przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Piątek, 6 marca 2015

"Musimy stale dbać o bezpieczeństwo i stale je wzmacniać"

Wywiad Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego dla "Polski The Times". Rozmawiała Marta Gawina

 

Często spogląda Pan Prezydent na przedwyborcze sondaże?


Prezydent RP: Raczej zostawiam to moim sztabowcom. Staram się koncentrować na prezydenturze i na kampanii. To jest moje podstawowe zadanie. Nie należę do ludzi, którzy nerwowo przebierają nogami w pogoni za władzą. Ja jestem prezydentem, czuję ciężar odpowiedzialności i wagę tego urzędu. W związku z tym staram się rozważnie zachowywać w kwestiach wyborczych. Trzeba się koncentrować na dobrym dokończeniu pięcioletniej prezydentury.


Wierzy Pan w zwycięstwo już w pierwszej turze wyborów prezydenckich? Tak w tej chwili przewiduje większość sondaży.


Wszystko jest w rękach wyborców. Ja staram się jak najlepiej wypełniać swój urząd i wiem, że Polacy to widzą, doceniają i ocenią przy urnach wyborczych 10 maja. Do końca kampanii będę walczył o głosy obywateli.


Który z kontrkandydatów może Panu zagrozić szczególnie? Sondaże wskazują Andrzeja Dudę.


Wszystkim moim kontrkandydatom, a jest ich wielu, staram się okazywać należny im szacunek. Oczywiście nie oznacza to akceptacji wszystkich ich poglądów czy zachowań. To wyborcy rozstrzygną, kto wygra, oddając swe głosy w nadchodzących wyborach.


Od kontrkandydatów ciągle płyną zaproszenia do debaty wyborczej. Czy jest na to szansa przed 10 maja?

 

Debatować chcą ci, których Polacy nie znają. Ci, których przekonania i dorobek w pewien sposób tworzone są na potrzeby kampanii. Mówienie o dyskutowaniu przed pierwszą turą to piarowski trik służący zwiększeniu ich popularności. Kampania jest naturalnym czasem rywalizacji. To nie tworzy klimatu do pogłębionej debaty. Tę prowadziliśmy przez poprzednich pięć lat. Wielokrotnie tworzyłem przestrzeń do dyskusji w sprawach kluczowych dla Polski i Polaków. Między innymi poprzez Rady Bezpieczeństwa Narodowego czy Forum Debaty Publicznej. Niestety regułą była odmowa udziału ze strony przedstawicieli  jednej z partii. Żałuję, że w ciągu tych pięciu lat unikali dyskusji w najważniejszych sprawach.


Jednym z głównych tematów tej kampanii jest Ukraina. Jaka jest w tej chwili rola Polski w rozwiązywaniu konfliktu na Wschodzie? Nie było nas na rozmowach w Mińsku.


Polska od początku była adwokatem Ukrainy na arenie międzynarodowej. Nasze zaangażowanie po stronie Ukrainy sprawia, że nie zaczniemy nagle odgrywać roli bezstronnego arbitra. Dlatego wielokrotnie, czy to w formacie rozmów bilateralnych, czy też szerszym gronie przywódców, podnosiłem sprawę Ukrainy. To także na skutek moich działań na Ukrainę została wysłana grupa polskich ekspertów, którzy wspierali ukraińskie władze w przygotowaniu reformy samorządowej. Dziś, poza pokojem i realizacją porozumień z Mińska, Ukraina potrzebuje reform, a Polska służy jej za przykład. Tylko silna i zreformowana Ukraina będzie w stanie przejść przez ten kryzys, a Polska wspiera ją w tych działaniach.
 

Co jakiś czas pojawiają się dyskusje o wysyłaniu polskich wojsk na Ukrainę. Taki scenariusz może się spełnić?


Niektórzy politycy rzeczywiście mówili, że chcą to poważnie rozważać. Polska wspiera i będzie wspierać Ukrainę w obszarze obronności w ramach działań podejmowanych wspólnie z innymi sojusznikami z NATO. To przecież m.in. w ramach polsko-ukraińsko-litewskiej brygady będziemy szkolili ukraińskich żołnierzy. Podobne wsparcie szkoleniowe zapowiedział też premier Wielkiej Brytanii David Cameron.


Wielu ma wrażenie, że w tej sprawie Rosja kpi z Europy i świata. Pojawiają się głosy, że ten konflikt nie skończy się na Ukrainie. Powinniśmy się obawiać?


