eliminowanie, a nie podsycanie konfliktów w regionie. Powiem więcej: według mnie, skala tej pomocy będzie duża i ona też robi wrażenie na Rosji, na prezydencie Putinie, bo jeszcze parę tygodni temu mówiono raczej bardzo ostrożnie. Dzisiaj to już są z wielu źródeł finansowania, to co najmniej kilkanaście miliardów dolarów, a być może dużo więcej. Amerykanie chcą udzielić pomocy nie tylko w ramach Międzynarodowego Funduszu Walutowego jak my – bo tam są też nasze pieniądze – ale jeszcze ekstra swoją własną formę pożyczki. I o tym samym mówiły inne kraje europejskie. To dociera do Rosji, że paradoksalnie, chcąc Ukrainę ukarać, być może Ukrainę wzmocnią poprzez połączenie dwóch czynników: pomocy finansowej dla Ukrainy i zachęcie albo wymuszeniu drogi reform. A to wiadomo, że prowadzi do niezależności Ukrainy od rosyjskich nacisków ekonomicznych, od nacisków politycznych. To jest dobra, mądra droga.
 
TVP: Czy nie jest tak, że w tej dramatycznej sytuacji łatwiej nam się zrozumieć z Amerykanami niż z Europejczykami? Przez sześć lat prezydentury Barack Obama nie był tak stanowczy wobec Rosji, jak jest w tej chwili. Czy mógłby Pan powiedzieć trochę więcej o swojej, chyba ważnej, rozmowie z Barackiem Obamą, podczas której złożył on deklarację gwarancji bezpieczeństwa dla Polski. Co to oznacza: amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa dla Polski? Jeden z amerykańskich polityków sugerował na przykład zwołanie w trybie bardzo szybkim szczytu NATO w Warszawie, najlepiej z udziałem samego Baracka Obamy – że to tak naprawdę byłby sygnał dla Rosji, że Ameryka jest poważnie zaangażowana w tę część świata.
TVN: Dodam, przed chwilą dostaliśmy informację o tym, że John Kerry powiedział w Kijowie, że Stany Zjednoczone wstrzymują dialog gospodarczy z Rosją.
TVP: A wcześniej wstrzymały ten wojskowy.
 
Stany Zjednoczone w kwestiach bezpieczeństwa, także ich sojuszników – a my jesteśmy sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, Ukraina jest potencjalnym sojusznikiem, tak jak Gruzja, jak Mołdawia i wiele innych krajów tego regionu – są bardzo pryncypialne w swoich zachowaniach i traktują bardzo serio swoje zobowiązania oraz działania na rzecz wygaszania konfliktu. Nikt nie jest zainteresowany konfliktem – na konflikcie wszyscy mogą stracić. Ja odnoszę wrażenie, że i prezydent Putin zrozumiał, że na konflikcie, na ewentualnych obopólnych sankcjach on straci więcej. Proszę zwrócić uwagę, że jest reakcja strony rosyjskiej na spadek wartości spółek na giełdzie moskiewskiej, na konieczność interwencji, jeśli chodzi o kurs rubla. W ciągu jednego dnia państwo rosyjskie poniosło straty na poziomie 70 miliardów dolarów. Oczywiście, to częściowo odbije w górę, ale jedno jest pewne – Rosjanie tracą na tym konflikcie najwięcej. Ukraińcy też. Dużo mniej traci Świat Zachodni, ale też traci, więc to jest już kalkulacja ekonomiczna. Jeśli chodzi o stanowisko Stanów Zjednoczonych, to ja je witam z największym zainteresowaniem. Polska w kwestii ostrości podejścia do kwestii reakcji Świata Zachodniego na jawną agresję wobec Ukrainy stoi na tym samym stanowisku co Stany Zjednoczone. Damy temu wyraz także na Radzie Europejskiej i prezydent Obama to także ode mnie usłyszał. Usłyszał również pełną akceptację dla takiej twardej postawy. Bo powiem w ten sposób – wszyscy to doskonale wiedzą – jeśli jest twarda postawa na etapie, kiedy jeszcze nie wszystko jest rozstrzygnięte, to niższe są koszty do zapłacenia, jeśli nastąpi już jakaś konieczność użycia sankcji, więc lepiej być ostrym na tym etapie. I musi być jasne, że każda groźba będzie wykonaną groźbą.
 
