przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Czwartek, 19 marca 2015

Wywiad prezydenta w programie "Dziś wieczorem" w TVP Info

„Dziś Wieczorem” – Krzysztof Ziemiec – Dobry wieczór, witam Państwa, wydanie wyjątkowe programu, bo jesteśmy gośćmy w Belwederze, gośćmi, przypomnę, Prezydenta Bronisława Komorowskiego, raz jeszcze witam, dobry wieczór.

 

Prezydent Bronisław Komorowski: Mnie również bardzo miło.

 

Panie Prezydencie, czy to, co wydarzyło się wczoraj w Tunisie, śmierć naszych niewinnych rodaków, trzeba traktować jako atak na Polskę, czy to jest zbyt dużo powiedziane?

 

Nie, to wszystko na to wskazuje, że Polacy padli, w sposób trochę przypadkowy, ofiarą zamachu terrorystycznego, ale ten fakt powinien nam dawać wiele do myślenia, jeśli chodzi o to, gdzie jesteśmy dzisiaj, bo to nie tylko to, że Polacy się więcej ruszają po świecie, ale także to świat się staje po prostu mniej bezpieczny. Zagrożenia są nie tylko z tytułu wojny rosyjsko-ukraińskiej, ale również z tytułu właśnie zjawisk terrorystycznych. Więc musimy mieć świadomość, że w tym niebezpiecznym świecie musimy zadbać o własne bezpieczeństwo, i to robimy. Na szczęście na razie jakichś dramatycznych planów ataków na Polskę nie widać, nie słychać, ale musimy się liczyć i z takimi możliwościami, stąd działania prewencyjne, wzmacniające odporność państwa, właśnie Narodowy Program Walki z Terroryzmem, który uzbraja Polskę w możliwości skutecznego koordynowania wszystkich służb, działania na rzecz wspólnoty wywiadowczej, bo tędy wiedzie droga do zwiększenia bezpieczeństwa przed złymi zamysłami złych ludzi, terrorystów.

 

Dzisiaj po posiedzeniu Biura Bezpieczeństwa Narodowego powiedział Pan, że to spotkanie dało informacje o istniejących niebezpieczeństwach. Jakich? Także tych właśnie terrorystycznych? U nas w Polsce? Na terenie naszego kraju?

 

Nie, nie, dzisiejsze posiedzenie po pierwsze dało informacje, że jesteśmy przygotowani na przykład jeśli chodzi o odporność polskich placówek dyplomatycznych, i Państwo pewnie pamiętacie, że niektóre, w rejonach niebezpiecznych, zostały zawieszone, ale inne zostały wzmocnione, i są dzisiaj względnie bezpieczne, tak jak można być bezpiecznym w niebezpiecznym świecie. Ale – to jest po pierwsze – po drugie jednak Polska buduje mechanizmy skutecznej koordynacji działań antyterrorystycznych na wypadek pojawienia się zagrożeń w Polsce, ale też oczywiście ten mechanizm trzeba doskonalić. Temu będzie poświęcone, między innymi, część planowanych w tym roku jeszcze ćwiczeń ogólnopaństwowych pod tytułem Kraj 2015 – on będzie sprawdzał odporność Polski na różne zagrożenia, w tym także na zagrożenia terrorystyczne.

 

A z analiz biura wynika, że takie zagrożenie terrorystyczne w Polsce istnieje czy nie?

 

Gdybyśmy wiedzieli, że jest takie zagrożenie, to byśmy przeciwdziałali temu, natomiast trzeba się po prostu liczyć, bo taka jest logika wydarzeń na świecie, że świat terroryzmu zbliża się do nas, i zagrożeń terrorystycznych – to nie znaczy, że one już są dzisiaj aktualne w naszym kraju, ale jak powiedziałem, trzeba być mądrym przed szkodą, a nie po szkodzie.

 

Panie Prezydencie, już nie tylko opozycja, ale też i pani premier krytykuje wczorajszą, może nie obecność, ale słowa Marszałka Sejmu w jednej z telewizji, który delikatnie mówiąc wszedł trochę i w Pana buty i w buty szefa MZS. Jak Pan się do tego odnosi?