Polska jest członkiem dwóch najpotężniejszych sojuszy - NATO i UE. Są one ważnymi filarami polskiego bezpieczeństwa. Zarówno militarnego, jak i ekonomicznego. Nie należy straszyć Polaków. Jednocześnie jeśli chcemy, by również nasze dzieci i wnuki żyły w bezpiecznej Polsce, musimy o bezpieczeństwo dbać stale i stale je wzmacniać. Mamy świadomość, że ważne są nasze własne siły zbrojne i siła naszej gospodarki. Od wielu lat skutecznie zabiegam o wzmocnienie bezpieczeństwa Polski. Będąc ministrem obrony narodowej, przeprowadziłem kluczową reformę gwarantującą przeznaczanie 1,95 proc. PKB na obronność. To dzięki tej reformie polska armia mogła rozpocząć zakupy nowoczesnego sprzętu. Z mojej inicjatywy zwiększymy środki przeznaczane na armię do 2 proc. PKB. To niemal miliard złotych więcej.

 

Jednocześnie zakończyliśmy politykę ekspedycyjną - politykę wysyłania polskich żołnierzy na krańce świata. Dzięki tym dwóm krokom będzie więcej pieniędzy na modernizację polskiego wojska - na zakup jeszcze nowocześniejszego sprzętu. Mamy również zaktualizowane plany ewentualnościowe, czyli plany wspólnej obrony Polski przez siły NATO na wypadek zagrożenia. Ponadto dzięki moim zabiegom podczas walijskiego szczytu NATO w Newport wzmocnione zostaną wschodnie granice sojuszu. Powstanie też tzw. szpica, czyli siły szybkiego reagowania. Te wszystkie działania powodują, że nawet hipotetyczny agresor wiele razy zastanowi się, zanim podejmie jakiekolwiek wrogie działania wobec Polski i NATO.

 

Przez sytuację na Ukrainie niewiele mówi się o Białorusi i rządach Łukaszenki. To w tej chwili największy wygrany? Czy jest szansa - na co czeka wielu mieszkańców województwa podlaskiego - że ruszy w końcu mały ruch graniczny z Białorusią?


Liczę na to, że procesy zachodzące na Wschodzie wyostrzą pewne oczywiste zależności i skłonią Białoruś do szukania zbliżenia z Zachodem. To uczestnictwo w integrującym się świecie zachodnim daje większe gwarancje bezpieczeństwa, niezależności i rozwoju. Jednym z elementów zbliżenia w relacjach polsko-białoruskich, które jest nie tylko możliwe, ale też potrzebne, jest kwestia małego ruchu granicznego czy ruchu bezwizowego, która już kilka lat czeka w zawieszeniu. Zyskają na niej i Polacy, i Białorusini. W 2010 r. podpisałem w imieniu Polski wszystkie niezbędne dokumenty do uruchomienia właśnie ruchu bezwizowego. Niestety ze względu na okoliczności, które potem miały miejsce, wdrożenie tych zapisów opóźniało się. Będę działał na rzecz wykorzystania podpisanych porozumień. Takie kontakty nie tylko przysłużą się Podlasiu, ale także będą miały ważne znaczenie w obustronnych relacjach.
 

Wróćmy do kampanii wyborczej. Czy będzie wspierała Pana oficjalnie rodzina? Będą rodzinne billboardy?


Rodzina zawsze była dla mnie oparciem. Rzadko pojawia się w światłach jupiterów lub na pierwszych stronach gazet, ale zawsze mogę liczyć na moją żonę, córki i synów. Cenimy sobie prywatność, chociaż, z uwagi na to, że jestem prezydentem 38-milionowego państwa, jest to dość trudne. Moim największym wsparciem zawsze była i jest moja żona. Jej praca i wsparcie, nie tylko jako żony, matki i babci, ale też jako pierwszej damy, są nieocenione.
 

Ta rozmowa jest tuż przed Dniem Kobiet. Czy w rodzinie Pana Prezydenta obchodzi się to święto?


W mojej rodzinie szacunek do kobiet, ich pracy, szczególnej roli związanej z wychowaniem dzieci, utrzymywaniem rodzinnego ogniska był obecny zawsze. Tego nauczył mnie mój ojciec, tego ja nauczyłem swoje dzieci, to staram się przekazać swoim wnukom. Wszystkim paniom życzę z okazji ich święta spełnienia marzeń, zwłaszcza tych, które kiełkują od wielu lat. Życzę sukcesów w życiu zawodowym i satysfakcji w życiu rodzinnym oraz by na co dzień otaczała panie ludzka życzliwość, wdzięczność i wsparcie.
 

 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.