przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Środa, 4 czerwca 2014

Wywiad Prezydenta RP dla dziennika "Bild"

Panie Prezydencie, 25 lat po zakończeniu zimnej wojny i upadku muru berlińskiego jakie są Pańskie odczucia, gdy wróci Pan pamięcią do owego historycznego 1989 roku?

 

To było poczucie tryumfu! Tak długo walczyliśmy w podziemiu przeciwko reżimowi komunistycznemu, już w latach 70-tych, później na początku lat 80-tych, podczas stanu wojennego w Polsce. Ale nigdy szanse na zwycięstwo nie były tak realne. A potem przyszedł rok 1989 , rok przełomu, rok, w którym odbyły się w Polsce wybory. Zapoczątkowały one upadek komunizmu w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Nasze wysiłki wreszcie przyniosły owoce i czuliśmy wtedy, że zmieniamy nie tylko nasz własny kraj, ale że zmieniamy świat! Zobacz także: "Czuliśmy wtedy, że zmieniamy świat"

 

A co czuje Pan świętując dzisiaj dzień 4 czerwca, dzień pierwszych wolnych wyborów w Polsce, razem z prezydentami Niemiec, Węgier, Słowacji i Czech w Warszawie? Przyjeżdża nawet prezydent USA.

 

Dla mnie to okazja, by właśnie naszym niemieckim sąsiadom przypomnieć jak niesamowity proces rozpoczął się wtedy, 25 lat temu. 4 czerwca my Polacy osiągając sukces wyborczy zmusiliśmy komunistów do kapitulacji, i to za sprawą kartki wyborczej. To był kamień, który uruchomił lawinę.

Za nami poszli inni: Węgrzy, Niemcy, Czesi, Słowacy. Jeden po drugim padały kolejne reżimy, jak kostki domina. Finał w Berlinie był tego efektem. Niemcy odzyskali wolność i w konsekwencji jedność Powinniśmy świętować to wspólnie. Rzadko historia stwarza okazję dla tak wspaniałego zakończenia. Ważne, by pamiętać o tej swoistej wspólnocie dobrego losu naszych narodów.

 

Od początku walczył Pan w szeregach przeciwników reżimu, był Pan przez komunistów aresztowany i internowany. Czy spodziewał się Pan kiedykolwiek, że komunizm zostanie zwyciężony?

 

Tak. Nadzieja na życie w wolności wpisana jest w historię mojej rodziny. Walczyli o to nasi dziadkowie i rodzice – na wojnie, w opozycji, w partyzantce. Liczyłem się z tym, że taka walka, z bronią w ręku, pewnego dnia może być i moim udziałem. Walczyłem, choć wcale nie byłem pewien, że sam dożyję zwycięstwa. Naszą walką było jednak stanie przy maszynie drukarskiej, powielanie ulotek, broszur i książek. Dobre było wszystko, co choć trochę mogło zachwiać reżimem. Ale że na koniec wszystko potoczy się tak szybko, tego nie przewidzieliśmy nawet w najśmielszych marzeniach…

 

Kto bardziej przyczynił się do zakończenia zimnej wojny, polski papiez Jan Paweł II czy radziecki przywódca Michaił Gorbaczow?

 

Spory udział w obaleniu komunizmu miał sam komunizm, ustrój skazany na porażkę, którego nieuchronnym finałem musiała być katastrofa! Co zaś się tyczy papieża i Gorbaczowa. Trudno ich porównywać, tak jak trudno porównywać jabłka z gruszkami. Ale jedno jest pewne - bez Jana Pawła II, 10 milionów Polaków nie przyłączyłoby się do Solidarności. Przecież i Czesi po Praskiej Wiośnie 1968 mieli też opozycyjną tradycję, Węgrzy mieli swoje powstanie 1956. Ale coś takiego jak rosnąca przez 12 lat na sile, aktywna, wielomilionowa, zorganizowana opozycja – a taką była Solidarność - istniało tylko w Polsce… A co się tyczy Gorbaczowa, to zapoczątkowana przez niego pierestrojka rzeczywiście przyśpieszyła – nieuchronny w mojej opinii – upadek ówczesnego ZSRR i koniec komunizmu w tej części świata. I za to jestem mu wdzięczny.

