przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Wtorek, 11 listopada 2014

Prezydent w radiowych "Sygnałach Dnia"

Krzysztof Grzesiowski: Bronisław Komorowski, prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, dziś jest gościem "Sygnałów Dnia". 

To co, dziś po raz trzeci marsz "Razem dla Niepodległej"?

 

Bronisław Komorowski: Dziś po raz trzeci, bo to rzeczywiście już trzy lata, odkąd trzeba było znaleźć sposób na powstrzymanie procesu destrukcji świąt narodowych przez organizowanie świąt przeciw sobie nawzajem przez różne środowiska partyjno-polityczne. Dlatego trzeci raz idziemy „Razem dla Niepodległej”, podkreślam słowo „razem”, bo do tego marszu zapraszamy i zapraszaliśmy zawsze wszystkich, którzy po prostu chcą świętować razem w sposób radosny, nie przeciwko sobie, ale w imię dumy z niepodległości, w imię radości z tego, że jesteśmy ludźmi wolnymi. Zapraszam wszystkich o godzinie 12.00; uroczystości najpierw przed Grobem Nieznanego Żołnierza tradycyjnie, a potem 13.15 rusza marsz z Placu Marszałka Piłsudskiego Krakowskim Przedmieściem, Alejami Ujazdowskimi, aż tutaj w okolice Belwederu pod pomnik marszałka.

 

Ale owo „Razem”, o którym pan prezydent mówił, owo „Razem” powoduje, że po tych kilku latach różne środowiska świętują 11 listopada w różnym czasie i w różnych miejscach.

 

Tak, ale odnoszę wrażenie, że już przestają świętować przeciwko sobie i nie jest to... jakby nie ulegają prostej pokusie wypychania innych poza obszar patriotycznych przeżyć, więc każdy ma prawo, i to jest demokracja, a być może także potrzeba serca tych ludzi, żeby jakoś indywidualnie albo w środowisku własnym zaznaczyć szczególny stosunek do tego święta. Nikt tego nikomu nie odmawia, ale chodzi o to, żeby po pierwsze nie było awantur, nie było jakby spotykających się pochodów sobie nawzajem wrogich, nie było zgorszenia w związku z tym, i aby w stopniu maksymalnie możliwym atrakcyjna była oferta właśnie do wspólnego świętowania. Mam nadzieję, że taką ofertę po raz trzeci tworzę.

 

Ale nawet przy takim założeniu, panie prezydencie, emocje są, bo trasa marszu „Razem dla Niepodległej” to trasa wzdłuż pomników, jeśli mogę tak powiedzieć, bo to i pomnik Stefana kardynała Wyszyńskiego, i Wincentego Witosa, i Stefana Roweckiego „Grota”, i Ignacego Jana Paderewskiego, i Romana Dmowskiego...

 

Nawet dwa razy marszałka Piłsudskiego.

 

I marszałka Józefa Piłsudskiego. No i właśnie, w sprawie Romana Dmowskiego do Kancelarii na pana ręce nadszedł list środowisk lewicowych, tak to nazwijmy. Piszą, że upamiętnienie Romana Dmowskiego w tym dniu 11 Listopada „mogłoby tworzyć wrażenie, że prezydent Rzeczpospolitej uznaje tradycje endecji jako równoprawną w przestrzeni publicznej, a za taką uznana być nie może i nie powinna”. No więc składa prezydent kwiaty dzisiaj pod pomnikiem Romana Dmowskiego, czy nie?

 

Ale jest rzeczą oczywistą, że należy uznać za równoprawne tradycje Obozu Narodowego, który wtedy, w 1918 roku odegrał ogromną rolę w budzeniu świadomości narodowej, aspiracji państwowych, odzyskiwaniu niepodległości. Ktoś, kto tego nie rozumie, po prostu nie zna historii Polski. To nie znaczy, że wszyscy mamy mieć takie same sympatie, utożsamia się z tym samym obozem. Ja akurat jestem z rodziny o tradycjach konserwatywno-piłsudczykowskich, ale szanuję i lewicowe tradycje niepodległościowe, i prawicowe. I na tym polega cały zamysł, żeby uczyć się wzajemnie szacunku dla odmiennych tradycji rodzinnych, odmiennych tradycji środowiskowych, a nie wypychać się nawzajem, a to jest czasami taka niedobra, nieładna zabawa odmawiania innym prawa do świętowania, odmawiania innym prawa do dumy z dokonań ich przodków.