 

To znaczy ja myślę, że intencje pana marszałka były dobre, bo pewnie jakoś był poruszony tymi wiadomości, ale oczywiście jest jedna nauka dla wszystkich ważna, żeby zachować jak najdalej idącą wstrzemięźliwość w podawaniu szczegółowych informacji, bo one mogą być po prostu jeszcze niepełne, albo nie do końca sprawdzone, nie do końca wiarygodne, a zawsze wywołują jakieś rozedrganie nastrojów ludzkich, więc tak już bywa, ale wydaje mi się, że warto podkreślić to, że na przykład MSZ informował bardzo oszczędnie za to bardzo rzetelnie. I według mnie ta polityka informacyjna państwa polskiego, tam gdzie to była polityka państwa świadomie realizowana, tam wszędzie była absolutnie prawidłowa, przy czym uwzględnić trzeba jeden czynnik, mianowicie w Tunezji, która jest niesłychanie życzliwa nam w tej chwili, chcieliby tam chyba nieba przychylić polskim turystom, jednak to nie jest kraj, który jest, że tak powiem, przykładem najlepszej organizacji w wielu obszarach i siłą rzeczy niektóre trudności, na przykład z identyfikacją osób zabitych, a pełnym uzyskaniem pełnej jakiejś informacji, skutkowały tym, że i Polska mniej wiedziała na temat swoich obywateli, tak zresztą jak i pewnie Niemcy i Francuzi i Włosi.

 

Wrócę jeszcze do tej wypowiedzi Marszałka Sejmu – to było o jedno, dwa słowa za dużo czy coś więcej? Dlatego że on wczoraj troszeczkę zastąpił chyba Pana ogłaszając coś w rodzaju żałoby narodowej.

 

Myślę, że jest to dzisiaj absolutnie już jednoznaczne, że to, co można było zrobić w tym zakresie zostało zrobione, to znaczy w opuszczeniu flag do połowy masztu, najpierw na budynkach prezydenckich, jest po prostu dobrą, jest propozycją pewnego zachowania, także dla innych instytucji państwa, i z tego skorzystała i kancelaria premiera, i sejm także i senat również, w wymiarze symbolicznym to jest oddanie hołdu ofiarom, i chyba to jest akceptowane w bardzo szerokim układzie. Jako pewien zwyczaj, który pozwala na jakieś zachowanie, które jest potrzebne nam wszystkim, bo żałoba, w różnej formie okazywana, jest elementem budującym wspólnotę, a w takich sytuacjach dramatu, śmierci współobywateli, to odczuwamy potrzebę bycia razem, więc jak na tych symbolicznych gmachach w Polsce flaga jest opuszczona do połowy masztu, mam nadzieję, że też ogromna ilość obywateli Polski po prostu czuje, że to jest także zrobione w ich imieniu.

 

Pełna zgoda. Wrócę jeszcze raz do marszałka, bo opozycja znów bije na alarm i mówi, że ten chaos informacyjny, który był wczoraj, pokazuje na pewną, nawet dość dużą, nielojalność między najważniejszymi osobami w państwie.

 

Ja bym nie przesadzał, opozycja jest od tego, żeby krytykować, jest okres wyborczy, więc pewnie krytykuje dwa razy bardziej niż to by było uzasadnione, jak powiedziałem, politykę informacyjną państwa realizował w tym wypadku Minister Spraw Zagranicznych, z którym także i byłem w ścisłym kontakcie, stąd komunikaty w imieniu państwa polskiego, rządu i prezydenta były jednorodne i tutaj uważam, że nie ma do czego mieć zastrzeżeń.

 

Panie Prezydencie, już wiemy, że za tym zamachem stoi Państwo Islamskie, wiemy też i śledzimy uważnie to, co się dzieje za nasza wschodnią granicą, dziś zaczął się szczyt unijny w Brukseli, który ma zdecydować, co dalej z sankcjami wobec Rosji, nie obawia się Pan, że w tej sytuacji, która miała miejsce w Tunisie, część Europy Zachodniej może zwrócić swoją uwagę właśnie na południe, a nie na wschód? Co dla nas byłoby niekorzystne.