 

Czy gdy w czerwcu 1989 roku udało się Państwu wywalczyć wolne wybory do wyobrażenia było, że jeszcze w tym samym roku padnie mur berliński i żelazna kurtyna?

 

Po gigantycznym sukcesie, jaki przyniosły wybory z 4 czerwca, byłem co do tego pewny. Byłem głęboko przekonany, że załamanie pierwszego elementu konstrukcji spowoduje zachwianie całej konstrukcji radzieckiego systemu. My, Polacy byliśmy tym pierwszym elementem. Ale zawsze było dla nas jasne to, że w pojedynkę systemu nie obalimy. Dlatego Solidarność już w 1981 roku wystosowała apel do innych ruchów opozycyjnych Europy Wschodniej – walczmy razem! Choć czasem wydawało się to romantyczną utopią, zawsze było naszą zasadą: Wolność musi być udziałem wszystkich!

 

Gdy w 1989 roku wrzucaliśmy do urn karty wyborcze, było dla nas jasne, że pewnego dnia wojska radzieckie wyjdą nie tylko z Polski, ale i z Niemiec oraz innych krajów. Tego nie dało się już zatrzymać!

 

W dniu upadku muru, 9 listopada 1989 roku, kanclerz Kohl był z wizytą w Warszawie. Przypomina Pan sobie ten wieczór?

 

Oczywiście, że sobie przypominam. Akurat zostałem dyrektorem w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i przygotowywałem fragment spotkania Helmuta Kohla z naszym nowym premierem Tadeuszem Mazowieckim. Obaj mówili o granicy na Odrze i Nysie. Mazowiecki wyraźnie zaznaczył, że dobre relacje między Polską i Niemcami mogą istnieć jedynie wówczas, gdy zaakceptuje się nienaruszalność tej granicy. Kohl zgodził się na to i dotrzymał słowa.

 

I wtedy w środku tych rozmów dotarła wiadomość o upadku muru!

 

Tak. Do dziś uważam to za uśmiech historii o wielkiej symbolicznej wymowie. Również kolejne spotkanie [Kohla i Mazowieckiego] w polskiej Krzyżowej, gdzie niegdyś formował się opór przeciwko Hitlerowi, miało wielkie znaczenie dla naszych stosunków z Niemcami. Było jednoznaczną deklaracją: Pojednanie jest możliwe a Polska i Niemcy chcą i mogą wspólnie pokonać straszliwą przeszłość!

 

Niemiecka jedność u wielu sąsiadów wzbudziła obawy przed zbyt potężnymi Niemcami, szczególnie w Polsce, na którą Hitler dokonał agresji 75 lat temu. Czy ma Pan dzisiaj do nas Niemców zaufanie?

 

Zmiany zachodziły stopniowo. Ten proces nie został zainicjowany w 1989 roku, ale w 1965 przez deklarację polskich biskupów: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”, którą wystosowano w odpowiedzi na memorandum biskupów niemieckich. Był to kamień milowy w stosunkach między naszymi  narodami, który rozpoczęty przez Kościół, miał kontynuację w polityce.

 

Nie wolno zapominać, że nie ma w Polsce rodziny, która nie straciłaby przynajmniej jednego swojego członka, zabitego przez Niemców w II. wojnie światowej. Niemieccy okupanci świadomie likwidowali polską inteligencję, zburzyli Warszawę …Także i w mojej rodzinie było wiele ofiar. Sztuka dokonywania przemian polega nie na zapominaniu, ale na budowaniu pojednania na pamięci. Nam to się udało.

 

… a więc bez obawy o niemiecką dominację?
 