 

Wie pan, takie same listy napływają na przykład: „A dlaczego mamy czcić marszałka Piłdsuskiego? Przecież zrobił zamach majowy”. A kto dzisiaj pomyśli o tym, czy należy wyrzucić, nie wiem, z pocztu królów polskich Piastów, którzy jeden drugiemu tam oczy wyłupywał na przykład? No przecież nikt przy zdrowych zmysłach tak nie myśli. Więc myślę, że spuśćmy zasłonę milczenia nad tego rodzaju pomysłami, żeby kogoś wykluczać, kogoś wykluczać z tradycji narodowej, kogoś wykluczać z prawa do dumy i radości z odzyskanej niepodległości. To jest zła zabawa.

 

Pan prezydent wspomniał o ubiegłorocznych uroczystościach, między innymi o Marszu Niepodległości, który zakończył się tak, jak pamiętamy, awanturami, bójką z policją pod ambasadą rosyjską. Pan prezydent pamięta, to była pierwsza inicjatywa w 2011 bodaj roku, powtórzona w zeszłym roku. Chodzi o pana projekt ustawy zakładającej zakaz uczestnictwa w publicznych zgromadzeniach osób, których nie można zidentyfikować. Chodzi o osoby, które zasłaniają twarz podczas manifestacji...

 

To są dwie różne inicjatywy...

 

Tak, ale pan przekazał swoją propozycję w ubiegłym roku do Sejmu, ona w Sejmie jest, specjalnie z nią się nic nie dzieje.

 

Jedna już inicjatywa zamieniła się w prawo i dzisiaj samorządy podejmując decyzję o zgodzie albo braku zgody na przemarsz, na demonstrację, mogą kierować się tym, aby nie dochodziło do krzyżowania się wrogich sobie czy spotykania się wrogich sobie pochodów, bo to jest zawsze zachęta do awantury. A oczywiście jest druga kwestia do załatwienia, i ona czeka na rozstrzygnięcie, to jest zakaz zasłaniania twarzy w czasie przemarszu, w czasie demonstracji, chyba że organizatorzy zgłaszają potrzebę właśnie w jakichś strojach, właśnie z zasłoniętymi twarzami, ale wtedy biorą za to odpowiedzialność. Dla przykładu, no nie wiem, jeśli będzie to happening np. krasnoludków, w ramach demonstracji, no to trudno od nich oczekiwać, że nie będą przebrani. Więc mają prawo, ale wtedy biorą odpowiedzialność za to, co się zdarzy, co się stanie w wyniku działania krasnoludków z zasłoniętymi twarzami.

 

Pytam o tę pana inicjatywę ubiegłoroczną, bo ten dokument leży w Sejmie, specjalnie nikt się nie zajmuje. On podobno budzi wątpliwości konstytucyjne. Czy ma pan takie informacje?

 

Nie, nie mam takich informacji, wie pan, no bo z opiniami konstytucjonalistów jest tak, że one są zawsze różne, ale od oceniania tego, co jest konstytucyjne, a co nie, jest Trybunał Konstytucyjny. Więc rzeczywiście jest dziwna zwłoka w tej sprawie. Obawiam się, że to jest takie czekanie na kolejny bodziec przyspieszający prace nad ustawą, która by zwiększała szanse na powstrzymanie awanturników i chuliganów takich w czasie manifestacji. No, rozumiem, że ktoś czeka na to, aż wydarzy się następna awantura i następna bójka, gorsząca, bo psująca święto narodowe.

 

Tak się składa, że tegoroczny Marsz Niepodległości będzie miał zupełnie inną trasę. Nie będzie tak jak w roku ubiegłym, pójdzie na Pragę, na Kamionek.

