przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Poniedziałek, 1 września 2014

Wywiad prezydenta dla Radia Gdańsk

Jacek Naliwajek: Dzień dobry Panie prezydencie.


Bronisław Komorowski: Witam serdecznie.

Cieszymy się, że mogliśmy spotkać się tu, w Europejskim Centrum Solidarności. Powiem tylko, że w tych wnętrzach z naszymi słuchaczami byliśmy całą sobotę. Na wystawie słuchacze odnajdywali siebie bądź cząstkę historii, w której uczestniczyli, którą współtworzyli. Pan też się wzruszył?


Oczywiście. Pięć lat temu uczestniczyłem w pięknej uroczystości wmurowania kamienia węgielnego z nadzieją, że będą wzruszenia, że każdy będzie mógł odnaleźć nie tylko cząstkę historii Polski, ale cząstkę historii samego siebie. A także cząstkę tamtych wzruszeń, które ukształtowały wolną Polskę.

Odnalazł Pan siebie na zdjęciach?

 

Miałem okazję widzieć siebie na zdjęciach, a także wielu przyjaciół, wielu znajomych i wiele sytuacji, które oglądałem bezpośrednio. Znalazłem także zdjęcie z manifestacji z roku 1979, jeszcze sprzed powstania Solidarności.

Panie prezydencie, to, co w tym miejscu często jest podkreślane, to jedność, którą stanowiła Solidarność w roku 1980. Pana zdaniem, to miejsce będzie miejscem dialogu tak bardzo potrzebnego w naszym kraju?


Myślę, że to był mit tej jedności. To oczywiście piękny mit i do pewnego stopnia potrzebny. Solidarność zawsze była zróżnicowana. Solidarność w momencie powstawania była tworzona z bardzo różnymi intencjami, ale ważne było, że pomimo tych różnic, Solidarność potrafiła być Solidarnością. Szukano tego, co wspólne, a nie tego, co dzieliło ludzi. I to się udawało. To było wielkie, młode, polskie doświadczenie, które było ważne z punktu widzenia czasów, w których trzeba było szukać różnych kompromisów politycznych i niełatwego porozumienia. Na przykład w sprawach głębokich reform, które trzeba było przeprowadzić w Polsce po 1989 roku. To był rok Solidarności, nie jedności, tylko solidarności ludzi o różnych poglądach i emocjach. To jest wielkie dziedzictwo, które nie do końca jest utożsamiane, rozumiane i nie do końca kultywowane.

Dlaczego?

Bo zawsze łatwiej się dzielić niż łączyć. Zawsze łatwiej rozrywać tradycję niż ją traktować jako element wspólny. Takich "psuj" jest zawsze więcej, a ludzi od reperowania zegarków mniej.

Łatwiej być przeciwko czemuś niż za czymś. Jak Panu podoba się wnętrze Europejskiego Centrum Solidarności?


Jest bardzo ciekawe. Według mnie jest bardzo adekwatne do tego, co miało być i jest istotą Europejskiego Centrum Solidarności. Tu jest element stoczni, statków, stoczniowców, którzy byli drożdżami wolności w Polsce. Jest niesamowite połączenie architektoniczne samego centrum z krzyżami, które są symbolami tej dramatycznej, trudnej walki w Polskę.

Z sali Jana Pawła II doskonale widać te krzyże. To tam, gdzie przekazywał Pan krzyż z obozu dla internowanych na rzecz Europejskiego Centrum Solidarności. Basil Kerski apelował do rodziny Komorowskich: "Jeszcze, jeszcze. Jeszcze więcej pamiątek."


Na szczęście jest jeszcze więcej rodzin niż moja. Są rodziny internowanych i działaczy opozycyjnych i ja się do tego chcę przyłączyć. Jest wiele takich pamiątek, którymi warto obdarzyć nie tylko swoje dzieci i wnuki, ale również obdarzyć całe społeczeństwo za pośrednictwem Europejskiego Centrum Solidarności.

Panie prezydencie, porozmawiajmy chwilę o Europie. Polak, gdańszczanin został przewodniczącym Rady Europejskiej. Jakie nadzieje Pan z tym wiąże?

 
To jest ogromny sukces Polski. To jest uznanie dla roli Polski nie tylko w procesie historycznym, wyzwalania tej części Europy i jednoczenia z Europą. To jest także uznanie dla polskiego sposobu zagospodarowania wolności i zaangażowania w integrację europejską. To jest wielkie zwycięstwo tych wszystkich ludzi w Polsce, którzy widzą przyszłość Polski w ramach integrującej się Europy. Oprócz tego, jest to źródło satysfakcji osobistej pana premiera, bo to jest bardzo piękne podkreślenie jego zasług istotnych z punktu widzenia budowania dobrych opinii o Polsce. To ma swoje znaczenie z punktu widzenia przyszłości. To nie jest stanowisko wykonawcze, ale to jednak przewodniczenie radzie całej Europy.

Przewodniczący Rady Europejskiej to taki człowiek dialogu, człowiek porozumienia, człowiek dogadywania się w Europie.