Oczywiście w 1989 wielu nas ostrzegało. Niektórzy do dziś próbują nas, Polaków, zastraszyć wielkim sąsiadem. Ale zwyciężyło zaufanie oraz współpraca. Strachem nie da się zbudować dobrego sąsiedztwa i bezpiecznej Europy. A to właśnie integracja europejska jest lekcją, którą Europejczycy wyciągnęli ze swej krwawej historii. Im więcej Europy tym więcej zaufania między Europejczykami, w tym także zaufania między Polakami i Niemcami. Zaufanie buduje również polsko-niemieckie braterstwo broni w Sojuszu Północnoatlantyckim i wspólne przekonanie, że Europa potrzebuje bliskich sojuszniczych relacji z USA.

 

Czy relacje polsko-niemieckie to dzisiaj relacje „równego z równym“?

 

My Polacy zawsze mamy tendencję patrzenia odważnie w oczy naszym sąsiadom, właśnie przez wzgląd na to, że tak długo byliśmy otoczeni przez wielkie mocarstwa. Są dobre powody, dla których my Polacy nie powinniśmy mieć kompleksów.

 

Nasza bolesna historia jednak nauczyła nas, że lepiej patrzeć z sympatią niż z nienawiścią. Lepiej też poszukiwać przyjaciół niż wrogów. Wrogowie znajdą się sami. Dlatego też patrzymy prosto w oczy Niemcom, Ukraińcom, Rosjanom i Białorusinom. Bez zadęcia. W licznych sprawach osiągnęliśmy poważne sukcesy i wielu zazdrości nam dokonanych zmian. Bo pracowitość i kreatywność są warte co najmniej tyle, ile pieniądze i władza.

 

Co podoba się Panu w Niemczech?
 

Podoba mi się konsekwencja Niemców w budowaniu nowej Europy, która jest cenna dla wszystkich, oczywiście i dla samych Niemców. Bowiem cała Unia Europejska korzysta z tego, że stanowimy razem stabilną jedność. A Niemcy same bardzo się do tej stabilności przyczyniły.

 

Ponadto Polacy bardzo sobie cenią „typowo niemieckie” cechy, takie jak pracowitość, zdolności organizacyjne, rzetelność, ale i kulturę, w tym wielką literaturę, filozofię i muzykę. Gdy zaś chodzi o pracowitość wyrażoną w liczbie przepracowanych godzin, to w porównaniach wyprzedzamy już Niemców, choć póki co wydajność jest wciąż u nas mniejsza. To wyścig, który trwa, ale jest to wyścig produktywny!

 

Polska imponująco się rozwinęła w ostatnich 25 latach od zmian ustrojowych. Co Państwo uczyniliście lepiej od innych państw Europy Wschodniej?

 

Od początku postawiliśmy na reformy, reformy bolesne i głębokie! Nie było przecież wzorców z innych krajów a musieliśmy odbić się od dna, na którym znaleźliśmy się dzięki nieefektywnej gospodarce socjalistycznej. Mieliśmy mądrych i rozważnych liderów – takich jak premier Tadeusz Mazowiecki. W 1989 staliśmy w obliczu moralnego i polityczego, i przede wszystkim - gospodarczego bankructwa Polski komunistycznej. Dzisiaj jesteśmy w fazie intensywnego rozwoju we wszystkich obszarach życia narodowego. Na naszych błędach, ale i na sukcesach uczyli się potem inni.

Wobec powyższego możemy naprawdę być dumni, dumni z dobrych relacji z sąsiadami, dumni z gospodarki i naszego rozwoju. Proszę popatrzeć na polskie drogi, autostrady, dworce kolejowe i porównać je z naszą infrastrukturą 25 lat temu. Bądź co bądź, byliśmy przecież w czasie ostatniego kryzysu finansowego jedynym krajem europejskim, który odnotował dodatni wzrost gospodarczy!

 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.