 

Tu nie ma żadnej zmiany, bo tak po prostu jest w Unii Europejskiej, że kraje południa, które dużo więcej wiedzą i dużo więcej mają emocji ulokowanych na przykład w Afryce północnej, czy na bliskim wschodzie, tak rzeczywiście świat widzą, że dla nich zagrożenie terrorystyczne, zagrożenie przyjazdu emigrantów z Afryki, jest zagrożeniem realnym, takim na co dzień postrzeganym, natomiast to co się dzieje na Ukrainie dla nich niekoniecznie jest czymś, co pobudza ich wyobraźnię i emocje. Natomiast pobudza nasze emocje i naszą wyobraźnię i umacnia nas w przekonaniu, że my musimy dbać o to, by Europa i cały świat zachodni widziała zagrożenia i na południu i na wschodzie. Unia jest tak skonstruowana, że musi być na końcu kompromis, w tym wypadku kompromis musi polegać na pewnej równowadze między zainteresowaniem tym, co się dzieje na południu i tym, co się dzieje na wschodzie, z tym, że naszą polską rolą jest pokazywanie, że na wschodzie to nie są jednostkowe akty terroru, albo okrucieństwa ludzi, prawda, przeciwko ludziom, tylko jest to zjawisko wojny. Więc naszą rolą jest podkreślanie tego, że to jest zagrożenie zupełnie innego typu, jakby innego kalibru, dużo większego. Co nie znaczy, że mamy lekceważyć lęki właśnie świata powiedzmy Włochów, czy Francji, którzy siłą rzeczy widzą to troszkę inaczej, bo ich dotyka bezpośrednio zjawisko terroru i zjawisko masowej imigracji.

 

Czyli tego niebezpieczeństwa Pan nie widzi, a jaka może być decyzja tego szczytu w sprawie przedłużenia lub nie sankcji wobec Rosji?

 

Nie sądzę, żeby była jakakolwiek decyzja w tym momencie, będzie to dyskusja szefów państw raczej prowadzona w kierunku takim, żeby zostawiając pewną furtkę na przyszłość, ale uzależnić to wycofanie się z sankcji od postępu procesu odchodzenia Rosji od polityki agresywnej wobec Ukrainy. Więc decyzje będą zapadały w czerwcu, dzisiaj jest ważne, żeby świat Unii Europejskiej zademonstrował jedność w żądaniu od Rosji zaniechania polityki agresywnej wobec Ukrainy i od tego uzależnił swoje dalsze postępowanie w kwestiach sankcji. Dzisiaj tak naprawdę jest do decyzji jedno – czy przedłużyć sankcje? Bo to nie jest pytanie czy wprowadzić sankcje, tylko czy przedłużyć działanie tych sankcji, które były nałożone w warunkach agresji rosyjskiej, a przypomnijmy, że świat zachodni opowiadał się jednoznacznie za nieuznaniem aneksji Krymu.

 

Wladimir Putin działa coraz bardziej vabank, te ruchy wojsk, które śledzimy od kilku dni wzbudzają niepokój pani premier, ale Pan, generał Koziej również – uspokajacie, że dużego zagrożenia na razie nie ma, trzymamy rękę na pulsie, śledzimy, ale część analityków, wojskowych, obserwatorów, tych którzy bardziej się znają na tym, mówią, że trzeba o tym głośno mówić, że to nie jest ten moment, kiedy można spać spokojnie, trzeba naprawdę o tym głośno mówić, bo mamy w Europie wojnę.

 

Mamy w Europie wojnę, ale to nie znaczy, że to już jest wojna, w której my jesteśmy zagrożeni bezpośrednio. Ćwiczenia my też organizujemy - my jako Polska, my jako NATO - i oczywiście często w Rosji one są interpretowane jako dowód na jakieś zagrożenie, podczas gdy my doskonale wiemy, że one nie są wymierzone w Rosję, tylko są nastawione na obronę naszego terytorium, ćwiczenie obrony naszego terytorium. Rosjanie też ćwiczą, i oczywiście często zachowują się tak, żeby było widać, że trochę straszą. Z tym, że czasami to jest chyba na zasadzie kozy rabina słynnej –  wstawia się ją, tam rakiety właśnie czy samoloty, które po jakimś tam czasie odlatują z powrotem do swojej bazy po to, że jak nastąpi jakieś zaognienie, to znowu tymi samymi rakietami się straszy.