 

I dlatego ja odnoszę wrażenie, że wszyscy się trochę uczą.

 

Tam, gdzie urodził się Roman Dmowski.

 

Wszyscy się trochę uczą i te marsze po pierwsze dzisiaj się już właściwie nie krzyżują, nie spotykają, idą innymi trasami i jestem przekonany, że także właśnie zmiana w przepisach prawa spowoduje to, że organizatorzy, którzy dzisiaj w dużo większym stopniu odpowiadają za to, czy są awantury, czy nie, czy tworzą sytuację sprzyjającą awanturom, czy też nie, będą zwracali baczniejszą uwagę na to, jak organizować trasę, jak organizować pochód, aby zmniejszyć ryzyko chuligańskich ekscesów.

 

Panie prezydencie, cofnijmy się o kilka dni do 5 listopada, do środy, kiedy zatwierdził pan dokument „O strategii bezpieczeństwa narodowego Rzeczpospolitej”. To jest dokument najważniejszy chyba odnoszący się do bezpieczeństwa i do obronności państwa. Poprzedni obowiązywał od roku dwa tysiące...

 

2003.

 

Trzeciego. W dokumencie mamy wymienione trzy priorytety polityki bezpieczeństwa. Jeden z nich, ów trzeci, mówi o wspieraniu i selektywnym udziale w działalności społeczności międzynarodowej, które mają zapobiegać powstawaniu nowych źródeł zagrożeń, a także – uwaga – reagowania na zaistniałe kryzysy oraz przeciwdziałania ich rozprzestrzenianiu. Czy to ma związek, w dużym skrócie oczywiście, z obecnością polskich wojsk na misjach zagranicznych, ten trzeci punkt?

 

Tak, tak, oczywiście, jest to stwierdzenie oczywiste w świetle tego, że Polska jest ważnym krajem wspólnoty międzynarodowej zarówno europejskiej, jak i natowskiej. I brała i bierze w dalszym ciągu i będzie w przyszłości brała udział, ale na miarę naszych realnych możliwości. W misjach zewnętrznych bierze, w tej chwili polscy żołnierze są także w Afryce Środkowej, ale jest ich pięćdziesięciu, a nie pięć tysięcy. Na tym polega zasadnicza różnica.

 

W ubiegłym roku podczas święta Wojska Polskiego mówił pan o misjach prowadzonych na antypodach, że już tego wystarczy.

 

Nastąpiła zasadnicza zmiana właśnie w zapisie tej strategii, która polega na tym, że Polska zdecydowanie odeszła od niedobrego pomysłu tak zwanej polityki ekspedycyjnej i kształtowania armii polskiej pod kątem głównie zadań poza obszarem natowskim. To był taki okres, kiedy byliśmy zaangażowani jednocześnie w dwie wojny: w Iraku i w Afganistanie. Dzisiaj kończymy operację w Afganistanie, pozostaną tam polscy żołnierze w celach szkolenia armii afgańskiej, ale będzie ich o wiele, wiele, wiele mniej niż było wcześniej, nie będą uczestniczyli w operacjach zbrojnych. I dzisiaj możemy z czystym sumieniem powiedzieć: my kształtujemy armię nie pod kątem działań gdzieś na antypodach świata, ale pod kątem potrzeb obrony własnego terytorium i terytoriów innych krajów członkowskich Sojuszu. Zadania zewnętrzne, takie jak właśnie Afganistan, Afryka Środkowa czy inne ewentualnie, to będą zadania dodatkowe.

 

Właśnie skoro pan wspomniał, panie prezydencie, o Afganistanie, wicepremier i minister obrony Tomasz Siemoniak informuje, że około 150 żołnierzy wyjedzie na misję do Afganistanu od 1 stycznia przyszłego roku, w tej chwili jest około 360 żołnierzy jeszcze polskich w Baghram...

 

Tak, a było prawie trzy tysiące.

