przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Wtorek, 12 kwietnia 2011

Tekst wywiadu prezydenta dla TVP

Barbara Czajkowska: Dobry wieczór, Panie Prezydencie.

 

Bronisław Komorowski: Dobry wieczór Pani, witam bardzo serdecznie w Belwederze.

 

Witam Państwa. Panie Prezydencie, już wiemy, że katastrofa smoleńska nie zmieniła Polski – raczej pogłębiła istniejące różnice. Zamiast szacunku mamy nienawiść, słyszymy o zdradzie, o zaprzaństwie. Czy wierzył Pan choć przez jedną chwilę, że jednak dokona się w nas przemiana, że będziemy w stanie wznieść się ponad podziały, ponad uprzedzenia?

 

Tak, pewnie taka chwila osobistego wzruszenia była pierwszego dnia, kiedy razem z rodziną przyszliśmy tutaj, na Krakowskie Przedmieście, na plac Zwycięstwa, na plac Marszałka Piłsudskiego, żeby zapalić świeczki, żeby się pomodlić i poczuć, że w obliczu nieszczęścia jesteśmy właśnie razem. Tak, była taka chwila.

 

Tylko jedna…

 

Niestety chyba tak, bo bardzo szybko nastroje emocjonalnego zaangażowania na rzecz wspólnoty żałobnej gdzieś zaczęły zanikać. Pewnie przyczyniły się do tego również moje obowiązki – nie takie łatwe, bo polegające na łączeniu funkcji marszałka i wypełnianiu obowiązków prezydenta – więc wiele czasu na wzruszanie się czy szukanie nastroju już po prostu nie miałem.

 

Zmieniło się też tak zwane otoczenie polityczne. O kim, według Pana, mówił Jarosław Kaczyński, kiedy w niedzielę swoje wystąpienie na Krakowskim Przedmieściu zaczął słowami: „Ci, którzy chcieli zabić pamięć, przegrali”?

 

Proponowałbym  specjalnie głęboko nie wnikać w wypowiedzi pana Jarosława Kaczyńskiego, bo są to najczęściej złe słowa, a złych słów w Polsce jest naprawdę strasznie dużo. Za dużo. Spuśćmy więc zasłonę milczenia, nie komentujmy tego. Według mnie to się po jakimś czasie wypali – albo swoje zrobi czas, albo swoje zrobią wyborcy, bo złe słowa ludzie zapamiętują i pamiętają o nich przy głosowaniu.

 

Biskup Pieronek powiada, że taka manifestowana żałoba jest sposobem na uprawianie polityki przez jedną opcję. Wskazał wyraźnie, o którą opcję chodzi. Czy to jest również Pana opinia?

 

Myślę, że żałoba i wszystkie z nią związane skojarzenia są w sposób ewidentny nadużywane na rzecz rozgrywki politycznej. Gdyby to jeszcze była dobra polityka… Bo polityką może być tak samo namawianie rodaków do tego, żeby budować poczucie wspólnoty, budować jakieś dzieła wspólne, upamiętniające na przykład różne osoby o różnych poglądach – to byłaby dobra polityka. Ale gorzej jest z tym, że nastrój żałoby i taki naturalny żal za tymi, którzy odeszli – a odeszli przecież ludzie o bardzo zróżnicowanych poglądach – jest nadużywany na rzecz złej polityki, czyli polityki podziału, awantury, kłótni. I to oczywiście boli, to oczywiście smuci. Ale cóż, przychodzi to uznać jako cząstkę rzeczywistości.

 

Musi Pan chyba przyznać, Panie Prezydencie, że bardzo znamienne są ostatnie wyniki badania opinii publicznej przeprowadzone przez CBOS, z których dowiedzieliśmy się, że aż 90 procent – 90 procent spośród nas! – uważa, że katastrofa smoleńska w ciągu tego roku stała się narzędziem walki politycznej; 80 procent uważa, że mówienie o tym w dalszym ciągu już jest irytujące; 70 procent – co bardzo smutne – uważa, że na obchodzenie państwowych uroczystości, celebrację tej rocznicy i wspomnień o ofiarach katastrofy szkoda publicznych pieniędzy. Do tego doprowadziliśmy…

 

Człowiek ma z natury swoje zapotrzebowanie na dobro i na dobre sytuacje, dobre słowa, dobre gesty. Gdyby tych gestów dobrych było dużo więcej, to pewnie i po roku chętnie byśmy do tego wracali. Ale rzeczywiście jest tak, jak Pani mówi – ogromna część ludzi chciałaby, żeby to już zamknąć, zapomnieć, bo coraz więcej wspomnień kojarzy się już nie z samym dramatem katastrofy, ale z tym wszystkim, co potem miało miejsce. Oskarżenia, jakaś niesłychana brutalizacja stosunku do państwa, do władzy, do społeczeństwa, do sąsiadów… Chciałaby się pewnie to już zamknąć, mieć za sobą. Co można w takiej sytuacji zrobić? Rocznica jest rocznicą. To jest rocznica w polskiej tradycji dosyć mocno osadzona, więc obchody powinny mieć miejsce i miały miejsce. Uważam, że każdy powinien zrobić to, co może i potrafi zrobić jak najlepiej. I wydawały mi się rzeczą oczywistą obchody zarówno w Warszawie, jak i próba powtórzenia tego, co raz się udało, pół roku temu, w październiku – wyjazd rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej razem z moją żoną, spotkanie się tam z prezydentową Rosji. To była taka wzniosła chwila i wydawało mi się, że trzeba spróbować, co prawda w kwietniowej aurze, ale jednak spróbować odbudować tamten nastrój. Wydawało się również oczywistością, że w okolicach 10 kwietnia należy też oficjalnie, jako państwo polskie, być w Smoleńsku. To wszystko miało miejsce. A że były także inne wydarzenia, trochę gorszące albo bolące – to już jest inna kwestia.