 

Tylko że Iskandery mogą być naprawdę niebezpieczne.

 

Mogą, tylko one są tak samo niebezpieczne jak stacjonują za Uralem i przewiezione będą w ciągu kilkunastu godzin do Kaliningradu, jak i wtedy kiedy są pod Kaliningradem. To nie jest wielka różnica, aczkolwiek sam fakt, że się próbuje świat zachodni straszyć nie jest niczym przyjemnym. Natomiast jest zasadniczo ważne to jak świat zachodni na to reaguje, jeżeli my reagujemy rozmieszczaniem żołnierzy świata zachodniego na rubieżach NATO, między innymi w Polsce, tak jak dzisiaj Amerykanie czy Francuzi, będą Niemcy, czy w krajach bałtyckich, no to jest nasza odpowiedź, mówimy my się was nie boimy i jesteśmy od was mocniejsi. To, że wy macie Iskandery, ale jak popatrzcie, prosimy bardzo, policzcie swoje siły i siły NATO. NATO jest najpotężniejszym sojuszem na świecie i możemy się w związku z tym nie obawiać waszych demonstracji, co nie znaczy, że mamy spać spokojnie. Musimy się też modernizować, armia polska się unowocześnia od wielu lat, wydajemy dużo więcej pieniędzy niż wiele innych krajów natowskich, ale musimy też pamiętać, że my wydajemy 2% produktu krajowego brutto, ale rosnącego, bo się rozwijamy, a Rosja wydaje 4%, ale zaczyna gospodarczo wysiadać, więc te pieniądze będą mniejsze.

 

To jeszcze spytam krótko o kampanię prezydencką, ona została zawieszona ze względu na to, co wydarzyło się w Tunezji, ale pewnie szybko wszystko wróci w stare koleiny, czy w sytuacji, kiedy tak wielu kandydatów ponawia, ujmę to „zaproszenie” do takiej debaty przed pierwszą turą wyborów, nadal twardo Pan obstaje przy stanowisku, że nie spotka się z kontrkandydatami czy może nie?

 

Po pierwsze, rzeczywiście będą flagi, będą spuszczone do połowy masztu przez trzy dni,więc tak w moim zamyśle to jest ten czas pewnego też zawieszenia i kampanii wyborczej, przynajmniej z mojej strony, nie wiem jak będą reagowali tutaj moi konkurenci, to już jest ich sprawa, natomiast jeśli chodzi o debatę, to ja widzę jedno, że wszyscy chcieliby mi przykładać, prawda, i atakują, natomiast między sobą nie chcą dyskutować, bo kandydat PIS odmawia kandydatowi PSL, a inny kandydat odmawia Januszowi Palikotowi.

 

Chciałby spotkać się z najgroźniejszym rywalem.

 

Ale niech Pan ich zapyta, dlaczego nie chcą dyskutować między sobą, a kandydat lewicy w ogóle nie chce z nikim dyskutować, ani rozmawiać.

 

Nawet z dziennikarzami. Spotka się Pan?

 

To wszystko jest kwestia kalkulacji politycznych oczywiście, chętnie by każdy widział żeby prezydent musiał się zmagać z dziesięcioma na raz – tylko pytanie, czy to jest sensowne i czy to byłaby debata. Wydaje mi się, że debata tak naprawdę, żeby miała logikę debaty, to jest debata przed drugą turą wyborczą, tak było zawsze, za czasów prezydenta Kwaśniewskiego, za czasów prezydenta Wałęsy, i nie widzę powodu, żeby od tego odstępować, dla przyjemności moich konkurentów, jeżeli chcą dyskutować niech dyskutują przede wszystkim pomiędzy sobą.

 

Jeszcze krótko spytam o Pana decyzję z soboty, czyli podpisanie ustawy o ratyfikacji ustawy antyprzemocowej, czy nie pospieszył się Pan aby z tą decyzją? Bo jest Pan mocno krytykowany przez część, także i myślę Pana elektoratu, przez ludzi bardziej konserwatywnie nastawionych do świata?