 

...koszt to 32 miliony rocznie z budżetu MON-u pobyt tej 150-osobowej grupy. Ale dla opinii publicznej przy takiej informacji pytanie brzmi: to zaraz, to my się wycofujemy, czy my się nie wycofujemy? Co z tego, że to misja doradcza, a nie misja bojowa, jeśli doradca zginie, to jaka to będzie misja?

 

Panie redaktorze, to musi pan tłumaczyć, że to jest zasadnicza różnica, czy jedzie trzy tysiące żołnierzy, czy dwustu, czy stu pięćdziesięciu, czy jadą w celach bojowych, walczyć, strzelać, zabijać, ryzykować własnym życiem, czy też jadą jako instruktorzy. Więc informuję – jedzie rzeczywiście 150 żołnierzy polskich, jako instruktorzy pojadą do Afganistanu, będą szkolili armię afgańską i będzie to kosztowało o wiele, wiele, wiele mniej niż kosztowała nas operacja wojskowa w Afganistanie. Ona kosztowała nas parę miliardów złotych. I to były te miliardy, które mogły być wydane na modernizację techniczną Sił Zbrojnych polskich pod kątem naszych potrzeb obronnych. Zostały wydane w moim przekonaniu bez wystarczającego uzasadnienia w takiej ilości, chodzi o sumę pieniędzy, na operacje na antypodach świata.

 

Czy to, co dzieje się na wschodzie Ukrainy, konflikt rosyjsko-ukraiński według pana jest w fazie uśpienia w tej chwili?

 

Nawet tego nie widać, bo ciągle dają o sobie znać jakieś niepokoje i gdzieś wybuchają walki mniejsze czy większe, więc ja sądzę osobiście, że mamy do czynienia z taką pauzą strategiczną, która... z pewnym zamrożeniem konfliktu, który w każdej chwili może być ponownie odmrożony, jeśli takie będą interesy rosyjskie. Być może w czasie tej pauzy strategicznej, uspokojenia względnego uda się uzyskać jakieś efekty natury politycznej, które by oznaczały, że się zmniejszy ryzyko ponownego konfliktu na dużą skalę. Do tego dąży świat zachodni. Wydaje mi się, że też takie założenia ma współczesna polityka ukraińska po wyborach parlamentarnych na Ukrainie, które się odbyły niedawno. Do tego w tym czasie warto również samą Ukrainę, czyli nie rejon Donbasu, który jest zajęty przez separatystów, wspierać w jej zamyśle reformowania się wewnętrznego, zarówno jeśli chodzi reformę administracyjną, czyli samorządową, zarówno jeśli chodzi o reformę systemu ekonomicznego, aby odejść od niedobrego ustroju oligarchicznego na rzecz demokratycznego biznesu małych i średnich przedsiębiorstw, warto wspierać Ukrainę także w jej absolutnie niezbędnym zamyśle zreformowania własnego systemu obronnego.

 

A czy te wschodnie regiony Ukrainy, jak pan sądzi, panie prezydencie, one już są administracyjnie, a może i politycznie nie ukraińskie?

 

Wie pan, pytanie jest oczywiście o to, co jest polityką faktów dokonanych...

 

To mam na myśli.

 

Na Krymie nie ma oddziałów ukraińskich, są rosyjskie. W Donbasie, w znacznej części Donbasu nie ma armii ukraińskiej ani reprezentantów władzy ukraińskiej. Są separatyści prorosyjscy i wspierające je jakieś struktury państwa rosyjskiego. Więc to są fakty. Natomiast fakty to nie oznaczają jeszcze i nie będą długo w moim przekonaniu oznaczały zgody społeczności międzynarodowej, nie będzie uznania tych faktów. Cały świat stoi na stanowisku prawa Ukrainy do niepodległości, prawa Ukrainy do nienaruszalności integralności terytorialnej. Więc chyba za wcześnie by było mówić o tym, że fakty dokonane są faktami prawnymi. To, co się tam wydarzyło, jest złamaniem prawa międzynarodowego przez Rosję.

 

Panie prezydencie, nie mogę nie spytać o to, czym żyje kraj, jeśli tak można powiedzieć, krótko mówiąc pana komentarz do ostatnich wydarzeń w Sejmie związanych z trzema posłami, byłymi posłami Prawa i Sprawiedliwości.