 

Pewnie tak, bo on ustala porządek obrad rady, gdzie są wszyscy prezydenci, przemierzy, którzy są zupełnie autonomiczni i nikomu nie podlegają, bo są reprezentantami własnych państw, własnych narodów. Zwoływanie rady wymaga bardzo sprawnego poruszania się pomiędzy bardzo sprzecznymi dążeniami różnych państw, szukania nie tego co dzieli a łączy. Szukania kompromisu a nie zwarcia. Tu się może przydać duch Solidarności, która była wielością a nie jednością.

Jako Polacy mamy takie przeczucie, że Unia mogła zrobić więcej na rzecz niepodległości Ukrainy. Mamy poczucie, że w tej sprawie jest zbyt mało solidarności europejskiej.


Pamiętam taką anegdotę, którą opowiadał mi Tadeusz Mazowiecki, kiedy był tu w Strzebielinku, w obozie internowania. Spotkał pana Seweryna Jaworskiego, przewodniczącego Solidarności. Jeden był bardzo radykalny, drugi kompromisowy. Rozmawiali ze sobą na spacerniaku i jeden krzyknął: "No i co Panie Tadeuszu? Mówiłem ostrzej", a Tadeusz Mazowiecki odpowiedział "Panie Sewerynie, mówiłem mądrzej". To trzeba wypośrodkować między odwagą a mądrością. Unia Europejska jest tworem zajmującym się głównie integracją w wymiarze gospodarczym. Głównym orężem Unii jest gospodarka i ekonomia. Nie armie, nie dywizje, nawet nie polityka. Nie należy się spodziewać od Unii, że raptem zacznie działać szalenie radykalnie w ważnej kwestii, którą jest niepodległość Ukrainy. Tak, jak nie oczekiwaliśmy tego, że będzie działała Unia jako instytucja na rzecz naszej wolności w czasach, kiedy próbowaliśmy obalić Związek Radziecki.

Ma Pan cały czas nadzieję na dyplomatyczne zakończenie konfliktu?


Tam jest wojna i to, co mogę zarzucić wielu unijnym politykom to to, że nie chcą mówić językiem realiów. Używają eufemizmów, że konflikt, że kryzys. Tam już jest wojna, inwazja. Oczywiście chciałoby się, aby ten konflikt został rozwiązany na drodze dyplomatycznej, ale póki co trzeba powiedzieć, że każdy napadnięty kraj i naród musi bronić swojej suwerenności i swojego terytorium. Rolą Europy jest oczywiście dążenie do ograniczenia tej wojny i jej zaniechanie, ale musi to się wiązać z jednoczesnym poparciem dla prawa Ukraińców do obrony i posiadania własnego, niepodległego państwa oraz prawa do wyboru opcji zachodniej. Właśnie o to toczy się istota sporu. Można wiele na ten temat mówić, ale to jest jakaś konsekwencja ukraińskiej rewolucji, którą Polska wsparła i są tego koszty. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że rewolucja na Majdanie była na rzecz prawa do wyboru Ukrainy w kierunku zachodu. Okazało się, że na Ukrainie są ludzie gotowi zginąć za to, żeby Ukraina mogła maszerować w kierunku zachodu a nie być ciągnięta na wschód.

Panie prezydencie, chciałem się jeszcze zapytać o spotkanie z prezydentem Republiki Federalnej Niemiec Joachimem Gauckiem w Gdańsku. Joachim Gauck, przyjaciel Polski, jedna z ikon przemian wolnościowych w Europie. Ta wizyta może być widocznym znakiem dla Ukrainy, dla Rosji, że wojna nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem.


Sądzę, że obecność prezydenta Gaucka będzie potwierdzeniem woli kontynuowania wysiłku na rzecz pojednania polsko-niemieckiego, które przecież jest cząstką mechanizmu, który Unia Europejskiego uczyniła postawą swojej egzystencji. Unia Europejska stawia nie na konflikt, nie na sprzeczność interesów, nie na dominację kogokolwiek nad kimkolwiek, tylko stawia na wygaszanie lęków i pojednanie. Dlatego spotkanie 1 września będzie okazją nie tylko do bilansu historii sprzed siedemdziesięciu pięciu lat.

To jest szansa na odniesienie tego do sprawy Ukrainy.


Zobaczymy, jak to będzie. Na pewno rocznica wybuchu II wojny światowej zachęca, aby myśleć o przyczynach istniejących konfliktów i stosowania dziś tych metod postępowania, które odprowadziło siedemdziesiąt pięć lat temu do wybuchu wojny polsko-niemieckiej, która 3 września przekształciła się w wojnę europejską a potem w wojnę światową. To jest źródło sensownej refleksji historycznej i politycznej.

A zaczęło się od drobnych żądań terytorialnych.


Warto o tym pamiętać i wyciągać wnioski. To jest wielka rzecz, że my w relacjach z Niemcami, ale i cała Europa wyciągnęła daleko idące wnioski z przebiegu drugiej wojny światowej. Kolejna rzecz szukania tego, co jest wspólne a nie tego, co dzieli i stąd pomysł na integrację. Początki Unii Europejskiej wiązały się z prostym przekonaniem - nie było Europy, była wojna. Jest Europa, może wojny nie być. Warto kontynuować wysiłki, bo to jest najlepszy sposób pokazania alternatywy dla całego świata, także świata z poza Unii Europejskiej, że na drodze wyścigu ekonomicznego, współpracy ekonomicznej można realizować swoje cele narodowe nie zawsze kosztem innych.


Dziękuję za rozmowę.


Dziękuję serdecznie.

 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.