 

Ten rok, który minął, jest wedle naszej tradycji, wedle tradycji Kościoła, rokiem zakończenia żałoby. Wiem, że to jest również i Pana opinia, i dlatego nie o to chcę pytać. Chcę pytać o praktykę: co to właściwie oznacza w praktyce? Czy na przykład oznacza to, że nie będzie zgody państwa na manifestacje, chociażby na Krakowskim Przedmieściu czy w innych miastach kraju?

 

Nie, absolutnie nie…

 

Czy nie będzie państwowych uroczystości w kolejną rocznicę?

 

To jest wypowiedź kardynała Nycza, który mówił o zamknięciu pewnego rozdziału, okresu żałoby, ale przecież nikt nikomu nie zabrania…

 

Co więc oznacza „zakończenie”?

 

Ani kardynał, ani państwo nikomu nie będzie zabraniało obchodzić tej rocznicy czy ją przeżywać tak, jak mu będzie to potrzebne. Natomiast czym innym są obchody natury państwowej. Wydaje się, że ten rok zamyka taki naturalny… Świadczą o tym zresztą sondaże opinii publicznej, że Polacy nie chcą większego zaangażowania państwa w te obchody, którym nadaliśmy i tak niesłychanie poważny wymiar. Bardzo daleko idące działania były podejmowane od samego początku. Przypomnę moją pierwszą decyzję jako marszałka wypełniającego obowiązki głowy państwa o ogłoszeniu najdłuższej z możliwych żałoby narodowej.

 

Dowiedzieliśmy się niedawno, że śledztwo zostało przedłużone o kolejne pół roku – tym razem do października. Ten wątek krajowy, który niedawno został wydzielony… Wydaję mi się, że wystarczyłby rok, żeby dokonać stosownego i bardzo skutecznego, bardzo precyzyjnego prześwietlenia sprawy. A jednak nie. Przecież Rosjanie w niczym nam tutaj nie mogli przeszkadzać. Ani wrak nie był potrzebny do tego krajowego wątku śledztwa, ani oryginały czarnych skrzynek. Czy Pan, Panie Prezydencie, interesował się, dlaczego rok to za mało, żeby zakończyć wątek krajowy śledztwa?

 

Proszę Pani, prokuratura w Polsce jest prokuraturą niezależną i proponowałbym jednak nie naciskać na nią, że musi zrobić coś szybciej albo wolniej. Chcielibyśmy, żeby to zrobiła rzetelnie i właśnie niezależnie. Natomiast oczywiście czym innym są prace prowadzone przez komisję pana ministra Millera. To jest komisja rządowa i tutaj można formułować nadzieje, oczekiwania, że stosunkowo szybko pojawią się jakieś wnioski. Dzisiaj miał miejsce eksperyment z użyciem drugiego samolotu Tu-154. Chciałbym wyrazić nadzieję, że będą szybkie efekty pracy tej komisji, bo jestem świeżo po powrocie z Rosji i widać, jak atmosfera zważona sposobem prezentacji i jakością prezentacji materiału zawartego w raporcie MAK-u popsuła relacje polsko-rosyjskie. Miałbym nadzieję, że te sprawy zdołamy szybko zamknąć poprzez odpowiedź polskiej strony rządowej – jak najszybszą, jak najbardziej głęboką i dającą wszystkim możliwość porównania obu tych raportów, wyrobienia sobie opinii.

 

Skoro mówimy o śledztwie… Spotkał się Pan z prezydentem Federacji Rosyjskiej. Czy spytał Pan, kiedy wreszcie wrak i oryginały czarnych skrzynek trafią do Polski?

 

Oczywiście, że rozmawialiśmy i na ten temat. Strona rosyjska ma świadomość, że polskiemu śledztwu potrzebne są oryginały zapisów z czarnych skrzynek, ale też przedstawia, że i oni oczekują na pewne materiały z polskiego śledztwa, które mogą być przydatne do zamknięcia śledztwa rosyjskiego.

 

Ale chyba nie dlatego nie chcą nam zwrócić wraku samolotu i oryginałów czarnych skrzynek, że nie dostają od nas kompletu dokumentów...

 

Musiałaby Pani ich o to zapytać, jak oni to widzą.

 

Pan nie pytał?

 

Ja wiem jedno: że obie strony czegoś od siebie oczekują i mają coś do zaoferowania – albo też nie. Wydaję mi się, że rolą prezydentów może być wspieranie jak najszybszego zrealizowania zapotrzebowania każdego śledztwa – i polskiego, i rosyjskiego. Natomiast kwestia wraku też jest tak postrzegana przez Rosjan, że to jest dowód w sprawie – póki nie zamyka się śledztwa, nie rezygnuje się z dowodów. Była i na ten temat rozmowa. Według mnie, trzeba się zdecydować, czy chcemy szybkiego zakończenia śledztwa, czy też chcemy mieć śledztwo rzetelnie przeprowadzone.

 

1, 2, 3, 4, 5, 6, NASTĘPNA
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.