 
TVP: A gwarancja bezpieczeństwa?
 
Po to, żeby uniknąć bardzo prostego ryzyka. Rosja i prezydent Putin chyba też… nie chciałbym użyć tutaj jakiegoś słowa niedobrego, to może nie jest kwestia tego, że oni rozumieją tylko i wyłącznie język siły, ale respektują język czy zachowania państw i ludzi silnych. To musi być widoczne, że nie chodzi o język rozwiązań siłowych. Ale silną wolą, determinacją, stanowiskiem jednoznacznym – to robi wrażenie, według mnie to się dało także odczytać w dzisiejszym wystąpieniu prezydenta Putina.
 
POLSAT: Tak się złożyło, Panie Prezydencie, że wyjeżdża Pan dzisiaj do Turcji. Turcja również jest żywotnie zainteresowana rozwojem sytuacji w tym regionie. Turcja zapowiedziała, że nie pozwoli na eskalację konfliktu na Krymie, bo tam też mieszkają Tatarzy krymscy. Czy program Pańskiej wizyty w Turcji, która była planowana dawniej, został zupełnie zmieniony i głównym tematem będzie sytuacja na Krymie i na Ukrainie?
 
Rzeczywiście, jadę do Turcji, bardzo się cieszę. Wizyta była planowana w związku z niebywałym wydarzeniem, jakim jest 600-lecie stosunków dyplomatycznych. To się nam rzadko zdarza w historii, innym krajom też, żeby mieć tak długie stosunki dyplomatyczne z jakimkolwiek państwem. Nam się to zdarzyło w relacjach z Turkami, dłuższe stosunki dyplomatyczne mamy chyba tylko z papiestwem, więc to trzeba cenić. Ale oczywiście wydarzenia na Ukrainie skłaniają do tego, żeby trochę inaczej rozłożyć akcenty. Będą rozmowy dotyczące oceny sytuacji na Ukrainie, a tu Turcja zajmuje bardzo ciekawe stanowisko. Jest w ogóle ciekawym partnerem. To jest poważna, mocna część Sojuszu Północnoatlantyckiego, kraj o dużym tempie rozwoju ekonomicznego, z rosnącym znaczeniem politycznym, więc to, co mówi Turcja, szczególnie jako uczestnik wszystkich procesów w regionie Morza Czarnego, ma duże znaczenie. I na to liczę. Chciałem zwrócić uwagę, że Turcja zajmuje bardzo ciekawe stanowisko, które z jednej strony jest pełnym poparciem dla nowych władz na Ukrainie, dla prozachodniego kursu przyjętego przez Ukrainę, pełnym poparciem dla integralności terytorialnej Ukrainy, absolutną niezgodą na stosowanie siły w relacjach z sąsiadem, ze strony Rosji. A jednocześnie [Turcja] jest państwem deklarującym wolę rozwijania relacji z Rosją, z którą Turcja ma sporo interesów politycznych, a przede wszystkich ekonomicznych. Takie jest stanowisko Turcji, co ja odbieram jako wyraz nadziei, że ten konflikt uda się wygasić w taki sposób, że będzie można pomóc Ukrainie, a niekoniecznie do końca nadwątlić i zerwać relacje z ważnym przecież państwem rosyjskim.
 
TVN: Panie Prezydencie, właściwie wszystkie dotychczasowe kroki Rosji w tej sprawie dowodzą, że o taki przewidywalny scenariusz wydarzeń jest bardzo trudno. Czy  właśnie dlatego i Polska, i siły NATO nie powinny wzmocnić obecności militarnej na granicy Polski z Ukrainą?
 