 

Wie Pan, kandydaci na prezydenta mogą opowiadać, co chcą, mogą obiecywać, mogą nic nie robić, mogą tylko mówić, co powinien ktoś inny zrobić. Prezydent, nawet wtedy jak jest kandydatem, musi być prezydentem, musi podejmować decyzje, musi rozstrzygać kwestie, nawet wtedy, jeżeli one wyborczo są niewygodne, i ja tak staram się zachowywać, no dla mnie wskazówką jest konstytucja – konstytucja mówi, że mam dwadzieścia jeden dni na podjęcie decyzji. Nie mogę przedłużać tego okresu, w związku z tym podjąłem decyzję o podpisaniu ustawy, bo mijał termin konstytucyjny. Wszyscy kandydaci powinni wiedzieć, że konstytucję należy szanować. A jeśli chodzi o samą konwencję, to ja jej jeszcze w ogóle nie ma, bo ona jeszcze nie jest przygotowana przez rząd do ratyfikacji, ale ją bardzo wnikliwie badałem, i właśnie od strony konstytucyjności, i nie widzę zastrzeżeń, jest ona badana od strony wpływu na prawo polskie, i na razie ten wpływ jest korzystny. Powiem tyle – są zastrzeżenia i ja je częściowo podzielam, do języka, do pojęć użytych w tej konwencji, bo na przykład rzeczywiście nie ma wskazania alkoholizmu jako źródła właśnie przemocy w rodzinie, co w Polsce jest niestety częstym zjawiskiem, są natomiast odniesienia raczej związane z kulturą islamu niż z chrześcijaństwem – mówi się, że to jest język genderowy, ale przypomnę, że w 2007 roku ówczesny premier Jarosław Kaczyński też podpisał dokument proweniencji europejskiej, unijnej, gdzie jest użyty wprost język genderowy, język i nic złego się nie stało. Bo to jest język, a nie prawo. Można mieć zastrzeżenia do tego języka, tak jak do dokumentów dotyczących kapitału ludzkiego podpisanych przez Jarosława Kaczyńskiego, ale warto powiedzieć, że podpisał, wprowadził język genderowy do polskiego prawa i nic złego z tego się nie stało.

 

Czyli w przyszłości będzie Pan walczył także o ratyfikację tego dokumentu?

 

Nie, wie Pan, ja nie mam o co walczyć, bo to jest moja decyzja, prawda, chyba że miałbym sam sobie walczyć, ale prezydent nie jest prezydentem sumień Polaków, bo one są bardzo różne, każdy ma własne sumienie i każdy może stosować jakąś zasadę, albo nie, w zależności od tego, co mu sumienie każe, w takich sprawach jak in vitro, i innych. Natomiast prezydent jest od tego, żeby szanować w stopniu maksymalnie możliwym wrażliwości wszystkich Polaków, albo przynajmniej największej liczby, stąd ja szanuję i wrażliwość, mówiąc właśnie o tych zastrzeżeniach języka powiedzmy, w cudzysłowie, powiedzmy katolicką wrażliwość, ale i szanuję i inne środowiska, które mają prawo, że na gruncie politycznych decyzji będzie kompromis polityczny zawierany, nie na gruncie moralnym, bo na gruncie moralnym każdy ma prawo mieć niezłomne sumienia. Ale właśnie nie może żądać żeby inni się do tego naginali, ja mam swoje poglądy, mam swój światopogląd, ale nie mam prawa oczekiwać, że wszyscy Polacy będą mieli takie same poglądy jak i moje, na kwestie in vitro czy na kwestie przemocy w rodzinie. Wie Pan, przemoc w rodzinie po prostu jest rzeczą hańbiącą, to jest hańba, z tym trzeba walczyć.

 

Z tym wszyscy się zgodzą.

 

I nawet wtedy jak język nie pasuje czy drażni, no to jednak najważniejsze jest to, żeby nie wyłamywać z frontu zwalczania zjawiska przemocy wobec słabszych, a słabsza jest zawsze kobieta i dziecko.

 

Dziękuję bardzo, dziękuję za spotkanie i za zaproszenie.

 
Dziękuję.

 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.