 

Wie pan, ja to wczoraj już powiedziałem, że nie chciałbym się wpisywać pewnie w chór cały konkurentów i przeciwników tych panów posłów z innych partii politycznych, którzy pewnie dzisiaj po nich skaczą, prawda, ile mogą, no bo nie o to chodzi, żebym uczestniczył w jakiejś batalii międzypartyjnej czy między klubami parlamentarnymi. Więc powiem jeszcze raz to samo, że to jest pewna przestroga dla wszystkich w polityce i nie tylko dla parlamentarzystów, dla ministrów, dla prezydentów także, że trzeba bardzo uważać z tym, aby nie występować w roli politycznego moralizatora, oceniającego innych bardzo ostro, bardzo zdecydowanie, tworzącego wrażenie, że samemu się jest człowiekiem czy środowiskiem politycznym bez skazy, no bo wtedy ten upadek jest parę razy bardziej bolesny i powiem, parę razy bardziej demoralizujący, także dla opinii publicznej. To jest moja jedna taka rada i przestroga.

 

Druga to uważam, że trzeba robić to w parlamencie, aby wyraźnie... aby po pierwsze krytykując, nie należy, o, nie należy wrzucać wszystkich do jednego worka, bo jest bardzo wielu parlamentarzystów solidnych, pracujących, dobrze wypełniających mandat, który im dali wyborcy. I oni są wyjątkowo skrzywdzeni przez każdą aferę, aferkę, skandal, skandalik, bo oni w tym nie uczestniczą, a są bici w mediach, w opinii publicznej na zasadzie tej, że wszyscy tacy sami. Otóż nie wszyscy to są tacy sami. To po pierwsze.

 

Po drugie, rolą parlamentu, marszałka, także prezydium Sejmu jest to, aby ograniczać pokusy, bo tam, gdzie są pieniądze publiczne, zawsze są też pokusy. Można to ograniczać. Ja też byłem marszałkiem Sejmu, wiem, że to nie podobało się w klubach, nie podobało się parlamentarzystom, jeśli zlikwidowałem na przykład możliwość wyjazdów poza parlament całych komisji i posiedzeń takich terenowych. To bardzo lubili posłowie, tylko tyle, że to prawie zawsze było źródłem różnych kłopotów i małych czy większych skandali. Zlikwidowanie tego zjawiska przyniosło pewne uspokojenie. To samo, jeśli chodzi o ograniczenie tzw. turystyki parlamentarnej. To jest możliwe do zrobienia, to wymaga jednak wysiłku i współodpowiedzialności nie tylko marszałka, nie tylko prezydium, ale np. klubów parlamentarnych. W ich własnym interesie w moim przekonaniu szefowie klubów powinni mieć większy wpływ na to, czy jakiś poseł jedzie za granicę, czy nie jedzie, no bo wtedy będą się troszkę także bali, że może ich skompromitować, a niekoniecznie przysporzyć im dobrej opinii.

 

To są opinie byłego marszałka, a obecnego prezydenta Rzeczpospolitej do rozpatrzenia przez parlament w najbliższej przyszłości. A dzisiaj zaproszenie obowiązujące: 13.15, początek marszu „Razem dla Niepodległej”.

 

13.15, ruszamy sprzed Grobu Nieznanego Żołnierza, maszerujemy. Razem z nami jedzie ten tradycyjnie już weteran z wojny 1920 roku, czołg polski, i jedzie także limuzyna kupiona przez państwo polskie dla marszałka Piłsudskiego w 1935 roku, cadillac odnaleziony, wyremontowany, usprawniony, będzie też wiózł marszałka Piłsudskiego, oczywiście aktora, pana Daniela Olbrychskiego, który będzie grał rolę marszałka.

 

Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej, pan Bronisław Komorowski, gość "Sygnałów dnia". Dziękuję bardzo, panie prezydencie.

 

Dziękuję najserdeczniej, zapraszam serdecznie.

 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.