To mogłoby być odbierane jako swoista prowokacja i raczej dolewanie oliwy do ognia, podczas gdy my jesteśmy zainteresowani uspokojeniem. Powiem tak: i bez wymachiwania szabelką – ja zresztą wolę mieć solidną szablę w garści, niż wymachiwać byle szabelką – Polska jest postrzegana jako kraj wiarygodny w obszarze NATO, także w obszarze własnych zdolności bojowych. I modernizujemy siły zbrojne… Przy okazji powiem, że mam nadzieję, że ta niedobra sytuacja na wschód od naszych granic będzie przestrogą dla wszystkich, którzy domagają się, żeby na armii oszczędzać. Trzeba utrzymać wysoki wskaźnik naszego zaangażowania w budowę własnych zdolności obronnych jako cząstki systemu natowskiego. Trzeba mieć solidną szablę w garści – nie po to, żeby nią wymachiwać, tylko żeby wszyscy wiedzieli, że ona jest solidna i ostra. Wszyscy już dzisiaj wiedzą, że Polska ma armię w znacznej mierze zmodernizowaną, zdolną do działania, do obrony własnego terytorium i wiarygodną, jako cząstkę systemu natowskiego. Bo to NATO ma bronić w razie czego terytorium Polski – i to wszyscy wiedzą. Nasi wszyscy sąsiedzi wschodni, włącznie z Rosją. I to, według mnie, na tym etapie wystarczy – jeżeli oczywiście nie nastąpi żadne pogorszenie.
 
TVN: Ale sam Pan Prezydent mówił kilka minut temu, że Rosjanie respektują kroki, które nie są pozorowane, tylko zdecydowane. Opieram się też między innymi na opinii byłego doradcy do spraw bezpieczeństwa prezydenta Busha, który mówił, że dzisiaj prezydent Obama powinien zasugerować NATO wzmocnienie obecności militarnej w regionie, między innymi na tej granicy.
 
Jest mi bliskie takie myślenie, bo to nie jest to samo, co rozmieszczanie sił zbrojnych na granicy z Ukrainą. To jest przyjęta na świecie forma pewnego demonstrowania obecności elementu siły, wtedy, kiedy ktoś w relacjach z sąsiadami siły nadużywa. Bo przecież na tym polega problem – nie na tym, że Rosjanie są na Krymie, bo oni tam byli zawsze na mocy niedotrzymywanej w tej chwili przez stronę rosyjską w pełni umowy z państwem ukraińskim. Chodzi o to, że ta ich obecność militarna dzisiaj została wykorzystana do naruszenia integralności Ukrainy i naruszenia spoistości państwa, czyli zagroziła suwerenności Ukrainy. Na dodatek jeszcze pojawiła się rzecz niebywała. Decyzja Dumy rosyjskiej, na wniosek prezydenta Rosji, dopuszczająca możliwość użycia rosyjskich sił zbrojnych na terytorium Ukrainy – nawet nie Krymu – jest według mnie naruszeniem Karty Narodów Zjednoczonych, gdzie są odpowiednie zapisy zabraniające nawet gróźb użycia siły w stosunku do sąsiadów i zabraniające użycia tej groźby w sposób naruszający suwerenność państwa. Tu nastąpiły naruszenia i one, według mnie, mogą być podstawą do jakichś form demonstrowania niezgody na rozstrzyganie kwestii politycznej przy użyciu siły, także przez pokazanie siły.
 
POLSAT: Panie Prezydencie, w tle tego konfliktu i paliwem tego konfliktu jest historia. Ukraina pod tym względem jest pęknięta. Dzieli się na tą prorosyjską i tą nacjonalistyczną, której my również trochę się boimy, która czci nacjonalistów spod znaku OUN-UPA, którzy dokonali, na Wołyniu między innymi, rzezi ludności Polski. Jak Pan sądzi, kiedy przyjdzie moment, żeby ten temat, tak bardzo trudny i tak bardzo ważny, szczerze omówić z Ukraińcami? I co możemy zrobić my, Polacy, żeby historia OUN-UPA nie była mitem założycielskim nowego państwa ukraińskiego?
 
Wydaje mi się, że to będzie bardzo trudne. Myślę, że Ukraińcom przyjdzie żyć z bardzo trudnym do zaakceptowania przez nas mitem założycielskim narodu ukraińskiego. Będzie to także trudne dla nas, natomiast można niektóre kwestie rozbrajać. Nie przypadkowo w zeszłym roku byłem na Wołyniu w rocznicę zbrodni wołyńskiej. Byłem w miejscach naznaczonych krwią, gdzie są mogiły polskie, mogiły żydowskie, gdzie trwa pamięć tamtych dramatyczna wydarzeń. I liczę na to, że dzisiejszy proces zbliżenia, przyjaźni polsko-ukraińskiej zbudowanej między innymi poprzez polskie zaangażowanie na rzecz wolności Ukrainy i jej prozachodniej drogi, zaowocuje także innymi aspektami pojednania polsko-ukraińskiego ponad złą historią, ponad tymi grobami. Trzeba będzie na to pracować. Wydaje mi się, że są ku temu przesłanki. Natomiast niewątpliwie Rosja dzisiaj nadużywa – prezydent Putin też to robił dzisiaj – tych dramatycznych skojarzeń z Ukrainą z czasów wojny, z Banderą i tak dalej, które w polskich sercach budzą te lęki. Nadużywa, bo próbuje zakwalifikować całą Ukrainę, która nie lgnie do Rosji, jako prawie że banderowską i faszystowską. To jest nadużycie. Oczywiście, w każdym społeczeństwie są różne sentymenty, różne odłamy opinii publicznej, pewnie i taki, powiedziałbym, postbanderowski da się znaleźć na Ukrainie, ale byłoby to absolutnie niesprawiedliwe dla Ukrainy. Przecież Majdan to nie były resentymenty banderowskie. Fundamentem Majdanu było dążenie do utrzymania kursu Ukrainy na Europę – a Europa to jest poszanowanie odmienności, poszanowanie mniejszości, wyrzeczenie się przemocy i respektowanie różnych kultur, różnych języków. O tym warto pamiętać i nie dawać się złapać na lep takiej propagandy rosyjskiej, bo ona jest, po pierwsze, szkodliwa, a po drugie jest nieprawdziwa, niesłuszna w kontekście dzisiejszych wydarzeń.
 
TVP: Panie Prezydencie, nie chcę powiedzieć, że świetnie pamiętam jak to było za Chruszczowa i Kennedy'ego, bo mnie na świecie wtedy nie było, ale jak się słuchało tej wymiany zdań między ambasadorem USA w ONZ i ambasadorem Rosji, to naprawdę brzmiało jak w połowie lat 60. Co Pana zdaniem zmieniło tych kilkadziesiąt godzin od momentu, kiedy Rosjanie zaczęli przejmować faktycznie władzę na Krymie – bo nie da się dwa razy zresetować stosunków z Rosją. Czy Pana zdaniem Rosja Putina jest w stanie wrócić na drogę oto pokazujemy światu, że jesteśmy krajem z problemami, ale demokratycznym tak jak wy i jesteśmy w tym samym klubie, czy ta droga dla Rosji po tym, co wydarzyło się na Krymie, jest już zamknięta? Co tych kilkadziesiąt godzin zmieniło na świecie?
 
Myślę, że jest to droga dzisiaj już bardzo trudno dostępna dla Rosji. I szkoda, bo przecież nie o to chodzi, żeby Rosję upokorzyć, żeby Rosję pokonać, tylko o to, żeby Rosję zmienić. Chodzi o to, żeby Rosja – zamiast zagrażać sąsiadom i wymuszać na nich ustępstwa natury politycznej, podporządkowanie się, zgodę na rosyjską dominację – żeby Rosja chciała się modernizować pod względem społecznym, pod względem gospodarczym przede wszystkim. Takie zapowiedzi były po stronie rosyjskiej za czasów prezydentury pana Miedwiediewa. Dzisiaj te wszystkie sygnały na rzecz modernizacji umarły albo zamarły, dlatego że dominującymi są sygnały o woli odbudowy jakichś tendencji uzależnienia, odbudowy strefy wpływów. To jest kwestia wyboru Rosji, którędy pójdzie. Dzisiaj ta droga jest jeszcze dostępna, ale według mnie bardzo. Bardzo trudno o nią będzie, jeśli Rosja nie wyciągnie w porę wniosków z tego, co się wydarzyło – i przez te kilkadziesiąt ostatnich godzin, ale i przez ładnych parę tygodni. Jestem przekonany, że o powrocie Rosji do jakiegoś w ogóle myślenia o scenariuszu szukania współpracy ze światem zachodnim może być mowa tylko i wyłącznie wtedy, jeżeli Rosja jednak zreflektuje się i wycofa się z takiej oczywistej różnego rodzaju agresji w stosunku do swojego ukraińskiego sąsiada.
 
TVP: Panie Prezydencie, bardzo dziękujemy za rozmowę.
 
Dziękuję bardzo Panom i jeszcze raz serdecznie dziękuję wszystkim telewidzom.
 
Rozmawiali: Kamil Durczok (TVN), Jarosław Gugała (POLSAT), Piotr Kraśko (TVP)
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.